Gęsto splecione gałęzie sumaków tworzące dach kociarni, promienie słoneczne wpadające przez szczeliny, barwiące legowisko Sennej Łzy na złoty kolor i skromne posłanie Fląderki, to praktycznie wszystko, co Fiołek widziała na oczy. Trudno byłoby się nie znudzić.
Pocieszała ją jednak myśl, że kiedy nadejdzie Wysokie Słońce, będzie mogła wyjść ze żłobka, aby zwiedzić obóz. Od dłuższego czasu męczyła o to matkę, marudziła w kółko, nie dając jej ani chwili wytchnienia. No i się udało! Dostała to, czego chciała. Nie podobało jej się tylko to, że musiała poczekać, aż będzie najcieplejsza pora dnia. Żeby nie złapać jakiejś choroby, czy czegoś tam.
Nie lubiła czekać, a im więcej o tym myślała, tym bardziej odnosiła wrażenie, że słońce się zatrzymało na nieboskłonie i nie miało najmniejszego zamiaru ruszyć się dalej. Miała wrażenie, że zaraz wybuchnie ze zniecierpliwienia. Dla urozmaicenia czasu podgryzała więc końcówkę ogona biednej Jasności.
Wychyliła głowę z wejścia do żłobka, uderzenie serca później pojawiły się przednie łapki, a na końcu tylne. Rozejrzała się po obozie oczami świecącymi z zachwytu i ekscytacji. Poczuła chłodny wiatr mierzwiący jej futro. W legowisku nie było tak mocno czuć jego powiewów.
Pierwszy raz patrzyła na żłobek z zewnątrz, co do reszty legowisk to większość już widziała, wyglądając przez wejście do kociarni, teraz jednak miała okazję przyjrzeć im się z bliska. Chwilę stała i patrzyła, a potem łapki poszły w ruch i już nie było po niej śladu.
Odwiedziła kącik zabaw, zajrzała do legowisk uczniów, medyka, wojowników, starszych i lidera, jednak do tego ostatniego nie wchodziła. Zamoczyła łapki w źródełku, wsadziła nos do dziupli ze zwierzyną, biegała w tę i z powrotem, plącząc się wojownikom pod łapami, aż w końcu uznała, że zwiedziła każdy zakamarek obozu.
Usiadła przy wejściu do kociarni, żeby odsapnąć, bo przez cały ten czas ani na chwilę się nie zatrzymała. Poczuła też, że robi się jej jakoś dziwnie. Nie wiedziała, jak to nazwać. Chwilę patrzyła na wojowników i uczniów chodzących po obozie. Niektórzy rozmawiali, inni jedli lub odpoczywali, ale w tym wszystkim nikt nie uwzględnił jej. Nikt z nią nie rozmawiał, nikt jej nie podziwiał. Odniosła wrażenie, jakby nikt się nią nie przejmował.
Kiedy się odwróciła w poszukiwaniu choć jednego zwracającego na nią uwagę kota, zobaczyła Senną Łzę wylizującą futerko Jasności. Kotki rozmawiały wesoło. Wyglądały na szczęśliwe. Czyli dobrze się bez niej bawiły. Słyszała głębokie mruczenie matki i poczuła, jak jej wnętrze się gotuje ze złości.
A więc to tak? Teraz Fiołek już ich nie obchodziła? Teraz karmicielka wolała jej siostrę? Już nie kochała szylkretki?
Zacisnęła zęby, powstrzymując syknięcie. Nie pozwoli nikomu, nawet Jasności odebrać jej uwagi matki!
Już chciała ruszyć w ich stronę i szybko naprawić sytuację, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. To one ją zostawiły. To one o niej zapomniały. Więc to one powinny teraz to naprawić. Uznała, że to Senna Łza powinna do niej przyjść. Powinna pamiętać o tym, że ma drugą córkę. I że wypadałoby się nią zająć. A jeśli nie, to Fiołek jej nie potrzebowała. A przynajmniej tak sobie wmawiała, sztywnym krokiem odchodząc od tego nieprzyjemnego widoku.
Przechodząc przez obóz, spojrzenie jej zielonych oczu padło na młodą, zgrabną kotkę siedzącą niedaleko i czyszczącą swoje czarno-białe futro. Ogon owinęła wokół długich łap, a jej kręcona grzywka lekko się kołysała przy pociągnięciach języka.
Tak! To była jej okazja! Skoro nie mogła liczyć na Senną Łzę i Jasność, czemu by nie zawrzeć nowej przyjaźni? Nieznajoma wyglądała wiekiem na uczennicę. Teraz kiedy Fiołek będzie miała znajomości wśród starszaków, będzie lepsza od swojej siostry.
— Cześć, jestem Fiołek — miauknęła, podchodząc do uczennicy.
Oczami wyobraźni już widziała podziw Jasności i Sennej Łzy, kiedy dowiedzą się, że ma przyjaciółkę, która jest uczennicą.
Nie lubiła czekać, a im więcej o tym myślała, tym bardziej odnosiła wrażenie, że słońce się zatrzymało na nieboskłonie i nie miało najmniejszego zamiaru ruszyć się dalej. Miała wrażenie, że zaraz wybuchnie ze zniecierpliwienia. Dla urozmaicenia czasu podgryzała więc końcówkę ogona biednej Jasności.
***
Pierwszy raz patrzyła na żłobek z zewnątrz, co do reszty legowisk to większość już widziała, wyglądając przez wejście do kociarni, teraz jednak miała okazję przyjrzeć im się z bliska. Chwilę stała i patrzyła, a potem łapki poszły w ruch i już nie było po niej śladu.
Odwiedziła kącik zabaw, zajrzała do legowisk uczniów, medyka, wojowników, starszych i lidera, jednak do tego ostatniego nie wchodziła. Zamoczyła łapki w źródełku, wsadziła nos do dziupli ze zwierzyną, biegała w tę i z powrotem, plącząc się wojownikom pod łapami, aż w końcu uznała, że zwiedziła każdy zakamarek obozu.
Usiadła przy wejściu do kociarni, żeby odsapnąć, bo przez cały ten czas ani na chwilę się nie zatrzymała. Poczuła też, że robi się jej jakoś dziwnie. Nie wiedziała, jak to nazwać. Chwilę patrzyła na wojowników i uczniów chodzących po obozie. Niektórzy rozmawiali, inni jedli lub odpoczywali, ale w tym wszystkim nikt nie uwzględnił jej. Nikt z nią nie rozmawiał, nikt jej nie podziwiał. Odniosła wrażenie, jakby nikt się nią nie przejmował.
Kiedy się odwróciła w poszukiwaniu choć jednego zwracającego na nią uwagę kota, zobaczyła Senną Łzę wylizującą futerko Jasności. Kotki rozmawiały wesoło. Wyglądały na szczęśliwe. Czyli dobrze się bez niej bawiły. Słyszała głębokie mruczenie matki i poczuła, jak jej wnętrze się gotuje ze złości.
A więc to tak? Teraz Fiołek już ich nie obchodziła? Teraz karmicielka wolała jej siostrę? Już nie kochała szylkretki?
Zacisnęła zęby, powstrzymując syknięcie. Nie pozwoli nikomu, nawet Jasności odebrać jej uwagi matki!
Już chciała ruszyć w ich stronę i szybko naprawić sytuację, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. To one ją zostawiły. To one o niej zapomniały. Więc to one powinny teraz to naprawić. Uznała, że to Senna Łza powinna do niej przyjść. Powinna pamiętać o tym, że ma drugą córkę. I że wypadałoby się nią zająć. A jeśli nie, to Fiołek jej nie potrzebowała. A przynajmniej tak sobie wmawiała, sztywnym krokiem odchodząc od tego nieprzyjemnego widoku.
Przechodząc przez obóz, spojrzenie jej zielonych oczu padło na młodą, zgrabną kotkę siedzącą niedaleko i czyszczącą swoje czarno-białe futro. Ogon owinęła wokół długich łap, a jej kręcona grzywka lekko się kołysała przy pociągnięciach języka.
Tak! To była jej okazja! Skoro nie mogła liczyć na Senną Łzę i Jasność, czemu by nie zawrzeć nowej przyjaźni? Nieznajoma wyglądała wiekiem na uczennicę. Teraz kiedy Fiołek będzie miała znajomości wśród starszaków, będzie lepsza od swojej siostry.
— Cześć, jestem Fiołek — miauknęła, podchodząc do uczennicy.
Oczami wyobraźni już widziała podziw Jasności i Sennej Łzy, kiedy dowiedzą się, że ma przyjaciółkę, która jest uczennicą.
<Łabędzia Łapo? Chcesz się zaprzyjaźnić?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz