BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gęgawa x Nikt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gęgawa x Nikt. Pokaż wszystkie posty

03 kwietnia 2023

Od Nikogo CD. Gęgawy

 Wbił wzrok w Gęgawę, pełnym strachu wzrokiem. Co takiego? Miał mu opowiedzieć o tym, co tam się działo? Jak sam ledwo to pojmował! Owszem, przypomniał sobie o wojnie, dzięki burzy oraz piorunom, które waliły raz po raz w ziemię. W uszach słyszał trzask konającego drzewa, czuł trzęsienie ziemi, swąd spalenizny i wrzask masy głosów. To jednak wszystko co do niego wróciło. Nadal większość tego co wiedział, pochodziła z opowieści Miodunki. Kocica streściła mu wszystko to co stracił wraz ze wspomnieniami, gdy został zaatakowany przez dziwną, zębiastą istotę. Jego umysł nadal jednak był chaosem. Wiele wątków nie miało sensu, to co widział w snach, mieszało mu się z tym w co wierzył. Nie był dlatego idealnym wyborem dla kogoś, kto mógłby ze szczegółami opowiedzieć młodszemu pokoleniu o tym zdarzeniu.
— Ja... Przepraszam. Chciałbym ci pomóc, naprawdę, ale... Ale miałem wypadek. Moje wspomnienia są... odległe, jakby zasnute mgłą. Czuje tylko emocję, gdy wracam do tego zdarzenia, lecz nie potrafię... Nie potrafię o tym opowiedzieć tak ze szczegółami. Wiem, że... było tam drzewo... Szalała burza... Coś błysnęło, huknęło, a drzewo uderzyło o ziemię. Musieliśmy stracić wielu dobrych wojowników... To było takie straszne. — Pokręcił łbem, czując jak oczy zaczynają zachodzić mu łzami. — Nie potrafię, nie potrafię... Przepraszam... Gdybym mógł... — Pociągnął nosem. — Wszystko bym ci powiedział, ale... Ale to dla mnie za trudne... Mój tata prawie tam zginął oraz ukochana... Ja chyba też byłem od włos od śmierci — powiedział, chociaż wątpliwości go nie opuszczały. Czy naprawdę tak było, a może jego umysł ponownie sobie to zmyślał? Co było prawdą? Co było tylko sennym koszmarem? 
Zacisnął mocno pysk, wbijając swój wzrok w łapy. Łzy coraz bardziej zaczęły spływać mu po policzkach. Pewnie Gęgawa nie spodziewał się, że zacznie przed nim ryczeć. Jaki był żałosny! Trzeba było pójść po Miodunkę, ona wiedziałaby co robić. 
— Przepraszam! — jeszcze raz przeprosiny wydostały się z jego pyska, gdy pociągał nosem, próbując się opanować. — Może le-lepiej z-za-apytaj M-miodunki. O-ona u-umie o-opowiadać o ta-akich rze-eczach. 

<Gęgawo?>

19 marca 2023

Od Gęgawy CD. Nikogo

— Przywykłem do drwin skierowanych w moją stronę. Od zawsze... tak jest — mówił Nikt, czemu Gęgawa się przysłuchiwał w milczeniu. — To ja powinienem przeprosić, że musieliście to widzieć. Ta cała burza... przypomniała mi o czymś strasznym. O wojnie... Wtedy... była burza. Wszyscy się mordowali... A drzewo... Drzewo zalśniło ogniem i przewróciło się na walczących. To... To było takie straszne. Mam nadzieję, że już nigdy coś takiego się nie wydarzy... — kocur spuścił wzrok, a przez parę dłuższych chwil Gęgawa analizował jego słowa. Słyszał o wojnie już nieraz, ale nigdy nie z takiej strony. To wspomnienie widocznie było dla Nikogo bolesne.
— Wojna potrafi być przerażająca — odpowiedział beznamiętnym głosem. Przymrużył oczy, analizując słowa kocura. — Słyszałem o tym wiele historii, ale zawsze niekompletnych. Zdaje mi się, że wszyscy omijają kluczowe szczegóły, a każda z nich się od siebie różni — mruknął, sugerując jakoby im do końca nie ufał, co było prawdą. Gdy istniało tyle wersji jednego wydarzenia podchodził do niego z coraz większym dystansem. Zdawał sobie sprawę z tego, że wiele kotów ubarwia to co mówi bądź specjalnie stosuje narrację, by przekonać kogoś do swoich poglądów. Machnął ogonem. Owocniaki były jego przyjaciółmi, lecz nie był w nich wpatrzony jak w obrazek.
Nikt westchnął, patrząc na młodego. Wiatr uderzył w czarnych, a Gęgawa wbił w ziemię pazury, by nie zostać zwianym. Poczuł niesiony przez krótki podmuch wichru zapach zwierzyny, ale go zignorował. Czekał na odpowiedź.
— Wiele kotów znaczy wiele perspektyw. Każdy z nas widzi wszystko nieco inaczej. — Uczeń czuł, że jego rozmówca jest speszony. — Nie musi to oznaczać, że ich słowa to kłamstwo. Każdy kot ma inny światopogląd...
— Nie wiem — wzruszył ramionami Gęgawa. Nadal nie był pewien. To co mówił Nikt brzmiało sensownie, ale nadal uważał swoją teorię za lepszą. — Jestem sceptykiem. Być może opowiesz mi to ze szczegółami? To byłby dla mnie zaszczyt, by dowiedzieć się co się stało. Bez żadnych wyolbrzymień, rozdmuchań. Czysta prawda — popatrzył na Nikogo znacząco. Miał nadzieję, że wojownik mu nie odmówi. Zawsze w miarę możliwości wykorzystywał każdą sytuację, by poszerzyć swoją wiedzę.

<Nikt?>

[przyznano 5%]

11 marca 2023

Od Nikogo CD. Gęgawy

 Skradał się, by złapać piszczkę, którą obiecał córce. Pragnęła dostać największą sztukę ptaka jaką wypatrzy. Dlatego też musiał się skupić. I to bardzo. Nie chciał jej zawieść. Gruszka stała się dla niego ostatnio całym światem. Wręcz nie potrafił powiedzieć jej nie. Ten jej słodki pyszczek, te oczka, które wbijały się w niego zawsze tak, że miękło mu serce. Nie żałował, że się urodziła, chociaż ojcostwo na początku go przerażało. Teraz zrozumiał, że to nie było takie straszne, a nawet pod pewnym względem sprawiało mu przyjemność. A szczęście jego ukochanej córeczki było dla niego ważniejsze od tego nawet Miodunki. 
Nagle wyczuł czyjąś obecność tuż obok siebie. Zaskoczony, natychmiast się odwrócił, a jego potencjalna zdobycz wzbiła się w powietrze.
— I tak by uciekła — mruknął Gęgawa, przysiadając się do niego. — Byłeś za daleko o kilka kocięcych kroków i zbyt intensywnie zniżyłeś do ziemi tylną część ciała. Twoja siła wybicia byłaby zredukowana, a co za tym idzie wylądowałbyś przed nią, a ona zdążyłaby rzucić się do ucieczki — wytłumaczył mu spokojnym głosem. — Przepraszam w imię grupy za ostatnie zachowanie reszty terminatorów. Było ono nieodpowiednie i żenujące.
Położył po sobie uszy. Jak to był za daleko? Umiał polować. I to nawet lepiej od niejednego kota. Nie rozumiał więc tego, co młodszy od niego uczeń do niego mówił. Nie skomentował tego jednak. Niech pocieszy się z tego, że był mądrzejszy w tych sprawach. On nie miał zamiaru się kłócić, chociaż czuł rozczarowanie, a nawet lekką irytację tym, że wystraszył mu prezent dla Gruszki. 
Słysząc jego przeprosiny, uniósł się z pozycji łowieckiej, siadając ciężko na ziemi. 
— Przywykłem do drwin skierowanych w moją stronę. Od zawsze... tak jest — powiedział do niego, owijając ogon o swoje łapy. — To ja powinienem przeprosić, że musieliście to widzieć. Ta cała burza... przypomniała mi o czymś strasznym. O wojnie... — Zacisnął swoje oczy, nie chcąc do tego wracać. Po tym jak wiele spraw przestało być dla niego jasnych, gdy dostał w łeb i stracił masę wspomnień, takie nagłe przebłyski pojawiały się raz po raz, wywołane przez różne sytuację. — Wtedy... była burza. Wszyscy się mordowali... A drzewo... Drzewo zalśniło ogniem i przewróciło się na walczących. To... To było takie straszne — opowiadał swoje przeżycia. — Mam nadzieję, że już nigdy coś takiego się nie wydarzy... — miauknął cicho, wbijając wzrok w swoje łapy. 

<Gęgawo?>

26 lutego 2023

Od Gęgawy CD. Nikogo

— Chyba boi się burzy! — mruknął żartując Ślimak, patrząc na Nikogo, który uporczywie trzymał się najniższej gałęzi drzewa. Gęgawa wsłuchiwał się w śmiech innych uczniów, samemu uśmiechając się jedynie. Przypadło mu znać lepsze żarty i kawały niż wyśmiewanie się z kogoś innego.
— Hej, burza jest czasami straszna — przerwała Ślimakowi Świergot. — Uszanuj fakt, że ktoś może faktycznie być nią przejęty. Z resztą nawet nie znasz myśli Nikogo. Może po prostu nie chce zmoknąć?
— Uważasz, że nie mogę śmiać się z faktu, że taki wojownik jak Nikt boi się burzy? Przecież go nie obrażam — mruknął z niezadowoleniem, jak gdyby Świergot psuła mu całą zabawę. — To po prostu ironiczne i zabawne, że ktoś kto przeżył heroiczne walki i jest pokryty bliznami chowa pod siebie ogon ze strachu widząc błyskawicę!
Świergot wyglądała na niezadowoloną z odpowiedzi czarnego, ale nic nie powiedziała.
— Ej, ty! — zwrócił się do wojownika Ślimak. Gęgawa spojrzał na siostrę, która natomiast wpatrywała się z niechęcią na kocura. — Weź się tylko nie zesraj nam pod legowiskiem, dobrze? — wymruczał prześmiewczym, zmartwionym tonem. Uczniowie ponownie zarechotali ze śmiechu. Nawet syn Nikogo, Borówek. Czarny wyglądał jakby zrywał boki ze śmiechu i słów starszego kolegi w najlepsze. Po tym jak liliowa zmierzyła go zawiedzionym wzrokiem zamilkł, nieco zawstydzony. Gęgawa również czuł zażenowanie. Spodziewał się po Ślimaku czegoś więcej, który zważając na wiek powinien być dojrzalszy. 
Gdy rozległ się następny grzmot Ślimak gwałtownie podskoczył z legowiska, obijając się o gałąź nad głową. Teraz to z niego tłum młodziaków śmiał się do rozpuku. Ślimak masował zbite miejsce na czole z cichym "Auć". Nawet Świergot nie mogła ukryć śmiechu, a co dopiero Gęgawa. Chichotał pod nosem, jak to miał w zwyczaju.
— Nikt powiedział, by uważać na gałęzie — zauważył Gęgawa. — Moim skromnym zdaniem dobrze by ci zrobiło stosowanie się do niektórych rad. 
Przez legowisko uczniów przeszła kolejna fala rechotów.

***

Wyszedł na polowanie z mentorem, ale Komarnica zdawał się być niezainteresowany treningiem i zostawił go samemu sobie. Gęgawa nie był tym specjalnie oburzony. Lubił samotność, a bardziej wolał to nazywać towarzystwem samego siebie. Ponownie znalazł się w środku sadu i dziwnym zbiegiem okoliczności mignęło mu czarno-białe futro. Gęgawa ocenił sytuację i podszedł do wojownika. 
Nikt powoli i ostrożnie podchodził do sporej wielkości pleszki. Gęgawa bezgłośnie podszedł wojownika i znalazł się u jego boku. Zaskoczony Nikt natychmiast się odwrócił, słysząc cudzą obecność, a jego potencjalna zdobycz wzbiła się w powietrze.
— I tak by uciekła — mruknął, przysiadając się do Nikogo. — Byłeś za daleko o kilka kocięcych kroków i zbyt intensywnie zniżyłeś do ziemi tylną część ciała. Twoja siła wybicia byłaby zredukowana, a co za tym idzie wylądowałbyś przed nią, a ona zdążyłaby rzucić się do ucieczki — wytłumaczył Gęgawa spokojnym głosem. — Przepraszam w imię grupy za ostatnie zachowanie reszty terminatorów. Było ono nieodpowiednie i żenujące.

<Nikt?>
POSTACIE NPC: Świergot, Borówek, Ślimak

[przyznano 5%]

25 lutego 2023

Od Nikogo CD. Gęgawy

 Patrzył jak krople obijają się o coraz to bardziej przemoczoną ziemię. Jego futro bardzo ciążyło od wody, ponieważ ledwo co zdołał dotrzeć pod drzewo, by schronić się przed ulewą. Słysząc czyjś głos, uniósł łeb, stając oko w oko z Gęgawą, który zdawał się tym faktem rozbawiony. Czy go ulewa zaskoczyła? Nie... Wcale. Przecież mówił uczniowi, że nadejdzie burza. To po prostu się czuło. 
— Nie, nie... Musiałem dłużej zostać, by upolować więcej jedzenia dla Owocowego Lasu — wytłumaczył się przed młodszym od siebie. 
To była owszem prawda. Jego unikanie Miodunki i strach przed konfrontacją powodował, że wolał chodzić w deszczu, gubiąc raz po raz tropy, niż mówić do ukochanej takie krzywdzące słowa. Gruszka za dużo od niego wymagała, lecz on nie potrafił się jej sprzeciwić. Tak samo jak nie potrafił tego zrobić z kolei przy Miodunce. Nie chciał łamać jej serca. Nie rozumiał dlaczego córka tak nie przepadała za swoją matką. Dała jej przecież życie. O Borówku to już nie chciał wspominać. Jego syn odciął się od nich, udając że nawet ich nie znał. Eh... Zawalił jako ojciec. 
— Nie zawracajcie sobie mną głowy... Jestem tu tylko chwilę — dodał jeszcze, widząc że na drzewie byli też i inni uczniowie, którzy przysłuchiwali się ich rozmowie. 
Jakoś tak... Spróbował wypatrzeć swojego syna, lecz z ziemi to było niewykonalne. Nie chciał jednak włazić na drzewo i robić mu siary... 
— Kogoś szukasz? — Gęgawa znów zabrał głos, budząc po raz kolejny z myśli. 
— Sprawdzam tylko czy wszystko w porządku... — rzucił pierwsze lepsze wyjaśnienie. — Strasznie wieje. Uważajcie tam na głowy. Gałęzie potrafią czasem mocno bujać. 
— Jasne, dzięki za ostrzeżenie. 
Skinął łbem do czarnego, wracając do obserwowania pogody. Gdy piorun rozświetlił niebo, jego sierść aż się zjeżyła. Jego ciało zareagowało wręcz instynktownie. Wskoczył na korę, po czym wspiął się na drzewo, siadając na najniższej gałęzi. Łapał szybko oddech, kładąc po sobie uszy, czując zaniepokojenie tym co czuł. 
— Chyba boi się burzy — rozległy się głosy uczniów, którzy obserwowali jego panikę kilka gałęzi wyżej. 
Skulił się, przytulając do gałęzi, jakby to miało uratować go przed demonami z przeszłości. Grzmot rozległ się ponownie, a wiatr bardziej nasilił. Modlił się do Wszechmatki o zakończenie tej tortury. Gdy otworzył oczy, widział ziemię zalewaną deszczem i coraz bardziej ciemniejące pod gęstymi chmurami niebo. 
<Gęgawo?>

Od Gęgawy CD. Nikogo

Gęgawa patrzył z zaciekawieniem na czarno-białego kocura. Zdawał się być czymś zaskoczony.
— Jesteś tu sam? — padło z jego ust. To pytanie było dla Gęgawy co najmniej dziwne.
— A coś się stało? — zapytał cicho i jak zwykle obojętnie. — Patrol którego jestem uczestnikiem jest w niedalekiej odległości od nas. Łowiecki, dla ścisłości.
— Oh. W takim razie lepiej, byś do nich wrócił — odparł Nikt, chwytając w zęby schwytaną przez siebie zwierzynę. — Zbliża się nawałnica. 
Gęgawa spojrzał w górę. Chmury wyglądały dla niego całkiem zwyczajnie, podobnie jak samo niebo. Po czym Nikt mógł to poznać?
— Po czym to stwierdzasz? — zapytał zaciekawiony.
— Otwórz pysk i zawęsz — powiedział cicho Nikt, co Gęgawa wykonał. Młodzieniec nie wyczuł w powietrzu jednak żadnych anomalii. Nie odzywał się przez chwilę, szukając zmysłem powonienia najmniejszych potencjalnych zmian. Gęgawa nie przepadał za przyznawaniem się, że czegoś nie wie.
— Zdaje mi się, lecz mogę się mylić, że powietrze stało się bardziej wilgotne i ciężkie — odmiauknął po namyśle.
— To jedna z rzeczy, dzięki której możesz rozpoznać burzę. Jest ich więcej, lecz o to możesz zapytać mentora gdy wrócisz do obozu — miauknął wojownik i zaczął odchodzić. — Cześć.
— Cześć  — mruknął Gęgawa, dłuższą chwilę analizując powietrze, jego smak i gęstość. Musiał porównać to po tym jak burza już przejdzie. 
— Gęgawa, tu jesteś! — pojawiła się za nim nagle Łuska, w której stronę powoli się odwrócił. Z pyska zwisał jej nakrapiany jak nocne niebo szpak. — Ważka zaczęła się już niepokoić. Upolowałeś coś?
— Nic. Wiem za to, że powinniśmy wracać. Zanosi się na burzę.
Łuska przytaknęła mu głową.
— Skąd wiesz?
— Powiem ci w późniejszym czasie. Jak na razie widzę siebie w ciepłym i suchym legowisku.
— Wszystko u was w porządku, słoneczka? — wpadła jak przepowiadana burza Ważka, machając na boki ogonem. — Gęgawo, tak długo cię nie było, że zaczęłam się zamartwiać! 
— Nie była pani zmuszona by się troskać. U mnie wszystko tak jak powinno. Jestem zdolnym uczniem, który nie rusza problemów dopóki nie przyjdą do niego.
— Nie wątpię, ale skąd miałam mieć pewność, że nie napadł na ciebie jakiś lisek? — zapytała, trzepiąc uchem. — Powróćmy do obozu. 
Oboje jej skinęli łbami.

***

— Spotkałem wtedy Nikogo, który zabrał mi mysz sprzed nosa — opowiadał Gęgawa. — Nie oddał.
Łuska parsknęła śmiechem.
— Jak tak mógł?! — wymruczała Łuska, drgając końcówką ogona. 
— Opowiedział mi za to o tym jak z daleka rozpoznać burzę.
— Nie brzmi najbardziej pociągająco.
— Otóż jest! — wskazał na strop ich legowiska, będący naturalnym baldachimem z liści i gałęzi oraz na prowizoryczne daszki. Oczywiście miał na myśli niebo z którego strugami lała się woda wraz z błyskawicami, które jedna po drugiej rozświetlały ciemne, wieczorne niebo. — Nawałnice są potężnymi zjawiskami. Masowe wyładowania energii między niebem a ziemią potrafią rozpalić ogień i nawet zabić.
Łuska speszyła się, słysząc ostatnie słowo. Gęgawa tego nie zauważył, kierując swój wzrok ponownie w górę. 
— Cóż, to przydatna umiejętność.
Oprócz kropel na dole rozległo się stukanie czegoś innego. Gęgawa spojrzał w dół. Pod pieniem siedział przemoczony Nikt. Gęgawa strzepnął ciekawsko uchem. Pierwszy ostrzegł go o burzy, a teraz padł jej ofiarą? Coś tu wydawało się być czarnemu nie tak.
— Nikt? — miauknął głośno, mając pewność, że wojownik go usłyszy. Łaciaty wojownik zerknął w górę, lecz nie odezwał, ale i tak Gęgawa potraktował to jako sukces. — Dlaczego zdecydowałeś się stanąć pod naszym legowiskiem? Czyżby burza cię zaskoczyła pierwszego? — dodał ostatnie pytanie z niezamierzonym, sarkastycznym wydźwiękiem.

<Nikt?>

POSTACIE NPC: Łuska, Ważka
[przyznano 5%]

24 lutego 2023

Od Nikogo CD. Gęgawy

Ostatnie jego polowanie nie skończyło się zbyt dobrze. Zwichnął sobie łapę, przez co skończył u Plusk ku niezadowoleniu Miodunki. Nie potrafił jednak dalej wykonywać swoich obowiązków, gdy ból promieniował mu aż do grzbietu. Partnerka musiała wytrzymać tą rozłąkę. Za to Gruszka, jego córka zaczęła częściej go odwiedzać. Namawiała go, by postawił się Miodunce i pokazał jej gdzie było jej miejsce. Dziwił się, dlaczego jej na tym zależało. Ciężko jednak było mu odmówić córce, zwłaszcza że w pamięci dalej miał tą małą, kruchą istotkę o wielkich, smutnych oczach. To działało na niego lepiej niż wszelkiego rodzaju słowa. Obiecał małej, a raczej już nieco starszej koteczce, że zrobi co w swojej mocy, by następnym razem decydować w sprawach rodzinnych, ale na jego szczęście nie miał do tego okazji. 
Można rzec, że zaczął ignorować liliową szylkretke. Wiedział, że robił źle, ale nieco bał się jej reakcji na to, że miał zamiar ukrócić jej rządy. 
Dzisiejszego dnia wybrał się na samotne polowanie. Z jego łapą było już znacznie lepiej, co go cieszyło. Wyczuł zapach myszy dość szybko. Zaatakował ją sprawnie i odebrał życie w momencie, gdy usłyszał głos ucznia. 
— Przepraszam, nie wiedziałem, że to pańska zdobycz.
Zaskoczony uniósł łeb i spojrzał na piszczkę pod swoimi łapami. 
— Nic się nie stało. Czasem tak bywa, że polujemy na to samo. Gdyby mi uciekła, pewnie miałbyś szansę ją złapać — powiedział, zerkając niepewnie na boki. 
Gdzie był mentor ucznia? Musiał chyba znajdować się niedaleko. On nie pamiętał, by chodził na treningi samotnie. 
— Jesteś tu sam? — dopytał dla pewności. 
Jeżeli tak to musiał go odprowadzić do obozu lub poszukać jego mentora. Nie do końca pamiętał kto nim był. W zasadzie to znał Gęgawę tylko z widzenia, a jego znajomość z nim sprowadzała się tylko do powitań. Mało co o nim wiedział... Tylko tyle, że został przygarnięty wraz ze swoim rodzeństwem do ich klanu, gdy jeszcze był kocięciem. 

<Gęgawo?>
Wyleczony: Nikt

23 lutego 2023

Od Gęgawy do Nikogo

Uczeń czuł wyraźny zapach sikory, która musiała skrywać się kępach gęstych traw. Obserwował uważnie otoczenie, starając się znaleźć w wysokiej darninie mały, jasny przebłysk żółtego pierza. Zanim jednak je odnalazł usłyszał dźwięk trzepotania małych skrzydeł gdzieś po lewo. Czarny wiedział, że to właśnie jego potencjalna zdobycz wyrwała się mu sprzed nosa. Wstał rezygnując z dalszego polowania w tym samym miejscu, niewzruszony porażką. 
— Spokojnie koleżko, byłeś już bardzo blisko — zapewniła go Ważka, ocierając o jego bok ogon w akcie wsparcia. — Nasz sad jest pełny różnych norniczek, ryjóweczek, żabek, traszek i wielu innych zwierzaków, które tylko czekają by je złapać i schrupać — mruczała słodko, a Gęgawa uśmiechnął się do niej uprzejmie w podziękowaniu, mimo że uważał to za delikatnie niezręczną sytuację. 
Komfort dla jego psychiki zapewniała mu Łuska, która kręciła się dookoła, również szukając woni zwierzyny gotowej do schwytania. Gęgawa musiał przyznać że przez ostatnie dwa księżyce zdążył nawiązać z kotką dobrą, przyjacielską relację. Jak dla niego Łuska była podobna do Świergotu, jednak przy tym cechowała się odmiennymi zachowaniami, co mu odpowiadało. Gdyby kotka miała być zupełną kopią i kalką jego siostry byłaby nudna, a tak to Łuska po prostu miała w sobie to coś, co sprawiało, że chciał spędzać z nią czas.
— Jak sądzisz, upolujesz jakąś zdobycz? — podszedł do niebieskiej, która skupiona studiowaniem gałęzi drzew podskoczyła, nagle wyrwana z wykonywanej czynności. — Nie chciałem — przeprosił. 
— Myślę, że tak — odparła cicho. — Ale powinniśmy wszyscy się rozdzielić. Stąd wypłoszyliśmy już chyba całe stada — wymruczała.
— Brzmi racjonalnie i sensownie. — Gęgawa spojrzał się w stronę Ważki, która przyciskała do ziemi wygrzebaną z ziemi dżdżownicę. Nie skomentował jej lekko dziecinnego zachowania, właściwie całkiem je zignorował. — Czy możemy otrzymać pozwolenie by się rozejść i poszukać gdzie indziej zwierzyny? 
— Oczywiście — Szylkretka uśmiechnęła się, zwracając się w stronę uczniów. — Tylko ostrożnie i nie za daleko. 
Gęgawa powoli jej przytaknął i zaczął węszyć w letnim powietrzu. Łuska szła zaraz przy nim, ale szybko przypomniała sobie, że nie ma czasu na pogaduchy, tylko na polowanie. Gęgawa skręcił w boczną, wydeptaną ścieżkę pomiędzy drzewami, a dymna Łuska poszła dalej prosto. Czarny rozejrzał się i znów powęszył w powietrzu. Dobiegła do jego nozdrzy słaba woń gryzonia wraz z północnym wiatrem. Odwrócił się w taki sposób, by zlokalizować odpowiedno miejsce, w którym znajdowało się zwierzę. Pachniało dla niego na zwykłą, pospolitą polną mysz. Nie żeby zależało mu na oryginalnych zdobyczach, jedzenie to jedzenie. Przypominając sobie słowa mentora i rady zaczął podchodzić do gryzonia. "Mysz cię szybciej wyczuje, a królik usłyszy", więc Gęgawa ustawił się przeciwlegle do wiatru, tak, by wicher nie niósł w stronę myszy jego zapachu. Już wypatrzył małą brązową myszkę między źdźbłami i podszedł jak najbliżej, by ją złapać. Niespodziewanie zza drzewa wyskoczyła czarnobiała futrzasta kula, która natychmiast pochwyciła zwierzę i skręciła myszy kark. 
— Przepraszam, nie wiedziałem, że to pańska zdobycz.

<Nikt?>

POSTACIE NPC: Łuska, Ważka