BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierwszy Brzask x Truskawkowa Grządka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierwszy Brzask x Truskawkowa Grządka. Pokaż wszystkie posty

21 sierpnia 2022

Od Pierwszego Brzasku cd. Truskawkowej Łapy (Truskawkowej Grządki)

W odpowiedzi kocur westchnął, kiwając powoli głową. To było… dużo informacji na raz. Przysunął się bliżej i przytulił syna (córkę?). Skoro dla burego to było sporo, nie chciał wiedzieć, jak duży ciężar dźwiga Truskaw…ka. Dziwiło go tylko to, że ruda nawet nie wie, jak to się stało. Takie rzeczy… cóż, raczej się pamięta. Wolał jednak nie dopytywać. Jakby nie było, to dosyć… osobiste sprawy.
– Która to kwadra?
– Nie wiem na pewno, ale już jest na wylocie. Siedzi w kociarni.
Ciężko mu było w to uwierzyć. Truskawka… Ojcem? (Matką? Brzask nie miał pojęcia jak to nazwać) To wydawało się zbyt nierealne. Przecież sam był jeszcze dzieckiem, dopiero co wyszedł ze żłobka, dopiero co został mianowany na ucznia… Bury poczuł się nagle bardzo, bardzo staro. Czy naprawdę…? Przełknął ślinę. Postanowił zmienić temat.
– Wilcza Pogoń… Jesteście… Razem?
Oczy Truskawki zrobiły się dwa razy większe. Zakaszlała, krztusząc się własną śliną.
– Ojciec, proszę…!
Brzask zaśmiał się cicho.
– Dobrze, rozumiem. Czyli nie…?
Nie dokończył nawet, urywając pod wpływem spojrzenia medyczki. Zachichotał, ale zaraz spoważniał. Położył ogon na grzbiecie kotki.
– Co by się nie działo, jestem tu dla ciebie – miauknął, uśmiechając się ciepło. – Zobaczysz, wszystko się ułoży. Pomożemy ci je wychować, ja i mama. Możesz jej o wszystkim powiedzieć. Tak myślę – dodał szybko, przypominając sobie, czyja krew płynie w żyłach Iskierki. – Bo nie zostawisz Wilczej Pogoni samej z dziećmi, prawda?
– Nie... Chyba. Raczej? — Truskawka przystanęła na chwilę, żeby pomyśleć. — Nie zostawię jej, chyba, że ona sama postanowi inaczej — zapewniła spokojnie.
Bury skinął głową, uśmiechając się ciepło. To była dobra decyzja. Właściwa. Zapadło milczenie.
– Truskawko? – miauknął po chwili, przerywając ciszę. – Tak mi się przypomniało… Jakbyś spotkał…a Kalinkę, pozdrów ją ode mnie i poproś, żeby odwiedziła staruszka od czasu do czasu, dobrze? Jakoś dawno jej nie widziałem. – Uśmiech kocura wciąż był pełen ciepła. – A, i masz pozdrowienia od dziadka.


<Truskawko? ^^ Akcja dzieje się po śmierci Kalinki jakby co>

30 czerwca 2022

Od Truskawkowej Łapy CD Pierwszego Brzasku

*duuuży skip time, hellga plz nie bij*
 
 Stał przed legowiskiem starszych, grzebiąc smętnie łapą w gruncie. Całą siłą próbował się zmusić do wejścia do środka, jednakże przytłaczająca aura smutku oraz żalu skutecznie go powstrzymywała. Uchylił pyszczek, czując jak zasycha mu  w gardle. Bał się widzieć ojca w takim stanie. Nie takiego chciał mieć go we wspomnieniach... nie takiego... Bury zawsze był wesołym i pogodnym kotem, gotowym zawsze do opowiadania ciekawych historii swoim dzieciom a teraz- teraz to dzieci musiały zajmować się nim. Iskrzący Krok niedługo zapewne do niego dołączy, była ostatnio u Truskawka po maść na stawy, opowiadała przy tym, że za niedługo poprosi Cętkowaną Gwiazdę o przeniesienie.
Smutek rozlał się w sercu młodego medyka. 
Nie chciał tracić najbliższych, już i tak stracił siostrę.
— Truskawku...? T-to ty? — futro stanęło mu dęba, gdy ojciec wypowiedział jego imię. Uśmiechnął się smętnie, robiąc krok do przodu. Te odwiedziny będą trudniejsze niż myślał.
— Tak.. hej tato, co u ciebie? — miauknął cicho, siląc się na uśmiech. Otarł się o policzek Brzasku, mrucząc cicho. Tęsknił za czasami kiedy był małym grzdylem i ciągle wojował razem z bratem. — Możemy porozmawiać...? J-ja... ja potrzebuję rady.
Patrzył się na ojca, poruszając niespokojnie końcówką ogona, którą zaraz przygniótł swoimi przednimi łapami.
— Oczywiście, synku, zawsze możesz mi powiedzieć co cię trapi — Brzask podniósł się z widocznym wysiłkiem, podchodząc do syna i klepiąc go po grzbiecie
— B-bo... bo ja chyba jestem kotką, tato — palnął cicho, zrzucając z siebie ciężar tej tajemnicy. Pochylił głowę, niemalże dotykając nosem gruntu. — Ja nie wiem co się dzieje. O-ostatnio poznałam kotkę z klanu burzy i-i jak mówiłam do niej w żeńskiej formie i-... i mi jakoś wygodniej było. N-nie wiem no! — zerwał się na łapy, krążąc dookoła niczym sęp nad padliną — N-nie rozumiem tego! To jest dziwnie i... i nienaturalne! I nienormalne! P-przecież urodziłem się kocurem, prawda? Nie mogę być kotką! Racja, tato? — machnął  niespokojnie ogonem, oddychając ciężko.
— Znałem kiedyś kogoś takiego i wiesz co, synku? Nikt nie miał nic przeciwko — zaczął spokojnie. — Nie musisz wstydzić się tego, kim jesteś, kochanie.
— I-... jest jeszcze jedna sprawa — zaczął cicho, ocierając kapiące z oczu łzy. — B-będziesz c-chyba dziadkiem... 
Zamknął pysk, czekając na reakcję, która nie nastąpiła. Ukradkiem zerknął na ojca, który wpatrywał się pusto w jakiś punkt przed sobą, jakby dryfował gdzieś daleko, głęboko zakopany w swoich myślach.
— Jak? 
Poruszył się niespokojnie. Co on miał mu powiedzieć, że najpewniej się naćpali i poszli w krzaki? Wzdrygnął się na samą myśl, kuląc uszy. Chcąc jednak czy nie - musiał powiedzieć prawdę ojcu. Skoro zaczął, trzeba by było to skończyć.
—  Najpewniej się naćpałem z Wilczą i... i tak jakoś wyszło — bąknął niemrawo. —  Tylko nikomu nie mów. Błagam.

< Brzask? >

[przyznano 5%]

25 lutego 2022

Od Pierwszego Brzasku cd. Truskawka (Truskawkowej Łapy)

Cała jego irytacja wyparowała. Przez uderzenie serca patrzył zaskoczony na tulącego się do jego futra kociaka, aż w końcu jakby oprzytomniał i przytulił go, mocno.
– Ja… Ja ciebie też kocham, Truskawku. I… zawsze będę przy tobie. Przy was – poprawił się, przygarniając drugą łapą Wiewiórkę. Czuł, jak coś ściska go za gardło.
– Kiedy byłem mały, tata opowiadał mi bajkę – miauknął cicho. – Zaczynała się… Była sobie wilczyca, która bardzo kochała swojego małego wilczka. Mieszkali razem w leśnej jamie i byli bardzo szczęśliwi. Któregoś dnia, gdy wybrali się na spacer, szli przez piękną łąkę pełną kwiatów. Mały wilczek zapatrzył się na nie i zanim się obejrzał, stracił mamę z oczu. Gdy to zauważył, przestraszony pobiegł jej śladem, ale nigdzie nie było jego mamy. Zrobiło mu się bardzo smutno i zawył żałośnie. W końcu między krzewami zauważył szare futro. Szczęśliwy podbiegł bliżej, przytulił się i… okazało się, że to pani borsukowa, która wybrała się na przechadzkę. “Nie widziała pani mojej mamy?”, spytał jej. “Nie, nikt tędy nie przechodził”, odpowiedziała. Smutny mały wilczek pobiegł dalej. Rozglądał się za mamą, ale nigdzie jej nie widział. Był coraz smutniejszy. W końcu coś czarnego wyłoniło się zza drzew. Wyglądało zupełnie jak nosek jego mamy. Pobiegł w tamtą stronę, przytulił się i… okazało się, że to pan niedźwiedź wybrał się na poszukiwania miodu. Mocno się zdziwił. “Gdzie twoja mama?”, spytał swoim niskim głosem. “Nie wiem” zaskomlał wilczek. “Nie widział jej pan nigdzie?” “Niestety nie”, odparł niedźwiedź. Coraz bardziej smutny wilczek pobiegł dalej. Robiło się już późno. Coś błysnęło między gałęziami. Wyglądało zupełnie jak oczy wilczycy. Mały wilczek podbiegł w tamtą stronę, jednak gdy tylko wbiegł między drzewa, okazało się, że to ryś. Syknął, wystawiając pazury. “A co taki mały wilczek robi tu sam?” “Zgubiłem mamę”, odpowiedział smutno wilczek. “To bardzo szkoda”, stwierdził ryś, oblizując się. “Ale nie przejmuj się, ja chętnie się tobą zajmę. Podejdź trochę bliżej…” Mały wilczek nie ufał rysiowi. Rzucił się do ucieczki. Biegł, słysząc za sobą tupot rysich łap. Łzy lały się z jego małych oczu. Biegł, biegł, biegł, aż w końcu zgubił się zupełnie. Zmęczony, ukrył się w krzewach i zasnął.
Gdy się obudził, było mu ciepło i przyjemnie. Otworzył oczy i zobaczył uśmiechniętą wilczycę. “Mamo!”, zawołał, przytulając się do niej. “Tak bardzo się bałem.” “Niepotrzebnie”, odparła. “Mama zawsze znajdzie swojego wilczka. Zawsze będę przy tobie.
Pierwszy Brzask spojrzał na tulących się do niego synów.
– Ja… ja też zawsze znajdę moje wilczki – miauknął.


<Truskawku? :3>

06 lutego 2022

Od Truskawka CD Pierwszego Brzasku

Zarówno Truskawek jak i Wiewiór nie chcieli dać za wygraną. Ich ojciec sprawiał wrażenie, jakby coś ukrywał, dlatego też kocurki nie zamierzały dać mu spokoju. No a im bardziej bury starał się zakończyć, czy też ominąć temat, tym bardziej oba rudzielce utwierdzały się w przekonaniu, iż jest to jakaś supo-turbo-gelnialna tajemnica.
Ponadto - trzeba było im przyznać, że nawet martwego kota wpędziliby do grobu.
— Ale jej nie wołałeś przez sen — zauważył Truskawek, drapiąc się po nosie. Brzask wyglądał, jakby miał ochotę wyjść z siebie i stanąć obok, by za chwilę zrobić fikołka w tył z przewrotem w bok.
Kocurek jednak nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że wprowadza ojca w dyskomfort. Dla niego to po prostu była dziwna zabawa w zadawanie pytań
No i dążenie do wiedzy, co to za niby superaśną tajemnicę ich tatusiek skrywa. 
Wojownik zamknął ślepia i policzył do dziesięciu. Odetchnął głęboko, powoli wypuszczając powietrze.
— To mogło być cokolwiek — stwierdził, jednak ani Truskaw ani Wiewiór ani trochę nie wierzyli kocurowi — Czemu akurat Wilcze Serce? Nie ma takiego w klanie. Zresztą… W nocy powinieneś spać a nie słuchać co ponoć mówię przez sen.
Wiewiór szturchnął brata porozumiewawczo łapą. Na pyszczkach obu wymalowały się szerokie uśmiechy. Oboje wiedzieli co robić.
Skoro ojciec nie chciał gadać im po dobroci, trzeba było sięgnąć po argument najcięższej wagi - mamę.
— Bo pójdziemy spytać mamy!
— Tak! Mama nam na sto procent powie, kim jest ten cały Wilcze Serce!
— To twój chłopak?
Na słowa Truskawka, Pierwszy Brzask wybałuszył ślepia, robiąc kilka kroków do tyłu. Kocur wyglądał jakby ktoś nagle zabrał mu wszystkie dziewięć żyć, wrzucił do jeziora i kazał być rybą. Właściwie to... przez moment niebieskooki był w stanie uwierzyć, że jego tatko to ryba. Głównie przez to, że zaraz po jego tekście Brzask zrobił dziwną miną i desperacko łapał powietrze niczym wyjęta ryba z wody.
Kocurek zmarszczył brwi, szturchając go zniecierpliwiony łapą.
— Żyjesz, tato? — Wiewiór podszedł bliżej, przyglądając się niepewnie cętkowanemu. Ten odkaszlnął, biorąc kilka potężnych wdechów.
— Wilcze Serce... — zaczął, jego głos był cichy, praktycznie szeptał. Truskawek nie miał wątpliwości, ze to właśnie ta super-czadowa tajemnica — On... on był moim ojcem. Kochałem go, mimo, że popełnił kilka błędów w życiu... Wiecie... był zastępcą w pewnym klanie — Brzask uśmiechnął się smętnie. Truskawek położył po sobie uszy, podchodząc bliżej ojca i wtulając się w niego, jakby nieświadomie chcąc dodać mu otuchy — Zginął w bohaterskiej walce, chroniąc wszystkich, których kochał.
— I... i co się z nim stało? — rudzielec nieśmiało popatrzył w wielkie, jednak smutne, ślepia należące do jego ojca. Nerwowo wyczekiwał odpowiedzi oraz dalszej opowieści o tym tajemniczym Wilczym Sercu.
— Cóż... odszedł do gwiazd. Tam, gdzie jego miejsce.
Wzrok Truskawka podążył za Brzaskiem, który podniósł głowę, spoglądając w rozgwieżdżone niebo, przebijające się przez gęste korony drzew.
— Czyli ty też jesteś z gwiazd, tato? Bo jesteś przecież taki super... — odpowiedziało mu milczenie. Dopiero teraz do kociaka dotarło, że mógł sprawić jakąś przykrość rodzicowi. Nieśmiało przylgnął mocniej do jego ciała, chowając mordkę w puchatym futrze — Kocham cię, tatusiu... Tak bardzo. Nie odchodź mi do gwiazd jak dziadek... Proszę...

< Brzask? <3 >

29 stycznia 2022

Od Pierwszego Brzasku cd. Truskawka

Gdyby bury nie był porośnięty futrem, stojący przed nim synowie mogliby bez problemu obserwować fascynujący spektakl zmieniających się kolorów na jego pysku. Najpierw odeszła z niego cała krew i kocur zrobił się blady, zielony, później dla odmiany czerwony jak dojrzała wiśnia aż w końcu fioletowy. Ślepia prawie wyszły mu z orbit, gdy wpatrywał się to w odzyskującego humor Truskawka, to zaciekawionego Wiewiórka.
Otworzył pysk. Zamknął. Otworzył. Zamknął i zamachał wściekle ogonem. Otworzył, wzdychając ciężko.
– Nikim – “ważnym” chciał powiedzieć, ale jakoś nie przeszło mu to przez gardło. – takim. Sio do legowiska.
Na reakcję nie musiał długo czekać.
– Ale tatooo – odpowiedział mu rozczarowany chórek.
– Jakby był nikim takim to by ci się nie śnił – miauknął Truskawek. Brzask spojrzał na niego z błaganiem w ślepiach. Kocurek zaskakiwał go swoją rezolutnością. Szkoda tylko, że wtedy, kiedy było to wojownikowi najmniej potrzebne. 
– Śniły mi się też latające jeże i wasza mama – palnął, próbując zagonić synów do spania. – Dobranoc.
– Ale jej nie wołałeś przez sen – zauważył Truskawek.
“No i co z tego” – miał ochotę miauknąć, ale się powstrzymał. Zamknął ślepia i policzył do dziesięciu. Odetchnął głęboko, powoli wypuszczając powietrze.
– To mogło być cokolwiek – stwierdził. – Czemu akurat Wilcze Serce? Nie ma takiego w klanie. Zresztą… W nocy powinieneś spać a nie słuchać co ponoć mówię przez sen – “czyli po naszemu “nie pyskuj, gówniarzu”, synonim braku argumentów. Cudownie ci idzie”.
Wiewiór szturchnął brata porozumiewawczo łapą. Na pyszczkach obu wymalowały się szerokie uśmiechy.
Brzask jęknął w myślach. Rozmowa o Wilczym Sercu była ostatnim, czego teraz potrzebował. Czego kiedykolwiek potrzebował.


<Truskawku? xD>

Od Truskawka CD Pierwszego Brzasku

 Popatrzył na Wiewióra, który uśmiechnął się pod wąsem. Wymiana spojrzeń kociaków starczyła, aby ci wiedzieli już, co będą robić dosłownie za uderzenie serca.
— Poczekajcie tutaj — miauknął, wlekąc się w stronę wyjścia z legowiska. — Zaraz coś przyniosę.
Skinęli łebkami, posłusznie siadając tak, jak ojciec im to nakazał. Zaraz jednak gdy tylko ogon Brzasku zniknął w wejściu do żłobka dwa małe szarlatany poderwały się z ziemi i poczłapały za nim. Z początku szło wręcz idealnie - zaspany ojciec kociąt nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że jest śledzony przez dwa małe grzdyle. 
Oczywiście to ciele Wiewiór musiał się potknąć o patyk, a przynajmniej tak uważał Truskawek mimo, iż wina leżała całkowicie tylko i wyłącznie po jego stronie.
— Cii! Bo usłyszy!
Trącił brata łapą chcąc go naprostować. Rudzielec jednak obruszył się srogo, marszcząc przy tym nos. Tupnął nogą, strosząc futerko, wyraźnie pokazując swoje niemałe niezadowolenie.
— Sam bądź “cii!”. Widzisz, prawie nas…
Zamarli, gdy tylko Pierwszy Brzask odwrócił łeb w ich kierunku. Z jego błękitnych ślepi aż wylewało się zmęczenie oraz swego rodzaju irytacja, której Truskaw ani trochę nie pojmował. 
Ojciec otworzył pysk, mrugając kilka razy nim jakiekolwiek słowo wydobyło się z jego pyska.
— Mieliście czekać w legowisku.
No tak, mieli na niego czekać, jednak jakaś dziwna, nieznajoma siła podpowiadała mu, aby polazł za burym. Coś ciągnęło go ku ojcu i jakoś nie bardzo chciał się temu przeciwstawić.
Z drugiej strony, nie chciał aby ten był na nich zły.
Truskawek zaszurał łapką w piachu, kuląc uszy. Nie było jednak dane mu nic powiedzieć, ojciec złapał go za skórę za karku, odnosząc do żłobka.
Rudzielec przyglądał się bratu, który dreptał tuż obok burego próbując nadążyć za nimi. Dyndając wysoko nad ziemią mógł zobaczyć więcej niż przedtem i gdyby nie paskudna sytuacja, w której się znaleźli, pewnie byłby tymi widokami oczarowany.
Stęknął cicho, gdy jego łapki ponownie dotknęły ziemi. Surowy wzrok ojca palił mu skórę niczym ogień. 
Skulił uszy jeszcze bardziej, poruszając nerwowo ogonem.
Niewiele myśląc wypalił pierwsze lepsze pytanie, które przyszło mu do głowy, byleby tylko odwieść ojca od faktu, że znowu coś zbroili.
— Kto to Wilcze Serce? Mówiłeś o nim czasem przez sen...

< Łojciec? Powodzonka <33 >

Od Pierwszego Brzasku cd. Truskawka

Dlaczego nie mogły zostać takie małe, niezdarne i ciche?
To pytanie bury zadawał sobie za każdym razem, gdy po całym dniu pilnowania, żeby któreś z dzieci nie rozwaliło sobie łba padał na mech. Nie miał pojęcia skąd brały tyle siły. Truskawek, Wiewiórek i Kalinka nie potrafili usiedzieć więcej niż parę uderzeń serca w jednym miejscu, a razem stawali się istnym tornadem przewracającym wszystko na swojej drodze. Do tego rudy pręgus z jakiegoś powodu uznawał go za bohatera i nie odstępował na krok gdy tylko wojownik był w legowisku. Mimo że obiecał sobie że będzie pomagał Iskierce jak tylko może, często wymykał się na polowania. W lesie miał ciszę i spokój. Ciszę i spokój! (Nie przyznawał się do tego ale czasami zdarzało mu się zasnąć gdzieś w środku polany. Naprawdę nie rozumiał skąd kocięta miały tyle siły skoro budziły się równo o świcie.
Oczywiście, że kochał swoje dzieci. Nie tylko dlatego, że musiał, bo były jego. Po prostu łatwiej było je kochać w spokojnym lesie.

Wydawało mu się, że dopiero co położył łeb na miękkim mchu. Coś ukłuło go w pysk. Machnął łapą przez sen, chcąc odgonić natrętną muchę. Chyba się udało i ponownie zapadł w sen. Aż…
Zerwał się, gdy coś uderzyło go w głowę. Wysunął pazury, nieprzytomnym wzrokiem rozglądając się dookoła. Tuż przed jego nosem szczerzyły się dwa rude pyszczki.
– Bo mi się chciało pić tato! – miauknął Truskawek. 
Bury nie miał siły ani ochoty się nad tym zastanawiać. Po prostu westchnął. Podniósł się, uspokoił mruczącą przez sen Iskierkę i spojrzał w roześmiane niebieskie ślepia.
– Poczekajcie tutaj – miauknął, wlekąc się w stronę wyjścia z legowiska. – Zaraz coś przyniosę.
Przetarł ślepia, ale mgła zasnuwająca mu widok nie zniknęła. Westchnął, gdy uderzył w niego chłód poranka. Po jego głowie krążyły różne, bardzo niecenzuralne myśli. Możliwe że podobne do tych, które nawiedziły Iskierkę podczas porodu.
Przejechał językiem po zębach. Dziąsła go bolały. Dziwne. Powinien na wszelki wypadek podejść do medyka.
Rozejrzał się za jakimś mchem z wodą. Był. Całe szczęście. Jeszcze chwila i będzie mógł wrócić do snu. Zrobił krok w jego stronę, gdy nagle…
– Cii! Bo usłyszy!
– Sam bądź “cii!”. Widzisz, prawie nas…
Kocurki zamarły, gdy spoczął na nich zmęczony wzrok burego.
– Mieliście czekać w legowisku – miauknął błagalnie.


<Truskawku? :P>

11 stycznia 2022

Od Truskawka Do Pierwszego Brzasku

 Lepszej pory roku na zawitanie na tym świecie wybrać sobie nie mógł - zielone liście drzew otaczające obóz klanu klifu były widoczne nawet w świetle księżyca. Przyjemny chłód nocy wdzierał się do każdego z legowisk, dając wytchnienie wojownikom, uczniom a nawet i kociakom od skwaru jaki panował za dnia. 
To właśnie nocą ziemia aż tak nie parzyła w opuszki łap, sprawiając, że spacery były aż nader przyjemne.
Truskawek wyściubił nos spod ogona swojej matki, którym to królowa otoczyła całą piątkę smrodów. 
Jego cel był aż nader prosty - znaleźć ojca.
Ta misja nie była jakoś szczególnie trudna, Pierwszy Brzask drzemał dosłownie obok swojej partnerki, pozwalając wtulić się kotce w jego bok. 
Rudzielec szturchnął Wiewióra w bark, na co ten chrapnął głośniej, wybudzony ze swojej drzemki.
— Dawaj, obudzimy tatę to może opowie nam jakąś historię! — zasugerował. Nie musiał namawiać brata dwa razy, samo wybudzenie rudzielca było wyraźnym zaproszeniem do udziału w kolejnej dzikiej eskapadzie.
— Dobra, kto go budzi? — Wiewiór podszedł do pyska burego, trącając go łapą a następnie odskakując. Wojownik zdawał się jednak być niewzruszony tym wszystkim. Ot tylko mruknął coś przez sen, szurając łapą po nosie — Eeeeeej! Truskawek! Zobacz jakie on ma zęby! — kocurek podręptał do brata, który niemalże pakował się do pyska ich ojca.
Opierając się na jego brodzie - Truskawek zajrzał praktycznie do środka szczęk wojownika będąc w niemałym zdumieniu jak silne i potężne one musiały być.
— Jejku! Też pewnie będę takie miał! — pisnął z entuzjazmem, odsłaniając podrażnione dziąsła, z których wystawały ledwie wierzchołki białych kiełków.
Wiewiór z rozbawienia stuknął brata w czoło, przedrzeźniając jego nieudolną próbę zaimponowania swoim zgryzem, który w praktyce jeszcze nawet nie istniał. Wnuk Wilczego Serca nadał rozeźlony policzki, rzucając się na starszego z bojowym kwikiem.
Razem stracili równowagę i razem też upadli ze stęknięciem wprost na głowę rodzica. Ten - wybudzony z głębokiego i upragnionego snu, poderwał łeb, lustrując otoczenie w poszukiwaniu potencjalnego niebezpieczeństwa.
Na całe szczęście - jedynym niebezpieczeństwem były dwa małe gamonie, które nie potrafiły przespać całej nocy.
Brzask oblizał pysk, ziewając.
— Bo mi się chciało pić tato! — to było pierwsze co wpadło Truskawkowi do łebka. Popatrzył on na ojca swoimi wielkimi, błękitnymi ślepiami, jakby chciał go przekonać iż to co mówi, jest najprawdziwszą prawdą.
 
< Brzask? uwu >