,,(...)czy od naszej ostatniej rozmowy twoje uczucia względem mojej osoby uległy zmianie?"
Serce gwałtownie spadło mu do żołądka. Czy ona...? Nie, musiał mieć pewność, musiał poczekać na rozwinięcie, bo czy naprawdę mogła się domyślić? A jeśli tak, to od kiedy wie? Już zdołał pogodzić się z rzeczywistością i wykurować z... no, a przynajmniej połowicznie wyzdrowieć z obecnej sytuacji, a mimo to teraz stał przed Wróżką, która postanowiła wznowić temat i sam nie wiedział, jak na to zareagować. Na pewno nie był szczęśliwy, jak już, to prędzej odczuwał strach i dyskomfort, tylko nie wiedział, czy spowodowane jej obecnością, czy samym sobą. Co tak właściwie czuł? Im dłużej jej słuchał i im dłużej wyjaśniała, tym bardziej był pewien, że wcale nie był w błędzie ze swoimi założeniami.
- Oh - wydobyło się bezwiednie ze srebrnego pyska, gdy ta skończyła. Coś z niego opadło i wsiąknęło w ziemię, zostawiając dziwny spokój i chłód w kościach, jak gdyby po nagłym ataku stresu miał nagle zachorować. Ciężka cisza zaczęła unosić się nad ich głowami, podczas, gdy Księżyc próbował znaleźć jakieś słowa i skleić je w całość.
- To... znaczy, wiesz... - zamrugał, drgając uszami, w głowie powtarzając i analizując jej słowa, z zaskoczeniem dochodząc do wniosku, że jest w stanie myśleć całkiem trzeźwo. - Nie chcę cię do niczego zmuszać i fajnie by było, gdybyś sama sobie też tego nie robiła - odpowiedział niepewnie, powoli stawiając słowa na cienkiej warstwie lodu z obawy, że ten przy nieodpowiednim nacisku mógłby pęknąć. - Jak by to... to nie jest to, czego bym chciał... chyba. Już sobie to uporządkowałem wszystko, wiesz. Nie musisz nic robić, naprawdę. Jestem w stanie przekształcić swoje emocje, chociaż wymaga to czasu i naprawdę podoba mi się to, co mieliśmy do tej pory. - do tej pory na poziomie platonicznym. Wolałby nie popadać znowu w beznadziejnego krasza, przez którego huśtawka nastrojów nabiera tempa - Więc jeśli już teraz nic takiego nie czujesz i nie jesteś pewna... czy możesz... czy możesz to odpuścić? - spytał, przebierając ze zdenerwowaniem łapami z obawą, że mógł za bardzo wjechać na uczucia Mszycy. Nie miał pojęcia, co się działo w jej głowie, o czym myślała i czy przypadkiem nie ubzdurała sobie, że dla satysfakcji jego osoby po prostu się zgodzi na bycie razem czy coś, a miał wrażenie, że byłaby zdolna do przerysowanego altruizmu. Teraz było dobrze, a on sam oceniał swoje postępowania w ,,kuracji" jako całkiem efektywne i szczerze obawiał się powrotu do poprzedniego stanu. W odpowiedzi dostał głośniejsze pociągnięcie nosem. Czyżby płakała?
- J-jesteś pewien? To znaczy... - urwała, starając się dobrać jak najodpowiedniejsze słowa. - M-masz rację, Księżycu. - podjęła nagle ciepłym tonem, starając się wyzbyć płaczliwego tonu, który jej wcześniej towarzyszył. - Przepraszam, że wróciłam do tego tematu i to po takim czasie... Odkąd Zawilcowa Korona odszedł chyba nie jestem sobą i nie do końca myślę racjonalnie... - zaśmiała się nerwowo, starając się jakoś rozładować napięcie, wydając się przy tym zadowolona... przynajmniej w pewnym stopniu. Księżycowy Odłamek pewnie również dzieliłby teraz z nią uczucie ulgi, gdyby nie fakt, że wspomniany został Zawilcowa Korona. Wuj nawiedzał nieustannie myśli kronikarza, żyjąc sobie spokojnie w jego głowie rent-free, będąc przy tym jak najgorsza zmora kręcąca się po wiekowym dworze. Najpierw wyszła na jaw jego niezbyt pozytywna, jeśli można to tak nazwać, relacja z masowym mordercą a potem postanowił wraz z bratem i jego chyba partnerką zniknąć bez słowa, nawet nie napomykając o pożegnaniu. Nic. Nie rozumiał tylko, dlaczego Wróżka się tym przejmuje? Z tego co pamiętał, nie mieli jakichś szczególnie zażyłych relacji.
- Nie musisz przepraszać, wszyscy wiemy, że nigdy nie myślisz racjonalnie - mruknął żartem - Nie powinienem być zaskoczony - westchnął teatralnie, nie chcąc rozmazywać tematu Zawilca po ścianie, kiedy już się na niej pojawił. - Ale wracając, czy... czy możemy o tej sytuacji zapomnieć? Myślę, że tak będzie najlepiej, chociaż, może nie zapomnieć ale... iść jakoś, dalej. - spróbował wytłumaczyć, niemrawo poruszając uszami - Nie chcę, żeby się coś zniszczyło przez jedną, głupią sytuację, naprawdę sobie cenię naszą relację, wiesz... czymkolwiek by ona nie była.
- Dobrze. - miauknęła, sama sobie przytakując. Nie zdecydowała się już ciągnąć ponownie poruszonego przez nią tematu i Księżyc był za to wdzięczny. Zamiast tego, sam zabrał głos.
- Musisz trochę nadrobić z pomysłami Baziowej Łapy, nie miałem okazji ci wszystkiego przekazać - mruknął lekko, poddając coś, dzięki czemu mogli powoli i płynnie przejść do czegoś, co pomoże im całą sytuację ładnie zaklepać. I jeśli miał być całkowicie szczery, patrzył naprawdę pozytywnie na przyszłość pomysłów Bazi, jak i jego relacji z Wróżką, czymkolwiek by ona nie była. Zwyczajnie cieszył się, że los pozwolił mu zachować miejsce u jej boku.
Serce gwałtownie spadło mu do żołądka. Czy ona...? Nie, musiał mieć pewność, musiał poczekać na rozwinięcie, bo czy naprawdę mogła się domyślić? A jeśli tak, to od kiedy wie? Już zdołał pogodzić się z rzeczywistością i wykurować z... no, a przynajmniej połowicznie wyzdrowieć z obecnej sytuacji, a mimo to teraz stał przed Wróżką, która postanowiła wznowić temat i sam nie wiedział, jak na to zareagować. Na pewno nie był szczęśliwy, jak już, to prędzej odczuwał strach i dyskomfort, tylko nie wiedział, czy spowodowane jej obecnością, czy samym sobą. Co tak właściwie czuł? Im dłużej jej słuchał i im dłużej wyjaśniała, tym bardziej był pewien, że wcale nie był w błędzie ze swoimi założeniami.
- Oh - wydobyło się bezwiednie ze srebrnego pyska, gdy ta skończyła. Coś z niego opadło i wsiąknęło w ziemię, zostawiając dziwny spokój i chłód w kościach, jak gdyby po nagłym ataku stresu miał nagle zachorować. Ciężka cisza zaczęła unosić się nad ich głowami, podczas, gdy Księżyc próbował znaleźć jakieś słowa i skleić je w całość.
- To... znaczy, wiesz... - zamrugał, drgając uszami, w głowie powtarzając i analizując jej słowa, z zaskoczeniem dochodząc do wniosku, że jest w stanie myśleć całkiem trzeźwo. - Nie chcę cię do niczego zmuszać i fajnie by było, gdybyś sama sobie też tego nie robiła - odpowiedział niepewnie, powoli stawiając słowa na cienkiej warstwie lodu z obawy, że ten przy nieodpowiednim nacisku mógłby pęknąć. - Jak by to... to nie jest to, czego bym chciał... chyba. Już sobie to uporządkowałem wszystko, wiesz. Nie musisz nic robić, naprawdę. Jestem w stanie przekształcić swoje emocje, chociaż wymaga to czasu i naprawdę podoba mi się to, co mieliśmy do tej pory. - do tej pory na poziomie platonicznym. Wolałby nie popadać znowu w beznadziejnego krasza, przez którego huśtawka nastrojów nabiera tempa - Więc jeśli już teraz nic takiego nie czujesz i nie jesteś pewna... czy możesz... czy możesz to odpuścić? - spytał, przebierając ze zdenerwowaniem łapami z obawą, że mógł za bardzo wjechać na uczucia Mszycy. Nie miał pojęcia, co się działo w jej głowie, o czym myślała i czy przypadkiem nie ubzdurała sobie, że dla satysfakcji jego osoby po prostu się zgodzi na bycie razem czy coś, a miał wrażenie, że byłaby zdolna do przerysowanego altruizmu. Teraz było dobrze, a on sam oceniał swoje postępowania w ,,kuracji" jako całkiem efektywne i szczerze obawiał się powrotu do poprzedniego stanu. W odpowiedzi dostał głośniejsze pociągnięcie nosem. Czyżby płakała?
- J-jesteś pewien? To znaczy... - urwała, starając się dobrać jak najodpowiedniejsze słowa. - M-masz rację, Księżycu. - podjęła nagle ciepłym tonem, starając się wyzbyć płaczliwego tonu, który jej wcześniej towarzyszył. - Przepraszam, że wróciłam do tego tematu i to po takim czasie... Odkąd Zawilcowa Korona odszedł chyba nie jestem sobą i nie do końca myślę racjonalnie... - zaśmiała się nerwowo, starając się jakoś rozładować napięcie, wydając się przy tym zadowolona... przynajmniej w pewnym stopniu. Księżycowy Odłamek pewnie również dzieliłby teraz z nią uczucie ulgi, gdyby nie fakt, że wspomniany został Zawilcowa Korona. Wuj nawiedzał nieustannie myśli kronikarza, żyjąc sobie spokojnie w jego głowie rent-free, będąc przy tym jak najgorsza zmora kręcąca się po wiekowym dworze. Najpierw wyszła na jaw jego niezbyt pozytywna, jeśli można to tak nazwać, relacja z masowym mordercą a potem postanowił wraz z bratem i jego chyba partnerką zniknąć bez słowa, nawet nie napomykając o pożegnaniu. Nic. Nie rozumiał tylko, dlaczego Wróżka się tym przejmuje? Z tego co pamiętał, nie mieli jakichś szczególnie zażyłych relacji.
- Nie musisz przepraszać, wszyscy wiemy, że nigdy nie myślisz racjonalnie - mruknął żartem - Nie powinienem być zaskoczony - westchnął teatralnie, nie chcąc rozmazywać tematu Zawilca po ścianie, kiedy już się na niej pojawił. - Ale wracając, czy... czy możemy o tej sytuacji zapomnieć? Myślę, że tak będzie najlepiej, chociaż, może nie zapomnieć ale... iść jakoś, dalej. - spróbował wytłumaczyć, niemrawo poruszając uszami - Nie chcę, żeby się coś zniszczyło przez jedną, głupią sytuację, naprawdę sobie cenię naszą relację, wiesz... czymkolwiek by ona nie była.
- Dobrze. - miauknęła, sama sobie przytakując. Nie zdecydowała się już ciągnąć ponownie poruszonego przez nią tematu i Księżyc był za to wdzięczny. Zamiast tego, sam zabrał głos.
- Musisz trochę nadrobić z pomysłami Baziowej Łapy, nie miałem okazji ci wszystkiego przekazać - mruknął lekko, poddając coś, dzięki czemu mogli powoli i płynnie przejść do czegoś, co pomoże im całą sytuację ładnie zaklepać. I jeśli miał być całkowicie szczery, patrzył naprawdę pozytywnie na przyszłość pomysłów Bazi, jak i jego relacji z Wróżką, czymkolwiek by ona nie była. Zwyczajnie cieszył się, że los pozwolił mu zachować miejsce u jej boku.
<Wróżka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz