BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różana Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różana Łapa. Pokaż wszystkie posty

08 maja 2024

Od Różanej Łapy CD. Karasiowej Łapy

Końcówka pory Nowych Liści, po zgro
Przekręciłam się na drugi bok i otworzyłam powoli oczy. Do legowiska medyka wpadało światło słońca. Za wcześnie to nie było, ponieważ Strzyżykowy Promyk była już na nogach i układała zioła właśnie przyniesione. Jej rude futerko wyglądało jak język ognia. Było wyjątkowe i bardzo rzadkie w Klanie Nocy.
Wstałam powoli, wypoczęta przez długi sen i podeszłam do mentorki jeszcze nie do końca wybudzona. Medyczka poparzyła się na mój pysk i bąknęła:
- Pewnie dobrze ci się spało, bo jest już dawno po świcie. - Wyczułam w jej głosie lekką nutkę sarkazmu. Ona zapewne obudziła się jeszcze przed świtem...
- Wiesz co? Ja idę jeść, bo jestem strasznie głodna - mruknęłam cicho, kierując się ku wyjściu i machając ogonem.
Było bardzo ciepło. Można by rzec, że gorąco. Kłębiaste chmury pełzły po niebie, a chłodny, wilgotny wiatr lekko wiał, rozwiewając moje futro. Wszystko zieleniło się jak nigdy dotąd. Ponoć już tak było przed Porą Zielonych Liści, która zbliżała się wielkimi krokami. Nie przeżyłam jeszcze żadnej, lecz według opowieści była bardzo gorąca, jedynie woda daje ponoć wtedy chłód i wszyscy chętnie w niej przesiadują. Wydawała się…ciekawa.
Zbliżyłam się do sterty, wyciągając wiewiórkę. Była dosyć pulchna. Zastanawiałam się, kto ją złapał, lecz moje myśli stoczyły się na tor Muszelki, którą niedawno przecież widziałam. Tak dorosła, stała się bardziej poważna i większa. Marzyłam, by stała się świetną wojowniczką, kim ja nie mogłam się stać.
Szybko zjadłam gryzonia, po czym postanowiłam zanieść też coś mentorce. Wybrałam pewnego drobnego pstrąga i pomknęłam do legowiska z nim w pysku.
Dlaczego nie chciałam pozwolić, by inni obsłużyli moją mentorkę? Nie wiem. Może mój mózg postanowił, bym to ja akurat to zrobiła? W końcu jeszcze bardziej udobrucham sobie rudą i może będę mogła się lenić?
Wpadłam do środka kładąc zwierzę przy jej przednich łapach i wpatrując się w niebieskie oczy kotki.
- Nie trzeba było…- zaczęła Strzyżykowy Promyk, lecz nie dałam jej dojść do głosu.
- Musisz jeść, więc jedz! - nakazałam jej, a ruda o dziwo posłusznie to wykonała. Powoli jadła, ale jadła. To najważniejsze. Posłuszeństwo takich osób było bardzo dla mnie ważne.

***
Przed zaginięciem Borsuk
Nadeszła Pora Zielonych Liści. Było bardzo ciepło, a ja bardzo odczuwałam to przez czarne futerko. Niestety, taka była jego jedyna wada.
Coraz bardziej się rozkręcałam. Robiłam duże postępy, potrafiłam już nawet leczyć niektóre choroby, choć od mianowania nie minął nawet księżyc i na pewno widziała to Strzyżykowy Promyk. Ponieważ mi nie trzeba było powtarzać 2 razy.
Czasem mama zaglądała do legowiska medyka. Czasami cały dzień przesiadywałam w legowisku, pomagając i ucząc się ziół. Jeszcze rzadziej spotykałam babcię, wciąż zajętą. W końcu była liderką i tak naprawdę nie posiadała wolnego czasu... Ale jakimś fenomenem moje ciotki widziałam codziennie. Nie było takiego dnia gdy nie zagadały do mnie. Zwłaszcza Wirująca Lotka, która spodziewała się kociąt, więc Strzyżykowy Promyk miała na nią oko.
Dopiero teraz zaczęłam pławić się w uznaniu klanowiczów dla zespołu medyków. Część podchodziła do nas jak do bardzo ważnych osób, bez których wszyscy umarliby z rozmaitych chorób, lecz są też tacy, którzy mówili o nas z pogardą.
Obejrzałam się dookoła legowiska medyka. Strzyżykowy Promyk siedziała obok tej okropnej Bratkowego Futro, rozmawiając z kotką, której każde słowo oznaczało drgania ogona u niebieskiej.
Z tego co usłyszałam, to moja mentorka uznała, że kotka ma halucynacje. Słyszałam o tej dolegliwości, lecz jeszcze nigdy się z nią nie spotkałam. Jakoś nie obchodziły mnie objawy, zważywszy na to, że miała ją leczyć moja mentorka.
Widząc Borsuczy Język, która wpływała do legowiska medyka, jedynie przekręciłam oczami. Będę musiała ją leczyć…
Czarno-biała usiadła obok. Od razu widziałam jej pociągnięcia nosem. Czyli miała katar. Niebieskie oczy patrzyły się w dal, pomijając moją osobę.
Chwilę obejrzałam ją i spytałam o objawy. Jej odpowiedzi utwierdziły mnie w przekonaniu, że naprawdę posiada katarek.
Poszłam do składziku. Wyjęłam potrzebne zioła i podeszłam z nimi do kotki. Borsuczy Język przekręciła łepek, patrząc na mnie błękitnymi oczami.
- Wiesz, co robisz? - spytała z lekkim niepokojem.
- Tak. - Pokiwałam głową, wypowiedziawszy te słowa. - Jesteś pierwszym kotem, którego samodzielnie leczę, lecz nie martw się, nauka u Strzyżykowy Promyk robi robotę. -
Czarno-biała powąchała pakunek i zaczęła się zajadać. Patrzyłam na nią z lekkim ukłuciem w sercu. A co jeśli źle zdiagnozowałam i zrobię jej jeszcze krzywdę?
Szybko rozwiałam tę okropną myśl. Przecież byłam już nauczona wielu rzeczy. Na treningach udawało mi się “uleczyć” udającą chorą na różne choroby Strzyżykowy Promyk.
- Jutro będziesz zdrowa. - Spojrzałam na Borsuczy Język i zaczęłam iść w stronę wyjścia.
Słońce trochę mnie oślepiło, lecz na krótką chwilę. Po tym zdarzeniu zobaczyłam znów obóz pełen różnych kotów. Podniosłam podbródek i dumnie ruszyłam, delikatnie stąpając po suchym podłożu. Wdychałam wilgotne powietrze, chcąc pokazać się jako najpiękniejsza. Zmrużone oczy wbijały wzrok we wszystkich zgromadzonych.
Nagle pode mnie wpadł kocur. I w dodatku czekoladowy! Na początku myślałam, że Topikowa Głębina zmartwychwstał i chce zemsty, jednak ten kot nie był dorosły. To jeszcze uczeń, a jedyny uczeń z czekoladowym futrem to Skrzelik.
Popatrzyłam na czekoladowe ścierwo z wyższością. Strzelikowa Łapa wstał i jedynie zmierzył moją osobę nietypowym wzrokiem posłanym z jego dużych ślepi, po czym odszedł bez słowa. Dziś chciałam mu wyrwać te ohydne oczy...

***

Na szczęście miałam ciocię. Jej mogłam się wygadać. Musiałam jej o tym opowiedzieć, w końcu jako jedna z nielicznych popierała wszystkie moje poglądy.
Niestety znowu musiałam mieć do czynienia z tymi pomiotami Krzyczącej Makreli. Tym razem nie był to ten czekoladowy, lecz jego szylkretowa siostrzyczka Karasiowa Łapa.
Słysząc jej zarzuty i ironiczny ukłon przewróciłam tylko oczami. Nie chciało mi się gadać z kotem o niskim ilorazie inteligencji, a widać, że Klan Gwiazdy nie ulżył mi w cierpieniu. Cóż niestety…w Klanie Nocy większość to idioci.
- Posłuchaj mnie, bo nie będę się powtarzać. - Delikatnie przejechałam swoim ogonem po jej podbródku, muskając jej pysk. Delikatnie odchrząknęłam i wypuściłam z siebie najostrzejszy ton, jaki jest możliwy u ucznia medyka. - Po pierwsze — nie podsłuchuj. Napytasz sobie kiedyś tym biedy. A po drugie - tu zrobiłam pauzę, by podkreślić znaczenie tych słów, które miały za chwilę paść - jeśli twój brat mnie nawet tknie, to wyleci z klanu lub go zabiją. A Ciebie i rodziców zaraz po nim.
Karasiowa Łapa chciała mi przerwać wywód, lecz nie udało jej się to, ponieważ rzuciłam “Nie przerywaj mi” i skomentowałam:
- Jesteś tylko zwykłym plebsem, zrozum, że nad tobą są koty o królewskiej krwi. I od nich i twojego zachowania wobec nich zależy twój los. Ja należę do arystokracji, która włada klanem. Więc lepiej uważaj i poddaj się bardziej inteligentnym od Ciebie.

Wyleczeni: Borsuczy Język, Bratkowe Futro,

<Karaś? Co odpowiesz na wywód o władzy?>
[1055 słów + Leczenie postaci NPC]
[przyznano 21% + 5%]

20 kwietnia 2024

Od Róży (Różanej Łapy)

księżyc przed mianowaniem
Dzień był pochmurny. Jakby tego było mało, zwichnęłam łapę. Zrobiłam to, gdy upadłam w żłóbku, uderzając się w jej zgięcie. Ciotka oczywiście od razu krzyknęła i zaniosła mnie do legowiska medyka.
W środku było przestronnie. Skromnie, lecz ładnie. Zauważyłam rudą kotkę ślęczącą przy ziołach. Strzyżykowy Promyk popatrzyła w stronę mnie i cioci, a czarno-biała położyła mnie na ziemi. Strzyżyk kiwnęła głową, chowając się w cieniu. Ciekawe co ona zrobi?
Przyniosła jakieś zawiniątko. Powąchałam je przezornie, po czym połknęłam błyskawicznie. Poczułam…senność. Powoli odpływałam. Łapa przestała boleć, lecz poczułam lekkość. Co ona mi dała? Przerażona wydusiłam:
- Coś ty mi podała...
- Ziarna maku na złagodzenie bólu - odpowiedziała ruda.
- Ale…ja czuję senność…czy nie było żadnej trucizny? - zapytałam, machając ogonem.
- Nie. Po prostu pierwszy raz próbowałaś ziaren maku, a u niektórych kotów taka degustacja sprawia, że usypiają - odparła Strzyżykowy Promyk, a ja odpłynęłam.

***

Słońce wychodziło zza horyzontu, wypuszczając złociste wstęgi pnące się po niebie. Ptaki pięknie ćwierkały, wykonując pierwsze partie swej opery, a liście zastępowały je szumem, nagradzając tym tych dzielnych śpiewaczy. Woda szumiała spokojnie. Wszystko było w harmonii.
Powoli uchyliłam powieki i rozejrzałam się powoli. Żłóbek świecił pustkami, jedynie ciocia Kotewka leżała z młodą Nimfą oraz była liderka Mgliste Spojrzenie ze swoim synkiem Cytrusem. Było dosyć ciemno, ponieważ światło dnia nie przedostało się jeszcze do kociarni. Wszyscy spali, jeszcze raz po raz machając kończyną w śnie. Odetchnęłam z ulgą. Na szczęście jeszcze spali.
Wiedziałam, co ma się stać. Już dzisiaj opuszczę żłóbek, by zacząć trening. Chociaż nie było tego po mnie widać, jednak w środku martwiłam się dzisiejszym dniem. Jednocześnie bałam się mianowania i nie mogłam się go doczekać. To sprawiło, że obudziłam się dziś o tak wczesnej porze. W końcu zwykle gdy wstawałam to Mgliste Spojrzenie już była na łapach.
Popatrzyłam na futro z małym grymasem. Przynajmniej będę miała co robić…
Zaczęłam myć się powoli, by nic mi się nie przeoczyło, bo był to ważny dzień, a chciałam wyglądać idealnie. Nie należało niestety do najczystszych, więc miałam dużo roboty. Zielonymi ślepiami wciąż spoglądałam na wyjście do obozu, rozmyślając, kto będzie moim mentorem. Jednak nie mogłam obstawić, z kim będę musiała się użerać, więc myślami przeniosłam się do tego co stało się niedawno.
Nie mogłam się tego spodziewać. Dlaczego Makowe Pole zabiła Krakwie Skrzydło? Co on jej takiego zrobił, że ona musiała się go pozbyć? Tego nigdy się nie dowiem. Ehh…dlaczego świat jest taki okrutny?
Przygryzłam sierść, aż zabolało. Skrzywiłam się, a jak na zawołanie podniósł się Cytrus. Popatrzył na mnie swoimi błękitnymi oczami trochę zdziwiony, po czym znowu zasnął. Jakby usłyszał moją modlitwę.
Powoli podniosłam się i przesunęłam w jakiś kąt, po czym usiadłam. Musiałam czekać.

***

To miało być teraz! Już Srocza Gwiazda wywołała wszystkich na zebranie klanu. Trzęsłam się jak galareta, lecz wyszłam powoli z podbródkiem uniesionym wysoko, by udać taką zbyt pewną siebie, rozpieszczoną księżniczkę. Słyszałam szepty w tłumie, lecz większość kiwała głowami w moją stronę z szacunkiem. Na pewno byłam rozpoznawalna z powodu lilii wodnej na czole, znaku mojego królewskiego pochodzenia. Usiadłam w dogodnym miejscu, spoglądając na babcię i czekając na rozpoczęcie mianowania.

***

-(...)twoim mentorem zostaje Strzyżykowy Promyk - odparła czarno biała liderka.
Czekaj co? Jak? Przecież ona jest medykiem! Jak ona może uczyć przyszłą wojowniczkę, a może… wcale nie będę wojownikiem, tylko medyczką. Nie…to niemożliwe.
Znowu ugryzłam sierść, tym razem wyrywając trochę i żułam ją zastanawiając się.
Wtedy podeszła Strzyżykowy Promyk i dotknęłyśmy nawzajem swoje nosy. Szczerze? Byłam rozczarowana, ale nie pokazałam tego. Nie chciałam zrobić nikomu przykrości. Zaczął się nowy rozdział w moim życiu, na nieszczęście - od początku nic nie szło po mojej myśli. W dodatku miałam dzielić legowisko z tym czekoladowym mordercą - Topikową Głębiną.

***
Kilka dni po mianowaniu

Strzyżykowy Promyk wiedziała, jak rozbudzić chęć do medycyny nawet u takich kotów jak ja. Miała jednak specyficzny sposób nauczania. Niektóre zioła miłowała, zaś niektóre mierzyły się z jej pogardą, a nawet były takie, o których mówiła tylko z przymusu. O ukochanych rozmawiała z gorącym zapałem, piejąc na ich cześć hymny. O kocimiętce najukochańszej z najukochańszych rozprawiała natchniona jak poetka. Gdyby kocimiętka była kotem, od razu ruda wzięłaby ją na królową całego świata. Mniej zadowolony musiał być czarny bez, na który medyczka mówiła z lekceważeniem. Nie wiadomo dlaczego zasłużył sobie na to miano. To go mogło pocieszyć, że medyczka miała gorszych wrogów. Czyściec miał z nią na pieńku i gdyby to zależało od Strzyżykowego Promyka to przestałby być rośliną leczniczą. Tą rośliną, o której ruda nie chciała mówić wcale, był Jastrzębiec. Dlaczego? O tym wie jedynie Klan Gwiazdy, jeśli w ogóle coś wiedzą. Nikt nie wiedział tego. Tylko Strzyżykowy Promyk.
Jednak niebieskie oczy zawsze patrzyły na mnie z litością zmieszaną z troską. Czasem przerywała wykład, wpatrując się w wejście do legowiska i wtedy wchodził jakiś pacjent. Wtedy robiłam to samo, lecz na początku nie widziałam tego. Musiała mieć szósty zmysł…
Kiedy w końcu ten kot wchodził, patrzyła się na mnie z takim zdumieniem, jakby pierwszy raz widziała mnie na oczy. Wtedy odwzajemniłam ciepłe spojrzenie, bo medyczka była przez moją osobę dosyć lubiana.
I tak było właśnie wtedy gdy do legowiska medyka wtoczyła się Wirująca Lotka. Kotka usiadła dumnie. Była moją ciocią i było to widać po jej dumnej postawie.
-Coś się stało? - spytała medyczka, łypiąc okiem w jej stronę.
-Ehh…mam biegunkę - mruknęła markotnie czekając na Strzyżykowy Promyk, która już poszła po zioła. Musiała mieć naprawdę szósty zmysł, skoro dwa słowa wystarczyły, by już wywnioskowała, co się dzieje mojej cioci. Podziw dla niej wciąż rósł…
Po chwili ruda wróciła z zawiniątkiem i kazała zjeść je Wirującej, co kotka zrobiła z małym grymasem, po czym widząc, że znowu ktoś wchodzi, do legowiska rzuciła:
- Nasącz mech wodą i podawaj jej. Około 7 porcji.
Jej słowa zadziałały, bo automatycznie pokazałam, że przyjęłam podstawową wiedzę, czyli jak sprawić, by w porost wsiąkała woda. Powoli podeszłam do kocicy i sączyłam w jej pysk wodę. Wirująca Lotka piła ją łapczywie, domagając się wciąż to zimnej cieczy.
W tym samym czasie Strzyżykowy Promyk podeszła do Mrówczego Kopca i zajęła się jej krwawiącymi opuszkami łap. Nawet podając wodę cioci, słyszałam ich rozmowę, stąd wywnioskowałam, że ma taką, a nie inną przypadłość. Myślałam, że to już koniec atrakcji. I miałam na szczęście rację.

Wyleczeni: Róża, Wirująca Lotka, Mrówczy Kopiec

[1015 słów]
[przyznano 20%]

06 kwietnia 2024

Od Róży do Krabowej Łapy

Szłam powoli, szorując ogonem po ziemi. Na moją głowę słońce rzucało blask w kolorze złota.
Pierwszy raz wtedy wychodziłam z kociarni. Chciałam odwiedzić starszych, by posłuchać jakiejś historyjki. Było to naprawdę ciekawe doświadczenie.
Westchnęłam cicho. Ciocia Kotewka prowadząca mnie do legowiska starszych przystanęła pod jego wejściem ogonem pchając moje ciałko do środka.
Legowisko starszych trochę różniło się od żłobka. Było mniejsze i bardziej zacienione. Pustka jednak dźwięczała mi w uszach z każdym postawionym kroczkiem.
W środku był tylko stary kocur i jakaś szylkretka, która nie pasowała do krajobrazu. Była młoda i pełna werwy. Nie powinna tu teraz sterczeć. A jednak to robiła.
Widząc mnie i ciocię wszyscy pochylili głowę z szacunkiem. Poczułam jak ciało Kotewki napręża się. Chciała coś chyba wypluć.
- No. Opowiedzcie coś Księżniczce…po prostu ma się nie nudzić - mruknęła czarno-biała i wybiegła szybko wyskakując z legowiska.
Podreptałam dosyć szybko w stronę starszego i uczennicy. Dopiero teraz zauważyłam, że tak naprawdę układa ona mech na legowisku. Zadrżałam myśląc o tym, że przecież ich nie znam. W końcu jak ja mam ich przywitać i się z nimi porozmawiać.
Los chciał, że wpadłam na ogon szylkretki i upadłam.
- Aj - jęknęłam, próbując się podnieść i złapać ponownie za niebieski ogon, choć nie wychodziło mi to zwykle.
<Krabowa Łapo?>

Od Róży do Piórolotkowego Trzepotu

Przywarłam do ziemi i szybko przemknęłam w stronę wyjścia do żłóbka. Znowu postanowiłam popatrzeć na obóz z wejścia do kociarni. Było dzisiaj wyjątkowo zimno, lecz nie przeszkodziło mi to w tym ciekawym zajęciu. Śnieżynki padały powoli z nieba osiadając na wszystkim, na czym mogły.
Trzy wschody słońca minęły odkąd ostatnio obserwowałam tak obóz. Było to jedyne ciekawe zajęcie, na które taka dama jak ja mogła sobie pozwolić. Dlatego zawsze wyczekiwałam odpowiedniego momentu. Dziś były idealne warunki.
Westchnęłam cicho spoglądając na Wielki Sumak i zastanawiając się jak pięknie musi wyglądać na nim babcia.
Potrząsnęłam głową chcąc zrzucić z niej śnieg, którego już trochę było i otworzyłam pysk z zachwytem patrząc na chmurki z niego wylatujące.
Dopiero po chwili do mojego nosa dostał się nieznany zapach. Był to nocniak na pewno, jednak nigdy nie czułam tej innej nuty. Zamknęłam oczy zastanawiając się kto to może być.
Poczułam wtedy czyjeś futro na odległość kociego kroku od siebie. Zapach się wzmógł. Tak to był jego właściciel. Szybko spojrzałam na kocura siedzącego naprzeciw mnie machając ogonem.
- Dzień dobry. Kim pan jest? - zapytałam, pamiętając o dobrych manierach. Jedynie nieposkromione oczy nie potrafiły udać typowych dla kociaka i wiecznie iskrzących energią.
- Żeby on tego nie zobaczył - bezgłośnie wypowiedziałam jedynie poruszając pyszczkiem. Ta modlitwa wciąż dźwięczała mi w głowie.
<Piórkolotkowy Trzepocie?>

Od Róży

Sunęłam przez żłobek dumnym krokiem. Dopiero teraz można było zobaczyć 3 kotów wychodząca na patrol graniczny z terytorium Klanu Burzy. Można było nawet z pozycji stojącej w kociarni zauważyć, że byli to Nenufarowa Łapa wraz z mentorem i Pylistą Burzą, człapiąca kilka kocich kroków za nimi. Dopiero teraz zaczęło mi brakować rówieśników. Jedynym z nich był mały Cytrus, którego średnio lubiłam. Marzyłam o spotkaniu się z Nenufarową Łapą i spędzeniu z nią trochę czasu.
Dopiero teraz zauważyłam jak bardzo tęskniłam za siostrą. Gdyby tylko mogła tu być…
Nartnikowy Czułek o dziwo została w obozie, choć wszyscy obstawiali, że zostanie wysłana. W końcu, nieczęsto zdarzało się, żeby ktoś był chętny na patrol. Teraz kotka leżała przed legowiskiem wojowników razem z Bratkowym Futrem, która wylizywała futro zagadując do Nartnik.
Było tak cicho…za cicho.
W końcu dwa koty wtargnęły do żłóbka przerywając ciszę i trochę mnie strasząc. Ale oni jedynie mieli zwierzynę dla królowych.
Najpierw ten młodszy, niebieski kocur podszedł z rybą do cioci Kotewki i podał jej ją. W tym samym momencie kremowy upuścił ptaka przy łapach Mglistego Spojrzenia. Kotki zaczęły jeść energicznie co można było stwierdzić już po chwili, gdy zwierzyna zniknęła prawie w całości. Zostały tylko kości i ości.

Od Róży

Miliony gwiazd błyszczało na nieboskłonie. Były wieczne, w przeciwieństwie do każdego kota. Zawsze patrzyły się na nas, na każdą sekundę naszego życia. Jednak nic nie robiły, nawet, gdy działy się okropne rzeczy. Dlatego niektórzy uważają gwiazdy za leniwe lub że okrucieństwo sprawia im przyjemność. Ja nie byłam jednym z nich. Kochałam gwiazdy, bo były piękne i wieczne, nic ich nigdy nie zgadzało, chociaż często nie były widoczne.
Przycupnęłam przy wejściu do kociarni w tą zimną noc. Ledwo było mnie widać w cieniu żłobka. Patrzyłam swoimi zielonymi ślepiami na niebo. Byłam nim zachwycona. Dopiero potem zauważyłam kotkę siedząca na odległość lisa od wejścia do kociarni.
- Popatrz się na mnie, Różo - czarno biała cicho mruknęła. Zrobiłam to. Zapadłam się w błękicie jej oczu. Chciałam spuścić wzrok, lecz nie udało mi się to. Oczy Borsuczego Języka zahipnotyzowany mnie.
- Lepiej uciekaj do żłóbka - miauknęła kotka melodyjnym głosem, co dało taki efekt, że wydawało się, jakby to wyśpiewała po czym dodała jeszcze gdy zobaczyła, że się przybliżam do niej. - Bo jeśli tego nie zrobisz to powiem to twojej mamie. A teraz chodź.
Niezdolna do sprzeciwu cofnęłam się do żłobka. Poczułam nagle ciepło. Jednak lodowaty przebłysk w jej oczach od razu zmroził mnie i z kociarni zaczęło ziać zimno. Przymknęłam oczy machając ogonem i jakimś cudem zasnęłam od razu. I to na stojąco.

Od Róży do Cuchnącego Śledzia

Poczułam śnieżna masę na swoim ciele. Powoli otworzyłam oczy, by zobaczyć pozostałość po wczorajszej śnieżycy. Lekko strąciłam śnieżynki z futra, ponieważ zawadzały mi one.
Wszystko było ośnieżone. Biel otulała nawet Wysoki Sumak, który z łatwością można było ujrzeć przez wejście do kociarni.
Usiadłam zakrywając łapy ogonem i wpatrując się w babcię, która już szykowała patrole, choć czasem spoglądałam na ciocię Kotewkę. Kotka właśnie wylizywała swoje czarno-białe futerko.
- Różyczko, już nie śpisz? - mruknęła piastunka w moją stronę na co pokiwałam energicznie głową.
- Tak. Nie śpię. Dopiero się obudziłam - machnęłam ogonem i odpowiedziałam, tak na wszelki wypadek.
Wstałam, by rozprostować kości. Powoli przeszłam w stronę wyjścia z żłóbka, choć nie chciałam wychodzić, lecz tylko spojrzeć na obóz. Uniosłam łepek spoglądając na sklepienie kociarni.
Od niedawna byłam tu sama. Muszelka już odeszła do tajemniczego klanu, w którym mieszkała jej ojciec, czyli trans kotka. Chociaż według mnie nie chciałabym się zamienić z niebieską siostrą.
Odwróciłam się zauważając, że jestem już przy wyjściu i połknęłam w jego głąb, ponieważ bałam się, że ciocia powie, że wychodziłam z żłóbka i będę miała kłopoty. Ona zresztą też…
Wybrała sobie ciemny kąt w najdalszym miejscu w żłobku i bezceremonialnie rozłożyłam się na ziemi.
Pomyślałam o tym, co stanie się jak będę uczniem. Czy będę mogła robić to co Nenufara teraz robi i jakiego będę miała mentora. To była dla mnie zagwozdka i będzie pewnie do mianowania. Jeszcze tylko 3 księżyce…
Chciałam by było to już dziś!
Podniosłam jeden z moich kamyków i upuściłam go od razu na ziemię. Rozległ się głuchy dźwięk. Szybko schowałam kamyczek błyszczący w świetle wschodzącego słońca.
Wtedy przewróciłam oczami widząc małego Cytrusa bawiącego się kulką z mchu. Wciąż jednak myślałam nad tym wszystkim…
Zamknęłam oczy i poczułam dopiero teraz, że obok mnie ktoś siedzi. Otworzyłam je i spojrzałam na pysk kocura przede mną.
Był czekoladowy! Jak te ścierwo miało czelność usiąść obok mnie. Musiałam mu coś w końcu odpowiedzieć, więc miauknęłam w jego stronę:
- Czego chcesz? 
<Cuchnący Śledziu?>

29 marca 2024

Od Róży do Okraszonej Polany

Przeciągnęłam się leniwie, gdy słońce zniknęło za chmurami. Śnieg wciąż wisiał na gałęziach. Przywykłam już do jego widoku. Zbrzydł też mi już ten krajobraz. Chciałabym, by była już ta “Pora Nowych Liści” pełna kwiatów, jak to mówi Okraszona Polana, kiedy do nas przyszła, by opowiedzieć jakąś historią. Nie do końca wiem co to znaczy, ale podobno moje imię pochodzi od najwspanialszego z nich.
Ogólnie Okraszona Polana była bardzo miłą kotką. Zawsze gdy nam coś mówiła to to było boskie. Dlatego czekałam na nią, gdy było mi nudno. Dzisiaj ten dzień nastał.
Wstałam i przeszłam powoli w głąb legowiska. Odkąd moja siostra została przeniesiona do innego klanu (co bardzo mi się nie podobało) tęskniłam za nią. Bez niej nie było zabawy. Z resztą martwiłam się o jej los. Bałam się, że coś jej się stanie.
Rozłożyłam kawałki trzciny za mną. Chowałam tam swoje skarby. Przejechałam łapą po skarbach. Była tam uschnięta róża, która dała mi Okraszona Polana, łuska od ryby, która bez precedensów ukradłam z jedzenia mamy oraz kilka kamyczków, które uzbierałam.
Dopiero po chwili zauważyłam, że obok mnie siedzi jakaś kotka. Spojrzałam na uśmiechnięty pysk Okraszonej Polany sama uśmiechając się do wojowniczki.
-Witaj Różo - odparła patrząc w moje oczy.
-Witaj Okraszona Polano - miauknęłam. - Opowiesz mi coś dzisiaj?
<Okraszona Polano?>

Od Róży do Muszelki

Dzień odejścia Muszelki
Było bardzo zimno. Śnieg błyszczał na drzewach niczym świecidełka od dwunogów. Jasne, bezchmurne niebo miało tak miły dla oka odcień. Słońce powoli wyglądało zza horyzontu.
Popatrzyłam powoli na mamę. Wyglądała jakoś bardziej poważnie gdy myła się, zwłaszcza dzisiaj. Nie wiedziałam co czuje, ale napewno dobrze to kamuflowała. Coś było jednak nie tak…Nie wiedziałam tylko co.
Uśmiechnęłam się widząc bawiąca się Muszelkę. Wyglądała słodko malując coś na ziemi. Czasem tylko spoglądała przelotnie na mnie.
Usiadłam i spojrzałam na obóz przez wyjście. Wszyscy uwijali się jak mrówki. Wciąż tylko kładli coś na stos i wychodzili. Wyglądało to intrygująco…
Pomyślałam nad tym, dlaczego niektórzy są dla nas tacy niemili. Czasem przechodzili tacy, który krzyczeli powitanie już daleko, inni bąkali je, jakby był to wymóg, zaś trzecia grupa i najgorsza zarazem nic nie mówiła lub tylko szeptała coś do towarzysza z zawistnym wzrokiem. Zwłaszcza czekoladowe miały coś do nas.
No słyszałam o tym, jak czarno-białe są ważniejsze od reszty i my w dodatku mamy jej krew i należymy do ‘“rodziny królewskiej”. Było to tak absurdalne, lecz musiałam zadowolić się tym stekiem bzdur, bo innej odpowiedzi nie miałam na obrażone koty.
Nagle poczułam czyiś dotyk. Odwróciłam się i zobaczyłam Muszelkę. Dopiero teraz sobie przypomniałam! Muszelka dzisiaj opuszczała Klan Nocy.
Na tą myśl po plecach przeszedł mi dreszcz. Jednak siostra patrzyła tylko zainteresowana. Jednak nic nie mówiła. Pewnie czekała aż zacznę.
-To dzisiaj…odchodzisz z Klanu Nocy - wyplułam z siebie z trudem. Wciąż narastało we mnie napięcie na to, co się zaraz stanie.
<Muszelko?>

06 marca 2014

Różana Woń

Autor grafiki: wierzba9005 (dsc)
OGÓLNE
RÓŻANA WOŃ
*Poprzednie imiona: Róża >> Różana Łapa
Płeć: Kotka
Orientacja: Aseksualna, Panromantyczna
Przynależność: Klan Nocy
Ranga: Starsza (Księżniczka)

- - - -

Właściciel: Postać NPC
Autor: nikt.1811.t@gmail.com/Kurcig
CHARAKTERYSTYKA

APARYCJA

Opis ogólny - Róża jest smukłą i elegancką kotką. Byłaby całkowicie czarna, gdyby nie białe futro na brzuchu i szyi. Ma szczupłe, długie nogi, które sprawiają, że kocica jest jednym z wyższych członków klanu. Jej oczy mają kolor zieleni, który podobny jest do oczu samej Sroczej Gwiazdy. Końcówki jej czarnych uszu zdobią pędzelki.
Cechy charakterystyczne - Pędzelki na uszach
Kolor futra - Czarna jednolita z bielą
Długość sierści - Półdługa
Kolor oczu - Zielone
Problemy zdrowotne - ///


CHARAKTER

Różaną Woń można porównać do starszyzny, mimo, że kocica ma niewiele księżyców na karku. Zawsze znajdzie temat do narzekania, nawet jeśli wszystko będzie iść po jej myśli. Uważa się za najmądrzejszą w swej dziedzinie, co skutkuje tym, że często poprawia koty nawet w najmniejszych rzeczach. Poprawianie jej wiąże się z krzykiem, bo kotka uważa, że nigdy się nie myli, a przynajmniej nigdy się do tego nie przyznaje. Jej magazynek na zioła musi być poukładany tak jak ona chce, a jeśli ktoś zmieni najmniejszą rzecz, to ta już podnosi głos. Stroni od przemocy, uważa, że atak słowami jest zawsze lepszy. Ktokolwiek przebywał w okolicy czarnej kocicy, może śmiało powiedzieć, że kocica kocha się kłócić oraz plotkować. Nie uważa, że jest to coś złego. Gdy ktoś wejdzie jej za skórę, to może się spodziewać, że Róża będzie mu to wypominać do śmierci. Jest strasznie pamiętliwa i nie wierzy, że ktokolwiek może przejść przemianę. Gdy wyrobi sobie o kimś zdanie, to trudno je później zmienić. Inną wadą medyczki jest lenistwo, które towarzyszyło jej od początku życia. Każde możliwe luki w kodeksie wykorzystuje na swoją korzyść i gdy nikt jej przy tym nie przyłapie, to będzie wykorzystywać je najdłużej, jak to jest możliwe. Woli żyć w małej grupce przyjaciół niż przyjaźnić się z każdym kotem z klanu. Gdy w jej okolicy pojawia się jej matka lub babka, to automatycznie stara się ukazać przy nich najlepiej. Obawia się odrzucenia przez nie.

MORALNOŚĆ

Medyczka poszła moralnością za matką, jednak nie w drastyczny sposób jak zastępczyni. Uważa czekoladowe koty za gorszą część społeczeństwa i priorytezuje inne koty nad nimi, jednak nie jest przekonana, że ich eliminacja coś zmieni. Zawsze znajdzie się przecież ktoś w ich miejsce. Wierzy w Klan Gwiazdy, a ich kodeksu przestrzega, chociaż luki w nim z chęcią wykorzystuje. Od swej mentorki przejęła niechęć pomagania kotom, które nie należą do jej klanu. 

CIEKAWOSTKI

- Róża jest nieco zauroczona w Kruczym Szponie, jednak kocica nie odwzajemnia jej uczuć
- Często ze stresu gryzie swoją sierść lub dowolne, zwykle twarde rzeczy
- Ma wyjątkowo dobrą pamięć
- Nie lubi kociaków i przebywania w ich okolicy
- Chciałaby złapać lepszy kontakt ze swoimi kuzynkami. Potrafi nafukać na Zimorodkową Łapę, kiedy ta kwestionuje jej decyzje, jednak nadal ma nadzieję, że gdy kotka wydorośleje to staną się sobie bliższe. Podobne podejście ma do Algowej Strugi, za którą nie przepada jej matka. Mimo błędów przeszłości wierzy, że wojowniczka się zmieniła i uda się im zaprzyjaźnić, tak jakby chciała tego babcia.
UMIEJĘTNOŚCI

Poziom medyczny: V
Poziom wojownika: ///
Słabe punkty: Lenistwo, przesadna pewność siebie, pamiętliwość, zwinność
Mocne strony: Szybko uczy się nowych rzeczy, biegi długodystansowe, pływanie


RELACJE

RODZINA

Ojciec - Wieczorna Gwiazda [*] - Trans kotka, z którą nie ma świetnego kontaktu. Ma o niej obojętne zdanie
Matka Tuptająca Gęś [*] - Wzór Róży, a jednocześnie jej matka. Kocha ją, jednak trochę się jej boi
Rodzeństwo - Łabędź [*], Muszlowa Łapa [*] - Z siostrą nie trzyma większego kontaktu. Chociaż stara się utrzymywać z nią pozytywne relacje, to wychodzi jej to coraz gorzej
Partner - ///
Potomstwo - Eww, nigdy

INNE

Przyjaciele: 
Okraszona Polana [*] - Powoli zapomina o kocicy, która kiedyś ją odwiedzała, jednak wspomina ją pozytywnie.
Nimfie Zwierciadło [*] - Traktuje jak młodszą siostrę, mimo iż nie są spokrewnione.
Kolcolistne Kwiecie [NPC] [*] - Kocur przybrał rolę ojca w jej życiu i tak również traktuje go Róża.
Wrogowie: 
Baśniowa Stokrotka - Nie lubi kocicy i nie może znaleźć powodu dlaczego.

SZKOLENIE

Mentor - Strzyżykowy Promyk [*]
Uczniowie obecni - ///
HISTORIA
Róża narodziła się z miotu sojuszniczego Tuptającej Gęsi z Klanu Nocy i Wieczornej Mary z Klanu Wilka, za panowania Sroczej Gwiazdy.