— Nie wychodź, proszę, poza obóz Złamanku! — mruknęła szara kocica, gdy łapa Złamanka już opuściła żłobek. Spojrzał na swoją matkę i powoli skinął jej głową. Powoli zaczął przechadzać się po obozowisku, słyszał gdzieś w oddali latające ptaki i na tym się skupił. Nagle do jego boku dobiła rudo czarna kotka z białymi łapami. Czarny kocur się zachwiał i cicho syknął. Spojrzał do góry i zobaczył Błyskotkę. Starszą kotkę z legowiska bo jeszcze nie skończyła 6 księżycy i musiała siedzieć z nim w jednym żłobku. Zlamanek spojrzał na nią z ukosa, lekko zdenerwowany. Westchnął i zimno powiedział
— Patrz, jak chodzisz — mruknął. Błyskotka się spłoszyła, położyła uszy na swoim łbie
— Ja… Przepraszam! Nic. Co się nie stało? — miauknęła spłoszona szylkretka. Czarny kocurek nic nie odpowiedział, po prostu odszedł powoli w swoją stronę
— Poczekaj! Nic ci nie jest na pewno…? — zawołała za Złamankiem. Ten, już czując, jak mu się gotuje, odwrócił się do niej.
— Przyjaźnimy się? O co Ci chodzi? Nie chcę z tobą rozmawiać — fuknął zdenerwowany. Czy ten mysi bobek nie mógł mu dać spokoju? Gdyby mógł, to by jej czymś zatkał ten gadatliwy pysk!
— Jesteś synem Foczej Fali, prawda?
— Co cię to obchodzi? — mruknął oburzony. Błyskotka cofnęła się o krok, jakby te słowa uderzyły ją mocniej niż powinny. Przez chwilę tylko patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, jakby szukała odpowiedzi, której nie dostała.
— Po prostu… — zaczęła ciszej, nerwowo owijając ogon wokół łap — Słyszałam, że jesteś nowy i…
Złamanek prychnął pod nosem, odwracając wzrok gdzieś w bok, w stronę wyjścia z obozu.
— I co z tego? — przerwał jej chłodno. — To nie znaczy, że chcę mieć ogon przyklejony do boku.
Na moment zapadła cisza. Gdzieś w oddali zaszeleściły liście, a wiatr poruszył ściółką. Błyskotka spuściła głowę, drapiąc ziemię pazurem.
— Nie musisz być niemiły… — mruknęła cicho.
Złamanek drgnął lekko, ale szybko to ukrył. Zamiast odpowiedzieć, ruszył dalej, tym razem szybciej, jakby chciał zostawić ją daleko za sobą.
— Hej! — zawołała jeszcze za nim, ale już nie podbiegła. — Ja tylko chciałam pomóc!
Kocur nawet się nie odwrócił. Jego ogon sztywno unosił się w powietrzu, a uszy miał lekko położone do tyłu.
Dopiero gdy oddalił się na tyle, że nie słyszał jej kroków, zwolnił. Zatrzymał się przy krawędzi obozu i spojrzał w stronę lasu.
Przez krótką chwilę zawahał się. Potem jednak prychnął cicho, jakby sam na siebie, i usiadł, wpatrując się w drzewa.
<Czego dalej ode mnie chcesz Błyskotko.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz