*końcówka zimy*
- B-brawo, W-Wróbelku - Rudy uśmiechnął się do niego i kocurek mógł przysiąc, że widzi w jego niebieskich ślepiach błysk dumy. Kocurek uniósł wyżej łebek i uśmiechnął się szeroko, ciesząc się z pochwały. Pod jego łapami leżała nornica, która jeszcze uderzenie serca temu, nie spodziewając się zagrożenia, podgryzała liście rosnącej obok rośliny. Ze wschodu słońca na wschód robiło się coraz cieplej, więc zwierzyna coraz chętniej wychodziła z kryjówek. No, i oczywiście dzięki treningowi umiejętności Wróbelka były na coraz wyższym poziomie.
- Dziękuję, wujku Leszczynku! - Bury wręcz promieniał z radości. - Zupełnie się nie spodziewała!
- P-prawda. J-jesteś coraz lepszy, W-Wróbelku, j-jeszcze chwila, i m-mnie przerośniesz.
- Nieprawdaaa - miauknął uczeń - Wszyscy wiedzą, że jesteś ode mnie dużo lepszy - Uśmiechnął się szczerze do mentora. Jeszcze raz spojrzał na piszczkę i zapytał, zanim rudy zdążył odpowiedzieć - Wujku, myślisz, że to dobry prezent dla mamy?
Wojownik skinął głową.
- N-napewno się u-ucieszy.
- Super! - Bury wziął zwierzątko w pysk i spojrzał oczekująco na mentora. Ich dzisiejszy trening właśnie dobiegł końca.
- Szej dofry! - miauknął, wchodząc do kociarni. Miejsce wciąż przywodziło mu na myśl różne, niekoniecznie miłe wspomnienia, ale to nie było już pierwsze, o czym myślał po przekroczeniu jego progu. W żłobku powitały go znajome zapachy, a po uderzeniu serca dotarła do niego też inna woń, do której widocznie ciągle nie przywykł. Jego wzrok automatycznie powędrował w stronę Owocowej Pogoni i jej kociąt. Miał wrażenie, że sporo urosły odkąd był tu ostatnio. Mrozek właśnie syczał na swoją siostrę, widocznie z czegoś niezadowolony. Mama kociaków uśmiechnęła się do niego słabo, jakby przepraszająco.
- Cześć, Wróbelku - głos jego mamy wyrwał go z zamyślenia. Podszedł bliżej, odłożył nornicę i otarł się o jej bok na powitanie. Przywitał się z dwójką młodszych braci, zajętych sobą.
- To dla ciebie, mamo - dumny z siebie wskazał na piszczkę. - Sam upolowałem.
- Dziękuję. - W jej ślepiach zalśnił słaby płomyk radości. Nie pamiętał, kiedy ostatnio się uśmiechnęła, tak naprawdę. Nie od czasu śmierci taty.
Z właściwą sobie radością zaczął opowiadać burej o swoim treningu, starając się choć trochę poprawić jej humor i odwieść od przykrych myśli. Coraz bardziej miał wrażenie, że mama nie tyle nie potrafi sobie z nimi poradzić, co zwyczajnie nie chce. A może przesadzał?
Rozmawiali, ale kocurek nie potrafił pozbyć się wrażenia, że ktoś mu się przygląda. Rozejrzał się lekko i jego wzrok padł na Mrozka. Jego niezwykłe ślepia wpatrywały się w burasa intensywnie, z niespotykanym u kociaka chłodem. Machnął ogonem i przerwał swój wywód.
- Cześć, Mrozku - miauknął, uśmiechając się do kocurka. Ten nie odwórcił wzroku, za to obok pojawiła się druga para przyglądających mu się ślepków, tym razem żółtych.
<Mrożon? :3>