– Dobrze… tak chciałbym odpowiedzieć, ale wiem, że nie mam potrzeby cię okłamywać, Szakłaku. Odkąd zdobyłem rany zdobiące pysk coraz więcej kotów z sąsiednich klanów, które spotykam podczas patroli, jak i samotników, bierze mnie za jakiegoś rzezimieszka… – odparł, nieco zawstydzony, że zaczyna rozmowę od narzekania. – Paskudne blizny, prawda?
Zielone oczy wpatrywały się w przewodnika, taksując go spojrzeniem.
– Może odrobinę… – podjął Poczciwy Szakłak niepewnym tonem, jakby się obawiał, czy powinien przytaknąć kuzynowi czy też nie. – Jednak na pewno znalazłby się kot czy kotka, który uznałby je za ładne. Wiesz, niektórzy uważają blizny za bardzo atrakcyjne… przynajmniej tak słyszałem.
Słoneczny Fragment uśmiechnął się, dostrzegając, że Poczciwy Szakłak próbował dodać mu otuchy swoimi słowami. Co prawda samotnik przywykł już do tego, że wiele kotów wgapiało się w niego, a właściwie w jego rany po pazurach pozostawionych na jego licu przez Pacynkę, jednak nigdy nie sądził, że ktoś mógłby kiedykolwiek uznać je za ładne.
– Ten ktoś musiałby być naprawdę dziwny, ale myślę, że bym go polubił. W szczególności po tym, jak skomplementowałby mój pocharatany pysk! – zaśmiał się. – Ale wiem, o co ci chodzi.
Blizny były świadectwem stoczenia walki, z której wyszło się może nie bez szwanku, ale uszło życiem. Jednak świadczyły również o głupocie, gdyż można było się bez nich obyć, gdyby się inaczej rozegrało sytuację.
– Dość o mnie. Opowiadaj, co u ciebie, Poczciwy Szakłaku. Jak się trzymasz? – Nie krył zmartwienia na pysku. – Nie pozwolę ci tak zaszywać się na całe dnie w głębi legowiska. No chyba, że będziesz tego bardzo potrzebował…
Wiedział, że jego kuzyn, z którym nie łączyły go więzy krwi, był blisko ze swoim mentorem, jak i przyjacielem Słonecznego Fragmentu, zmarłym Poczciwym Dziwaczkiem. Widział, że kocur mocno przeżył śmierć kocura, jak i wiele innych śmierci. Słoneczny Fragment zastanawiał się, dlaczego tyle kotów, które były bliskie czarnemu opuszcza świat żywych, zostawiając go samego. Było mu żal, widząc, jak ten raz za razem opłakuje kolejną bliską mu osobę. Dlatego postanowił być tym, który weźmie go pod swoje skrzydła, aby czarny nie zlał się z mrokiem w głębi legowiska wojowników.
Od słowa do słowa, poruszyli wiele tematów. Głównie krążyli wokół rozmowy na temat współklanowiczów, jak i ich własnej rodziny, w szczególności Króliczej Gwiazdy i Zawodzącego Echo. Słoneczny Fragment również zaproponował ponowne spotkanie z Pchełkowym Skokiem na granicy w trójkę lub nawet większą ilością, aby szylkretka mogła zobaczyć, jak naprawdę duża jest ich rodzina. Jej rodzina.
W końcu jednak oba kocury zdecydowały się zapolować, aby wykorzystać jakoś fakt, że w trakcie prowadzenia rozmowy zapuścili się w teren.
* * *
Powoli zbliżył się do kocicy i jej córek, składając kondolencje. Dostrzegając czarnofutrego wojownika w tłumie kotów, powoli ruszył w jego stronę.
<Szakłaku? Coś za dużo tych pogrzebów, kiedy jakiś ślub? Może Twój?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz