Jeszcze przed mianowaniem; początek życia w Grocie Pamięci…
— Czemu nucisz te kłamstwa zdrajczyni?
Słowa, które niegdyś nie miałyby sensu dla nich obu, wypadły z ust brata. Słowa, które brzmiały wręcz nierealnie, zważając na więzy krwi, przeszły przez jego prawdziwe gardło. Wybrzmiały nie w śnie, lecz na żywo.
— Jeszcze te małe kocięta tej parszywej kocicy to usłyszą — zaczął chłodno, ostrożnie obserwując reakcję Perłówkowej Łapy. Przełknął prędko ślinę. — I też zaczną nas mordować z maniakalnym śmiechem.
Pysk rudzielca zachował ten sam, chociaż odrobinę zmęczony, opanowany wyraz, pomimo słów, jakie wypowiedział przed chwilą. Przechylił łeb na bok, oczekując odpowiedzi. A może bardziej... obrony przeciw dopowiedzeniom we własnym umyśle.
Kotka zmrużyła oczy, słuchając.
— Dobrze się składa, że żadnych kociąt już tu nie ma — mruknęła na komentarz brata.
Kurza Łapa nie odpowiedział od razu. Popatrzył ze zmrużonymi oczami na siostrę, taką niegdyś malutką i rozmowną, teraz wydoroślałą i spoważniałą. Czemu tak szybko stali się… tacy? Dlaczego to wszystko się wydarzyło akurat teraz?
Zmarszczył brwi na jej słowa i prędko po nich otworzył pysk, chcąc rzec:
— Perłówkowa Łapo... — zaczął i westchnął ciężko. Uciekł wzrokiem w bok tak jak jego rozmówczyni. Widocznie wiele ich nie różniło pod względem naturalnego, instynktownego zachowania. Odchrząknął. — Wiesz dobrze, że to głosowanie było sprawiedliwe.
Wtedy ich spojrzenia się zetknęły. Perłówka nie odnalazła w czarnych i głębokich jak ocean ślepiach brata ani jednego odbicia. Tak podobne do matczynych, a mimo tego... wciąż tam nie pasowało. Fragment, który tak bardzo usiłował wpasować się w całą układankę. Sierść też niewiele się różniła od Rudzikowego Skrzydełka. A więc... co właściwie poszło nie tak? Co musiało się stać w umyśle Kurzej Łapy, że postanowił wypowiedzieć takie zaskakujące słowa?
— Mam nadzieję.
Przez chwilę żadne z nich nic nie mówiło.
Perłówkowa Łapa postanowiła przerwać bezruch, robiąc kilka kroków do przodu. Kiwnęła nosem w stronę częściowo spalonego ogórecznika, leżącego w tym momencie bliżej łap brata niż jej.
— Jeszcze nie sprawdziłam tamtej części — skinęła głową w stronę ciemniejszego kąta żłobka.
Młodzieniec podszedł w wskazane miejsce i wyciągnął spomiędzy zasmolonych posłań drobny pęczek ogórecznika, który musiał zostać pozostawiony tam w pośpiechu przez medyczkę. Kurza Łapa bez słowa je podniósł. Obrócił się ku wyjściu i jeszcze ten jeden raz zerknął na siostrę, po czym się oddalił.
"Ile jeszcze ta męka potrwa”, zapytał samego siebie.
"Ile jeszcze będzie musiał przetrawić widoków krwi, aby w końcu przestać się jej bać?”
[Event w Klanie Burzy: Przeszukiwanie obozu; znalezienie w żłobku ogórecznika]
<Perłówkowa Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz