Przeszłość
Stokrotki. Ciekawe jak wyglądały w ogóle stokrotki, co to było? Zwierzyna? Może lotna, może potrafiła nurkować i łapać ryby? Z pewnością umiała pływać o niebo lepiej od niego. On w płytkim zbiorniku machał łapami na boki, zawsze jakimś cudem prawie się topiąc. Gdyby nie Złocisty Widlik, to najprawdopodobniej już dawno głębiny by go pożarły. Nie potrafił się unosić, trzymanie pyszczka ponad wodą sprawiało mu trudności. Kasztanek zmarszczył brwi, po chwili je wygładzając i kręcąc głową intensywnie na boki, jakby w obawie, że swoją inną mimiką zmartwi brązowookiego, co odbiegało mocno od prawdy. On go absolutnie nie interesował. Oczywiście, że lubił niespodzianki! Każdy je lubił, więc gdyby on za nimi nie przepadał, to by odstawał od reszty nawet bardziej, a nie chciał tego. Nie chciał im dawać kolejnych powodów do wytykania go palcami. Zaczął ugniatać małymi łapkami podłoże pod sobą, unikając kontaktu wzrokowego z terminatorem.
— R-rozumiem…! Nie, nie mam… — pisnął, odpowiadając na pytanie.
— No, zmykaj już, mama z pewnością się za tobą rozgląda, a nie chcesz narobić mi kłopotów — Rezedowa Łapa pokręcił głową, popychając lekko młodziaka w stronę kociarni. — Jutro zobaczysz. Przyniosę ci stokrotek i się przekonasz, co ci dadzą. Pamiętaj to, czego się dzisiaj nauczyłeś! Możesz powiedzieć reszcie kociąt, tylko nie mów, skąd to wiesz — zachichotał pod nosem, gdy znaleźli się już przed wejściem do wgłębienia. Rezedowa Łapa przesunął go w głąb łapą. Kasztanek stracił równowagę, po czym uderzył przypadkowo jedną z kończyn o wystający korzeń wiekowej rośliny. Ból poniósł się po całym jego ciałku, ciarki wstrząsnęły nim, jeżąc mu futerko wzdłuż kręgosłupa. Upadł głucho na bok, początkowo mając wrażenie, jakby nie mógł się podnieść, mimo wymachiwania łapami w powietrzu. Zawrzeszczał z przerażeniem, a rudy uczeń zawahał się przez parę uderzeń serca. Czmychnął wreszcie do centrum, w którym akurat był spory ruch, jakby chciał uniknąć konsekwencji własnych czynów, jakby go w tłumie nikt nie mógł wykryć. Ból zaczął pulsować, dźgając go niczym mikroskopijne igły. Serce zaczęło bić mu szybciej, uszy zaczął mocno dociskać do głowy, a oczy mrużyć z dyskomfortu. Najbardziej bolał go chyba pyszczek, na który wylądował. Złocisty Widlik podszedł do niego pospiesznie, stawiając go na łapy i otrzepując z kurzu, dopytując, co dokładnie go bolało.
— Łapy! I broda, boli mnie bardzo. Wszystko mnie boli, ał! Chyba przegryzłem sobie język — zapłakał niewyraźnie, po jego podniebieniu rozpłynął się metaliczny posmak krwi, a po policzkach zaczęły masowo spływać słone łzy, które skapywały na posadzkę głucho, rozpływając się równie szybko, co się pojawiły. Może tylko sobie to wmówił? Może tak naprawdę wcale mu się nic nie stało i sam doprowadził do tej sytuacji, o mało co nie zsyłając na swojego kolegę nieszczęście? Lepiej dla Nocniaka, żeby nie zadawał się z tym malcem. Jeszcze mu przyniesie pecha na całe życie i co wtedy… I wtedy już nie pozbiera sobie stokrotek.
***
Teraźniejszość
Rezedowa Łapa ostatnio nauczył się, jak polować na łyski, o czym dowiedział się terminator dzięki plotkom, roznoszącym się po kotach niczym pyłki przenoszone przez wiatr. Przypalona Łapa co prawda nigdy nawet nie widział tych ptaków, wszystko przez to, że zanim w ogóle udało mu się go skosztować, to zjedli go ci zamieszkujący żłobek i ci z legowiska starszych. Zobaczył tylko czarne pióra. Mimo wszystko ciekawiło go, ile siły potrzeba było na upolowanie tak, z tego co słyszał, wielkiej zdobyczy. Oczywiście sama Trzcinowy Szmer ją złapała, więc… może, najprawdopodobniej lepiej byłoby, gdyby poszedł to właśnie do niej z pytaniami, aczkolwiek pomyślał, że Rezedową Łapę szybciej będzie o to zapytać.
I prawie się wycofał ze swojego pomysłu, martwiąc się, że to głupie, jednak znalazł się już przed znanym mu terminatorem. Dziwiło go, że nadal się uczył… w końcu Szkwalna Łapa, nie… Ulewny Szkwał doczekał się już swojego mianowania na wojownika i to parę wschodów słońca temu. Czyżby Mewi Puch uczył lepiej? Może sam fińczyk po prostu chłonął wiedzę niczym gąbka, dużo szybciej? Może Przypalona Łapa robił głupio, że postanowił raz jeszcze zagadać do tego ucznia? W końcu jak był młody, to on mu nagadał wiele, wiele nietypowych rzeczy, w które dymny bardzo długo wierzył. Dopiero ostatnio zaczął poddawać je wątpliwości, dochodząc do wniosku, że jego zachowanie było jedynie formą dogryzienia mu. Prychnął pod nosem, czując, jak zaczyna rosnąć w nim lekka frustracja. Czuł się wyrzutkiem, a terminator, który śmiał się z niego w jego najbardziej wrażliwym stanie, niczego mu nie ułatwiał. Zerknął na pysk rudego, który czekał najwidoczniej na słowa z jego strony. Łaciaty prędko spuścił wzrok. Gniew opuścił go, zakryty nagle przez intensywny wstyd. Jaki był z niego mysi móżdżek, że w ogóle wpadło mu do głowy, by jego pomysły kiedykolwiek były dobre! Poruszył kikutem nerwowo.
— Rezedowa Łapo — podjął się, przełykając bolesną gulę w gardle. Otworzył oczy szeroko, kuląc się lekko przed starszym. Nocniak odczekał parę uderzeń serca przed udzieleniem odpowiedzi.
— Co tam? Na pewno zastanawiasz się, jak udało mi się upolować tamtego wielkiego ptaka? Ale ty go nawet na oczy nie widziałeś pewnie, ach! — miauknął, kładąc łapę na piersi dumnie, mierzwiąc futro na niej lekko.
Przypalona Łapa zmarszczył brwi, strzygąc wąsami. Nie taka wersja zdarzeń do niego dotarła, ale może się mylił. Może to Rezedowa Łapa sam ją złapał. Nie znał go na tyle dobrze, nic o nim tak naprawdę nie wiedział. Oprócz tego, że był inny. Inny na pewno od niego samego i bardziej pewny siebie.
— Tak… Skąd wiedziałeś? — zapytał, prostując się, ale stając krzywo. Ciężko było zgrywać pewnego siebie. Może jeśli zacznie nad tym pracować i robić to częściej, to mu będzie lepiej wychodziło. Miał nadzieję. Wstrzymał powietrze, zmuszając płuca do zatrzymania się przez parę uderzeń serca. Czuł bicie organu w uszach, domagającego się tlenu.
— No wiesz, skoro jestem najlepszym terminatorem Klanu Nocy, to niektóre rzeczy muszą mi przychodzić naturalnie. I takie czytanie w myślach innym jest jedną z nich. Dlatego uważaj sobie, co myślisz, bo to do mnie szybko dotrze! — powiedział pewnie, unosząc brodę ku górze.
Przypalona Łapa polizał się parokrotnie po piersi, próbując się jakoś uspokoić. Jak to było w ogóle możliwe, to tak się dało? Dało się czytać w myślach innym kotom? Czy dało się tego nauczyć jak on to w ogóle…? Ach, nie, na pewno robił sobie z niego znowu żarty, to nie mogło być przecież prawdą. To nie mogło być prawdziwe.
— Mhm… — wymruczał z trudem. Nie chciał w to wierzyć. To było surrealistyczne! To by oznaczało, że rudy wiedział, kiedy dymny w niego wątpi. Kiedy myśli o nim nieprzychylnie… czy nie przetrzepałby mu łba, gdyby to wiedział?
<Rezedowa Łapo, a ty o czym myślisz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz