– Do ciebie, Koszmarze! – krzyknął dymny kocurek do brata.
– Przyjąłem! – odpowiedział Iglak. – Orientuj się, Zamroczko!
Chcąc rzucić z daleka, zaczął się odsuwać, lecz nie wiedział, że za nim siedział czekoladowy wojownik. Gdy wpadł prosto w jego plecy, kocur wstał i zawarczał:
– Hej! Uważaj, ty mały szczurze!
Koszmarka zbulwersowały te słowa. Przełknie od każdego kota śmierdziela, głupka, a nawet kota o zawyżonym ego, ale szczura już nie!
– Nie jestem szczurem, kupo futra! – to ostatnie jakoś mu się same wymsknęło, z reguły był opanowanym kotem, nie wiedział, czemu mu się to wymsknęło.
– Co za dzieciak – powiedział pół do siebie, pół do kocurka. Następnie machnął ogonem i odszedł w stronę wyjścia. Cętkowany odetchnął z ulgą.
– Dobrze, Koszmarku! Tak mu mów, temu zdrajcy! – usłyszał za sobą czyjś krzyk. Odwrócił się w stronę dźwięku, a należał on do Ognikowej Słoty.
– Eee… dziękuję mamo! – zamruczał do matki.
– Musisz się bronić, jesteś dzieckiem mistrzów, wysoko postawionych kotów – kiwnął główką w stronę matki. Miała rację, nie mógł pozwolić, by losowy kocur go obrażał. Postanowił to mu wyjaśnić.
– Wilczy Skowycie! Wilczy Skowycie! – krzyczał.
– Tak? – odwrócił się w stronę kociaka.
– Chciałbym tylko powiedzieć, żebyś mnie nie obrażał więcej, inaczej zainterweniuje.
<Wilczy Skowycie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz