BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrzosowa Rzeka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrzosowa Rzeka. Pokaż wszystkie posty

26 grudnia 2021

Od Wrzosowej Rzeki do Wilczej Zamieci

Wrzosową Rzekę zbudziło mocne pacnięcie w brzuch białą łapą. Niebieski szybko otworzył oczy, żeby zorientować się, co się stało. Biały kocur leżący obok niego na wojowniczym posłaniu beztrosko się rozciągał i ciamkał przez sen.
- H-hej... Ostrzeń, mógłbyś się tak nie wiercić? - mówił przeciągle, ziewając.
Lecz niestety, nie otrzymał odpowiedzi od Ostrzeniowego Połysku. Widocznie śnił o czymś tak miłym, że nie w głowie było mu budzenie się. Wrzosowa Rzeka jednak i tak nie zamierzał spać dalej, więc starał się cicho wymknąć się z legowiska na samotne łowy dla klanu. Stawiał łapy najciszej jak mógł, jednak i tak nadepnął na futro śpiącej niedaleko wyjścia szylkretowej kotki.
- M-możesz... po mnie nie deptać?! - warknęła, podnosząc głowę.
- Tak... przepraszam... - szepnął, po czym pośpiesznie wyszedł z legowiska.
Gdy wyszedł, rozciągnął się jeszcze dwa razy i szybko pobiegł do stosu ze zwierzyną. Rozejrzał się, lecz nikt go nie obserwował. Wziął pierwszą lepszą mysz, przegryzł na dwie części, wsunął do pyska. Na niebie było już całkiem jasno, ziemie przysłaniała mgła.

***

Krążył po terenach łowieckich, węsząc i biegając bez końca. Inny, silny zapach tłumił woń zwierzyny - uniemożliwiał mu sukcesywne polowanie. Zaczynał go niepokoić, ponieważ nie pachniał jak znajomy kot, pachniał jak coś całkiem obcego. Niepokój narastał, jak przypominał sobie słowa jednego z braci, o lisach kręcących się niedaleko. Kocur stanął, lekko otworzył pysk i starał się jeszcze bardziej rozgryźć, kto to lub co to. Ku jego zaskoczeniu, całe zastanawianie się nad przerażającym zapachem przeciął zapach soczystego królika. Podejrzanie krwistego i świeżutkiego. Czyżby inny kot teraz polował?

***

W tej chwili stał nad zmasakrowanym królikiem. Był w okropnym stanie. Napewno zabił go inny kot... ale jaki kot zabija ofiarę i nie przynosi jej do obozu?
- Czy...k-ktoś tutaj... jest? - zapytał, jąkając się.
- Tak... jest...! - wrzasnął chrapliwy głos.
Wrzosowa Rzeka zamarł, zanim zdążył się odwrócić. Brązowy, najeżony kocur rzucił się mu z pazurami na szyję, musnął nimi również nos. Niebieski zrzucił go ze swojej szyi i zaczął napinać szponami na jego brzuch, próbował przytrzymywać jego łapy. To była pierwsza poważniejsza, niespodziewana walka w życiu młodego wojownika o imieniu Wrzosowa Rzeka.

***

Pokonał go. Obcy, dziki kocur leżał nieruchomy na ziemi. Widocznie Rozżarzony Płomień przekazał mu umiejętność walki. Brat zastępczyni uśmiechnął się, oblizał krew spływająca mu z nosa i pognał w kierunku obozowiska.

***

Chciał jak najszybciej powiadomić lidera o swoim wyczynie. Niósł głowę z dumą w górze. Już miał wchodzić na teren obozowiska swojego klanu, kiedy nagle ujrzał chudziutką, płacząca kotkę przy wejściu. Zmartwiony wojownik podszedł do niej.
- Co się dzieje? Jak masz na imię? - zapytał uśmiechając się.
- J-J-J-Ja...? - wyjąkała, drżąc.
- Tak, coś się stało? - ponowił pytanie.

< Wilcza Zamieć? >

01 grudnia 2021

Od Wrzosowej Rzeki CD Rozżarzonego Płomienia

 - Na pewno dam sobie radę! - miauknął, uśmiechając się do swojego mentora.

***

Było to przełomowe wydarzenie w życiu młodego kocura, mianowanego na wojownika. Księżyc już lśnił na niebie, wszystko przykrył mrok. To była pora na czuwanie. Wstał, rozprostował mięśnie i zaczął spacerować po terenie swojego klanu. Wszystko bacznie obserwował. Nawet małe robaczki czy krople spływające z liści nie ukryły się przed nim. Spadające liście wirowały, wiatr szumiał i świszczał. Czuć było zapach wilgoci, rozmoczonej roślinności. Poruszał się szybko, głowę unosił ku górze. Światło księżyca odbijające się na jego sierści wyglądało bardzo dostojnie i dodawało kocurowi uroku. Przez jego głowę przemijały liczne myśli, starał się być w sytuacji stróżowania poważny. W końcu to od tego zależy, czy sprawdzi się jako wojownik. Zastanawiał się, czy Rozżarzony Płomień go lubi i czy jest z niego dumny. Nigdy nie wiedział, co o nim sądzić. Był spokrewniony z Piaskową Gwiazdą, którą bardzo źle wspominał. Czy on, Wrzosowa Rzeka, jako wojownik też kiedyś będzie miał ucznia? Da radę go nauczyć czegoś pożytecznego? Czy jego siostra polubi jego nowe imię? Nie wiadomo. Nie był to najlepszy czas na tyle myśli. Niebieski stanął, liznął powietrze i ruszył w pościg za nieznanym zapachem. Jego smukła, wysoka sylwetka czuła się w biegu świetnie.

***

Słońce zaczęło wschodzić. Poranny patrol oświadczył, że już jest i może zakończyć czuwanie. Po chwili ujrzał znajomego, rudego kocura i postanowił opowiedzieć mu, co się działo. Uśmiechnął się, wciąż pełen energii i radości.
- Zrobiłem to!


< Rozżarzony Płomieniu? >

ps: sorki jak cos brzmi dziwnie, ale no nie pisalam troszke. Wrzos krejzol

18 listopada 2021

Od Wrzosowej Łapy (Rzeki) CD Kamiennej Agonii

Uczeń był bardzo podekscytowany. Również starał się wyczuć coś dobrego swoim drobnym nosem, stawiał kończyny do przodu. Spojrzał się na Kamienną Agonię, lecz ona warknęła na niego z nienawiścią w oczach. Zdążył się już przyzwyczaić.
- Kamień...? - miauknął, instynktownie spuszczając głowę.
- Czego, bachorze?! - warknęła. - Zamknij się już, ciągle tylko gadasz!
Kotka była wyjątkowo rozdrażniona. Nastała chwila ciszy, jednak nie na długo. Chwilę później zaczęło grzmieć. Futro na grzbiecie Wrzosowej Łapy się zjeżyło, a źrenice zwęziły.
- To było do przewidzenia... jakbyś tyle nie gadał, może byśmy coś upolowali, ale nie! - fuknęła, po czym zwróciła się w stronę obozu. Kocur nic nie odpowiedział. Stał, z jedną łapą w powietrzu, węszył.
- Czuje coś, czuje! Chodź tu szybko! - wrzasnął, po czym wskazał siostrze kierunek za pomocą ogona.
- Idę...
Uczeń z nosem przy ziemi zaczął biec, w linii prostej podążając za zapachem. A za nim, nieco wolniejszym tempem zastępczyni lidera. Obijali się o wysokie, wilgotne kępki trawy. Zapach deszczu przenikał przez wszystko. W pewnym momencie przystanęli. Poczuli zapach krwi, czegoś świeżego i soczystego. Zaczaili się za gęstymi roślinami.
- Myślisz że to tutaj? - szepnął Wrzosowa Łapa.
- Czuć intensywnie. Bądź cicho, bo wystraszysz... - fuknęła.
Oba koty wystawiły swoje pazury, zrobiły krok do przodu, uniosły zady do góry a następnie skoczyły. Za gęstwiną pasł się młody beżowy królik, który był poraniony na łapie. Nie miał jak uciekać. Kocie pazury wbiły się w jego ładną sierść i zalały ją bordowym płynem. Wrzosowa Łapa trzymał ofiarę za brzuch, Kamienna Agonia natomiast dusiła ją. Królik był gotowy do zjedzenia. Koty zawróciły w stronę obozu.

***
*po nocnej warcie Wrzosowej Rzeki, po mianowaniu go na wojownika*
Słońce zaczęło już wschodzić. Niebo było w większości pokryte chmurami, z dnia na dzień robiło się już coraz chłodniej. Pora zielonych liści dobiegała końca. Wrzosowa Rzeka, a wcześniej Wrzosowa Łapa i tak, wciąż pełen energii zakończył swoje nocne stróżowanie. Przeciągnął się i ziewnął, ruszył w kierunku wojowniczego legowiska. Wszedł, obwąchał. Ujrzał tam jeszcze kilku wojowników którzy wybudzali się ze snu. Jak szybko wszedł, tak szybko wyszedł. Okrążył cały obóz, siedziała przy wejściu do kociarni jedząc tłustego królika. Niebieski kocur podbiegł do niej.
- Kamień! Wiesz, że teraz jestem Wrzosowa Rzeka?! - zawołał z uradowaniem.

< Kamienna Agonio? >

12 listopada 2021

Od Wrzosowej Rzeki CD Wiśniowej Łapy

Niebieski kocur wszedł do medycznego legowiska, chwiejąc się jeszcze nieco na lekko łapie. Był uśmiechnięty, przetarł łapą nos a następnie ostrożnie usiadł.
- Nie dostaniesz kolejnych ziół. - powtórzyła chłodnym tonem Wiśniowa Łapa.
- Proszę, daj mi je. - przetarł podłoże brudnym ogonem. - Naprawdę boli, auć! - podniósł łapę i położył uszy po sobie, zrobił żałosną minę.
Szylkretowa kotka spojrzała na niego a następnie wydała z siebie cichutki dźwięk, w rodzaju śmiechu. Wrzosowa Rzeka nie wiedział, co ma na myśli.
- Nie wiem czy masz świadomość, że łapa którą trzymasz w powietrzu nie jest tą, którą leczyłam?
Wojownik przybliżył łapy do siebie, a jego źrenice się zwężyły. Chwilowo zaniemówił.
- Podejdź do mnie, ocenię stan łapy. - rzekła Wiśniowa Łapa, już całkiem poważnie.
Pacjent posłusznie się ruszył, uniósł ogon i położył się tuż obok uczennicy medyka. Położył swoją głowę na chłodnej ziemi. Kocur wyglądał w tym momencie jak martwa ofiara, a kotka jak krwiożerczy drapieżnik. Umieściła swoje łapy na kończynie, lekko ugniotła łapami, przyglądała się uważnie.
- Czy nadal czujesz w niej ból? - zapytała, odwracając głowę.
- Yyy... nie... ale... to znaczy tak.... - ciągnął, wiercąc się lekko.
- To tak, czy nie? - Wiśniowa Łapa prześwietliła go podejrzliwym spojrzeniem.
- No... mogę się na niej poruszać...
- Mógłbyś po prostu odpowiedzieć mi na pytanie? - szylkretowa odsunęła się, machnęła ogonem.
- To znaczy, nie boli mnie już... tak, jak wtedy ale potrzebuje od ciebie, czegoś medycznego...
Kotka przeszła kawałek w kierunku posegregowanych ziół, nie patrzyła w kierunku Wrzosowej Rzeki.
- Rozumiem, że nie boli cię mocno, po prostu się goi, prawda? - zapytała.
- Prawdopodobnie tak jest... - rzekł, jednocześnie przewracając się na drugi bok.
- W takim razie nie potrzebujesz niczego. Po prostu może... nie trenuj intensywnie, staraj się więcej odpoczywać.
Niebieski wstał, przeciągnął się a następnie otrzepał z liści i kurzu, odmachał głową na pożegnanie, opuścił legowisko.

***

Księżyc był wysoko na niebie. Większość kotów z Klanu Burzy smacznie spała. Tylko nieliczni, z pewnych przyczyn tego nie robili. Na przykład, Wrzosowa Rzeka, nie myślał o spaniu. Czyhał, niedaleko traktora Toma. Jego nos był zetknięty z chłodniejszą ziemią, machający ogon wygarniał wilgotne kłębki trawy. Czuł w trawie zapach drobniutkiego gryzonia, przemykającego przez tunele z roślin. Mysz wybiegła na mniej zarośnięty teren, był to idealny moment na zabicie niczego nieświadomej ofiary. Kocur wystawił ostre pazury, które błysnęły od światła księżyca, skoczył wbijając je w zdobycz. Wkrótce jego pazury stały się bordowe, a malusieńki kąsek stracił oddech, został żwawo wzięty w zęby. Łapa bolała go coraz mniej, nie czuł już aż takiego dużego dyskomfortu.

***

Wojownik wrócił już do obozowiska, brudny, cały w liściach, mokry na łapach. Stanął przed medycznym legowiskiem, zajrzał do niego. Ujrzał i usłyszał śpiącego tam chrapiącego, starszego czekoladowego kocura śpiącego w rogu legowiska w dziwnej pozycji i szylkretową kotkę, zwiniętą w elegancki kłębek. Wszedł do środka, całkiem już przyzwyczajony do zapachu wszystkich sprzętów. Niespodziewanie, Wiśniowa Łapa otworzyła ślepia, później uniosła głowę i zrobiła zdenerwowaną i jednocześnie zaskoczoną minę na widok swojego pacjenta stojącego w wejściu. Jego sierść lśniła księżycowym blaskiem, rzucał on wysoki cień.
- Co ty... tu robisz...? - odparła wybudzona ze snu kotka.
Kocur nie odezwał się ani słowem. Poturlał w jej kierunku poturbowaną mysz, upolowaną wcześniej.

< Wiśniowa Łapo? >

29 października 2021

Od Wrzosowej Łapy CD Wiśniowej Łapy

- Ała! Strasznie mnie to boli, a te ziarna nie pomagają! - wydał się nagle donośny jęk.
- Hm. Mi się zdaje, że działają. - wyszeptała, po czym rzuciła spojrzenie Jeżowej Ścieżce. - Przez długi czas byłeś cicho.
Niebieski kocur położył głowę, przetarł ogonem kurz. Wypowiadał swoje żale pod nosem jeszcze przez chwilę, zachowywał się niezrozumiale. Wiśniowa Łapa przypatrywała się mu zimnymi spojrzeniami. Jeżowa Ścieżka, któremu więdły uszy od żałości, wyszedł, wziął w pysk kilka ziół i opuścił stanowisko medyka pośpiesznym krokiem.
- Ja również muszę na chwilę wyjść. Błagam cię, nie zniszcz legowiska i nie rób gwałtownych ruchów. Chyba, że zależy ci na amputacji łapy.
Wrzosowa Łapa szybko pokręcił gorącą od słońca głową. Co on mógł tu robić, sam. Pewną odległość od niego leżał drobny, mahoniowy listek, lekko wyschnięty. Starał się sięgnąć po niego pazurem, gdyż nie chciał zmieniać pozycji. Po kilku próbach wreszcie się udało, odłamek rośliny miał już nabity na pazury. Powąchał go. Miał specyficzny zapach, taki... drażniący.
Chwilę później Wiśniowa Łapa weszła z powrotem do legowiska. Jej mina nie zwiastowała niczego dobrego. Miała przymknięte oczy, lekko opuszczone uszy i wysoko uniesiony ogon.
- Dlaczego ruszasz medyczne rzeczy?! - powiedziała chłodnym tonem.
- Medyczne...? Ale c-
Jej spojrzenie spiorunowało Wrzosową Łapę. Była zła.
- A co jeśli ten liść miałby właściwości trujące?
Szylkretowa kotka ciągle prześwietlała niebieskiego kocura wzrokiem i kontrolowała go.

***

Zbliżał się wieczór. Kocięta kładły się spać, było to bardzo słychać. Ciągłe dyskusje i przeczenia piszczących głosików. I ich matek. Niebo wyglądało bardzo pięknie, różowe i żółte barwy mieszały się ze sobą. Lecz Wrzosowa Łapa mimo urokliwych widoków nie czuł się zbyt dobrze. Ból kończyny się nasilał. Leżał na niewygodnym legowisku, trzymał łapę w nienaturalnie wygiętej pozycji.
- Wiśniowa Łapoooo... mogłabyś dać mi coś na ten bóóóól...?! - kocur przeciągle jęknął.
- Mówiłeś, że pestki nie działają, a teraz się o nie ubiegasz? - kotka westchnęła, odwracając się w stronę narzekającego pacjenta.
Niebieski przeturlał się w stronę szylkretowej kotki. Otarł się głową o jej łapę.

< Wiśniowa Łapo? >

Od Wrzosowej Łapy

Leżał smutnie z kontuzją na legowisku. Co on mógł robić tu, sam, samiuśki – nie miał jak wstawać, rozmawiać, chodzić, polować. Nic, totalnie nic! Było tu okropnie nudno. Słyszał ciągle rządzącą się Piaskową Gwiazdę, biedne nierude koty. Nie lubił jej. Ona również go nie lubiła, zresztą... czy ona przepada za jakimkolwiek nierudym kotem... dziwiło go tylko to, czemu Orlikowy Szept był jej zastępcą, skoro jest biały. Jedyny rudy kot który mu odpowiadał to jego mentor i jedno kocię... to znaczy... był zmieszany. Z powodu tego, co mówiła mu jego siostra, czyli Kamienna Agonia. Ona nie cierpi Rozżarzonego Płomienia. Udziela się pod względem politycznym w klanie. Wiele razy miała kary. Była Pyskatką, Pyskatym Kamieniem. Jednym słowem, bardzo duży dyskutowała i pyskowała. Nie wstydzi się swoich poglądów, jest chłodna. Raz, na zgromadzeniu powiedziała mu, że go kocha. Lecz Wrzosowa Łapa nie wie co o tym sądzić. Jak był jeszcze kociakiem, wrzuciła go do borsuczej kałuży, śmiała się z niego. Czy tak powinna robić siostra? Nie do końca, według niebieskiego. Nie ufa jej w stu procentach. Jest starsza, żyje we własnym świecie... co prawda to prawda, Gliniane Ucho jest starszy, aczkolwiek jest o wiele milszy, cieplejszy i wydaje się bardziej stabilniejszy, choć nie zna go jeszcze szczególnie dobrze. Nie spędza z nim czasu. Jeśli chodzi o Ostrzeniową Łapę i Orlikową Łapę to teraz rzadko spędzał czas z nimi, mimo godzin spędzonych na zabawę w za czasów bycia kociakiem. Byli zajęci polowaniem, rozmawiali tylko w legowisku, bardzo niewiele.

***

Zajęczy Nos, partner Glinianego Ucha został stracony. Zabił go Bycza Szarża, na rozkaz tej okropnej liderki. Lecz karma szybko wróciła gdyż Zajęczy Nos nawiązał kontakt z Klanem Gwiazd, zabił Piaskową Gwiazdę i stał się nowym liderem Klanu Burzy. Zajęczą Gwiazdą. Był to ogromny przełom, Wrzosowa Łapa nie wiedział nawet, jak reagować. A było co najciekawsze, siostrę niebieskiego wybrał jako zastępczynię.

24 października 2021

Od Wrzosowej Łapy CD Rozżarzonego Płomienia

Przed kontuzją kocura

Wrzosowa Łapa starał się zabić wszystkie inne myśli i żale w jego głowie. Posunął łapę lekko do przodu, uniósł ogon do góry, wystawił pazury. Wykonał susa do przodu. Beżowe zwierzątko usłyszało go, zaczęło żwawo pomykać w stronę przeciwną. Mentor kocura spojrzał na niego z zawiedzeniem, trzepnął ogonem z odrazą. Niebieski pędził po trawie prosto, wnet przypomniał sobie wskazówki od rudego – w razie ucieczki ofiary, goń ją odwrotnym zygzakiem. Tak też uczynił. Jego pazury stykały się ze sobą nawzajem przez co wydawały dźwięki, łapy znikały i pojawiały się w trawie. Czuł na sobie podmuchy ciepłego przyjemnego wiatru, dodawały mu otuchy. Kocur postanowił skoczyć po raz kolejny. Ta czynność przyniosła mu sukces – złapał posiłek. Zając wił się w jego łapach, piszczał i krzyczał, a zęby kota wbijały się mu w szyje. Wkrótce bordowy płyn oblał jego szpony i kły, sierść również nie była czysta. Ofiara poniosła śmierć. Wrzosowa Łapa poczuł się wspaniale. Czuł się dumny, z tego co zrobił.
– Udało ci się. Wreszcie... – mruknął głos mentora, gdzieś w oddali.
– To było świetne, prawda?! Najpierw skoczyłem, potem wbiłem kły i pazury w jego szyję i...!
– Nie podniecaj się tak. I przynieś go tutaj, bo byś go zostawił. – rzekł po czym pokazał swojemu uczniowi kierunek głową.
– Już biegnę! – zawołał otrzepując się z krwi.
Uczeń po chwili podniósł upolowanego królika za ucho, udał się z nim w kierunku Rozżarzonego Płomienia z dumną i szczęśliwą miną. Kocury spoglądały na siebie nawzajem. Szli równym tempem.

***

Wrócili już do obozu Klanu Burzy. Wrzosowa Łapa stał przy stosie na zwierzynę, zrzucił tam swoją zdobycz która żałośnie się poturlała.

<Rozżarzony Płomieniu?>

Od Wrzosowej Łapy CD Zachodzącej Łapy

Za czasów Piaskowej Gwiazdy...


- To było dość głośne... ale... to nic, też się kiedyś kłóciłem z rodzeństwem. To nic takiego, przecież! - zaśmiał się, spoglądając na kotkę.
- Yyy... jak wygląda twoje rodzeństwo?
- Moje rodzeństwo to dwa kocury, Ostrzeniowa i Orlikowa Łapa. Nie ma ich teraz w legowisku, więc podejrzewam, że po prostu poszli na trening z mentorem. Mam jeszcze starsze rodzeństwo, Kamienną Agonię oraz Gliniane Ucho. Ogólnie jest wesoło. Raczej.
- Ciekawe... - miauknęła.
Do legowiska wdarły się nagle promienie słońca. Wrzosowa Łapa oglądnął się za siebie. Wysłał porozumiewawcze spojrzenie Zachodzącej Łapie. Uniósł zad do góry, wystawił pazury i szybko przeturlał się w kierunku zaglądającego słońca. Na jego niebieską sierść padało teraz ładne światło.
- Nie chcesz się pobawić, Zachód? - zaproponował wlepiając wzrok w kotkę.
Lecz ona spuściła głowę, uniosła łapę i mruknęła pod nosem.
- Co ci jest?
Podszedł, trącił ją głową, czekając na reakcję. Niespodziewanie skoczyła obok, a następnie na kocura. Przeturlali się kawałek dalej, szarpnęli się nawzajem za futra. Niebieski odsunął się, zaśmiał.
- To było świetne, Zachód! Nie spodziewałem się tego...
Szylkretowa kotka usiadła, zaśmiała się i ziewnęła. Wyglądała na zmęczoną po ledwie kilku skokach. Być może była trochę leniwa...
Cisowa Łapa leżała w rogu legowiska, patrzyła na nich z pogardą. Mówiła coś pod nosem.
- A... Ty to Wrzosowa Łapa? Twój mentor jest super, serio! - z głębi legowiska wydał się głos.
Uczeń nastawił uszy. Kamienna Agonia i inne nierude koty go krytykowały. Więc kto może być po jego stronie? Była to Falująca Łapa. Rudy kot. Więc wszystko było jasne. Rodzeństwo nawiązało kontakt wzrokowy ze sobą. Później uczniowie popatrzyli na niebieskiego kocura. Że co?

<Zachodząca Łapo?>

11 października 2021

Od Wrzosowej Łapy

Przed patrolem łowieckim

Kocur właśnie wrócił z treningu z mentorem. Nie czuł zmęczenia, a czuł się okropnie, z tym co zrobił. Z głową w chmurach wracał do legowiska. Niewielki kot stał na drodze do wejścia.
Wrzosowa Łapa przestraszył się, odskoczył.
- Ojej, przepraszam, nie widziałem cię. Zgubiłeś się? - zapytał.
- Yyy... Ja się nie zgubiłam... tylko się bawię...z...
- Z...?
- Moim rodzeństwem... Ha ha...
- W legowisku uczniów, jesteś pewny... to znaczy pewna? To nie jest zbyt bezpieczne.
- Tak... no a tak na prawdę to nie, strasznie mi się nudzi... - wyszeptała kotka.
- Chcesz się pobawić? - zaproponował Wrzosowa Łapa.
- No nie wiem, wolę leżeć.
- Potrzebuje się odstresować, no dawaj.
- Niech będzie – mruknęła.
Niebieski skoczył w kierunku szylkretki, przewrócił ją na bok. Ona odepchnęła łapą jego nos i wczepiła się pazurkami w brzuch. Wrzosowa Łapa zdjął kotkę z futra, a następnie stuknął nosem. Bawili się jeszcze przez chwilę. Następnie przerywając, zadał pytanie.
- A jak ty się w ogóle nazywasz, czyją jesteś córką?
- Splątanego Futra... - odrzekła, otrzepując się z rosy-  jestem Zachód.
W tym samym momencie matka kociaka wyłoniła się, szukając jego. Podeszła do bawiących się kotów, zawołała swoją córkę. Zachód ze zmieszaną miną podeszła w jej kierunku bez słowa. Wrzosowa Łapa machnął ogonem i uśmiechnął się. Wreszcie ktoś się z nim pobawił.

< Zachód? >

Od Wrzosowej Łapy

Całkiem niedługo po powrocie z patrolu łowieckiego

Emocje, zarówno negatywne jak i pozytywne schodziły z ucznia pełną parą. Nie widział dziś swojego mentora w obozie. Nie wiedział co myśleć o całej sytuacji. Polubił Gliniane Ucho, bardzo. Ale to, co wszyscy mówili o Rozżarzonym Płomieniu było dziwne. Wszedł przygnębiony do legowiska,  myślał o wszystkim. Co się stało z tym przemądrzałym wesołym kociakiem... Kamienna Agonia miała rację. Miała, gdyby miał odwagę podbiegł by do niej w tej chwili i powiedział jej to w twarz. Aczkolwiek bał się krzyku. Machnął ogonem, rozłożył się. W tej chwili do legowiska wtargnął jego brat, Ostrzeniowa Łapa. Dumny z siebie. Uśmiechnął się w kierunku Wrzosowej Łapy, ten jednak nie ruszył nawet wargą.
- Wrzos! Twój ząb wygląda bardzo śmiesznie przy takiej... poważnej minie! - rzucił Ostrzeniowa Łapa, chcąc zażartować.
- Nie teraz. - Wyjąkał, starając schować się wystający kieł nie dodający mu powagi.
- Co cię gryzie? - zapytał, jednocześnie wyskakując z legowiska – Mój mentor mnie woła, do później!
Wrzosowa Łapa postanowił wstać, wyjść i zobaczyć, jak jego brat sobie radzi. Na pewno lepiej, od niego. Łapa wymsknęła mu się, stracił równowagę, upadł. Kocur poczuł ogromny ból. Jedna z jego kończyn bolała go na tyle mocno, że nie mógł nią stabilnie stanąć. Bez żadnego zastanowienia przeczołgał się do legowiska medyków, jęcząc przy tym niemiłosiernie.
- Czy tu ktoś jest, okropnie boli mnie łapa, upadłem... Ja sam nie wiem! - wrzasnął.
W kąciku ukazała się szylkretowa, ciemna kotka.
- Kto przyszedł, o co chodzi?
- Ja! To ja! Pomóż mi! Moja łapa, ja umieram! - przeturlał się pod łapy kotki, szlochając.

< Wiśniowa Łapo? >

Od Wrzosowej Łapy CD Kamiennej Agonii

- Naprawdę idziemy na patrol łowiecki? Super! - miauknął ucieszony uczeń.
- Tak, serio idziemy. Lecz nie wiem, czy twoja siostra jest szczęśliwa z tego powodu... - spojrzał żartobliwie na czarną kotkę.
Ona jednak trzepnęła agresywnie ogonem i nic nie odpowiedziała. Wrzosowa Łapa był bardzo podekscytowany, zarówno tym, że idzie na patrol jak i tym, że pozna swojego starszego brata.
- Gliniane Ucho... - niebieski wydał dźwięk po chwili ciszy.
- Hm?
- Pokażę Ci coś! - wypiął klatkę piersiową do przodu – Tak nauczył mnie Rozżarzony...
- Skończ gadać o tym rudym idiocie, on też go nie lubi, pogódź się z tym. - mruknęła Kamienna Agonia.
Przez chwilę jeszcze odbywała się dyskusja na temat Rozżarzonego Płomienia. Niebieski był bardzo zmieszany, nie wiedział czy słuchać tego, co mówi jego siostra czy też podążać za przekonaniami mentora. Ciekawość wzięła górę.
- Skoro tak go nie lubicie, powiedzcie mi dlaczego. - odrzekł młody kocur.
- Rudy kretyn. Pranie mózgu. - prychnęła.
- Teraz nie czas na sprzeczki, użyjcie uszu i nosa, a nie języków. Czujecie i słyszycie to samo, co ja? - zapytał Gliniane Ucho.
Czarna kotka i jej brat gwałtownie się odwrócili. Brat zrobił pewny krok do przodu, wypatrywał. Chciał odrobić to, co zrobił na polowaniu z mentorem.
- Tam jest, zobaczcie! - wrzasnął i podskoczył jednocześnie.
Gliniane Ucho i Kamienna Agonia równie szybko dostrzegli przyszłą ofiarę. Wystawili pazury, przyczaili się. A wreszcie, skoczyli. Ostre zakończenia pazurów prędko wbiły się w puchate zwierzątko. Wydał się okropny pisk, a bordowy płyn znalazł się w górze. Kiedy złapali królika, Wrzosowa Łapa przeskoczył w ich kierunku z niedowierzaniem, co właśnie się stało.
- To było niesamowite!

***

Wchodzili już na teren obozu. Jego starsze rodzeństwo mimo tego że upolowało coś, nie wyglądało, jakby było zmęczone. Wrzos jednak ziajał, zmęczył się samymi emocjami.
- Pójdziemy jeszcze raz? Siostro, bracie? - zawołał.
- Mi pasuje. - powiedział, przeczesując futro językiem – ciekawe, co na to twoja ukochana siostra...
- To jak, kiedy? - rzekł, podbiegając do czarnej kotki.

< Kamienna Agonio? >

Od Wrzosowej Łapy

Uczeń wybudził się ze snu. Zwinięty jeszcze w kłębek, mlaskał. Wszyscy jeszcze spali. Wystawił jedną łapę, potem drugą i dwie następne z legowiska. Leniwie się przeciągnął, ziewnął. Czuł rosę, ogólną wilgoć i chłód w powietrzu. Niebo przybrało różowo-niebieską barwę, wszystko otaczała niezwykła mgła. Kot ziewnął raz jeszcze, usiadł i zaczął zlizywać kurz z futra. Zastanawiał się, co będzie dzisiaj robił jako uczeń. Ta myśl przyniosła mu pewien pomysł. Wstał i zaczął węszyć w trawie, w poszukiwaniu drobnych zwierzątek. Zwilżył mu się nos. Słyszał przytłumione kroki i ziewy dochodzące z legowisk, ale nie skupiał się na tym. Skupianie się na szukaniu przerwał mu gwałtowny, wysoki pisk. Zerwał się, nastawił uszy i zjeżył. Ostrożnie się cofnął, rozglądał. Chwilę później spostrzegł małe coś, wręcz wijące się przy żłobku. Wychylił głowę nad długie, wystające kłębki trawy. Wyglądało jak kocie, zwykłe kocie. Nic strasznego, przeraził się niesłusznie. Spokojniejszy już, skoczył na przód i przeszedł pewnie w kierunku tego. Był to młodziutki czerwony kociak o jaskrawo zielonych oczach, turlający się trawie. Kot przeturlał się wprost pod łapy Wrzosowej Łapy.
- Ooo, to ty! Cześć – zawołał bawiący się kociak.
- Że kto, że ja? Nie znamy się chyba...
- No nie wiem. Ale, ja mam na imię Klon, a ty?
- Wrzos. To znaczy, Wrzosowa Łapa.
- A czemu łapa? - miauknął wyraźnie zaciekawiony, wstając na równe łapy.
- Każdy uczeń ma przydomek łapa. - powiedział, wymachując ogonem.
Koty stuknęły się nosami.
- Co byś powiedział na zabawę? - zawołał Klon.

<Klon?>

08 października 2021

Od Wrzosowej Łapy CD. Rozżarzonego Płomienia

Wrzosowa Łapa nastawił uszy. Nie słyszał jednak niczego, poza obijaniem się kropli o trawę. Teraz ponownie starał się wciągnąć nosem woń swojej przyszłej ofiary. Czuł zapach wilgoci, kory drzew. Nadal nie to, co potrzeba.
- Mentorze... nie czuje tego, co mam zrobić? - zapytał.
- Skup się. Zrób jeden, cichy krok. - mruknął Rozżarzony Płomień.
Niebieski posunął łapę do przodu. Chcąc sprawić dobre wrażenie przed Rozżarzonym Płomieniem, od razu skoczył. Miejsce skoku nie było jednak trafne, zwierzyna skubała trawę kilka metrów dalej. Zając znalazł się w powietrzu, kilkoma susami był już dalej. Uczeń przejechał się brzuchem na mokrym podłożu, po czym nieumiejętnie pobiegł za zwierzakiem. Jedyne jednak co mu się udało to przepłoszenie zająca. Kocur stanął, zrobił kwaśną i podszedł do towarzyszącego mu rudego kota.
- No to nawaliłeś. Nie skupiasz się na tym, co robisz, nie słuchasz moich rad! Pff, czego można było się spodziewać się od nie rudego kota! - syknął mentor.
- Ale ja chciałem dobrze, głupiutki królik, on mi uciekł...
- Gdybyś był mi posłuszny w pełni, uważałbyś trochę, może byś go dogonił...
Niebieski czuł się okropnie. Zawsze popisywał się, szukał atencji, uwagi, czegokolwiek by być zauważonym. Tak bardzo chciał pokazać, że będzie świetnym wojownikiem, że będzie polował. A zrobił źle, płosząc ofiarę. Bardzo upokorzył się przed mentorem. Nie czuł się doceniony, ani przez rodzeństwo starsze, młodsze... przez nikogo. Mama nie miała nic do powiedzenia, ojciec tak samo. Byli martwi. Tak samo zastępcza mama, którą bardzo lubił, Pszczeli Pyłek, nie żyła.
Wspominał, jak wesołym przed chwilą był kociakiem, wszystko było idealne... Teraz zdał sobie z tego, że Kamienna Agonia miała rację. Że dzieciństwo się skończy. I że nie będzie to łatwe.
Mentor zjechał zamyślonego ucznia chłodnym spojrzeniem, zjeżył się lekko.
- O co chodzi? Rozżarzony Płomieniu?

< Rozżarzony Płomieniu? >

26 września 2021

Od Wrzosowej Łapy

 po powrocie do do Obozu wraz z mentorem

- To tyle na dziś. - odezwał się rudy kocur.
Niebieski uczeń uśmiechnął się, a następnie popędził w kierunku legowisk, mając nadzieje że spotka znajomego kota i będzie mógł się pochwalić tym, co dzisiaj przeżył. Żadnego jednak nie napotkał, kotów było bardzo mało, jeszcze nigdy tak nie było. Był tym rozczarowany. Zwiesił łeb, obejrzał się kilka razy. Podszedł pod legowisko uczniów, a następnie wszedł do środka. Obwąchał, położył się. Dziwny, nowy zapach. Legowisko było większe, można było się mocno rozciągnąć. Świetnie. Kocurek postanowił pospać chwilę po „pracowitym” uczniowskim dniu. Trawa szumiała śpiącej Wrzosowej Łapie nad uchem, ciekła z niej woda. W powietrzu było bardzo wilgotno, pochmurnie. Spokój, zapach mokrej ziemi zakłócił nagle nowy, nieznany dotąd wcześniej zapach. Kocur podskoczył, najeżając się. Wybiegł, sapiąc.
- Czy ktoś tu jest?! - wrzasnął, ledwo wyciągając pazury.
Lecz nikt nie odpowiedział. Lecz ten wbiegł jeszcze raz, schował się w kącie, trząsł się.
- Czy ktoś może mi pomóc... - wyjąkał.
Kocur drżał w kącie, nie wiedząc, co się dzieje. Nigdy nie czuł zapachu, który aż tak by go przestraszył. Co to mogło być... Lecz z narastającą ciekawością niepokój stopniowo opadał. Zrobił jeden odważny krok w przód. Drugi. Łapa za łapą, łapa za łapą. Wyszedł. Zapach nasilił się po wyjściu. Pobiegł do przodu, podążając za zapachem. Wrzosowa Łapa podskoczył, ujrzał to, co zostawiało zapach. Był to zając, siedział, nie był świadomy. Zaśmiał się pocieszająco, że to tylko zając, a mentor by go chyba do starszyzny oddał, jakby to zobaczył. Niebieski chciał wykorzystać to, co powiedział mu Rozżarzony Płomień o polowaniu, popisać się przed nim, upolować coś. Postarał się przygotować do skoku, trzepał ogonem. Podskoczył. Zając z piskiem uciekł, kocur przejechał się po mokrym podłożu obcierając pysk. Wstał, otrzepał się z łzami w oczach.
Nie poszło mi, nie poszło! Będę siedział w starszyźnie... Mentor nie będzie mnie już uczył! I nie będę już Wrzosową Łapą, będę Wrzosową starszyzną! Tak dobrze, że nikt tego nie widział! - fukał pod nosem, z ogromnym żalem.
Bez żadnego skupienia liznął na szybko futro brudne od błota. Wracał już do obozu. Chciał wejść do legowiska. Tylko wejść i zasnąć. Zapomnieć o tym. Nie miał ochoty już na nic. Był już blisko.
- Ej, w porządku wszystko u ciebie? - miauknął bardzo podobny do Wrzosowej Łapy kot.
- Nie... To znaczy, tak. - odburknął.

<Jałowa Łapo?>

23 września 2021

Od Wrzosowej Łapy CD Rozżarzonego Płomienia

- To takie świetne! Będę utalentowanym wojownikiem! - ucieszył się niebieski kocurek.
- Jeśli będziesz mi posłuszny, być może. Gdybyś był rudy... - mruknął mentor.
- Teraz jestem Wrzosowa Łapa... to dziwne, przyzwyczaiłem się do Wrzos...
- Każdy uczeń ma imię z członem łapa, nic dziwnego. Widać że masz jeszcze kocięcy mózg.. A teraz, spójrz. Tutaj, jak powinieneś wiedzieć, jest żłobek. Miejsce dla kociąt. Pożegnaj się z tym miejscem, nie będziesz tu już spał. - rudy kocur uniósł łeb z dumą, czekając na reakcje ucznia.
- Ah... Ciekawe, czy teraz będę spał w innym miejscu.
- Uważaj, to się dowiesz...
Niebieski ze skupieniem starał słuchać się swojego mentora. W końcu to on jest wojownikiem, nauczy go wszystkiego, jak być takim jak on. Podążał za jego ruchami uważnie, był taki majestatyczny. Piękny, doświadczony, dumny i rudy...
- Tutaj jest legowisko medyków. Niestety uczniem medyka jest kotka...
- Oho, byłem tu! Ale strasznie tu jedzie, ziołami. - powiedział Wrzos, a następnie kichnął.
- A tu obok, jest legowisko naszej liderki, Piaskowej Gwiazdy. Nie ociągaj się... - ponaglił rudy kocur.
- Już idę!
Mentor pokazał uczniowi po kolei legowiska starszyzny, wojowników, stos ze zwierzyną. Wrzosowa Łapa był zachwycony swoim pierwszym spotkaniem z kocurem.
- Od dzisiaj będziesz sypiał tu. To legowisko uczniów. - mruknął mentor.
Niebieski włożył łeb do legowiska, wciągnął powietrze. Bardzo chciał wejść do środka, zobaczyć czy legowiska są wygodne, czy też nie.
- Nierudy kocie. Teraz pokażę Ci granice naszego terytorium. Obóz już poznałeś... - oznajmił.
Koty szły kawałek, uczeń z uwagą podążał za swym mentorem. Był bardzo podekscytowany.
- Tutaj jest traktor. Opuszczony.
- Jakie dziwne, co to jest?
- Traktor. Przecież powiedziałem. - warknął Rozżarzony Płomień.
Wrzos spojrzał na kocura pytająco. Nie wiedział, co to jest traktor. Widział go po raz pierwszy.
- Nie zajmuj się teraz tym. Pokażę Ci coś ważniejszego.
Kocury znowu się przemieściły. Tym razem stali przy potężnym, leżącym drzewie.
- Za tym jest teren Klanu Nocy, obok niego jest Klan Klifu, mamy z nim sojusz. Tuż obok znajduję się Wielka Skała. Stąd przemawiają liderzy.
Wrzosowa Łapa jednak zignorował to, co mówił rudy kocur. Wpatrywał się za granicę swojego klanu.
- Słuchasz mnie?! - syknął z poirytowaniem.
- Ah, tak, słucham!
- To co, przed chwilą powiedziałem?!
- Oh... Ja... - mruknął pod nosem z zakłopotaniem.
- Przecież wiesz, jaka kara czeka cię za nieposłuszeństwo, prawda?
- Tak, wiem. No już, słucham.
- Ruszajmy. Następna granica.
Uczeń wraz z mentorem dotarli do następnej granicy. Wrzosowa Łapa był bardzo ciekawy tym, co znajduję się na terytoriach sąsiednich klanów. Rozżarzony Płomień oznajmił mu, że obok jest teren Klanu Wilka. I wiele innych rzeczy, odnośnie polowania. Aktualnie przygotowywali się już do powrotu do obozu.

<Rozżarzony Płomieniu?>

22 września 2021

Od Wrzosa CD Kamiennej Agonii

- O czym ty mówisz? Jaki znowu realizm? - mówił, przeciągając się i ziewając jednocześnie.
- To, co wmawiała Ci ta ruda...! - warknęła.
- Kto rudy? Że Pszczeli Pyłek?
- Tak, to była bujda. Zwykła, bezczelna bujda!
- Ja naprawdę nie rozumiem, możesz jaśniej?
- Chodź.
Niebieski kocurek podążył za czarną kotką. Zaspany jeszcze, nie wiedział, co za chwilę będzie się działo.
Co było nie tak, z Pszczelim Pyłkiem, kotką, która opiekowała się nim i jego rodzeństwem.
Odeszli trochę od legowisk, przysiedli na mokrej, cieknącej trawie.
- Nie wrzucisz mnie drugi raz do kałuży? - odskoczył i mruknął niepewnie.
- Nie. - odburknęła.
- Na pewno? Nie wiem co to był za pomysł...
- Mhm.
- To co teraz będziemy robić? Chcesz się bawić? - podskoczył z radością w głosie.
- Jesteś w wieku ucznia, błagam cię, zacznij wybijać sobie zabawę z głowy. To nie potrwa wiecznie.
- To dlaczego tu przyszliśmy? Bez sensu... Nie chce, żebyś znowu na mnie krzyczała i pouczała. I wrzucała do borsuczych kałuż.
- Przecież mówiłam Ci, że cię nie wrzucę! - syknęła.
W tym momencie, ze żłobka wychodzili Ostrzeń i Orliczek. Wrzos bez wahania pobiegł w ich kierunku, zostawiając po sobie błotniste stemple, na zimnym i mokrym podłożu. Zostawił Kamienną Agonię. W złych emocjach. Zdecydowanie złych.
- Wrzos! Wrzos... - zawołała zrezygnowana.
Kocurek jednak nie zareagował na wołanie. Nie słyszał. Był zajęty rozmową z braćmi.
Wstała. Czarna kotka przechodziła obok kociąt.
- Zobaczcie, jaki jestem silny! - zawołał pewny siebie Wrzos, próbując zrobić mężną pozę.
- To było świetnie, Wrzos! - stwierdził Ostrzeń.
- Możesz zrobić to jeszcze raz...? - miauknął pod nosem Orliczek.
- Wrzos?! - warknęła kotka.
Niebieski prężył i popisywał się dalej, ignorując ją. Kamienna Agonia poszła w drugą stronę, beztroskie kociaki nie zauważyły tego. Nie przywiązały wagi. Czarna przypatrywała się swoim braciom z pogardą.

***

Nastał moment przygotowywania się powoli do snu. Pora wschodu księżyca. Koty wchodziły do legowisk.
- Wrzos, idziesz? - zawołał jeden z kociaków ze żłobka.
- Zaraz przyjdę...
Kociak ujrzał wysoki cień znajomej kotki, postanowił do niej podejść, pożegnać się. Jej nastrój wydawał się nie być zbyt dobry.
- Hej, Kamienna Ago-
- Czego chcesz, bachorze? Po co tu przyszedłeś? Powinieneś już spać!
- Chciałem porozmawiać przed snem...
- Nie mamy o czym. Idź spać.
Kociak spojrzał na Kamienną Agonię z rozczarowaniem. Odwrócił się, poszedł w stronę swojego legowiska.
Poczuł na sobie wzrok innych kotów na sobie. Wrócił najpóźniej. Rozciągnął się, zrobił dwa kółka
wokół własnej osi i położył się. Ciągle myślał o czarnej wojowniczce. Nie miał ochoty zasnąć.

<Kamienna Agonio?>

19 września 2021

Od Wrzosa CD Kamiennej Agonii

Kotka szła ze zwieszonym łbem, nagle pozbawionym wszelkiego zapału. W całkowitej ciszy.
- Czemu się dąsasz? Przed chwilą się cieszyłaś, że wrzuciłaś mnie do wody!
- Zamknij się. Bądź przez chwilę cicho, umiesz?
- No tak... chyba... - miauknął niepewnie, nie wiedząc co towarzyszka ma na myśli.
Wrzos przeskoczył kilka zamrożonych kałuż, wypatrywał ptaków na nagich drzewach. To potrwało jedynie chwilę, nie wytrzymał.
- A wiesz co powiedział mi mój brat?! - wrzasnął, wybijając Kamień z rytmu intensywnego myślenia.
- Nie mówiłam Ci nic, na temat bycia cicho, smarkaczu?!
Kociak zrobił kwaśną minę, prychając pod nosem. Czemu ona nigdy nie chce rozmawiać na mój temat? Czemu myśli tylko o sobie i wpycha mnie do kałuży? No nie...
- Masz świadomość, że słyszę to, co mówisz?!
- Oh... ale-
- Cisza. Daj mi chwilę pomyśleć. - syknęła.
Niebieski starał się pojąć, co chodzi po głowie Kamiennej Agonii, lecz nie było to dla niego łatwe. Wrzos nie patrzył w tym momencie przed siebie, miał głowę w chmurach. Łapa kociaka ześlizgnęła się ze stabilnego podłoża, ze wrzaskiem wpadł do następnej kałuży.
- Kamień! Pomóż mi, ratunku!
- Błagam cię, bachorze, czy ty naprawdę nie myślisz?! Przecież przed chwilą już wpadłeś! - warknęła wybita z rytmu kotka.
- Ale pomóż mi, no! - mówił wierzgając się w kałuży.
Kamienna Agonia podeszła do Wrzosa, spojrzała na niego z pogardą, po czym sięgnęła po kocię. - Tu jest płytko, normalny kot dałby radę stąd wyjść bez pomocy, nie dasz rady jako uczeń.
- Oczywiście że dam radę... - parsknął, otrzepując się z wody.
- Jakbyś dawał radę, nie miałbyś problemu z wyjściem.
- Zimno mi strasznie, a ty mówisz z czym miałbym problem a z czym nie... - odparł zdenerwowany.
Wrzos rzucił zimne spojrzenie kotce.
W tym momencie przekroczył już granice obozu klanu.
- Nie jesteś taka, jak Pszczeli Pyłek. - wyszeptał Wrzos.
Wyraz twarzy Kamiennej Agonii momentalnie się zmienił.

<Kamienna Agonio?>

17 września 2021

Od Wrzosa CD Kamiennej Agonii

Kamienna Agonia powoli szła w kierunku niebieskiego kociaka.
Zanim jednak zdążyła podejść - kocurek sam wyskoczył przed jej nos i miauknął donośnie:
- Hej!
Pomimo miłego podejścia Wrzosa, kotka nie zdobyła się na odwagę, nie odpowiedziała ani słowem. Nie wiedział w prawdzie, dlaczego. Prześledził czarną wzrokiem, jej aparycja wydawała mu się nieco dziwna. Kotka odsunęła się w drugą stronę. Wrzos stwierdził, że będzie to idealna zagrywka do zabawy. Postarał przygotować się do skoku. Skoczył. Zamiast zabawy, kocur otrzymał gwałtowne, nieprzyjemne przyciśniecie do chłodnego podłoża.
- Co ty wyrabiasz, bachorze?! - syknęła ze wściekłością.
- Jestem Wrzos, a nie bachorze... - zaprzeczył, wysuwając się spod łapy kotki.
- Nie obchodzi mnie to, dla mnie i tak będziesz tylko bachorem. - powiedziała, mając nadzieję, że kociak się już uciszy.
Jedno uderzenie serca minęło.
- A ty... będziesz medykiem?
- Nie...
- Ha! No tak! Bycie medykiem jest słabe. Na co komu jakieś chwasty!
- Nie byłeś leczony? Byłeś. Gdybyś nie był, pewnie nie przeżyłbyś.
- Ja, Wrzos, będę silnym, mądrym - najmądrzejszym... wojownikiem! Będę mieć, co tylko będę chciał! Będę walczyć, ścigać, mieć jedzenia ile tylko chcę! Będę mieć ogromne, ostre pazury, grube futro! Woda nie będzie zamarzać, grad nie będzie chłodził ziemi, legowiska nie będą przeciekać, pożywienia będzie tona! Wszyscy będą mi zazdrościć... a medyk? Takich rzeczy to mieć nie będzie!
- A jeże latają? - parsknęła ze złośliwością.
- Co?
Cisza. Czarna kotka nerwowo przeciągnęła się z chęcią pójścia w inną stronę. Nie chciała dłużej przebywać z niebieskim kociakiem. W ogóle nie chciała. Wrzos chciał dalej rozmawiać, przecież jest towarzyski. Kusiło go skoczenie jeszcze raz, lecz wiedział, co go czeka. Przyciśnięcie przez lodowatą łapę. Nikt wcześniej nie zrobił mu czegoś takiego. Każdy miał ochotę się bawić. Mimo tego, chciał spróbować jeszcze raz porozmawiać. Podbiegł więc do odchodzącej kotki.
- Znowu ty?! - jęknęła z oburzeniem, przy czym przyśpieszyła kroku.
- Umiesz polować? - zapytał z ciekawością.

<Kamienna Agonio?>