BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Topik x Źródlany Dzwonek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Topik x Źródlany Dzwonek. Pokaż wszystkie posty

22 grudnia 2023

Od Topikowej Głębiny CD. Źródlanego Dzwonka

 Był zajęty liczeniem ziół. Nie mógł pozwolić, aby sytuacja mające miejsce Porą Nagich Drzew się powtórzyła, więc już zawczasu wolał zebrać więcej zapasów. Część asortymentu ziół zdecydował się wysuszyć, tak jak polecił mu to kocur, dzięki którego pomocy udało pomóc Trzcinowej Sadzawce oraz Pylistej Burzy. To dzięki buremu chorzy na czerwony kaszel wyzdrowieli i dzięki wytrwałości medyków, którzy każdego dnia doglądali pacjentów. Tym razem na pewno będą przygotowani na wszystkie niedogodności losu, był tego pewien!
Ucho czekoladowego kocurka drgnęło, gdy usłyszał dobrze znajomy mu odgłos kroków. Od razu skierował swoje kroki w stronę głównej, większej nory, do której miały dostęp wszystkie koty. Zmartwił się widokiem matki w legowisku. Wątpił, że kotka przyszła do niego od tak, w odwiedziny. Coś musiało jej dolegać. A on miał zamiar jej pomóc.
Strzyżyk jako pierwsza zbliżyła się do Źródlanego Dzwonka, najpewniej nie zdając sobie sprawy, że jej asystent do tej pory zajęty inwentaryzacją składziku, wykazał chęć zajęcia się osobiście matką. Już miał się wycofać i z powrotem zaszyć się w części magazynku, kiedy liliowa oznajmiła głównej medyczce, że chce aby to jej syn zajął się opatrzeniem jej. Położone po sobie uszy na dźwięk tych słów momentalnie uniosły się ku górze, a na pysku medyka pojawił się serdeczny uśmiech.
Po powitalnym geście, jakbym było zderzenie się z rodzicielką czołem, kocurek poprosił mamę, aby zajęła jedno z wolnych legowisk i dokładnie powiedziała mu co jej dolega. Nie mógł pozwolić, aby dłużej cierpiała.

***

Kręcił się niespokojnie po legowisku, nie będąc w stanie zasnąć. Mimo to starał się chodzić jak najciszej, tak aby nie zbudzić pozostałych medyków. 
Od śmierci bliskich miał jeszcze płytszy sen niż wcześniej. Mało spał, mało jadł. Większość dni, aby zająć myśli kotłujące się w jego małej główce, spędzał zaszyty w legowisku medyka, nie chcąc go opuszczać. Bo po co? Widok szczęśliwych kotów, na które nie wpłynęła śmierć Źródlanego Dzwonka i Tonącego Pasikonika tak jak na niego, łamała mu serce. Strzyżykowy Promyk musiała go przekonywać nie raz, aby wziął się w garść, bo co z niego za medyk, który sam popadł w chorobę i z każdym dniem ta choroba utrudniała mu funkcjonowanie. A tą chorobą była oczywiście tęsknota i samotność, z którą ciężko mu było sobie poradzić. Bo może i miał Cuchnącą Łapę, jednak kocur nie był w stanie mu zastąpić matek. Tak bardzo tęsknił za dniami spędzonymi w kociarni, kiedy wtulał się w futerko jednej z mam i wsłuchując się w bicie ich serca zasypiał. Teraz poza Śledziem, nie miał nikogo, jego relacja z siostrą mimo tragedii nie polepszyła się, a nawet można by powiedzieć, że pogorszyła.
Widok ciemnoburej kocicy w towarzystwie Kruczego Szponu powodował uczucie zazdrości u Topikowej Głębiny. Nie mógł pojąć tego, dlaczego Kaczuszka chce zadawać się z kimś takim okropnym i zadufanym sobie. Czy zbliżyły się do siebie przez fakt, że obie miały braci, którymi otwarcie pogardzały? A może wystarczył sam czarny kolor futra, uważany za ten lepszy kolor w Klanie Nocy. 
Brązowe futerko na policzkach miał mokre od łez, które nie wiedzieć nawet kiedy zaczęły spływać po jego mordce. Łapy zaprowadziły go do magazynku, który kwadrę temu porządnie uporządkował. Zioła, mogące służyć jako trucizny znajdowały się na wysokiej półce, będącej wyżłobieniem w ziemi, tak też, aby się do nich dostać, Topik musiałby się nagimnastykować. Dlatego też zrezygnował ze wspinaczki, decydując się pochwycić w swą białą łapkę liść bluszczu wraz z owocem. I mimo, że ten miał inne zastosowanie, kocurek nie myśląc dużo zdecydował się zjeść jagodę bluszczu.
Nie był słaby prawda? Udało mu się zdobyć wiedzę i został medykiem, którym od kocięcia chciał zostać. Jednak nie udało mu się uchronić bliskich. Więc co z niego był za medyk, konował jak już. Ubzdurał sobie, że jak nic mu nie będzie po zjedzeniu owocu bluszczu, to udowodni wszystkim, że jest silny. Nikt nie będzie mógł z niego szydzić, czy wyśmiewać.
Szybko pożałował zjedzenia rośliny, bo już po chwili ta zaczęło działać na młodego medyka. Nieprzyjemne pieczenie w pyszczku z każdym kolejnym uderzeniem się nasilało. Po chwili dołączyło do nieprzyjemnych efektów ból brzucha. Chciał sięgnąć po zioła, które miały mu pomóc zwrócić spożyty owoc, jednak tuż przed pochwyceniem go przewrócił się na ziemię, tracąc czucie w łapkach. Leżał w ciemności, w ciszy, nie będąc w stanie wydać żadnego dźwięku. W pewnej chwili usłyszał głos kotki, do złudzenia przypominający mu głos matki. Mówił, że teraz będzie już wszystko dobrze i już nic nie będzie zamartwiać medyka. W tamtej chwili kocur był w stanie zaufać nieznajomej.
Głos jednak się mylił. Topikowa Głębina ocknął się po paru godzinach, a pierwszym co ujrzał był pysk, czy też dwukolorowe oczy Rozbitej Łapy. Uczeń wystraszył asystenta nie na żarty, z pyska starszego wydobył się niemy krzyk. Minęła chwila nim dotarło do niego, że nastał nowy dzień. Dzień mający jak nic nowe zmartwienia dla syna Gawroniego Obłędu.

***

Dał Śnieżnemu Wspomnieniu zioła na wymioty oraz na wzmocnienie. Ponoć powodem jego wymiotów było zjedzenie nieświeżej piszczki. Topikowa Głębina zdziwiło zachowanie kocura, który wiedząc, że piszczka jest nieświeża zdecydował się ją zjeść. Starał się pociągnąć za język kocura, jednak ten milczał odwracając wzrok. Czyżby sam z siebie nie chciał jej zjeść, ale ktoś go do tego zmusił?
Kolejnymi pacjentami były córki Sroczej Gwiazdy, te milsze według Topikowej Głębiny. Wirująca Lotka nie była taka zła, w porównaniu do Kotewkowej Łapy i Tuptającej Gęsi, nawet jeśli jej sierść częściowo zdobiła czerń. Szybko uporał się z opatrzeniem jej ogona, prosząc, aby kocica była bardziej uważna. Wytłumaczył jej, że najmniejsze zranienie może skończyć się amputacją ogona jeśli zlekceważy uraz, co uniemożliwiłoby jej bycie wspaniałą wojowniczką. A tego nie chciała, prawda? Na pewno nie, w końcu była córką Sroczej Gwiazdy.
W przypadku Spienionego Nurtu dolegliwością dokuczającej kotce był kleszcz. Przy pomocy mysiej żółci szybko uporał się z pozbyciem pasożyta, który uczepił się skóry liliowej kotki.
— Dobrze, że tylko jeden... — miauknął z ulgą, po czym widząc zaciekawienie na pysku Pianki opowiedział jej o tym, jak jeden z starszych wojowników złapał aż dziesięć kleszczy na jednym z patroli 

***

— Nie ma mowy! Ma się mną zająć Strzyżykowy Promyk! — krzyknęła Biedronkowa Łapa, na co Topikowa Głębina położył po sobie uszy. Miał deja vu. Był ciekawy czy córka Pszczelej Dumy dogaduję się z Tuptającą Gesią – jakby nie patrzeć druga mama szylkretki była mentorką bicolor, więc było bardzo możliwe, że się dogadywały. A jeśli nie, to pewnie za jakiś czas będą, znajdując wspólny temat jakim było wyśmiewanie umiejętności Topikowej Głębiny. Dopiero po chwili sobie zdał sprawę, że przecież córka Sroki jest mentorką Biedronkowej Łapy. No pięknie.
— A Rozbita Łapa może się tobą zająć? — wskazał pyskiem na siedzącego w kącie kocura, a na pysku Biedronki pojawił się jeszcze większy grymas
— Czego nie rozumiesz błotny kocie?! Ma się mną zająć Strzyżykowy Promyk. Nie pozwolę ci dotknąć mojej łapy, możesz sobie pomarzyć. Jemu tym bardziej, jeszcze mi ją odgryzie... 
Czekoladowy westchnął. Rozbita Łapa by czegoś takiego nie zrobił, prawda? Chociaż kto go tam wiedział. Nie miał jednak zamiaru się wykłócać z kotką, której postanowił przynieść na czas oczekiwania na rudą medyczkę mech nasączony wodą, żeby mogła ugasić pragnie, bo coś tam bąknęła w trakcie czekania, że jej się chce pić. Musiała na medyczkę trochę poczekać, jednak gdy córka Daliowego Pąku powróciła do legowiska medyków od razu zajęła się srebrną szylkretką, nastawiając i usztywniając jej tylną łapę.
Po skończonej pracy, gdy na niebie pojawił się księżyc i reszta medyków już smacznie spała, kocur ponownie jak kwadry temu zawitał do spiżarni z medykamentami. Tym razem zdecydował się zjeść kawałek liścia, rezygnując ze spożycia owocu. Nie chciał znowu mieć halucynacji oraz innych dolegliwości. A jak już je dostanie, to przynajmniej o mniejszym nasileniu. Aż w końcu pewnego dnia zjedzenie jakiejkolwiek części bluszczu pospolitego nie będzie miał żadnych objawów, wskazujących na zatrucie, bo się na nie uodporni; do tego przynajmniej dążył.

Wyleczeni: Śnieżne Wspomnienie, Wirująca Lotka, Spieniony Nurt, Biedronkowa Łapa (wszyscy wyleczeni, hura)

Koniec sesji, amen Źródlany Dzwonek 😭🙏

12 listopada 2023

Od Źródlanego Dzwonka CD. Topika (Topikowej Głębiny)

 Spoglądała chwilę na syna, w swoim spowolnionym toku myślenia próbując znaleźć jakąś historię, którą mogła mu opowiedzieć. Czas kupiła położeniem głowy tuż przy jego czole, głośno mrucząc, mając nadzieję zagłuszyć inne dźwięki wibracją. 
Nie chciała przecież zawieść kolejnego dziecka, tego jednego była pewna, gdy tylko potrafiła logicznie myśleć. Nie sądziła, że da radę być najlepszą matką pod słońcem; zbyt wiele nie potrafiła. Ale będzie próbować. Teraz, gdy miała też wsparcie w Pasikonik, widziała naprawdę szansę.
Dopiero po jakimś czasie zdecydowała się, o czym może opowiedzieć, i na krótko uniosła głowę, by zerknąć, czy czekoladowy nie śpi. Na jej ruch uchylił oczy. Zaczęła więc mówić o kamiennym patronie, patrzącym z nieba i o kolorowych gwiazdach, które pojawiały się w jedną noc w ciągu pory nagich drzew.
***
Na wspomnienie Klanu Gwiazdy z pyska ich liderki ledwo powstrzymała pomruk zdegustowania. Nieważne, w jakim kontekście padało imię przodków, ta reakcja była dla niej już naturalna, niemal niezależna od świadomości.
Pasikonik nie zareagowała, może poza subtelnym pochyleniem się, objęciem głową większej części jej szyi niż wcześniej; obietnicą, że podziela jej uczucia względem tych na górze. Ich niechęć do nich była kolejną rzeczą, która je łączyła. Uścisk był formą cichego wsparcia, które partnerka darowała jej od momentu tamtej przerwy w ich tak świeżej radości, kiedy przerażona liliowa wbiegła w jej uścisk i nie chciała z niego wyjść przed wiele uderzeń ich serc.
Siedząc tutaj, nie mogła powstrzymać natrętnej myśli, że jej ukochany mentor będzie następny. Był w końcu blisko Sarniego Tupotu. A zaraz po tym stały one, i jej dzieci. Nie ufała duchom, że zechcą je chronić przed swym gniewem. Wszyscy byli przeklęci, za jakiś nieznany im grzech. Nie czekał ich szczęśliwy koniec, więc pazurami trzymała się tych skrawków radości, które dawała jej ruda, gdy tylko nad którąś z nich nie panowały nad nimi wspomnienia i uczucia. Nie sądziła, że na tą bliskość, intymność zasługuje, ale nie mogła się jej oprzeć i nie chciała od siebie odpychać, cokolwiek mogła syczeć, gdy emocje dawały górę i zaczynały na siebie warczeć - nigdy nie miała tego na myśli. 
Często szeptała Pasikonik, jak bardzo nie lubiła klanu gwiazdy, chowając teraz swoje opinie przed synem i córką, nie chcąc naruszyć ich niewinności swoimi doświadczeniami; uszanować wzajemny szacunek Topika do swoich, gdy oboje poddali się z próbą nawrócenia się nawzajem. Miała tylko nadzieję, że w życiu syna nie pojawi się nic, co zmieni jego poglądy. Że nie przekona się o tym, jakimi hipokrytami byli przodkowie. Nie będzie musiał poznać na własne oczy, jak ci, określani jako dobrzy, są bierni cierpieniu żywych.
***
 Była zmęczona. Teraz bardziej przerażona, choć przewlekłe znudzenie na jej pysku tego nie wyrażało. Miała szczęście, że jej mentor i partnerka, i dzieci, żyli i mieli się dobrze, ale zaraz zostanie sama w tym wciąż obcym legowisku wojowników; Trzcina i Pasikonik w starszyźnie, Topik w medycznym legowisku, Kaczuszka wciąż wśród uczniów. Zostanie sama z tymi kotami, które patrzyły na nią jak na obcego — choć wcale nie musiały kierować spojrzeń w jej stronę. Zostanie tutaj sama z Gawronim Obłędem, który wciąż nie chciał dać za wygraną.
Ale myśl o bliskim już odpoczynku była pocieszająca. Nie mogła doczekać się bycia w starszyźnie; pragnęła już tylko zostać odsuniętą z godnością od obowiązków, móc odpocząć, porzucić to uczucie robienia niewystarczająco by zasłużyć na opiekę. Przewalczyła większość swojego życia dla tego klanu i pragnęła już tylko spać, spędzić trochę spokojnego czasu z rodziną, wciąż próbować nadrobić stracony czas z ukochaną. Nie, żeby nie pragnęła tego, gdy była młodsza. 
Ten czas się zbliżał, przypominała sobie jak mantrę, i wraz z nią rozluźniały się rysy jej pyska. Nie ma czym się martwić do przodu, Pasikonik wciąż tu była u jej boku. Gdziekolwiek jej miłość by się udała, liliowa zamierzała podążyć za nią.
 Teraz już nic złego nie mogło się wydarzyć; nic nie zapowiadało wojny, jeśli nie wychodziła sama na patrole, to jej były uczeń nie mógł jej dopaść, niedługo będzie mogła nie wstawać z legowiska cały dzień, jak pragnęła. Albo wstawać tylko na spacery z ukochaną szylkretką; będą chodzić przez las, wzdłuż wody, jak za młodu. 
Oczywiście, do tego momentu nie mogło się obyć bez drobnych ran z polowań, szczególnie gdy kręgosłup i poczucie równowagi zawodziły ją coraz częściej. 
Z otarciami ruszyła do medyków.
— Chcę, żeby opatrzył mnie Topikowa Głębina. — oświadczyła Strzyżykowemu Promykowi, gdy medyczka podeszła jako pierwsza, tonem, który mógłby uchodzić za ostry, gdyby był głośniejszy. Oczy rudej wyglądały, jakby chciała się skrzywić, ale tylko kiwnęła głową i odsunęła się. Źródlany Dzwonek rozluźniła mięśnie, wcześniej zesztywniałe, w oczekiwaniu na dyskusję.
Spojrzenie spoczęła na uderzenie serca na wolnym legowisku, potem decydując zawiesić je na medyku, dodając do tego lekki, przepełniony jak zawsze dumą, zarezerwowaną tylko dla własnych pociech, uśmiech. Mogła nie być najlepsza w słowach, czy relacjach, ale przepełniała ją duma, że jej dzieci były dobrymi kotami z własnej woli, nawet, jeśli pół ich pochodzenia nie była od tego kota, od którego by wolała. Ignorując, że dwie kotki nie mogły się do tego przyczynić. Jakkolwiek nie podobał jej się narastający w jej niezbyt ulubionym gronie niesmak do członków jak jej syn, on dotarł do tak ważnej funkcji. Nie mogła go przed tym obronić, ale zważając, że sobie radził, mogła być choć odrobinę spokojniejsza.
 Gdy się zbliżył, powitalnie zderzyła się z nim czołem, powstrzymując chęć liźnięcia go po głowie.


<Topiku?>

29 lipca 2023

Od Topika do Źródlanego Dzwonka

 Topik leżał wtulony w bok karmicielki, chcąc skryć się przed zimnem dochodzącym zewnątrz. Sumaki dawały jakaś ochronę przed śniegiem, jednak izolacja nie była jakoś specjalnie dobra. Wzrygał się za każdym razem, gdy wiatr na zewnątrz wył przeraźliwie. Kocurek chciał się ukryć przed całym światem, wrednymi kotkami oraz hałaśliwą kotką, która wiecznie się wykłócała z kocurem, gdy ten wpadał w odwiedziny do niej i jej dowch synów. Zawsze wtedy zamykał oczy i przyciskał łapkami uszy. 
Tak też to miało miejsce teraz. Leżał tak rozmyślając o tym, co to będzie jak już będzie duży i silny. Nie mógł się tego doczekać. Urośnie na dużeg kota i nikt już nie będzie się z niego śmiać. Będą się bali, że kocurek zgniecie ich swą duża silną łapą. Miał jeszcze czas by urosnąć. I na pewno będzie taki duży, jak sobie to wyobrażał, nawet jeśli jego rodzice nie byli jacyś wysocy.
Otworzył swoje brązowe oczka i przesunął się naprzód ku przednim łapą matki, która opierała na nich swój pysk. Spała. Wlepił w matkę załzawione brązowe oczęta, po czym cicho zaczął kwilić, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Miał dość już tych krzyków z drugiego końca kociarni.
— Mamusiu... Mamusiu — zawołał żałośnie, na pewno byłby wyśmiany przez dwie czarno-białe kotki, gdyby w tej chwili przesiadywały w żłobku — Mamo, nie śpij — lekko potrząsnął ją swoimi małymi łapkami, na co kotka leniwie otworzyła jedno oko i spojrzała na swojego synka — Bolą mnie uszy od ich krzyków. Przyciskanie uszek łapkami nie pomaga, jak za mocno przyciskam to też mnie bolą i przez dłuższą chwilę nic nie słyszę... — wytłumaczył rodzicielce cofając się nieco do tyłu, by jej tak nie osaczać. — Możesz mi coś zaśpiewać, albo odpowiedzieć by zagłuszyć ich? — poprosił spoglądając na nią swoimi wielkimi brązowymi oczętami, których kolor odziedziczył po niej — A jeśli nie chcesz... to może byś poprosiła o to drugą mamę lub tatę? — dodał nieśmiało, zdążył już zauważyć, że ta dwójka nie przepadała za swoim towarzystwem, ale z radością odwiedzała Źródlany Dzwonek w kociarni, a nawet poświęcała uwagę małemu kociakowi. Wiadomo, ojciec powinien wykazywać zainteresowanie swoim dzieckiem, jednak w przypadku szylkretowej kotki, to ona mogła Topika właściwie ignorować, a tego nie robiła. Tak też chcąc nie chcąc została druga matką kocurka.

<Mamę?>