Uczeń nerwowo odetchnął, na chwilę się zatrzymując. Każda sekunda czekania wydawała się być wiecznością. Kocurek jeszcze nigdy nie był aż tak zdenerwowany. Kiedy w końcu został zawołany przez mentora, ostrożnie wsunął się do legowiska, podając patyk Fidze. Jego łapki trzęsły się lekko, lecz starał się tego nie okazywać. Medyk nie może być przecież taki roztrzęsiony! Gołąbek usadowił się obok Poranku, czekając na jego kolejne polecenia.
– Gołąbku, podaj trubule – polecił nagle mentor.
Gołąbek obrócił głowę w stronę ziół, szukając wśród nich trubuli. Był prawie pewien, że wie, która to roślina, ale na wszelki wypadek szybko powąchał i obejrzał wszystkie z nich. Złapał trubulę w zęby i ostrożnie podał ją mentorowi.
– Czy tyle wystarczy? – zapytał.
Poranek kiwnął głową i od razu podał ją Fidze. Powiedział pokrótce, co kotka ma robić, i znów umilkł, czekając na potrzebę interwencji. W końcu w lecznicy rozległ się pisk jednego z kociąt. Poranek od razu go przejął i podał swojemu uczniowi.
– Musisz zacząć go wylizywać – polecił szybko i wrócił do kotki.
Gdy uczeń zobaczył nowonarodzonego kociaka, jego spojrzenie zmiękło. Do tej pory sądził, że to jego brat Borowik jest najsłodszą rzeczą na świecie, ale teraz zupełnie zmienił zdanie. To nowonarodzone kociaki były najsłodsze. Zaczął wylizywać kociaka z wielką starannością, starając się, by nie ominąć żadnego skrawka jego futerka. Chwilę potem na świat przyszło drugie kocię, równie urocze co pierwsze. Uczeń nie przestał jednak lizać by na nie lepiej spojrzeć, woląc nie narażać się mentorowi.Poranek zajął się drugim z kociąt. Gdy wszystko było w normie, powoli i ostrożnie położył kociaka obok brzucha jego matki i nakazał swojemu uczniowi zrobić to samo.
– Musimy tu posprzątać – polecił.
Gołąbek posłusznie zaczął sprzątać legowisko. Po kolei zaniósł resztki ziół do składzika, pilnując, by zbytnio się nie pomieszały. Gdy skończył, zabrał za umycie podłoża żłobka namoczonym wodą mchem. Kiedy wszystko było już czyste, uczeń odetchnął z ulgą. Czuł zarówno ulgę, jak i radość. Wszystko poszło gładko, a on po raz pierwszy doświadczył cudu narodzin. Rozglądając się po żłobku, jego wzrok padł na małą górkę z ziemi usypaną na rogu legowiska. Jego dawna tajna skrytka! Przez uczniowskie zajęcia i ekscytację spowodowaną obraniem nowej ścieżki Gołąbek zupełnie o niej zapomniał. Nie pamiętał już nawet, co w niej dokładnie było. Postanowił, że kiedy już Figa poczuje się lepiej, a kociaki nieco wyrosną, sprawdzi, jakie skarby zasypał w dziurze w kocięcych księżycach.
* * *
– Ja tylko na chwilę! Muszę zabrać coś, co tu kiedyś zostawiłem!
Figa kiwnęła głową, pozwalając uczniowi wejść do środka. Bury podszedł do skrytki i rozkopał ją łapami. Niestety, mało co w niej zostało. Większość miejsca w dziurze zajmowały ususzone kwiaty, teraz już całkiem pokruszone. Było tam też kilka brudnych kamyków. Wcześniej kocurek byłby nimi zachwycony, jednak teraz, gdy był już większy, wydawały mu się zupełnie zwyczajne. Pod tym wszystkim była jednak jeszcze jedna rzecz. Mały, wyglądający jak listek błyszczący kamień. Gołąbek przypomniał sobie, że przyniosła mu go jego mamusia, znalazłszy go podczas polowania. Gdy był mniejszy, zawsze prosił ją, by przynosiła mu piękne rzeczy spoza obozu. Uczeń zamruczał na to wspomnienie. Błyszczący kamyczek dostał od mamy w dniu, gdy było mu bardzo smutno. Listek bardzo poprawił mu wtedy humor. Był najpiękniejszą rzeczą, jaką Bury kiedykolwiek dostał. Może… może mógłby go podarować Porankowi? Może poczuje się trochę lepiej, gdy dostanie coś pięknego? Co prawda Chwast był już dorosły, ale na Lisa przyniesienie mu ładnych rzeczy podziałało. Może przy odrobinie szczęścia podziała także na mentora? Uczeń nie spodziewał się, że kamyczek pokona wszystkie troski uzdrowiciela. Jednak miał nadzieję, że pocieszy go chociaż troszeczkę. Nawet, jeśli był za młody by zrozumieć co działo się z mentorem.
* * *
[739 słów, asystowanie przy porodzie]
<Poranku?>
[15% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz