BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierwszy Brzask x Mysi Krok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierwszy Brzask x Mysi Krok. Pokaż wszystkie posty

14 stycznia 2022

Od Brzasku (Pierwszego Brzasku) cd. Mysiego Kroku

*przed wyleczeniem i narodzinami dzieci*

Odetchnął głęboko. Powietrze zadrżało wewnątrz niego. Bicie serca rezonowało po całym jego ciele. Zamknął ślepia.
Był stary i zmęczony ciągłą ucieczką od własnych błędów.
Odprowadził wzrokiem sylwetkę Koperkowego Futra. Kocur odwrócił się na moment, żeby skinąć mu na do widzenia. Brzask wyprostował się i uśmiechnął. Gdy tylko wojownik ruszył dalej, uśmiech na jego pysku zgasł. Zwiesił łeb.
Klan, od którego uciekł. Koty, które zawiódł. Modrzewiowa Kora…
Łapy ciążyły mu jak kamienie, gdy wlókł się w stronę legowiska. Miał dość. Chciał być sam. Iskierka nie powinna go teraz oglądać. Miała wystarczająco dużo problemów.
Zderzył się z kimś. Kremowy otworzył pysk i zamarł. Pomarańczowe ślepia spojrzały na niego z niedowierzaniem. 
Przerażone pomarańczowe ślepia. Puste pomarańczowe ślepia.
Serce Brzasku zamarło.
Ślepia pełne śmierci.
– Mysi Kroku? – wyszeptał.
– T-tak?
Nie patrzył mu w oczy. Bury miał ochotę uciec. Wziął głęboki wdech.
– Ja... ja przepraszam za tamto. Naprawdę.
Nie odpowiedział. Jego broda zadrgała od tłumionego płaczu. Gwałtownym ruchem starł łzy. 
– Mysi Kroku, wszystko w porządku? Co się stało? – pytał go, jakby nie wiedział. Wbijał w niego kolejne igły. Powinien milczeć. Tak byłoby lepiej. Każdy z nich poszedłby w swoją stronę, a później udawaliby, że się nie znają.
Jego gardło ścisnęło się boleśnie.
Nie. Byli rodziną. Cokolwiek by się nie działo.
Mysi Krok stał ze spuszczonym łbem. Drżał. Bury podszedł do niego. Niezręcznie przytulił. Poczuł, jak ciało kremowego sztywnieje.
– Przepraszam – miauknął, czując jak pod powiekami zbierają mu się łzy. – Tak bardzo… Gdybym mógł… Zrobiłem w życiu wiele… – Pokręcił głową i zamilkł. Nie było słów, które mogłyby naprawić przeszłość. – Chciałbym tylko, żebyś wiedział, że… zawsze będziesz dla mnie rodziną. Najbliższą. Zawsze będziesz mógł na mnie liczyć. Tylko… pozwól mi na to. 
“Pozwól mi naprawić choć ten jeden z moich błędów.”


<Myszku?>

13 maja 2021

Od Wróblowej Gwiazdy cd. Mysiego Kroku

*po zostaniu z Modrzewiem parą*

Otworzył ślepia, powoli odzyskując świadomość.
Śpiący obok Modrzew poruszył się delikatnie, nie budząc się jednak.
Wróbel poczuł wszechogarniającą potrzebę ucieczki. Jego skóra tam, gdzie przytulał się do niej partner zdawała się parzyć, jednak nie od świeżo poznanego pożądania, a wstydu.
Czuł się jak oszust.
Ale czy miał jakiś wybór? Czy lepiej było powiedzieć, że są tylko przyjaciółmi i zranić Modrzewia? Nie potrafił, wiedział też, że nigdy nie będzie potrafił wyznać mu prawdy. Kochał go, to prawda, ale… nie w ten sposób. Nie tak mocno jak Modrzew jego.
Ale w ten sposób będą przyjaciółmi już zawsze, prawda?
Było coś jeszcze. Coś, przez co czuł się jak oszust jeszcze mocniej.
To, że wolała kotki, nie powinno tak go ruszyć. Byli tylko przyjaciółmi. Nie miał prawa…
Nagle jego źrenice zmniejszyły się do wielkości ziarenek maku.
Obiecał Iskierce, że się spotkają. Wczoraj.
Przez ciało kocura przepłynął strach. Zerwał się na równe łapy i zamarł.
Modrzewiowa Kora oddychał równo, a na jego mordce malował się spokój.
Chciał krzyczeć z bezsilności.
Jak najciszej potrafił, wymknął się z legowiska i skierował w stronę wyjścia z obozu. Serce łopotało mu w piersi jak spłoszony ptak, kiedy powstrzymując się od biegu, na drżących łapach szedł w stronę granicy z Klanem Klifu, wmawiając sobie, że zaraz zawróci. Że nie idzie tam dla niej. Że strach, który stawiał sierść na jego karku nie ma nic wspólnego z lękiem przed odrzuceniem. 
Wystawił ją. Nie chciał nawet myśleć, co teraz czuła.
Zwolnił kroku. W głowie zakiełkowała mu nowa myśl.
Co, jeśli tak będzie lepiej?
Zatrzymał się lisią długość od strumienia.
Byli tylko przyjaciółmi. Powinni być.
Prędzej czy później by ją zranił. A teraz… Teraz był z Modrzewiem.
Usiadł i zapatrzył się w swoje rozmyte odbicie.

Kątem oka dostrzegł jakiś kształt. Uniósł łeb, bardziej z przyzwyczajenia niż ciekawości.
Dwie lisie długości od niego leżał bukiet suchych już kwiatów. Musiał spędzić tu kilkanaście wschodów słońca, może księżyc. Tyle, ile nie widział się z Iskierką. 
Jego serce drgnęło. Podniósł się i podszedł bliżej. Chabry. Biały bez. Niewinne wyznanie uczuć. Widocznie nie był jedynym kotem znającym się na kwiatach. Delikatnie rozgarnął łapą suche łodyżki.
Żonkil.
Jego serce stanęło.
Mysi Krok.
Wpatrywał się w zeschnięte kwiaty szeroko rozwartymi ślepiami. Zadrżał.
Po jego policzku spłynęła łza.
Trzy koty. Trzy koty, którym nie potrafił dać tego, na co zasługiwały.

Otrząsnął się dopiero gdy słońce było już wysoko na niebie.
Musi znaleźć odpowiednie kwiaty. Gdy tylko będzie miał chwilę…


*obecnie*

Rzucił ostatnie niespokojne spojrzenie w stronę legowiska medyka. Modrzewik w końcu zasnął i Wróblowa Gwiazda miał nadzieję, że spokojnie. Potrójny Krok, do którego lider zaciągnął swojego partnera mimo zapewnień, że nic mu nie jest, dał buremu mak i kazał odpoczywać. Ostatnio wojownik nie spał za dobrze i Wróbel się o niego martwił. Oby lek załatwił sprawę.
Lider nie miał co ze sobą zrobić. Chciał położyć się koło partnera, ale medyk momentalnie wyrzucił go ze swojego legowiska, karząc nie przeszkadzać. Czy bardziej chodziło o chorego, czy o Trójkę - bury mógł się tylko domyślać. Choć stawiał na to drugie.
Błąkał się bez celu po obozie, próbując znaleźć sobie miejsce. Jego wzrok padł na wracającego skądś Dębową Pierś. Kocur jak zawsze wyglądał na pogodnego.
- Cześć - pozdrowił go lider. Olbrzym spojrzał na niego trochę nieobecnym wzrokiem i uśmiechnął się ciepło.
- Wróblowa Gwiazda - miauknął na powitanie.
Bury skinął mu głową. 
- Co tam porabiasz?
Żółte ślepia spojrzały na niego pogodnie.
- Kopię dół.
Lider spojrzał na niego zaskoczony, starając się wyczytać z jego pyska czy żartuje, mordka kremowego była jednak tak samo spokojna i promienna jak zawsze.
- Dół?
- Sarenka mnie prosiła. Mówiła, że doły są najlepsze na przepraszanie.
Wróblowa Gwiazda nie miał bladego pojęcia, o co kocurowi chodzi. Skoro jednak zleciła mu to jego partnerka, to chyba nie mogło być nic złego dla kocura, prawda? Może się pokłócili i chciała go czymś zająć. 
- Nie przeszkadza ci to? - zapytał na wszelki wypadek.
Wojownik pokręcił masywnym łbem.
- Wcale a wcale. Lubię pomagać innym.
- To dobrze - miauknął niepewnie bury. - Pozdrów ode mnie Sarni Ogon.
- Dobrze, na pewno się ucieszy - pysk kocura rozpromienił szeroki uśmiech. Skinął liderowi na pożegnanie głową i ruszył w stronę żłobka. Bury mimowolnie się uśmiechnął. Cieszył się, że parze się układa. Miał okazję poznać też ich dzieci - kociaki były przeurocze, choć Kropelka trochę go przerażał. Wyglądał jak skrzyżowanie Dębowej Piersi z Bystrą Wodą i sięgał kocurowi prawie do łokcia.

Rozmyślając, znalazł się poza obozem. Włóczył się po lesie, nie mogąc znaleźć spokoju. Zanim się obejrzał, stał już obok szczątków drewnianej gawry.
Było gorąco. Trawa już dawno straciła swój soczysty kolor, a miejscami po prostu wyschła. Nieliczne rosnące wśród niej kwiaty pochylały płatki, nie mogąc udźwignąć ich ciężaru na wątłych łodyżkach. Od lekko wilgotnej ziemi biło odbierające oddech gorąco.
Przez moment Wróblowa Gwiazda miał wrażenie, że o czymś zapomniał. O czymś bardzo ważnym. Powiódł wzrokiem po zmizerniałych kwiatach i… 
Mysi Krok. Obiecał sobie, że zostawi mu wiadomość.
Ze zbyt szybko bijącym sercem rzucił się w las, nie mając siły nawet się oskarżać.

Bratek, pachnący fiołek i gerbera. Próbował znaleźć jeszcze białego hiacynta, ale nie był w stanie. Miał nadzieję, że dobrze zapamiętał miejsce, w którym znalazł tamte kwiaty.
Miał nadzieję, że Mysi Krok mu wybaczy.
Rzucił ostatnie spojrzenie na mały bukiecik i ruszył w stronę obozu.


<Myszku?>
Wyleczony: Modrzewiowa Kora

28 grudnia 2020

Od Wróblowego Serca cd. Mysiego Kroku

 Obejrzał się, posyłając ostatnie spojrzenie w stronę strumienia. Drzewa zasłaniały mu widok, ale wyobraził sobie jasną sylwetkę Mysiego Kroku wspinającego się ze spuszczonym łbem w głąb terenów swojego klanu. Zauważył, że kocurek był dosyć nieśmiały i w pewnym sensie żałował swojego zachowania. Wprawił Klifiaka w zakłopotanie i było mu głupio. Był mu naprawdę wdzięczny, że nie uciekł i dotrzymał mu towarzystwa, a nawet zaproponował kolejne spotkanie. Nie był aż tak beznadziejnym kompanem, skoro Myszek chciał go jeszcze oglądać, a nawet sam to zaproponował. 
Westchnął. Może kiedyś uda im się spotkać razem? Wyobraził sobie Skowronek, Borsuk, Kolca i Szczurka siedzących z nim przy potoku, czekających na Klifiaka. Wawrzynek też na pewno byłby tam z nimi… Może nawet udałoby się im odnaleźć Psią Łapę? A gdyby zaprosił mamę? Naprawdę zostaliby rodziną! 
Uśmiechnął się do swoich myśli, przekraczając próg obozu.

***

Siedział, wpatrując się w przeciwległy brzeg. Nie ustalili dokładnej pory spotkania, prawdę mówiąc, “pół księżyca” też nie było jakąś super szczegółową datą, ale miał nadzieję, że uda im się zobaczyć. Naprawdę polubił Mysi Krok i mimo dzielących ich różnic, traktował kocurka jak rodzinę. Dlatego wykonał swoje obowiązki najszybciej jak mógł i starając się nie wyglądać podejrzanie, wymknął na granicę. I rozpoczął oczekiwanie.
     W końcu dostrzegł znajomą sylwetkę. Uśmiechnął się, mrużąc ślepia. Wydawało mu się, albo kocurek wyglądał trochę… inaczej? Przyglądał się mu, aż Myszek podszedł na tyle blisko, że bury dostrzegł kwiat w jego pyszczku. Ku jego zaskoczeniu, zmieszany wojownik położył go pod jego łapami, kładąc uszy po sobie. Posłał mu pytające spojrzenie, uśmiechając się niepewnie.
- Moja siostra nas widziała i myśli, że jesteśmy parą - zażenowanie po prostu biło z kocura.
Bury przez uderzenie serca patrzył to na kocurka, to na mak. W końcu wybuchnął śmiechem.
- To jej pomysł? - Wskazał na kwiat. Myszek pokiwał głową, nawet nie podnosząc wzroku. Mógł się założyć, że jego policzki były koloru dojrzałych wiśni. - Całkiem trafiła. Tata mówił mi, że każdy kwiat ma swoje znaczenie. Maki to… dosyć dosadne wyrażenie uczuć. Ten mówi chyba… - Posłał nieszczęśnikowi uśmiech. - Marzę o tobie. Chociaż czerwone maki znaczą też “zapomnij, to była przelotna namiętność”. Ale nie uciekniesz teraz, prawda?
Jeśli myślał, że kocurek był zażenowany na początku spotkania, to teraz brakowało tylko, żeby ziemia rozstąpiła się pod jego łapami i go pochłonęła, odpowiadając na prośby, które bez wątpienia teraz w myślach zanosił. Wróbelek się roześmiał, szturchając kremowego ogonem.
- Nie martw się, sam mam dwie siostry, świetnie wiem, co to znaczy. Czyli nie jesteś mną zainteresowany? - zapytał żartobliwie. W odpowiedzi otrzymał gwałtowne potrząśnięcia głową, mające oznaczać przeczenie.
- Twoja siostra będzie zawiedziona - zażartował bury. - Swoją drogą, jak się nazywa? Moje to Skowronkowy Trzepot i Borsuczy Krok - miauknął wciąż rozbawiony, próbując zmienić temat. Widział wdzięczność w ślepiach Myszka. Kocurek wciąż wyglądał, jakby miał ochotę uciec, ale wymienił imiona swojego rodzeństwa. Dosyć licznego.
Wróbelek utkwił wzrok w jego pomarańczowych ślepiach. Miały ładny kolor, przywodzący na myśl liście w porze, w której opadały z drzew. Było w nich coś uroczego, zresztą całego kocurka można było określić takim mianem, pewnie przez jego nieśmiałość.
A co, jeśli kocurek faktycznie coś do niego poczuł?
Uśmiechnął się do tej myśli, ale im dłużej tkwiła w jego umyśle, tym mniej absurdalna mu się zdawała. Oczywiście w to nie wierzył, ale jeśli… Może nie powinien tak się z niego naśmiewać? Poczuł nagłą potrzebę wytłumaczenia się ze swojego zachowania. Naprawdę nie miał nic przeciwko Mysiemu Krokowi, wydawał się naprawdę w porządku i fajny. Nie chciał, żeby poczuł się odtrącony albo wyśmiany. Bury nie uważał, żeby jakakolwiek miłość była zła. No, może pomijając niewłaściwe zainteresowanie rodziną, ale chyba nie byli aż tak blisko spokrewnieni? Nie był pewien… Co nie zmieniało faktu, że nie miał zamiaru pastwić się nad biednym kocurkiem, jeśli faktycznie miałby coś do niego czuć. Mogliby zostać przyjaciółmi, a może… Czy byłby w stanie pokochać kocura? Nieświadomie oblizał wargi. Nigdy się nad tym nie zastanawiał. Do tej pory zwrócił uwagę tylko na Żabi Skok (i może ewentualnie, tak tyci tyci na rudą Klifiaczkę, ale do tego się przed samym sobą nie przyznał) i wydawało mu się, że interesują go kotki, ale może nie tylko? Nie miał pojęcia, jak to sprawdzić. Nie chciał nikogo zranić, bawienie się czyimiś uczuciami nie wchodziło w grę. A żeby poprosić Modrzewika o pomoc jakoś nie miał odwagi, mimo braterskich uczuć, którymi go darzył. 
Wyobraził sobie, jak stykają się z Myszkiem nosami, albo liżą po pyszczkach, jak robili to Śnieżka i Mały i parsknął śmiechem, choć gdzieś w głębi poczuł dziwne ciepło.
Kremowy spojrzał na niego zaskoczony.
- P-przepraszam - miauknął, walcząc z atakiem śmiechu. - Mógłbyś powtórzyć, co mówiłeś?


<Myszku? xD>

28 listopada 2020

Od Wróblowego Serca cd. Mysiego Kroku

Szemrząca wokół nich woda delikatnie obmywała kamień, na którym siedzieli. Stanowili bardzo ciekawy widok - dwa koty na środku rzeki. Jeden ciemny, drugi jasny, jeden masywny, drugi szczuplejszy. 
Woda zachlupotała, kiedy Wróblowe Serce poruszył zanurzoną w niej końcówką ogona. 
- Odwiedziła mnie w śnie. Ciebie nikt nie odwiedził?
Przed oczami stanęła mu jaskinia. Doskonale pamiętał wilgotny, lekko słodki zapach, który w niej panował. I kamień, połyskujący nienaturalnie w półmroku.
- Nie we śnie, a przynajmniej… nie w takim normalnym. Wujek Igła zabrał mnie kiedyś ze sobą do Księżycowej Groty i tam rozmawiałem z tatą. Poza tym… - Spojrzał kocurkowi w oczy, jakby szukając tam zrozumienia. - Czuję, że jest obok. 
- Babcia też jest - mruknął kremowy. - Na pewno mnie obserwuje.
Wróbelek uśmiechnął się szeroko.
- Nie mogła być aż tak zła.
Kocurek pokręcił głową i machnął ogonem w geście, który bury odebrał jako “szkoda gadać”. Próbując zmienić temat, zapytał:
- Byłeś w Księżycowej Grocie?
- Yhm. Wtedy, raz - zamilkł, przypominając sobie jej atmosferę. - Robi wrażenie, naprawdę. Przodkowie faktycznie tam są.
Kremowy pokiwał głową, nie mając pomysłu, co odpowiedzieć. Rozmowa chwilowo utknęła w martwym punkcie. Nie na długo jednak. W końcu kocury miały dużo wspólnych tematów… Czy raczej członków rodziny.

*edgy_Wurbel.exe*

Sam nie wiedział, dlaczego tu przyszedł. 
Siedział na kamieniu, lecz radość, która poprzednio mu towarzyszyła, zniknęła. Siedział sam. Nie licząc ciężkich myśli, które nie miały zamiaru poczekać na drugim brzegu.
Wtedy był szczęśliwy. Planował wielkie spotkanie rodzinne, próbował wyobrazić sobie barwny korowód krewnych, opisywany nieśmiałym głosem Mysiego Kroku. Obiecywał, że następnym razem gdy na siebie wpadną, kremowy pozna jego przybrane rodzeństwo.
Nie dotrzymał słowa.
     Zamyślony, nie usłyszał zbliżających się kroków. Podniósł łeb dopiero, gdy jakiś głos wypowiedział jego imię.
- Wróblowe Serce?
Mysi Krok stał na brzegu, po drugiej stronie granicy.
Spojrzał w jego pomarańczowe ślepia.
- Wawrzynek nie żyje.


<Myszku? Przepraszam za gniota xd>

06 września 2020

Od Wróblowego Serca

*po poprzednim zgromadzeniu i rozmowie z Igłą*

Dlaczego ojciec nie powiedział mu prawdy?
Nawet jeśli uznał, że Wróbelek był na to za mały… przecież jakiś czas temu ze sobą rozmawiali! Doskonale pamiętał, jak wujek Igła niespodziewanie zabrał go do Księżycowego Kamienia. Tata… Tak bardzo się wtedy cieszył, że go zobaczył.
Dlaczego mu nie powiedział? Ani on, ani Iglasta Gwiazda?
Nawet nie pamiętał, o czym wtedy rozmawiali. A, Wilcze Serce śmiał się z jego niechęci do Wiśni. Mówił, że to nie o niego powinien się martwić, a o… Szczurka? Coś takiego. Powiedział, że jest z niego dumny, z całej trójki, z całej piątki.
Z ósemki, powinien powiedzieć.
Bury przymknął ślepia. Początkowy szok minął i teraz czuł się po prostu… Zły. Zawiedziony. Oszukany.
Myślał, że zasługuje na prawdę. Ojciec zawsze mu powtarzał, jak ważne jest zaufanie i szczerość.
Świetnie mu poszło. Kodeks też mu wpajał od małego i co?
Było mu przykro. Tak po prostu. Myślał, że kocur naprawdę traktował go jak dorosłego, że mogli sobie całkowicie zaufać i wszystko powiedzieć.
Jakaś część serca podpowiadała mu, że to wszystko dla jego dobra. Że tata bał się jego reakcji, albo tego, że przy okazji dowie się o tym ktoś inny. Sytuacja w klanie nie była najlepsza, a taka informacja…
Ale to i tak cholernie bolało.

Gdy się obudził, miał dziwne wrażenie, że śniło mu się coś ważnego, ale im bardziej starał się sobie to przypomnieć, tym ulotne wrażenia coraz bardziej się rozmywały, aż w końcu po śnie nie został nawet ślad. Wciąż zły, po prostu wzruszył ramionami. Widocznie to nie było aż tak istotne.
Ostatnie Gwiazdy blakły na jaśniejącym niebie.

Musiał się spotkać z Myszkiem.
Krążył przy granicy z Klanem Klifu, wypatrując i nasłuchując. Wiedział, że to głupi plan, ale nie miał lepszego.
Powoli zaczynał tracić cierpliwość. Do tego stopnia, że był gotowy zapytać o kocurka pierwszego Klifiaka, który pojawi się przy rzece.
Co by na to powiedział wujek Igła…
Nie mógł wiedzieć, jak bardzo przypominał teraz swojego ojca.


<Myszku? Takie tam nadrabianie przed zgro xd>