BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Owocowym Lesie!
(Brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 12 kwietnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

14 kwietnia 2026

Od Iskrzącej Nadziei Do Kocięcego Rozumku (Rudzikowego Skrzydełka)

Ostatnie zgromadzenie, na którym była Iskrząca Nadzieja (czyli to z akcją z Rudzik Pierze i Aminkiem) (TV coś w stylu myśli samobójczych)
✩ ★ ✩ ★ ✩

Kolejne zgromadzenie. Po co ja w ogóle na nie przychodziłam? Usiadłam byle gdzie, nie do końca zważając na otoczenie. Byłam jakby w bańce. Każdy Wilczak to widział. I każdy wiedział, dlaczego. Mimo to jednak czułam na sobie palące spojrzenia pobratymców. Słyszałam. Słyszałam to wszystko. Słyszałam te wszystkie szepty. Te wszystkie domysły. Oskarżenia. Nawet Zalotna Gwiazda — kotka, z którą rozmawiałam kilka razy. Którą uznawałam za oparcie. Która dawała mi to oparcie, kiedy go potrzebowałam. Ta sama kotka, która zapewniała mnie o tym, że będę dobrą matką. Nawet ona patrzyła na mnie krzywo. Jakby wierzyła w to, że to wszystko jest moją winą. A przecież nie było. Prawda?.... Sama nie wiedziałam. Powoli, z każdym dniem, każdym uderzeniem serca, przestawałam wierzyć samej sobie. Swoim przekonaniom. Swoim zmysłom. Jakbym zaczęła wariować. Nieobecnym wzrokiem błądziłam gdzieś w oddali, całkowicie wyłączona z rzeczywistości. Z każdym kolejnym tchnieniem moja zazwyczaj tak jasna iskra gasła, a każdy taki właśnie oddech, był jak cios w płuca, serce... We wszystko naraz. Po prostu we mnie. Na zimną niczym lód skałę wprost pod moimi łapami spadło kilka słono-gorzkich łez. Spuściłam wzrok, wraz z całą głową na Bursztynową Wyspę, na której właśnie siedziałam, a moje myśli pędziły niczym stado wygłodniałych, krwiożerczych psów, próbujących dopaść biednego, bezbronnego króliczka… Biednego, bezbronnego kicusia, który nie robił nikomu krzywdy.
”To wszystko jest do bani… Jaki jest w ogóle cel mojego istnienia. Po co to wszystko. Jaki jest cel mojego żałosnego użalania się nad samą sobą, nie robiąc nic dobrego ani dla ogólnikowego Klanu Wilka, ani dla nikogo pojedynczego, ani w ogóle dla kogokolwiek, włącznie ze mną samą? Lepiej by było, gdybym nigdy się nie urodziła… Makowy Nów, moje siostry, rodzicielka… Moje dzieci… Mój były partner… W ogóle cały Klan Wilka. Nikt nie musiałby się za mnie wstydzić. Jestem po prostu żałosnym rozczarowaniem… Klanie Gwiazdy, po co wysłałeś mnie na ten świat? Za co… Co ten świat zrobił, żeby aż tak go kazać?...”
Pociągnęłam nosem, strzygąc jednym uchem. Zatopiona we własnych przemyśleniach, nie zwracałam uwagi na otaczające mnie koty, będąc w swoim świecie, kiedy jakaś kotka niosąca ze sobą aromat Klanu Burzy, jakby wyrosła z ziemi (a raczej skały) tuż przede mną.
— Cześć… Wszystko dobrze? — spytała Burzaczka, strzepując swoim puchatym, idealnie ułożonym ogonem.
— J-ja, yyuhhh… — wyjąkałam, łapą wycierając łzę, spływającą po moim policzku.
Kocica przekręciła lekko głowę, ze smutnym uśmiechem na pyszczku.
— Ta-tak… Jest okej. Al-ale dziękuję, że, no… Pytasz.
Również słabo się uśmiechnęłam, nie chcąc wyjść na niemiłą lub słabą w oczach kogoś z innego klanu. Przecież sama Makowy Nów by mi tego nie wybaczyła!
— Widzę w twoich ślepiach ból… Ból utraty… Nie wiem, kogo straciłaś, ale bardzo Ci współczuję…
Przez kilka uderzeń serca między mną a srebrną nawiązała się taka cisza, którą ciężko opisać. Niby taka normalna jakby przyjemna, niby nie do końca… Ciężko było ją jakkolwiek nazwać.
— Ja… Dziękuję… To wiele dla mnie znaczy…
— Cóż, Klan Gwiazdy ostatnimi czasy nie był dla mnie łaskawy. Straciłam kotkę, która była dla mnie niczym matka, partnera, syna, siostrzeńca, przyjaciółkę, byłego ucznia… A-ale jest już lepiej… Wiesz… Dziękuję, że do mnie podeszłaś i… I no…
Na pysku pręguski znów pojawił się słaby uśmiech.
— Nie ma sprawy… Wnioskując po zapachu, jesteś z Klanu Wilka?
— Tak… A Ty z Klanu Burzy?
Obydwie zachichotałyśmy, a w tym samym czasie coś na skale, z której przemawiali przywódcy, zaczęło się dziać. W pewnym momencie zastępca Buraków przywołał moją rozmówczynię ruchem ogona.
— Przepraszam, muszę już iść, miło było cię poznać! — mruknęła, po czym popędziła do kocura.
Również zerwałam się z pozycji siedzącej, strzygąc czekoladowo-białym, puchatym ogonem.
— J-ja nawet nie znam Twojego imienia! — krzyknęłam za srebrzystą, jednak nie dostałam odpowiedzi, bo zapewne mnie nie usłyszała.
— O-oh… — szepnęłam w sumie sama do siebie, siadając tam, gdzie wcześniej.
W sumie to przez resztę zgromadzenia siedziałam tam, nie zwracając uwagi na to, co się dzieje, próbując wyszukać gdzieś w odmętach pamięci, czy mogłam kiedyś usłyszeć imię znajomej-nieznajomej kocicy.
„Była… Bardzo miła! Mam nadzieję, że za niedługo los połączy siły z Klanem Gwiazdy i znów przetnie nasze losy kolejnym spotkaniem. Kto wie, może nadejdzie ono szybciej, niż któraś z nas mogłaby przypuszczać?”

Następnego dnia po patrolu z Księżycową Łapą (tw opis krwi)
✩ ★ ✩ ★ ✩

Zielone Liście powoli zmieniały swoje kolory, przybierając barwy bursztynu, słońca górującego nad moją głową, oraz popołudniowego nieba, wraz z tą właśnie ognistą gwiazdą, znikającą gdzieś w oddali na horyzoncie, aby oddać podniebną scenę wprost dla tańcujących na nim gwiazdach, oraz lśniącemu księżycowi. Zawsze, kiedy patrzyłam w niebo, niezależnie od pory dnia czy nocy, myślałam o przeszłości. O moim słońcu, które zaszło za horyzontem, zostawiając w mnie w ogniu rozpaczy. Ostatnio jednak zaczęłam tłumaczyć to sobie w ten sposób, że Klan Gwiazdy to wszystko zaplanował. Może to był rodzaj jakiejś próby? Jakiegoś testu? Może to było wypisane w gwiazdach już od dawien dawna, a może tak po prostu musiało być, a ja i tak nie mam do wyboru nic innego, prócz zostawienia tego wszystkiego za sobą i pójścia dalej. Ta myśl w pewnym sensie dodawała mi otuchy. Podniosłam wzrok, aby ujrzeć nieboskłon, na którym pojedyncze, niewielkie chmury sunęły w swoim własnym tempie, jakby nie przejmowały się niczym innym.
— Niebo jest dziś niemal czyste, nie zapowiada się na deszcz — szepnęłam sama do siebie.
— Okej, z tego, co mi wiadomo, nie polowaliśmy na tej części naszych terenów od jakiegoś czasu, więc mam nadzieję, że kiedy słońce będzie górować, każda para pokaże mi się z pyskami pełnymi zwierzyny — powiedziała moja siostra, Jaskółcze Ziele, która akurat prowadziła nasz patrol.
Zatrzymaliśmy się gdzieś między Czarnymi Gniazdami a Potworną Przełęczą, kiedy Jaskółka kontynuowała.
— Podział jest dość oczywisty. Tropiąca Łasko, pójdź proszę razem z Nocną Łapą w okolice granicy z Klanem Klifu. Cienista Zjawo, Kryształowa Łapo, możecie spróbować pójść głębiej w las, jakbyście mieli iść wprost do Spalonej Zatoczki. Ja i Iskrząca Nadzieja przejdziemy się w okolicach granicy z Klanem Burzy. Tak jak wcześniej mówiłam, spotykamy się tu, kiedy słońce będzie górować. Powodzenia!
Dwójka wojowników oraz dwójka uczniów pokiwała przez chwilę głowami, po czym każda para rozeszła się w swoje wyznaczone strony.
Futra moje i siostry lekko stykały się ze sobą, kiedy szłyśmy krok w krok tym samym tempem.
— Myślisz, że upolujemy jakiegoś dorodnego zająca? — zagadała swobodnie czarno-biała, a w tym samym czasie w powietrzu dało się wyczuwać coraz mocniejszy aromat łąk oraz wcześniej wspomnianych zająców, ale nie tylko ich.
Było tego tak dużo, że w zasadzie ciężko było wyłapać pojedyncze zapachy. Mimo takiej różnorodności ta mieszanina była zdecydowanie przyjemna.
— Mam taką nadzieję! W sumie, jakby się tak zastanowić, to chyba nigdy nie jadłam ani żadnego królika, ani żadnego zająca… A Ty?
Ziele zmrużyła swoje żółte oczy, przez chwilę się namyślając. Często słyszałam, że oczy są zwierciadłem duszy danego zwierzęcia. Sama też tak po części uważałam. Nie chodziło mi jednak o ich kolor, kształt czy skośność. Moim zdaniem, oczy ukazywały emocje, które aktualnie grały w środku. I choćby cała postawa, włącznie z pyskiem, była niewzruszona… Wręcz można by rzec… Kamienna… Tak ślepia, powiedzą ci wszystko. Czy tego chcesz, czy nie.
— Ja chyba jadłam. Raz. Kiedy byłam świeżo mianowaną wojowniczką. Nie pamiętam już nawet, jak smakował!
Uśmiechnęłam się na wpół do samej siebie, na wpół do niej.
— Wiesz co? Wczoraj prowadziłam patrol łowiecki, na którym był Twój syn, Księżycowa Łapa. Powiedział, że mam śliczne oczy! To było takie miłe… Dobrze go wychowujesz, Jaskółcze Ziele. Tak swoją drogą, wiesz, co raz słyszałam? Gdyby nie to, że mamy niemal takie same oczy to nikt nigdy by nie powiedział, że jesteśmy siostrami! Czy ja wiem, może jest w tym trochę prawdy?
Rozmawiałam tak z siostrą jeszcze przez krótką chwilę, dopóki obydwie nie wyczułyśmy woni jakichś zdobyczy. Wojowniczka wybrała się nieco w las w poszukiwaniach szpaka, podczas gdy ja postanowiłam zostać niedaleko granicy z Klanem Burzy, gdzie upolowałam już nornice, sikorkę oraz dwie myszy.
Przyjęłam pozycję łowiecką, chcąc jednak zapolować inaczej, niż zwykłe. Zamiast chować się wśród gąszczu, próbując wtopić się w las, postawiłam na szybkość. Osłona lasu była dla mnie okej, jednak przyjemniej było mi na otwartym terenie, takim jak różne pola, czy łąki pełne pięknych kwiatów. Nie byłam jakoś bardzo umięśniona, wręcz… Szeroka w barkach czy ogólnie większej masy tak, jak większość Wilczaków, ale za to atletyczna i zwinna. Szybkość zdecydowanie się ze mną lubiła. Zauważałam pewien schemat dotyczący zarówno walki, jak i polowań. Koty, wśród których żyłam, najczęściej wykorzystywały swoją przewagę masową bądź liczebną (jeśli takowe opcje były dostępne). Ja wolałam polegać na planie i strategii. Rzadko kiedy podejmowałam działania bez strategii czy planu, nawet w rzeczach najbardziej codziennych. Teraz na przykład też miałam plan. Widziałam swoją ofiarę. Zając był dorodny i utuczony. Wyglądał, jakby na chwilę stracił czujność, ponieważ nie rozglądał się dookoła, tylko zajadał ze smakiem upatrzone mlecze. Zrobiłam kilka kroków w jego stronę, upewniając się, że idę pod wiatr. W końcu, kiedy uznałam, że jestem wystarczająco blisko, zaczęłam biec w jego stronę nie zważając na to, czy robię przy tym szelest, bądź jakikolwiek inny typ hałasu. Istota, zaalarmowana przez mnie samą moją obecnością, zaczęła w popłochu uciekać przed siebie. Uśmiechnęłam się pod nosem, lekko skręcając, aby puszek przypadkiem nie wybiegł za granicę z Klanem Burzy. Tym samym wpędziłam go w miejsce, w którym połowa (jeśli nie więcej) podłoża, była obłożona jeżynami i lśniącymi kamieniami, co utrudniało ucieczkę. W końcu wykonałam finalny skok, sprawnie kończąc cierpienie stworzenia.
— Dziękuję Ci Klanie Gwiazdy, za ofiarowanie mi tej zwierzyny, niech Wasze łowy będą udane tak, jak dziś moje — szepnęłam, zamykając na chwilę ślepia w kolorze łagodnych promieni płonącego słońca, które właśnie mieniło się na otwartym nieboskłonie.
— Nieźle to wymyśliłaś.
Głos za mną odezwał się tak nagle, że lekko podskoczyłam. Lądując, poczułam ból przeszywający poduszeczkę mojej tylnej łapy.
— Au- — wyrwało mi się, jednak szybko zasłoniam pyszczek swoim puchatym, czekoladowo-białym ogonem.
Po mniej niż uderzeniu serca odwróciłam się do — jak się okazało — ostatnio poznanej na zgromadzeniu kotki, której imienia nie dane było mi poznać.
— O-oh, to Ty! — miauknęłam, rozjaśniając się.
— Tak, to ja, we własnej osobie — zachichotała kocica, siadając tuż przy naszej wspólnej granicy.
— Miło Cię znów widzieć! A i no, dziękuję… Zawsze obmyślam plan. Wiesz… Ostatnio nawet się sobie nie przedstawiłyśmy! Ja jestem Iskrząca Nadzieja, wojowniczka Klanu Wilka.
Przedstawiając się, lekko się ukłoniłam, mając jednak podniesioną przednią łapę do góry.
Srebrna znów zachichotała, ale tym razem szybko przestała.
— Coś stało Ci się w łapę, wszystko w porządku? — spytała z troską, przerzucając swoje błękitne spojrzenie między kończyną a moimi złotymi ślepiami.
— To nic takiego! Chyba po prostu wbił mi się jakiś kolec… Jak wrócę z patrolu, to zajdę do znajomego medyka, Roztargnionego Koperka, gdyby było gorzej… Nie masz się co martwić, ale… No, wiesz… Dzięki za troskę.
— Nie ma za co — odparła, poprawiając lokowaną grzywkę łapą.
Pręguska wyglądała, jakby przez chwilę coś rozważała. Po mniej niż dwóch uderzeniach serca również delikatnie się ukłoniła, nakładając na srebrzysty pyszczek szarmancki uśmiech.
— Wypadałoby, abym też się przedstawiła! Jestem Sójczy Błękit, wojowniczka Klanu Burzy, bardzo miło mi Cię poznać, Iskrząca Nadziejo! Bardzo podoba mi się twoje imię, jest takie radosne i dodające otuchy!
Lekko się zarumieniłam, odpowiadając wojowniczce.
— Cóż, mi także jest bardzo miło i też lubię Twoje imię. Brzmi tak dostojnie i elegancko… Sójki to moje ulubione zwierzęta, czasami przechadzam się po lesie, aby pozbierać ich pióra, ale to już pewnie zauważyłaś!... Jeśli kogoś bardzo lubię, daję mu jedno ze swoich piór, aby pokazać, że jest mi bliski! Wiesz, osobiście bardzo lubię koty z Klanu Burzy… Dałam jedno ze swoich piór Rudej Lisówce oraz mam zamiar dać je jednej mojej znajomej, która też jest Burzaczką!
Srebrzysta uśmiechnęła się, strzepując uszami.
— W takim wypadku, może polubisz moją córkę, właśnie jest ze mną na patrolu, więc powinna tu zaraz przyjść! — mruknęła wesoło, a ja na samą myśl zaczęłam się ekscytować.
W pewnym momencie usłyszałam za kocicą dość znajomy głos.
— Mamo? Z kim tam rozmawiasz?
Kiedy Sójka odsunęła się z widoku, zobaczyłam… Kota, którego znam
Za rudą stała — także ruda — Rudzik. Konkretnie Rudzikowe Skrzydełko.
Z lekkim zdezorientowaniem przeskakiwałam wzrokiem między jedną a drugą, nie do końca wiedząc co zrobić.
— Rudzikowe Skrzydełko?...
Starsza patrzyła to na mnie, to na — jak się okazało — swoją córkę z już nie tak wyraźnym uśmiechem.
— Iskrząca Nadzieja? A co ty tu robisz?
Błękit też wydawała się zdezorientowana.
— Czekaj, czekaj chwilę. To wy się znacie?
— Umm, chyba na to wychodzi! — mruknęła koteczka z wywiniętymi uszami i lekkim uśmiechem na pyszczku.
— Cóż za zbieg okoliczności! — zaśmiała się Burzaczka w ramach odpowiedzi skierowanej do jej córki.
Przez jakiś czas rozmawiałyśmy tak we trójkę, kiedy jakiś inny kot mnie zawołał. Po głosie rozpoznałam, że była to moja siostra.
— Wybaczcie, ale muszę już iść, moja siostra mnie woła. Miło było mi was spotkać, miłego spaceru i miejmy nadzieję, że do zobaczenia niebawem!
Wojowniczki również się ze mną pożegnały, najwyraźniej postanawiając kontynuować wspólny spacer po swoich terenach, a ja pokuśtykałam do Ziela.
— Cześć Iskierko, nie wiem jak u ciebie, ale moje łowy nie były zbytnio uda- Ojeju, co ci się stało w łapę? — zaczęła mówić zatroskanym tonem czarna.
— Aj tam, to nic takiego, po prostu coś wbiło mi się w łapę, nie przejmuj się mną, Jaskółko! — miauknęłam z uśmiechem, mimo iż łapa, a raczej jej poduszka, zaczynała piec i boleśnie pulsować.
— To nie wygląda za dobrze… — odparła wojowniczka, jednocześnie podchodząc bliżej.
Podniosłam łapę i ujrzałam kawałek szkła, wbity głęboko w moją poduszeczkę.
— O-oh… Rzeczywiście… Cóż, jak już wrócimy, to przejdę się do Roztargnionego Koperka, ono na pewno mi pomoże!... Ale cóż, skoro twoje łowy nie były idealne, mogłabyś pomóc mi w przeniesieniu mojej zwierzyny? Jak coś, to część była upolowana przez ciebie!
Moja siostra delikatnie się uśmiechnęła.
— Jasne Iskierko, ale teraz przede wszystkim chodźmy, zanim wda ci się tam jakieś zakażenie czy inne świństwo — mruknęła, po czym obydwie poszłyśmy w miejsce, w którym miałyśmy spotkać się z resztą kotów.

✩ ★ ✩ ★ ✩

Po przyjściu do obozu moja siostra od razu zaprowadziła mnie do miejsca, w którym przebywali medycy, a tam zajęła się mną Cisowe Tchnienie. Na szczęście szkło nie wbiło się aż tak głęboko, abym musiała odpuszczać sobie wszelkie aktywności na więcej niż dzień. Aby upewnić się, że nie wda się żadne zakażenie, a rana będzie się dobrze goiła, następnego dnia przyszłam, aby któryś z medyków rzucił na to okiem. Był to akurat Chuda Łapa, którego bardzo polubiłam. Teraz byłam na samotnym spacerze wśród wysokich wilczakowych drzew. To były te same okolice, w których ostatnio spotkałam dwie przemiłe srebrzysto-rude kocice. Za każdym razem, kiedy zatapiałam się w myślach, w ogóle nie patrząc na to, gdzie łapy mnie niosą, znajdowałam się niedaleko tej granicy. Cóż, najwyraźniej coś przyciągało mnie do Burzaków! Do mojego nosa dostał się przyjemny aromat rozległych łąk i zająców, kiedy nagle kątem oka wyłapałam rudą plamę. Odwróciłam się w tamtą stronę i ujrzałam niewielki patrol graniczny, składający się z trzech rudych futer. Jednym z nich był mój stary znajomy, Ruda Lisówka, drugiego kojarzyłam jedynie ze zgromadzeń, a jej imię kojarzyło mi się z członem Śnieżyca, natomiast trzecim była Rudzikowe Skrzydełko.
Podeszłam trochę bliżej granicy, oczywiście jej nie przekraczając i przyjaźnie pomachałam do pręgusów.
— Cześć Ruda Lisówko, cześć Rudzikowe Skrzydełko, miło mi was znowu widzieć!
Cała trójka skierowała na mnie swoje uważne spojrzenia. Na początku na pysku Lisówki tkwił wyraz dość ciężki do odgadnięcia, jednak chyba wtedy mnie rozpoznał, ponieważ cały się rozpromienił.
— Hej, Iskrząca Nadziejo, szmat czasu Cię nie widziałem! Nie mam rudego pojęcia, skąd znasz Rudzik, ale to jest Śnieżycowa Chmura. Czy coś cię sprowadza na naszą granicę?
Uśmiechnęłam się, siadając z lekko podniesioną łapą.
— Nie, po prostu chodziłam przy granicach, ciesząc się naturą na spacerze!
Rudzielec podszedł nieco bliżej granicy, a ja po uderzeniu serca dodałam.
— Jejku, jesteście kolejnymi rudymi burzakami, jakie poznaję! To jakaś norma i cały klan jest rudy? — zagadałam, przeskakując spojrzeniem złotych ślepi między trzema pręgusami.

< KFC? Odpowiesz koleżance mamy (i swojej w sumie też)? >


Wyleczeni: Iskrząca Nadzieja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz