— Nigdy o tym nie myślałem, ale… jak teraz wkładam w to całe serce, to… myślę, że fajnie mi to obojętne — zaśmiał się. — Niby fajnie byłoby poprosić kotę, mieć pewność, że to nasza krew i kości i... a nóż jedno z kociąt wyglądałoby jak ty! Taki mały Guziczek, haha. — Kurka polizał Guziczka po poliku, układając jego sierść.
— Mówisz? Taki mały ja? — Czarno-biały zastanowił się chwilę. — No ja nie wiem! Jak byłem mały to w końcu, byłem całkiem niegrzeczny…
— Nie, żebym ja był lepszy! — Kurka się zaśmiał. — Oboje zapewniliśmy, że Kajzerka osiwieje młodo!
— Tak. To prawda.
Guziczek uśmiechnął się szeroko na wspomnienie mamy. Czym starszy był, tym bardziej podziwiał kotkę za to, że z nim wytrzymywała. A jeszcze on i Kurka, którzy zawsze byli chaosem…
— W każdym razie — kontynuował Kurka. — Miło byłoby poprosić kotkę, ale… z drugiej strony jakoś… tak niekomfortowo mi z myślą, że... no wiesz… zwłaszcza jakby to był ktoś z naszej społeczności. Może to bezpodstawny strach, ale jednak… jest w tym coś takiego. Ale… to nic nieznaczące wątpliwości. Myślę, że jakby nadarzała się okazja na jakiekolwiek kocięta, to… czemu nie! Kotka czy znajdki. Nie obchodzi mnie to, najważniejsze, że… z Tobą. — Kurka położył łapkę na łapce Guziczka i spojrzał mu głęboko w oczy. — Najważniejsze, że z Tobą!
Te słowa sprawiły, że na twarzy kocura pojawił się jeszcze większy uśmiech. Pokiwał głową.
— Dobrze. Będę miał to na uwadze.
— Doprawdy? — Kurka zaśmiał się pod nosem zaczepnie. — A ty? Co byś preferował? Poprosić kotkę, czy czekać na znak z nieba i znaleźć znajdki? A może mój nieprzewidywalny i szalony ukochany chce włamać się do dwunogów i ukraść kocięta od nich, po jednym z każdego domu? — zażartował sobie Kurka.
— To byłoby szalone! — Guziczek zaśmiał się razem z nim.
A potem się nad tym zastanowił. Gdyby tak uciec na kilka dni i poczekać, aż jakiś maluszek zostanie sam… Mógłby powiedzieć, że go znalazł i tyle!
— Ale nie niemożliwe! — dodał więc po chwili.
— Nawet o tym nie myśl! — Kurka pacnął go łapą, pomimo że to był po części jego pomysł. — Nie pozwolę ci! Zbyt ryzykowne! Zresztą! To był tylko żart!
— Wiem, wiem. — Guziczek się zaśmiał, ale zaraz otulił ogon wokół łap Kurki i polizał go po nosie. — Obiecuję nie włamywać się do domów dwunożnych!
— I poprawnie! — Kurka pokiwał łebkiem z wyolbrzymioną powagą. — A teraz… jakie jest twoje zdanie? Bo branie pod uwagę tylko mnie byłoby niesprawiedliwe! — Kurka przytulił się do Guziczka, nastawiając uszu na jego odpowiedź. — Co Ty byś chciał?
Guziczek też musiał zastanowić się nad odpowiedzią. Tak naprawdę myśl o dzieciach nie była mu bliska praktycznie nigdy. Zawsze wolał być sam. W sumie to z Kurką. Jego jedynym marzeniem była władza, ale dzieci nie brzmiały tak źle. No i jeśli faktycznie kiedyś będzie władał światem kotów, to musi komuś przekazać władzę! Niestety nie będzie żył wiecznie.
— Chyba kotka — stwierdził więc po chwili. — To nadal nie będzie totalnie nasze dziecko, ale ta myśl, że to ma coś od ciebie i ode mnie… Będzie mnie uspokajał — zaśmiał się. — Ale to nie znaczy, że znajdki nie będę kochał! Po prostu… Wiesz, własna krew i tak dalej…
A potem się zastanowił. W klanie było wiele znajdek, chociażby sam Kurka! Nie przypominał sobie jednak, żeby któryś był traktowany źle… Czyżby te koty też po prostu chciały własne kociaki i los dał im okazję? Czy może bezbronna kulka sierści obudziła w nich jakieś poczucie zapewnienia małemu stworzeniu schronienia?
— Zresztą, nieważne. — Machnął łapą. — Najważniejsze, że będę go wychowywać z tobą.
Wtulił się w futro swojego ukochanego, ale zaraz jego uśmiech zelżał. Ostatnio śmierć czaiła się w każdym zakamarku Owocowego Lasu. Guziczek czasem miał wrażenie, że tylko czeka, aby zgarnąć kolejnego kota.
— Obiecaj mi, że będziesz uważał — dorzucił szeptem.
<Kurko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz