Korowy Szept, kotka, przy której jego serce biło szybciej, którą bardzo mocno kochał, powiedziała… Że czuję do niego to samo. To było coś, czego się nie spodziewał. Planował jej to powiedzieć już od dawna, jednak był przygotowany na odmowę, na to, że szylkretka nie będzie chciała zostać jego partnerką, na to, że ich przyjaźń ulotni się szybciej niż Kamienne Pióro zdołałby mrugnąć.
A stało się coś zupełnie innego. Stał przez bardzo długą chwilę, z szeroko otwartymi pyskiem i oczami, mrugając ze zdezorientowaniem. Dopiero po tym czasie dotarły do niego słowa Korowego Szeptu, zrozumiał, że to się naprawdę dzieje i uwierzył w tę piękną chwilę.
— Ojej, naprawdę? — sapnął głosem młodego ucznia, który właśnie wyszedł z obozu i widzi, jak wielkie jest terytorium jego klanu.
— Tak — szepnęła wojowniczka cicho, jej oczy błyszczały ze szczęścia.
Mruczenie kotki wciąż docierało do jego uszu. Był to bardzo przyjemny dźwięk, niski i wibrujący. A Kamienne Pióro najbardziej lubił go za to, że świadczył o zadowoleniu najważniejszego mu kota na świecie. I kiedy go słyszał, nie potrafił powstrzymać własnego mruczenia, tak więc niski, gardłowy dźwięk wydobył się z jego klatki piersiowej i zmieszał z mruczeniem Korowego Szeptu.
Kamienne Pióro poczuł, że coś w jego sercu się zmieniło. Teraz jakoś inaczej patrzył na otaczający go świat. Tak, jakby nic się nie liczyło. Nie dbał już o ojca i brata ani o wszystkie problemy, z którymi się kłopotał Klan Wilka, ani o to, że pewnie już nigdy nie zostanie mistrzem, chociaż kiedyś bardzo tego chciał.
Teraz to wszystko było już nieważne, bo miał Korę i kochał ją, a ona go.
* * *
Wychylił głowę z legowiska wojowników i gdy stwierdził, że deszcz ustał, przeciągnął się i skierował swoje kroki w kierunku stosu zdobyczy. Zanim zdążył przejść choćby długość ogona, skapnęła na niego kropelka wody z gałęzi drzewa nad jego głową. Skrzywił się i otrząsnął futro, mocząc i tak już mokre krzaki obok.
Z niezbyt obfitego stosu wybrał chuderlawą wiewiórkę i uznał, że gdy ją zje, to pójdzie na polowanie. Ze zdobyczą w pysku wszedł z powrotem do legowiska wojowników. Jego oczy szybko przyzwyczaiły się do półmroku. Na niektórych posłaniach koty leżały, odpoczywając, większość jednak była pusta, wiele wojowników poszło na patrole.
Położył się obok Korowego Szeptu, podciągnął łapy pod brzuch i owinął ciało ogonem, kładąc wiewiórkę między nimi.
— Zjemy?
— Tak, bardzo chętnie. Dzięki — odpowiedziała szybko.
Kiedy się posilili, Kamienne Pióro oblizał pyszczek, a jego żółte oczy napotkały się ze spojrzeniem kotki.
— Ciekawe, co będzie dalej z tą pieszczoszką — ściszył głos, aby inni wojownicy nie słyszeli ich rozmów. — Myślisz, że zostanie wojowniczką? Pewnie nie umie walczyć ani polować, więc zakładam, że dostanie jakiegoś mentora. O ile w ogóle zostanie w naszym klanie.
<Korowy Szepcie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz