BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brukselkowa Zadra x Wełnista Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brukselkowa Zadra x Wełnista Łapa. Pokaż wszystkie posty

27 czerwca 2026

Od Wełnistej Mszycy CD. Brukselkowej Zadry

**skip, teraźniejszość, a dokładniej tuż po śmierci Aminkowej Łapy**

Wełnistę Mszycę od dobrych kilku dni dręczyły koszmary z udziałem Tańcującego Pierza. Postać młodego rudego kocura owładniętego furią po utracie brata, Aminkowej Łapy, co noc jawiła się w umyśle medyczki początkowo pod postacią lisa, nawet jeśli w ciągu dnia nie miała okazji na niego wpaść w obozie. Kotka najzwyczajniej w świecie zaczęła go unikać po ich ostatniej konfrontacji w lecznicy w dniu, w którym Aminkowa Łapa dołączył na Srebrzystą Skórę. Natomiast nocna mara przez większość czasu trwania snu była tak realistyczna i obarczała winą asystentkę Wdzięcznej Firletki, jednak bywały również noce, w których kocur znużony jej tłumaczeniem, tracił cierpliwość i w akcie zemsty rzucał się jej do gardła. Wówczas albinoska wybudzała się ze snu z krzykiem.
Dzisiejszej nocy było podobnie, jednak tym razem w porę udało jej się wcisnąć pyszczek w mech, aby stłumić krzyk i nie wybudzić mieszkańców Skruszonego Drzewa. Nie chciała dodawać im dodatkowych zmartwień, których mieli w ostatnim czasie wystarczająco dużo.
Wełnista Mszyca ostrożnie podniosła się ze swojego posłania i po cichu wyszła na zewnątrz lecznicy. Obawiała się, że wpadnie na Białego Strumienia lub Lotosowy Pąk, których mogła zmartwić swoim stanem, a dokładniej podkrążonymi i zaczerwionymi oczami, jednak na szczęście jej bracia najprawdopodobniej znajdowali się poza obozem. Nie zdziwiłaby się, gdyby Lotos znajdował się w tym momencie w Grocie Pamięci, mieszając barwniki na zbliżające się ceremonię co poniektórych uczniów, a Biały umacniał ściany korytarzy w tunelach.
Może ona również powinna wymknąć się z obozu? Mogła spróbować odszukać Mglistego Snu oraz pozostałych Świetlików, aby się upewnić czy są cali, jak i ponownie zaproponować im azyl w Klanie Burzy. Mogła również spróbować zasięgnąć języka samotników spotkanych na granicy na temat niebieskiego niewiadomego kota, którego ciało zdobiły rozety i prawdopodobnie wciąż gdzieś tam przebywał więziony przez Dwunożnych. Mogła również mimo obaw udać się na granicę z Klanem Wilka z nadzieją, że uda jej się spotkać z Brukselkową Zadrą. Mogła spróbować wykonywać te wszystkie rzeczy naraz, jednak najpierw musiała załatwić jeszcze jedną sprawę.
– Tak mi przykro, Aminkowa Łapo... Przepraszam, że nie zareagowałam w porę i nie byłam w stanie ci pomóc... – szepnęła, mając nadzieję, że jej słowa dotrą do gwieździstych uszu zmarłego ucznia. Mimo, że widziała wiele śmierci kotów, głównie starszych, to właśnie śmierć młodego kocura w ostatnim czasie nią najbardziej wstrząsnęła. Głównie dlatego, że gdyby kocur przyszedł do medyków wcześniej, gdy zamiast dławiącego kaszlu z krwią doskwierała mu początkowo chrypka, mógł uniknąć śmierci. Nie rozumiała, dlaczego kocur zwlekał z zawitaniem do medyków.Czyżby się obawiał, że Wdzięczna Firletka oraz Wełnista Mszyca nie zechcą mu pomóc? – Tańcujące Pierze ma pełne prawo być na mnie zły i obwiniać mnie o twoją śmierć... Gdybym mogła, oddałabym ci jedno ze swoich żyć, a nawet to jedno jedyne, które posiadam...
Zamilkła, gdy kątem oka spostrzegła biało-niebieską postać opuszczającą legowisko wojowników. Był to nie kto inny jak Szara Skóra, jej ojciec. Stary wojownik o krępej budowie ciała przeciągnął się w wejściu, po czym dostrzegając swoją córkę siedzącą niedaleko wyjścia z obozu, zbliżył się do niej. Przez dłuższy czas milczał, aż w końcu jego pysk opuściły słowa, wyrażające niezadowolenie dotyczącego wyglądu córki.
– Twoje podkrążone oczy wyglądają paskudnie, nie mówiąc o twojej skołtunionej brudnej sierści. Wyglądasz jak przybłęda, a nie posłaniec Klanu Gwiazdy. Doprowadź się do porządku, bo inaczej skalasz moje, swoje i twoich braci dobre imię. Jesteście córą i synami Srebrzystej Skóry. Jesteście wyjątkowi i macie pozostać nieskazitelni. – Prychnął. – Nie możesz pozwolić, aby śmierć jakiegoś zwykłego kota aż tak na ciebie wpłynęła. W szczególności jednego z tych problematycznych kotów... Wystarczy, że już jeden z nich namieszał ci w głowie. Klan Gwiazdy najwyraźniej jeszcze czuwa nad tobą, skoro nadal pozbywa się otaczających cię rozpraszaczy.
Nie oczekiwała od swojego ojca jakichkolwiek przejawów empatii. Nie chcąc wdawać się w nim dyskusję, zapewniła go, że później zadba o poprawę swojego wyglądu. Szara Skóra odchrząknął, by chwilę później podniósł się i opuścił obóz.
Wełnista Mszyca westchnęła. Zadbanie o siebie w tym momencie było ostatnią rzeczą, na którą miała ochotę. Zamiast tego zamierzała w ciągu najbliższych dni porozmawiać ze wszystkimi członkami Klanu Burzy, zarówno z tymi, z którymi rozmowa przychodziła jej z łatwością, jak i z kotami, którzy nie darzyli jej jakimkolwiek dobrym uczuciem. Z tymi, z którymi znała się od narodzin, jak i również z tymi, którzy zamieszkali w klanie parę wschodów słońca temu. Liczyła na to, że rozmowa z współklanowiczami i prośba, aby nie bagatelizowali rozwijających się objawów chorób, jak i zwracali uwagę na pozostałych wojowników sprawi, że już nigdy nie powtórzy się podobna sytuacja. Mogła również poprosić brata, aby udostępnił jej na parę godzin w ciągu dnia Grotę Pamięci i za zgodą Króliczej Gwiazdy, Zawodzącego Echa i Wdzięcznej Firletki mogła zwołać zebranie klanu, podczas którego opisać przebieg groźnych chorób i uczulić wojowników na ich charakterystyczne symptomy. Wspólnie mogli zadbać, aby tragedia, jakiej doświadczyli przyczyniła się do czegoś dobrego.

wstrzymanie sesji lub koniec sesji

14 marca 2026

Od Brukselkowej Zadry CD. Wełnistej Mszycy

— Brukselkowa Zadro — Wełnista Mszyca podjęła nagle. — Czuję, że Klan Wilka... Nie. — Pokręciła łebkiem. — Wiem, że Klan Wilka nie jest bezpiecznym miejscem dla kogoś takiego, jak ty czy ja. Nie jest odpowiednim miejscem, w którym powinny przychodzić na świat kocięta czy trenować młodzi uczniowie. Gęste korony drzew uniemożliwiają dotarcie gwieździstemu blasku do waszego obozu, pozwalając tym samym, aby mrok otulał serca i umysły większości twych braci. Dlatego chcę, żebyś wiedziała, że ty i koty, które czczą Gwiezdnych, mogą liczyć na moją pomoc, jak i myślę, że mogłyby liczyć na znalezienie bezpiecznego miejsca w Klanie Burzy, jeśli bylibyście gotowi na zmianę. Nie chcę już nikogo więcej z was stracić.
Liliowa zaniemówiła. Nie spodziewała się usłyszeć takiej propozycji od albinoski. Odejść? Z Klanu Wilka? Nie po to pozwoliła swoim bliskim uciec, samemu zostając w wilczackich szeregach, by teraz z nich odchodzić. Skinęła jednak głową w podzięce za troskę.
— Przepraszam, ale nie mogę… — odparła po chwili, biorąc głęboki wdech. — Nie mogę opuścić Klanu Wilka, choć masz rację, czasem jest tu trochę niebezpiecznie… — kontynuowała, próbując nadać głosowi żartobliwy ton, by rozluźnić atmosferę. — Jednak nie mogę zostawić tu kotów, które są tak bliskie memu sercu. Nie każdy z nich zdecyduje się na przejście do Klanu Burzy, a ja nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś im się stało, podczas gdy ja bezpiecznie siedziałabym w waszym azylu — tłumaczyła, przenosząc spojrzenie na swoje łapy. — Zresztą jestem już zbyt stara na takie zmiany. Który z Burzaków ucieszyłby się z kolejnego starucha do wykarmienia? Wiesz, przyjęcie przez Króliczą Gwiazdę to jedno, a bycie zaakceptowanym przez Burzaków to drugie. Nie chcę was zamęczać swoją obecnością — dodała, jakby poprzednie słowa nie były wystarczającym powodem, by zostać w Klanie Wilka.
Wełnista Mszyca nie wyglądała na ucieszoną, ale też nie była zawiedziona. Na jej pysku pojawiło się zrozumienie.
— Cóż, nie zmuszę cię do zmiany decyzji ani nie podejmę jej za ciebie — mruknęła w końcu białofutra, odwracając wzrok od Brukselkowej Zadry. — Oby Klan Gwiazdy miał cię w opiece. Muszę już wracać, ale gdy tylko nadarzy się okazja, spotkajmy się znów.
Pręgowana bez wahania zgodziła się na tę propozycję. Albinoska miała dobre serce. Troszczyła się o innych i każdemu starała się pomóc. Ponadto łączyło je całkiem sporo – w końcu obie znały Mglistego Sna, a teraz zamartwiały się o niego po stokroć.
Wojowniczka obdarzyła albinoskę ciepłym uśmiechem, po czym odwróciła się i zniknęła między wysokimi pniami drzew iglastych oraz gęstymi krzewami. Miała nadzieję, że już niedługo ich ścieżki skrzyżują się po raz kolejny.

* * *

Brukselkowa Zadra miała wrażenie, że Klan Wilka tylko rósł w siłę. Zalotna Gwiazda nie ociągała się z ceremoniami, których ostatnio było całkiem sporo. Na posadzie mistrzów zasiadały teraz trzy kotki – Kocimiętkowy Wir, Nadciągający Pomrok i Ognikowa Słota. Oprócz tego na ucznia został mianowany Księżycek, syn Jaskółczego Ziela. Czarnofutra kotka była dla Brukselki, można by rzec, znajomą. Zdarzało im się zamienić ze sobą kilka słów, tak więc pręgowana nie ociągała się, gdy kilka księżyców temu usłyszała wieść, że Jaskółka doczekała się kocięcia.
Jednak najważniejszym wydarzeniem ostatnich czasów było dla Brukselki mianowanie jej przybranych kociąt. Kryształka zwała się teraz Kryształową Łapą, a Węgielka nosiła miano Zwęglonej Łapy. Liliową z lekka niepokoił fakt, że dostały one na mentorów koty silnie związane z Miejscem, Gdzie Brak Gwiazd. Czyżby liderka przejrzała już wszystkie koty wierzące w Klan Gwiazdy, które żyją w wilczackim azylu? Czy specjalnie dobierała mentorów tak, by na jej oczach wyrastało pokolenie jeszcze silniej oddane mrokowi? Czy w takim przypadku próba nawrócenia Wilczaków była wciąż możliwa? Ten klan i tak już dawno był zepsuty. Wyżarty przez bezgwiezdne dusze, przegniły od środka. Może ucieczka naprawdę była jedynym rozwiązaniem? Cóż, z całą pewnością najłatwiejszym.
Brukselkowa Zadra miała już na karku mniej więcej siedemdziesiąt księżyców, co tylko potęgowało jej wrażenie, że czas ucieka jej przez palce. Obiecała Gwiezdnym Przodkom, że się nie podda, że jeszcze naprawi swoich zaślepionych pobratymców. Czy wtedy kłamała? Przyjęła tak chciwie nagrodę od Klanu Gwiazdy, a teraz zachowywała się, jakby ten rozdział w jej życiu został już zamknięty. Nie próbowała podszeptywać innym właściwych przekonań, nie próbowała budzić niepewności w kotach, które jeszcze dało się uratować. Pozwalała, by ci, którzy mieli szansę na nawrócenie, jeszcze bardziej pogrążali się w wierze w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd.
Tak nie powinien postępować kot, w którym Gwiezdni pokładali tak wiele nadziei.
Żółtooka westchnęła ciężko, opierając głowę na łapach. Czuła, jak ogarnia ją bezsilność. Ze śmiercią matki zdążyła się już pogodzić, teraz czując, że Kryształka jest jakby jej innym wcieleniem. Wciąż jednak nie mogła przełknąć faktu, że oczekiwano od niej o wiele więcej, niż w rzeczywistości robiła. Może i wykonywała pojedyncze rozkazy wydane przez Gwiezdnych, jednak na dłuższą metę nie robiła niczego z własnej woli. Pomysły, które miała na sprowadzenie Klanu Wilka na dobrą drogę, rozpływały się gdzieś w rutynie.
Teraz zresztą, gdy Wrotyczowa Szrama zaczęła się od niej dystansować, cały czas trzymając się boku Zalotnej Gwiazdy, Brukselka straciła ostatnie strzępki motywacji, jakie w niej drzemały. Kompletnie nie rozumiała tej zmiany w nastawieniu dymnej wojowniczki. Co musiało się jej stać, by tak drastycznie zmieniła swoje usposobienie?
Może Mglisty Sen miał rację. Może bronienie jej racji nie było warte napiętej relacji z synem. Może czarnofutry już od dawna widział więcej niż Brukselkowa Zadra. Tak bardzo chciałaby mu opowiedzieć o wszystkim, co dzieje się teraz w Klanie Wilka – i tak bardzo chciałaby przeprosić go za wszystkie słowa, które z jej pyska mogłyby jakkolwiek go urazić.
By się nieco odprężyć i przewietrzyć, postanowiła udać się na spacer. Na klanowe tereny zawitała już słoneczna Pora Zielonych Liści, która przyjemnie ogrzewała las, jednocześnie nie męcząc zbytnio Wilczaków. Poszczęściło im się, że na swoich terenach mieli tak dużo cienia. Brukselka nie wyobrażała sobie spacerów w pełnym słońcu; chyba padłaby z przegrzania! Teraz przyszło jej też do głowy, że gdyby nie te wszystkie okrutne zwyczaje, Klan Wilka mógłby być naprawdę pięknym klanem. Na ich terenach nie brakowało rzek, jezior, rozległych lasów i kwiecistych polan. Nie była co prawda pewna, jak wyglądają tereny w innych zakątkach klanów, ale wiedziała, że inni mogliby tylko pomarzyć o takim borze.
Łapy zaniosły wojowniczkę wprost nad granicę z Klanem Burzy. Nie myślała o tym, by spotkać Wełnistą Mszycę, lecz najwyraźniej gdzieś z tyłu głowy i tak kłębiła się nadzieja, że znów się ujrzą. Może medyczka sprzeda Brukselce kilka rad? Była co prawda młodsza i zapewne mniej doświadczona przez życie, ale w końcu jej posada w dużej mierze opierała się na kontakcie z Przodkami. To ona była o nich nauczana już od urodzenia – dla niej byli czymś normalnym, naturalnym. Natomiast liliowa, choć wierzyła w ich słuszność, w tematach ich dotyczących czasem czuła się jak kocię we mgle.

<Wełnista Mszyco? Jesteś tam gdzieś?>

24 lutego 2026

Od Wełnistej Mszycy CD. Brukselkowej Zadry

Wełnista Mszyca nie pamiętała dokładnie, kiedy ostatni raz udała się w okolicę granicy z Klanem Wilka. Na pewno było to porą nagich drzew, niedługo po zgromadzeniu na Bursztynowej Wyspie. Mimo przeogromnej chęci porozmawiania z Brukselkową Zadrą na temat wyznania Nikłej Gwiazdy, albinosce nie udało się z nią spotkać; zamiast tego zebrała się na odwagę, aby odmówić Wilgowej Goryczy wyjawienia miejsca pobytu Mglistego Snu oraz innych kotów, które opuściły klan, jak i miała przyjemność zamienić kilka słów z dziwną rudą kotką, która była przekonana, że Wełna jest w sekretnym związku z jakimś wojownikiem z jej klanu.
Być może Klan Gwiazdy uznał, że za bardzo interesuje się losem Wilczaków, dlatego pod koniec pory nagich drzew oraz wczesną porą nowych liści miała pełne łapy roboty, a lecznica wręcz pękała w szwach. Burzowe Chmury, który jeszcze nie tak dawno temu udało się wraz ze Słonecznym Fragmentem na poszukiwania ciężarnej kotki, teraz leżał na jednym z posłań na parterze Skruszonego Drzewa. Na czole niebieskiego znajdował się kompres z mchu, a na brzegu legowiska znajdowało się zawiniątko z ziołami, które pacjent powinien żarzyć po wybudzeniu. Wełnista Mszyca nie raz wzdrygnęła się, gdy przechodziła do innych pacjentów obok śpiącego kocura, a ten prowadził monolog przez sen.
Z pyska szylkretowej kocicy padło parsknięcie, gdy Wełna nakładała maść w miejscu, gdzie znajdowało się ugryzienie szczura. W związku z tym, że kocica zwlekała z udaniem się do medyków, uznając, że rana zagoi się sama, zdążyła się wdać infekcja. Na całe szczęście było to jej początkowe stadium, więc fioletowooka oprócz zużycia dużej ilości ziół, aby przygotować maść, dość szybko uporała się z kolejną pacjentką.
Resztę czasu spędziła na sprzątaniu lecznicy, w tym segregacji ziół, obserwując, jak Zawilcowa Korona oraz Wdzięczna Firletka zajmują się kolejnymi pacjentami, którzy nieśmiało zaglądali do Skruszonego Drzewa. Wśród nich dostrzegła Sójczy Błękit oraz starszego kocura, brata lidera, Barszczową Łodygę. Ruda kocica otrzymała zioła, dzięki którym przestała mieć nudności, a czekoladowemu przestały doskwierać bóle głowy.

~ ~ ~

Od kilku nocy śniła ciągle ten sam, dziwny sen, który, być może opacznie, starała się odebrać jako sen zesłany od przodków. Nim zdecydowała się porozmawiać na jego temat z główną medyczką, starała się go dobrze zinterpretować. Potrzebowała punktu zaczepienia, jednak zbyt wiele rzeczy pasowało pod słowa przodków. Nie mogła działać pochopnie.
Zamiast na terenach Klanu Burzy, znajdowała się na terenach, złudnie wyglądających, jak te które znajdowało się po stronie Klanu Wilka. Ze wszystkich stron była otoczona przez świerki, dęby i inne przeróżne drzewa, zarówno iglaste, jak i liściaste. Naprzeciw niej znajdowało się białe kocię o oczach w kolorze bezchmurnego nieba w piękny, słoneczny dzień. Młodziak wpatrywał się z zaciekawieniem w Wełnistą Mszycę, aż w końcu otworzył swój pyszczek. Do uszu albinoski zamiast przyjaznego, melodyjnego głosu kocięcia, dotarł głos, a raczej setki głosów, starających się przekrzyczeć siebie nawzajem. Tak, jakby cały Klan Gwiazdy chciał przestrzec córkę Szarej Skóry.
„Nie przez przypadek twe łapy stanęły na tej ścieżce, o Gwiezdne dziecię, zrodzone w kłamstwie i obłudzie. Przed tobą próba - nie pierwsza i nie ostatnia. Wybór, którego dokonasz, nie będzie między dobrem a złem, lecz między bólem a stratą. Pamiętaj, każda twa decyzja odbija się echem w gwiazdach. Jeśli zawahasz się, jeśli pozwolisz, by strach prowadził twoje kroki, blask Gwiezdnych może zgasnąć nad tobą jak ostatni promień o świcie. A wtedy ci, których kochasz, poniosą ciężar twojego milczenia i twoich czynów przez wiele księżyców. Lecz jeśli pozostaniesz wierna temu, kim jesteś i odważysz się zobaczyć więcej niż to, co oczy podpowiadają… gwiazdy nie odwrócą od ciebie spojrzenia."
Wełnista Mszyca z trudem była w stanie się skupić na wyjęciu kolca z łapy starszej szylkretki. W końcu w dość niedelikatny sposób wyciągnęła ciało obce z łapy kotki, która pod nosem wymruczała z grymasem na pysku: "Modliszkowa Cisza miał rację".

~ ~ ~

Wełnista Mszyca wysiliła się na uśmiech, stając naprzeciw Brukselkowej Zadry tuż po tym, gdy przedstawiła się kocicy swoim nowym imieniem. Minęło tyle czasu od ich ostatniego spotkania, które było niczym wieczność. Mimo obawy przed obserwacją ze strony Wilgowej Goryczy lub innego kota być może członka kultu, przed którym czarny kocur ją przestrzegał, zdecydowała się na ryzyko.
– Wełnista Mszyca... Pasuje ci – zamruczał kocica, krocząc tuż obok asystentki medyka, po swojej stronie granicy.
Wełnista Mszyca zaproponowała wojowniczce wspólną pomoc przy zebraniu ziół, zarówno dla Klanu Burzy, jak i Klanu Wilka. W gruncie rzeczy zbieranie ziół było jedynie przykrywką do przeprowadzenia rozmowy z kocicą na temat dotyczące tego, czego dowiedziała się na zgromadzeniu. Nie, czego dowiedziała się od Mglistego Snu, gdy widzieli się ostatnim razem. Na samą myśl o kocurze medyczka zrobiła zatroskaną minę. Czy byli bezpieczni? Czy powinna kolejny raz udać się na granicę i oczekiwać go przy moście?
Dostrzegając to, Brukselkowa Zadra przeprosiła młodszą za to, że nie udało jej się towarzyszyć Wełnie na zgromadzeniu w trudnej chwili, których skutki odczuwane były dotąd.
– Chyba po raz pierwszy w życiu czułam taką złość i bezsilność, gdy was ówczesny lider oczerniał Mglisty Sen oraz pozostałe koty, które opuściły klan. Najgorsze w tym wszystkim było to, że Klan Gwiazdy milczał, nie decydując się stanąć w ich obronie.
"Ty jesteś pośrednikiem Klanu Gwiazdy. To ty mogłaś zabrać głos i wyjawić prawdę, a jednak milczałaś. Pozwoliłaś, aby strach tobą kierował. Co ci po kłamstwach o byciu Gwiezdnym Kocięciem, darem gwiazd, narodzonym po śmierci Białego Pawia skoro nie umiesz tego wykorzystać"
– Brukselkowa Zadro – podjęła nagle, zastanawiając się, jak powinna ubrać w słowa to, co chciała przekazać wilczace. Nie, to co chciała zaproponować kocicy. Może po prostu powinna mówić prosto z serca? – Czuję, że Klan Wilka... Nie. – Pokręciła łebkiem. – Wiem, że Klan Wilka nie jest bezpiecznym miejscem dla kogoś takiego, jak ty czy ja. Nie jest odpowiednim miejscem, w którym powinny przychodzić na świat kocięta czy trenować młodzi uczniowie. Gęste korony drzew uniemożliwiają dotarcie gwieździstemu blasku do waszego obozu, pozwalając tym samym, aby mrok otulał serca i umysły większości twych braci. Dlatego chcę żebyś wiedziała, że ty i koty, które czczą Gwiezdnych mogą liczyć na moją pomoc, jak i myślę, że mogłyby liczyć na znalezienie bezpiecznego miejsce w Klanie Burzy, jeśli bylibyście gotowi na zmianę. Nie chcę już nikogo więcej z was stracić.

<Brukselko? Mglisty ma się dobrze i przesyła pozdrowienia, zaraz jakieś spotkanie zaaranżujemy matki i syna (i wełenki może)>


Wyleczeni: Burzowe Chmury, Pozłacana Pszenica, Sójcza Łapa (Sójczy Błękit), Barszczowa Łodyga, Szafirkowy Wiatr

24 stycznia 2026

Od Brukselkowej Zadry CD. Wełnistej Łapy (Wełnistej Mszycy)

Przed śmiercią Kwitnącego Kalafiora

— Brukselkowa Zadro... to znaczy pani Brukselkowa Zadro! Dobry wieczór. — Głośny szept rozległ się w uszach liliowej kotki. Brukselka odwróciła głowę, poszukując wzrokiem źródła tego dźwięku. I w końcu je dostrzegła – niedaleko stała albinoska, ta sama, którą tu niegdyś spotkała. Była spięta i spoglądała w stronę, z której przyszła. Po chwili jednak kontynuowała:
— Tym razem nie jestem sama, towarzyszy mi dwójka wojowników, a jeden z nich niekoniecznie przepada za pani pobratymcami przez wzgląd na historię naszych klanów i napięte relacje... — miauknęła, chcąc uprzedzić kotkę, że tym razem zapewne o wiele krócej ze sobą porozmawiają. Żółtooka jednak nie wyglądała na wzruszoną tą wieścią. Póki nie przekroczy granicy, żaden Burzak nie ma prawa jej zaatakować! No, chyba że chciałby wywołać jakąś wojnę. Możliwe, że gdyby koty dowiedziały się o potyczce nad granicą, atmosfera zaczęłaby wrzeć… — Jednak Skrzypiący Skrzyp to dobry kot. Troszczy się o każdego, naprawdę każdego, nawet czasami za bardzo. Gdyby zauważył, że z panią rozmawiam, byłby niezadowolony... Nim się rozdzieliliśmy, przestrzegł mnie, abym uważała i żebym nie dała się porwać żadnemu Wilczakowi — mówiła dalej.
Wojowniczka poruszyła wibrysami, po czym machnęła zbywająco łapą.
— Nie mamy w zwyczaju porywać kotów, nie masz się o co bać. To trochę przykre, że ten twój kolega tak na nas patrzy, ale go rozumiem… — westchnęła, po czym obejrzała się za siebie. — Ja też nie przepadam za tymi… innymi Wilczakami — chciała kontynuować, lecz finalnie ugryzła się w język. Wełnista Łapa nie musiała wiedzieć o tym, że gdy Brukselka była młódką, miała kryzys związany ze swoją przynależnością.
Wełnista Łapa skinęła głową ze zrozumieniem i umilkła. Dopóki, dopóty jej spojrzenie nie rozjaśniło się nagle, a wąsy nie zadrżały.
— Pozdrowiła pani Mglistego Sna? — zapytała, a kąciki jej ust uniosły się delikatnie w górę. — Od naszego ostatniego spotkania wciąż nie widziałam go ani razu, zastanawiam się, czy wszystko z nim dobrze… — dodała, subtelnie kładąc po sobie uszy.
W sercu Brukselkowej Zadry znów pojawiło się nieprzyjemne ukłucie. Powinna powiedzieć jej prawdę czy znów skłamać? Wełnistej Łapie należała się prawda – w końcu, jak mówiła, Mglisty Sen był jej znajomym.
— Tak… tak, dobrze się trzyma — odparła w końcu, po czym w myślach zaczęła się karcić. “Dlaczego nie powiesz jej prawdy? Co cię przed tym powstrzymuje?” – myślała. — Będziesz na następnym zgromadzeniu? — spytała nagle, a jej ogon nerwowo zadrżał. Jeśli będzie, to oznacza, że najpewniej dowie się o ucieczce z ust Nikłej Gwiazdy. Może tak będzie lepiej?
— Raczej będę, a co? Coś się wtedy wydarzy? — zapytała albinoska, przekręcając główkę. — Chcesz zaciągnąć na to zgromadzenie Sna? — zaczęła zgadywać.
Liliowa pokręciła łebkiem, po czym wbiła swoje spojrzenie w łapy.
— Spróbu-... — zaczęła, lecz potem umilkła. — Nie wiem, czy mi się uda. Ale jeśli chcesz, możemy porozmawiać na zgromadzeniu — zaproponowała. Może Wełnistej Łapie łatwiej będzie przetrawić informację o tym, że jej kolega uciekł, gdy w pobliżu będzie miała Brukselkową Zadrę.
— Bardzo chętnie — odparła Wełnista Łapa, po czym zastrzygła uchem. — Patrol już chyba wraca… Muszę zmykać — oznajmiła, robiąc krok w tył. — To do zobaczenia, Brukselko!
Z tymi słowami Wełnista Łapa ruszyła żwawym krokiem w stronę dwójki kotów, których sylwetki majaczyły gdzieś w oddali. Brukselka natomiast powróciła w głąb lasu, uprzednio biorąc do pyska wróbla, którego zakopała przed spotkaniem z białofutrą kotką.

* * *

Noc zgromadzenia

Nie mogła uwierzyć w to, że nie wybrali jej na zgromadzenie. I to tak bardzo ważne zgromadzenie! Miała na nim usłyszeć, co Nikła Gwiazda zmierzał nagadać innym klanom o uciekinierach. A tak? Leżała teraz w swoim legowisku, obserwując, jak grupka wybrana na zebranie szykuje się do wyjścia. Gdzieś w tłumie dostrzegła jednak czekoladowe futro jej byłego ucznia – Wilczego Skowytu. Miała nikłą nadzieję na to, że kocurowi uda się zapamiętać kilka informacji, które wygłosi przywódca, i opowie jej o wszystkim, gdy tylko wróci do obozu.
Swoją drogą, może lider specjalnie nie zabrał jej ze sobą? Może obawiał się, że gdyby usłyszała te bzdury, jakie zamierzał wygłosić, zaczęłaby się rzucać, wierzgać, wyzywać? Nie było to żadne wymyślne założenie. To naturalne, że Brukselka byłaby trochę podburzona. Nikła Gwiazda wolał raczej unikać sytuacji, w których prawda mogłaby wyjść na jaw. Ale niech się zbytnio nie stara – Brukselka z pomocą Klanu Gwiazdy i tak znajdzie jakieś wyjście. Dobro zawsze wygra nad złem, nieważne, ile miałoby to zająć.
Brukselkowa Zadra zmrużyła oczy, wypuszczając z płuc powietrze. Nie zamierzała zasypiać, ale najwyraźniej udało jej się chwilę zdrzemnąć, bo gdy już otworzyła oczy, dostrzegła, jak czekoladowy kocur z niezadowoloną miną kładzie się na swoim posłaniu. Liliowa potrząsnęła głową i postawiła uszy do góry, obserwując Wilczka ze zdziwieniem.
— Wilczy Skowycie? — zapytała, wyciągając szyję w jego stronę. Wojownik wyglądał na zirytowanego i zmęczonego. Zastanawiała się, czy pytanie go teraz o zgromadzenie to dobry pomysł. Były uczeń zmierzył ją ostrym spojrzeniem, przez co liliowa zmarszczyła nos. — Nieważne. Porozmawiamy rano.
To powiedziawszy, spuściła głowę i wlepiła spojrzenie w sufit legowiska. Myśl o tym, co zagraża uciekinierom, w tym wielu jej bliskim, nie dawała jej spokoju. Zżerała ją od środka, nieraz przyprawiała o mdłości. Teraz w żółtych ślepiach kotki wezbrały się łzy; szybko zmrużyła powieki, by nikt nie zauważył. Nim zdążyła je otworzyć, by znów tępo wpatrywać się w obraz przed sobą, dopadły ją objęcia snu. Może to i lepiej? Powinna czasem odpoczywać.
Gdy się obudziła, był już ranek. Brukselka podniosła się z miejsca i w progu legowiska dostrzegła znajome futro. Wilczy Skowyt już siedział na polanie, wylizując właśnie swoją łapę. Pręgowana bez wahania ruszyła w jego stronę, wciąż nieco zaspana.
— Hej — przywitała się niemrawo, siadając obok. Chłodny wiaterek rozwiał jej sierść na pysku. Zadziałał na nią jak kubeł zimnej wody; żółtooka niemal od razu się rozbudziła, gdy po jej ciele przeszedł dreszcz. — Jak było na wczorajszym zgromadzeniu? Nikły mówił coś o u-
— Okropnie! — wtrącił Wilczy Skowyt, prychając cicho pod nosem. Futro na jego grzbiecie nieznacznie się podniosło, a źrenice w oczach aż się zwęziły. — Kocimiętkowy Wir jest takim wrzodem na ogonie! Nie wiem, jak można być takim drażniącym kotem! — wyrzucił z siebie, a jego ogon zastukał kilka razy nerwowo o podłoże.
Brukselka nie znała zbyt dobrze tej rudej kotki. Kojarzyła ją co prawda z imienia, ale raczej nie miała okazji z nią porozmawiać. Nie wydawała się jakoś specjalnie niemiła; według liliowej była raczej zwykłą, szarą wojowniczką. Ale skoro dla Wilczka była takim utrapieniem, to może naprawdę coś z nią było nie tak.
— Naprawdę? — odparła zmartwiona. — O co poszło? — zapytała, przekręcając delikatnie łebek. Ciekawe, czy Kocimiętkowy Wir dała sobie wmówić, że ci uciekinierzy to mordercy. Może o to się pokłócili? Może Kocimiętka przyznała Nikłej Gwieździe rację, a Wilczy Skowyt się jej sprzeciwił?
Serce wojowniczki na moment zabiło szybciej.
— Ale… nie zdradzasz nikomu swoich poglądów, prawda? — wyszeptała mu do ucha.
— Nie, nie! — odparł czekoladowy. — Ta kotka po prostu zaczęła mi wmawiać, że mam jakąś partnerkę poza klanem i… — urwał, podnosząc wzrok na Brukselkę. — Ty znasz prawdę, ale nikt inny nie może! Mam tylko nadzieję, że nie zacznie rozsiewać o tym jakichś plotek! Ja naprawdę nie wiem, jak ona to wydedukowała, ale… jest niebezpieczna!
Wojowniczka nie chciała mu przerywać, ale znacznie bardziej ciekawiło ją to, co powiedział lider. W jej oczach pojawiło się zniecierpliwienie, co Wilczy Skowyt musiał zauważyć.
— Ach… chciałabyś wiedzieć, co Nikła Gwiazda mówił o tych, co uciekli? — zapytał, lecz nim Brukselka odpowiedziała, kontynuował:
— Twierdził, że są niebezpieczni. Są mordercami i należy na nich uważać. Nazwał też ich wszystkich po imieniu i opisał wyglądy, więc… mogą być zagrożeni, gdy ktoś ich znajdzie — przyznał cicho, trochę smętnie.
— To niedobrze, bardzo niedobrze… — wymamrotała pod nosem, na tyle, by nikt poza Wilczym Skowytem jej nie usłyszał. — No nic, chcąc nie chcąc, nic z tym nie zrobimy. Możemy się tylko modlić.

* * *

Teraźniejszość

Wciąż nie mogła się pogodzić z odejściem Kwitnącego Kalafiora, jednak tamto spotkanie z Pajęczynką napawało ją nadzieją. Nie wiedziała, co szykuje dla niej Klan Gwiazdy, ale miała wrażenie, że będzie to coś wspaniałego, co pomoże jej odzyskać dawną werwę. Jak na razie była tylko cieniem samej siebie, ale była zdeterminowana do tego, by znów przybrać dawną formę. Nie było to znów takie łatwe – często zdarzały jej się bezsenne noce i dni, w których nie miała nawet ochoty opuszczać legowiska. Dziś jednak zebrała się w sobie, by pójść nad granicę z Klanem Burzy i odszukać Wełnistą Łapę. Zastanawiała się, jak kotka poradziła sobie z informacjami, jakie usłyszała na zgromadzeniu. Nie rozmawiały od tamtego momentu, przez co liliowa kompletnie nie miała pojęcia, jak albinoska żyła z wiedzą, choć błędną, o tym, że jej znajomy jest mordercą.
Dotarła aż w okolice Upadłego Potwora, lecz tam przystanęła, obserwując konstrukcję jedynie z daleka. Mimo wszystko nie chciała przekraczać granicy – to mogłoby przysporzyć jej trochę problemów. Tym bardziej, gdyby spotkał ją jakiś patrol, niezawierający w składzie białofutrej kotki. Brukselkowa Zadra nie szukała problemów, lecz odpowiedzi na pytania, których miała naprawdę, naprawdę wiele.

<Wełnista Łapo? Przedstawisz mi się nowym imieniem?>

12 stycznia 2026

Od Wełnistej Łapy CD. Brukselkowej Zadry

Gdy słońce chyliło się ku zachodowi, umożliwiając tym samym Wełnistej Łapie bezpieczne wyjście na zewnątrz, kotka w towarzystwie Skrzypiącego Skrzypa oraz Skrzydlatej Płomykówki skierowała się na obrzeża terenów klanu. Wełnista Łapa szła na tyle grupy, co jakiś czas zatrzymując się i obwąchują roślinę, która mogła być potencjalnym lekarstwem. Zerwała mniszka oraz krwawnika, po czym przyspieszyła kroku, aby dogonić wojowników. Bury van zatrzymał się na pagórku, z którego grupka miała całkiem przyjemny widok na tereny Klanu Wilka. Las znajdujący się na ich terenach o tej porze wyglądał równie pięknie, jak podczas jej nocnej wędrówki, gdy przypadkowo jej los został skrzyżowany z Mglistym Snem.
Skrzypiący Skrzyp wypiął dumnie pierś, na co Skrzydlata Płomykówka wywróciła oczami, a Wełnista Łapa cichutko zachichotała. Zielonooki wciągnął głośno powietrze nosem. Na jego pysku zagościł łobuzerski uśmiech, którym obdarował swoje towarzyszki.
– Czujecie ten smrodek? Wilczaki musiały chwilę temu znakować granicę – oznajmił. – Znajdujemy się kilkadziesiąt lisich ogonów od granicy, a śmierdzi tu, jakbyśmy ją przekroczyli.
– To zasługa wiatru. – Płomykówka skinęła głową w stronę gałęzi lekko poruszających się na wietrze. – Chociaż dla kogo smród, dla tego smród. Mnie osobiście podoba się ten zapach drzew iglastych. Wiesz, o co mi chodzi, prawda Wełnista Łapo? – Uczennica przytaknęła. Sama poruszyła noskiem, starając się pochwycić woń lasu, który przed nimi się znajdował. – Historia historią, nie darze ich sympatią, jednak zazdroszczę im bycia otoczonym ze wszystkich stron przez drzewa. Słońce na pewno nie daje im tak popalić, jak nam, a ten zapach iglaków... – Zaciągnęła się wonią drzew, która wraz z wiatrem została przywiana i uraczyła nozdrza trójki kotów. – Ach!
– Bzdury wygadujecie! I wy się nazywacie Burzakami? Phi! – prychnął. Nadąsany przyłożył pysk do ziemi, węsząc przez dłuższą chwilę. – Płomykówko! Złapałem trop! I coś mi mówi, że się obłowimy, jak nigdy!
– Coś taki pewny... – zamruczała, by chwilę później również przyłożyć pysk do trawy. – Hm. Faktycznie. Na kolację będziemy mieli potrawkę z króliczej rodziny... – Oblizała się. – Wełnista Łapo? Poszukałabyś jakichś ziół, które wzbogaciłby smak mięsa?
– Oczywiście. J-jeśli dobrze pamiętam, niedaleko rośnie tymianek... – Przeniosła spojrzenie w kierunku granicy z Klanem Wilka.
– Tylko uważaj na siebie! Znajdujemy się przy granicy z Klanem Wilka. Nie daj Klanie Gwiazdy, jakiś Wilczak cię dostrzeże i porwi... – Kocur nie dokończył. Długi ogon Płomykówki strzelił kocura w pysk. Wełnista Łapa położyła po sobie uszy, nie popierając zachowania rudej kocicy, jednak również poczuła ukłucie w sercu, gdy bury wyrażał się niepochlebnie o kotach z Klanu Wilka sugerując, że mogliby ją porwać.
Gdyby tylko porozmawiali z Mglistym Snem albo z panią Brukselkową Zadrą, wtedy na pewno przestaliby wierzyć w krzywdzące historię pełne uprzedzeń do sąsiadów. Może i Klan Burzy z Klanem Wilka nie miał przyjaznych stosunków, teraz i w przeszłości, ale Wełnista Łapa wierzyła, że kiedyś, bardzo dawno temu między dwoma sąsiadującymi klanami, które aż tak bardzo nie różniły się od siebie była zgoda.
– Nie strasz jej! Wełnista Łapa nie jest głupia, a tym bardziej słaba. Wiem do czego jest zdolny ten kłębek puchu – prychnęła. Przeniosła spojrzenie na uczennicę medyka i posłała jej uśmiech.– W razie czego użyje pazurów, gdyby wymagała tego sytuacja. A poza tym może nas zawołać. – Zmarszczyła brwi, gdy ponownie utkwiła spojrzenie w kocurze. W jej spojrzeniu oprócz złości na niego było coś jeszcze, coś, co Wełnista Łapa dość szybko zrozumiała. Poczuła ucisk w sercu, lecz również radość i ulgę. – Nie odejdziemy daleko. Pamiętaj o naukach Przeplatkowego Wianku oraz mojego brata. I zadbaj o to, aby nie poszły na marne w razie potrzeby!
– Dobrze – odparła, szczerząc ząbki do wojowników.
Uczennica medyka udała się w przeciwną stronę, decydując się zapuścić w okolicę części lasu Klanu Wilka, który wchodził na tereny Klanu Burzy. Mimo że od dłuższego czasu z utęsknieniem oczekiwała możliwości ponownego spotkania się z Mglistym Snem, w tejże chwili miała nadzieję, że na niego nie wpadnie. Nie chciała, aby między Skrzypiącym Skrzypem a czarnym wojownikiem doszło do jakieś kłótni, jak miało to miejsce wobec Księżycowej Łapy, gdy został poturbowany przez ucznia Klanu Wilka. Miała nadzieję, że ten incydent, który co prawda został zamieniony pod dywan, nie wzbudził większej niechęci do wilczków, do których Burzacy nie pałali miłością. A pragnęła, aby to się zmieniło. Chciała, aby więcej kotów przestało trzymać się przeszłości, a zamiast tego chciało stworzyć lepszą przyszłość, bez wrogości, uprzedzeń i klas.
Przez dłuższą chwilę kluczyła między drzewkami, co jakiś czas decydując się pochwycić w zęby zebrane zioła, a następnie obrzucić teren uważnym spojrzeniem. W pewnej chwili, gdy uniosła wzrok, aby rozejrzeć się dookoła, dostrzegła znajomą postać. Zaskoczona jednak obecnością kocicy przy granicy wypuściła z pyska zioła.
– Brukselkowa Zadro... to znaczy Pani Brukselkowa Zadro! Dobry wieczór. – Głośny szept opuścił pysk kotki. Posłała uśmiech liliowej, jednak po chwili mięśnie albinoski napięły się, a spojrzenie utkwiła w kierunku, gdzie rozdzieliła się z wojownikami. – Tym razem nie jestem sama, towarzyszy mi dwójka wojowników, a jeden z nich nie koniecznie przepada za pani pobratymcami przez wzgląd na historię naszych klanów i napięte relacje... – miauknęła, chcąc uprzedzić kotkę, że tym razem zapewne o wiele krócej ze sobą porozmawiają. Wolała również ją uprzedzić o niezbyt przyjaznym nastawieniu jednego z wojowników, który jej towarzyszył. – Jednak Skrzypiący Skrzyp to dobry kot. Troszczy się o każdego, naprawdę każdego, nawet czasami za bardzo. Gdyby zauważył, że z panią rozmawiam, byłby niezadowolony... Nim się rozdzieliliśmy, przestrzegł mnie, abym uważała i żebym nie dała się porwać żadnemu wilczakowi. – Uśmiechnęłam się. Nie wiedzieć czemu, poczuła potrzebę poinformowania o tym liliową kocicę. Być może właśnie dlatego, że wyczuwała od niej dobro. Wiedziała, że Brukselkowa Zadra nie zrobi jej krzywdy, ponieważ obie wyznawały wiarę w Klan Gwiazdy.

[900 słów - trening medyka]

<Brukselkowa Zadro?>

[Przyznano 18%]

🐑🐑🐑

15 grudnia 2025

Od Brukselkowej Zadry do Wełnistej Łapy

W obozie Brukselkową Zadrę zaczepiła czarnofutra – Jaskółcze Ziele. Była ona dawną mentorką Gwiazdnicowego Blasku, czyli córki liliowej. Nie znały się aż tak wnikliwie, lecz można było śmiało nazwać je koleżankami. Czasem o czymś poplotkowały, ponarzekały na złą pogodę i małą ilość zwierzyny. Dlatego, gdy wojowniczka poprosiła ją o znalezienie mniszka i dwóch wróbli, pręgowana nie miała nic przeciwko, by to zrobić. Zresztą i tak wychodziła teraz na patrol i przydałoby jej się jakieś zajęcie.
Odkąd z Klanu Wilka uciekła grupa kotów wierząca w Klan Gwiazdy – w tym niektórzy bliscy Brukselki – kotka zadręczała się myślami o nich. Czy udało im się znaleźć bezpieczną przystań? A może wszystkich porozjeżdżały Potwory Dwunożnych? Ta Pora Zielonych Liści wydawała się wyjątkowo niekorzystna dla klanowych kotów – czy ta grupka na pewno poradzi sobie w takich warunkach? Brukselka wiedziała, że mieli predyspozycje do stwarzania kłótni, sporów i sprzeczek. Co, jeśli w trakcie podróży Jarzębinowy Żar ukręciła Kosaćcowej Grzywie szyję?
Oprócz rozmyślań o ich dobrobycie pojawiło się też pytanie: co ona sama powinna zrobić? Czy było sens nawracać Klan Wilka na nowo? Czuła się zagubiona – jakby nagle, z dnia na dzień, została zupełnie sama. Z wierzących zostali tylko… Wilczy Skowyt, Gwiazdnicowy Blask i kilka innych kotów, z którymi Brukselka nie miała na tyle dobrego kontaktu, by prosić ich o radę. Zresztą – dlaczego miałaby obarczać młodsze od niej koty takimi pytaniami? Sama sobie poradzi. Da radę, bo kto inny, jak nie ona? To właśnie ją Gwiezdni wybrali, by nawróciła Klan Wilka. Ją i… Wrotyczową Szramę! No tak. Mogła przecież poprosić o radę dymną kocicę – w końcu były sobie bliskie. Wspólnie… jakoś sobie poradzą.
A tymczasem Brukselkowa Zadra przemierzała już tereny Klanu Wilka, ukradkiem poszukując żółtych kwiatów – choć musiała przyznać, że nie skupiała się na nich zbyt mocno. Liczyła, że zajmie się zadaniem, lecz jej przemyślenia były ważniejsze. Nawet nie zauważyła momentu, w którym dotarła nad granicę z Klanem Burzy. Zdążyła już oddalić się od patrolu i teraz była sama, gdzieś pośród drzew. Mniszka, niestety, nie udało jej się znaleźć po drodze.
Miała już zawracać, próbować jakoś odnaleźć resztę patrolu, gdy wtem rozległ się głos:
— M-Mglisty Śnie?
Brukselkowa Zadra od razu podniosła uszy do góry, osłupiona. Kto z Klanu Burzy mógłby nawoływać jej syna? I dlaczego pomyślał akurat, że to Brukselka nim potencjalnie jest? Przecież… byli różnego wzrostu, mieli zupełnie inne kolory futra, a na dodatek inne płcie. Czy ten ktoś nie posiadał zmysłu węchu?
— Nie… Nie jestem Mglistym Snem, lecz dobrze go znam — odpowiedziała niepewnie wojowniczka, rozglądając się po lesie.
Wtedy, między drzewami, dostrzegła niewielką kotkę o bardzo jasnym futrze i fioletowawych oczach, które mrużyła. Nie wyglądała jak zwykły kot – zdawała się wręcz… jakby zesłana była z nieba, stworzona z chmur i kolorów porannego nieba.
— Och, przepraszam! Musiałam z kimś panią pomylić — odezwała się kotka, mimo wszystko robiąc krok do przodu. — Szukałam tylko znajomego, ale skoro go nie ma, to mogę porozmawiać i z panią.
Na pyszczku młodszej pojawił się delikatny, miękki uśmiech. Wyglądała łagodnie – niemal jak baranek. Brukselkowa Zadra nie wiedziała, że takie egzemplarze trzymali w Klanie Burzy. Właściwie sama raczej nie rozmawiała zbyt dużo z Burzakami; nie wiedziała nic a nic o ich zwyczajach ani nawet o kotach, które wśród nich żyły.
— Proszę, mów mi Brukselkowa Zadra — odezwała się w końcu, również podchodząc bliżej granicy.
Obca kotka wyglądała, jakby starała się przeanalizować każde drgnięcie na pysku Brukselki. Wojowniczka przekręciła głowę, a wtedy albinoska mruknęła:
— Miło mi poznać. Ja nazywam się Wełnista Łapa — przedstawiła się przyjaźnie. — Widzę, że coś cię trapi. Czy mam rację?
Na to pytanie liliowa odchrząknęła nerwowo, odwracając wzrok od nieznajomej. Cóż – była całkiem niezła w te klocki. A może wszyscy Burzacy tak dobrze radzili sobie z odgadywaniem uczuć innych?
— Może… trochę — zaśmiała się Brukselka, jakby próbując obrócić swoje problemy w żart. — Ostatnio sporo się wydarzyło w moim życiu, ale nie będę wchodzić w szczegóły. W tym momencie po prostu spaceruję — kontynuowała i choć starała się brzmieć spokojnie, w jej głosie słychać było napięcie.
— Mhm… — odparła Wełnista Łapa, nie do końca przekonana. — W takim razie nie będę pani… — urwała na kilka uderzeń serca — …Brukselkowa Zadro… — dodała niepewnie — …przeszkadzać.
Na jej słowa wojowniczka tylko machnęła łapą.
— Nie przejmuj się nadto; może czas zaakceptować, że młodsza nie będę — zażartowała, na co białofutra się uśmiechnęła. — Muszę już iść, patrol na mnie czeka. Może jeszcze kiedyś się spotkamy — pożegnała się, robiąc krok w tył.
Wełnista Łapa zamrugała kilka razy, po czym zawołała jeszcze:
— Do zobaczenia! Gdybyś mogła, możesz przekazać Mglistemu Snowi, że tu byłam!
Serce Brukselki ścisnęło się, gdy to usłyszała. Odwróciła się i czym prędzej zaczęła zmierzać w stronę obozu, nie odpowiadając kotce. Może powinna była jej powiedzieć, że czarnofutry uciekł? Teraz bidulka może pomyśleć, że kocur po prostu ją ignoruje, że nie chce się z nią spotykać. A to, jak zakładała, wcale prawdą nie było.

* * *

W drodze powrotnej Brukselkowa Zadra przypomniała sobie o prośbie Jaskółczego Ziela i o tym, że nawet nie starała się zbytnio znaleźć tych kwiatków. Na szczęście słońce wciąż było wysoko – rozmowa z Wełnistą Łapą nie zajęła jej zbyt dużo czasu. Właśnie dlatego liliowa postanowiła ruszyć terenami wzdłuż granicy, rozglądając się za żółtymi kwiatami. Dobrze, że miały tak wyrazisty kolor; w innym przypadku może ciężej byłoby je wypatrzyć między trawą.
Tym razem Brukselkowa Zadra starała się nie myśleć o czymkolwiek innym, co mogłoby ją rozproszyć. Bardzo jej zależało na tym, by pokazać się przed Jaskółką jako ktoś dotrzymujący słowa, bystry i uczynny. Nie chciałaby pod żadnym pozorem czarnofutrej zawieść – jej ani zresztą nikogo innego, kogo choć trochę lubiła i szanowała. Do tych kotów, rzecz jasna, nie zaliczał się Syczkowy Szept. Dla niego była… potworna.
I gdziekolwiek złoty teraz był, na pewno nie myślał o niej zbyt dobrze. O ile w ogóle jeszcze myślał. Może już leżał w piachu? Może dorwali go kultyści? Odkąd Syczek uciekł, słuch po nim zaginął – ale nikt nawet nie kwapił się, by go odnaleźć. Śmieszyło to Brukselkę, ale jednocześnie ją wkurzało. Sama nie zamierzała niebieskiego szukać, lecz to tylko pokazywało, że Wilczacy mieli gdzieś dobro jednostek, które były od nich choćby trochę inne. Gdyby ona zaginęła, pewnie też nikt by jej nie szukał.
Nagle Brukselkowa Zadra spojrzała pod swoje łapy i zauważyła, że o mało nie nadepnęła na mniszka. Jak poparzona cofnęła się do tyłu, nie spuszczając wzroku z kwiatu. Odetchnęła z ulgą dopiero wtedy, gdy zrozumiała, że udało jej się odnaleźć pierwszy składnik. Ostrożnie chwyciła go w zęby.
Brukselkowej Zadrze udało się znaleźć poszukiwanego mniszka, choć wciąż brakowało jej jeszcze dwóch wróbli, o które prosiła ją Jaskółka. Była już trochę zmęczona chodzeniem po terenach, ale mimo to zmusiła się, by iść dalej; jeśli teraz nie uda jej się upolować zdobyczy, to wróci, by nareszcie odpocząć. Tak sobie przynajmniej obiecała.
Kontynuowała swoją podróż, uważnie trzymając kwiatek w pysku. Nie chciała, by przez nieuwagę jej wypadł ani żeby został zniszczony przez nacisk kłów. Sama nie chciałaby dostać przeżutego prezentu – choć tego mniszka ciężko było nazwać prezentem. Właściwie nie wiedziała, po co Jaskółcze Ziele go chciała, ale skoro właśnie tego pragnęła, Brukselka nie zamierzała tego kwestionować.
Niestety nie udało jej się znaleźć wróbla. A szkoda, bo upiekłaby dwie pieczenie na jednym ogniu. Teraz zmuszona była wrócić do obozu i oddać mniszka Jaskółce, a także wyruszyć na kolejne łowy następnego dnia, gdy będzie już w pełni sił. Chodziła na tyle długo, że niebo poczęło przybierać barwy pomarańczu i różu. Było piękne, lecz piękno nie wystarczyło, by dodać jej energii.

* * *

Brukselka, uprzednio upolowawszy wróbla, przybyła z nim nad granicę z Klanem Burzy. Zastanawiała się, czy tym razem również uda jej się spotkać białą kocicę i czy zdecyduje się wyjawić jej prawdę na temat Mglistego Snu. Czuła jednak, że nie mogła jej wprost powiedzieć, iż kocur uciekł wraz z kilkoma innymi kotami. Ta sprawa… była skomplikowana i lepiej, by jak na razie inne klany o niej nie wiedziały – przynajmniej do następnego zgromadzenia, na którym Nikła Gwiazda wszystko wyjaśni.
Pewnie zrobi to po swojemu, ale kim była Brukselka, by mu się sprzeciwiać? Gdyby tylko spróbowała zaprotestować, najpewniej skończyłaby tak samo, jak Wrotyczowa Szrama – a może i gorzej. Bez ogona, z karnym imieniem; wiedziała też, że kultyści mogliby posunąć się jeszcze dalej. Co, gdyby pozbawili ją wzroku? Języka? A nawet życia?
Brukselka wzdrygnęła się na tę myśl. W Klanie Wilka było brutalnie – nie dziwiła się, że inni zapragnęli uciec. Rozumiała ich decyzję, choć jednocześnie była zła na Kosaćcową Grzywę. Kocur, tak samo, jak ona, miał nawrócić Klan Wilka, a nie z niego uciekać. Zostawił ją na lodzie, wybrał wygodę. Przynajmniej tak to widziała.
Ale czego ona się po nim spodziewała? Nigdy za nim nie przepadała. Zawsze wydawał się taki irytujący, nieznośny. Głupi, a pomysły miał jeszcze głupsze. Z drugiej strony… dlaczego ona sama nie próbowała ich powstrzymać? Dlaczego pozostawała bierna? Zgadzała się na ich pomysły, aż do samego końca nawet im nie powiedziała, że bała się uciec. Stchórzyła. Wiedziała, że będzie tego żałować – więc czemu to zrobiła?
Z rozmyślań wyrwały ją kroki. Natychmiast zwróciła głowę w stronę granicy z Klanem Burzy i upuściła wróbla na ziemię, delikatnie go zakopując, by wrócić po niego później. Sama zrobiła kilka kroków w przód, mając nadzieję, że uda jej się spotkać albinoskę.


<Wełnista Łapo?>