BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księżycowa Łapa x Wełnista Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księżycowa Łapa x Wełnista Łapa. Pokaż wszystkie posty

06 maja 2026

Od Wełnistej Mszycy CD. Księżycowego Odłamka

Sprawnie zmienili temat rozmowy. Wełnista Mszyca musiała przyznać, że od dobrej kwadry była w tyle z tym, co działo się w obozie, w szczególności poza lecznicą, nie licząc stanu zdrowia pacjentów oraz liczby zgonów. Pomysły Baziowej Łapy zdawkowo docierały do jej uszu, jednak Księżycowy Odłamek pomógł albinosce się z nimi zapoznać. Zeszli z głównej ścieżki, zajmując miejsce z boku, nieopodal krzewu.
Mimo że kotka starała się uważnie słuchać tego, co do niej kocur mówił, jej myśli wciąż krążyły wokół jej własnego wyznania sprzed chwili. Nigdy nie sądziła, że byłaby gotowa porzucić ścieżkę medyka, jednak jeśli dzięki temu naprawdę uszczęśliwiłaby srebrzystego przyjaciela, jak i on sam by tego pragnął, byłaby gotowa to uczynić.

~ ~ ~

Zniknął. Tak po prostu zniknął.
Wełnista Mszyca przez dłuższą chwilę stała jak wryta, nie spuszczając spojrzenia z dymnej kocicy, która dzieliła się z pobratymcami informacją dotyczącymi losu Księżycowego Odłamka. Kotka nie wierzyła własnym uszom. Przecisnęła się naprzód, opuszczając bok Skrzydlatej Płomykówki i stając naprzeciw Dryfującego Fluorytu. Miała ochotę nakrzyczeć na wojowniczkę, obarczyć ją winą za to, co spotkało kocura, jednak złość w niczym by nie pomogła. Zacisnęła oczy, starając się wyzbyć się pesymistycznych wizji.
Gdy powróciła do lecznicy, pierwszym, co uczyniła, było złożenie modłów do przodków zamieszkujących Srebrzystą Skórę, aby zapewnili bezpieczeństwo zaginionemu. Miała nadzieję, że jej prośba dosięgnęła gwiazd.

~ ~ ~

Podsłuchała rozmowę ojca z jednym z kotów. Ku zaskoczeniu albinoski, jej ojciec rozmawiał z Skrzypiącym Skrzypem. Szara Skóra nie krył zadowolenia w związku z uprowadzeniem Księżycowego Odłamka przez dwunożnych, doszukując się kary za to, że wyznał miłość medyczce i namieszał jej w głowie. Dziwnie było obserwować ojca dążącego niechęcią Księżyca, gdy za czasów kocięcych Alba z przyjemnością dzielił się w kociarni z ciekawskimi kociętami różnymi informacjami i historiami, w szczególności z małym Księżycem, który był jego głównym słuchaczem informacji na temat jego potomstwa i ich wyjątkowości.
Co jeśli Szara Skóra miał rację? Co jeśli Klan Gwiazdy w jakiś sposób przyczynił się do porwania Księżyca przez dwunożnych? I to tylko dlatego, że Wróżka chciała zadbać o samopoczucie jednostki, a nie o grupę.
Osunęła się na trawę, wierząc w to, że jakoś przyczyniła się do zaginięcia kocura. Skrzypiący Skrzyp drgnął uchem, gdy zrozumiał, że ktoś nieproszony znajduje się w okolicy. Ruchem głowy wskazał na miejsce, gdzie skrywała się Wełnista Mszyca. Razem z Szarą Skórą powoli zbliżyli się w kierunku kryjówki asystentki medyka.
– W–Wróżka? – Zaskoczony van poruszył nerwowo uszami, przenosząc pośpiesznie spojrzenie na ojca albinoski stojącego za nim. – To Wełnista Mszyca...

~ ~ ~
Pora Nowych Liści

Zajmowanie się chorymi, jak dotychczas, jednak większość rzeczy w lecznicy wykonywała automatycznie bez zbędnej radości. Gdy Złota Wydma zajrzała do lecznicy, sprawnie oczyściła łapę kotki i pozbyła się z niej ciała obcego.
– Nie uwierzysz, gdzie go sobie wbiłam… w moim własnym legowisku – podpowiedziała wojowniczka, dostrzegając, że Wełnista Mszyca nie była zainteresowana zgadywanką. – Jestem pewna, że to sprawka jednego z kociąt Brzozy… albo Bursztynu.
– Mhm… – mruknęła Wełna podczas nakładania maści mającej zapobiec rozwojowi infekcji. – Gotowe.
Kolejnymi pacjentami, którymi przyszło albinosce się zająć wraz z Wdzięczną Firletką byli wymiotująca Dryfujący Fluoryt przyprowadzona przez Zawodzące Echo oraz schorowane rodzeństwo w postaci Lodówkowej Łapy oraz Gadożerowej Łapy. Białofutrym zajęła się uczniem osobiście, chcąc spróbować go lepiej poznać. Był podobnie jak Wróżka i jej bracia biały, jednak według ojca kocur był zwyczajnym kotem, w dodatku głupim, skoro przyniósł do obozu zatrutą piszczkę.
– Dziękuję za twoją pomoc w lecznicy – zwróciła się do kocurka po podaniu mu kocimiętki. – Mimo, że było to chwilowe, twoja obecność była pomocna.
– Naprawdę?
– Naprawdę.
Gadożer wydawał się być szczerze zaskoczony, że ktoś go pochwalił. W końcu ostatnio wiele kotów mu dogryzało, bądź łypało złowrogo w związku z domniemaną odpowiedzialnością za otrucie Strzępotkowego Kokonu. Była to prawdziwa tragedia, jednak szukanie winowajcy nie służyło zjednoczeniu klanu, w szczególności po fali zaginięć kotów czy ich śmierci.
– Czy Dryfujący Fluoryt spodziewa się kociąt? – zagaił, kątem oka zerkając na starszą pacjentkę.
– Myślę, że nie. Złe samopoczucie, jak i nudności, nie muszą wskazywać na ciążę. – Na dłużej zatrzymała spojrzenie na kocicy, która spijała powoli wodę z kuli mchu. Na jej głowie znajdował się okład. – Myślę, że czymś się po prostu zatruła i zwlekała z przyjściem do nas.
– Skąd to wiesz? Przecież tylko na nią spojrzałaś!
– Miałam do czynienia z wieloma pacjentami, dzięki czemu czasami zwykłe spojrzenie na chorego pomaga mi w diagnozie.

~ ~ ~

– Ej! Nie jestem przecież tak stary! – burknął Skrzypiący Skrzyp, gdy Wełnista Mszyca zasugerowała mu kilkudniowy odpoczynek. Kocur uskarżał się na bóle stawów. – Jeszcze chwila i zasugerujesz, abym udał się do starszyzny!
– Właściwie… ostatnio zasugerowałam Zawodzącemu Echu, aby rozpatrzył twoją kandydaturę na swojego zastępcę. Króliczej Gwieździe nie pozostało zbyt wiele czasu, a lider musi mieć zastępcę…
– Żartujesz... Powiedz, że żartujesz!
– Co? N-nie... – Buras radośnie otarł się łebkiem o Wełnistą Mszycę. – Skrzypie, s-spokojnie... Zaraz rozniesiesz lecznicę! Byłeś po prostu jednym z kilku kandydatów, których mu zaproponowałam... pamiętaj, że to do Zawodzącego Echo będzie należeć decyzja.
– Kogo jeszcze zaproponowałaś? Niech zgadnę. Oskrzydlonego Ognika lub Śniącego Obserwatora? Dzikiego Berberysa lub Zwiewny Mak? A może kogoś ze starszych... Słodką Dziewannę lub Rudą Lisówka? Nie, on chyba raczej nie mógłby...
– Nie powiem ci, bo zaraz wszystko wszystkim wypaplasz i zrobi się wielkie zamieszanie!
– No, weź nie bądź taka. Powinienem wiedzieć, kto jest moim rywalem.
– Rywa... Pamiętaj, że Zawodzące Echo może nie uważać, że będziesz nadawał się na zastępcę – miauknęła, dostrzegając, że kocur nieco posmutniał. – Ale według mnie nadawałbyś się w sam raz. Jesteś pomocny, miły, stawiasz dobro klanu na pierwszym miejscu, wierzysz w Klan Gwiazdy, jak żaden inny kot... – W jej myślach oprócz Skrzypiącego Skrzypu również pojawił się Mglisty Sen. – właściwie byłbyś dobrym medykiem, ale chyba za poźno na twój trening...
– Nigdy nie jest za późno – zauważył, po czym tym razem spokojnie zbliżył głowę do medyczki i lekko się z nią zetknął czołem – Dzięki.
Po raz pierwszy od dawna uśmiechnęła się, i to tak naprawdę.
Kocur radosnym krokiem opuścił lecznicę, zupełnie zapominając o bólu mięśni. Najwidoczniej najlepszym lekarstwem jest nadzieja.
Po skończeniu pracy, Wełnista Mszyca zajęła się sprzątaniem miejsca pracy. Pozbyła się ziół nienadających się do spożycia i zmiotła kurz ogonem. W trakcie sprzątania kichnęła.
– Czyli to ty mnie zaraziłaś...
Biały Strumień stał w wejściu do lecznicy. Zaraz również i on kichnął na potwierdzenie swoich słów. Kotka zaprosiła brata do zajęcia jednego z wolnych miejsc. Nim udała się na spoczynek, dopilnowała, aby główny przewodnik zażył zioła, jak i podarowała kocurowi "inhalator" domowej roboty mający pomóc mu oddychać podczas snu. Tuż po wyjściu kocura, przed pójściem spać, zdecydowała się również sama zażyć zioła na katar i chrypkę.

Wyleczeni: Złota Wydma, Gadożerowa Łapa, Lodówkowa Łapa, Dryfujący Fluoryt, Skrzypiący Skrzyp, Biały Strumień, Wełnista Mszyca

12 kwietnia 2026

Od Księżycowego Odłamka CD. Wełnistej Mszycy

 ,,(...)czy od naszej ostatniej rozmowy twoje uczucia względem mojej osoby uległy zmianie?" 
Serce gwałtownie spadło mu do żołądka. Czy ona...? Nie, musiał mieć pewność, musiał poczekać na rozwinięcie, bo czy naprawdę mogła się domyślić? A jeśli tak, to od kiedy wie? Już zdołał pogodzić się z rzeczywistością i wykurować z... no, a przynajmniej połowicznie wyzdrowieć z obecnej sytuacji, a mimo to teraz stał przed Wróżką, która postanowiła wznowić temat i sam nie wiedział, jak na to zareagować. Na pewno nie był szczęśliwy, jak już, to prędzej odczuwał strach i dyskomfort, tylko nie wiedział, czy spowodowane jej obecnością, czy samym sobą. Co tak właściwie czuł? Im dłużej jej słuchał i im dłużej wyjaśniała, tym bardziej był pewien, że wcale nie był w błędzie ze swoimi założeniami. 
- Oh - wydobyło się bezwiednie ze srebrnego pyska, gdy ta skończyła. Coś z niego opadło i wsiąknęło w ziemię, zostawiając dziwny spokój i chłód w kościach, jak gdyby po nagłym ataku stresu miał nagle zachorować. Ciężka cisza zaczęła unosić się nad ich głowami, podczas, gdy Księżyc próbował znaleźć jakieś słowa i skleić je w całość. 
- To... znaczy, wiesz... - zamrugał, drgając uszami, w głowie powtarzając i analizując jej słowa, z zaskoczeniem dochodząc do wniosku, że jest w stanie myśleć całkiem trzeźwo. - Nie chcę cię do niczego zmuszać i fajnie by było, gdybyś sama sobie też tego nie robiła - odpowiedział niepewnie, powoli stawiając słowa na cienkiej warstwie lodu z obawy, że ten przy nieodpowiednim nacisku mógłby pęknąć. - Jak by to... to nie jest to, czego bym chciał... chyba. Już sobie to uporządkowałem wszystko, wiesz. Nie musisz nic robić, naprawdę. Jestem w stanie przekształcić swoje emocje, chociaż wymaga to czasu i naprawdę podoba mi się to, co mieliśmy do tej pory. - do tej pory na poziomie platonicznym. Wolałby nie popadać znowu w beznadziejnego krasza, przez którego huśtawka nastrojów nabiera tempa - Więc jeśli już teraz nic takiego nie czujesz i nie jesteś pewna... czy możesz... czy możesz to odpuścić? - spytał, przebierając ze zdenerwowaniem łapami z obawą, że mógł za bardzo wjechać na uczucia Mszycy. Nie miał pojęcia, co się działo w jej głowie, o czym myślała i czy przypadkiem nie ubzdurała sobie, że dla satysfakcji jego osoby po prostu się zgodzi na bycie razem czy coś, a miał wrażenie, że byłaby zdolna do przerysowanego altruizmu. Teraz było dobrze, a on sam oceniał swoje postępowania w ,,kuracji" jako całkiem efektywne i szczerze obawiał się powrotu do poprzedniego stanu. W odpowiedzi dostał głośniejsze pociągnięcie nosem. Czyżby płakała? 
- J-jesteś pewien? To znaczy... - urwała, starając się dobrać jak najodpowiedniejsze słowa. - M-masz rację, Księżycu. - podjęła nagle ciepłym tonem, starając się wyzbyć płaczliwego tonu, który jej wcześniej towarzyszył. - Przepraszam, że wróciłam do tego tematu i to po takim czasie... Odkąd Zawilcowa Korona odszedł chyba nie jestem sobą i nie do końca myślę racjonalnie... - zaśmiała się nerwowo, starając się jakoś rozładować napięcie, wydając się przy tym zadowolona... przynajmniej w pewnym stopniu. Księżycowy Odłamek pewnie również dzieliłby teraz z nią uczucie ulgi, gdyby nie fakt, że wspomniany został Zawilcowa Korona. Wuj nawiedzał nieustannie myśli kronikarza, żyjąc sobie spokojnie w jego głowie rent-free, będąc przy tym jak najgorsza zmora kręcąca się po wiekowym dworze. Najpierw wyszła na jaw jego niezbyt pozytywna, jeśli można to tak nazwać, relacja z masowym mordercą a potem postanowił wraz z bratem i jego chyba partnerką zniknąć bez słowa, nawet nie napomykając o pożegnaniu. Nic. Nie rozumiał tylko, dlaczego Wróżka się tym przejmuje? Z tego co pamiętał, nie mieli jakichś szczególnie zażyłych relacji. 
- Nie musisz przepraszać, wszyscy wiemy, że nigdy nie myślisz racjonalnie - mruknął żartem - Nie powinienem być zaskoczony - westchnął teatralnie, nie chcąc rozmazywać tematu Zawilca po ścianie, kiedy już się na niej pojawił. - Ale wracając, czy... czy możemy o tej sytuacji zapomnieć? Myślę, że tak będzie najlepiej, chociaż, może nie zapomnieć ale... iść jakoś, dalej. - spróbował wytłumaczyć, niemrawo poruszając uszami - Nie chcę, żeby się coś zniszczyło przez jedną, głupią sytuację, naprawdę sobie cenię naszą relację, wiesz... czymkolwiek by ona nie była.
- Dobrze. - miauknęła, sama sobie przytakując. Nie zdecydowała się już ciągnąć ponownie poruszonego przez nią tematu i Księżyc był za to wdzięczny. Zamiast tego, sam zabrał głos. 
- Musisz trochę nadrobić z pomysłami Baziowej Łapy, nie miałem okazji ci wszystkiego przekazać - mruknął lekko, poddając coś, dzięki czemu mogli powoli i płynnie przejść do czegoś, co pomoże im całą sytuację ładnie zaklepać. I jeśli miał być całkowicie szczery, patrzył naprawdę pozytywnie na przyszłość pomysłów Bazi, jak i jego relacji z Wróżką, czymkolwiek by ona nie była. Zwyczajnie cieszył się, że los pozwolił mu zachować miejsce u jej boku. 

<Wróżka?>

10 kwietnia 2026

Od Wełnistej Mszycy CD. Księżycowego Odłamka

Potężny skip, bo czemu nie

Przez dobre kilka tygodni starała się przeanalizować relację łączącą ją i Księżycowy Odłamek. Sama sobie się dziwiła, że wcześniej nie zauważyła zachowania kocura, jasno wskazującego na to, że nie darzy jej jedynie przyjacielskim uczuciem. Z białego pyska raz za razem wychodziło ciche, żałosne westchnięcie. Była wręcz przekonana o tym, że Księżycowy Odłamek spostrzega ją w identyczny sposób jak ona jego. Marszcząc nos, pacnęła łapą naczynko, z którego wysypały się zebrane dla starszyzny zioła. Czując na sobie pytające spojrzenie Wdzięcznej Firletki, nerwowo zastrzygła uszami. Odkąd Zawilcowa Korona odszedł, atmosfera w legowisku medyków była bardziej napięta, a Wełnista Mszyca czuła na sobie jeszcze większą presję, głównie z powodu ojca. Niebieskiemu odpowiadało odejście Zawilcowej Korony. Nie raz wspomniał podczas rozmowy z córką na osobności, że jeszcze chwila i również szylkretka odejdzie, a wtedy albinoska będzie miała władzę absolutną w lecznicy.
To od niej będzie zależało, kogo przyjmie, a komu odmówi podjęcia szkolenia na medyka. To od niej będzie zależało przekazanie wiedzy kolejnemu pokoleniu. To na jej barki spadnie odpowiedzialność za chorych.
Ta wizja ją przerażała. Tak bardzo, że zaczęła prosić przed snem Klan Gwiazdy, aby nim zdecydują się wezwać do siebie Wdzięczną Firletke, zabrali ją, a nie starszą i doświadczoną medyczkę.
Wełnista Mszyca przeniosła spojrzenie na szylkretkę, która zajmowała się właśnie jej bratem, Lotosowym Pąkiem. Kronikarz nadwyrężył swoje struny głosowe w trakcie opowieści historii klanu, a oprócz tego najprawdopodobniej przewiał się podczas polowania.
– Wdzięczna Firletko... możemy później porozmawiać? W cztery oczy? – zaczęła nieśmiało, obawiając się reakcji medyczki. Wolała się z nią podzielić tym, co ją trapiło.
I nieważne, co jej odpowie szylkretowa kocica, koniecznie musiała później porozmawiać z Księżycem.

~ ~ ~

Od ostatniej rozmowy z Księżycowym Odłamkiem mijali się bez słowa, wymieniając ze sobą pojedyncze spojrzenia. Właściwie to Wełnista Mszyca była tą, która zerkała na niebieskiego kocura, gdy mijali się w tunelu bądź w wejściu do obozu. Niebieski za pomocą innych zmysłów niż wzroku wyczuwał jej obecność. Dostrzegała, jak jego sierść lekko się stroszyła, gdy zdawał sobie sprawę, że znajduje się blisko niego, bądź jak porusza nosem i marszczy go, gdy wyczuwał jej zapach.
– Księżycowy Odłamku... – miauknęła, zauważając, że kocur przyspieszył kroku. Odwróciła się, decydując się z nim skonfrontować. Nie chciała, aby przez nieodwzajemnione uczucia ich relacja podupadła. Kochała go, był dla niej cennym towarzyszem i nie mogła pozwolić, aby sytuacja się powtórzyła, jak po śmierci jego matki, gdy zaszył się w samotni i nie dopuszczał do siebie nikogo.
Albinoska długo myślała. Bardzo długo. I doszła do wniosku, że Księżycowy Odłamek naprawdę ją kocha. Prawdziwą ją, a nie wersję, którą starał się wykreować jej ojciec, przypisując jej powiązania z Białym Pawiem. Nie kochał ani nie pogardzał nią z powodu wyglądu. Pokochał ją za to, kim była. Za jej charakter i najprawdopodobniej fakt, że zawsze przy nim była.
Kronikarz próbował się wymknąć, próbując zbyć asystentkę, jednak Wełna zastawiła Księżycowi drogę. Nieśmiało poruszyła temat ich ostatniej rozmowy, dostrzegając, że kocur nie był skory do udzielania odpowiedzi. Kręcił się nerwowo, starając się ją wyminąć, a nawet przypadkowo uderzył ją końcówką ogona w pysk.
Była oszustką, a oszustwo zapoczątkował jej ojciec chwilę po narodzinach trójki kociąt. Na ile mogła, ciągnęła szopkę, jednak z upływem księżyców przestawała wierzyć, że wraz z braćmi była ukochaną przez Gwiazdy. Biały Paw i narodziny kociąt po jego śmierci, które zdobiła biała sierść, były czystym przypadkiem. Szczerze, była pewna, że Gwiezdni Przodkowie gardzili nimi, całą trójkę, rzucając co rusz pod ich łapy kolejne wyzwania, rozczarowania i straty bliskich kotów. W dodatku, fakt, że ignorowali jej prośby o kontakt i jedynie zsyłali te same sny na zgromadzeniu.
Więc skoro została już skazana przez nich na potępienie, to może mogłaby im dać po prostu kolejny powód do nienawidzenia jej?
– Chodzi o to... – urwała. Wzięła haust powietrza, nim kontynuowała. – Księżycowy Odłamku, czy od naszej ostatniej rozmowy twoje uczucia względem mojej osoby uległy zmianie? – zaczęła, nie mając pojęcia, czy kocur dalej skrycie ją kocha. Nie rozmawiała z nim, jednak jego ruch głowy w stronę podłoża dał jej odpowiedź. Nadal coś do niej czuł. Być może mniej niż dotychczas, jednak ciągle żywił do niej jakieś pozytywne uczucie. – Jeśli twoja odpowiedź brzmi tak... to... gdybyś dał mi trochę czasu, myślę, że mogłabym odwzajemnić twoje uczucia. M-myślę, że byłabym w stanie spojrzeć na ciebie w taki sam sposób, w jaki ty na mnie patrzysz czy też właściwie odbierasz. – Nerwowo poruszyła pyszczkiem. – Jesteś dla mnie jednym z ważnych, jak nie najważniejszych, kotów w moim życiu, Księżycu.
Poczuła jakąś ulgę, gdy skończyła mówić, jednak zaraz pojawiły się kolejne niepewności. Naprawdę nie chciała rezygnować z funkcji medyka, w dodatku nie chciała porzucać Wdzięcznej Firletki. Jednak, gdyby miała zostać partnerką Księżyca, to musiałaby porzucić kolejny raz dotychczasowe życie. Na razie wciąż była asystentką, a podczas rozmowy z Firletką jedynie podzieliła się swoimi rozterkami. W końcu skoro Księżyc wyznał jej swoje uczucia, czy raczej naokoło je wyjawił, to myślał o niej jako swojej potencjalnej partnerce?
Nerwowo poruszyła nosem. Nawet nie chciała myśleć o tym, jak zareagowałaby jej ojciec, gdyby się dowiedział. Byłby wściekły i na pewno uznałby, że została opętana przez Duchy Mrocznej Puszczy, skoro w jej głowie zaległy się takie myśli. Dodatkowo Królicza Gwiazda oraz Zawodzące Echo byliby rozczarowani jej decyzją, w końcu zastępca dał jej szansę, a ona ją mogła zaprzepaścić. Dodatkowo mogła przyczynić się do porzucenia wiary w Klan Gwiazdy przez koty, które wierzyły w Srebrzystą Skórę i czciły Białego Pawia, jak i doszukiwały się go w trójce białych kociąt.
Z oczu kotki zaczęły spływać łzy. Z całych sił starała się nie pociągać nosem, aby nie dać po sobie poznać, że płacze.

< lmao Księżyc, daj kosza wełnie, będzie śmiesznie. nonchalant księżyc time, a wełna clown time  albo kg uzna, że approved i dam im błogosławieństwo i zmiana w kodeksie będzie hehe >

Wyleczeni: Lotosowy Pąk

16 lutego 2026

Od Księżycowej Łapy CD. Wełnistej Łapy (Wełnistej Mszycy)

 dawno dawno temu 

Bał się improwizować, w przeciwieństwie do Wróżki. 
Wróżki, która nie tylko miała o wiele więcej odwagi niż on sam, ale również posiadała głos, który zdawać by się mogło, że był w stanie zakończyć najgorsze wojny. Być może było to uczucie podsycone przez jego adorację w jej stronę, jednak nie miało to w tej chwili znaczenia. Kocur, chociaż nie pierwszy raz jej słuchał, wcale nie znudził się jej melodią, a tylko zatapiał głębiej, zawsze czekając na więcej. Była uspokajająca, poruszająca i pozwalająca przemieścić się w śnie do jakiejś wspaniałej krainy. Nie umiał jednak tego opisać słowami, więc gdy ta skończyła, jedynie uśmiechnął się rozmarzony, czekając na werdykt Wędrującego Nieba. 
– Pięknie melodie z twojego serca płyną. A im dłużej, tym bardziej wyraźnej nuty nabierają – pochwalił najpierw – Tylko uważać musisz, gdy schodzisz z wyższego tonu, by głos się nie łamał – Tak, będą nad tym pracować. Nad głosem Księżyca pewnie też by można było popracować gdyby nie to, że śpiewanie publiczne było niemal tak straszne jak wyrok śmierci, nawet, jeśli nie widział osób które go słuchają. I jeśli się zastanowić, to wciąż śpiewanie przed tłumem było lepsze, niż podczas lekcji, na której Wędrujące Niebo się wsłuchiwał i oceniał. Zdecydowanie nie było to dla niego, chociaż miał wrażenie, że zostawał trochę w tyle. 
– Dobrze, następnym razem będzie lepiej – padło z pyska kotki, która jakby szykowała się już na wojnę ze swoim głosem, by go okiełznać do perfekcji. Lekcja została zakończona, jednak nikt za bardzo nie rwał się do wyjścia na zewnątrz. Dostali polecenie, by spytać się, czy ktoś nie potrzebuje pomocy przy typowych uczniowskich obowiązkach, jednak grota wciąż mocno trzymała trójkę uczniów w swoim brzuchu. Lubił ją. Była przestronna, a prócz tego cudownie bawiła się dźwiękiem, gdy nie było w środku zbyt głośno. 
– Grota polubiła twój śpiew – odezwał się w końcu, ruszając lekko uszami – Czasami mam wrażenie, że jej ściany pochłaniają i odbijają melodię, jakby bawiła się kulką mchu. 
– Rzeczywiście! Jakby chciała się przyłączyć... ale sama nie ma pyska, więc musi użyć czyjegoś głosu, żeby zaśpiewać. 
– I wtedy brzmi, jakby śpiewało wiele głosów na raz – mruknął, zastanawiając się przez chwilę, wracając myślami do momentów, w których grota im odpowiadała. 
– Oczywiście. Myślę, że to Klan Gwiazdy odpowiada swoim śpiewem na nasz. W końcu Grota Pamięci jest wysycona energią przodków. – Lotosowa Łapa podzielił się swoim spostrzeżeniem, które w oczach... (uszach?) Księżyca rzeczywiście miało sens. Może nie do końca w to wierzył, ale to też nie tak, że nie wierzył, a chciał, by było prawdą w jakimś stopniu. W końcu brzmiało tak ładnie i romantycznie, dotykając jego duszy w odpowiednich miejscach. 
– Może my teraz im odpowiemy? Im więcej głosów użyjemy, tym więcej przodkowie będą mieć opcji, żeby nam odpowiedzieć. Myślę, że polubią takie zróżnicowanie, każdy lubi w końcu inne brzmienie prawda? – Księżyc kiwnął głową. Brzmiało to dobrze i przyjął myśl z ochotą. Wróżka miała takie dobre pomysły... jak przystało na gwiezdnego posłańca! – Dobrze, to może ja zacznę, a wy się spróbujcie przyłączyć? Wtedy zobaczymy do jakiej tonacji co pasuje! 
,,Ale że teraz?" 
Lotosowa Łapa nie pałał zapałem, ale Księżyc nie mógł zobaczyć wyrazu jego pyska, więc nie bardzo wiedział czy mógł się na nim oprzeć. Co innego z emocjami malującymi się na jego własnym pysku, które były czymś pomiędzy strachem, stresem i kamienną, ofensywną niechęcią. I wtedy zaczęła. Odchrząknęła ,,I raz, i dwa.. i..." 
Po grocie rozszedł się melodyjny głos, który przez moment próbował dopasować jedną, konkretną nutę, do której mogła się przyłączyć dwójka kocurów. Lotosowa Łapa dołączył zaraz później, a Księżyc poczuł szturchnięcie w bok, gdy dostał małego kuksańca na "zachętę" czy też czymś w rodzaju przekazania "rusz dupę".
,,Nie chcę" Przeszło mu przez myśl, jednak po przełknięciu wstydu i wymruczeniu czegoś z gardła, wydał z siebie najbardziej nudne i kartonowe: aaaaaaaaaaaa na jakie było go stać. Zaraz został upomniany. 
Próba synchronizacji trwała chwilę, po której Wróżka postanowiła nieco poprowadzić pozostałą dwójkę, zmieniając nieco nuty i srebrny musiał przyznać, że nie brzmiało to źle i było całkiem zabawne, gdy nie śpiewał sam. Mógł się nawet wczuć! Melodia powoli płynęła po zakamarkach groty, czasem się odbijając i dodając głębi, jednak mimo czystości w utworze, jakiejś źródlanej mocy, brakowało mu czegoś. Może cięższych tonacji? Głębszych? Ich trójka miała bardziej czyste, dźwięczne brzmienie, jednak chętnie posłuchałby czegoś... hm, co poruszyłoby ziemią. 
– Ah, tak, to to! – Wełnista Łapa zdawała się być pochłonięta nowym zajęciem, natomiast Księżyc zaczął myśleć nieco dalej. Nie wszyscy nadawali się do śpiewania, jednak może ktoś miał jakiś ukryty talent którego jeszcze nie odkrył i należało go poszukać? Tylko głupio by było tak podchodzić... losowo... 
– Brakuje czegoś głębszego – wyrzucił z siebie. 
– Głębszego? – Lotosowa Łapa brzmiał jakby był nieco zaintrygowany, wiedząc mniej więcej o co mogło chodzić.
– Coś takiego co by... nadało stabilności? – próbował wytłumaczyć, machając łapami – Bo za bardzo odlatujemy. Nie, żeby było źle, ale czegoś mi brakuje i to chyba takiego kontrastu... wiecie... 
– Może Kukułcze Skrzydło by się nadawał? Jego głos chyba brzmi dobrze. 
– Jesteś pewna, że da radę wydobyć z siebie coś więcej niż starczy gwizd z gardła? – starszy może był potężny i dawał aurę samca alfa, jednak lata świetności miał dawno za sobą. Jeśli poprosić go o dołączenie do prób, to pewnie tylko pogorszyliby jego stan. Tylko kto w takim wypadku został? Na pewno spytają Kołysanka, jednak kocurek również ma bardziej delikatny głos, a Śniak pewnie brzmi jak zdarta płyta. Księżyc co prawda tego nie wiedział, ale tak zgadywał. W dodatku pewnie zasnąłby podczas próby. 
– Jestem pewna, że jeśli kogoś popytamy to znajdziemy kogoś odpowiedniego. A jeśli nie, można zawsze poćwiczyć – pozytywna energia Wełnistej Łapy wypełniła przestrzeń, chociaż bengal nie był aż taki szczęśliwy. Mieli za mało możliwości. 
– Fajnie by było użyć też kotów z innych klanów... I wtedy podczas jakichś ceremonii wiele głosów rozbrzmiałoby w grocie... 
– Księżycu.... to jest genialne! – poczuł, jak jego policzki zostały chwycone z dwóch stron przez dobrze-wiedział-kogo łapy. Był do tego przyzwyczajony, więc teraz czuł się jak chiński pierożek z farszem gotowy do zalepienia. – Jeśli tylko nad tym popracujemy, być może z pomocą Wędrującego Nieba i Obserwującej Salamandry będziemy mogli wprowadzić wspaniałą tradycję do klanu! Być może z ogrodem nie wypaliło, jednak tym razem damy radę, zobaczysz. 

┈◦☽⭒┈𝄪⚪𝄪┈⭒☾◦----

Nie wypaliło. 
Rozkwitająca Szanta odeszła, zostawiając po sobie pustkę. Wełnista Łapa czasem przychodziła, na początku dając mu nieco miejsca, później przychodząc coraz częściej, martwiąc się, przynosząc jedzenie, dzieląc się informacjami. Dowiedział się dzięki temu, że zmieniła swoją rolę na ucznia medyka! Tak, to była rola dla niej, dla gwiezdnego posłańca nic lepszego na chwilę obecną nie było i w normalnej sytuacji byłby szczęśliwy.
Czasem mu śpiewała, czasem po prostu milczała, czasem opowiadała, jednak jej słowa do niego nie docierały. Przestała też mówić podniosłe rzeczy pokroju ,,Rozkwitająca Szanta wciąż z nami jest" gdy na nią nawarczał, odzywając się pierwszy raz od śmierci matki. 

┈◦☽⭒┈𝄪⚪𝄪┈⭒☾◦----

jakoś zaraz przed śmiercią Kołysanka

Stanął przed Wróżką marnie wyglądając, ze skołowanym i zawstydzonym wyrazem pyska, nerwowo przygryzając wnętrze policzka. Było to popołudnie po rozmowie we śnie z Rozkwitającą Szantą a albinoska była pierwszym kotem, którego postanowił odszukać, chociaż to nie jej najbardziej należały się chyba przeprosiny, a Białemu Strumieniowi, jednak do niego... do niego nie chciał jeszcze iść. 
– Hej... – wydobył z siebie, zastanawiając się, czy bardzo głupio wyglądał gdy po takim czasie bycia dla wszystkich zmartwieniem, teraz wychodzi żeby się jak gdyby nigdy nic przywitać. Szczególnie patrząc na to, że była to Wróżka. Wróżka, która przecież była dla niego jednym z najważniejszych kotów i której za nic nie chciał stracić, a którą odpychał przez cały ten czas, jakby była utrapieniem. 
Wełnista Mszyca odłożyła na trawę zioła, które właśnie trzymała w pysku. Nie zdecydowała się odezwać do kocura, zamiast tego nachyliła się do niego i zetknęła się z nim lekko czołem w geście powitania.
– Stęskniłam się za tobą, Księżycowa Łapo – miauknęła, posyłając kocurowi delikatny uśmiech. Skoro niebieski potrzebował samotności, zdecydowała się dać mu przestrzeń. – Cieszę się, że do mnie przyszedłeś. Jak się miewasz? Wszystko w porządku? – spytała, nawet jeśli wiedziała, że kocura coś trapiło. Jego mimika to zdradzała.
– Ja... ten, no. Chciałem przeprosić... – wymamrotał, chociaż nie był pewien, czy ,,przeprosiny" to rzeczywiście było to, po co do niej przyszedł. Dać znać, że stara się wrócić do normalnego życia? Prosić o dalszą pomoc pomimo odtrącenia wszystkich dookoła? – No i... doceniam twoje starania... przez ten czas. – ugniatał nerwowo przestrzeń pod łapami. Nie potrafił nawet wytworzyć jednej, prostej myśli, odczuwając panikę, przez którą chętnie uderzyłby głową o ścianę groty. 
Kotka cofnęła się nieco, dając więcej przestrzeni kocurowi. 
– Przeprosiny przyjęte – miauknęła. – Jak się teraz czujesz? Cieszę się, że zdecydowałeś się do mnie przyjść, ale widzę, że nadal cię coś trapi... Jeśli chciałbyś porozmawiać o Rozkwitającej Szancie lub o tym co czujesz, jak się czujesz z tą sytuacją w związku z jej odejściem, to jestem tutaj i cię wysłucham – zaproponowała rozmowę, sądząc, że zmartwienie widoczne na jego licu dotyczyło wydarzeń z przeszłości. Delikatnie dotknęła łapy kocura, który drgnął nieznacznie przez nagły dotyk, w geście zachęcenia, aby nie dusił swych odczuć. Rozumiała go zbyt dobrze, w końcu sama straciła matkę w młodym wieku.
– Nie trzeba – mówił prawdę. Na razie nie czuł takiej potrzeby a wywlekanie swoich wątów na Klan Gwiazdy zaraz po wyjściu z legowiska, szczególnie patrząc na to, że Wróżka była teraz medykiem nie było odpowiednie w jego mniemaniu. Może później... kiedyś. – Ale dzięki. Chociaż nie wiem, czy Wędrujące Niebo mnie nie wyrzuci ze stanowiska... opuściłem trochę... zajęć – przyznał pół żartem, chociaż w sumie to się nieco martwił. Opuścił wiele lekcji i został w tyle, chociaż społeczeństwo wymagało od niego, by był już dorosły. Wcale się tak nie czuł. I wcale nie interesowało go to, co się dzieje wśród innych kotów. 

<Wełenko?>
[1572 słowa]

[Przyznano 31%]

10 listopada 2025

Od Wełnistej Łapy CD. Księżyca (Księżycowej Łapy)

– Niczym się nie martw, Księżycu, zaraz ci wszystkich przedstawię. – Mówiąc to, wyszła z legowiska, a tuż za nią truchtał Księżyc. 
Wróżka, mrużąc oczka, spojrzała w kierunku okna Skruszonego Drzewa, jednak nie była w stanie nikogo dostrzec. Pozostało jej zapytać się medyków, czy lider jest u siebie. Jeśli nie, trzeba było zapytać pozostałe koty w obozie i pozaglądać do poszczególnych legowisk. 
– Pójdziemy do Skruszonego Drzewa i zapytamy medyków – Skowroni Odłamek, Wdzięczną Firletkę lub twojego wujka – o to, czy lider gdzieś wychodził.
– Dobrze. – Kiwnął ochoczo głową, krocząc u boku białej kotki.
– Dzień dobry... – miauknęła biała, stojąc w wejściu do lecznicy. Pierwszym kotem, którego zobaczyła, był Skowroni Odłamek. 
– Skowroni Odłamku! Razem z Księżycem mamy pewne pytanie, czy też bardziej propozycję, dla lidera i chcieliśmy się dowiedzieć, czy Królicza Gwiazda jest u siebie? – spytała, na co kocur odpowiedział, ku uciesze młodziaków, twierdząco. Podobno tylko rano wychodził i, od tamtej pory, gdy wrócił, przebywał cały czas na górze. 
– Słyszałeś, Księżycu? Mamy szczęście! – miauknęła.
– To teraz gdzie mamy iść? Myślisz, że nie śpi?
–  Nie powinien teraz spać... A jeśli będzie, to przyjedziemy kiedy indziej. – Wzruszyła ramionami. No przecież nie mieli zamiaru go budzić, a przynajmniej nie ona. – Możemy pójść na górę sami, prawda? Kiedy medyk udzielił im zgody, koteczka pomogła Księżycowi przenieść się bliżej schodów. Wytłumaczyła kocurowi, że będą musieli wspiąć się na górę po zakręconych schódkach. Podsunęła swój ogon przed pysk Księżyca, sugerując, aby się jej złapał, a ona będzie prowadzić, aby przypadkiem syn Szanty nie zleciał na sam dół.
Co prawda Księżyc złapał się jej ogona, ale już po pierwszym kroku słychać było głuchy stęk, gdy kociak źle wymierzył i zamiast stanąć na stopniu, uderzył w niego piersią. Musiał chwilę postać, zanim wyczuł, jak daleko musi się wyciągnąć. Wróżka spojrzała na schody, które pozostały im do pokonania, a następnie na Księżyca, wciąż uczepionego jej ogonka. Co prawda kociakowi zaczęło iść sprawniej przemieszczanie się i po tym, gdy Wróżka zaczęła go dodatkowo ostrzegać, kociak mniej razy zderzył się ze schodkiem, jednak koteczka postanowiła zaproponować jeszcze inne rozwiązanie:
– Mogę cię wziąć na grzbiet. Chcesz? – I nim kociak zdążył odpowiedzieć, schyliła się. – Wskakuj.
– Dam radę – mruknął, jakby nadąsany, wymacując łapami kolejny stopień.
– Wiem, że dasz radę, ale mam ochotę ponosić cię, póki jeszcze jesteś ode mnie mniejszy i leciutki jak piórko. To jak? – Uśmiechnęła się. Sama nie raz była noszona czy to przez tatę, czy przez Kozi Przesmyk, lecz sama nigdy nie miała okazji nikogo nosić
– Nie, dzięki – rzekł jakby zbywająco, gramoląc się na schód, chwilę później na nim stając – Śmiesznie by było, gdybyś mnie zaniosła do lidera.
– Myślę, że lider mógłby być zazdrosny o to, że nikt go tak nie wnosi – odpowiedziała krótko, śmiejąc się; wyobraziła sobie scenę, jakby faktycznie wniosła Księżyca na plecach. Lider na pewno wtedy nie wziąłby ich na poważnie, nawet, jeśli sprawniej udałoby im się dostać na górę.
Rozmowy uczennicy i kociaka, w trakcie dotarcia na piętro, zostały przerwane przez jednego ze starszych, Kukułcze Skrzydło, który właśnie schodził w dół.
– A wy dokąd? – zapytał, zaskoczony widokiem młodej uczennicy i kociaka.
– Do lidera. Mamy do niego ważną spra... – miauknął kocurek, by już po chwili szepnąć do Wróżki, czy lider nie stoi przed nimi, na co kotka odparła, że przed nimi znajduje się jeden ze starszych, Kukułcze Skrzydło.
– Wybaczcie, ale Królicza Gwiazda nie ma dzisiaj głowy na "ważne sprawy" kociąt i uczniów. Lepiej przyjdźcie innym razem... Chodźcie ze mną. – Kocur zastawił Wełnistej Łapie i Księżycowi drogę, upewniając się, że nie będą próbowali przemknąć się niepostrzeżenie na górę. Mimo protestów najmłodszego, w końcu wspólnie zeszli po schodach i, za namową kocura, udali się razem do legowiska starszych.
Co prawda nie podzielili się pomysłem z liderem, ale za to w trakcie wymiany mchu, Wełnista Łapa razem z Księżycem opowiedziała Brzęczkowemu Trelowi oraz Szepczącej Pustce o kwiecistej wizji, mając nadzieję, że partner zastępczyni zdecyduję się opowiedzieć jej o ich pomyśle. Być może szylkretka później opowiedziałaby o nim liderowi, o ile przypadłby jej do gustu?
Mimo sielskiej atmosfery, panującej w starszyźnie, podczas której cynamonowa starała się wytulać za wszystkie czasy wnuka, Wełnista Łapa czuła, że coś jest nie tak; słowa oraz zmartwiony pysk burego starszego nie dawał jej spokoju.
– Wszystko w porządku? – spytała kocura, siadając u jego boku – Czy Klan Burzy ma jakieś problemy?
– Och, dziecko. Nie powinnaś sobie zaprzątać swojej małej główki takimi sprawami – rzekł, przybierając na pysku uśmiech. – Nic się nie martw. Klan Burzy nie ma problemów. To nie dlatego nie pozwoliłem wam pójść do lidera. 
Dlaczego miała wrażenie, że kocur ją okłamuje?
– Z-zostaw mnie... Rozczochrałaś mi futerko! – krzyknął Księżyc, odskakując od swojej babki. Na oślep starał się doprowadzić do ładu swoje kocięce futerko, będące niczym puch, sterczące na wszystkie strony.
– Poczekaj. Pomogę ci. – Podeszła do kocurka, wygładzając jego sierść, ciągnącą się przez cały ogon. Lada moment, a dmuchawiec zamieni się w gałęzie wierzby. Nie wiedzieć czemu, ta myśl sprawiła, że mimo radości, poczuła również ucisk w sercu. – Właściwie, twoja babcia bardzo ładnie cię umyła... – miauknęła, starając powstrzymać śmiech, kiedy dołożyła jedno z pasm futra do sterczącego irokeza. Nie miała serca psuć dzieła sztuki stworzonego językiem i łapami Brzęczkowego Trelu.

~~~

Po śmierci Leszczynowej Wiązki, tego samego dnia, podczas którego Księżyc został sklepany przez Dąbka

Zdyszana wpadła do legowiska uczniów, wzrokiem skacząc po śpiących kotach na swych legowiskach. Lotosowa Łapa leżał tuż obok Białej Łapy, a Śniąca Łapa kopał bok Kołysankowej Łapy. Spojrzenie swych fioletowych oczu zatrzymała na rysującym nieopodal nich Księżycowej Łapie, który kreślił patykiem linie po podłożu; jako jedyny z nich nie spał.
W trakcie powrotu do obozu z treningu usłyszała od Koziego Przesmyku, że Księżycowa Łapa został podobno zaatakowany przez wilka czy też dzika. Srebrzysty kocur najwidoczniej ubarwił odrobinę historię; oprócz ubytku sierści, młody uczeń wyglądał identycznie, jak wczorajszego dnia – nic nie wskazywało na to, aby faktycznie przeżył atak większego od siebie zwierzęcia. Księżycowa Łapa, zdając sobie sprawę z czyjejś obecności, przestał rysować i próbował odwrócić pysk w jej stronę; niestety, spojrzał w przeciwnym kierunku, niż znajdowała się kotka. Dopiero, gdy koteczka zaczęła cichutko chlipać i znalazła się wystarczająco blisko niebieskiego, jak i bez uprzedzenia wsadziła swój pysk w jego futro, kocur "spojrzał" w jej kierunku, starając ją się od siebie odepchnąć. Mimo łez, którymi wybudziła pozostałych mieszkańców legowiska uczniów, Wełnista Łapa czuła przeogromną ulgę, że jej małemu "braciszkowi" nic nie jest. Kozi Przesmyk niepotrzebnie ją nastraszył, mówiąc, że kocurek udał się do lecznicy.
Myśl, że mogłaby stracić jeszcze kogoś bliskiego, jak mamę, bardzo ją przerażała. Nie chciała oddawać Srebrzystej Skórze już ani jednego kota, który był dla niej ważny. Przynajmniej nie teraz.

~~~

Po ataku na Przeplatkowy Wianek

Mimo ostatnich wydarzeń, mających miejsce w klanie, Wełnista Łapa starała się normalnie żyć. Co prawda rano przed treningami często doskwierały jej nudności, gdy przypominała sobie chociażby pysk lisa, który ją ugryzł, bądź wizja śmierci mentorki ją nękała. Nadal ciężko było jej pojąć, dlaczego Norniczy Ślad i Chomik próbowały zaszkodzić Przeplatkowemu Wiankowi. Czy chciała usprawiedliwić ich zachowanie? Nie. Chciała zrozumieć, co kierowało kocicami, gdy zdecydowały się zadać jej mentorce ból; fizyczny i psychiczny.
Rozmasowując białą mordkę, zerknęła jednym otwartym okiem na Księżycową Łapę, którego grzbiet powoli unosił się i opadał. Jeśli dobrze pamiętała, dzisiejszego dnia Wędrujące Niebo miał udzielać całej trójce uczniów lekcji śpiewu. Może, gdyby Wełnista Łapa poprosiła Oskrzydlonego Ognika, kocur zechciałby towarzyszyć jej podczas lekcji? Może udałoby jej się go nawet zachęcić do wzięcia udziału w niej? A jeśli nie on, to może Skrzypiący Skrzyp zechciałby posłuchać jej śpiewu?

~~~

Białe rodzeństwo oraz Księżycowa Łapa na przemian ćwiczyli śpiew, a Wędrujące Niebo po wysłuchaniu ich partii zwracał im uwagę, wypunktowując to, co powinni poprawić. Wełnista Łapa zdecydowała się na improwizację i spróbowała podzielić się z kocurami poprzez śpiew tym, co ostatnio wydarzyło się w klanie. Mimo, że śpiewem streszczającymi historie zajmowali się kronikarze, szkolący się na poetów, Wędrujące Niebo w ciszy przysłuchiwał się albinosce, delikatnie kołysząc głową. To on odkrył jej talent jako pierwszy, gdy jako mały kociak cichutko śpiewała kołysanki, a jednak nie zdecydował się wziąć jej na oficjalną uczennicę. Mimo początkowego smutku była teraz wdzięczna pointowi za to. Gdyby szkoliła się na kronikarza, nie rozwinęłaby aż tak bardzo umiejętności walki i polowania, które zyskała dzięki Przeplatce. Być może, gdyby szkoliła się na kronikarza, nadal nie potrafiłaby przełamać się i zapolować na królika, decydując rozwijać się tylko artystycznie.
Gdy skończyła śpiewać, przymknęła oczy i wzięła głęboki wdech. Nadal czekało ją sporo pracy nad brzmieniem i barwą swojego głosu, jednak była z siebie zadowolona. Spojrzała w kierunku brata, który wyglądał na poruszonego pieśnią płynąca prosto z serca kotki. Przeniosła spojrzenie na "mentora" i jego drugiego ucznia.

<Księżycu? Chór time>

19 października 2025

Od Księżyca CD. Wróżki (Wełnistej Łapy)

dawno

– Chciałbym powąchać – stwierdził, zabierając się za pojedyncze pasma na ogonie kotki. – Twój tata mógłby takiego kwiatka przynieść?
– Chyba... mógłby? Spytam się go później i dam znać, co odpowiedział.
– I wtedy może wziąłby trochę więcej i byśmy sobie powkładali w futro. Na pewno w twoim ogonie się zmieści ich dużo. - zauważył, w głowie odtwarzając puchatą gęstość jasnej kity. Mógłby przysiąc, że w tym ogonie zmieściłby się cały kot. 
– Fajnie jakby udało mu się zdobyć jej nasiona i przynieść do obozu. Moglibyśmy ją zasadzić i się nią opiekować, a później wspólnie obserwować jak rozkwita. – rzuciła rozmarzona.
– I wtedy mielibyśmy całą armię ładnych kwiatków. Taki tajemniczy ogród! I tylko ci co będą mieli hasło będą mogli wejść. - dodał, zadowolony z pomysłu. Fajnie było mieć coś fajnego do czego tylko niektórzy by mieli dostęp. 
– Tajemniczy ogród... Księżycu! Jesteś geniuszem! – mówiąc to,  pochwyciła kocurka za poliki, chyba drugi raz w ciągu dzisiejszego dnia. Jednak tym razem pozostawiła na nim kolorowe odciski swych małych łapek. – Powinieneś podzielić się swoją wizją z Króliczą Gwiazdą. Myślę, że taki ogród poprawiłby mu humor.
Pomimo, że go chwycono, łapami wciąż próbował wykonać swoją malarską pracę, szukając miejsca w którym skończył, mimo, że kotka przez nagły ruch ciała zmieniła położenie swojego ogona. Sięgnął po niego, wyciągając jedną łapę. 
– Myślisz, że Królicza Gwiazda zgodziłby się żebyśmy mieli wielki ogród z kwiatkami na hasło? Ale chyba nie możemy tak po prostu do niego podejść...
– Czemu nie? – spytała zaskoczona – Przecież jesteśmy członkami Klanu Burzy, a on liderem. A dobry lider słucha głosu swojego ludu i ich pomysłów. Myślę, że ucieszyłby się na myśl, że chcemy sprawić, aby obóz wyglądał jeszcze ładniej.  A czy by się zgodził... – podjęła wahając się nad odpowiedzią –  Nie przekonamy się póki nie zapytamy!
– Mogę pójść... ale jeśli ty pójdziesz. – mruknął. Nie miał zamiaru iść nigdzie sam. To coś na zasadzie ja pukam ty mówisz. No i o ile wizja ogrodu była fajna i przekonująca, to nie na tyle, żeby chyba ryzykować pójście do lidera. Fajnie było pomarzyć i jeśli miał być szczery, taka wizja w głowie w zupełności mu wystarczała, dlatego też trochę był zdziwiony, gdy Wróżka rzeczywiście zaproponowała wcielenie tego w życie. 
– Oczywiście. – zgodziła się towarzyszyć Księżycowi. 
– A kiedy idziemy? – korzystając z okazji, zaczął malować przednie łapy kotki.
– Może jutro? – zaproponowała– Chyba, że przed pójściem spać się i myciu złożymy mu dzisiaj wizytę... – przekrzywiła główkę – Nim sam pójdzie spać.
– A nie będzie wtedy bardziej zmęczony...? Ja też bym był gdyby do mnie przed spaniem ktoś przyszedł... i byłbym zły. A chyba nie chcę żeby lider był zły...
– Tylko już dzisiaj mógłby śnić o naszej propozycji... Nie musiałby dawać odpowiedzi od razu. Ale dobrze, masz rację. Lepiej jutro do niego pójdźmy.
– Skończyłem! – ogłosił po chwili i po kiwnięciu głową kilka razy na słowa Wróżki. – Wygląda dobrze?
– Jeśli taką miałeś wizję, to tak. – powiedziała. 
– To co, teraz ściana? – nie wiadomo z czyjego pyska padło to pytanie, jednak zaraz po tym, gdy Szanta odkryła co zmalowały kocięta, w kociarni dało się słyszeć głośne "wy nicponie". Księżyc niestety wcale nie poczuł się źle z powodu umalowania siebie i innych i gdyby mógł, najpewniej wyżyłby się jeszcze na tej ścianie. W końcu komu to przeszkadza? Chciałby pozostawić coś po sobie w żłobku. 

┈◦☽⭒┈𝄪⚪𝄪┈⭒☾◦---

Wciąż tkwił w żłobku, natomiast starszy miot dawno został mianowany na wojowników, przez co plan odwiedzenia Króliczej Gwiazdy spadł nieco na dalszy margines. Na początku nie poczuł samotności, jednak już po jakimś dniu, może dwóch doszło do niego, że smutno mu jest bez pawich dzieci w żłobku. Niby Wróżka ich odwiedzała czasem, jednak nie było to to samo. Czegoś jakby brakowało... Pewnego więc dnia, przypominając sobie o pomyśle (o którym swoją drogą, sam zapomniał), powiedział mamie, że idzie do Wróżki, gdy tylko ją usłyszał z wyjścia do żłobka i zaraz podreptał w jej kierunku, starając się nie zgubić jej zapachu ani dźwięku kroków wśród buszu stworzonego z innych kotów. 
– Wróżka? – czyjaś głowa wyłoniła się zza ściany – Masz czas? Kiedy idziemy do Królika? – spytał nieśmiało, czując jak jakiś starszy kot przechodzi nad jego głową. 
– Witaj Księżycu – przywitała się z kocurkiem, obdarowując malca uśmiechem – Tak, mam czas. – powiedziała zgodnie z prawdą. – Dobrze, że mi przypomniałeś. Przez ceremonie i trening całkowicie zapomniałam o pójściu razem z tobą do Króliczej Gwiazdy. Wybacz... – mówiąc to podniosła się i podeszła do Księżyca, gotowa do pójścia z nim nawet w tej chwili do lidera z nadzieją, że go zastaną.
– Spoko. A gdzie jest lider?
– Powinien być w Skruszonym Drzewie. Chyba, że postanowił odwiedzić starszych albo spędzić czas ze swoim synem lub bratem. Jeśli to drugie, to pewnie minie trochę czasu nim go znajdziemy.
– Możemy spytać, na pewno ktoś go widział – zaproponował z uśmiechem i nowym optymizmem. – Ale nie wiem kto jest kim więc...

<Wróżka?>

07 października 2025

Od Wróżki (Wełnistej Łapy) CD. Księżyca (Księżycowej Łapy)

Zdając sobie sprawę, że kocurek będzie miał problem z rozpoznawaniem odcieni kwiatów oraz barwników, czym prędzej zdecydowała mu się pomóc. W przeciwieństwie do Księżyca Śniątko i Kołysanek byli w stanie sobie sami poradzić, jednak gdyby trzeba było im również pomóc, Wróżka z przyjemnością by to uczyniła.
— Tutaj są niebieskie kwiatki — mówiąc to, złapała kocurka za łapkę, by przełożyć ją nad kwiaty, których poszukiwał — Może spróbuj po zapachu. Te, które mają mocniejszy, bardziej intensywny zapach, są pomarańczowe, a te mające taki delikatny zapach są niebieskie – tłumaczyła, w międzyczasie przyglądając się pozostałym dwóm kocurkom. Śniątko, jak przystało na Śniątko, zwinął się w kłębek, pozwalając bratu szturchać łapką naczynie z liśćmi, które wypełnili wodą.
— Ooo, rozumiem — Podjął Księżyc i przyłożył nos do roślinek — Inaczej pachną — zgodził się — Ale jednocześnie pachną bardzo podobnie. W-wiesz, jak siano.
Parę uderzeń zeszło kociętom na przygotowaniu barwników. Wróżka nie chcąc się zawczasu niepotrzebnie wybrudzić, zdecydowała się na użycie patyka zamiast łapy, by już chwilę później składniki przyniesione z Groty Pamięci oraz legowiska medyków zamieniły się w najprawdziwsze barwniki. Wędrujące Niebo mógł dać im gotowce, jednak być może zechciał, aby kocięta miały frajdę z tworzenia ich samemu.
— Hmmm... Może do niebieskiego barwnika dodamy kamyk? — zaproponowała, zdając sobie sprawę, że po wymieszaniu substancji zapach roślin stał się jeszcze trudniejszy do rozróżnienia dla Księżyca. — Wtedy jak zamoczysz w naczyniu łapkę i poczujesz przedmiot, będziesz wiedział, w jakim jest kolorze. Czerwony zostawimy pusty. Przed brązowym położę patyczek... Hm. Jeszcze przydałoby się jedno naczynie z czystą wodą, żebyśmy mogli umyć łap... — Tłumaczyła kociakom, gdy poczuła coś mokrego na swojej sierści. Przeniosła spojrzenie na swój bark, do którego Księżyc dociskał prawą łapkę, by już po chwili zostawić kolorowy odcisk na śnieżnobiałej sierści koteczki.
— Ok — Mina kociaka w pewnym sensie zdradzała, że nie do końca wszystko zapamiętał. Możliwe, że już część informacji wyciekała z jego głowy. — I jak? Widać coś?
W oczach Wróżki pojawił się strach. Miała nadzieję, że tata nie zdecyduje się na odwiedziny w kociarni właśnie w tej chwili. Byłby zły, że zamiast opowiadać kociętom o Klanie Gwiazdy, zdecydowała się na tak głupią zabawę. Oczywiście zdaniem ojca; w końcu każda zabawa była głupia, jeśli trzeba było się przy niej ubrudzić czy bardziej wysilić.
— W-widać... — wykrztusiła, nie odrywając spojrzenia od wejścia. Miała nadzieję, że tata wraz ze swoją mentorką był poza obozem.
— To teraz ty mi dobra? — spytał, chociaż zaraz potem przeszło mu coś przez myśl — Albo ja ci będę malował ogon, a ty mój ogon.
Nie zdążyła odpowiedzieć, a małe łapki Księżyca dotknęły jej białego ogonka, który przybrał rdzawej barwy. Wzięła głęboki oddech. Ukradkiem zerknęła na leżącą na posłaniu matkę, która dostrzegając spojrzenie córki i ruch łapą wskazujący na odciśniętą opuszkę, jedynie dała jej znać, aby się dobrze bawiła. Przez chwilę się wahała, jednak upewniając się, że mama nie zmieni zdania w ciągu kilku uderzeń serca, ponownie skupiła spojrzenie na niebieskim kocurku trzymającego jej kitę.
— Wolisz czerwony czy brązowy? — spytała, maczając ostrożnie łapkę w barwniku.
— Nie wiem — przyznał. — A ty jakie chcesz? Tylko musisz mi pokazać łapą...
— Hmmm... — zamyśliła się, rozważając jaki kolor pasowałby do rdzawego pasma farby zdobiący jej ogonek. – Może niebieski? Jest tutaj. – pomogła kocurowi zlokalizować naczynie z barwnikiem.
Z zadowoleniem zamoczył łapkę w naczyniu. Nie miał pojęcia ile to dużo a ile to mało, w dodatku nie widział, ile śladu barwnik zostawia na ogonie, ale nie było to teraz najważniejsze. Przyklepał najpierw ogon kotki jedną łapą, żeby zrobić sobie "płaskie" miejsce na malowanie, drugą łapą robiąc szlaczki. Natomiast Wróżka, idąc za niemą radą matki, dobrze się bawiła. Miała nadzieję, że po zabawie mama pomoże jej pozbyć się barwników z futerka. Nie chciała, aby z nią zostały na zawsze. W ciszy przyglądała się, jak Księżyc tworzy na jej ogonku, służącemu jako płótno, esy-floresy. W końcu sama zdecydowała się odcisnąć opuszki na ogonie kocurka, z zamiarem stworzenia łąki kwiatów.
— Co robisz? — spytał, zaciekawiony co będzie miał na ogonie, podczas gdy sam, z końcówką języka na wierzchu, świadczącą o najwyższym skupieniu, robił kolejnych kilka plam i kropek i zawijasów... kierował się wewnętrzną inspiracją!
— Próbuję odwzorować łąkę, która znajduję się poza obozem... Podobno najładniejsza jest porą zielonych liści, a do niej jeszcze trochę czasu! — miauknęła, zadowolona ze swojego dzieła. — Twoja mama lubi kwiaty... — zauważyła. — Wiesz, jaki jest jej ulubiony?
— Nie — przyznał, kręcąc głową — A ty lubisz?
— Lubię. Konwalie... Maki... Stokrotki... — wymieniała. — Niezapominajki. Lubię wszystkie kwiaty. Tak mi się wydaję. — Być może za sprawą jej kwiatowego imienia oznaczającego egzotyczną roślinę pokochała roślinki. — W przyszłości chciałabym zobaczyć Królową Jednej Nocy. Podobno ten kwiat sprawił, że moi rodzice się w sobie zakochali i postanowili mieć kociaki. A przynajmniej tak tata mówił, jak poprosiłam go o opowieść o tym, jak się poznał z mamą.
— Brzmi ładnie — przyznał, zaintrygowany. Podobało mu się brzmienie nazwy kwiatu. — A czemu tylko jednej? I czemu nocy? Kwiatki mi się kojarzą raczej z ciepłem i jasnością...
— Królowa Jednej Nocy rozkwita dokładnie tylko na jedną noc, a potem bardzo szybko więdnie i usycha. Różni się od kwiatów rosnących na łące — wytłumaczyła. — Dlatego jest królową jednej nocy. Bo można cieszyć nią swoje oczy i nos przez krótki czas. Tata mówił, że jej kwiaty są bardzo duże, wręcz spektakularne i podobno bardzo ładnie pachną.

<Księżycu?>

29 września 2025

Od Księżyca do Wróżki (Wełnistej Łapy)


Odsunął się nieco, chichocząc i odganiając dziwną, łaskoczącą rzecz łapką.
– Pffft, hihi, ha! Zostaw – prychnął, machając łapą – Nie mogę zobaczyć nic czołem.
W odpowiedzi usłyszał chichot, jednak łaskotania zaprzestano, a kotka zdawała się usiąść na przeciwko niego. Kocurek wyciągnął łapkę, zgadując, że piórko zostało położone gdzieś w pobliżu i wcale się nie mylił. Już po chwili w jego łapie wylądowało drobne pierze. 
– Piórko – stwierdził po chwili, gdy już się uspokoił i mógł spokojnie wybadać łapami co miał przed sobą. Nie było to trudne, teksturę i kształt miało łatwe do rozpoznania.
– Łabędzie piórko – doprecyzowała. – Czy coś ci przypomina w dotyku? – dopytała.
– Futro...? – zastanowił się przez chwilę, dopiero po chwili odpowiadając – Gładkie futro.
– Podobne jak futerko Lotosa i Białego. – potarła łapką pysk, czego widzieć nie mógł, a jedynie usłyszał jakieś lekkie... "szuranie"? 
– A twoje nie? – zdziwił się lekko. Z tego co wiedział, cała trójka rodzeństwa była bardzo do siebie podobna. Racja, mieli inne rysy pyska i inaczej pachnieli i chodzili, jednak wciąż byli podobni... a dla osób które mogły korzystać z oczu, zdawały się czasem niemal jednakowe. 
– Moje jest bardziej puchate, nie uważasz? Bliżej mu chyba do... Nie wiem czego.
– Ale przecież są jeszcze puchate piórka – zauważył – Na przykład taki puch co jest w legowiskach. No i też jesteś bardziej fajna jak piórko więc też można porównać – próbował jakoś wypowiedzieć swoje myśli, chociaż niezbyt mu szło. No i był jeszcze puch z królika i puch z ostu, więc było naprawdę miłych w dotyku rzeczy! Nagle poczuł, jak jego pyszczek został uchwycony w dwie cudze łapki, należące najpewniej do Wróżki, która pogniotła mu lekko policzki. 
– Ty za to przypominasz dmuchawiec. Myślę, że gdyby mama nie nazwała cię Księżyc to nazywałbyś się właśnie tak.
– Naprawdę? – przekrzywił nieco główkę na bok, opierając się bardziej na jednej z trzymających go łap – A dmuchawce są fajne?
– Tak. Są śliczne. Są taką kulką małą, która pomaga w spełnianiu życzeń.  Wystarczy w nie dmuchnąć i nasze marzenia się spełnią. – tłumaczyła – Tylko trzeba poczekać na odpowiednią porę, aż pojawią się na polanach.
– Czy jak się we mnie dmuchnie, to też spełnię życzenie? – spytał, trochę żartem. Nie był fanem wizji w której wszyscy na niego dmuchają.
– Możemy sprawdzić. – zaproponowała, uwalniając jego pysk z puchatej klatki.
– Ok, to dmuchaj – ścisnął mocno oczy i się nieco skurczył, czekając na wielki podmuch który miał nastąpić, jakby miał być siły i rozmiaru co najmniej małego huraganu, chociaż w rzeczywistości dmuchnięty został jedynie w pysk. 
– Już. – oznajmiła.
Otworzył ślepia (nic to nie dało) które zamknął w obawie przed podrażnieniem. 
– I co, dzieje się coś już?
– Nie. – pokręciła łebkiem - Moje życzenie wymaga trochę czasu.
– Ale to nie sprawdzimy, czy rzeczywiście spełniam życzenia – zauważył nieco zgaszony. Ale może to i lepiej, nikt nie będzie na niego dmuchać bo nie będą mieli dowodu czy działa czy nie. Ale chciałby, wciąż chciałby wiedzieć czy umiałby spełniać życzenia. 
– Sprawdzimy, sprawdzimy. – starała się podnieś kocię na duchu – Nie będziemy musieli zbyt długo czekać. – miauknęła tajemniczo, nie decydując się wyjawić, jakie było jej życzenie. W tym jednak momencie usłyszeli czyjś głos i Wróżka zajęła się tłumaczeniem po co przyszli do Wędrującego Nieba, a już po chwili byli zaopatrzeni w kilka ciekawych rzeczy. 

┈◦☽⭒┈𝄪⚪𝄪┈⭒☾◦---

Ciężko mu było trzymać się ogona Wróżki i jednocześnie nieść w pysku kilka ususzonych roślinek, w taki sposób, by nie zabarwić nimi z pomocą śliny puchatej białej kity. Z początku chciał iść samodzielnie, by odciążyć nieco kotkę, jednak szybko przekonał się, że chodzenie po nieznanym terenie nie należy do najłatwiejszych, przez co kotka nie dość, że musiała nieść większość rzeczy, to jeszcze trzeba było zaciągnąć Wędrujące Niebo do pozostawienia kilku rzeczy przed wejściem do żłobka. 
– Mamy barwniki! –  zawołał kocurek, wypluwając z pyska kilka łodyżek z zasuszonymi, niebieskimi kwiatami. –  Ale tszeba je zrobić...
– Trzeba przynieść wody... I przydałoby się kilka kawałków kory do mieszania... I jeszcze... – miauknęła kotka, obserwując przyniesione rzeczy. Jako, że Wędrujący jej powiedział co mają zrobić, aby uzyskać barwniki, zaczęła rozstawiać przedmioty, które starszy zostawił w wejściu do kociarni. Jako najstarsza z grupy, rozdzieliła zadania między kocurkami, którzy po przyniesieniu jej reszty potrzebnych rzeczy wspólnie zaczęli przygotowywać kolorową ciecz.
– Gdzie są niebieskie kwiatki...? – wymamrotał niebieski, próbując łapą wymacać rośliny które miał przed sobą i je jakoś rozpoznać po teksturze – Jakie są jakie.... 

<Wróżka?>

23 września 2025

Od Wróżki (Wełnistej Łapy) CD. Księżyca

– Chodźmy po twoich braci. – skinęła łebkiem w kierunku rodzeństwa Księżyca, czego oczywiście niebieski kociak nie spostrzegł, by już chwilę później znaleźć się przy srebrzystym rudym i srebrzystym czarnym kocurku, z propozycją wspólnej zabawy. – [...] Oczywiście, jeśli nie macie nic przeciwko temu, żebym się z wami bawiła... – dodała, nie chcąc się młodszym mieszkańcom kociarni narzucać. Bo może kocurki wolały się bawić we własnym, męskim gronie? A taki rodzynek, w postaci starszej koteczki, mógł im przeszkodzić w zabawie.
— Mogę odstąpić swoje miejsce w zabawie! — powiedział od razu Śniątko, niemal się nie zastanawiając.
— A w co będziemy się bawić?
– Może na początek w tego berka? – zaproponowała, przenosząc spojrzenie ze Śniątka na Księżyca. – Albo... mogę iść zapytać kronikarzy, czy nie daliby nam trochę barwników, a medyków o niepotrzebne zioła, które mają zamiar wyrzucić. Moglibyśmy wtedy ozdobić kociarnie kwiatami i wzorzystymi malunkami. Wasza mama nie powinna mieć nic przeciwko... – Zamyśliła się, zdając sobie sprawę, że Wieczna Królowa miała na tę chwilę najwięcej do gadania w związku z wyglądem kociarni. – Nie musiałbyś wtedy odstępować mi swojego miejsca, Śniątku! – Uśmiechnęła się do srebrzysto-czarnego kocurka, mając nadzieję, że dzięki temu wspólnie w czwórkę będą mogli spędzić trochę czasu. Może nawet Białego i Lotosa uda się zaprosić do wspólnej zabawy?
— Oh... myślę, że... Fi-Filretka, pani medyczka, by coś może miała z kwiatków... możemy się spytać... — Zaproponował nieco nieśmiało.
– W takim razie ja pójdę zapytać Wędrującego Nieba – oznajmiła. W końcu była najstarsza z grupy. Poza tym, jeśli jej wzrok nie mylił, point jakiś czas temu kręcił się po obozie.
– To idź.
Wróżka ruszyła w kierunku wyjścia, zatrzymując się w nim. Ostrożnie wystawiła łebek, chcąc się upewnić, czy poszukiwany kocur nie znajduje się w zasięgu ich wzroku. Wtedy wystarczyłoby go zawołać.
— A, czekaj! — zawołał za nią, a gdy ta się zatrzymała, wpadł z rozpędem w jej puchaty ogon, szybko tracąc równowagę podczas cofania się w tył. — Idę z tobą, okej? Kołysanek pyta mamy, czy pójdzie z nim do medyków, a Śniak poszedł się położyć...
– Okej! – odparła ciepło, mając nadzieję, że gdy powrócą, Śniątko, zwany "Śniakiem" przez brata, będzie skory do zabawy. – Trzymaj się blisko mnie. Albo złap się mojego ogona.
Księżyc złapał ząbkami za koniec puchatej białej kity, po czym wymamrotał gotowość.
— Jusz.
I ruszyli poza kociarnię. Udało jej się dość sprawnie przemknąć między kociarnią, a legowiskiem starzyzny, w którym usłyszała głos kronikarza. To tam się udał! Słońce nie zdążyło wyrządzić jej krzywdy, gdy wystawiła na kilka uderzeń serca swoje ciałko na działanie promieni słonecznych. Grzecznie się przywitała ze starszymi kotami i wyjaśniła Wędrującemu w jakiej sprawie do niego przychodzi, by już chwilę później skierować się razem z nim i Księżycem w kierunku Groty Pamięci, kryjąc się w jego cieniu.
Kiedy dotarli do groty, Wróżka z całego serca żałowała, że Księżyc nie może zobaczyć na własne oczka tego miejsca. I raczej nigdy nie będzie w stanie zobaczyć. Położyła po sobie uszka, przyglądając się w ciszy Czuwającej Salamandrze, która tworzyła kolejny z rysunków zdobiących ścianę. W momencie, w którym Wróżka zbliżyła się do niej wraz z Księżycem, który nadal był uczepiony jej ogona, szylkretka machnęła w jej stronę łapą. Odganiała w ich, w obawie, że zniszczą jej dzieło sztuki.
– Chodź Księżycu, poczekamy na Wędrujące Niebo i barwniki w Łapkowie – zaproponowała, prowadząc młodszego kolegę do kocięcego raju. Ach, mogła przecież zaproponować pozostałym kociakom udanie się do Łapkowa, gdy zastanawiali się w co mogą się bawić! No trudno, najwyżej następnym razem wspólnie się do niego wybiorą. – Puść mój ogon – poprosiła. Zbliżyła się do basenu pełnego pierza i pochwyciła w pyszczek jedno z piórek. Księżyc poruszał uszkami na każdy dźwięk i widać było, jak stara się zarejestrować każdy zapach, który wypełniało pomieszczenie. Wróżka miała zamiar zabrać go na ścieżkę sensoryczną, lecz najpierw... – Zgadnij, co to jest – wymamrotała, po czym posmyrała kociaka łabędzim pierzem po czole i nosku

<Ksieżycu? Uznałam, że trzeba dodać bardziej szczegółowy pobyt w grocie, bo żal nie udać się do łapkowa, gdy jest na wyciągnięcie małych łapek i pobuszować w tych wspaniałych tworach, które bawią i uczą kociaki, gdy Niebo będzie będzie przygotowywał rzeczy do zabrania. A tobie się przyda już zawczasu poznać te miejsca hihi, czy to spoiler, chyba nie, raczej każdy już to wie, gdzie niebieski szkrab wyląduje w przyszłości XD>

18 września 2025

Od Księżyca do Wróżki (Wełnistej Łapy)


Gdy Rozkwitająca Szanta urodziła kocięta, Wróżka, jak się okazało była jedną z pierwszych kotów nie należącej do rodziny kocicy, która przyszła odwiedzić nowych członków Klanu Burzy. 
– Jak mają na imię? – spytała się Wiecznej Królowej, nachylając się do jednego z kociąt, który uniósł w jej kierunku pyszczek – Ten, który śpi zwinięty w kłębek nazywa się Śniątko. Ten rudy, nazywa się Kołysanek. A ten, na którego spoglądasz nazywa się Księżyc... 
– Księżyc... pasuje mu! – miauknęła, zniżając mordkę w kierunku małego ślepego oseska, by chwilę później dotknąć się z nim delikatnie noskiem, tuż po tym jak powiedziała do niego: – Witaj na świecie Księżycu. Nazywam się Wróżka. Zostaniemy przyjaciółmi? 
– So...? – Kocię zmrużyło ślepia wyglądając przy tym jak obeschnięty ogórek, patrząc na rozmazany świat i jeden biały pyszczek przed nim. Nie miał pojęcia o czym kotka mówi, był to tylko jakiś dźwięk, na który odpowiedział mlaśnięciem. Nie miał w ogóle pojęcia, że być może właśnie zyskał pierwszego przyjaciela. 

┈◦☽⭒┈𝄪⚪𝄪┈⭒☾◦---

Wróżka, mimo, że była niewiele starsza od synów Rozkwitającej Szanty, opiekowała się nimi niczym najprawdziwsza mamka, pilnując, aby żadne z nich nie zrobiło sobie krzywdy podczas zabaw. Tak było również w tym momencie, kiedy to ruszyła z pomocą niebieskiemu kocurkowi, którego oczka były zamglone i w tejże chwili leżał plackiem na podłożu. 
– Ostrożne Księżycu... – mówiąc to nachyliła się, aby pomóc kocurkowi się podnieść z ziemi. Otrzepała jego futerko z grudek ziemi.
Stał tak, dając się otrzepywać. Nie, żeby bardzo potrzebował, to było bez sensu, musiał przecież dogonić resztę. Z resztą, czego nie widział, tego nie było, prosta logika. Nie widział niewidzialnego brudu na swoim futrze, więc czemu miałby sobie tym zawracać głowę? 
– Nic mi nie jest – Mruknął. Wróżka zdecydowanie za bardzo się przejmowała. Gorzej niż mama! Niby zawsze była gdzieś obok, ale na pewno mamą nie była, mamę miał tylko jedną. 
– To już ja ocenię... – miauknęła, sprawdzając każdy centymetr ciała kocurka, chcąc się upewnić, że ten upadek nie zrobił mu jakiejś większej szkody. Jeśli by coś mu się stało musiała go zabrać do medyków. – Tak, nic ci nie jest. – mówiąc to obdarowała kocurka uśmiechem.
– No mówiłem – Nadąsał się, marszcząc pyszczek. Aurat medyków miał już dość w swoim życiu. – A ty się nie chcesz bawić? Bawimy się w belka. A potem w chowanego, ale to ja mam szukać.
– Chcę, tylko... Tata nie lubi, jak moje futerko jest brudne od ziemi i pyłu. A przy bieganiu łatwo o to... Mogę popatrzeć jak się bawicie i dopiero do was dołączę, jak będziecie się bawić w chowanego. Mogę ci pomóc w szukaniu, co ty na to?
– Dobsze, to choć – Poszedł w stronę dźwięku, szukając reszty rodzeństwa, dreptając pewnie po żłobkowym podłożu. – A czemu nie moszesz mieć bludnego futelka? Mama nas myje, wasza nie?
– Myje... Myje... Nawet częściej niż inne mamy – zaśmiała się na słowa kocurka. – Moje futerko jest całe białe... – Zamyśliła się na moment – Jest jaśniejsze od twojego futerka i nie przecinają go żadne pręgi. Nie ma na nim żadnych wzorków. Każdy, nawet najmniejszy paproch na nim widać.
– Wiem co to biały – Rzucił luźno – Tak mi się zdaje – Dodał po chwili. — Ale to f takim lazie moszesz się bawić! Bo będziesz myta! No choć, pobawimy się w belka! Albo w kopanie dołów, lubię kopać doły. Potem w nie wpadam wiesz i mama jest zła i potem mam ziemię pod pazólkami i jest sucha i olopna ale dziula jest fajna.
– No... Dobrze. – mimo początkowej niepewności, zgodziła się na wspólną zabawę z kocurkiem. Rzadko miała okazję do wspólnej zabawy z braćmi, Lotos nie chciał się brudzić, a Biały ciągle spał.
– Jej! A idziemy po Śniaka i Kołysanka? Czy chcesz się bawić sama? – Spytał jeszcze, zatrzymując się w połowie drogi. Też nie miał nic przeciwko zabawie w dwie osoby. Zazwyczaj bawił się sam, czasem z jednym rodzeństwem, a z całą dwójką to aż tłok. Z resztą, był pewien, że jego towarzystwo nie jest im konieczne do szczęścia. 

<Wróżka?>