Tego wieczoru przechadzali się po ich ulubionym miejscu, Owocowym Lasku. Początek pory opadających liści pięknie malował drzewa na różne kolory, a ciepłe resztki słońca przyjemnie grzały. Kurka z Guziczkiem szkliw ze złączonymi ogonami i barkami opartymi o siebie nawzajem, dopóki nie doszli do wyjątkowo ładnie oświeconego miejsca. Tam usiedli sobie w wilgotnej trawie, wtuleni w siebie. I zapadła chwila miłej ciszy, dopóki Guziczek, wpatrzony w Kurkę jej nie przerwał.
– Gdybyśmy mieli mieć dzieci… – zatrzymał się na chwile. – To chcemy przygarnąć jakieś zguby, czy może poprosić jakąś kotkę? – zapytał.
Kurka zamrugał parę razy zaskoczony pytaniem. Może nie powinien być zaskoczony. W końcu są zadeklarowani, zakochani w sobie po uszy. Może to czas myśleć nad takimi rzeczami. Co Kurka chciałby zrobić? Hmmm… Zwiadowca przymknął oczy i oparł się o futro ukochanego mocniej, mrucząc cicho.
– Nigdy o tym nie myślałem, ale… jak teraz wkładam w to całe serce, to… myślę, że fajnie mi to obojętne. Niby fajnie byłoby poprosić kotkę, mieć pewność, że to nasza krew i kości i... a nóż jedno z kociąt wyglądałoby jak ty! Taki mały Guziczek, haha. – Kurka polizał Guziczka po poliku, układając jego sierść.
– Mówisz? Taki mały ja? No ja nie wiem! Jak byłem mały to w końcu, byłem całkiem niegrzeczny…
– Nie, żebym ja był lepszy! – Kurka się zaśmiał. – Oboje zapewniliśmy, że Kajzerka osiwieje młodo!
– Tak. To prawda. – Guziczek uśmiechnął się szeroko na wspomnienie mamy.
– W każdym razie. Miło byłoby poprosić kotkę, ale… z drugiej strony jakoś… tak niekomfortowo mi z myślą, że... no wiesz… zwłaszcza jakby to był ktoś z naszej społeczności. Może to bezpodstawny strach, ale jednak… jest w tym coś takiego. Ale… to nic nieznaczące wątpliwości. Myślę, że jakby nadarzyła się okazja na jakiekolwiek kocięta to… czemu nie! Kotka czy znajdki. Nie obchodzi mnie to, najważniejsze, że… z Tobą. – Kurka położył łapkę na łapce Guziczka i spojrzał mu głęboko w oczy. – Najważniejsze, że z Tobą!
– Dobrze. Będę miał to na uwadze. – Guziczek pokiwał łebkiem.
– Doprawdy? – Kurka zaśmiał się pod nosem zaczepnie. – A ty? Co byś preferował? Poprosić kotkę czy czekać na znak z nieba i znaleźć znajdki? A może mój nieprzewidywalny i szalony ukochany chce włamać się do dwunogów i ukraść kocięta od nich, po jednym z każdego domu? – zażartował sobie Kurka.
– To byłoby szalone! – Guziczek zaśmiał się razem z nim. – Ale nie niemożliwe!
– Nawet o tym nie myśl! – Kurka pacnął go łapą, pomimo że to był po części jego pomysł. – Nie pozwolę ci! Zbyt ryzykowne! Zresztą! To był tylko żart!
– Wiem, wiem. – Guziczek otulił ogon wokół łap Kurki i polizał go po nosie. – Obiecuję nie włamywać się do domów dwunożnych!
– I poprawnie! – Kurka pokiwał łebkiem z wyolbrzymioną powagą. – A teraz… jakie jest twoje zdanie? Bo branie pod uwagę tylko mnie, byłoby niesprawiedliwe! – Kurka przytulił się do Guziczka, nastawiając uszu na jego odpowiedź. – Co Ty byś chciał?
<Guziczku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz