BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pszczeli Miód. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pszczeli Miód. Pokaż wszystkie posty

26 listopada 2017

Od Pszczelego Miodu C.D Świetlikowej Ścieżki "Pożegnanie"

*przypominam, akcja dzieje się przed opkami świetlika*

Kocica wygrzewała się na promieniach słońca. Mimo ciepła, które jej one dostarczały jej ciało przenikał chłód straty. Szkarłatny Wicher zginął z łap innego kota, którego Pszczela poprzysięgła nienawidzić do końca życia. Wprawdzie, nawet po pogodzeniu się nie byli oficjalnie razem, mimo to kotka czuła, jakby po jego śmierci ktoś wyciął jej kawałek i tak już pokaleczonego po śmierci Porannej Łani serca. Jedynymi jej krewnymi pozostała Świetlikowa Ścieżka, no i Płomienna Gwiazda.
Jej siostra urodziła cztery piękne kociaki. Dwa kocurki i dwie koteczki. Czy to nie piękne, moc dać nowe życie? Pszczeli Miód spojrzała na swój brzuch. Była w zaawansowanej ciąży, ale miała mały i zgrabny brzuszek, w porównaniu do jej siostry, która przez ostatnie dni była niczym baryła. Taka słodka, szylkretowa baryłka z kociętami. Wyszła z legowiska. Wiatr muskał delikatnie jej futerko, jakby próbował mówić: "Nie przejmuj się. Wszystko się ułoży." Ale jaki jest sens życia, skoro większość najukochańszych osób już dawno nas opuściła?
Pszczela źle spała tej nocy. 
Próbowała wszystko ułożyć sobie w głowie, przyglądając się kątem oka śpiącym królowym z ich dziećmi. Przemknęło jej przez myśl, że największe szczęście spotkało jej najbliższą siostrę, że znalazła kogoś, kto będzie ją kochał. Jej już nie ma kto kochać. Czuła sympatię dzieci Świetlikowej Ścieżki, a nawet córeczki Ziewającej Łasicy, z którą często się żarła w żłobku, ale nie wypełniło to pustki. Och, tylko dlaczego ten brzuch musi mnie strasznie boleć? Niech przestanie!
Kotka zaczęła rodzić, choć nie za bardzo się tym przejęła. Cichym jęknięciem wezwała szylkretkę, która zaczęła lekko panikować. Młodą kocicą zawładnęła myśl, że nie chce rodzić, że chce tylko, aby wróciła Łania, Szkarłatny Wicher, mama. Zaczęły się skurcze. Było źle, och, jak bardzo było źle! Klanie Gwiazdy, zabierz mnie do siebie, proszę! - poruszała bezgłośnie wargami, zamykając oczy. Trzymała je mocno ściśnięte, jakby otwarcie groziło ujrzeniem strasznego potwora, czającego się na córkę lidera. Dreszcze nią wstrząsały. Nie słyszała krzyków, rozmów i nie czuła łap przy swoim ciele. W jej głowie panował szum, jak w źle nastrojonym radiu. Jedynie jedna myśl wybijała się ponad to - piskliwa, przerażona i zmęczona zarazem. 
Chcę umrzeć, proszę, chcę umrzeć!

W końcu wszystko się skończyło. Poród się skończył, wszyscy mogli odetchnąć z ulgą, bowiem był on bardzo trudny. Kocica powinna, zgodnie z odruchem zacząć wylizywać kocię, ale była zbyt słaba, tak słaba że nawet nie wiedziała, czy nadal żyje, czy po prostu Klan Gwiazdy spełnił jej prośbę. Zamiast niej kociakiem zajęła się Świetlikowa Ścieżka.
Tak. Jedynym kociakiem.
Gdy otworzyła swoje intensywnie żółte ślepia, okazało się, że po pierwsze żyje, a po drugie że ma przepiękną córeczkę. Rzuciła na nią okiem. Nie była podobna ani do niej, ani do Szkarłatnego Wichru. Miała piękną, pręgowaną sierść w kolorach Słonej Wody, migoczącą w porannym słońcu. Siostra przycisnęła się do niej.
- Prawda, że piękna? - posłała jej obrażony grymas, który był tylko żartem.
- Oczywiście, przecież to MOJA córka! - odparła i pacnęła łapą kotkę. Ta zaśmiała się.
- No, jak jej dasz na imię? Powinnaś zrobić to wcześniej, ale byłaś tak wyczerpana, że zastanawialiśmy się wszyscy z przerażeniem, czy nie... - kotka zawahała się, ale Pszczela nawet jej nie słuchała. Wpatrywała się w hipnotyzujące futerko swojej córki.
- Pianka. - szepnęła, liżąc małą po główce. Pierwsze skojarzenie miała ze Słoną Wodą, więc nazwała ją na myśl o morskiej pianie - pięknej, delikatnej, miękkiej. Świetlik zaniemówiła.
- To... to piękne imię. -rzekła. Siostra znów pacnęła ją łapą.
- No, ja myślę!

***

Przez kilka dni po porodzie szylkretka zmarniała. Sierść jej zmatowiała, dawała córce niewiele mleka, sama nie miała apetytu. Wszyscy odwiedzający łamali się nad pogarszającym się stanem królowej, ale ta ze śmiechem przyjmowała wszystkie przestrogi.
Pewnego dnia przestała się śmiać.
Na jej mordce widniał smutek, nie cieszyła się już niczego - nawet siostra czy młode kociaki nie umiały jej poprawić humoru, choć próbowały jak mogły, wygłupiając się przed nosem królowej. Całe dnie spędzała na pielęgnacji Pianki, nie rozmawiając z nikim. Wpadała do dziury mroku, głucha na słowa innych kotów.
W nocy usłyszała cichutkie wołanie przodków. Otworzyła oczy, mocno przerażona. W legowisku panowała cisza. Kotka przysunęła się do drugiej szylkretki.
- Psst! - syknęła jej w ucho.
- Co, co? - obudziła siostrę, która nie ogarniała co się dzieje.
- Muszę z tobą porozmawiać.
- O tej porze?
- Umieram. Ja umieram, Świetliczku. - szepnęła. Kocica natychmiast oprzytomniała.
- Że co? Ty tylko żartujesz, prawda, Pszczółko? - zapytała w panice, jednak podkrążone oczy szylkretki były niczym potwierdzenie.
- Mój koniec się zbliża. Niedługo dołączę do Klanu Gwiazdy.
- N-nie! Dlaczego, Pszczółko? - Świetlik zaczęła cichutko łkać. Ziewająca Łasica poruszyła się przez sen. 
- Nie płacz! -syknęła ostro. - I staraj się nie płakać, jak będzie po wszystkim. Łzy nie zwrócą mi życia. Ja.. czuję, że to nadejdzie niedługo. Chciałam się pożegnać. I... o coś poprosić.
- T-tak? -zapytała, przełykając łzy.
- Jak umrę...- zaczęła. - ... zajmij się Pianką. Opiekuj się nią jak własną córką, ale nie zapominaj, kto ją urodził. Opowiadaj jej dużo o mnie... I Szkarłatnym Wichrze.
Kotce rozbłysły oczy.
- A więc jednak...
- Tak. - posłała jej lekki uśmiech, ostatni w jej życiu. - Proszę raz jeszcze, zajmij się nią. Nie zniosłabym myśli, że moje kocię wychowuje się bez kochających rodziców. - polizała ją po głowie, po czym zwinęła się w kłębek i zasnęła.

***

Szepty wzmogły się. Było ich coraz więcej. Znów nie wytrzymała i otworzyła oczy.
Nie była w obozie Klanu Nocy. Była na Srebrnej Skórce.
Za sobą widziała swoje martwe ciało, które opatulało małą Piankę.
- Pszczółka?
- Łania?
Piękna kotka pędziła do swojej przyjaciółki i mocno się w nią wtuliła.
- Tak bardzo się za tobą stęskniłam!
- Ha, ja bardziej. - ponad jej ramieniem ujrzała Szkarłatnego Wichra. Posłała mu uśmiech. - Masz piękną córkę.
- Wiem. -odparł niezdarnie. Za nim stała Malinowa Gwiazda z Biedronią Łapą i Osią Łapą. Wyrwała się z objęć Łani i popędziła do nich. 
- Jesteście! - Malinowa Gwiazda polizała ją po łebku.
- Oczywiście, zawsze byliśmy. - zaraz przyjaciółka Pszczoły podbiegła do niej i znów przytuliła. 
- Tak szybko się przywitałaś? 
- Nie, oczywiście że nie! Chodźmy! - obdarzyła ostatnim spojrzeniem widok swojego ciała, kocięcia i królowej z czwórką maluszków, po czym ruszyła za kotką.

<The end.>

03 listopada 2017

Od Pszczelego Miodu "Przebaczenie"

Pora Nowych Liści. Uspokajający powiew chłodnego porannego powietrza. Na wyprawę tę wybrałaby się dziś z Poranną Łanią, ale najbliższa przyjaciółka odeszła do Gwiezdnego Klanu w bliżej nieznanych jej okolicznościach. Ubodło to kotkę z całej siły. Przez kilka dni bez przerwy płakała. Na nic było pocieszanie siostry, ojca, innych klanowiczów. Tak bolesnej straty szylkretka nie przeżyła w całym swym życiu. Nie raz miewała wrażenie, że kotka była dla niej kimś więcej niż przyjaciółką. Nigdy do końca nie pogodzi się z jej śmiercią.
Mimo to oddech miała spokojny, głęboki. W oczach żadnych łez. Kroki pewne, mocne. Musi się skupić na swoich obowiązkach. Polowanie. Musi wyżywić klan. Nagle jej oczom ukazała się myszka. Kucnęła. Zaczęła się skradać. Była niczym cień - cicha, niewidoczna wśród krzewów. Serce stanęło na chwilę. Uszy do przodu. Ogon nisko, ale nie szurający po ziemi. Skok.
Chwilę potem zwierzątko było martwe. Zabicie go nie sprawiło kotce większych problemów.
- Nieźle. - błyskawicznie odwróciła głowę w kierunku głosu. Koło niej stał nie kto inny, niż Szkarłatny Wicher, jej... jej kto? Nic jej z nim nie łączyło. Poza wrogością i strachem. Zmrużyła ślepia i postawiła krok w jego stronę. Kocura widocznie opuściła odwaga, bo zaczął się pośpiesznie cofać z przerażeniem w oczach. Na wszelki wypadek wysunął pazury. Poduszeczki łap Pszczoły delikatnie, ale stanowczo niosły ją do niego.
- Nie skrzywdzę cię, nie martw się. - rzekła chłodno. - Po co przyszedłeś?
- J-ja n-nic. - Szkarłat zawsze zaczynał się przeraźliwie jąkać w jej obecności. Nagle jednak odzyskał panowanie nad głosem. - Tylko przechodziłem. Już sobie idę. - wziął wdech i powoli zaczął się odwracać od kotki, ale ta szybko podeszła i położyła łapę na jego grzbiecie.
- Nie musisz iść. Naprawdę nic ci nie zrobię. - kot mimowolnie wzdrygnął się, czując dotyk kotki, ale usiadł. - Chciałabym z tobą porozmawiać. - usłyszała prychnięcie, ale puściła to mimo uszu. - Przepraszam cię za tamten wybryk. To się nie powinno zdarzyć. Wiem, że to nie naprawi twojego wyglądu ani naszych, ech, relacji, ale chciałabym zacząć jeszcze raz. - złote oczy kocura były wielkości spodków.
- Co ty chcesz zacząć jeszcze raz? - Pszczeli Miód westchnęła głęboko.
- To, co miało stać się dawno temu. - powoli przytknęła głowę do jego piersi i zamruczała cicho. Szkarłatny Wicher oniemiał. Wyczuła przyśpieszone bicie jego serca. Jej również biło coraz mocniej. Dlaczego natura to tak dziwnie wymyśliła? Zamknęła oczy. Poczuła u swych łap krótką sierść, miękką i czystą. Ciepły oddech. Lekki ból w karku.
- Chcesz... - wydukał.
- Chcę. - po jej mordce przebiegł kpiący uśmiech, gdy kocur niezdarnie starał na nią wejść. - Gdzie prawdziwy Szkarłatny Wicher? - fuknęła nagle, aż pręgowanego kota przeszedł dreszcz. - Przecież ci wybaczyłam. Bądź prawdziwym kocurem, a nie jakimś kastratem z fobią. - odwróciła głowę do tyłu, a na jej pyszczku szczerzył się uśmiech. Taka jest ta Pszczoła. Kocur ostatecznie odrzucił maskę strachu i niedostępności i ujawnił swoją prawdziwą tożsamość.

***

<C.D.N>

26 sierpnia 2017

Od Pszczelego Miodu C.D Porannej Łani

Szczeniak podskakiwał wokół szylkretowej kotki, a ta uśmiechała się od ucha do ucha. Jak można nie polubić takiego słodziaka! Nie rozumiała strachu przyjaciółki. Nigdy nie spotkała psa, ale słyszała, że to prymitywne i groźne stworzenia, które tylko czyhają na krew niewinnych kotów. A jednak ten jest całkowicie niegroźny, a do tego skory do zabawy. Pozwalała się wąchać i trącać, a nawet lizać, choć za każdym pociągnięciem języczka wzdrygała się zabawnie. Poranna tylko patrzyła z najwyższym zdziwieniem i strachem na małego potwora.
- Choć, zobacz, jaki jest słodki! - zawołała, chcąc by kotka przemogła strach.
- Nie, dzięki. Nie ufam temu... psu. Ale jeśli nalegasz, możemy znaleźć jego właścicieli. - odparła na to łaciata, czyszcząc sobie futerko.
- Oj nie przesadzaj, to przecież praktycznie kocię! Tylko takie psie. O, właśnie, to psie kocię! A kodeks mówi, że nie wolno zostawić kocięcia w potrzebie. Przecież sama o tym wiesz. I tak, też uważam, że powinnyśmy odnaleźć jego panów. Wprawdzie mogłabym je wychować jak własne dziecko, ale boję się reakcji klanowiczów.
- Nawet nie myśl o takich scenariuszach! Psa nie może wychować kotka, bo jak dorośnie to zje nas wszystkich. Zresztą psy śmierdzą i wszystko niszczą. - odpowiedziała Poranna, wzdrygając się na samą myśl o szczeniaku dorastającym w jej otoczeniu.
- Może i masz rację. Ale nie mówmy o tym i chodźmy na tereny dwunożnych, zanim się ściemni. - Pszczela ruszyła do przodu, a za nią potruchtał piesek. Łania chwilę stała po czym podbiegła do przyjaciółki, szerokim łukiem omijając psa i przyciskając się do jej boku.
Przeszły cały teren klanu Nocy i samotników a następnie skierowały się ku granicy z Klanem Wilka. Wtem łaciata kotka raptownie przystanęła.
- Co jest?
- A co, jeśli Klan Wilka nas zauważy na ich terenach? - Pszczoła myślała przez chwilę, po czym lekko powąchała szczeniaka i rzekła:
- Hmm. Jego zapach stłumi nasze, a nawet jeśli nie, to koty pewnie pomyślą, że uciekałyśmy przed tym psem. Co o tym myślisz?
- Może wypalić. Żeby tylko nikt nas nie przyłapał, bo raczej się zdziwią, widząc nas na spacerze z n i m. - wskazała łapą na biszkoptowego psiaka z obrożą.
Na szczęście wędrówka przez tereny drugiego klanu nie okazała się być trudna. Wyszły na siedlisko owiec, a dalej na farmę, gdzie mieszkali jacyś dwunożni.
- Myślisz, że to tutaj? - zapytała Łanią swą towarzyszkę..
- Nie wiem, ale zaraz się przekonamy.

<Łaniu? ;p>

10 sierpnia 2017

Od Pszczelego Miody C.D Porannej Łani

  Na patrolu było całkiem spokojnie, nie licząc ćwierkania ptaków i paplania Pszczelego Miodu. Kotka obserwowała smukłą przyjaciółkę, która prowadziła dzisiejszy patrol. Była naprawdę piękna, szylkretka czuła się przy niej toporna i gruba. Gdyby była to jakakolwiek inna kotka niż Świetlik i Łania, od razu stałaby się dla niej wredna i dokuczałaby na każdym kroku. Jednak te nieco ponure rozmyślania nie przeszkadzały kotce w rozmowie. A opowiadała jej o wszystkim, o każdym najmniejszym aspekcie jej życia. O dziwo kotki wcale to nie nudziło, tylko słuchała, od czasu do czasu chichocząc, a szylkretka odwzajemniała uśmiech. Miło było mieć przyjaciółkę, z którą można było porozmawiać. Poranna Łania była naprawdę jedną z niewielu kotów, którym Pszczeli Miód bezgranicznie ufała i kochała.
Nagle jej zaciesz na mordce zniknął.
Ich oczom ukazał się patrol Klanu Klifu. Był dość duży jak na patrol, mimo to koty nie sprawiały wrażenia wrogich, choć część z ich spojrzała się na nich podejrzliwie i nieufnie. Pszczoła obrzuciła ich obojętnym spojrzeniem, ale była czujna. Widziała, że Porannej naprężyły się mięśnie, jakby gotowe do skoku. Czyżby zechciała ich atakować? Zanim się jednak obejrzała kotka trzymała w pysku mysz. Koty z Klifu drgnęły gwałtownie, i już sądziła że zechcą wszcząć niepotrzebną walkę, ale nie, tylko szybkim krokiem oddaliły się. Westchnęła i spojrzała na przyjaciółkę.
- No nieźle, upolowałaś tę mysz tuż pod samym nosem kotów z innego klanu! Nie bałaś się, że się na ciebie rzucą?
- Nie powinni, przecież zdobycz była cały czas na naszym terenie.
Pszczela była trochę znudzona. A już się zapowiadało na jakąś ciekawą akcję! Ale Klan Klifu ma mniej kotów, więc raczej nie chcą strat. Ale, dlaczego wysłali taki wielki patrol?
Gdy dotarli do obozu, kotka już całkowicie zapomniała o swoich rozmyślaniach i pragnęła teraz wygrzać się trochę w promieniach słońca.

<Łaniu? ożesz odpisać, ale wtedy zakończ wątek, bo na razie nie mam pomysłu XD>

20 lipca 2017

Od Pszczelego Miodu C.D Szkarłatnego Wichru

Kotka świdrowała wzrokiem kocura, jednak nie miała wysuniętych pazurów. Wyraz pyska też nic konkretnego nie pokazywał. Po prostu przyglądała się mu uważnie. Zignorowała chłodne pytanie kocura. W końcu ten przemógł się i spojrzał jej w oczy. Ponowił pytanie. Kotka cicho westchnęła i rzekła:
- Poszlibyśmy na polowanie?
Kocura zamurowało. Lekko opadła mu szczęka, oczy wychodziły z orbit, a jego głos mocno drżał.
-C-co? - to było jedyne słowo, jakie Pszczoła zrozumiała, dalszy ciąg stanowił niezrozumiały bełkot.
-To, idioto, że chcę się przejść. No chodź.- szturchnęła kocura łapą, na co ten zadrżał jeszcze mocniej i gwałtownie odsunął się od szylkretki. A potem wybuchnął.
-Po to, byś mnie znowu oskalpowała swoimi pazurami?! To kolejna zasadzka, prawda? Więc przyjmij do wiadomości, że nie dam się nabrać i nawet za ten krzak z tobą nie pójdę! -wskazał głową niewinny krzaczek stojący na obrzeżach obozu. Pszczela wzięła głęboki wdech dla uspokojenia.
-Wiem, że to zrobiłam. I nie żałuję tego, bo dostałeś nauczkę. Jednak nie widzę sensu, by po tym wszystkim się jeszcze na ciebie boczyć. Mimo wszystko lubię cię, nawet jak jesteś zdradliwym śmieciem.- powiedziała spokojnie.- A więc co, idziesz? Nic ci nie zrobię. Już dostałeś lekcję.
- Nie dzięki, niedawno wróciłem z polowania.- mruknął nieufnie kocur.
- A jutro pójdziesz? Możemy wtedy zabrać Poranną Łanię i...
- Nie! Nie chcę być ofiarą waszych durnych zemst! Nie podrywam już żadnych kotek, więc się ode mnie odczepcie!- krzyknął i popędził w stronę legowiska wojowników.
Pszczela uśmiechnęła się z politowaniem i ruszyła za nim.

<Szkarłat?>

12 lipca 2017

Od Pszczelego Miodu C.D Porannej Łani, Szkarłatnego Wichru

Spojrzała na szlochającą kotkę i ukłuło ją w sercu. To takie okropne, że to ona została ofiarą podrywu Szkarłatnego i jeszcze jej wściekłości. Wzięła głęboki oddech i postawiła łapę na jej łapie, chowając pazury.
- Tak. - rzekła cicho. Poranna Łania westchnęła z ulgą. - Nie jestem na ciebie zła, to nie jest twoja wina. Ale on...ON...ON POŻAŁUJE, ŻE SIĘ URODZIŁ! POŻAŁUJE, ŻE GO WŁASNA MATKA URODZIŁA, ŻE GO OJCIEC SPŁODZIŁ! JAK MU SIĘ DORWĘ DO SKÓRY...
- Pszczółko, bądź trochę ciszej, wszyscy cię słyszą. - szepnęła łaciata kotka, przestraszona wrzaskiem szylkretki. Widać Pszczela była jej przeciwieństwem. Ona- cicha, spokojna. Pszczoła natomiast żywiołowa, wścibska i momentami wredna. Spojrzała żółtymi ślepiami na nową przyjaciółkę.
- Przepraszam, poniosło mnie. - powiedziała. Kotki siedziały w ciszy, aż zaczęły dzielić się językami. Podczas wykonywania typowych dla dzielenia języków czynności, Pszczelej wpadł do głowy genialny, arcyzacny plan na danie nauczki kocurowi na całe życie. Oh, to byłaby zemsta, jakiej żaden kot by nie wymyślił! Kotka zaśmiała się bardzo cicho głosem szaleńca. Potem zwróciła się do towarzyszki.
- Poranna Łaniu...
- Tak?- zapytała ciekawie.
- Chciałabyś dać nauczkę Szkarłatnemu Wichrowi, którą zapamiętałby na całe życie?
- Oczywiście. -rzekła, liżąc łapę. - Ale co masz konkretnie na myśli?
- Zobaczysz około dzisiejszego wschodu księżyca. Jeśli wypali. -odparła. - A teraz mi wybacz, Poranna Łaniu, ale muszę zacząć szykować mój niecny plan.

***

- Gdzie mnie prowadzisz, Pszczeli Miodzie? - zapytała łaciata. Pszczela tylko uśmiechnęła się pod nosem i dalej podążała wybraną ścieżką, kołysząc lekko ogonem po ziemi. Wokół nie było prawie nic czuć, poza świeżym, lodowatym powietrzem. Przedzierały się przez ośnieżone drzewa i krzaki raźnym krokiem. Szylkretka miała szczęście, że znalazła to miejsce. Zbawienie po prostu. A może Klan Gwiazdy też chce tej zemsty? No bo kto normalny podrywa każdą kotkę, jaką spotka? Widziała, jak podlizywał się jej ukochanej siostrze. Miała pewność, że nie tylko ją podrywał, ale może nawet kotki z innych klanów? A może przez niego jakaś biedaczka zaciążyła? Nie. On musi zostać ukarany, po prostu musi. Nic jej przed tym nie powstrzyma. W końcu zatrzymały się, a kotka rozsunęła zaśnieżone gałązki jeżyn. Poranna oniemiała.
- J-jesteś pewna, ze to dobry pomysł? - miauknęła niepewnie.
- Nie mam pojęcia. - prychnęła - Ale wiem, że jeśli przeżyje, to już nigdy nie poderwie żadnej kotki.
Pozostawała jednak pewna kwestia. Jak go tam zwabić? Na polowanie raczej z nimi nie pójdzie. Na szczęście inicjatywą wykazał się ojciec Pszczelej, który już następnego dnia wyznaczył patrol składający się z tej trójki. Pysznie! Teraz będzie mogła go spokojnie po torturować, a potem wrócą do obozu i nikt się nie dowie...
Widziała, jak pręgowany kocur spojrzał na nie, przełykając ślinę. Czuła odór strachu, więc bał się. Spokojnie, najgorsze zostawimy na sam koniec. 
Szli w miarę spokojnie po granicach klanu. Zgodnie z planem, który kotki omawiały wczoraj do późnej nocy, Łania prowadziła, przemykając z gracją przez zaspy. Szkarłat był w środku, co chwila zatrzymując się, by zaznaczyć teren. Ona natomiast wlokła się na samym końcu, z trudem powstrzymując uśmiech na myśl, co zaraz zrobi.
Gdy doszli w okolice tego miejsca, kotka szybko wspięła się na drzewo, cichutko, by kocur nie zauważył tego. Przycupnęła na końcu grubej gałęzi i czekała, aż ta zacznie trzeszczeć. Wiedziała, że to drzewo jest bardzo stare i bliskie zawaleniu. Zresztą, o to chodziło. Rozległ się trzask. Biały kot, znacząc teren, nie zdążył zorientować się, co się stało. Gałąź wraz z kotką runęła prosto na niego. Nie wyszkodziła mu żadnych krzywd, ale nie chodziło jej o przygniecenie przez spróchniały konar. Wysunęła pazury w tempie błyskawicy zaczęła bezlitośnie drapać go po twarzy. Orała nimi każdy kawałeczek ciała, wrażliwych miejsc nie oszczędzając. Kocur darł się niemiłosiernie, próbując uwolnić się spod konaru. Może Pszczela nie skończyła treningu i była słabsza od Szkarłatnego, ale mogła się pochwalić najostrzejszymi pazurami w lesie.
- Litości! - błagał Szkarłat, gdy z całej siły nacisnęła jego tylną nogę, że aż coś chrupnęło cicho. Wbiła mu pazury w futro na brzuchu i rzekła, zdyszana:
- Nie proś o litość! Zasłużyłeś na to, prowadząc życie zapchlonego taniego podrywacza, który łapie za karki wszystkie kotki w lesie! Ale mam dobrą wiadomość- już nigdy nie zrujnujesz życia żadnej kotce. Ani mojej siostrze, ani nikomu! - ryknęła. Poranna stała z szeroko otwartymi oczami, w których malował się strach, ale też chłodny ogień wściekłości. Może nie popierała tego, co ona robiła, ale nie zamierzała jej przeszkadzać.
- Proszę... Zrobię wszystko...
- Czyli co zrobisz? Łaskawie odczepisz się od Świetlikowej Ścieżki? A może pozwolisz mi cię wykastrować? Czy co planujesz, lisi bobku?!- warknęła.
- Proszę, zostaw mnie! Nigdy nie będę podrywał kotki jak będę pewny, że nie chcę się z nią związać! - krzyknął, przerażony na samą myśl o kastracji. Pszczela spojrzała na towarzyszkę.
- Myślisz, że zrozumiał, jak nas bolała jego zdrada? - Poranna zaczęła taksować wzrokiem kocura, ale rzekła:
- Tak. Wracajmy. - pomogła szylkretce wyciągnąć kocura spod konaru. Był cały pokrwawiony i brakowało mu małego kawałka ucha oraz utykał lekko na tylną łapę. - Hmm.. Mogę coś zaradzić na te rany, bo nie są poważne. Ale ucha i nogi już nie naprawię. - roztrzęsiony Szkarłat kiwnął głową. Teraz był prawie cały czerwony, więc jego imię się zgadzało.
- Okej. A, i jeszcze jedno. Gy ktoś cię zapyta, skąd masz te rany, powiedz, że walczyłeś z samotnikiem lub coś. -rzekła Pszczela. Gdy weszli do obozu, koty patrzyły się ze zdziwieniem na trójkę.
- Co tak długo? Już się baliśmy, że coś wam się stało! - krzyknął Płomienna Pręga. - Na Klanie Gwiazdy, co mu jest?
- Mała sprzeczka z samotnikiem. - szepnął Szkarłatny. - Poranna Łania obiecała, że spróbuje mnie opatrzyć.- zastępca popatrzył zdziwiony po czym oddalił się.

<Szkarłat? Poranna? Mam nadzieję, że dotrzyma słowa >:C>

05 lipca 2017

Od Pszczelego Miodu C.D Szkarłatnego Wichru, Porannej Łani

*I tak wszyscy myślą że Pszczoła jest zdrowa, so why not?*


Po paru dniach na szczęście kotka poczuła się lepiej, więc wiadomym było, że nie dopadł jej żaden Kaszel. Mimo to gdy tylko stanęła na nogi nadal wyciągała białego kocura na polowanie, a relacje między nimi poprawiały się. I myślała, że w końcu jej się uda, że może zaskarbi sobie jego serce.
No cóż, myliła się.
Stała przed nimi w osłupieniu, świdrując kocura żółtymi oczami. Ten tylko jęknął i odskoczył od Porannej Łani, widać nowego obiektu zainteresowań.
-Ty...Ty...TY!- warczała pełna furii, która tylko potrzebowała malutkiego pretekstu, by wybuchnąć.
-Jaaaa?-jęknął żałośnie Szkarłatny Wicher. Widocznie ten parszywy zdrajca był zbyt zaskoczony by cokolwiek innego wydusić.
-TY PARSZYWY LISI BOBKU, ZDRAJCO CHOLERNY TY! ZA PLECAMI ROMANSE SOBIE URZĄDZASZ, CO?! A ZARAZ PO TYM BYŚMY SOBIE CHODZILI POLOWAĆ I SIĘ MIZIAĆ POD ŚWIERKAMI, CO, CHOLERO TY JEDNA?!- prawdopodobnie cały obóz i okolica usłyszały te krzyki, ale jej to nie obchodziło. Biały kot przylgnął przerażony do ściany, widząc wyjęte pazury i wściekłość tarmoszącą Pszczelą niczym torebką po twarogu (nie pytajcie skąd te skojarzenia), a jego towarzyszce było blisko do zawału. Ta spojrzała jej prosto w oczy i ujrzała jeszcze coś poza przerażeniem.
Coś, co mówiło jej, że lepiej sobie odpuścić. Schowała pazury i zwróciła się do nich cichym, jadowitym głosem.
-Nie będę przeszkadzać, bawcie się dobrze. Tylko sobie kociaczków nie zróbcie, bo zaraz inne twoje kochanki, Szkarłatny Wichrze będą się domyślać, że je zdradzasz.- oczywiście szylkretka nie miała pojęcia, czy kocur ma jeszcze jakieś inne na boku, ale pff!- kto wkurzonej kotce zabroni? Zaraz po tym, bardzo powoli odwróciła się i odeszła powolnym krokiem, na siłę powstrzymując się od płaczu, bowiem jej serce właśnie rozpadło się na miliony kawałeczków. Wściekłość i obelgi wyrzucone pod adresem kocura były jedynie chwilowym balsamem na rany. Ponieważ nie wybiegła z obozu, a szła bardzo powoli, zdążyła wyraźnie usłyszeć drżący głos Porannej:
-J-jakie "inne kochanki", Szkarłatny? O cz-czym ona m-mówiła?
Kocur nie odpowiadał. A za jej plecami zapanowała całkowita cisza. Najpewniej druga kotka odejdzie, lub coś. I dobrze, niech ma za swoje, Szkarłatny Zdrajca. Podrywał je obie więc otrzymał nauczkę. A jeśli Poranna Łania jest tak naiwna (bądź tak ją zauroczył albo podkupił tanimi tekstami) to trudno. Ale następnym razem dwa razy się zastanowi, zanim zacznie podrywać jakąś kotkę. A zanim do niej podejdzie, o zastanowi się milion razy, bo na złamane serce nie ma lekarstwa.
Trzeba nauczyć się z tym żyć.

<Szkarłat? Łania? Mówiłam, że będzie odstawiać cyrk.>

30 czerwca 2017

Od Pszczelego Miodu C.D Szkarłatnego Wichru

Kotka płynęła wraz z nurtem rzeki, a jej ciało przeszywało okropne zimno. Zacisnęła na chwilę powieki, niepewna swego losu. Była przerażona, ale po części też zła na siebie, że musiała za wszelką cenę popisać się przed Szkarłatnym Wichrem. Dlaczego to zrobiła? Zawsze czuła w sobie ukłucie zazdrości, gdy kocur rozmawiał z jakąś inna kotką z klanu. Wiadomo, życie nie kręci się wokół zarozumiałej szylkretki ale myślała, że ta niezręczna (tylko dla niego?) sytuacja pod świerkiem powie mu wystarczająco dużo. A on owszem, nadal chodził z nią na polowania, ale ona myślała że traktuje ją jak kumpelę, jak spoko gość może traktować ładną kotkę z dzielni, ale nic poza tym. Zresztą, jakie to ma teraz znaczenie? Zaraz i tak utonie...
Nagle poczuła mocne walnięcie w okolicy brzucha. Otworzyła oczy i zobaczyła, że obiła się o jakiś wystający korzeń. Było to dziwne, ale Pszczoła spostrzegła w tym jedyną szansę ratunku. Kurczowo trzymała się korzenia (czy czegoś tam), a tylne nogi bezwładnie chciały płynąć wraz z rzeką, aż do samego końca, który mógł być wieeeele długości lisa stąd...
Miała coraz mniej siły, czuła, że zaraz puści to, co trzyma, że puści koło ratunkowe i utonie, popłynie z prądem do Klanu Gwiazd...
-Trzymaj się, Pszczeli Miodzie! - usłyszała głos. To Szkarłatny Wicher pędził zdyszany w jej stronę. Sprawdził łapą czy korzeń jest stabilny i delikatnie szedł na niego, łapiąc za kark Pszczelą, a tej przebiegł miły skurcz po całym ciele. Biały kot powoli i mozolnie wciągał osłabioną kotkę na brzeg. Gdy tylko szylkretka poczuła twardy, zaśnieżony grunt, położyła głowę na śniegu i zemdlała z wyczerpania.
Obudziły ją wonne zapachy różnych ziół i innych medykamentów, które jakimś cudem były, choć klan nie miał medyka. Otworzyła oczy i ujrzała zmartwiony pysk kocura.
-Wszystko dobrze?- zapytał cicho.
-Nie mam nawet siły rzucić jakiegoś podłego tekstu, więc chyba nie.- kotka uśmiechnęła się blado.
-Nie mamy medyka, ale przyciągnąłem cię tu, by było ci trochę cieplej. Niestety nie znam się na leczeniu, więc więcej nie mogłem zrobić.
-Trudno, myślę, że dam radę. Tylko módlmy się do Gwiezdnych, bym nie dostała jakiegoś Kaszlu, czy czegoś tam.

<Szkarłat?>

26 czerwca 2017

Od Pszczelego Miodu C.D Malinowej Gwiazdy

Kotka była niezwykle z siebie dumna, że Malinowa Gwiazda wyznaczyła ją do towarzyszenia jej w podróży do Księżycowej Zatoczki. Gdy liderka skończyła przemawiać skinęła głową Palącemu Piorunowi i jej. Poszła do opuszczonego legowiska medyka i wyciągnęła potrzebne zioła.
-Musimy je zjeść, by nie odczuwać głodu w trakcie wyprawy.- koka bez słowa zaczęła żuć to, co podała piękna kotka. Nie smakowało jej to, co właśnie miała w buzi ale uznała, że tym razem nie ma się co sprzeczać. Gdy reszta kotów zniknęła w swych legowiskach lub wyszła na polowanie czy coś w tym guście, a oni skończyli jeść to dziwne zielsko, wyszli z obozu.
Droga przez tereny Klanu Nocy przebiegła bardzo szybko. Nic ich nie zatrzymywało, więc już po kilku dłuższych chwilach byli na terenach Klanu klifu. Tam też nic ich nie spotkało, ale mimo to nieco zwolnili kroku. Natomiast problem pojawił się, już przy samiusieńkiej granicy.
- Co wy tutaj robicie? To nie wasze tereny!- warknął jakiś bliżej nieznany Pszczole kocur.
-Spadaj, mamy misję do wykonania.- odparła bezceremonialnie. Kot zbił w nią zdziwiony wzrok, jednak zaraz obnażył kły i wysunął pazury.
-Pszczeli Miodzie, jak możesz być tak nieuprzejma!- zganiła kotkę matka, po czym zwróciła się do rozeźlonego Klifiaka -Idziemy do Księżycowej Zatoczki. Chyba Klan Klifu przestrzega Kodeksu i przepuści nas, prawda?- spytała uprzejmie, ale chłodno.
-Na to wygląda.- mruknął zrezygnowany, chowając pazury i odchodząc. Widać, że to był zadziorny typ, który szykował się na walkę. Malinowa Gwiazda ponownie odezwała się.
-Mam nadzieję, że to był ostatni raz, moja droga! Nie możemy się narażać na konflikty z żadnym Klanem, zwłaszcza w naszej sytuacji. Palący Piorunie, proszę, idź przodem.
Kotka była wielce zdziwiona. Dlaczego mama nagle chce iść na samym końcu? No cóż, normalnie każda szylkretka ciekawa świata i musząca wszystko wiedzieć dociekałaby zachowania liderki, ale dzisiaj tylko zrezygnowana potrząsnęła łbem. Będzie na to czas później.
W końcu dotarli do Zatoczki.

Od Pszczelego Miodu C.D Szkarłatnego Wichru

Spojrzeli po sobie. No tak, łaskawy świecie, musisz zabronić wrócić dwóm kotom do obozu, bo czemu by nie? Kotka spojrzała w niebo i zlizała z pyska wilgoć, którą pozostawiły krople pierwszego deszczu.
- Och, Klanie Gwiazd, dlaczego skazałeś mnie na siedzenie pod tym jakże cudnym świerkiem z kimś tak nieodpowiednim jak Szkarłatny Wicher?- jęknęła głośno, oczekując na odpowiedź nie Klanu Gwiazdy, a właśnie stojącego obok niej kocura. Wiadomka, nie sposób było nie przepuścić okazji do odgryzienia się tej zarozumiałej koteczce.
-Och, Gwiezdni, dlaczego skazaliście mnie na siedzenie pod tym jakże cudnym świerkiem z tą arogancką szylkretką, która tak beznadziejnie łowi ryby?
-Ej, już mi lepiej idzie!-odparła rozeźlona.
-Jedna ryba o niczym jeszcze nie świadczy.- puścił oko do Pszczoły, a ta tupnęła nogą o mokrą ziemię pod świerkiem. Co jak co, ale iglaste gałęzie średnio chroniły przez deszczem.
-Już ja ci pokażę, co potrafię! Upoluję tyle myszy i nornic że ci szczena opadnie!
-Chciałbym to zobaczyć.-rzekł. Kotka zmarszczyła brwi i otworzyła pysk, chcąc się odgryźć, ale ten ją powstrzymał.- To nie była ironia.
Przez długą chwilę milczała, patrząc się w niewiadomy punkt w lesie. Gdy kocur zaczynał myśleć, że jest już spokojnie, ta ni z gruszki ni z pietruszki wypaliła:
-Na osty i ciernie, zimno mi!
-I cóż ja ci poradzę? Jest Pora Nagich Drzew, mi też jest zimno!- warknął rozeźlony kocur. To co mówił było prawdą- od jakiegoś czasu dygotał z zimna a deszcz wcale nie pomagał.
Po tych słowach stało się coś dziwnego. Pszczeli Miód jakby nigdy nic wtuliła się w krótkie futro biało-szarego kocura. Zanim wcisnęła głowę w jego szyję zdążyła mu tylko rzucić radosne spojrzenie.

<Szkarłat? *lenny*>

Od Pszczelego Miodu C.D Szkarłatnego Wichru

Chwilkę Szkarłatny objaśniał Pszczole tę bardzo trudną sztukę łowienia ryb. Po chwili spojrzał na nią swoimi żółtymi ślepiami i rzekł:
-No, teraz twoja kolej.
-Cocococo? Miałeś mi tylko objaśnić, nie mam zamiaru już dziś więcej łowić!- powiedziała oburzona kotka, świdrując go wzrokiem.
-Ej, praktyka czyni mistrza. To zajmie tylko chwilkę.- mrugnął do niej porozumiewawczo, jednak ta dumnie odparła, że "mistrzem może zostać jutro". Kocur mruknął zrezygnowany i odwrócił się, zaraz usłyszał plusk i zaskoczony spostrzegł, że Pszczela ma już ładną sztukę na brzegu. Uśmiechnął się.
-A więc jednak chcesz już dziś zostać mistrzem, co? Szczerze, to mnie zaskoczyłaś. Nigdy nie spotkałem jeszcze kotki o tak... ekhem... Skomplikowanym i absolutnie bezsensownym i nielogicznym sposobie myślenia. Ale jakoś mi się to podoba.- ta zaczęła go świdrować spojrzeniem, po czym zmarszczyła śmiesznie nos i rzekła, bardzo cicho:
- Naprawdę musisz tak bardzo mi to utrudniać?- po czym zaczęła się śmiać i spowodowała pojawienie się na pysku białego kota miny pod tytułem "WTF man". - No dobra, chyba czas na nas, nie uważasz?
-Jasne, prowadź, silna i niezależna Pszczoło.- ta "silna i niezależna Pszczoła" miała teraz taki wyraz pyska, jakby chciała uściskać kocura i jednocześnie zastanawiała się, czy to nie będzie obciach. W końcu chyba jednak powstrzymała się od tego szalonego pomysłu. Gdy dotarli do obozu i zanieśli ryby na stos zdobyczy, kotka przejechała delikatnie swoim ogonem po głowie Szkarłatnego.
-To co, jutro powtórka?- zapytała.
-Czego, twojego beznadziejnego polowania na ryby?- zaśmiał się.
-Nie, jutro pójdziemy na coś bardziej...przyziemnego. Oczywiście, jeśli pogoda nie popsuje nam planów- odparła szylkretka. - To co, pasi ci?


<Szkarłat?>

25 czerwca 2017

Od Pszczelego Miodu C.D Szkarłatnego Wichru

W tempie uciekającego zająca wbiegła do wody, rozpryskując ją na wszystkie strony. Okręciła się i spojrzała na Szkarłatnego, który wyglądał na poirytowanego i rozbawionego za razem.
-Wskakuj, zapolujemy na ryby! Tylko dawaj takie ładne sztuki, nie malutkie rybki na raz!- krzyknęła, po czym zanurkowała i zmiażdżyła przepływającej rybie głowę, bo czym odrzuciła ją na brzeg.
-Taka może być?- zapytał przez zęby, trzymając w pysku rybę prawie dwa razy większą od zdobyczy Pszczelej.
-Agrh, jak tak możesz!
-O co ci chodzi?- zapytał, już normalnie, bo złowioną rybę wyrzucił na brzeg. Pszczela tupnęła łapą o wyściełane kamykami dno, rozeźlona.
-Specjalnie złowiłeś większą rybę ode mnie bym czuła się gorzej!- krzyknęła i podpłynęła do kocura, który wyglądał jakby zaraz miał zacząć śmieszkować.
-No to pokaż co potrafisz i złów jeszcze większą!- rzekł. Ta warknęła i splunęła do rzeki, po czym złapała drugą rybę, prawie tak wielką jak Szkarłatnego, ale jednak mniejszą. Następna ryba była malutka, więc szylkretka tylko potrząsnęła nerwowo głową i zanurkowała ponownie. Po trzeciej nieudanej próbie fuknęła:
-Może byś też tak polował? A nie, że kotka musi odwalać robotę za kocura!-biały kot nie odpowiedział, tylko się uśmiechnął.-Halo! Ogłuchłeś?- krzyknęła.
-Nie, nie ogłuchłem. Po prostu... Ja już swoje zrobiłem.- odparł, wskazując na swoją zdobycz.
-Jeśli chodzi ci o tę rybę, to ona jest stanowczo za ma...ła.- Pszczole opadła szczęka, bo zobaczyła stosik ryb na brzegu, co w porównaniu do jej ryb wyglądało...no łał.
-Mysi bobek!- znów splunęła i bez słowa wyszła z rzeki zabrać swoją nędzną zdobycz.
-Ej, zaczekaj! Nie dam rady sam zanieść tych wszystkich ryb!- krzyknął za nią. Ta zatrzymała się i powoli odwróciła. Podeszła i bez słowa wzięła w pysk tle, ile mogła i zaczęła to targać w stronę obozu.
-Robię to tylko dlatego, że jesteś spoko gościu!- wycedziła przez zęby.
-Co? Myślałem, że jestem mysim bobkiem, jak to mnie ładnie nazwałaś.
-Że co? Nigdy bym cię tak nie nazwała! Jesteś zbyt spoko, by tak do ciebie mówić.-powiedziała.
Kocur stanął i zamrugał oczami ze zdziwienia.

<Szkarłat? Hehehehe>

31 maja 2017

Od Pszczelego Miodu

     Pszczoła została mianowana. Uau.
Ogólnie, to szylkretka zaczęła tracić nadzieję na ten przywilej, bowiem nie ukończyła wszystkich treningów z Czarnym Piórkiem. Ale klanowi potrzebni są wojownicy, no i nie może być uczniem wiecznie...chyba.
Kotka postanowiła wyjść z rana na polowanie. Gdy tylko wyczuła pierwszy poranny powiew wiatru otworzyła oczy i wstała powoli, rozciągając się. Większość spała, choć część kotów już dreptała po obozie. Wychyliła głowę z legowiska wojowników i zauważyła swojego ojca dumnie stojącego w pobliżu centrum obozu i rozglądającego się. Przez chwilę przypatrywała się kocurowi, a potem odwróciła głowę i spojrzała na śpiące koty.
-Au! Co ty odwalasz?- syknął ze złością biały kot, która nasza kotka mocno pacnęła łapą.
-Wstawaj. Idziesz na polowanie?- zapytała prosto z mostu, nawet nie myśląc o przepraszaniu.
-Obudziłaś mnie!
-No tak, bo obudzenie kolegi z legowiska jest absolutnie złe i niepraktykowane przez nikogo.-zakpiła Pszczela, ale uśmiechnęła się.- To co, idziesz?
-Jeśli mnie ładnie poprosisz to może się zgodzę.-odparł znudzony. Widocznie koleżce zachciało się udawać "oschłą szynkę*" czy jakoś tak, ale nie pozbył się humoru, co kotkę ucieszyło.
Oczywiście większość samic za takie coś naplułaby mu w twarz i obraziła by się na kilka księżyców, ale szylkretka nie widziała w tym nic złego, zwłaszcza, że sama jako kociak robiła takie "fochy" do rodzeństwa. Przybliżyła się więc, zaczęła kręcić w kółko łapą i słodkim głosem rzekła:
-Proooooooooooszę. Będę grzeczna. Chyba. Chociaż nie wiem, to zależy od ciebie. Ale jak będziesz spoko gościu to ja też będę spoko.
-Nawet o tym nie myśl.- uśmiechnął się kocur w taki sposób, jakby szykował jakiś niecny plan.- No to chodźmy.-dodał.
Zadowoleni wyszli z obozu.
-W ogóle to jestem Pszczeli Miód, a ty? Bo jesteś nowy, co nie?- kocur odpowiedział jedynie uśmiechem.

<Szkarłat? :P>

* Chodzi tu o oschłego chama (ham=szynka), ale że Pszczoła ma niecodzienny sposób myślenia to czemu nie użyć słowa szynka?

30 kwietnia 2017

Od Pszczelej Łapy C.D Świetlikowej Łapy/(?)

    Ej, Osa też musi wiedzieć! Powinni mu powiedzieć, w końcu i tak się dowie... - ta myśl krążyła po głowie Pszczelej, ale gdy usłyszała głos taty, zmieniła tok myślenia.
-Co? Co my złego robimy, to nasza siostra! A Osa powinien wiedzieć, bo tak czy siak ktoś mu powie lub sam zobaczy...Oh, biedny braciszek! To takie smutne!
Reszta to był niezrozumiały bełkot pomieszany ze szlochem. Dostrzegła kątem oka, że siostra spogląda na nią z podziwem. Po chwili przestała płakać i rzekła:
-To co, powiecie mu? Jak każdy już wie...
Rodzice kiwnęli głowami i odeszli. Szylkretka podeszła do Świetlikowej Łapy.
-Jak ci idzie trening, Świetliczku?- zapytała tak zdawkowym tonem, jakby scena płaczu w ogóle nie miała miejsca. Ta się speszyła, ale po chwili powiedziała:
-D-dobrze. Srebrny Pysk dobrze uczy.
-Serio? No skoro tak...-zawahała się- pewnie niedługo skończysz, co nie?-kotka, oparta o Pszczelą Łapę ożywiła się.
-Och, byłoby cudownie być wojowniczką! A...Ty? Jak myślisz, kiedy nią zostaniesz?-zapytała.
-Nie wiem. Czarne Piórko wprawdzie skończy niedługo wychowywać kocięta, ale jesteśmy bardzo w tyle. Miłe byłoby to, że ktoś z nas już nim zostanie. Pewnie to będziesz ty, bo ja mam dużo do nadrobienia, Osa wiesz, jak to on, potrzebuje czasu, a Biedronka...
Zapadła grobowa cisza ku uczczeniu pamięci zmarłej, po czym Pszczoła dokończyła:
-...a Biedronka nie żyje. -przytuliła się do siostry i spojrzała w jej żółte ślepka. Fajnie, że ma choć ją.
Spokojnie, nie oburzajcie się! Nadal kocha resztę swojej rodziny, ale Pszczela tylko ze Świetlikową czuła wyjątkową, siostrzaną więź. Oby nic złego nigdy jej się nie stało i dostąpiła zaszczytu bycia straszą, jak babcia Nakrapiany Kwiat!

<Świetliczku? Gratuluję zostania wojowniczką!>

 

18 kwietnia 2017

Od Pszczelej Łapy C.D Świetlikowej Łapy

Szylkretka, z powodu przejścia na królową swojej mentorki spędzała większość czasu na chodzeniu na patrole, samodzielnym polowaniu i innych rzeczach niewymagających mentora. Wiadomo, taka nauka nie była najlepsza, ale nie było już nikogo, kto by mógł uczyć Pszczelą Łapę. Oczywiście, spędzała długie godziny w kociarni, opowiadając Czarnemu Piórku o swoich "postępach". Tamta słuchała, pomagała jej i tłumaczyła, Ale cóż, młoda czuła, że czarno biała kotka nie czuje do niej sympatii. Nie wiedziała czemu. Podejrzewała coś związanego z jej rodziną, ale nie pytała. Już nawet przestała być "niemiła", ale i to miało słaby skutek. W końcu uznała, że albo jej mentorka ma teraz coś w stylu depresji poporodowej* albo że każdy tak ma, że mentor służy jedynie do nauki, nie do lubienia. Jak mentorka wychowa kocięta to może znowu zacznie nawiązywać przyjaźń z nauczycielką, a jak się nie uda to trudno. Życie.
Teraz bawiła się z swoją ulubioną siostrą, Świetlikową Łapą. Ta nagle powiedziała, że musi iść na stronę, no to Pszczela kiwnęła głową i czekała. Po dłuższej chwili siostra wróciła zapłakana.
-Co się stało?- zapytała Świetlika.
-Biedronka...-załkała -Biedronia Łapa... Ona...
-Ona co?- spytała przerażona.
-Ona...n-nie żyjeeeee!- tutaj już nic więcej nie zrozumiała, bo Świetlik zaczęła łkać. Szylkretowa kotka była w szoku. JEJ siostra nie żyje?
-SKĄD WIESZ?-krzyknęła ostrym tonem. Ona nie mogła umrzeć, nie.
-Ro-rodzice rozmawiaaliiii...
-Och. -a więc to prawda. Pszczela Łapa podjęła jedyną rozsądną decyzję.
Usiadła na ziemię i się rozbeczała.

<Świetliczku? xD Niech rodzice przyjdą>

*Pszczela Łapa tak bardzo xD

28 lutego 2017

Od Pszczelej Łapy C.D Czarnego Piórka

       Kotka uważnie obserwowała swoją mentorkę. Szczerze, była pod wielkim podziwem dla czarnej kotki, ale w życiu by się do tego nie przyznała. Ograniczyła się do milczenia, a potem, gdy Czarne Piórko kazała jej spróbować, uznała to za mega proste. Poczekała chwilę, ale żadne ryby nie chciały przypłynąć. Pszczela Łapa przebierała nogami, by się trochę ogrzać.
-Nie ruszaj się, spłoszysz ryby.-rzekła spokojnie kotka.
-Spłoszę je? Jak tutaj przecież nie ma żadnej ryby do spłoszenia!-krzyknęła zdenerwowana młodsza, która w akcie złości pacnęła mocno taflę wody, tak, że aż powstała fala.
-Ciiicho! Nie zachowuj się tak głośno!-syknęła mentorka.
Młoda fuknęła i jeszcze raz zamachnęła się łapą.
-A właśnie, że będę! Te głupie ryby mają się mnie bać! Powinny wiedzieć, że jestem kilkadziesiąt razy silniejsza od nich! Pff, w ogóle dziwię się, czemu jeszcze nie pozdychały na mój widok.-rzekła Pszczela. Dyszała, wściekła jak osa (nie, nie jej brat), a po chwili stanęła, zamknęła oczy na kilka sekund, po czym zanurzyła pysk w wodzie i wyciągnęła średniej wielkości rybę. Zamachnęła się i rzuciła ją na brzeg- za blisko. Zagryziona ryba wpadła do wody przy brzegu, jednak krwawy ślad pokazywał, gdzie teraz się znajduje. Kotka podeszła i jeszcze raz rzuciła posiłek na ląd. Tym razem trafiła, ponieważ była bliżej brzegu. Zadowolona rzekła:
-Phi! Łatwizna! Może nauczysz mnie czegoś trudniejszego?
     Pomarańczowooka mentorka spojrzała na uczennicę uważnie, po czym rzekła:
-Pszczela Łapo, nie było źle jak na pierwszy raz. Musisz jednak popracować nad odkładaniem zdobyczy- robisz to zbyt niedbale. Przede wszystkim jednak skup się na tym, aby się od razu nie denerwować, jak ci coś nie wyjdzie. I nie, to nie koniec. Będziemy łowić tak długo, aż zrobisz to zadowalająco.
-Nie. Ja jestem zadowolona.
-Kto tu jest mentorem? Ty czy ja?-Fuknęła Czarna. Szylkretka nie odpowiedziała.
-Pszczela Łapo, masz odpowiadać kiedy się ciebie o coś pytam!
-Ty.-mruknęła niechętnie.

***

    W końcu skończyły łowić. Zaniosły złowione ryby do obozu. Czarne Piórko umówiła się z uczennicą przed obozem, kiedy tylko zacznie świtać.

<Czarna?>

05 lutego 2017

Od Pszczółki C.D Czarnego Piórka

    Szylkretka chwilę milczała, po czym rzekła:
-Pszczeli Miód to bardzo słodkie imię. I nawet oryginalne. Był jakiś kot w Klanie, który miał podobne imię?
Czarne Piórko też chwilę myślała, po czym powoli rzekła:
-Wydaje mi się, że nie. Wiem, że matka Lodowego Serca, naszej medyczki nazywała się Pszczeli Ogon, a Liderka w klanie Wilka nazywa się Miodowa Gwiazda, ale obydwie nie należały nigdy do naszego klanu.
-Wspaniale! Szczerze mówiąc, myślałam też o Pszczelim Futerku, ale podobno mnóstwo jest kotek z tym członem i mama też nazywała się Malinowe Futerko, zanim została Gwiazdą. A nie chcę być stereotypowa. Ja nie jestem pospolita. I mam zamiar być tak słynna, że każdy kot będzie znał moje imię!- to zdanie powiedziała dość głośno, ale na szczęście nikt się tym nie przejął. Kocica zachichotała znowu, ale gdy mówiła brzmiała poważnie:
-Jestem pewna, że inne klany o tobie usłyszą. Oj, z pewnością. Myślę, że nawet teraz cię usłyszały, tak głośno krzyczysz.- teraz to Pszczółka zachichotała. A nie. Nie Pszczółka. Pszczoła. Jest już za duża, by mówić na nią jak na małego kociaka. No okej, niech mama i tata tak mówią, ale inni nie- dostaną w pysk.
-No, a jak to wygląda z wyborem mentora? Mama też wybiera czy jak? I skąd wie, że akurat ten kot będzie dla mnie najlepszy?-dopytywała.
-Tak, lider wybiera mentora uczniom. Co do tego ostatniego...Powiem tak: Lider jest zazwyczaj kotem doświadczonym i zazwyczaj podejmuje dobry wybór. Ale czasem jest tak że nie ma odpowiedniego kota, to musi dać takiego, jaki jest, droga Pszczółko.
   Kotka wraz z nowym postanowieniem już paliła się by uderzyć kotkę. Uniosła już łapę gdy nagle zatrzymała ją w powietrzu. Przecież nie uderzy dorosłej wojowniczki. Ona na pewno jest bardziej doświadczona od niej i z pewnością odparuje atak. Zresztą, Czarne Piórko jest miła. Szkoda byłoby to zniszczyć. Tak naprawdę, to poza nią nie znała innych dorosłych kotów, nie licząc jej rodziców. No, może trochę Ciepłą Pieśń i Srebrny Pysk ale ta pierwsza była zawsze zajęta opiekowaniem się synem, a ta druga wyraźnie nie chciała mieć z nią nic wspólnego. Czarna popatrzyła na szylkretkę zaskoczona.
-Yyy, ja odganiałam muchę.-rzekła po czym opuściła łapę w dół. Kotka kiwnęła głową, ale na pysku błąkał się uśmiech. Mała zmieniła temat.
-A ten, jest szansa że tata będzie mnie szkolił?- zapytała z wyraźną nadzieją. Och, jakby było pięknie! Płomienna Pręga z pewnością jest świetnym mentorem.
-Raczej nie. Rodzice nie mogą szkolić swoich potomków, chyba, że nie ma kto ich uczyć.-odparła kocica, a Pszczoła posmutniała.- Ej, nie martw się! W klanie Nocy są sami dobrzy wojownicy. Każdy z nich odpowiednio cię przygotuje do roli wojownika- rzekła poważnie.
-No okej. To teraz tak: Co by było, jakby ktoś nie nadawał się na ucznia?
To pytanie wyraźnie zdziwiło wojowniczkę, ale odpowiedziała:
-Raczej nie ma czegoś takiego. Każdy prawdziwy kot klanowy odkrywa w sobie wojownika, prędzej czy później. Chyba, że lepiej czuje się w temacie roślin i medycyny, to może iść ścieżką medyka. Rozumiesz?
-Tak. Bardzo ci dziękuję, Czarne Piórko.-szepnęła młoda z szacunkiem.

<Czarna? :333>

04 lutego 2017

Od Pszczółki

   Słońce wstało. W obozie panował spokój- wszyscy jeszcze spali. Gwiazdy zaczęły znikać, lecz nadal była noc. Jedynie Srebrna Skóra iskrzyła się na niebie. Wojownicy spali, mama spała, kocięta spały. Pszczółka, szylkretka spała również, choć jej sen był bardzo niespokojny. Właściwie, jednak nie spała, była w takim etapie "pół snu", jak ona to nazywała. Czyli niby wyglądałoby to na sen, ale słyszała każdy listek, każdą złamaną gałązkę, każdy oddech kociaków i ich matek. A jakby spała głową w stronę wyjścia, to usłyszałaby sapanie wojowników.
     Rozmyślała. Ona i jej rodzeństwo miało 5 księżyców. Jeszcze jeden i zostaną uczniami. Będą mieli mentorów i zostaną wojownikami. Pomyślała o innych kociętach. Znała wszystko i wszystkich- jej ciekawość i posiadanie matki liderki, ojca zastępcy i babci starszej, co już niejedno przeżyła, było bardzo pomocne w zdobywaniu wiedzy. Wiedziała ogrom rzeczy o klanach, o starych dziejach, o romansach i bitwach. Wiedziała dużo o Klanie Gwiazd i jego przeciwieństwie, słyszała deklamowane przez mamę formułki nadawania imion uczniom i wojownikom i tym podobne. Teraz wykorzystała tę wiedzę i opracowała przyszłość śpiących tu kociąt. Wiedziała, że Węgielek nie będzie chciał zostać wojownikiem. Nie lubił brutalnych zabaw ani udawania polowań. Wprawdzie był jeszcze mały, ale Pszczółka to wyczuwała. On będzie Medykiem i już. A szkoda, bo kocury są potrzebne w klanie. Klan Nocy cierpi na plagę kotek, zresztą jak chyba inne klany, poza klanem Wilka. Gdyby o nią chodziło, wolałaby urodzić się kocurem, jak Osa. Choć nie mogłaby być szylkretowa, tylko ruda, jak ojciec i jej brat. Ale ojciec był rudy i jej zdaniem był naprawdę ładnym kocurem. Uznała, że Osa też jest niczego sobie i gdyby nie jego płaczliwość, pewno wiele kotek by się nim zaczęło interesować. Właśnie, Osa... On też mógłby konkurować o stanowisko medyka z Węglem, choć siostra czuła, że gdzieś tam głęboko czai się wojownik. Biedronkę uważała za bardzo nieśmiałą, nie wychylającą się po przygody. Pewnie do końca taka zostanie, choć kto wie? Podobno kot nie może zmienić swoich pręg. Zostaje jeszcze Świetlik. Kotka wiedziała, że tacie ona przypomina jego matkę, Nakrapiany Kwiat. Nie czuła jednak zazdrości. Lubiła Świetlika bo była ciekawska, tak jak ona, Pszczółka, wkrótce Pszczela Łapa. Jeszcze kociaki Srebrnego Pyska, która widocznie nie lubiła jej rodziców. Potoka i Strumień brała na równo, choć mieli odmienne charaktery. Jagódek natomiast...był dziwny. Odludek, tak samo jak Biedronka czy Węgielek, ale przy okazji śmiały. Miał coś, co ją dziwiło i nawet pociągało, by poznać tajemnicę.
   A ona? Ona, która jedyna z rodzeństwa miała zielony akcent w oczach. W jej rodzinie tylko Czarna Gwiazda miał zielone oczy. Tata miał żółte, które odziedziczyły wszystkie kociaki, mama niebieskie. Nakrapiany kwiat też miała niebieskie oczy, co trochę dziwiło małą. Podobno rodzice od strony matki mieli oczy niebieskie i żółte. Więc czemu ona ma obwódki zielone? Jeden kot na inne żółto-niebieskie miał słabe szanse, by któreś z jego wnucząt odziedziczyło oczy. A jednak. Zazwyczaj było to słabo widoczne, ale gdy się wściekała, obwódka zaczynała pochłaniać żółć, która też nie była perfekcyjnie czysta.
   Z charakteru była z pewnością odważna. I honorowa, bo nigdy "nie biła leżących". Rodzeństwo uważało ją za dumną i tak też było. Ale w głębi duszy znajdował się czynny wulkan, gotowy w każdej chwili wybuchnąć. Tak, była bardzo nerwowa i trochę się bała, czy nie przeszkodzi jej to w nauce. Miała nadzieję, że uda jej się dostać dobrego mentora. Na pewno nie ciamajdę, o nie, bo nie uda mu się nad nią zapanować. No i ma ją czegoś nauczyć.
 
***
    Nastał ranek. Koty opuszczały obóz i życie zaczynało być widoczne. Kocięta przestały pić mleko, więc czekały na posiłek z niecierpliwością. Różne koty przynosiły im jedzenie, lecz wkrótce sami zaczną polować. Do kociarni często wchodziła Czarne Piórko, przyszywana siostra Płomiennej Pręgi i jego młodszego rodzeństwa. Tak mówiła Nakrapiana, choć ze smutkiem w głosie, a tata nie mówił nic. Smuciło to kotkę, że ta Czarna jest powodem do smutku. Zazwyczaj przychodziła do srebrnej królowej, z którą widocznie się przyjaźniła. Bawiła się z jej kociętami. Ona intrygowała ciekawską Pszczółkę, choć postanowiła milczeć. Usiadła przy wyjściu z kociarni. Dziś nie miała ochoty na zabawę. Patrzyła na liczne koty w obozie. Niedługo ona tam będzie chodzić.
-Czemu tu siedzisz?
   Mała odwróciła się w tempie błyskawicy. To ona, ta Czarne Piórko. Chyba pierwszy raz się do niej zwróciła.
-Myślę. -odparła Pszczółka i odwróciła się.
-Ty? Niby o czym myślisz?- zapytała kotka.
-Nie twój interes.- odparła chłodno szylkretka, a oczy płonęły złością. Starsza kotka usiadła obok niej, ale nic nie powiedziała.
-Nie masz jakiś obowiązków?- spytała po dłuższej chwili córka liderki.
-Na razie nie, ale pewnie niedługo pójdę na patrol.- wstała.- Do zobaczenia, Srebrny Pysku!- zawołała w stronę drugiej królowej i jej kociaków. W odpowiedzi otrzymała miły uśmiech.- Do zobaczenia, mała.- to było do Pszczółki.
-Czekaj!-zawołała.- Miałaś kiedyś ucznia?

<Czarna? Niech ta rozmowa się trochę rozwinie. Początkowo Pszczółka będzie nieufna, ale (jak to ona) potem się zacznie ciekawić. Możesz jej coś opowiedzieć ^^>