Przeszłość
Kalinowy Powiew odczuwała lekki dyskomfort. Podczas każdego bardziej wymagającego ruchu głębsze ranki otwierały się, a piekący ból powracał, dokuczając wojowniczce, dopóki uszkodzenie nie zagoiło się ponownie. Związane było to z walką, jaką odbyła ostatnio z psiskiem dwunożnych. Na samą myśl skrzywiła nos, oglądając swoje futro, czy jej rany przypadkiem się nie brudzą. Unikała błota i wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń na tyle, na ile było to możliwe – w końcu szkoda, gdyby miało wdać się jej w nie jakieś zakażenie. Jeszcze, gdyby tego było mało, to samo tarzanie się w błocie nie było wcale eleganckie. Odkąd pierwszy raz usłyszała o możliwości infekcji, martwiła się lekko, że to mogłoby dotknąć niebawem i jej, jeśli tylko nie zajmowałaby się własnym futrem i skórą odpowiednio. Dlatego poświęcała toalecie więcej czasu niż zwykle. Można było powiedzieć, że myła się nawet za wiele i zbyt długo, poświęcając sporą część swojego wolnego czasu na właśnie to.
Odkąd została mianowana na wojowniczkę, jej dni wyglądały dość spokojnie oraz identycznie, co z jednej strony ją cieszyło – w końcu zyskała uznanie ze strony Kruczego Pióra, nie musiała już spełniać nierealistycznych wymagań mentora. Udało jej się wreszcie pokazać, że jest gotowa na tę rolę. Gruba Łapa, Nocna Łapa nadal byli uczniami, chociaż podejrzewała, że to kwestia czasu aż sami staną się wojownikami. Chuda Łapa zaś obrał ścieżkę medyka pod czujnym okiem Roztargnionego Koperku. Czuła się odrobinę wybita z rytmu. Przez to, iż wstawała zawsze tak wcześnie na treningi, których teraz już nie było, nie potrafiła się przestawić. Wstawała zawsze o tej samej porze, niekiedy z lekkim stresem, czy przypadkiem nie zaspała na szkolenie. A potem w oczy rzucały jej się powolnie podnoszące się i opadające boki reszty Wilczaków, którzy nawet nie zdążyli się przebudzić, a już z pewnością nie dali rady ustawić się w celu wyruszenia na patrole łowieckie czy patrole graniczne. Westchnęła cicho pod nosem. Pora Opadających Liści była przepiękna, wielokolorowe liście sypały się z niektórych drzew, chociaż na terenach Klanu Wilka było ich wyjątkowo mało. A to wszystko przez to, że u nich górowały drzewa iglaste, które jedyne co, to mogły zrzucić masę szyszek lub niekiedy igieł. Wspinanie się po nich absolutnie nie należało do najmilszych rzeczy! Wszystkie te kolce, które obrastały grubą korę, wbijały się bez większych trudów w łapy niedoświadczonych uczniów. Poduszki wojowników zdążyły stwardnieć na tyle, żeby ten problem nie dotyczył ich tak często, chociaż i takie przypadki się zdarzały.
Pokręciła głową. Nie było sensu zastanawiać się nad takimi rzeczami teraz. Przecież ani nie spała, ani nie szykowała się do wspinaczki na drzewa…
Dojrzała swojego pobratymcę, Chudą Łapę, który niósł zioła w pysku. Parę uderzeń serca temu odszedł od niego liliowy, prawdopodobnie czegoś zapomniało i musiało się wrócić. Kalinowy Powiew nie przykładała temu jakiejś wielkiej uwagi. Zabrała się za czyszczenie swojego długiego, niebieskiego ogona, wyzbywając się z niego wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń. Może powinna się wybrać dzisiaj na jeden z patroli? Dobrze byłoby zająć czymś łapy.
Przez zamyślenie, które znów zawładnęło jej umysłem, nie zorientowała się nawet, że uczeń podszedł do niej. Z jakiegoś powodu nie rozważyła nawet tej opcji, z góry zakładając, iż bury raczej nie będzie chciał z nią rozmawiać. Szczególnie że jakiś czas temu się pokłócili i doprowadziło to do niemałego zdziwienia wśród Wilczaków. Kocur upuścił zioła przed swoimi łapkami.
Jego oddechy były jakieś takie bardziej charczące, głośniejsze niż zwykle. Zmarszczyła nieco brwi, zastanawiając się, czy on zawsze brzmiał w ten sposób. Nie mogła sobie przypomnieć za dobrze, aczkolwiek coś podpowiadało jej, że to nie było tak, jak powinno być. Nie pasowało jej to, był zbyt głośno.
— Jak Twoje rany się goją? — zapytał bez większych emocji, a jego głos brzmiał inaczej, niż zwykle, głównie przez suchość gardła i problemy w łapaniu wdechów. Może mu obecna pora nie służyła? Nie byłoby to czymś dziwnym.
— Chuda Łapo, powinieneś raczej przyjrzeć się sobie. Nie wiem, na co zachorowałeś, ale brzmisz inaczej niż zwykle — miauknęła, nie będąc pewna, jak powinna poczuć się z jego pytaniem. Z jednej strony było to nawet miłe, ponieważ nikt inny oprócz Trzcinniczkowej Dziupli jej o to nie pytał, a z drugiej… z Chudą Łapą nie łączyła ją znajomość ani nawet przyjaźń, raczej zawsze się kłócili o wszystko. Zawsze znajdował się jakiś powód do sprzeczek między nimi. Nie mogła za bardzo zrozumieć, jaki miał cel w pytaniu o takie rzeczy. Może dzięki temu nie czułby wyrzutów sumienia, jeśli tylko jakiekolwiek siedziały mu w głowie? Albo szukał jakiegoś tematu, dzięki któremu by mógł jakoś ją zasmucić? Wykorzystać tę informację przeciwko niej? Przyuważyła też nowy obiekt, który zdobił jego ucho. Zmrużyła nieco ślepia. Czy Nocna Łapa też nie miał takiego przypadkiem?
Wąsy Chudemu opadły po uwadze kotki.
Wziął płytki, zmęczony wdech. Towarzyszył mu specyficzny świst, zaraz zaczął kasłać. Odwrócił głowę, próbując się nie udusić.
— To ja tu próbuję dbać o współklanowiczów, a ty taka wredna jesteś — burknął, gdy się uspokoił. — Słyszałaś krążące plotki? Dumna jesteś? Myślą, że mi złamałaś serce!
Jego ogon drgnął nerwowo. Spojrzał na nią przelotnie, na jej rany, których nie było praktycznie widać, co uspokoiło młodego kocurka.
Kalinowy Powiew przewróciła oczami, a następnie machnęła ogonem, usłyszawszy słowa o plotkach i próbie dbania o innych. Zwykle nie zwracała uwagi na plotki, ponieważ nie miała wcześniej czasu ani głowy na to. Koty zawsze musiały mieć jakiś temat do rozmów, więc nic dziwnego, że wyłapali wśród codziennego zgiełku ich kłótnię. Westchnęła, kręcąc głową. Ktokolwiek rozpowiedział coś podobnego, musiał się niezwykle nudzić i mieć bardzo bujną wyobraźnię. Nie skomentowała tego dalej, wsłuchując się w następne słowa pobratymcy.
— Brzmię inaczej? — powtórzył. — Huh. Co masz na myśli?
— Nie masz większych kłopotów w nabieraniu oddechu niż ostatnio? Mam wrażenie, że sapiesz głośniej niż wcześniej — powiedziała, wsłuchując się w dalsze świsty wydobywające się z jego nosa, jakby miał go zatkanego. Gdyby była noc, to mogłaby przysiąc, że chrapał, a nawet nie spał. — Nie masz wrażenia, jakbyś miał zatkany albo przytkany nos? Jakbyś miał suche gardło? Pijesz wodę?
Otworzył szerzej oczy na nagłą niby troskę kotki, po czym szybko odwrócił głowę, zadzierając krótki pysk i kładąc po sobie uszy. Zamknął oczy na chwilę. Spojrzał na kotkę z małym wyrzutem oraz grymasem na mordce. Niebieska przyglądała się jego reakcji, nie myśląc o tym jakoś szczególnie wiele.
— Czy ja naprawdę wyglądam na kogoś, kto pije wodę? — zapytał.
Przewrócił po chwili oczami, jakby naśladując jej ruch sprzed chwili. Uniosła brew, nadal nie komentując jego zachowania. Czy całe to przedstawienie miało coś na celu? Machnął ogonem, wzniecając nieco kurzu. Kalinowy Powiew teraz spojrzała na niego wymownie.
— Pff, mając tyle schorzeń, co ja nawet nie wiem, kiedy coś mi dolega innego — rzucił gorzkim tonem. Takim, który mówił, że było mu smutno z powodu swojej odmienności, ale się z nią pogodził, bo nie miał zwyczajnie wyjścia.
Wstał i trzepnął uchem z przekłutą kością. Patrzył na wojowniczkę. Mierzył ją wzrokiem dłuższe uderzenie serca. Zmarszczył pysk, przymrużył oczy, po czym się odezwał.
— Ładna jesteś. Szkoda, że masz taki paskudny charakter.
Kalinowy Powiew patrzyła na niego przez chwilę, jakby musiała przetrawić to, co właśnie do niej powiedziano. Nikt jej wcześniej nie powiedział czegoś identycznego w taki sposób, nie wiedziała, jak przyjmowało się takie… komplementy? Czy był to komplement, a może tylko chłodne stwierdzenie nienacechowane szczególniejszymi emocjami? Chciał ją obrazić czy pochwalić? Pokręciła wreszcie głową ze zrezygnowaniem, odwróciła się na pięcie i odeszła, zostawiając burego kocura w tyle. Chuda Łapa zachowywał się dziwnie, aczkolwiek nie ona była medykiem. Skoro Roztargniony Koperek uznało, że jego podopieczny nie wymaga leczenia ani dokładniejszego przyjrzenia się mu, to nie zamierzała go zmuszać do tego ani mu mówić, co powinno robić, ani i jemu – że miał poprosić starszego kota o pomoc. Czasami trzeba było wiedzieć, kiedy należy się wycofać i sobie odpuścić.
<Chuda Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz