BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamienna Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamienna Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

01 kwietnia 2023

Od Kamiennej Gwiazdy

— Wilczku — już nie delikatny, a błagalny głos wydobywał się z pyska czarnej. Ale Wilcza Zamieć pozostawała nieobecna. Kłębiące się łzy w pysku ukochanej mówiły same za siebie. Siwa jedynie odwróciła łeb, a Kamienna Gwiazda wciąż przeklinała siebie w duchu, że miała czelność tak zranić kotkę.
Zając wsparłby ją, gdyby tu był. Ale przez tyrankę wydał z siebie ostatnie tchnienie - czarna mogła jedynie liczyć na to, że Gwiezdni wybaczyli mu całe zło, jakiego się dopuścił. Ona sama nie wiedziała, czy mu wybaczyła. Czy wybaczyła mu, że poprowadził jej matkę na śmierć, że wysłużył się nią jak kukiełką, że zmanipulował ją do morderstwa i pozwolił, by zginęła u łap Piaskowej Gwiazdy. Czy wybaczyła mu, że zrobił z nią dokładnie to samo, co z matką - że tylko szczęście i precyzja sprawiły, że jej szyja nie została przegryziona przez zęby kremowej tyranki.
Powinna go nienawidzić.
Ale zamiast tego, czuła tylko tęsknotę za białym, który zawsze wiedział co zrobić. Myślała, co Zając zrobiłby, gdyby był na jej miejscu. Ale nie była nim. Nie była tak idealnie spokojna nawet w obliczu śmierci. Nie była tak pewna swoich działań wiedząc, ile warta jest stawka.
Był nie tylko przywódcą, ale przyjacielem. To on utrzymywał Wilczą przy resztkach funkcjonowania. A teraz?
Dlaczego choć raz nie mogły być szczęśliwe?
Czarna widząc, że próba kontaktowania się z partnerką i tak zawsze kończy się niepowodzeniem, podsunęła siwej pod łapy królika.
— Przynajmniej zjedz. Zrób to dla mnie — rzuciła, posyłając jej delikatne spojrzenie. Tak pragnęła wtulić się w siwe i poszarpane futro Wilczej Zamieci. Pragnęła przygarnąć ją do siebie, objąć ją i chronić za wszelką cenę. Pragnęła, by mogła cofnąć czas i poprowadzić wszystko tak, jak należy.
Ale zawsze krzywdziła swoich bliskich.
Kara za dawne przewinienia, czy przypadek?
Zielonooka odsunęła się w ciszy i pozostawiła ukochaną samą ze sobą. Nie mogła zajmować się tylko tym, co dla niej było ważne. Była przywódczynią.

* * *
Przemierzała ciemny tunel wraz z Wiśniową Iskrą. Tylko odgłos kroków medyczki uświadamiał czarną, że wciąż była u jej boku. Światło księżyca powoli zaczynało rozjaśniać czarną jak noc przestrzeń. Podeszła do sadzawki, czując na swoich barkach zimny oddech szylkretki.
— Nie wiem, czy mnie przyjmą. Po tym, co zrobiłam.
— Nie chodzi o to, jakim byłaś kotem, a o to, jakim będziesz liderem. Przyjmą cię, Kamienna Gwiazdo. Klan Burzy potrzebuje tych żyć.
Błogi sen olśnił ją kilka uderzeń serca po tym, jak nachyliła się nad sadzawką i wypiła krople księżycowej wody.  Gdy otworzyła powieki, przed nią otworzył się szereg gwiazd i lśniąca blaskiem księżyca polana. Zarysy dusz już kroczyły wolno ku niej; spokój ich ducha był niesamowity. Chciała zobaczyć rodziców. Zobaczyć wszystkich, za którymi tęskniła. Ale bała się, że tutaj ich nie ma.
"Nie wierz Jastrzębiej Gwieździe, ty głupczyni", zrugała się w myślach. "To wariat. Psychopata. Tego właśnie chce - pozbawić cię wszelkiej nadziei, żebyś oddała się całkowicie Mrocznej Puszczy".
Oczywiście, że nie zamierzała tego zrobić. Nigdy, nawet jeśli jej los był już przesądzony.
Pierwsza wystąpiła Chabrowa Bryza. Każdy mięsień Kamiennej Gwiazdy napiął się na powrotne zobaczenie kotki. Tak mały wybór, a jak zmienił cały klan... 
Chaber, która teraz lśniła żywymi gwiazdami, podeszła do niej bliżej, dotykając nosem czubka jej głowy. 
— Daję ci to życie, byś dokonywała w nim właściwych wyborów. Prowadź Klan Burzy ścieżką, jaką wytoczy ci intuicja, by klan już nigdy nie musiał cierpieć.
Przez ciało czarnej przywódczyni przetoczył się spazm bólu. Bólu zdrady i zaskoczenia, gdy osoba, którą darzyłaś zaufaniem, okazała się sprowadzić na klan tyranię i brutalne rządy. Ból odejścia najbliższych, stałej rozłąki. Przez chwilę mogła poczuć się jak sama Chabrowa Bryza, na własnej skórze przeżyć jej uczucia, towarzyszące przez całe życie. Minęło jej jakby przed oczami. Okropny ciężar bólu, który Kamień starała się znosić ze spokojem i szacunkiem, zniknął, gdy Chabrowa Bryza odsunęła się od niej. Kamienna Gwiazda popatrzyła się jej głęboko w oczy, tęsknym spojrzeniem. Nie miała z kotką zbyt dobrych relacji, ale szanowała jej mądrość, nawet, gdy nie rozumiała tego za bycia uczennicą. Chaber skinęła jej krótko głową, a na poważny pysk wleciał lekki uśmiech. 
Kto był następny? Kamień zadawała sobie to pytanie, dopóki nie ujrzała własnej córki. Sowia Łapa miała łagodne, żółte oczy - sam ich widok zabolał liderkę, chociaż powstrzymała się od odwrócenia wzroku. Młodziutka uczennica, która nie doczekała się swojego mianowania, podeszła do niej, stykając się nosem z jej czołem.
— Z tym życiem daję ci matczyną troskę. Opiekuj się klanem tak, jak gdybyś opiekowała się własnymi kociętami. Bądź dla Burzaków nie tylko przywódczynią, ale i przyjaciółką.
Czarna zamknęła oczy, gdy fala bólu opłynęła jej ciało. Ugięła się pod ciężarem samotności, niezrozumienia i braku miłości ze strony rodziców. Gdy ucichł, ponownie podniosła powieki - zielone oczy z poczuciem winy wpatrywały się w martwą córkę. Kotka jednak uśmiechnęła się słabo.
— Wybaczam.
Gdy Sowia Łapa cofnęła się,  liderka ujrzała przed sobą kolejnego kota. Jej mięśnie napięły się, gdy rozpoznała w nim Pszczeli Pyłek. Spuściła wzrok, nie będąc w stanie patrzeć w oczy własnej ofierze. Ale Pszczoła nie wydawała się być tym przejęta. Jako rebeliantka nienawidziła kremowej, gardziła tym, jak wychowała jej niewinne rodzeństwo, jak niejednokrotnie z niej szydziła. Wspominała oceniający wzrok Pszczelego Pyłku, gdy Szczypiorkowa Łodyga raz po razem ośmieszała czarną na forum publicznym. Kremowa nigdy nie reagowała. Zawsze była posłuszna Piaskowej Gwieździe. Kamień dalej czuła gorejące uczucie, którego nie potrafiła zdefiniować. Ale to nie była nienawiść. Nie mogła nienawidzić własnej ofiary, patrząc jej w oczy. Nie mogła zrobić czegoś takiego wiedząc, że Pszczoła wpatruje się we własną morderczynię. W jej oczach Kamień jednak nie dostrzegła zawiści. Pszczoła  bez żadnych emocji w gwiezdnych oczach podeszła do niej, przykładając nos do czoła. Dlaczego dawała jej życia? Czy to dlatego, że nie traktowała jej jako pojedynczej jednostki, że chciała dobra dla ogółu Klanu Burzy? A może była to po prostu manifestacja wybaczenia? Czy kotka mogła być zła, skoro dostąpiła zaszczytu zasilania szeregów Mrocznej Puszczy?
— Z tym życiem daję ci rozumienie prawdy. Nie daj się łudzić tym, czego nie popierasz. Rób to, co nakazuje ci twój własny kodeks moralny. Trzymaj się swoich prawd jak własnego obozu.
Ból, jaki niedługo później poczuła, sprawił, że ugięła łapy. Zniosła i tą falę, napinając mięśnie. Pszczoła pewnie też zrozumiała. Musiała zrozumieć, że przez całe życie była okłamywana przez idee Piaskowej Gwiazdy. Kremowa odsunęła się od niej, ponownie wstępując w szereg. Czarne futro nastroszyło się, a serce zaczęło bić szybciej, gdy zobaczyła aż nazbyt znajome liliowe futro. Tyle miała cioci do powiedzenia... Nie sądziła, że kiedykolwiek jeszcze ją zobaczy. Niebiański Kwiat uśmiechnęła się w swój delikatny niczym kwiecisty wieniec sposób.
— Z tym życiem daję ci dar łaski i przebaczenia. Skorzystaj z niego, by prawidłowo osądzać wojowników. Pamiętaj, że nikt nie jest w całości zły, ani w całości dobry. Przebaczaj tym, którzy na to przebaczenie zasługują. 
Czarna przymknęła oczy, gdy kolejna fala piekącego bólu zaatakowała jej ciało. Otworzyła je dopiero, gdy Niebo odsunęła się od niej. Chwilę jej zajęło, gdy rozpoznała kolejnego kota: Mniszkowy Kwiat. Dawna mentorka Zająca. Tak dawno nie widziała kotki... Tyle księżyców minęło, odkąd ostatni raz ją zobaczyła. Mniszek przytknęła swój nos do jej czoła, szepcząc słowa:
— Z tym życiem ofiaruję ci dar zaciętej walki. Walcz o to, co kochasz, o to, co najlepsze dla twojego klanu i o koty, na których najbardziej ci zależy. Chroń wartości, które popierasz. Potępiaj to, co cię osłabia.
Nogi ugięły się pod potężną falą bólu, w której kłębiło się tyle różnych emocji, że nie potrafiła oddzielić ich od siebie. Przeminęła dopiero, gdy Mniszek wstąpiła znów w szereg, a przed nią ukazał się kolejny kot. Gdy rozpoznała w nim Sasankowy Kielich, nie mogła powstrzymać uśmiechu. Brat Jałowego Pyłu. Z dnia na dzień stał się tak... Inny, nieobecny, przerażony. A potem zginął w nieznanych okolicznościach. Kamienna Gwiazda domyślała się, że Piasek nie blefowała, wtedy, gdy odwiedziła ją w żłobku. Że jego nagła śmierć wcale nie była przypadkiem, a zemstą na wszystkich rebeliantach. Sasanek podszedł do niej i zetknął się nosem z jej czarnym, smolistym czołem. Błysk szczęścia znów widniał na jego oczach. Mogłaby przyrzec, że nawet za życia nie wyglądał na tak pobudzonego.
— Z tym życiem daję ci poczucie humoru. Niech klan widzi w tobie nie tylko twardą przywódczynię wydającą rozkazy, ale też zwykłego kota. Ten dar przyda ci się, gdy będziesz odliczać uderzenia serca do wojny. Gdy twój klan będzie w rozsypce, gdy twoi wojownicy stracą nadzieję. Pociesz ich jak przyjaciółka.
Poczuła, jak szkielet miażdży jej serce, gdy ból rozszedł się po jej ciele. Tym razem to trauma, której rozsierdzone płomyki sama dobrze znała. A mimo to cios i tak zdołał wycisnąć z niej łezki zbierające się w oczach. 
Następnego kota też dobrze znała. Orlikowy Szept. Dziadek, który przynajmniej miał szansę odejść z tego świata z pokoju. Kilka łez poleciało z jej oczu, podczas gdy biały kocur rzucił jej ciepłe spojrzenie. Własnej wnuczce.
Gdyby rebelia działała szybciej, może zdążyłby zostać przywódcą, pomyślała. Gdyby nie nagła paniczna zmiana Piaskowej Gwiazdy, która obwarowała się wojownikami i zmieniła zastępcę. 
Cokolwiek by się nie zadziało, dziękowała Klanowi Gwiazdy, że dziadek nie dostąpił tego przekleństwa. Był zbyt dobrym kotem, żeby poświęcić swoje zdrowie dla ryzyka.
— Z tym życiem daję ci wiarę w Klan Gwiazdy. Mój syn nie zdążył się nawrócić. Poddał się ze względu na cierpienie, jakie go spotkało. Ty trwaj w wierze, bez względu na to, co przypisał ci los — może to jej nadinterpretacja, ale wyczuła w głosie dziadka ledwo wyczuwalny smutek. Miał rację. Ojciec przestał wierzyć po tym, co go spotkało, ale nigdy nie dzielił się tym ze swoją córką. Może po prostu nie chciał dołować Kamień i Gliny? Pozbawiać ich nadziei? Dopiero teraz zrozumiała, że coraz więcej kotów z szeregu ubywało, a wciąż nie spotkała ani rodziców, ani mentora. Czy to możliwe, że nie wpuszczono ich na Srebrną Skórę? Gdy Orlikowy Szept się odsunął, jego miejsce zajął stary dobry Narcyzowy Pył. Przybrany dziadek. Uwielbiała jego opowieści. Tyle przeżył. Mogłoby się zdawać, że więcej od nich wszystkich. 
— Witaj, Kamyczku — miauknął, a jego wibrysy zadrżały, gdy podszedł do wnuczki i oparł swój nos na jej czole. — Z tym życiem mam zaszczyt dać ci dumę. Pokaż, że Klan Burzy najlepiej zna swoją wartość. Pamiętaj o tym, że jesteś silna. Nie bój się tego pokazywać.
Uśmiechnęła się do Narcyza, gdy znów otulił ją wstrząs przeszywającego ciało bólu.
Napięła barki na widok następnego kota. Bycza Szarża prezentował się niemal tak, jak za życia. Dumny wojownik. Teraz jednak w jego oczach tkwił płomyczek zmęczenia i spokoju.
— Witaj ponownie, Kamienna Gwiazdo — usłyszała dobrze znany głos. — Z tym życiem daję ci dar uszanowania starych tradycji. Pamiętaj o nich każdego dnia, gdy przewodzisz klanem. Pamiętaj o kotach, które zbudowały Klan Burzy od podstaw i poprzez pokolenia udoskonalały jego świetność.
Dotknął nosem jej czoła. Gdy jednak ostatni z kotów pojawił się w zasięgu jej wzroku, nie potrafiła znieść kiełkującej w niej energii. Malowała się przed nią postura chudego, czarno-białego kocura z lśniącymi brązowymi oczami. Na jej pysk wstąpił uśmiech. Nawet, gdyby chciała, nie byłaby w stanie go powstrzymać.
— Zwęglone Futro! — to oznaczało, że Zwęglony Kamień - jej ukochany przybrany synek, którego darzyła miłością, którego strata dalej ją bolała - w rzeczywistości nie był jego reinkarnacją. Ale nie była w stanie nad tym myśleć w przypływie nagłej euforii. — Tak bardzo cię przepraszam.
— To nie twoja wina — uśmiechnął się z łagodnym błyskiem w oku. — Nie mogłem mieć lepszej uczennicy. 
Chciałaby w to wierzyć.
Ale tak bardzo cieszyła się, że znów go widzi.
— Z tym życiem, Kamień, daję ci wiarę i nadzieję. Wierz do końca w to, że kiedyś będzie lepiej, nawet, jeśli wszystko sypie ci się przed oczami. Nie trać nadziei, żyj chwilą i nie poddawaj się. Przeżyłaś tak wiele, że najlepiej powinnaś wiedzieć o znaczeniu tych dwóch pojęć.
Gdy przyłożył swój nos do jej czoła, przez moment poczuła ból ogni pożerających jej ciało, lecz po chwili ustąpił dobremu uczuciu, którego nie potrafiła nazwać. Zwęglone Futro nie stracił wiary mimo tego, co przeżył. Była z niego wyjątkowo dumna.
Chabrowa Bryza podniosła głos.
— Witam cię nowym imieniem, Kamienna Gwiazdo. Twoje stare życie minęło. Teraz otrzymałaś dziewięć żywotów przywódcy, a Klan Gwiazdy powierza ci przewodzenie Klanowi Burzy. Broń go, opiekuj się starszymi i młodszymi, czcij przodków i tradycję kodeksu wojownika, przeżyj każde kolejne życie z dumą i godnością.
Usłyszała jak duchy skandują jej imię: "Kamienna Gwiazda" i to właśnie wtedy mara zaczynała się rozpływać, a świadomość znów wróciła do rzeczywistości. Do ciemnej, wilgotnej groty i miarowego chlupania wody w sadzawce.
— Udało się? — spytała cicho czuwająca nad nią Wiśniowa Iskra.
Zielone oczy błysnęły.
— Tak.

* * *
Z każdym dniem wizja zesłana przez Jastrzębią Gwiazdę miała coraz więcej sensu. Jeleń na wrogich terenach i czekające po drugiej stronie trwożne stado jeleni. To było oczywiste nawiązanie do zaginięcia Jeleniego Puchu. Podejrzewała Klan Wilka i Klan Klifu, ale teraz nie miała wątpliwości - Wilczacy byli pozbawieni moralności i wypaczeni, idąc za śladem Jastrzębiej Gwiazdy. Jedna żmija i żmijątka, które uznała początkowo za dzieci Rozżarzonego Płomienia, które rozpaliły w zaginionym nienawiść do nierudej części klanów. W rzeczywistości Pożar okazał się nie być pustym kretynem na równi ze swoim ojcem, choć ciężko było jej ukryć dumę i to przyznać. Płonąca Pożoga również nie była czystym złem, jak matka i ojciec, choć stale przebywała u Wiśniowej Iskry, zamroczona i omamiona. Żmiją była Zakrzywiona Ość. To od niej wszystko się zaczęło - dopóki nie dołączyła do Klanu Burzy, wszystko zdawało się być spokojne. Jeleni Puch zniknął, gdy dołączyła do klanu. Zawsze kręciła się w ich towarzystwie.
Była jedynym kotem w klanie, który był jej tak naprawdę obcy.
Żmijątka.
Idąc tropem pochodzącej z Klanu Wilka Zakrzywionej Ości, trzy małe pasożyty to koty z krwią Klanu Wilka, które przepuściła przez granice Klanu Burzy. Łasiczy Skowyt już nie żyła, ale jej dzieci pozostawały w klanie. Nie miała zamiaru żerować na nich ze względu na błędy rodziców, ale miała na nich oko.
To była obca krew.
Jastrzębia Gwiazda mówił jej o tym, że Ość karmi się jej litością. W swój specyficzny sposób, ale...
Nie mylił się. Miał co do niej rację.
— Chcę porozmawiać z Zakrzywioną Ością — miauknęła do Mżystego Futra, który skinął szybko głową. Wrócił wraz z liliową i pozostawił kotki same w Skruszonym Drzewie.
— Tak, Kamienna Gwiazdo? — pokorny i załamany wzrok Zakrzywionej Ości celował w zielone oczy przywódczyni. Kotka jednak strzępnęła ogonem. Nie nabierze się na takie sztuczki.
— Twoja obecność w klanie przyniosła za sobą wiele... Ciekawych zbiegów okoliczności — zaczęła, chcąc sprawdzić reakcję liliowej. Ta jednak zdawała się być niewzruszona, więc czarna kontynuowała. — Jeleni Puch zaginął, gdy ty dołączyłaś do klanu. Widziałam, że często z nim rozmawiałaś. Również przez ciebie naraziliśmy się Klanowi Wilka bez żadnego ostrzeżenia i jesteśmy w stanie bliskim wojny. Pogrążyłaś Mroczną Gwiazdę. To dobrze, ale w interesie Klanu Burzy było zaatakowanie z nienacka. Przez przedstawienie, jakie odegrałaś, Mroczna Gwiazda z pewnością spodziewa się, że Klan Burzy mógłby zaatakować. Będą na to przygotowani, bo nadszarpnęłaś nasze relacje.
Kotka pokiwała głową, biorąc głęboki wdech.
— Tak przepraszam, Kamienna Gwiazdo... Byłam zaślepiona strachem za to cierpienie, jakie mi wyrządził... Nie panowałam nad emocjami. Myślałam, że mnie skrzywdzi. A co do Jeleniego Puchu... Dobry z niego był dzieciak,  ale wiem na temat jego zaginięcia tyle, co ty.
Przywódczyni zmarszczyła pysk, zbliżając się do liliowej.
— Łgarstwa — syknęła. — Nie nabiorę się na twoje manipulacje. Wykorzystałaś moją dobroć. Masz mnie za głupią? Nie obchodzi cię to, jaki poniesiemy koszt. Liczy się dla ciebie tylko mdława zemsta, za którą my będziemy płacić. Żerujesz na tym, co ci dałam. Jesteś zdrajczynią i nie próbuj temu zaprzeczać. 
Zakrzywiona Ość prychnęła, a poszkodowana otoczka ofiary zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. 
— Obie mamy jeden cel. Chcemy zaatakować Klan Wilka. W czym problem?
Futro zielonookiej liderki najeżyło się.
— W tym, że nie obchodzi cię, jakie straty poniesiemy. Z twojego powodu straciliśmy jednego wojownika, a druga nie kontaktuje ze światem i nie opuszcza legowiska medyków. Z twojego powodu grozi nam wojna z Klanem Wilka, która może nadejść w każdej chwili. Z twojego powodu Tygrysia Smuga cierpi. Jesteś zwykłą kanciarką. Nie ma dla ciebie miejsca w Klanie Burzy.
Liliowa zachłysnęła się, wbijając wzrok w liderkę.
— Nie chcesz tego robić.
— To nie jest kwestia do dyskusji — warknęła czarna. — Dla zdrajców nie ma miejsca w klanie.
Zakrzywiona Ość wykrzywiła pysk, wysuwając pazury.
— To nie skończy się dla ciebie dobrze.
— Już oszalałam, wezmę na swoje barki wszystko, co się stanie. A ty lepiej się stąd wynoś, jeśli życie ci miłe. Nie będę się powtarzać.
Liliowa syknęła z wściekłością, ale odwróciła się i gwałtownie opuściła obóz, ściągając uwagę klanowiczów. Kruczoczarna liderka westchnęła i wkrótce ukazała się w oknie wieży, przemawiając do klanu.
— Klanie Burzy! Zakrzywiona Ość nie wróci już na nasze terytoria. A jeśli się to zdarzy, każdy wojownik zobowiązany jest ją przegonić. Zdradziła nas. To ona była współodpowiedzialna zniknięciu Jeleniego Puchu i to ona sprowadziłą na nas zagrożenie ze strony Klanu Wilka — zamilknęła na moment. Nie chciała poświęcać całego klanu dla jednego wojownika. Ale Wilczacy powinni wiedzieć, że Klan Burzy ma swój honor. — Nie będziemy dłużej odwlekać nieuniknionego. Podjęłam decyzję. Zaatakujemy Klan Wilka. Klan Nocy jest po naszej stronie, będzie walczyć u naszego boku. Daję wam czas na oswojenie się z tą informacją i przygotowanie się do walki, zanim stawimy czoła zagrożeniu. 
Wzdłuż szeregu zebranych rozległy się szepty. Widziała nieufne spojrzenia kierowane w jej stronę. Musiała dać im czas. Wiedziała, co o niej mówiono za plecami. Ale to nie było teraz istotne. Poinformuje Klan Nocy o zaistniałej sytuacji. Wstawią się za nimi, pomogą rozprawić z Wilczakami. 
Zeszła z punktu przemówień, pozostawiając szepczące między sobą koty same z własnymi myślami.

* * *
Pozostawiła za sobą jednego z wojowników, który towarzyszył jej w eskorcie. Jak się zdawało, to samo zrobiła Daliowa Gwiazda. Czarna skinęła kotce na powitanie, kłaniając się przed nią lekko. Dumna i poważna postawa jej nie opuszczała. Nie dziś.
— Klan Wilka pozwala sobie na coraz więcej. Zaaranżowałam to spotkanie, by omówić temat wojny.
Na pysku Daliowej Gwiazdy przez moment zalśnił ledwo widoczny, charakterystyczny dla niej uśmiech.
— Słucham.
— Chcę, by Klan Burzy zaatakował pierwszy — obwieściła czarna. — Przyślemy do ciebie któregoś z uczniów lub młodszych wojowników. Poinformują, kiedy będziemy wyruszać w stronę Wilczaków. Spotkamy się w sercu Burzackich terytoriów i tam się rozdzielimy. My pójdziemy w jedną stronę wy w drugą, by ich zaskoczyć. Wyruszamy jutrzejszego świtu o szczytowaniu słońca.
Szylkretka kiwnęła głową.
— Wy odbierzecie swojego jeńca, my swojego. Wiesz, gdzie mogą ich trzymać?
— Nie wiem, czy Mroczna Gwiazda ufałby swoim kotom na tyle, by trzymać ich w obozie. Ale dla pewności tam powinniśmy szukać.
— Jeśli okażemy się silniejsi od nich, sami mogą zdradzić nam ich położenie — miauknęła Daliowa Gwiazda.
— Klan Klifu może się do nich przyłączyć. Ale trzymajmy swoich wojowników w gotowości. Niech zawalczą tak dobrze, jak potrafią — rzuciła, skłaniając łeb.
— Do zobaczenia, Kamienna Gwiazdo. Będziemy czekać na znak od twoich kotów.
Odwróciła się, zmierzając znów ku znanym dobrze terenom. Czasami, przechadzając się po nich, przypominał jej się stary Klan Burzy. Jednocześnie zalewała ją nostalgia na myśl o starych dobrych terenach, na których się wychowała. Ale czy po całej traumie, od dzieciństwa po dorosłość, byłaby w stanie dalej patrzeć na miejsce przemówień czy żłobek tak samo? Czy byłaby w stanie patrzeć na granicę z Klanem Wilka tak, jak wtedy, gdy była uczennicą?
Odpowiedź brzmiała: nie.
Stare tereny były miejscem traum, tortur i zgrzytania zębami. To tam widziała umierającą matkę starającą się wygrać nierówną walkę z Piaskową Gwiazdą Tam widziała ciało mentora wyniesione ze zgromadzenia. Tam widziała zwłoki zamordowanego ojca - na zlecenie tyranki. Tam została zmuszona do kontaktu seksualnego, do urodzenia kociąt, których nigdy nie chciała. Wszystko stało się właśnie tam.
Ale nawet teraz, wracając do obozu wolnym, spokojnym krokiem, pozostawiając przywódczynię Nocniaków za sobą, przeklinała siebie za to, że tęskniła za czasami, gdy chociaż część z nich miała jeszcze jakąś nadzieję.


* * *
Łapy same poprowadziły ją poza obóz, gdy tylko porozmawiała z Tygrysią Smugą o szykującej się wojnie, którą mieli rozpocząć. Ale wciąż myślała nad wizją, którą otrzymała od Jastrzębiej Gwiazdy. Myślała nad tym, gdzie popełniła błąd. Czy rozszyfrowała wszystko, co bury wplótł w marę. Mogła wcześniej dostrzec przewinienia Zakrzywionej Ości, porzucić ją po tym, co zrobiła na zgromadzeniu.
Lekkomyślnie.
Podstawowym planem było zaatakowanie znienacka. Gdy wróg się tego nie spodziewał. Ale po tym, co zrobiła liliowa, Klan Wilka już wiedział, że Klan Burzy zaatakuje prędzej czy później.
Próbowała spowalniać ten proces, by stracili nadzieję, że Burzacy zaatakują. By uśpili własną czujność, zajmując się tym, co wedle nich było ważniejsze. Ale nigdy nie wiedziała, co kryje się w głowie Mrocznej Gwiazdy - obrzydliwego tyrana, socjopatę, mordercę, który powtórzył fenomen swojego mentora. Może spodziewał się, że zaatakują prędzej czy później. Może właśnie szykował plan, jak ich zdziesiątkować.
Nienawidziła za to Jastrzębiej Gwiazdy.
Wiedziała, że dla Mrocznej Gwiazdy buras musiał być ukochanym opiekunem, mentorem, nauczycielem, wychowawcą, może nawet ojcem. Pewnie dla vana Jastrząb był taki, jak dla niej Zwęglone Futro. 
I to ją obrzydzało.
Zakorzenił w małej istocie nienawiść, która przerodziła się w pączkujące przedłużenie woli Jastrzębia. Sprytnie to rozpracował. Posadził na tym stanowisku kogoś, kto był niemal taki sam jak on.
Tylko Jastrząb się z tym krył.
W przeciwieństwie do Mrocznej Gwiazdy.
Wyszła z obozu w samotności, gdy słońce już zachodziło, pieniąc się jak ognista kula wisząca nad jej życiem. Nie martwiła się o to, czy ktoś postanowi wykorzystać okazję i ją zabić. Nieważne, co zrobi, jak postąpi, i tak skończy tak samo. Wiedziała, że Tygrysia Smuga będzie dobrą następczynią. Jeśli miała myśleć, to nie tam, gdzie wszystko tętniło życiem. Nie wśród krzywych spojrzeń i kotów, które prawdopodobnie już dawno chciały rzucić się jej na szyję.
Tylko ona i chłodny podmuch wiatru na wrzosowiskach.
Poruszane lekką bryza kwiaty  niosły ku niej delikatną, słodką woń. Ich cichy szept zdawał się zarazem koić i szargać nerwy. Było w nim coś obcego, niepokojącego, jednocześnie przerażająco znajomego. 
Rytmiczny szelest, głęboki szmer był coraz głośniejszy, coraz bliższy.
Kwiaty w równych odstępach przestrzelono szkarłatem, a gdy niebo zabłysło ogniem, w ostatnich promieniach dnia przed oczami Kamiennej Gwiazdy wyrosła zbyt dobrze znana postać. 
Czerwone kły zalśniły, ociekając złotym światłem. 
Z wykręconych, diablich uszu sączyła cię gęsta ciecz, przypominająca konsystecją ropę, a przy gardle, między futrem uformowały się skrzepy krwi, poprzecinane pieknięciami z kroplami posoki. 
— Czy teraz jesteś już zadowolona, Pyskatko? 
Jej pytanie odbiło się echem w głowie czarnej kocicy. Mimo tego, że cętkowana nie postawiła ani kroku, Kamień mogła poczuć, jak sie zbliża. Jak jej aura pochłania jej ciało, jej umysł, całą polanę. — To był Klan Burzy, którego pragnęłaś?
Mięśnie już automatycznie napięły się na sam znajomy dźwięk, którego nie słyszała od wielu księżyców, a mimo to i tak stale tkwił w jej głowie, ryjąc w jej ciele nieodwracalną bliznę. Jeszcze niedawno otaczająca ją polana była azylem, z daleka od wścibskich spojrzeń. Teraz i ona nabrała grozy.
Przez moment liderka zastygła w bezruchu, jakby testując własny umysł, czy to, co widzi, nie jest kolejną marą. Za dużo jednak widziała, żeby wątpić w prawdziwość zaistniałego tuż koło niej ducha.
Uniosła wyżej brodę, czując jak rytm bicia serca nieznacznie przyspiesza, a panika i tysiące myśli mimowolnie przewijają się z tyłu jej głowy.
— Czego znów szukasz? Pokazania mi, jak marną jestem liderką, bo nie gram na twoich warunkach? — odpowiedziała po chwili ciszy, nie stawiając ani kroku. Duch Piaskowej Gwiazdy pozostawał taki, jakim go zapamiętała. Przerażający, przesączony cyniczną wyższością i krwią przypominającą jedynie o tym, ile kotów; ile niewinnych istnień kremowa miała na sumieniu.
Z gardła opływającego juchą wydobył się ciężki rechot, by zaraz przerodzić się w diaboliczny śmiech, jeżący futro na grzbiecie. Prawie puste oczy, niby pozbawione blasku, a jednak w ich czerwieni można było dostrzec ciemność złowrogiego blasku. 
— Mogłabym, chociaż widzę, że już sama doszłaś do tego wniosku — kocica oblizała gnijącym językiem pysk, wyciągając szyję. Powieki na moment zasłoniły parę oczodołów, a jej posklejane krwią futro delikatnie przeczesał wiatr. Piaskowa Gwiazda wzięła głęboki wdech, a grobowa, dusząca cisza otaczająca obydwie kotki przesiąkła swądem metalu, siarki i ropy. Spokojny wyraz piaskowego pyska zdawał się zdradzać tylko jedno - zadowolenie. Rozluźnienie mięąni przerwane zostało dopiero gwałtownym wysunięciem pazurów, którym towarzyszył głośny świst wydychanego powietrza.
— Więc to prawda — zamruczała gardłowo, uchylając jedną powiekę. — Klan Gwiazdy znów dał wam życia. Szkoda, że dopiero teraz, nieprawdaż? — Piaskowa Gwiazda posłała czarnej sarkastycznie litościwy uśmieszek. — Może gdyby się pośpieszyli, Zając nie zdechłby z twoich łap — zadrwiła krótko.
Poczuła przerażający chłód ściskający jej narządy wewnętrzne od środka. Myślała, że widziała Piaskową Gwiazdę wystarczająco dużo razy i była świadkiem wystarczająco dużej ilości makabrycznych wizji, ale mimo to jej kończyny odmawiały współpracy, a serce biło jak młotem, próbując wyskoczyć z jej piersi. 
Nie mogła się bać. Nie teraz, nie przy niej. Nie miała nic do stracenia. Więc dlaczego widok Piaskowej Gwiazdy sprawiał, że całe czarne ciało było sparaliżowane, a pod powiekami przewijały się wizje wszystkiego, czego dopuściła się kremowa kotka?
Napięła mięśnie i wysunęła pazury. To to ciało niosło ją przez całe życie. Nie wiedziała, jakie są szanse na wygraną. Pewnie mniejsze, niż na przeżycie starcia z Potworem Dwunożnych. Ale Piaskowa Gwiazda odebrała jej już wszystko, co mogłoby trzymać ją na świecie. Bez niej byłoby lepiej wszystkim bliskim, którzy jeszcze żyli. Glinie i Wilczej. Przez całe życie tylko ich raniła.
Zignorowała ukłucie wyrzutów sumienia, gdy te słowa padły z ust mrocznej duszy. Przecież tego właśnie chce. Dotknąć jej słabego punktu.
— Przegraliście. Na marne próbowaliście pokonać Klan Gwiazdy. Podobno mieliście znaczną przewagę. Potęgę. Tyle kotów zwracało się do was o pomoc — pazury czarnej błysnęły, gdy odważyła się zbliżyć do kremowej. — Więc dlaczego, mimo to, Klan Gwiazdy zadrwił z was na oczach wszystkich klanów, przemawiając przez najbardziej wypaczonego z liderów?
Piaskowa Gwiazda, nie wyzbywając się złowrogi uśmiech. Pozwoliła, by czarna podeszła do niej, by wytykała "błędy". Górowała przed nią wyprostowaną sylwetką, a jednak obie wciąż dumnie stały, wymieniając się spojrzeniami. W potrzasku, z którego żadna z nich tak łatwo nie będzie mogła się uwolnić.
— Nie obchodzi mnie Klan Gwiazdy — odparła grzmiącym głosem. — Jego "siła" czy drwiny. Byli użyteczni, aż nie zaczęli mącić — mruknęła, strzepnąwszy ogonem z niezadowoleniem. —  Pamiętaj, że przez długi czas popierali moje rządy. Zajęczemu Nosowi nie chcieli pomóc, gdy szukał sposobu, na pozbycie się mnie, prawda? — przypomniała Kamiennej Gwieździe, pusząc dumnie pierś. — Zawsze obchodził mnie jedynie Klan Burzy i nawet jeśli nie chcesz tego przyznać, wiesz, że prowadziłam ten klan ku chwale. Ku potędze. Coś, czego ty nigdy nie potrafiłaś zrobić. Władza zawsze uciekła ci między palcami, a ty, ślepa, opierałaś się najlepszemu rozwiązaniu. Mojemu rozwiązaniu. Szacunku nie kupisz łaską, dobrocią, słabością, a strachem — wycharczała do ucha czarnej.
Prychnęła, wykrzywiając pysk w grymasie złości. Była wściekła, wręcz rozgoryczona tym, jak zaślepiona władzą Piaskowa Gwiazda nie widziała nic złego w swoich czynach. Czuła, jak żółć napływa jej do gardła, na samo wspomnienie błysku kłów przebijających gardło Króliczemu Susowi, na wbitą na pal Muchę, na wszystkie krwawe sceny sprzed dziesiątek księżyców.
Była tylko głupim bachorem. A była zmuszona dorosnąć wcześniej, niż zamierzała.
— Strachem? — splunęła. — Nie słuchali się ciebie z szacunku, do tego, co zrobiłaś. Słuchali się ciebie, bo bali się, że jeśli wyrażą sprzeciw, to przebijesz ich na wylot, pozbawisz oczu i zbezcześcisz zwłoki. I się nie mylili — warkot wydobył się z jej pyska. — Klan Gwiazdy nie mógł pomóc Zającowi, nie mógł pomóc nikomu. Bo Mroczna Puszcza postanowiła przywłaszczyć sobie ich siłę. Nie popieram wszystkiego, co ustanowili. Gardzę nimi za to, jak oni pogardzili żywymi, w trakcie gdy wy pałętaliście się i niszczyliście wszystko na swojej drodze. Nie sądzę, że w tym świecie da się być całkiem moralnym bez skończenia na samym dnie. Ale nigdy nie posunęłabym się do czegoś takiego, co ty. Gdyby cię popierali, nie zabraliby cię do Bezgwiezdnej Ziemi, nie pozwoliliby Zającowi cię zabić. Zasługujesz na coś gorszego niż Mroczna Puszcza. Może umocniłaś Klan Burzy, ale ceną potępienia niewinnych żyć. Podzieliłaś klan. Wojownikom zajmą całe pokolenia, by się znów zjednoczyć — syknęła, kładąc po sobie uszy. Nie mogła dłużej tego znosić. Albo teraz, albo nigdy. Wolała zdechnąć tutaj i obudzić się bezradna w Mrocznej Puszczy ze świadomością, że walczyła, niż nie zrobić nic i pozwolić tyrance triumfować i dalej zbierać swoje żniwa. Skoczyła wprost na bezecną duszę, splatając się w ostrym uścisku.
Zatrzaskując się w bitewnym tańcu, rechot Piaskowej Gwiazdy stawał się coraz głośniejszy i głośniejszy. Szaleństwo ciekło z jej pyska, biło z jej pustych oczu.
— Nie spodziewałam się śmierci, a gdy nadeszła, Miejsce Gdzie Brak Gwiazd przyjęło mnie z otwartymi ramionami i dało siłę, tak wielką, bym mogła nadal walczyć z słabością Klanu Burzy — wysyczała, przyciskając Kamienną Gwiazdę do ziemi. Czarna jednak zaraz się wyrwała, mocnym pchnięciem w brzuch odkrywając, że tym razem mogła zadać ciosy zmaterializowanej duszy, nie tak jak podczas snów czy nawiedzeń. — Pytałaś po co przyszłam. Zabrać to, co wcześniej Zając mi odebrał — przygotowała się do ataku i wyskoczyła ku kocicy, wbijając kły w jej kark. — Klan Gwiazdy ciebie też nie zechce, a Mroczna Puszcza nigdy nie da ci mocy takiej jak moja. Nikt inny, oprócz Jastrzębiej Gwiazdy ciebie nie zechce, Pyskatko — jad sączył się w jej pyska prosto do ucha liderki Klanu Burzy.
Piaskowa Gwiazda nie miała fizycznego ciała, a jednak mimo to Kamień była w stanie   bronić się przed jej uderzeniami. Ale kremowa nie wydawała się nawet w najmniejszym stopniu przejęta, jakby była pewna wygranej. Przy niej czarna czuła się jak kleszcz usilnie i w grymasie desperacji czepiający się kociego futra.
Miała dość tego uczucia.
Powietrze przeciął przeraźliwy ryk, gdy kły tyranki zatopiły się w jej karku. Kamień w mgnieniu oka poczuła strumień metalicznej krwi spływającej z jej boku. Przeturlała się na bok, sycząc z bólu, gdy kawał brudnej ziemi zatopił się w ranie na karku. Zaczęła krążyć wokół tyranki, oceniając ją uważnym, dociekliwym spojrzeniem, mierząc każdy cal jej ciała, zastanawiając się, gdzie uderzyć, by pozbawić ją sił.
— Nie masz prawa mówić w ich imieniu — wysyczała ze zwieszonym u dołu łbem, celującym ostrym spojrzeniem ku wiekowej kocicy. — W Klanie Gwiazdy jest mój mentor, moja ciotka, zapewne jeszcze mnóstwo bliskich mi kotów, które opuściły świat z twojej winy. Nie pogardziliby mną. Robiłam okropne rzeczy, ale nigdy z satysfakcją. Nigdy nie zabiłam celowo kogoś, kto na to nie zasługiwał — warknęła, marszcząc pysk. — W przeciwieństwie do ciebie i Jastrzębiej Gwiazdy. Ale ja nie zamierzam prawić herezji. Zasłużyłam na Mroczną Puszczę i pogodziłam się już dawno z tym, że przyjdzie mi tam żyć. Ale nie mam już nic do stracenia. Zdążyłaś odebrać mi już wszystko. Więc zanim spędzę wieczność w zaświatach, dopilnuję, żebym nigdy więcej nie zobaczyła tam twojego pyska. Ani ja, ani Zając, ani inni skazani na życie tam. Jeśli umrę, obudzę się tam. Może ze słabym duchem, ale Jastrzębia Gwiazda nie pozwoli ci mnie choćby tknąć. Ale jeśli ty umrzesz, już nigdy więcej nikogo nie skrzywdzisz. Więc pozwól mi dostąpić tej przyjemności wyzwolenia świata od twoich plugawych czynów. Nie mogę już uratować Zająca, więc zrobię to, co on chciał zrobić księżyce temu — splunęła, rzucając się w stronę kotki.
Cały czas patrzyła się w jej oczy, ale wiedziała, gdzie uderzy. Wyrżnęła ciosem prosto w umięśnione łapy tyranki, by zrzucić ją z nóg. Czy miejsce, które zaatakuje, wciąż się liczyło? Czy duchom znane były takie przyziemne granice?
— Całe życie byłaś niczym, kamieniem walającym się pod czyimiś łapami, nic nie wartym pomiotem słabej kotki - myślisz, że ty dasz radę zabić mnie? — zaryczała, podnosząc się z ziemi, która pod ich łapami mieszała się z potem, sierścią, krwią i ropą. Mimo wolniejszego tempa walki, rany zadawane przez Kamienną Gwiazdę zdawały się zaraz zalepiać gęstą stygnącą cieczą, która się z nich broczyła. Szaleńczy uśmiech na jej pysku nie znikał, a kocica przed kolejnym uderzeniem oblizała pysk z cieknącej śliny zmieszanej z krwią ich obojga. 
— Myślisz, że się mnie pozbędziesz na dobre. Myślisz, że nie będę krzywdzić. Ale ja będę trwała. Nawet bez ciała, materialnego czy niematerialnego. W bliznach, we wspomnieniach, w opowieściach. Do twojego usranego zagaśnięcia będę żywa w twojej pamięci — wyskandowała w akompaniamencie głuchego uderzenia w kark Kamień. Mocnym ciosem rzuciła jej ciałem, by próżnie śmiać się w pewnej odległości, przekonana o swoim triumfie. 
Kamienna Gwiazda ledwo podniosła się z kwiatów, które zdobiły ich pole walki. Delikatna bryza pod jej nos przywiodła nie tylko zapach ciarki, ale także nową, zatęchłą woń wilgoci. Czyjaś ledwo wyczuwalna, ale jednak obecność znalazła się przy boku Kamień. Natura zdawała się na chwilę zamilknąć, a czas zwolnić na pare uderzeń serca. Blade promienie końca dnia zdawały się rzucić nikły, rozwiany cień na roślinne kielichy obok drążących łap przywódczyni.
— Nie odwracaj się — krótkie, słabe polecenie dotarło do uszu czarnej. Jego spokojny i troskliwy ton nie pozostawiał jednak wątpliwości, od kogo płynęły te słowa, nawet, jeśli nie widziała oblicza innego niż Piaskowej Gwiazdy. 
— Dasz radę. Celuj tam, gdzie ja — łagodny, acz pewny głos zdawał się być tak bliski, tak prawdziwy, że nie mógł być tylko omamem, a kątem oka zobaczyła, że ośwjetlona ostatnimi promieniami dnia, biała łapa rozbłysła miękkim światłem, wskazując prosto na gardło tyranki.
Pustym wzrokiem taksowała Piaskową Gwiazdę, wsłuchując się w słowa. Bolały. Bardzo bolały, bo była świadoma, że są prawdziwe. Piasek miała rację. Nawet jej zniknięcie nie naprawi tego, co wyrządziła, nie załata traum i przerażających wizji, które czarna miała pod powiekami za każdym razem, gdy kładła się do snu. Spazm bólu przeszedł jej ciało, a palące uczucie w okolicach skroni rozległo się, pulsując po czarnym łbie, gdy tylko grzmotnęła w twardą ziemię, rzucona przez Piaskową Gwiazdę jak nic niewarty śmieć, jak plugastwo, jak robal, którego należało zdepnąć.
Mogłaby przyrzec, że świat zawirował jej przed oczami jak niewyraźna smuga wielobarwnej mgły, gdy tylko usłyszała głos, którego nie słyszała od księżyców. Głos, który zawsze wiedział, jak postawić ją na nogi, jak zmotywować do walki, gdy wszystko stawało się beznadziejne. Głos, który towarzyszył jej niemal przez całe życie. Miała ochotę popłakać się ze szczęścia. Żył. Żył. Nieważne, jak bardzo go pokrzywdzili, zachował świadomość, zachował tyle energii, by jej pomóc.
Żałowała, że było tak mało czasu.
Naprężyła znów mięśnie, mimo palącego bólu rozdzierającego jej skórę, mimo krwi, od której czarne futro pozlepiało się w sztywne. Nie mogła się poddać, nie, gdy był przy niej. Czuła jego obecność, która napawała ją nadzieją. Nawet, jeśli miała tu umrzeć.
Nie zdołam ci pomóc, gdy już tam trafię, pomyślała. Ale robię to z myślą o tobie. By zapłaciła za to, co ci zrobiła.
Bardzo chciała się odwrócić. Wtopić się w białe ramiona przyjaciela jak dawniej. Ale nie zrobiła tego. Słuchała się jego poleceń tak, jak księżyce temu. Ufała mu. Tym razem go nie zawiedzie.
Wcześniej wahała się ze skokiem wprost ku gardle. Wiedziała, że jeden zły ruch, jeden źle wymierzony centymetr, a szczęka kremowej zaciśnie się na jej szyi i już nigdy nie zdoła jej powstrzymać. Ale słysząc Zająca, niemal ją to nie obchodziło. Zrobi to, co on, dopełni jego dzieło, uwolni go od więzi Piaskowej Gwiazdy, spłaci dług, czynem przeprosi za to, jak bardzo go zawiodła.
"Dasz radę. Celuj tam, gdzie ja".
— Któraś z nas musi zginąć — miauknęła zaskakująco spokojnie. Nigdy wcześniej nie potrafiła tak mówić, gdy widziała przeraźliwe spojrzenie tyranki, która jednym ruchem łapy zburzyła całe jej życie. Uśmiechnęła się słabo, lekko, w melancholii.  — Naprawdę nie uczysz się na błędach, co?
I rzuciła się z wściekłym wrzaskiem, znów z furią w oczach, przeraźliwie znajomą, jak za dawnych lat. Obudziła się w niej dawna młoda rebeliantka, która ze łzami w oczach walczyła, by pomścić straconych bliskich. Czy Piaskowa Gwiazda miała zginąć drugi raz w ten sam sposób, jak księżyce temu? 
Uśmiech Piaskowej Gwiazdy skrzywił się, gdy dotarły do niej ostatnie słowa Kamień. Jej pazury błysnęły, gdy ta z nową energię rzuciła się ku kremowej, otwartej szyi. W ostatecznym zwarciu liczył się każdy ruch, każdy cios, a każde uderzenie serca zdawało się trwać wieki. 
Aż w końcu.
Ostatni błysk kłów, ostatnie trzaski pękających strupów, ostatnia próba wyswobodzenia się z śmiercionośnego uścisku. 
Na języku czarnej rozpływał się ostry smak siarki i metalu, gdy puściła wiotczejące ciało.
— Przeklinam cię, Kamienna Gwiazdo — wycharczała konająca zmora, nie wyzbywając się cieknącego z oczu, krwistego szaleństwa. — Przeklinam twoje ciało, śmierć i duszę. Nie ważne ile lat minie, gdy Jastrzębia Gwiazda z tobą skończy, twoim końcem będzie mój śmiech, moje spojrzenie, aż nie pochłonie cię czarna przestrzeń.
Z zażartym, mrożącym krew w żyłach śmiechem na pysku, szkarłatna ziemia zdała się pochłonąć parujące, kawałek po kawałku rozkładając się przed oczami Kamiennej Gwiazdy. Po paru uderzeniach serca, z piasek została mokra plama po demonicznej duszy został szkarłatny kwiat, który obrócił się proch oddech później. Czarna wojowniczka zadrżała, wspominając słowa podłej duszy. Tylko ona mogła wiedzieć, że Jastrzębia Gwiazda nie był taki jak ona. On nie zamierzał się jej pozbyć. Nie zamierzał jej zabić. Miał tyle szans, by to zrobić. Jego plan polegał na czymś więcej. To był skrawek wielkiej tajemnicy, której Kamień dotąd nie odkryła. Wiedziała, że Piaskowa Gwiazda miała rację. Jej istnienie już na zawsze będzie prześladować czarną liderkę.
— Dziękuję — cichy, słaby kocurzy głos znowu odezwał się za liderką Klanu Burzy. Słowa Zająca były delikatne, drżące, jakby próbował powstrzymać łzy. — I przepraszam, Kamień. Za wszystko.
Czuła piekący ból wyżerający jej ciało jak pasożyt, kości miażdżące jej płuca. Ból przyszedł z ostrym hukiem, gdy dotąd był tłumiony przez adrenalinę. Krew sączyła się z wielu miejsc na jej ciele, broczyła, zmieniając kolor trawy na szkarłat. Wiedziała, że niewiele czasu pozostało jej na ziemi, gdy obraz zaczął rozpływać się jej przed oczami, a wizja stawała się coraz bardziej odległa. Ale mimo to czuła promyk szczęścia, promyk wolności, energię, bo słyszała głos przyjaciela. Skrzywdził ją, ale ona go również. Kochała go, jego zaradność, jego empatię i dobroć, jego naturalne przywództwo. Kochała to, jak chronił Wilczą. Była mu winna coś więcej niż przeprosiny.
— Dlaczego miałam się nie odwracać? — wykrztusiła, z trudem biorąc oddech, chociaż domyślała się odpowiedzi. To ona najbardziej ją przerażała. To nie był czas na przeprosiny. Każdy z nich popełnił błędy. Cała ich czwórka robiła w swoim życiu okropne rzeczy. Ale ważne było to, że zależało im na sobie nawzajem. Kamień czasem miała wrażenie, że to właśnie to pomogło im przetrwać tyle księżyców.
Z gardła kocura wyrwało się ciche westchnięcie. Wilgoć wciąż unosiła się w powietrzu dookoła, mieszając się z ciężką wonią krwi rozlanej dookoła. 
— Dni... księżyce? Lata? — zaczął niepewnie, by po chwili zamilknąć. Kamienna Gwiazda mogła usłyszeć parę delikatnych kroków w miejscu, jakby biały wahał się, gdzie się skierować. W końcu, po namyśle, znów zaczął: — Czas, który spędziłem w więzieniu utkanym przez Piaskową Gwiazdę zostawił po sobie bardzo widoczne znaki na moim ciele. Nie chciałem, żebyś oglądała mnie w takim stanie, w takim momencie — wytłumaczył w końcu ze smutną nutą w zachrypniętym, słabym głosie. I chociaż nadal nie podszedł bliżej, wizja Kamień delikatnie zahaczyła o wstęgi dymu tańczące na delikatnej bryzie. Nie świadczyły nic dobrego. Wiedziała, że ten widok może doprowadzić ją do ataku paniki, do szału, ale chciała zobaczyć przyjaciela, którego nie widziała od księżyców. Bez względu na to, jak skrzywdziła go Piaskowa Gwiazda. Odwróciła powoli, sztywno łeb w jego stronę. 
Jej mięśnie zwiotczały, ale tym razem nie z bólu, lecz z trwogi i szoku, gdy ujrzała drastyczny widok zdeformowanego ciała Zająca. Jej Zająca. Jej przyjaciela, kogoś tak bliskiego.
Pół pyska Zajęczej Gwiazdy nie okalało już futro i mięśnie. Zza przeżartej jak oblanej kwasem twarzy wystawał kawałek białej czaszki. To z niej unosiły się w górę smużki dymu rozchodzące się po niebie. Gardło białego kocura było zacierniowane, a z nosa, oka i kącika pyska spływała ciemna ciecz, zbyt ciemna, by mogła to być krew. Białe łapy splamione były szkarłatną krwią. Kamień chwilę musiała myśleć, by zrozumieć, ile żyć miał na sumieniu biały. Również tych niewinnych. Króliczy Sus... Króliczy Sus nie zginęłaby pod łapą Piasek, gdyby nie Zając. Ale Kamień - choć bardzo ją to bolało - wybaczyła Zającowi. Wybaczyła mu, bo zbyt dobrze wiedziała, jak to jest zdradzić swoich bliskich, popełnić coś okropnego, mimo dobrych intencji.
Nie myliła się, myśląc, że widok takiego Zająca wywoła u niej najgorszą możliwą reakcję. Łzy zebrały się jej do oczu. Widziała tysiące okropnych rzeczy, a mimo to ten widok sprawił, że łapy ugięły się pod ciężarem jej ciała.
— Klanie Gwiazdy, co ona ci zrobiła...— słowa same opuściły jej pysk, ale z każdym kolejnym mówiła coraz szybciej, jakby zaczynało brakować jej powietrza w płucach. —  Nie będę w stanie ci pomóc, gdy się spotkamy po drugiej stronie. Proszę, uważaj na siebie. Mroczna Puszcza jest niebezpieczna. Nie chcę znów cię stracić — odwróciła pysk, by więcej nie patrzeć na tą makabrę. Lepsza straszna prawda niż miłe kłamstwa, ale nie potrafiła wmówić sobie, że ten widok jej nie poruszył. — Odejdź. Nie chcę, żebyś musiał na to patrzeć.
— Nie martw się o mnie, Kamień —miauknął już spokojniej Zajęcza Gwiazda. Z przygnębionym, jednak wdzięcznym uśmiechem podszedł w końcu do czarnej i przyłożył delikatnie nos do jej czoła. — Uratowałaś mnie od Piasek. Dzięki tobie mogłem w końcu się uwolnić z tego jeziora. Poradzę sobie — odparł, przymykając blado lśniące ślepie, z którego ciekła smolista substancja. — Nie powinniśmy się spotkać po drugiej stronie. Nie powinnaś skończyć tam gdzie Piaskowa Gwiazda czy Jastrzębia Gwiazda — westchnął ciężko, widząc, w jakim stanie jest liderka. 
— Zostanę z Tobą. Do końca. Do ostatniego życia. Nie zostawię cię więcej w potrzebie. Chociaż tyle mogę zrobić po tym, co poświęciłaś. — Jego aura otuliła poharatane ciało Kamiennej Gwiazdy niczym kojąca mgła, gdy kocur w ciszy położył łeb na jej grzbiecie, nawet jeśli nie niósł ze sobą żadnego ciężaru.
Posiliła się na pełny wdzięczności, ostatni uśmiech. Chciała mu tyle powiedzieć, ale coraz ciężej było jej nabrać do płuc powietrza. Chłodna aura towarzyszącego jej Zająca pomagała jej wytrwać cierpienie, które nadeszło. Czuła się, jakby kości zaczęły zgniatać jej narządy wewnętrzne. Jej wizja słabła, mroczki pojawiały się w kącikach oczu, obraz stawał się coraz bardziej rozmazany, gdy wsłuchiwała się w przytłumiony dźwięk kropel krwi wypływających z jej ciała. 
Teraz Piaskowa Gwiazda była już tylko złym wspomnieniem, marą, która  w jednej chwili stanowiła zagrożenie, a w drugiej już jej nie było. Tocząca się jeszcze przed chwilą bitwa jakby zastygła - teraz była już teraz tylko cisza między nią a starym, dobrym przyjacielem. Kły czeluści największego wroga, jakiego kiedykolwiek dotąd posiadała Kamienna Gwiazda, nagle przestały ją szarpać, ściskając ją w bezgranicznym bólu. Tylko jeden moment wystarczył, by dusza rozpłynęła się w powietrzu, jak gdyby nigdy nie istniała - przerażające złote oczy, z wyższością i brakiem zawahania, które tak uwielbiały zastraszać Kamienną Gwiazdę niczym bezbronnego króliczka, który wpadł w pułapkę. Już ich nie było. Duch Piaskowej Gwiazdy ulotnił się wraz ze świszczącym wiatrem niczym złe wspomnienie, które przeminęło.
Koniec.
W jednej ulotnej chwili uwolniła się z uwięzów, w których tkwiła całe życie. W jednej chwili bezbronny króliczek wyskoczył w górę i uciekł, wyrywając się z uścisku kremowej śmierci.
Była wolna.
Była wolna w objęciach Zajęczej Gwiazdy.
Cienie mroku przestały oplatać ją tak, jak dawniej. Nie było jej. To był koniec gry, w którą była zmuszona bawić się odkąd przyszła na świat.
Głębokie rany wyrzucały z siebie strugi cierpkiej krwi. Nawet dziewięć żywotów nie zdołałoby jej uratować. Chociaż dary od Gwiezdnych próbowały gorączkowo utrzymać ją przy życiu, czarna nie była już w stanie utrzymać się na własnych łapach. Upadła, ale Zajęcza Gwiazda był tuż przy niej, by ułożyć się obok niej, oprzeć niematerialną brodę na jej grzbiecie. Leżał przy niej, czuła jego obecność, chociaż nie była fizyczna. Trwali w bezruchu. Dawny przywódca Klanu Burzy nie drgnął ani trochę, po prostu czekał, aż wszystkie życia ulotnią się z czarnej. Była mu tak wdzięczna. Za wszystko, co dla niej zrobił.
Ból rozrywał jej słabe ciało na strzępy. Króliczek pogodził się, że pułapka zraniła go zbyt mocno. Zbyt głęboko.
Pole widzenia zamroczyło się w jednym momencie. Przywódczyni czuła się, jakby przestała należeć do tego świata. Jakby nie była już jego naturalną częścią. Konała, wiedząc, co spotka ją po drugiej stronie, ale nie była samotna.
Po kolei traciła życie za życiem. Ból rozrywał jej ciało, miażdżył klatkę piersiową, nie ustępował, natarczywie pastwiąc się nad jej ciałem. W tej chwili dodatkowe życia okazały się przekleństwem - nie zmarła szybko i bezboleśnie. Wrzeszczałaby, jednak rozszarpane gardło nie pozwalało na wzięcie choćby jednego małego oddechu. Palący żar jak toksyna obejmował całe ciało, wyżerając je od środka jak żrący kwas, aż skroń zaczęła natarczywie boleć jak cierń wbijający jej się w środek głowy na wylot. Dar Klanu Gwiazdy nie był w stanie jej uratować i już dawno się z tym pogodziła. Jej oczy kolejno mgliły się, by zabłysnąć życiem. I tak wiele razy, aż dotarła do dziewiątego żywota. Mogłaby przyrzec, że nie majaczyła - że objął ją zimny powiew i szept jak świszczący wiatr, w którym rozpoznała głos Zwęglonego Futra. Dzięki ci za wszystko, co dla mnie zrobiłeś, mentorze - pomyślała w duchu.
Dziewiąty żywot - żywot, który miał zakończyć jej ziemską udrękę. Czarne ciało objęły konwulsje bólu, z pyska zaczęły cieknąć strużki krwi, źrenice zmniejszyły się do wielkości ziarenka piasku. Serce znieruchomiało, puls płynący z jej wnętrza ustał w jednej chwili. Płynąca w żyłach krew, która poprzez tarcie rozprowadzała ciepło po jej ciele, zastygła wraz z ostatnim tchnieniem serca i sprawiła, że ciało stało się zimne jak lód. Unosząca się jeszcze uderzenie serca temu klatka piersiowa znieruchomiała; ciało zwiotczało, zastygając w bezruchu. Zajęcza Gwiazda nie odstąpił na krok od jej zwłok. Był do końca.
Kamienna Gwiazda czuła, jakby jakaś siła wyższa wyrwała jej spod ziemskich namiętności i udręk. Zobaczyła własne ciało - nieruchome, oszpecone, splamione krwią po brzegi. Widziała oczy, które niegdyś tętniły życiem. W których lśniła młodość i zaciętość do walki. Teraz były nieruchome - zastygły w wyrazie akceptacji swojej niedoli. Ale widziała w tych martwych oczach również promyk szczęścia. Szczęścia, że umarła w towarzystwie Zajęczej Gwiazdy. Biały kocur tylko raz posłał jej ostatnie spojrzenie, nim wrócił tam, skąd przybył.
Zamknęła oczy, o ile tak przyziemne określenie mogło zdefiniować to, co zrobiła jako niecielesna dusza. Chciała tylko jednego - niech nie zbeszczeszczą jej zwłok.
Błagam, pomyślała.
Gdy otworzyła oczy, nie była już w miejscu, które dobrze znała. Nie spotkała cioci. Nie spotkała mentora, mimo że jego głos wtórujący głosowi Zajączka pożegnał ją na świecie. Nie spotkała też rodziców ani Chabrowej Bryzy, ani starych przyjaciół. Spotkała swąd. Odór krwi, rozkładających się ciał i stęchlizny. Otaczał ją mrok, a sucha trawa szczypała w poduszki palców. Czuła, jak z jej szyi kapią kropelki krwi. Raz. Dwa. Trzy. Stęchłe powietrze sprawiało, że kotka nie była w stanie oddychać.
Wiedziała jedno. Tu był Zajęcza Gwiazda.
Bez względu na wszystko, musiała go odnaleźć. Musiała go odnaleźć i zrobić wszystko, by nic już ich nie rozdzieliło. Samotność uderzyła ją pełną falą, gdy nie czuła już przy sobie obecności jego ducha, jego ponurego, łagodnego spojrzenia. Chciała znów zobaczyć jego białe futro i zielone oczy. Znów usłyszeć jego głos. Chciała tyle jeszcze mu powiedzieć. Tyle rzeczy, którymi nie mieli czasu się podzielić tam, na dole. Chciała znów powiedzieć mu, jak bardzo był dla niej bliski. Jak ważną rolę odegrał w jej życiu. Jak bardzo cierpiała, widząc jego cierpienie. Jak bardzo podziwiała go za to, jak opiekował się swoją siostrą, jej ukochaną. Jej kochaną partnerką. Jak Wilcza poradzi sobie bez niej? Jak Glina poradzi sobie samotny w tym szalonym świecie?
— Witaj, Kamień.
Przełknęła gulę w gardle, odwracając się powoli.
Odruch wymiotny ogarnął ją, gdy przyrzekła sobie, że ten psychodeliczny obraz pozostanie w jej pamięci już na zawsze.
Uwolniła się z jednych uwięzów, by trafić wprost w drugie.
Już nigdy nie zobaczy tych, których kiedykolwiek kochała.
Z rezygnacją schyliła łeb, by dołączyć do największego z tyranów. Będzie tułać się u jego boku, aż znajdzie sposób, by to wszystko naprawić.
Musi znaleźć.






Kamienna Gwiazda umarła z 174 opowiadaniami (rekordową ilością wśród wszystkich moich postaci), przyszła na świat 14 marca 2021 roku i zmarła 1 kwietnia 2023, czyli przeżyła 2 lata i 18 dni
Dziękuję wszystkim, którzy kiedykolwiek pomogli mi poprowadzić jej fabułę, wszystkim, z których postaciami Kamień miała rozbudowane i nieprostolinijne relacje i wszystkim, którzy kopali mnie do pisania opek <3

koniec

28 grudnia 2022

Od Kamiennej Gwiazdy

 Siedziała w swoim legowisku w Skruszonym Drzewie. Bawiła się krawędziem posłania, wtykając w nie pazury. Ogon drgał niespokojnie. Ona sama myślała nad decyzjami, których powinna dokonać w obliczu wszystkich tych sytuacji, jakie miały miejsce w klanie. Niedaleko słyszała krzątającą się w pobliżu Wiśniową Iskrę. 
— Wiśniowa Iskro? — rzuciła w stronę szylkretki, która miała właśnie opuścić wieżę. Zwróciła się w jej stronę ze znakiem zapytania wymalowanym na pysku.
— Tak, Kamienna Gwiazdo?
— Jeśli kot popełnił dużo zbrodni, ale każdej z nich żałuje, to może trafić do Klanu Gwiazdy?
— To zależy, jakie to były zbrodnie. I czy byłby w stanie uczynić je po raz kolejny w odpowiednich okolicznościach.
— Powiedzmy, że tak —odparła bezbarwnym, zimnym tonem głosu.
— Wątpię, czy Gwiezdni przebaczyliby takiemu kotu. To właściwie zależy od konkretnej sytuacji, ale jeśli osoba nie odpokutuje, jeśli się nie zmieniła, jeśli mimo obietnic wciąż będzie popełniać te same czyny uznawane w oczach przodków za karygodne, to nie ostanie mu się miejsce na Srebrnej Skórze.
Kotka nie pokazała po sobie żadnej emocji, skinęła jedynie głową i podniosła się, kierując się do odizolowanego miejsca w obozie, gdzie odpoczywał obwarowany Gliniane Ucho. Często go odwiedzała, ale wciąż czuła cholerne wyrzuty sumienia. Podała mu kawałek piszczki, przysuwając do niego łapą. Niebieski odwrócił się w jej stronę, ale pokręcił lekko głową.
— Nie jestem głodny.
— Przepraszam, że tak wyszło — miauknęła jedynie ze szczerą skruchą, siadając obok niego.
— Zrobiłaś to dla ogólnego dobra. Nie chciałaś, żeby zaczęli protestować. Rozumiem — odparł pustym tonem głosu. Nie był szczęśliwy. Ona też nie była. Odkąd stracili Zająca, wszystko zdawało się jedynie sypać. Jej relacja z Wilczą. Szczęście brata. Trąciła go pyskiem po nosie.
— Chcę dzisiaj znieść ci karę.
Kocur uniósł na nią niepewne brunatne oczy.
— I jesteś w stanie tak zaryzykować?
— Dla ciebie zrobiłabym wszystko — prychnęła. — Zresztą, skrzywdziłam cię. Tak jak każdego wokół. Zasługujesz na rekompensatę. Nie pozwolę Piaskowej Gwieździe bawić się naszymi uczuciami.
— Jeśli znów popełnisz błąd, to będzie jeszcze gorzej. Żyjemy w pułapce — rzucił, spoglądając na własne łapy. Zamilkła w niemej zgodzie. Po chwili głośnej ciszy, kocur westchnął. — Tęsknię za Zajączkiem.
— Ja też — mruknęła. — I za Wilczą... Nie spojrzała mi w oczy od jego śmierci. Wszystko psuję, gdziekolwiek jestem.
— Nie mów tak.
— Przepraszam — napięła mięśnie, kierując wzrok szmaragdowych oczu wprost na pręgowanego. — Wiem, że spierdoliłam sprawę. Po prostu próbuję to naprawić. Mianuję cię znowu wojownikiem. Mam gdzieś, co pomyślą. Nie mam zamiaru dłużej patrzyć, jak cierpisz karę za coś, czego nie zrobiłeś. Nie znają cię, czy co? Nigdy nie posunąłbyś się do czegoś takiego. 
— A co z Jelenim Puchem? — spytał błękitny, zmieniając temat.
— Nie wiem. Płonąca Pożoga nie chce nic mówić. Milczy jak Sasanek. Patrole nie przynoszą żadnych nowych informacji. Mówiąc prościej, stoimy w martwym punkcie. Oby to się niedługo zmieniło — mruknęła. Zaskoczyła się, gdy kocur poderwał się i oparł głowę na jej barku. Zamruczała tylko, liżąc go za uchem. Nie oczekiwała na jego przebaczenie. Skrzywdziła go. Miał prawo jej za to nienawidzić. Ale nie mogła stracić kolejnej bliskiej osoby. Ukochanego brata. Odsunęła się, zwracając na niego wzrok.
— Nie zamartwiaj się tym. Po prostu odpocznij. Wzięłam tą rolę na barki i zamierzam ją pełnić z całą godnością. A ty wystarczająco się wycierpiałeś. Choć na tą starość daj sobie spokój z politycznymi intrygami. Nie chcę wciągać cię w kolejne kłopoty. Zając... Był wdzięczny za to, że byłeś obok niego. Kocha cię. Jestem pewna, że jest teraz szczęśliwy na Srebrnej Skórze.
Rozluźniła mięśnie, czując jak coś mokrego skapuje na jej ramię. Glina pociągnął nosem, ale po chwili otarł łzy. 
— Nie mogę przestać cię kochać, nawet gdybym tego nie chciał — miauknął po chwili ciszy. — Ale nie denerwuj już więcej Piaskowej Gwiazdy.
Zaśmiała się cicho. Jej wzrok po chwili spoważniał, a kotka skinęła głową i odsunęła się od niego, odwracając się. Wzięła głęboki wdech, gdy ukazała się w otworze wieży, a koty zainteresowane zaczęły już zbierać się pod nią.
— Koty Klanu Burzy. Glina odcierpiał swój uczynek. Z całym szacunkiem do ofiary tego okropnego zdarzenia — dodała, widząc, że koty zaczynały szeptać między sobą nerwowo i pojawiły się pierwsze głosy sprzeciwu. — Zostanie z powrotem wojownikiem, zostaje mu także zwrócone jego stare imię. Rozumiem, że wiele z was może nie akceptować tej decyzji, ale w obecnych czasach, gdy zniknął jeden z naszych pobratymców, każdy jeden wojownik przyda się do odprawiania kolejnych patroli poszukiwawczych. Im nas więcej, tym lepiej. Wciąż jednak będziemy mieć na niego oko, by nie doszło do kolejnej krzywdy.
Miała już schodzić z miejsca przemówień, jednak zanim do tego doszło, wypatrzyła w tłumie Żara. Nie chciała, żeby zarzucono jej, że przemianowała Gliniane Ucho tylko z powodu ich relacji rodzinnych. Żar w końcu uratował życie Tygrys. Wciąż był irytującym i niedojrzałym rasistą, ale przynajmniej nie stanowił już zagrożenia. 
— Jednak nie tylko jeden kot zasłużył sobie na powrotne przywrócenie do rangi wojownika. Rozżarzona Łapa także zostanie wojownikiem, znów znanym jako Rozżarzony Płomień — miauknęła, w głębi serca od niechcenia, ponieważ ten człon nadała mu Piasek. Wskazywał na płomiennorudą sierść i to jej się nie podobało. Wiedziała jednak, że nie zaakceptowałby nowego imienia i zaczęłaby się kolejna seria skarg. —Wykazał się odwagą, ratując życie naszej zastępczyni. Powinnam zwrócić mu rangę dużo wcześniej, wolałam jednak upewnić się, że zmienił się na tyle, bym mogła z czystym sumieniem awansować go znów na starą pozycję. Nie musi już pracować, wciąż jednak jego działania będą kontrolowane przez eskortę.


* * *
 Zazwyczaj Jastrząb był przekleństwem i była zmuszona pogodzić się z faktem, że jego głos zawsze był obecny  w jej życiu, czegokolwiek nie robiła. Przyzwyczaiła się już do niego. Bywały jednak te chwile, gdzie jego inteligencja była... pomocna, choć z trudem przechodziła jej ta myśl przez gardło. Upewniła się, że była sama w legowisku. Teraz musiała się jeszcze mocniej pilnować, by nie wyjść na wariatkę, bo w Skruszonym Drzewie oprócz niej mieszkała Wiśnia z uczennicą. 
— Mógłbyś przydać się mi choć jeden raz i przyjść tutaj, gdy potrzebuję? — rzuciła w myślach, opierając brodę na łapach. Chwilę trwała cisza, niezmącona, spokojna. Wiatr zaszumiał, obijając się o Skruszone Drzewo, gdy rozbrzmiał znajomy głos. 
— Potrzebujesz mnie, Kamień? To... miłe z twojej strony. O co chodzi?
Wzdrygnęła się na podmuch wiatru, który wręcz idealnie zgrywał się z głosem, którego nienawidziła.
— Zniknął jeden z moich wojowników. Był irytującym rasistą, ale to wciąż mój wojownik. Wysłałam patrole poszukiwawcze, ale to bez sensu. Nic nie znajdują, chodzą wszędzie, ciała nie wykryto, nie czuć smrodu rozkładających się zwłok, więc wątpię, by umarł. Wsiąknął w ziemię i nikt nie wie, co się z nim stało, a jedyny świadek nie potrafi złożyć zeznań, jakby przeżył coś traumatycznego — wymieniała, by dodać zaraz piorunującym głosem w głowie. — A poza tym, ucieka do nas coraz więcej zbiegów z Klanu Wilka. Nie mogłam się po tobie spodziewać, że twój następca będzie choć w jednym milimetrze mniej rąbnięty od ciebie.
Jego melodyjny śmiech rozległ się w głowie kotki. 
— Życie to zabawa, Kamień. Nie każdy to rozumie. Nie każdy jest chętny na uczestniczenie w zmianach. Nie przejmuj się Klanem Wilka. Jest w dobrych łapach. A co do twojego małego uciekiniera to... na co liczysz? Że powiem ci gdzie jest? Oj, Kamień, Kamień. Przecież wiesz, że nie mogę ci tego zdradzić. Kodeks umarłych mnie ogranicza. — wymruczał tak, jakby stał tuż obok niej.
— Nie liczę, że podasz mi na tacy wszystkie informacje. Już wiem, że jesteś bezużyteczny w tej kwestii — zmarszczyła pysk, czując jego głos tak... naturalnie brzmiący, zupełnie jakby nie był tylko dźwiękiem rozchodzącym się z głębin Bezgwiezdnej Ziemi po jej umyśle. — Chodzi mi bardziej o... radę? Tak jak wtedy, przy wyborze zastępcy — przełknęła gulę w gardle na sam fakt, że prosiła o radę jego. Ale cokolwiek by o nim nie powiedziała, był spostrzegawczy i inteligentny, a to mogło pomóc. — "Dobre łapy" to dla ciebie terror i tortury? Bo tak wyglądała wizja twojego ślicznego klanu w opowieściach dwóch uciekinierek.
— To zdrajcy. Powiedzą wszystko byle zakrzywić obraz rzeczywistości. Cierpiały słusznie. — powiedział tylko nim odpowiedział na jej prośbę. — Moja rada to... Zapomnij o nim Kamień. Nieważne ile wyślesz wojowników, nieważne ile minię księżyców, nie znajdziesz go. Wesprzyj Tygrysią Smugę w tym ciężkim okresie czasu i spójrz na to co dzieję się w twoim klanie, a nie w czyimś. Bo nie wiem czy wiesz... Ale żmija wiję sobie gniazdko pod twą norą, a ty nawet tego nie dostrzegasz. Czy cię ukąsi nim zorientujesz się w czasie? Za bardzo zaniedbałaś swoje obowiązki... Być może dowiesz się co dzieję się z twoim wojownikiem, gdy pociągniesz za język kogoś kto może coś o tym wiedzieć.
Napięła mięśnie na te słowa. Kto mógłby przeciw niej spiskować? Najpewniej wszyscy. Jego słowa brzmiały przerażająco, bo dosłownie radził jej, by wsparła Tygrys. Niepokoiła się, gdy takie rady wypływały z pyska sadysty.
— Nie zaniedbuję swoich obowiązków. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale staram się żyć tak jak twoja koleżanka z Mrocznej Puszczy zagra, bo inaczej zginę albo ja, albo wszyscy, na których mi zależy. Jak nie cały klan — miauknęła, by zaraz potem strzepnąć nerwowo ogonem. — Wiem, że przeciw mnie knują. Szczypiorkowa Łodyga, Rozżarzony Płomień, ich dzieci... Zbyt wiele tutaj jest rasistów, by przyszłość Klanu Burzy mogła być bezpieczna. Ale przecież ich ograniczam. Obwarowałam strażą. Koty kontrolują każdy ruch tym, którym nie mogę zaufać. Nie mogliby mnie podejść bez mojej wiedzy.
— Kamień, Kamień, Kamień... Takie spojrzenie na świat cię zgubi. Żmija ma wiele barw, nie zawsze jest ruda. — zamruczał gardłowo rozbawiony. — Dobry przywódca zachowuje czujność nawet wśród przyjaciół. A o Piaskową Gwiazdę się nie martw. Nie prowokujesz jej w żadnym stopniu, ponieważ dobrze panujesz nad swoimi emocjami przy bliskich jej kotach. Jak na razie nie zauważyłem, by interesowała się tobą bardziej niż swoją partnerką.
Prychnęła pod nosem, zirytowana jego ciągłymi metaforami. Czy nie mógł po prostu powiedzieć jej prawdy? Mącił w jej głowie, sprawiał, że to, co wydawało się pewne już pewne nie było.
— Zachowuję czujność. Nie wskazuję na potencjalnych zdrajców rude koty, tylko dlatego, że są rude. A dlatego, że mają największe powody, by mnie nienawidzić. Zwracam uwagę na pozostałą, nierudą część klanu. Nie każdy ma motywy, żeby spiskować przeciw mnie — zmrużyła oczy, wspominając Jałowy Pył i jego wściekłość po zabójstwie Obłok. Wpatrywała się chwilę w swoje łapy. — Starasz się mnie teraz wodzić za nos, by odciągnąć mnie od najprawdziwszego niebezpieczeństwa? Nie możesz się doczekać, aż do ciebie dołączę?
— Nie wodzę cię za nos, Kamień. Tylko naprowadzam na tyle ile mogę. Serce mnie boli na samą myśl, że oskarżasz mnie o taką podłość. Jestem cierpliwy. Będę na ciebie czekał i kolejne księżyce. Twoje życie równie jest ciekawe co śmierć. Gdyby mi zależało na twoim szybkim zgonie, już dawno byłabyś martwa. 
Całe jej ciało było sztywne jak skała, gdy wsłuchiwała się w te wszystkie słowa, które tylko mąciły jej w głowie.
— Ale nie mówisz bezpośrednio. Kierujesz moje podejrzenia we wszystkie strony, a ja nie mogę się rozdwoić — na jego następne słowa parsknęła. — Jesteś ostatnią osobą, której serce mogłoby boleć na takie oskarżenia. Całe życie wodziłeś mnie za nos. A teraz ufam ci, bo nie mam nic lepszego w zanadrzu. A ty przynajmniej masz wiedzę, tam w zaświatach. Chociaż widzę, że wolisz prawić mi metafory, niż wskazać bezpośrednio. Ale i to przeżyję. Nic lepszego mnie w tym życiu nie spotka, więc doceniam to, co mam.
— Już ci tłumaczyłem, że nie mogę ci ułatwiać życia. To byłoby niesprawiedliwe w stosunku do innych kotów, które żyją samodzielnie. Już i tak za dużo robię, rozmawiając z tobą, Kamień. Dałem ci tyle ile potrzeba. Jesteś mądra, na pewno domyślisz się o kogo chodzi. No chyba... że jednak chcesz kogoś zabić... Za niewinną duszę mogę ci zdradzić więcej... — kusił ją niewinnie
Skrzywiła się. W obliczu narastających sytuacji myśl zabicia kolejnego kota nie brzmiała już tak źle. To zaś sprawiło, że wzdrygnęła się zawstydzona sama sobą. Żadnego mordowania. Nie zamierzała zniżać się do poziomu tych wszystkich sadystów, którzy ją otaczali. Miała w sobie empatię. Nie mogłaby zabić niewinnego kota, który niczemu nie zawinił. A zwłaszcza nie dla kogoś takiego, jak Jastrząb.
— Nie przenegocjujesz ze mną niczego, w czego skład wchodzi zabijanie kogokolwiek, a zwłaszcza niewinnych — odparła. — Stałaby ci się wielka krzywda, gdybyś mi zdradził coś więcej? Życie nie jest sprawiedliwe, poza tym te informacje wykorzystałabym dla większego dobra, więc dla innych byłby to raczej powód do  szczęścia, niżeli smutku. Nie wiedziałam też, że nagle tak bardzo zależy ci na sprawiedliwości... Wcześniej jakoś nie przeszkadzało ci pogrywanie sobie ze mną na nierównych zasadach.
— Zawsze byłem z tobą sprawiedliwy, Kamień — wymruczał. — Zawsze, lecz ty tego nie dostrzegałaś, dalej nie dostrzegasz.  Chcesz mojej pomocy? Udowodnij mi, że twój wojownik jest wart mojego czasu. Dlaczego miałoby mi na nim zależeć? To ty tu jesteś zdesperowana, a nie ja. Mogę... zdradzić ci coś, jak niegdyś Klan Gwiazdy głosił swoje przepowiednie. Nie powiem ci jednak co oznacza. Będziesz musiała użyć głowy, która rozleniwiła się dość znacząco. Cenie sobie błyskotliwy umysł. Pokaż mi, że dalej jest w tobie ta niebezpieczna iskra, która budziła strach w twoich wrogach. Zaskocz mnie, Kamień. 
Zacisnęła zęby, wbijając pazury w posłanie. Więc chciał się z nią bawić w ten sposób?
— Jak mam ci udowodnić wartościowość życia, które nie jest w ogóle wartościowe? — warknęła z jawną wściekłością. — Nie jest i nigdy nie było. To tylko głupi rozwydrzony dzieciak. W dodatku przeciętny wojownik. Ale... — zawahała się przez chwilę. — Jest partnerem prawnuka Piaskowej Gwiazdy. Zakładam, że Piasek na nim zależy, skoro zależy Pożarowi. Zakładam, że nie byłaby zadowolona, gdybyś świadomie posłał go na pewną śmierć, tak jak to było z Żarem  i Rudzikiem. To nie wystarczający powód? Mieć takiego sprzymierzeńca? — zamilkła na moment. — Ta iskra była we mnie od zawsze i jest teraz. Nigdy nie znikła. Po prostu jest przygaszona i czeka na odpowiedni moment, by wywołać pożar. 
— Błąd Kamień. Powinnaś powiedzieć, że to syn twojej przyjaciółki, która cierpi, a nie wiązać go od razu z Piaskową Gwiazdą. Zaraz pomyślę, że tylko rudzielce ci w głowie... Dość często o nich myślisz... — prychnął. — Wywołanie pożaru na nic się zda, uwierz. Trzeba podchodzić do sprawy chłodno i z dystansem, bez emocji. To pomaga w ocenie lepiej niż zbędne uczucia. Uznam więc, że nie chcesz mojej zagadki, skoroś taka niechętna do udowadniania swojego intelektu. 
Strzepnęła ogonem. Znów się nią bawił, jak za dawnych lat. Zalała ją gorycz i wściekłość. Nie miała zamiaru być pionkiem zmarlaków. Prychnęła sardonicznie.
— Czy przy rozmowie z psychopatą też pierwszym, co pomyślałbyś po takich słowach, byłoby to, że cierpi twoja przyjaciółka? Mam wierzyć, że cię to obchodzi? Bez powodu nie siedzisz teraz w Mrocznej Puszczy. Potrzebujesz coś, co przyniosłoby ci korzyści, lub korzyści twoim sprzymierzeńcom, a nie gadki o cierpiących wdowach — powieka jej zadrgała, a futro się nastroszyło. — A czy ktoś powiedział, że pożar wiąże się z emocjami? Jest niebezpieczny, ale nie pędzi we wszystkie strony bez pomyślunku. Nawet w kierunku rozprzestrzeniania się iskier jest pewien schemat — miauknęła. Najwidoczniej lubił takie chore metafory, więc zagrała tak, jak sobie życzył. Na ostatnie słowa zmarszczyła pysk. — Chcę. Tobie też pewnie sprawia przyjemność bawienie się życiem bezbronnych żywych, więc nie będę odbierać ci tej satysfakcji — dodała kąśliwie.
— Iskry zawsze padają w różne strony, Kamień. Nie ma w tym żadnego schematu, to tylko przypadek, ponieważ ogień to chaos, chaos, który burzy porządek. Świat potrzebuje balansu. Są złe koty i dobre, dzięki temu panuje równowaga. Gdyby czegoś było za dużo, świat nie byłby jedną wielką przygodą. — odpowiedział jej jeszcze nim podjął kwestie, która najbardziej ją interesowała — Zamknij oczy — mruknął jeszcze, zsyłając pod powieki kotki wizję. Północne knieje muskane wiatrem, szeleszczą niosąc wieść pewną. Nadchodzi żmija liniejąca, starająca się pozbyć swej starej skóry. Drapie się o kamień, by łuski odpadły dając ulgę zmęczonemu ciału, gdy dostrzega jelenia. Zwierzę tupcze w miejscu, patrząc na kuszące trawy, lecz nie idzie. Żmija podpełza, gryząc go w kończynę. Jeleń pędzi przed siebie spłoszony. Gubi się w plątaninie roślinności, czując jak jad rozchodzi się po jego ciele. Upada. Nie jest w stanie się unieść. Świat zachodzi mrokiem. Żmija obserwuje to z oddali, wracając pod swe schronienie. Krwista ziemia wsysa powoli czerwoną ciecz w głąb siebie. Żmija przytula się zadowolona do swojej skóry, która z niej zeszła. Ona rozpada się i przemienia w trzy małe węże. Otaczają kamień, wygrzewając się na jego powierzchni, gdy psowaty karmi rannego kopytnego. Stado jeleni szuka zaginionego, machając łbami to w prawo, to w lewo. Nie chcą przejść przez ziemię, która pachnie wrogo. Nie widzą żmiii z młodymi. Odchodzą.
Przypatrując się zesłanej przez kocura wizji, kotka wstrzymywała drżący oddech. Gdy wizja zniknęła, Kamień jeszcze przez moment milczała. To wszystko miało sens, ale potrzebowała więcej czasu, by rozstrzygnąć tą metaforę. Jedynie kilka elementów wydawało jej się znajomych, ale nie potrafiła odwołać tego obrazu do rzeczywistości.
— Wreszcie się do czegoś przydałeś — rzuciła wreszcie cicho, jakby dostała olśnienia. Jedna rzecz była oczywista - Jeleń, będący Jelenim Puchem i stado, które symbolizowało Klan Burzy. Wroga ziemia... wskazywała na to, że nie zaglądali tam, gdzie ograniczały ich granice. A to mogło oznaczać zarówno ziemie innych klanów, jak i niczyje. Pierwsze, co wpadło jej na myśl, to Klan Wilka. Zbyt wiele otrzymała znaków, że ich lider to istny psychopata. Ale pozostała reszta? Pozostawała niewiadomą. Niewiadomą, którą musiała odszukać. Miała w klanie zdrajcę.
Pytanie, kim był.
— Pff... To są twoje podziękowania za mój trud? Wiesz jakie to męczące? — prychnął do niej, nie komentując jej myśli, by nie naprowadzać jej bardziej na odpowiednią ścieżkę.
Uśmiechnęła się.
— I widzisz komu tutaj pęka żyłka? Chyba jednak nie jesteś taki bez emocji — miauknęła. — Tak,  dziękuję, chociaż z trudem przechodzi mi to przez gardło. Zazwyczaj jesteś irytujący, ale przynajmniej nie chcesz mnie zamordować jak pewna inna dusza i bywasz pomocny. Skoro mam z tobą żyć przez resztę mojego istnienia, to zamierzam korzystać z twojej szczodrości.
— Nic mi nie pęka. Takie działania... kosztują masę energii. Będę musiał to nadrobić. — wytłumaczył jej to na koci rozum. — Dobrze więc moja droga Kamień. Czy to już wszystko czego chciałaś? Mogę odejść na odpoczynek? Czy zaraz znów zaczniesz wzywać z utęsknieniem moje imię? Muszę przyznać, że cudownie się tego  słucha.
Położyła po sobie uszy z zażenowaniem.
— Nie dopowiadaj sobie zbyt wiele — prychnęła jedynie, dając mu do zrozumienia, że to już wszystko.
— Dobranoc, Kamień. — Głos jak i dziwna obecność zniknęła tak nagle jak się zjawiła, pozostawiając kocicę samą. Wzdrygnęła się, znów czując na swoim futrze przeszywające zimno.

Od Kamiennej Gwiazdy CD. Wyrwanej Łapy (Wyrwanej Duszy)

 — Ka-Kamiennia G-Gwiazdo — Wyrwa skłoniła głowę przed liderką — Ja... Ja tylko.... co jeśli ona wróci? C-co ona mi zrobi? Co ch-chciała mi zrobić? I... — Uczennica czuła, że musi wyrzucić z siebie nurtujące ją pytania — Ja przecież nie jestem jaka jak… jak m-moje rodzeństwo. N-nie jestem taka j-jak oni. N-nie jestem r-rasistką…
Zmarszczyła brwi. Nie zdziwiłaby się, gdyby Piasek nie miała resztek honoru, by nie atakować chociaż niewinnych dzieci. Nieufnie podchodziła do potomków Szczypior i Żara, z wiadomych przyczyn, jednak zachowanie Wyrwy zdawało się być naturalne. 
— Nie będę kłamać. To możliwe, że wróci — miauknęła z zimną powagą. — Ale wątpię, czy miałaby ochotę na zabijanie uczniów, chociaż i z nią nigdy nie wiadomo. Pewnie w pierwszej kolejności rzuciłaby się na koty, które zaszły jej za skórę za życia. Takie jak ja — westchnęła cierpiętniczo. — Robię wszystko, co mogę, żeby ochronić przed nią ten klan, ale niczego nie jestem w stanie obiecać — na jej ostatnie słowa skrzywiła się nieznacznie, kładąc po sobie uszy. — Pewnie by tobą pogardziła, jak innymi członkami jej rodziny, którzy nie powielają jej chorych ambicji i poglądów co do dyskryminacji wobec nierudych. Tak było z twoim stryjem, Drżącą Ścieżką, i z twoją ciotką, Bladym Zmierzchem. Tylko na psychopatów równych sobie zwracała uwagę. Są siebie warci — prychnęła. — To jest w tobie lepsze od twojego rodzeństwa. Nie jesteś ślepa jak oni. Nie wierzysz we wszystko, co wmawiają ci złe koty. I tego się trzymaj. Nie zamartwiaj się na zapas. To są moje zmartwienia i moje problemy, które nie powinny dotyczyć młodych, niedorosłych kotów. Korzystaj i ciesz się dzieciństwem. Ja nie mogłam.
Nie czekała na odpowiedź. Odwróciła się, z zimnym wyrazem pyska i wysoko uniesioną brodą, nawet jeśli w środku niszczył ją rozłam. 

Od Kamiennej Gwiazdy CD. Bylicy

 Zielonooka rozszerzyła oczy, podchodząc natychmiast do niebieskiej. 
— Szepcząca Duszo? — miauknęła, nie spodziewając się kotki. Czarne futro natychmiast się nastroszyło, a ona wysunęła pazury sycząc wściekle. Pieprzony samotnik. Staruszka natomiast podniosła delikatnie głowę, jęcząc z bólu. Spojrzała na samotnika, przez którego upadła. Syknęła na niego.
Czarna jak smoła kotka natychmiast rzuciła się w tamtą stronę, wysuwając pazury i przyszpilając kretyna do ziemi. Dostała jego łapą po pysku, ale splunęła tylko. Umięśniona łapa wylądowała na piersi intruza, a przez chwilę toczyli się, szarpiąc na oślep wzajemnie pazurami. Prawdziwa Burzacka szybkość i furia, jaka towarzyszyła kotce od dzieciaka pomogły jej pokonać samotnika, który z podkulonym ogonem uciekł od nich, wcześniej posyłając czarnej nienawistne spojrzenie. Odpowiedziała mu tym samym, warcząc pod nosem, a gdy zniknął z ich pola widzenia, kotka odwróciła się w stronę dawnej znajomej.
— Wszystko dobrze? Nie złamał ci nic? — syknęła w jej stronę, przyglądając się jej głowie.
— Chyba... chyba nie — odparła — ale łeb mnie boli — dodała, wstając. Zachwiała się nieco, jednak szybko odzyskała równowagę. Czarna odsunęła się od niebieskiej, dając jej trochę przestrzeni.
— Nie widziałam cię sporo czasu. Gdzie ty się do cholery włóczyłaś przez ten czas? — miauknęła, oblizując wargi. Tyle się działo przez ten czas, że ledwo się powstrzymywała od tego, by od razu zacząć mówić, że Piasek leży w grobie, a to ona rządzi klanem.
— No cóż... w mieście — miauknęła — w ogóle nie uwierzysz, co tam się wyprawia. — dodała.— Gangi tam mają, i do tego mieli jakąś przywódczynię, rasistkę jak Piasek, tylko że ona faworyzowała chyba inny kolor futra — miauknęła — zdechła i teraz się leją o władzę. Wyobraź sobie, jest tam nawet Gang co ma, poprawka, miał, osiem kotów. To dużo, jak na grupy samotników — rzekła. 
— Och, więc na świecie jest więcej świrniętych rasistek? Dobrze wiedzieć. — mruknęła. —  Niezłą tam macie anarchię, skoro o władzę trzeba walczyć siłą. Szalone. Dobrze, że wróciłaś. Dawno z tobą nie rozmawiałam — dodała. — Jeśli chodzi o władzę... Dużo się działo przez twoją nieobecność. Nie mówiłam ci o tym, ale Piaskowa Gwiazda opętała Zajęczą Gwiazdę. To ona mnie zgwałciła, zrobiła mi kocięta, o których ci mówiłam. Ale ostatecznie... Wpędziłam ją do grobu i zajęłam jej miejsce. Teraz jestem Kamienną Gwiazdą — wyznała z błyskiem w zielonych oczach. — Zupełnie tak, jak marzyłam za dzieciaka. Chociaż wtedy panowanie wyobrażałam sobie inaczej. Nie jest łatwo, ale nie narzekam. Ważne jest to, że Piasek dostała swoją sprawiedliwość.
Słysząc wzmiankę o kociętach, samotniczka zamarła. Natomiast kiedy usłyszała o tym, że Piasek w ciele Zająca była martwa, a Kamienna została przywódczynią, uśmiechnęła się promiennie. 
— Gratuluję! — miauknęła — Z takim kotem jak ty na tej pozycji, na pewno Klan Burzy nie zejdzie na psy — miauknęła. — Tak się cieszę! W końcu jakiś normalny lider! Macie szansę wyjść na prostą — rzekła z uśmiechem. 
Skinęła głową.
— Ukarałam wszystkich parszywych rasistów — miauknęła, kładąc uszy. — Tęsknię za Zającem, ale... Przeprosił mnie. Też miałam mu wiele do powiedzenia, ale opuścił mnie w moich ramionach. Jestem liderką i cieszę się, że mogę zaopiekować się Klanem Burzy i położyć kres dyskryminacji na zawsze, ale... Zapłaciłam za to życiem niewinnego kota. Nie wiem, czy Wilcza mi wybaczy. Nie rozmawiałam z tobą o tym wcześniej... Ale zaiskrzyło między nami. Kocham ją. Boję się, że po tym co się stało nasza relacja się posypie. Gdy zaszłyśmy tak daleko, a ja wreszcie mogę ją ochronić...
Słysząc to, staruszka uśmiechnęła się lekko, kładąc ogon na grzbiecie Kamiennej.
—Wilcza... zawsze była przerażona. Wszystkiego. Nie znam się na tych sprawach...bo sama partnera nie miałam, choć mam kociaki, jak wiesz...ale...podejrzewam...że wszystko może się jeszcze ułożyć. Ale na pewno musisz dać jej trochę czasu. — miauknęła.
— Wiem, ale... ale martwię się o nią. Staram się być u jej boku, ale nie wiem, czy mi przebaczy. — westchnęła. — Mimo wszystko dzięki za wsparcie. I wiesz, skoro jestem przywódczynią, od razu ci powiem, że jeśli tylko chcesz możesz znów dołączyć do Klanu Burzy. Piasek cię wygnała, ale ja przyjmę cię z chęcią. Jesteś mile widziana na tych terenach.
Na te słowa niebieska aż otworzyła pysk ze zdziwienia, i rozwarła szeroko oczy.  Po prostu zamilkła, nie wiedząc, co powiedzieć. Dopiero po dłuższej chwili odparła.
— Od...od dawna jestem...samotniczką — miauknęła — i...nie wiem, czy była bym w stanie ponownie wrócić do klanu... — miauknęła — kodeks... zawsze był jakiś taki...dziwny... pod niektórymi względami... pewnie przez to, że sporządzili go Gwiezdni... — miauknęła — cieszę się jednak, że to mi proponujesz — uśmiechnęła się — i cieszę się, że nareszcie będę mogła podejść do grobu babki... — powiedziała, spuszczając głowę. Zaraz jednak dodała. — m-mogę? — spytała. 
— Moi wojownicy mogą cię zaatakować, jeśli zobaczą obcego kota, więc póki co możesz podejść, ale w mojej obecności. Będą wiedzieć, żeby nie podnosić na ciebie łap — wyjaśniła.
— Dobrze — miauknęła — a...będę mogła...zobaczyć...Słonecznika? — spytała, przełykając gulę w gardle. 
— Możecie się spotkać, nawet przy granicy. Klan o tobie nie wie, więc lepiej, żebyś nie zbliżała się, póki cię nie znają. Ale pewnie ucieszy się na twój widok. Mogę go zawołać. Słonecznik... Powiedzmy, jest moim dobrym znajomym. Do pewnego momentu nie wiedziałam nawet, że to twój brat.
— Och — wymruczała — wiesz, odeszłam, jak byłaś jeszcze uczniem. Więc w sumie to się nie dziwię.
— Tia. Podobno wspólny wróg łączy, tak też było z nami — odparła wymijająco, nie chcąc zagłębiać się w szczegóły tego, co zbliżyło ją ze Słonecznikiem. Nie miała ochoty na rozmowy o kolejnych zbrodniach, których się dopuściła. — zaczekaj tu, pójdę po niego — rzuciła jeszcze na odchodne, kierując się w stronę obozu.

<Bylico?>

Od Kamiennej Gwiazdy CD. Maleństwa (Rozżarzonej Łapy)

 Niosła w pysku podłużny patyk. Dowiedziała się, że Żar uwielbiał je gryźć (jakby już całkowicie zwariował), więc oczywiście z chęcią mu takowy przyniosła. Poprzednia rozmowa wzbudziła w niej dużo nerwów. Przecież mógłby żyć jak dawniej. Ale oczywiście miał we łbie tą przeklętą idiotkę, która wyprała mu najwidoczniej całą mózgownicę.
Wchodząc do środka i zastając tylko kocura, rzuciła mu badyl pod łapy.
— Masz. Słyszałam, że lubisz — miauknęła z drwiną w głosie. Żarł patyki jak karmicielki w ciąży? Pewnie, podłapał to od Tygrys.
Spojrzał na patyk, kładąc po sobie ucho. 
— Nie wiem o czym mówisz — udawał, że wcale się nie zainteresował patykiem. — Po co mi to przyniosłaś?
— Nie udawaj głupa, wiem że Tygrys ci je daje — parsknęła, siadając obok. — Jak ci pusto w żołądku, że już zaczynasz żreć korę to wystarczyło powiedzieć.
Czuła bolesne ukłucie, że nieważne, co zrobi, nigdy nie poczuje satysfakcji z faktu, że końcowo to ona wygrała walkę z Rozżarzonym Płomieniem. 
— Nie jem ich — zmrużył oczy. — One są po co innego. Nie twój interes. To moja prywatna sprawa i nie wypytuj o to Tygrysiej Smugi.
— Już zapomniałeś z kim rozmawiasz? — miauknęła, o dziwo zachowując spokój, chociaż jego wyszczekana morda sprawiała, że powstrzymywała się od napadu furii. Mimo wszystko, teraz niewiele jaki kot zdołał doprowadzić ją do szału. Talent do tego mieli głównie rudzi rasiści. Tacy jak on. — Nie musisz od razu na mnie naskakiwać.  Po prostu się pytam, bo gdy kot gryzie gałąź to chyba nie jest zbyt normalne — dodała.
— Pomaga mi wyładować negatywne emocje. Niszcze ją, dając im upust. Dzięki temu nie ciągnie mnie do przemocy i bicia niewinnych kotów - wyjaśnił, po długim przemyśleniu, czy warto się z nią tym dzielić. Nie był jednak wariatem! To wcale nie było nienormalne!
— Czyli jednak coś ci przemówiło do głowy — rzuciła. — Porzuciłeś kierowanie się chorymi zapędami twojej pierdolniętej babci? Bo jeśli powstrzymujesz przemoc i bicie niewinnych kotów, a popierasz osobę, która używa przemocy i bije niewinne koty, to jesteś jedynie hipokrytą i nic ci to nie da — zauważyła, po czym jak gdyby nic usiadła oplatając ogonem swoje łapy.
Zacisnął pysk, czując jak coś mu strzyka w szczęce. 
— Nie robię tego dla was. Tylko dla siebie. Lepiej mi i tyle. — prychnął.
— Już ci pewność siebie wróciła, a tak niedawno srałeś pod siebie, jak ogłaszałam twój wyrok — warknęła, czując jak drgają jej wąsy. — Gryzienie patyków, ciekawy sposób na radzenie sobie z problemami, no nigdy bym na nic lepszego nie wpadła — dodała sarkastycznie. — Może zamiast gryźć patyki zrobiłbyś coś bardziej pożytecznego. Chociaż, jeśli powstrzymuje ci to agresję, będę pewna, że nie skrzywdzisz nikogo tak jak mnie księżyce temu. Bo teraz Piasek nie ochroni ci dupy, a ja nie mam zamiaru pozwalać ci na panoszenie się po kątach i dręczenie niewinnych kotów. Zapamiętaj to sobie.
Spojrzał na zirytowaną liderkę, wzdychając.
— Wybacz, nie mam dzisiaj humoru. Już sięgnąłem dna, gorzej być nie może — mruknął pod nosem. — Będę o tym pamiętać. Przepraszam za swoje zachowanie, pracuje nad sobą. — miauknął, wbijając wzrok w patyk. — Jeżeli chcesz się ze mnie śmiać, to proszę bardzo. Przeżyje to jakoś.
Obmierzyła go chłodnym spojrzeniem.
— Masz za co przepraszać — prychnęła. — Nie zniżyłabym się do twojego poziomu, by nabijać się z twojej słabości — nie była kocięciem, które śmiało się bez powodu z innych kotów. Nie miała zamiaru być taka jak on, gdy to ona była na gorszej pozycji, utrzymując się ledwo przy życiu. Ale patrząc na niego wiedziała, że kocur mógłby zrobić to raz. I drugi. I trzeci, do usranej śmierci. Nie nauczył się niczego.
Zacisnął pysk, nie odpowiadając jej. Zupełnie tak jak ona wtedy, gdy rudy robił to samo w jej stronę. Gdy wykończona zbierała resztki sił, by się chociażby podnieść z posłania. 
— Język w gębie też cofnąć ci się w rozwoju? — mruknęła zirytowana i strzepnęła ogonem. — Marnujesz każdą daną ci szansę, to jedyne co ci wychodzi. Maleństwo.
Machnął niezadowolony ogonem, jednak jej nie odpowiedział. Wbił wzrok w patyk, ignorując ją
— Tak, udawaj fochniętego, to ci z pewnością pomoże — burknęła i machnęła ogonem. — Milczeniem nie sprawisz, że ci odpuszczę.
Rudzielec jedynie wziął patyk w pysk, po czym odszedł w kąt żłobka, odwracając się do niej plecami, ignorując jeszcze bardziej niż przedtem.

* * *
Kotka przechodząc akurat przez obóz, natrafiła akurat na niespodziewane z pewnością widowisko. Rozżarzona Łapa poślizgnął się tak, że łapy rozjechały mu się, pysk uderzył o ziemię, a ślizg zakończył z uniesionym tyłkiem wprost pod czarnymi łapami liderki Zaskoczona spojrzała pod swoje łapy i spojrzenie zielonych oczu omiotło pysk Żara. Zacisnęła pysk, czując jak jej wąsy drgają.
— Nie spodziewałam się tak ciepłego powitania z samego rana. Już zacząłeś mi jakkolwiek okazywać szacunek? — spytała sarkastycznie, mimo to wciąż trzymała się na wodzy. Nie chciała wkurwić Piasek, a zabijanie dla Jastrzębia jakiegokolwiek kota nie wchodziło w grę.
Rudy szybko podniósł pysk z ziemi, czując fale zażenowania. Usiadł prościej, marszcząc nos. 
— Jak widać... Może jeszcze raz, co? — rzucił kąśliwie, po czym zaraz dodał. — Przepraszam. To nie było zbyt miłe — Położył po sobie ucho.
Dziwnie było widzieć Żara w takiej odsłonie. Najwidoczniej lekcje Tygrys działały. Miała rację.
Nie chciała psuć tego efektu 
— Nie szkodzi. Uważaj po drodze,  żebyś się znowu nie poślizgnął przed czyimś nosem — miauknęła tylko.  Może z tego durnia dało się jeszcze zrobić kogoś. Ale nie powinna się chyba przyzwyczajać. Żar był okropnie zwodniczy, chociaż musiała przyznać, że jego dzieciaki były gorsze. A to dopiero był wyczyn... Przerosnąć swojego ojca w dyskryminacji.

<Żar?>

Od Kamiennej Gwiazdy CD. Łasiczego Skowytu

 — Dlaczego pozwoliłaś mi zostać, gdy nawet o to nie prosiłam? — usłyszała znany jej głos, do którego nie zdążyła jeszcze się przyzwyczaić. Zwróciła wzrok na szylkretową kotkę, której futro pokrywały białe śnieżynki. Nie spodziewała się, że kotka będzie mieć jakikolwiek powód, by targać się do niej przez mróz. Chłodne zielone oczy obmierzyły uważnie przybyszkę. Kolejny zbłąkany Wilczak.
— Uznałam, że to właściwa decyzja. Wbrew pozorom, w tym brutalnym i krwawym świecie nie utraciłam jeszcze własnych pozostałości honoru i potrafię okazać litość. To nie znaczy, że ci ufam. Ale uwierz mi, przeżyłam mnóstwo i dlatego łatwiej mi zrozumieć czyjś ból. Nie radzę ci więc nadużywać mojej dobroci. Bo tak, jak potrafię być litościwa, potrafię być też okrutna, gdy muszę — miauknęła twardo. — Oprócz tych powodów, przyjęcie do klanu kota z wrogiego klanu jest dla mnie względne korzystne. Mogę zdobyć potrzebne informacje i będę mieć kolejnego silnego wojownika do wstąpienia w szeregi. Wychodzi więc na to, że obie dostaniemy to, czego oczekujemy. Pod warunkiem, że będziemy ze sobą współpracować. Jeśli nie zdradzisz mojego klanu, jeśli nie jesteś szpiegiem. Ale twój ból jest widoczny na sto lisich odległości. Znam go jak nikt inny.
Lepiej będzie dla ich obu, jeśli będą wiedziały, czego się po sobie spodziewać. Nie miała zamiaru dawać jej poczucia samowolki. Nie miała zamiaru pokazywać jej się od słabej, zbyt dobrej strony. Dawała ochronę tym, którzy jej potrzebowali, ale  szylkretka zawiodłaby się, oczekując od niej zbyt wiele.
Czuła jednak, że jej gorycz była szczera. Sama to przeżyła. Sama to poczuła. Gorycz bywała jednak zgubna. Prowadziła do nienawiści. Chęci zemści. Gdyby tak nie było, to Piaskowa Gwiazda wciąż byłaby tutaj w ciele Zająca. Czarna mogła spodziewać się wszystkiego po przybyłej.
Kocica posłała jej chłodne, lecz pełne cierpienia spojrzenie. 
— K-klan W-wilka — zawahała się. — Klan Wilka nie jest już moim domem i nigdy nim nie będzie. Nawet jakbym chciała wrócić to nasz wspaniałomyślny lider mnie zabije. Nie zrozum mnie źle, doceniam że twój klan mnie przyjął, ale nie wiem jak długo jeszcze tu będę. Ch-chcę tylko wydać na świat te małe zmory, których nawet nie chciałam. Tak więc, nie bój się że zrobię cokolwiek wbrew twojej woli. Mam już i tak tego wszystkiego dosyć.
Liderka zmarszczyła brwi, spoglądając na nią.
— Więc coś jest na rzeczy. To nie przypadek, że trafia do nas tylu dezerterów z Klanu Wilka — pomyślała na głos. Ale czego ona się spodziewała? No tak, to do przewidzenia, że Jastrzębia Gwiazda odda pałeczkę komuś równie okrutnemu i pozbawionemu emocji, co on. Ale nie wybrałby na to stanowisko pierwszego lepszego idioty i furiata. Jak znała burego, nie można było mu odmówić inteligencji. Chłodnej inteligencji i kalkulacji. — Możesz być tu tak długo, jak chcesz. Rozumiem, co czujesz, bo sama przechodziłam przez niechcianą ciążę. Ślad pozostanie z tobą na zawsze, ale da się z tym wytrzymać. Zostaw to za sobą i odpocznij tutaj. Tak długo, jak jesteś na skraju  sił, ciężarna, nie tyczą cię obowiązki wojowników. Ale rozumiesz, że gdy dzieci dorosną, jeśli będziesz chciała tu zostać, będziesz musiała przykładać się do pracy nad klanem, prawda?
— Jeśli zostanę, postaram się o to Kamienna Gwiazdo. Nie chcę być ciężarem dla klanu... A poza tym muszę odpokutować za grzechy z przeszłości...
Westchnęła, uśmiechając się smutno.
— Żyję już tak długo, a wciąż nie udało mi się zadośćuczynić wszystkich swoich win. Może spotkamy się ze sobą na Bezgwiezdnej Ziemi? Mam nadzieję, że chociaż tobie uda się oczyścić się z grzechów. Na mnie już za późno.

<Łasico?>

Od Kamiennej Gwiazdy CD. Jelonka (Puszka)

 — Ja nauczę cię wszystkiego, co powinnaś wiedzieć! — Ruszył koślawym krokiem w stronę kulki mchu, po czym złapał ją w pyszczek i podał kotce. — Musisz potulać ją do mnie, a ja do ciebie. Zasada jednak jest taka, by ją złapać. Jak nie złapiesz, to jest gol!
Wzięła od kocurka kulkę mchu. Przypomniała sobie, jak ona niegdyś się tak bawiła. W śniegu. Bawiła się w zapasy z Zającem, przerzucała kulę mchu z Koperkiem i Szczypiorem, chlapała się w błocie z Gliną. 
Poturlała kulkę w stronę młodzika tak niezdarnie, jakby ostatnio bawiła się z sześćdziesiąt księżyców temu. I właściwie... tak było. Dawno się z nikim nie bawiła. Dziwne uczucie.
— Dobrze robię? — spytała, obserwując zielonymi oczami przedmiot.
Jelonek złapał kulkę z łatwością. 
—Tak, ale musisz baldziej żywiołowo — pouczył ją. — Tak to złapie, a masz się postalać. O tak — Odepchnął jej mocniej, obserwując jak toczy się szybko w jej stronę, a kotka złapała kulkę, przyciskając ją mocniej niż zamierzała. Odepchnęła ją znowu w stronę kocura, tym razem mocniej. Mały rudzielec musiał zrobić kilka skoków, by ją złapać w swój pyszczek. Uśmiechnął się do niej zadowolony, po czym odrzucił jej zabawkę. 
— Dobrze ci idzie, ciociu! 
Uśmiechnęła się lekko, byle uszczęśliwić dzieciaka i udało jej się złapać kulkę, odrzucając ją w stronę rudego.
— To... jak tam u ciebie? Słyszałam o twojej siostrze, Diament. Twoja mama opowiadała mi o tym, dlaczego ją tak nazwała. Wiesz, że diament to taki niebieski, błyszczący i rzadki kamień? — opisała rzecz dokładnie tak, jak zapamiętała ją ze słów rudej karmicielki.
Cętkowany złapał kulkę z radosnym piskiem, przytulając ją do siebie i memlając pyszczkiem. 
— Naplawde? To do niej nie pasuje, bo ona jest fuj brzydka i złośliwa — zmarszczył swoje brewki, by pokazać kotce swoje niezadowolenie. — Powinna nazywać się brzydziej.
Tak... Patrząc na Diament, nic dobrego nie nasuwało jej się na myśl. Wspomniała jednak siebie z młodości - była jeszcze bardziej nieznośnym i irytującym bachorem, niż szylkretka.
— Musisz dać jej czas, dojrzeje. Też taka byłam w młodości. Wyżej sra... — urwała, przypominając sobie, że to niestosowne używać takich słów w pobliżu dzieci. — To znaczy, byłam arogancka, przeceniałam swoje możliwości i można powiedzieć, że byłam małym demonem, zupełnie jak twoja siostra. Chociaż ja potrafiłam zachować powagę przy kotach, które mogłyby potencjalnie mnie skrzywdzić — skrzywiła się na wspomnienie Piaskowej Gwiazdy. Gdyby rzucała w jej stronę takimi szczeniackimi odzywkami, co siostra rudego, to mogłaby szybko pożegnać się z życiem, w z pewnością spektakularny sposób, znając możliwości kremowej. — A teraz, widzisz, czas zrobił swoje za mnie. Dojrzałam, zrozumiałam pewne rzeczy i nie zachowuję się jak ostatnia idiotka. Z twoją siostrą też tak będzie, zapewniam cię.
Jelonek skrzywił nieprzekonany pyszczek. 
— No nie wiem... Tak jak ciocia wspomniała wyżej sla... Śmieję się ze mnie ciągle, bo jestem gluby — wyznał to czarnej, robiąc smutne oczka. — Ja nie jestem aż taki gluby! Plawda? — Wbił w nią wzrok, aby odpowiedziała mu na to szczerze. Czarna najwidoczniej musiała razem z bratem odziedziczyć po matce zatrważającą wylewność i bolesną szczerość, bo spoglądając na niego, przekręciła lekko pysk.
— W zasadzie to jesteś — wyrzuciła to z siebie szybko, gryząc się w język. — Ale to nie powód do poniżania! Nie powinno się obrażać kota za to, jak wygląda — wspomnienia z paskudnych czasów Klanu Burzy uderzyły w nią jak naładowany piorun. Strzepnęła ogonem. — Powinieneś się jej przeciwstawić. Nikt nie ma prawa z ciebie szydzić za to, jak wyglądasz. Poza tym, na pewno schudniesz, jak zaczniesz trenować.
Na jej słowa niebieskooki pokiwał główką, po czym przytulił się do łapy czarnej. 
— Dziękuje ciociu. Jesteś najlepsza. I... I ja się stawiam! Laz ją uderzyłem, ale podłożyła mi łapkę i poleciałem na pyszczek — westchnął. — I mama zlobiła jej bule życia! — Uśmiechnął się delikatnie. — Mam taką nadzieję. Moja przyjaciółka mi pomaga schudnąć, wiesz? Płonąca Łapa.
Kotka nie potrafiła ukryć lekko zniesmaczonego spojrzenia.
— Nie chcę nic sugerować, ale radziłabym nie zadawać ci się z dziećmi Szczypiorkowej Łodygi. Miałam z nią... na pieńku w młodości — westchnęła, przypominając sobie ciągłe kłótnie Króliczego Susu z Miodowym Obłokiem. — Ona nie jest dobrym kotem. Założę się, że już teraz psioczy na mnie za moimi plecami, jak nie spiskuje, jak mnie zabić. Nie ma szans, że wychowała swoje dzieci na porządne koty.

<Jelonku?>

21 grudnia 2022

Od Kamiennej Gwiazdy CD. Skalnego Szczytu

 — Jastrzębia tu nie znajdziesz — poinformowała, uśmiechając się szerzej. Tak, jakby wcale nie była jego siostrą, a po prostu kimś, kto nie marzył o niczym bardziej niż o jego zgonie. — Skłamałabym, gdybym stwierdziła, że mi przykro, więc powiem to wprost — odchrząknęła. — Zdechł. Świat postanowił być sprawiedliwy i coś ściągnęło go na drugą stronę tam, gdzie jego miejsce było i będzie. Bardzo śmieszne jest to, że zabił go ktoś z twojego klanu — kontynuowała beztrosko. — To urocze, bo całe życie był wami taki zafascynowany i wzdychał do tak wielu z was, a teraz ktoś z jego kochanków go uśmiercił. To brzmi jak świetna ironia losu — gdybała dalej, nie zważając na żadną z reakcji kotki.
Kamień zastygła w bezruchu, zaciskając zęby i powstrzymując się od przymknięcia powiek w miarę słów siostry Jastrzębiej Gwiazdy. Jak teraz powiedzieć, że ma coś za uszami?  Chociaż początkowo nie ufała Skale, tak teraz wiedziała, że on i brat nie mieli dobrych relacji. Nie sądziła, by kotka powiedziała komuś niepożądanemu.
— Tak... — mruknęła nerwowo. — Ja byłam tym kimś.

*

Przychodziła jeszcze co jakiś czas na granicę - okazjonalnie, gdy wychodziła na polowanie z kimś bliskim czy na trening. Ale za każdym razem witała ją tylko pustka. Na początku czekała jeszcze na zjawienie się Skały, ale potem zrozumiała, że nie zobaczy już nigdy ani jej, ani Jastrzębia. To... dziwne. Nie powinno to sprawiać, że czuła dziwną pustkę w swoim kamiennym sercu. Skałę jeszcze lubiła, ale nawet fizyczny brak Jastrzębia czekającego na nią przy granicy z Klanem Wilka wprowadzał ją w dyskomfort. To przez to, że chodziła w te rejony odkąd pamiętała. Znała Jastrzębia bardzo długo - i ona, i on byli młodzi. Przyzwyczaiła się do jego irytującej i frustrującej obecności. Teraz miejsce systematycznych schadzek i rozmów odwiedzały już jedynie patrole graniczne. Zastanawiała się, czy to ona zdurniała od całej tej relacji z burym i jego siostrą. Syndrom sztokholmski? A może po prostu pojawił się w niej odruch przychodzenia tutaj, bo było to normą przez niemal całe jej życie?
Nie wiedziała, czy Skała wciąż żyła. Nie mogła się dowiedzieć, co działo się za granicą, ale miała nadzieję, że jeśli jej już nie było, to spoczywała w Klanie Gwiazdy, daleko od swojego brata socjopaty. Zasługiwała na to.