Jeszcze przed mianowaniem…
W końcu Bursztyn przez własne roztrzepanie wpadł pod łapy rudego, przystojnego rycerzyka, zwanego Pierzastą Łapą. Zanim młody mógł cokolwiek zrobić, uczeń usiadł przed nim i dmuchnął w swoją kremowo-czarną grzywkę. Szmaragdowe oczy zalśniły, a na jego pyszczku pojawił się ciepły i pewny siebie uśmiech, choć spoglądał na malca z góry. Być może była to ogromna, ale to bardzo ogromna różnica wzrostu. Z rudego, rozbrykanego szczura przemienił się w pięknego, rudego kocura z szerokimi barami i mięśniami, których można było tylko pozazdrościć.
— Wow, zapomniałem, jak to jest być takim malcem jak ty... — wymamrotał do siebie, po czym pokręcił głową i w końcu położył się na ziemi, będąc na tym samym poziomie, co dziecko Pożar. Wciąż miał w głowie jej jęki z nocy, w której rodziła. Obrzydlistwo... nie chciałby tego słyszeć ponownie. Oparł brodę dwoma wielkimi łapskami.
— No, no, no... a kogo my tu mamy~? — zaczął melodyjnie niczym jego odwieczna nemezis, Śpiewający Raniuszek. Miał nadzieję, że ta pokraka już nie sprała mu mózgu. — Nazywam się Pierzasta Łapa, Bursztynie. Miło mi cię poznać z bliska! — dodał czarujący młodzieniec i zmrużył lisie oczy, szczerząc śnieżnobiałe kły w lekkim uśmiechu. — ...Jaki jest twój ulubiony kolor, Bursztynie? Może... bursztynowy? — zażartował, puszczając mu żartobliwie oczko.
— A może i tak, i co wtedy? Chcesz się bić, ha? — spytał, napinając się i pusząc, chociaż do poziomu Pierzastego niedane mu będzie raczej nigdy sięgnąć. Cóż poradzić, złe geny. Niestety Pierzasta Łapa był wielki i muskularny, więc z automatu stanowił cel dla Bursztynu, który kierował się logiką "w pierwszy dzień musisz pobić i zdominować największego i najsilniejszego w więzieniu".
— O, ho ho! Z tobą? — Pierzasta Łapa zachichotał. — Co za energiczna dusza! Jak ja uwielbiam takie wybryki natury! — powiedział entuzjastycznie, po czym przechylił głowę z ciekawości. — Jeśli wygrasz, powiem ci coś bardzo ważnego. Jeśli nie, to jesteś beksą. Co ty na to?
Kocur zawahał się na moment, zatrzymał i zaczął główkować. Oj doprawdy, cóż za ciekawy był to widok, gdy zamknął oczy, potem otwarł, skrzywił pyszczek i przystawił łapę do brody.
— Dobra — zgodził się w końcu, pocierając brodę i przeciągając wyżej ostatnią literę. — Ale i tak nie jestem beksą.
Młodziak przybrał postawę szarżującego dzika, tylnymi łapami młócąc w ziemi, aż w końcu rozpędził się i zamienił w latającą wiewiórkę, wszystkimi łapami obejmując szyję Pierzastej Łapy, wdrapując się jak jakiś alien w górę, w stronę karku, by się go uczepić i nie puszczać.
Pierzasta Łapa stał jak słup, pozwalając kociakowi się wdrapać. Ukrywał zaskoczenie. Jak taki mały szczur zdołał doskoczyć na jego puchatą grzywę? Miał tylko nadzieję, że nie wysunie pazurów. Jego futro było na tyle śliskie, że kociak mógłby po prostu doskoczyć, złapać się bezradnie łapkami i powoli spadać, nie mając czego się uczepić. No, chyba że faktycznie użyje tych pazurów... a wtedy Pierzasta Łapa nie będzie się ograniczał do stania.
— No dawaj, młody! — zachęcał go. Bursztyn mógł czuć wibracje dochodzące z gardła ucznia, który szeroko uśmiechał się do swojego przeciwnika.
Bursztyn może silny nie był, ale za to posiadał umiejętność bycia bardzo... lepkim. A że o zasadach zabraniających na użycie pazurów nie wiedział, to oczywiście, że próbował użyć ich do podtrzymania swojego ciała.
— Zobaczysz zaraz, jak cię sklepię! — zapowiedział bojowo, łapą próbując dosięgnąć do ucha Pierza, by je rzeczywiście sklepać kilka razy łapą.
Kiedy poczuł przeszywający ból, Pierzasta Łapa wydał z siebie gwałtowny jęk. Wstrzymał powietrze. Kątem oka patrzył na Bursztyna, a wtedy spojrzał na jego odsłonięte gardło. Bez wahania ujął go delikatnie zębami za szyję i odczepił od siebie. Chcąc go wystraszyć, mocniej naparł szczękami na nim. Zaczął nim trząsać jak dziecko szmacianą laleczką. Ten mały szczyl sobie na to zasłużył.
— Oszukujesz! — wrzasnął, rzeczywiście w głębi przestraszony, próbując znów oblepić łapami pysk starszego kocura i go trochę poharatać. Gdyby mógł, pewnie wsadziłby mu patyk w nos... ale nie mógł. I nie miał patyka. Miał tylko nadzieję, że nikt tego nie widzi, bo nie dość, że dostałby opieprz, to jeszcze starszy kolega dostałby po głowie, za beznadziejne obchodzenie się z dziećmi. Na pewno dostałby potem podręcznik "jak nie bawić się z kociakami, poradnik dla opornych początkujących".
Kocur, nie wiedząc do dalej z malcem zrobić, postanowił zamachnąć się i wypuścić Bursztyna na czarną ziemię w obozie. Kocurek mógł się pobrudzić, ale nie powinien sobie niczego zrobić.
Pierzasta Łapa wyszczerzył zęby w triumfalnym uśmiechu złotego zwycięzcy. Rycerz podszedł do pazia, który wydawał się zbyt przytłoczony porażką, aby go zauważyć. Delikatnie go podniósł swoją wielką łapą i usiadł.
— Przegrałeś, Bekso — miauknął ze współczuciem. — Ale to nie powód do płaczu. Dam ci drugą szansę... w tym czasie nabierz sił, a wtedy znów się spotkamy... Bekso.
Po czym wstał, odwrócił się do niego tyłem. Spojrzał na niego raz jeszcze przez ramię, z tym ciepłym, podnoszącym na duchu uśmiechem, po czym odszedł w kierunku wyjścia z obozu.
<Bursztynowa Bekso? Nabrałeś trochę tych mięśni?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz