BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przygasający Płomyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przygasający Płomyk. Pokaż wszystkie posty

12 grudnia 2019

Od Przygasającego Płomyka CD. Nagietkowej Pręgi

- Przysięgam - powiedział rudy kocur.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Nagietkowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Nagietkowa Pręga. Klan Gwiazdy cieni twoje męstwo i zapał, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka.
- Nagietkowa Pręga! Nagietkowa Pręga! - cały las krzyczał imię nowego wojownika. Wszyscy gratulowali nam i cieszyli się że klan z dnia na dzień staje się coraz silniejszy. 

* * *

Minęło już dużo czasu od nawrotu czerwonego kaszlu. Trzcinowa Łapa i Sójcza Łapa zostali już mianowani na wojowników, a do legowiska uczniów dołączyła Żabka teraz Żabia Łapa. Turkawie Skrzydło umarła już dość dawno. A od tego czasu posypało się dużo więcej kotów. Płomienisty Świt, Świerkowa Kora, Wiewiórczy Ogon, a Błotnista Gwiazda stracił wiele żyć, nikt w klanie nie mógł się pogodzić z taką klęską, a Świetlikowe Skrzydło nie miała pojęcia co robić i z nadzieją wyczekiwała znaków od Klanu Gwiazdy. Nie dość, że była pora Nagich Drzew to mieliśmy w klanie ponowną epidemię tej okropnej choroby. Wracałam z polowania z nędznymi myszami i od razu poszłam zanieść je medyczce. Musiała mieć wiele sił, by jakoś klan mógł funkcjonować. W norce zastałam załamanego Nagietka wraz z Trzciną, a przed nimi leżało martwe ciało Stonogowej łapy, całe we krwi. Stracili kolejną siostrę. Nie mogli nawet po raz ostatni dotknąć jej futerka, nie wiedzieliśmy w jaki sposób choroba się przenosi, więc Świetlikowe Skrzydło kazała być bardzo ostrożnym. Odbyło się czuwanie nad ciałem zmarłej kotki, a następnie Dzika Zamieć zakopał je w ziemi. Cały klan był pogrążony w żałobie.


<Nagietkowa Pręga?>

27 listopada 2019

Od Przygasającego Płomyka

Spacerowałam niedaleko terenów Klanu Burzy. Byłam już wojownikiem. Mam już 21 księżyców, a nie dawno byłam jeszcze w żłobku. Ten czas szybko płynie. Już za około 60 księżyców powinnam być w starszyźnie. Ciekawe czy dożyje. Czy szybciej nie rozpęta się wojna między klanami? Czy dwunożni zrobią coś głupiego? Po nich wszystkiego można się spodziewać. Czy znajdę partnera? Czy będę miała kocięta? Tyle pytań kłębiło się w mojej głowie. Ciekawe czy Gorzka albo Zmierzch będą miały kociaki, będę wtedy ciociom. Bycie ciocią musi być super. Zajmujesz się kociakami, kiedy chcesz, a jak masz ich dość to wychodzisz ze żłobka, nie to co ich rodzice, którzy muszą znosić bez przerwy ich zachowanie. Ciekawe czy...? I nagle wleciałam w jakąś dziurę. Kto by się spodziewał. Mi to może się wszystko przytrafić. Skąd na terenie Klanu Wilka pojawiała się dziura. Przecież znam te tereny na pamięć. Rozejrzałam się byłam w dziwnym miejscu, nigdy tu nie byłam? Czyżbym przeszła granicę terytorium. Nie. To nie mogło stać się tak szybko. Nie przeszłam ani przeprawy ani drogi grzmotu ani rzeki. Rozejrzałam się.
- O, tu jest jakaś woda.
Podeszłam do niej, by się napić. Fuj. Nie pachniała zbyt ładnie. Trochę wyczuwałam w niej drogę grzmotu.
- Przygasający Płomyku? - usłyszałam czyjś głos.
- Tak?
- Co ty tam robisz?
- A no sobie siedzę.
To był Sójcza Łapa, zapewne był w patrolu i wyczuł mój zapach. Wdrapałam się po Północnym Zboczu. I wróciłam do obozu. Ale ja jestem głupia.

Od Przygasającego Płomyka

Właśnie wracałam z polowania. Złapałam dziś trzy dorodne sikorki i jakiegoś niedorobionego zająca.
Pomknęłam do stosu zwierzyny, zostawiłam tam zdobycze. Odwróciwszy się, napotkałam wzrokiem legowisko medyka. Turkawie Skrzydło i Świetliste Skrzydło na pewno chętnie, by coś zjadły. Podniosłam, więc sikorki i stanęłam u wejścia do nory.
- Dzień dobry Świetliste Skrzydło - przywitałam niebieską, mijając ją - gdzie się wybierasz, przyniosłam ci jedzonko?
- Muszę uzupełnić zapasy, zostaw jedną dla mnie, niedługo wracam - odpowiedziała. Weszłam dalej wgłąb legowiska.
- Turkawie Skrzydło? Przyniosłam dla ciebie ze stosu dwie sikorki.
Kotka leżała opierając się o ścianę.
- Cześć Przygasający Płomyku, to miło z twojej strony.
Chwilę później medyczka zaczęła odrywać kawałki miejsca, usiadłam niedaleko niej.
- Jak się czujesz jako wojowniczka? - spytała mnie pointka.
- Całkiem dobrze sobie radzę, myślałam że będzie bardzo trudno, ale jakoś mi idzie, nie zmieniło się za dużo od czasów ucznia, oprócz tego... - zaczęłam mówić, ale w pewnym momencie Turkawie Skrzydło syknęła.
- Coś się stało? - spytałam zmartwiona.
- Nie za dobrze się czuję - powiedziała Turkawie Skrzydło cichym głosem. A po chwili z jej pyska wyleciała krew. To był czerwony kaszel. Zaczęłam panikować. Znowu powrócił. Ale... Ale.. Już go wyleczyliśmy. Do legowiska przyszła Świetlik, ale zobaczywszy co się dzieje, zaczęła biegać, między ziołami.
- Pójdę powiedzieć Błotnistej Gwieździe i Iglastemu Krzewowi - wybiegłam szybko i chwilę potem stałam przed liderem i zastępcą.
- Przygasający Płomyku, co się stało? - spytał niepewnie Błotnista Gwiazda. Próbowałam złapać oddech. Głowa mnie bolała, miałam w głowie pełno myśli
- Czerwony Kaszel. Turkawie Skrzydło. Powrócił.

<Iglasty Krzew? (nie wiem, muszę nabić opka)>

Od Przygasającej Łapy

Leżałam w swoim legowisku. Było już dość późno, ale Owocowa Pogoń, nie mogła dziś poprowadzić treningu. Może Turkawie Skrzydło potrzebuje jakiejś pomocy? Wstałam ociężale i ruszyłam.
- Przygasająca Łapo! - krzyknęłam znajomy głos. Odwróciłam się. Był to Iglasty Krzew.
- Zaraz odbędzie się twoje mianowanie - oświadczył.
- Na pewno? - spytałam niepewnie i zaczęłam ugniatać ziemię łapkami ze zdenerwowania - Chyba nie jestem jeszcze gotowa. Słabo walczę, słabo poluje. Wydaje mi się że to jeszcze nie czas na mianowanie.
- Przygasająca Łapo - powiedział poważnie - Masz już 21 księżyców i Owocowa Pogoń twierdzi, że świetnie sobie radzisz, poza tym nie dostaniesz od razu ucznia.
- Ucznia? - nie byłam pewna, czy to dobry pomysł, bym kiedykolwiek trenowała jakiegoś kota, to nie skończy się najlepiej.
- Chodź, bo zaraz Błotnista Gwiazda będzie przemawiał.
- No dobrze pewnie masz racje - Iglasty Krzew stał się wojownikiem w wieku 10 księżyców, a ja w tym czasie nie umiałam upolować małej myszki. 
- Wszystkie koty, które są zdolne, aby samodzielnie polować, proszę o zebranie.
- Ja, Błotnista Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
Zmierzchowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysięgam - odpowiedział czekoladowy
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Zmierzchowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Zmierzchowa (muszę poczekać aż dostanę informacje). Klan Gwiazdy cieni twoją lojalność i odwagę, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka.
- Ja, Błotnista Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tą uczennice. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
- Przygasająca Łapo - zwrócił się do mnie - Czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysięgam - odpowiedziałam dumnie.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Przygasająca Łapo, od tej pory będziesz znana jako Przygasający Płomyk. Klan Gwiazdy cieni twój optymizm i odwagę, oraz wita cię jako nową wojowniczkę Klanu Wilka.

<Nagietkowa Łapa?>

Od Przygasającej Łapy

Właśnie szłam na polowanie u boku Trzcinowej Łapy, Nagietkowej Łapy, Spopielonej Paproci i Dzikiej Zamieci, Szliśmy w kierunku Białych Pni. Trudno było je rozróżnić od śniegu. Cały las był pokryty tą lodowatą, mokrą, krystaliczną pierzyną. Podnosiłam swoje łapy wysoko, by nie pomoczyć się zbytnio. Mimo to moja półdługa sierść, która mocno odstawała od skóry, szorowała po śniegu, mocząc się. Nagietek nawet nie próbował unikać śniegu, bo jego długa sierść była już cała mokra, pewnie teraz wyobrażał sobie jak długo zajmie mu wysuszenie się.
- Jak będziecie się tak wlec, to nigdy tam nie dojdziemy - powiedziała Spopielona Paproć, która była cała sucha - Nie ma aż tak dużo śniegu.
- Bardzo śmieszne - odparłam - ja mam krótsze nóżki, a biedny Nagietek jest cały mokry.
Nagle Trzcinowa Łapa nastąpiła na gałązkę, która szybko pękła z trzaskiem. Podskoczyła z piskiem, rzucając się do ucieczki. Wbiegała we mnie, a ja wylądowałam na śniegu. Spopielona Paproć i Dzika Łapa podśmiewali się z nas, a ja leżałam cała mokra, moje futerko było całe w białym puchu. Wydawałam z siebie dźwięki niezadowolenia
- Ojej, przepraszam - powiedziała, zawstydzona Trzcina.
- Nic się nie stało, w końcu to tylko śnieg, okropny, parszywy, zimny śnieg.
Tego nie można tak zostawić. Ciocia Spopielona, nie będzie się bezkarnie ze mnie śmiać. Powoli wstałam, a następnie szybko wbiegłam w niebieską kotkę, która chwilę przeturlawszy się wstała i spojrzała na mnie poważnie. Po chwili uśmiechnęła się i popchawszy mnie łapką znowu na śnieg, przewróciła również Nagietka. Wyglądał jak niezadowolona kupa rudego futra.
Nagle przyszedł do nas Iglasty Krzew. Co tu się dzieje?
- Przygasająca łapo jesteś cała mokra - powiedział, przestraszony, zlizując śnieg z mojego futerka - jeszcze dostaniesz zielonego kaszlu, wracajmy do obozu.
- Tato, ale ja bardzo dobrze się czuje - próbowałam przekonywać, ale on już popychał mnie w kierunku obozu.
- Na pewno wszystko dobrze? - spytał troskliwie - Pewnie bardzo ci zimno.
Po wejściu do obozu od razu pobiegł po Turkawie Skrzydło.

<Turkawie Skrzydło?> 

Od Przygasającej Łapy CD. Miedzianej Iskry

- Mniej więcej tak - miauknęła Miedziana Iskra.
- Chciałabym polować tak jak ty - rozmarzyłam się, wyobrażając że przynoszę wielką sowę do klanu i każdy może zjeść ile tylko zechce. To byłoby coś wspaniałego. 
- To tylko kwestia czasu - odpowiedziała płowa kotka i uśmiechnęła się do mnie. 
Przyjęłam pozycje jak najbardziej zbliżoną do tej którą pokazywała nam wojowniczka. Trzcinowa Łapa poszła w inną stronę, byśmy przypadkiem nie polowały na te same zwierzę. Zastrzygłam uszami, wsłuchując się w każdy dźwięk. Jakiś szelest dobiegał z krzaków naprzeciw mnie. Zaczęłam przybliżać się do istotki, wykonując cichutkie kroki. Z buszu wyłoniła się mała sójka, od razu na nią skoczyłam. Chwilę później niosłam ją dumnie w pyszczku, ostatecznie kładąc ją przed kotką.
- Bardzo ładnie ci poszło - skomentowała ciepło.
- Zobaczcie co złapałam.
Na polanę nagle wbiegła cynamonowa kotka, trzymając w pysku ogromnego zająca. Miedziana Iskra podbiegła zobaczyć zdobycz córki Złocistej Rzeki.
- Będziesz mogła zanieść go starszyźnie, na pewno się ucieszy - miauknęła kotka.
- Gratuluję - uśmiechnęłam się. 
W rzeczywistości sama chciałam złapać tak dużego zająca, Iglasty Krzew byłby ze mnie naprawdę dumny. Ale cóż. Jak zaraz pójdę do polowania, to na pewno złapie coś równie dużego. Z uśmiechem na twarzy, zostawiłam swoją maleńką sójkę i pobiegłam, węsząc w poszukiwaniu, jakiś zapachów. Biegałam wokół polanki, poszukując jakiś odgłosów, lecz wszystko zagłuszał mi świst wiatru. Wyskoczyłam z krzaków, z entuzjazmem rozglądając się, płosząc przy okazji dość duże stadko zajęcy. Usiadłam zrezygnowana.

<Miedziana Iskro?>

22 listopada 2019

Od Przygasającej Łapy

Wstałam dość późno, mimo to czułam się nadal zmęczona. Wczoraj byłam na patrolu nocnym i Świerkowa Kora wyczuł jakieś ślady Klanu Burzy, więc bardzo późno poszłam spać. Słonko było już długo po wschodzie słońca, a obóz tętnił życiem. Kociaki Chłodnego Wiatru i Żabka biegały wokół żłobka, starszyzna jojczała do biednej Wiewiórczy Ogon, która próbowała się roztroić, by i Wróblowy Śpiew i jej przybrana córka były szczęśliwe, lecz wszyscy uczniowie byli najwyraźniej na treningu, bo żadnego nie mogłam nigdzie dostrzec na terenie obozu. Całe legowisko uczniów świeciło pustakami.
Niecierpliwie czekałam na mentorkę przed wejściem do obozu, lecz gdy przyszła, był wraz z nią wróg Iglastego Krzewu - Wilcze Serce.
- Dziś będziesz miała trening razem z Senną Łapą - oświadczyła, a kocur gdzieś odszedł. Uśmiechnęłam się. Senna Łapa była najstarszą uczennicą i była przeogromna. Była nawet większa od Iglastego Krzewu, co było bardzo dziwne. Jednak bardzo chce ją poznać.
Chwilę potem Wilcze Serce do nas wrócił, a przy nim potężna szylkretowa kotka.
Poszliśmy na Wielką Polanę.
- Będziemy uczyć się walki, Senna Łapa jest raczej bardziej doświadczona, ale wydaje mi się że wiele się od niej nauczysz - powiedział szybko Wilcze Serce. Zlustrowałam kotkę. Ciekawe czy mam jakiekolwiek szanse. Przynajmniej Senna jest w Klanie Wilka i nie wyobrażam sobie spotkać w trakcie walki kogoś potężniejszego od niej. Przyjęłam postawę do walki, pierwsza skoczyła Senna, a ja nieśmiało uniknęłam ciosu, a zaraz potem sama zaatakowałam, ale moja łapka zniknęła tylko w długim futrze kotki, nie ruszając jej z miejsca. Następnie dymna przygwoździła mnie do ziemi, bezradnie próbowałam uwolnić się spod masywnych łap Maine Coon'ki

<Senna Łapo? Króciutko ;-;>

15 listopada 2019

Od Przygasającej Łapy

Gdy tylko promienie słońca doszły do legowiska uczniów, podniosłam się z lekko wilgotnego mchu i cicho przeszłam pomiędzy lekko unoszącymi się ciałami innych kotów. Na trawie spoczywała rosa, którą oświetlały długie promienie słoneczne, przeciskające się przez liściaste korony drzew. Rozejrzałam się szybko, jeszcze większość kotów spało. Wymknęłam się z obozu i podążyłam w stronę Wielkiej Polany, usiadłam na jej skraju, wpatrując się w wysokie drzewo. Był to dąb, jego liście zaczęły już nieco czerwieniec, więc przyozdobiony w koronę porannego światła wyglądał obłędnie. Gałęzie dębu, lekko poskręcane, pięły się na niewyobrażalne wysokości. Sam pień był już bardzo szeroki, a wokół niego rosły tylko małe, liche drzewka. Zaczęłam się po nim wspinać, by zobaczyć świat z góry. Na dębie żyło bardzo dużo zwierząt. Biegały po nim ciemnorude wiewiórki, błękitno-złote sikorki, czerwonogłowe dzięcioły i wiele innych smacznych stworzeń. Oglądałam Wielką Polane przez pomarańczowe liście, s tej perspektywy wyglądała na bardzo małą. Było na niej bardzo ciemno i tylko pojedyncze promyczki zdołały się przedostać przez gęstwinę dębowych liści. Spojrzałam w niebo, by zobaczyć położenie słońca, zbliżał się czas treningu. Owocowa Pogoń nie będzie zbyt szczęśliwa, kiedy spóźnię się na trening. Szybko zeskoczyłam z drzewa i pobiegłam w kierunku obozu. Mentorka już na mnie czekała.

Chce dziecko lisa, musze nabić opka

Od Przygasającej Łapy

Szła w kierunku Białych Pni przed Owocową Pogonią, dziś miała poćwiczyć walkę. Niezbyt lubiła walczyć, ale wiedziała, że bez tego nie zostanie prawdziwym wojownikiem. Niepewnie przyjęła pozycję do walki, wpatrując się w łapy mentorki. Ta wykonała zdecydowany ruch łapą, na co ja odskoczyłam. Robiłam tak po każdym jej ruchu.
- Przygasająca Łapo! - krzyknęła, zmęczona mentorka - To jest lekcja walki nie unikania, jak masz kogoś pokonać unikami. Co się z tobą dzieje.
Spojrzałam niechętnie na buraskę i skoczyłam na nią, przeturlaliśmy się chwilę, aż w końcu mentorka przycisnęła mnie do ziemi.
- Trochę życia w sobie, zachowujesz się jak jakiś pieszczoszek.
Natychmiast skoczyłam do góry i po kilku ruchach Owocowa Pogoń leżała na ziemi, a na mojej twarzy malował się szeroki uśmiech.
Po powrocie z treningu udałam się do stosu ze zwierzyną, Wybrałam sobie drobnego zająca. I powoli zaczęłam odrywać kawałki mięsa. Poczułam na sobie czyjeś spojrzenie. W moją stronę szedł mój tata - Iglasty Krzew.
- Przygasająca Łapo chciałabyś iść na polowanie? - spytał się mnie. 
- Naprawdę bym mogła? - dawno nie byłam wybrana na polowanie i od kilku wschodów słońca bardzo miałach ochotę pójść popolować, zwłaszcza że i Gorzka, i Zmierzchowa Łapa chwalili się swoimi zdobyczami, gdy ja polowałam tylko jakieś marne wróbelki.
- Pójdziesz razem ze Płomienistym Świtem, Łabędzią Szyją, Trzcinową Łapą i Miedzianą Iskrą.
Popędziłam w kierunku wyjścia z obozu i usiadłam obok Trzcinowej Łapy.
- Pójdziemy na Wielką Polanę - powiedziała Miedziana Iskra. Szybko dotarliśmy na miejsce.
Przysiadłam na ziemi, wywąchawszy przedtem sikorkę. Powoli przybliżałam się do niej. Napięłam mięśnie i moje łapy znajdowały się w miejscu, gdzie była sikorka, ale jej tam nie było. Podniosłam głowę, odprowadzając wzrokiem małego ptaszka.
- Trochę szczęścia i już byś ją miała - pocieszyła mnie Miedziana Iskra.
- Ale jej nie mam - mruknęłam smutno.
- Jak chcesz mogę dać ci trochę wskazówek do polowania.
Od razu podniosłam się gotowa do słuchania, a obok mnie usiadła Trzcinowa Łapa, która była najwyraźniej zainteresowana możliwością douczenia się.

<Miedziana Iskro?>

Od Przygasającej Łapy

*8 księżyców temu*

Nie mogła się doczekać swojego pierwszego treningu, kroczyła żwawo ku wyjściu z obozu za swoją mentorką Owocową Pogonią. Chciała, by jej tatuś i nowa mentorka byli z niej dumni. Wreszcie będzie mogła jakoś przyczynić się dla klanu, a nie leżeć w kociarni.
- Co będziemy dziś robić? - spytałam, biegając wokół kotki.
- Hmm. Oprowadzę cię po naszych terenach i pokażę każdą granicę.
- Ale tak całe całe tereny? - spytałam się z niedowierzaniem. Może i obóz wydawał się jej mały, ale jednego dnia zobaczyć całe tereny to chyba niemożliwe.
- Tak, nie martw się wrócimy przed nocą - uśmiechnęła się mentorka.
W końcu doszłam do pierwszego punktu orientacyjnego. Była to dużej wielkości polanka otoczona gąszczem drzew. Słyszałam tu bardzo dużo odgłosów i zapachów.
- Oto Wielka Polana, będziemy tu ćwiczyć polowanie.
- Kiedy nauczę się polować? - spytałam podekscytowana.
- Wkrótce.
Dalej poszłyśmy wzdłuż granicy z klanem Burzy do północnego zbocza.
- Co to jest? - spytałam zaskoczona, przypatrując się małej dolinie z strumieniem po środku.
- Oto Północne Zbocze. Tu kończą się nasze tereny - poszliśmy trochę dalej, gdzie do moich nozdrzy napłynął paskudny zapach.
- Fuuj, co tak okropnie pachnie?
- Droga Grzmotu, jeżdżą po niej potwory, są bardzo niebezpieczne, chodź zaraz je zobaczysz.
Schowaliśmy się za krzaczkiem, uważnie przyglądałam się czarnej płaszczyźnie. Bez przesady to nie może być takie straszne. Uniosłam głowę, by widzieć lepiej.
- Schyl się - szepnęła Owocowa Pogoń. Nagle jakieś paskudne stworzenie popędziło po czarnym piasku, wydając z siebie przeraźliwy ryk. Zaczęłam kaszleć. To był ten paskudny zapach. Szybko pobiegłam z mentorką z powrotem do lasu. Szybko poszliśmy do Ognistych traw, Przeprawy i w końcu do Wielkiego Drzewa.
- Myślisz, że Błotnista Gwiazda wybierze mnie kiedyś na zgromadzenie - spytałam rozmarzona.
- Na pewno, nie znam nikogo, kto ani razu nie był na zgromadzeniu. Chodź teraz pójdziemy do ostatniego miejsca.
Pomknęłam szybko po trawie za mentorką, chciałam opowiedzieć rodzeństwu o wszystkim, co zobaczyłam, zwłaszcza o potworach. Przede mną wyrósł mały brzozowy zagajnik.
- Oto Białe Pnie, jutro tu odbędzie się nasze szkolenie.
Pokrążyłam chwilę między brzozami, oglądając każdy najmniejszy kamyczek.
- Przygasająca Łapo - zawołała kotka - Czas wracać do obozu.
Po powrocie od razu pobiegłam do stosu ze zwierzyną, niedaleko niego siedział Zmierzchowa Łapa i Gorzka Łapa. Usiadłam obok braci i zaczęłam się przysłuchiwać ich rozmowie.

12 sierpnia 2019

Od Gasnącej

Leżałam na środku żłobka, rozglądając się dookoła, gdy nagle poczuła, że ktoś dotyka mojego boku. Obróciłam powoli główkę, to była moja siostra - Gorzka, mi się we mnie swym szylkretowym futerkiem, ojej to miło z jej strony. Pomiziałam ją chwilkę, nie zważając, na to, że się przemieszczam.
- Cześć siostrzyczko - powiedziałam, uśmiechając się do niej - pobawisz mnie się ze mną?
- O powalczmy - zanim zdążyłam przyjąć pozycję do „walki”, siostra na mnie skoczyła i przeturlaliśmy się w stronę mamy. Gdy uderzyłam głową o łapę Gęsiego Pióra, nagle Gorzka odskoczyła i uciekła. Czułam się wygrana.
- Wreszcie wygrałam - ucieszyłam się, spoglądając na siostrę uciekającą w popłochu.
Nagle moje łapy oderwały się od ziemi, rozkojarzona, zaczęłam się machać łapkami na wszystkie kierunki. Chwilę potem upadłam na szylkretowe wielkie łapy, a po moim grzbiecie, przejechało coś śliskiego.
- Ekh, mamusiu. To jest okropne. - Zaczęłam się wyrywać spod języka Gęsiego Pióra. Po drugiej stronie żłobka czaiła się Gorzka. Pewnie chciała mnie ostrzec przed rytuałem, ale nie zdążyła. Mam nadzieje, że się nie obwinia.
- Teraz kolej Gorzkiej - powiedziała ciepło Gąska - Przecież nie możecie tak wyglądać, jako moje dzieci.
Gorzka wiedziała, że przyszedł jej czas i próbowała jakoś wymigać się od tego, ale w końcu mama złapała ją.

*skip time 3 księżyce*

Podniosłam się i rozejrzałam, wszyscy w żłobku byli już na nogach.
- Wreszcie się obudziłaś i możesz pozwiedzać obóz - powiedział z wyrzutami Zmierzch.
Nie odezwałam się i szybko pobiegłam ku wyjściu ze żłobka.
- Gdzie dziś idziemy - spytał kocurek, rozglądając się w każdą stronę, szukając jakiegoś ciekawego miejsca.
- Cześć Gorzko, cześć Zmierzchu, cześć Gasnąco - powiedziała Turkawie Skrzydło, która właśnie przechodziła obok - chcecie może zwiedzić moje legowisko, powiadam wam trochę o różnych odtrutkach.
- W sumie czemu nie - powiedziałam. Bardziej interesowało nas zwiedzanie, aniżeli słuchanie o jakichś chwastach. Wparowaliśmy do legowiska i zaczęliśmy oglądać wszystko, co wyglądało ciekawie.
- Co tu robicie? - syknęła Świetlikowe Skrzydło z poważną miną.
- Ojej, co ci się stało w nogę - powiedziała Gorzka, lecz asystentka tylko wyszła z legowiska, pewnie poszła szukać tych wszystkich ziółek.
- Dobra zobaczcie, to są liście buku, dzięki nim przenosimy inne medykamenty - powiedziała pełna pasji kotka. Do legowiska wszedł Borsuczy Kieł.
- Dzień dobry Turkawie Skrzydło, Srebrny Deszcz skarży się na bóle i ciągle krzyczy byś do niego przyszła.
- Dobrze już idę - powiedziała zmartwiona, zabrała kilka liści i spojrzała na nas - Tylko niczego nie dotykajcie, dobrze? - powiedziała poważnie, lustrując nas, a my pokiwaliśmy głowami.
- Hmmm, ale to wszystko dziwnie pachnie - powiedział Zmierzch.
- Założę się, że tego nie zjesz - powiedziała no mnie Gorzka.
- Ja tego nie zjem?! - spojrzałam na nią. Co mogą mi zrobić takie czarne kulki? Pfff. Szybko połknęłam 2 kuleczki - Pokaż czy ty byś zjadła coś, mimo zakazu Turkawki.
Gorzka znalazła małe, delikatne, szerokie listki i szybko połknęła.
- I co?
Zmierzch przyglądał się nam i potem powąchał szczaw i przeżuł go. Nagle do legowiska wparował Iglasty Krzew.
- Co wy tutaj najlepszego robicie?! - w jego oczach było widać przerażenie.

< Iglasty Krzewie? Gorzka? Zmierzch? Możecie wszyscy najlepiej c: >

PS: Czytałam, że po zjedzeniu 2 ziaren maku 4ks kociak po prostu jakieś 10 minut później zaśnie, Gorzka zjadła Macierzankę, więc pewnie będzie dziwnie spokojna, a Zmierzch zjadł Szczaw Zwyczajny.