Kocurek został wraz z siostrą zaprowadzony do groty pamięci, gdzie kronikarze szybko przekonali się, że kocię to największa możliwa zmora, jaka mogła ich spotkać. Rudy demon bawił się wszystkim, tylko nie tym, co było dla niego przeznaczone. Nie, żeby nie lubił żuć wszystkich zabawek jakie podtykano mu pod nos, szyszek, kości, piór... ale szybko mu się znudziły, w końcu miał to wszystko w żłobku. Dłużej jego uwagę przykuło mini błotko-bajorko do odbijania łapek (gdzie oprócz odbicia łapek, oczywiście się wytarzał), ale i to przestało być zabawne. Jakiś dziwny biały dziwak zaczął coś mówić o jakichś przodkach, ale po co miałby słuchać o jakichś trupach, których nawet nie znał? Oczywiście wyraził swoją opinię na głos, ale chyba niezbyt się ona spodobała kronikarzowi, który zmierzył młodszego oceniającym, pobłażliwym wzrokiem, a zanim Bursztyn zdołał spytać, czy tamten chce się bić, Lotos dawno zniknął, z ukrycia obserwując poczynania malców, kontrolując ich ruchy. Pewnie nie byłby tak czujny, gdyby nie rudy potwór, ponieważ Żywica... Żywica była bardzo grzecznym, spokojnym dzieckiem, który spokojnie sobie mył i układał kamienie. Tymczasem Bursztyn...
- Nie, tam nie wolno - coś złapało go za kark akurat wtedy, gdy próbował dostać się do pawich piór. Rozejrzał się zmieszany, szukając wzrokiem winowajcy, który nie pozwalał mu rozwinąć skrzydeł (przeżuć skarbu narodowego). Lotos, który dobrze spełniał swoje zadanie obserwatora, teraz stał nad kocurkiem z anielską aurą, która szczerze raniła młodszego w oczy. Co to było? Huh? Atak na wzrok, by nie mógł atakować?
- A czemu?
- To pióra należące do ptaka zesłanego przez Klan Gwiazdy, a chociaż sam jest już martwy, jego pióra wciąż nasycone są energią gwiezdnych. Ich aura wciąż jest silna i wcale nie słabnie, a BLA BLa Bla bla... - Bursztyn zdążył odlecieć. Jakieś aury, energie, czary mary. O Gwiezdnych no coś tam słyszał, ale co miał do tego jakiś indyk? No, pióra to rzeczywiście miał ładne i chętnie by je przeżuł, ale to tyle. Przetarł ostentacyjnie nos, rozcierając gluta na łapie, patrząc przez cały czas w oczy Lotosu, z miną nie zdradzającą ani jednej oryginalnej myśli. Kronikarz nie był szczęśliwy. A może nawet chciał zwymiotować? Kto wie? Na pewno nie Bursztyn!
- Postaraj się ich po prostu nie dotykać. Twoja aura... twoja aura niezbyt dobrze współpracuje z pawiem... - rzekł melancholijnie po otrząśnięciu się z paskudnego widoku, na co rudy pokiwał głową.
- Dobra! - i tyle go widziano. Uciekł od upierdliwego kocura, postanawiając, że jak tamten nie będzie patrzeć, to on sobie to pióro jedno weźmie... W końcu jest ich wystarczająco dużo, nic się nie stanie, jak sobie jedno weźmie. Potem zajął się czymś innym dla niepoznaki. Pomęczył trochę siostrę, próbując nakłonić ją do zabawy w barbarzyńców, strącił kilka szyszek i rozwalił królestwo mchu, ale i to przestało mu wystarczać. I wtedy... ściana. Jego gadzie oczy padły na wielką ścianę, wznoszącą się kilka długości lisich od niego. Potężna, gładka, tak ważna dla społeczności, na której widniały odbite ślady łap przodków. Czemu nie mógł więc odbić swojej już teraz? Dlaczego? W końcu był już wielkim wojownikiem i chciał mieć już swój ślad na ścianie. Szczęście, że nad tym małym demonem czuwała jeszcze jedna osoba, która widząc, jak kocurek wgapia się w ścianę, odgadła jego myśli (lub też bardziej impuls, pomysł, bo myśli to w tym mózgu na darmo szukać) i postanowiła zapobiec katastrofie małym trikiem. Coś jasnego mignęło przed oczami rudasa, kupując go niemal od razu. Pognał za plamką światła wzrokiem, głową, a gdy ta się poruszyła znowu, był całkiem już pochłonięty. Iskierka znów się ruszyła, raz w jedną, raz w drugą, zadrżała i zatańczyła, wodząc za sobą Bursztyna jak małą kukiełkę, która skakała za nią jak opętana. Tylko dlaczego nie dało się złapać?
,,Ty parszywy demonie, próbujesz mnie przechytrzyć!" wymruczał w myślach, gdy po kolejnym skoku, zamiast złapać światełko, to pojawiło się na jego łapach, zamiast być pod, jak każda inna ofiara. W dodatku znów się ruszyła! Zakręcił się w koło i zmarszczył pysk, gdy w jego oczy uderzyła taka jaskrawość, że musiał aż je przymknąć. Co to? Teraz znów mu wzrok atakuje, ta jaskinia diabelska? Zamrugał, chcąc pozbyć się dziwnych czarnych kropek w oczach, przecierając ślepia, a gdy uniósł wzrok i zamrugał znów razy kilka, dostrzegł jakąś ciemną postać, patrzącą na niego z zaciekawieniem i może rozbawieniem. Nie jednak ona sama była najważniejsza, a przedmiot, który trzymała. W rudej łapie znajdował się dziwny odłamek, który widocznie mógł pochłaniać światło. Młodziak nie mógł tego odpuścić, tak ciekawego zjawiska, więc po chwili wgapiania się w nie tak całkiem obcą osobę, przydreptał doń z podniesionym wysoko ogonem, już po chwili stając przed Pogłosem Klanu Burzy, zerkając mu w pysk. Wiedział, że miał się z tą częścią nie zadawać, ale.... ale!
- Co robisz? Co to? - spytał, wskazując na dziwny odłamek.
- Sprawdzam jego właściwości. Działa trochę jak wodna tafla, ale jest stabilne i da się trzymać w łapie. Fascynujące, prawda? Ale nie mamy pojęcia, co to może być.... dlatego właśnie, próbuję to zrozumieć - odezwał się starszy kocur, zerkając na malca z rozbawieniem, ukrywając fakt, że zwyczajnie bawił się w wybawiciela świętej ściany przed aktem wandalizmu.
- Oooo! - stanął na dwóch łapkach, by przednimi oprzeć się o tą, która trzymała kawałek lusterka, by zerknąć na dziwną taflę, później kierując wzrok na promienie słońca padające przez mini, niby-świetlik w grocie. - Umie połykać i rzygać światłem! - zauważył - A wiesz, ja też umiem rzygać. Nawet na zawołanie, chcesz zobaczyć?
- Może innym razem, w końcu nie chcemy, żeby kronikarze albo twoi rodzice mieli czyjeś wymiociny do sprzątania... ale wierzę ci na słowo - wymruczał Ognik - Ale oprócz tego, wiesz, co inne koty mówią?
Bursztyn pokręcił przecząco głową.
- Mawiają, że to małe zwierciadło potrafi połykać kocią duszę.
Tajemniczy szept przemknął przez grzbiet kocura, sprawiając, że sierść lekko stanęła mu dęba, a on sam odskoczył w tył z cichym sykiem. Nie da się! Jak to duszę? Coś o tym słyszał i chyba nie chciał być zjedzony, połknięty, przeżuty ani nic z tych rzeczy. Poklepał się łapami po ciele, sprawdzając czy wszystko jest w porządku, zanim na pysk wpełzł mu zadowolony uśmiech.
- Ha! Nic mi nie jest, ale lipa!
- Wiesz, w końcu to tylko plotka - zamruczał Ognik z lekkim uśmiechem - Wiele razy patrzyłem na tą dziwną taflę i mogę z całą pewnością stwierdzić, że wciąż -
- Bursztyn! Nie dotykaj tego, to jest brudne - zirytowana Pożarowa Łapa wyrosła jak cień zza pleców kociaka, obrzucając Oskrzydlonego Ognika pogardliwym spojrzeniem, a Bursztyn mógł poczuć, jak zostaje chwycony za kark i już po chwili dyndał z pyska matki. Co, co? Skąd ona tu? Nie miała mieć chwili przerwy? No, najwyraźniej przerwa się już skończyła, ale no kurcze, już znalazł coś interesującego! Mama zawsze psuła zabawę... niemniej.
- Haha! Brudas! - zawołał wesoło, wskazując łapą na niewzruszonego Ognika, podczas, gdy Pożar starała się odejść jak najszybciej i jak najdalej.
- Powinniśmy w końcu zakopać tą jednostronną niezgodę, Pożarowa Łapo! Mam nadzieję pewnego dnia usiąść przy przyjemnej rozmowie - zawołał za nimi pogłos z przyjaznym uśmiechem na pysku, niestety nie sprawiając, by matka Bursztyna zmieniła zdanie ani nawet się odwróciła w stronę swojego brata, wypuszczając z siebie tylko zirytowane prychnięcie. Ciekawe, czy będzie miał teraz z tego powodu wykład...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz