- Jakich ziół potrzebujesz? - spytałem spokojnie
- O ile pamiętam... Zabrakło ziarenek maku, liści nagietek, pajęczyny i rumianku - powiedziała i dodała - pierwsze poszukajmy pajęczyny.
Kiwnąłem głową i zacząłem się rozglądać. Zauważyłem ją na drzewie. Moimi pazurkami złapałem korę i zacząłem się wspinać. Tylna łapa utrudniała mi to, ale dostałem się do niej. Spojrzałem czy jest tam pająk, nie było go, więc zerwałem ją i zszedłem z drzewa. Burzowe Futro również znalazła pajęczynę. Chwilę później wzięliśmy jej więcej. Zauważyłem wtedy czerwone kwiaty, które pokazałem tutejszej medyczce. Okazało się, że to mak. Podszedłem do kwiatu i wysunąłem łapę i potrząsnąłem makiem bez liści.
Gdy nasionka opadły, szedłem dalej i brałem coraz więcej dojrzałych nasion.
- Może teraz rumianek? - spytałem
- Dobrze, jest on biały - powiedziała i rozejrzała się - o taki - wskazała i podbiegła do kwiatu.
Obserwowałem kotkę, brała jedynie liście i kwiaty. Gdy wzięliśmy wystarczającą ilość, kotka uznała żebyśmi już wracali. Nie zebraliśmy jedynie liści nagietek. Gdy dotarliśmy do obozu, okazało się, że liście nagietek były już u Burzowego Futra. Odłożyliśmy wszystkie zioła.
- Bardzo ci dziękuję Orli Cieniu - podziękowała
- Nie ma za co - lekko uśmiechnąłem się i kiwnąłem głową na pożegnanie, po czym wyszedłem z legowiska medyków. Rozciągnąłem się i poszedłem do legowiska wojowników. Tam leżała już moja mama, wraz z ojcem i Popielatym Ogonem. Matka uśmiechnęła się do mnie, odwzajemniłem to ciepłym uśmiechem. Po tym ułożyłem się na moim legowisku i zasnąłem.
Burzowe Futro? :3
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)
Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orli Cień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orli Cień. Pokaż wszystkie posty
18 marca 2018
Od Orlej Łapy (Orlego Cienia) Cd Poplamionej Łapy (Poplamionego Piórka)
Usłyszałem kroki, nastawiłem uszy i przyjrzałem się istocie. Tak jak myślałem... Była to Poplamiona Łapa. Wyciągnąłem radośnie pyszczek i wyskoczyłem z gałązek do kotki. Podszedłem do niej i przysiadłem.
- Cześć Poplamiona Łapo! Jak tam życie? - przywitałem się patrząc jej prosto w oczy,
- Cześć Orla Łapo, dobrze, a u ciebie? - usiadła
- No łapa znacznie wszystko utrudnia - spojrzałem na moją sparaliżowaną łapę - ale wszystko również jest dobrze.
Trochę pogawędziliśmy, aż usłyszałem wołanie,
- Poplamiona Łapo!? Poplamiona Łapo!? - krzyczały koty.
- Muszę się zwijać - miauknąłem - Bywaj Plamko.
Na dowidzenia liznąłem kotkę w polik i pobiegłem w stronę klanu wilka,
- Za jeden księżyc, to samo miejsce - krzyknąłem i uciekłem.
*********
Od kąt ostatni raz widziałem się z Poplamioną Łapą, minął już księżyc, zostałem wojownikiem i znacznie spoważniałem. Wczesnym wieczorem poszedłem do wyznaczonego miejsca. Schowałem się w gałęziach i wyczekiwałem. Po pewnym czasie usłyszałem kroki i wyszedłem. Była to znana mi kotka.
- Witaj, Poplamiona Łapo - przywitałem się
- Poplamione Piórko - poprawiła mnie - Po za tym witaj Orla Łapo,
- Nie myśl że tylko ty zostałaś mianowana wojownikiem - lekko uśmiechnąłem się - Orli Cień,
- Co ty taki poważny - usiadła owijając ogon w okuł swoich łap.
Usiadłem na przeciwko niej i westchnąłem patrząc w dół,
- Zostaliśmy zaatakowani.... - mruknąłem
- Przez kogo? - spytała
- Nie mów nikomu - wydałem rozkaz rozglądając się i szepnąłem jej do ucha - Klan Burzy.
- Ktoś ucierpiał? - zadała następne pytanie
- Tak... Parę kotów - złapałem oddech - i zabili naszą medyczke.
Poplamione Piórko?
- Cześć Poplamiona Łapo! Jak tam życie? - przywitałem się patrząc jej prosto w oczy,
- Cześć Orla Łapo, dobrze, a u ciebie? - usiadła
- No łapa znacznie wszystko utrudnia - spojrzałem na moją sparaliżowaną łapę - ale wszystko również jest dobrze.
Trochę pogawędziliśmy, aż usłyszałem wołanie,
- Poplamiona Łapo!? Poplamiona Łapo!? - krzyczały koty.
- Muszę się zwijać - miauknąłem - Bywaj Plamko.
Na dowidzenia liznąłem kotkę w polik i pobiegłem w stronę klanu wilka,
- Za jeden księżyc, to samo miejsce - krzyknąłem i uciekłem.
*********
Od kąt ostatni raz widziałem się z Poplamioną Łapą, minął już księżyc, zostałem wojownikiem i znacznie spoważniałem. Wczesnym wieczorem poszedłem do wyznaczonego miejsca. Schowałem się w gałęziach i wyczekiwałem. Po pewnym czasie usłyszałem kroki i wyszedłem. Była to znana mi kotka.
- Witaj, Poplamiona Łapo - przywitałem się
- Poplamione Piórko - poprawiła mnie - Po za tym witaj Orla Łapo,
- Nie myśl że tylko ty zostałaś mianowana wojownikiem - lekko uśmiechnąłem się - Orli Cień,
- Co ty taki poważny - usiadła owijając ogon w okuł swoich łap.
Usiadłem na przeciwko niej i westchnąłem patrząc w dół,
- Zostaliśmy zaatakowani.... - mruknąłem
- Przez kogo? - spytała
- Nie mów nikomu - wydałem rozkaz rozglądając się i szepnąłem jej do ucha - Klan Burzy.
- Ktoś ucierpiał? - zadała następne pytanie
- Tak... Parę kotów - złapałem oddech - i zabili naszą medyczke.
Poplamione Piórko?
12 marca 2018
Od Orlego Cienia
Spokojnie kroczyłem po lesie. Wyszedłem na samotne polowanie. Rozmyślałem o ostatnim zgromadzeniu... Czyżby zapowiadało się na wojnę?. Po za tym dobrze znana mi medyczka umarła. Moja siostra Jaskółka została ostatnio zraniona. Moi kochani rodzice również zostali poranieni, a ja nawet ich nie ochroniłem. Westchnąłem, zamknąłem oczy i zatrzymałem się. Wsłuchałem się w teren, nagle usłyszałem szum krzaków. Otworzyłem oczy i podszedłem do krzaka. Była tam mysz jedząca różową jagodę. Na mój widok uciekła, a ja tylko na nią spojrzałem. Pora spadających liści na dobre się zaczęła, przynosi nam okropną porę nagich drzew. Cały klan wilka musi zbierać zapasy, aby wykarmić przyszłe kocięta od samotniczki, która dołączyła do klanu wilka, a także starszyznę i resztę. Pokierowałem się na polanę, na której również trenowałem. Złapałem na niej dwie chudsze myszy. Niosłem je aż nie zauważyłem wiewiórki. Zakopałem myszy i zakradłem się. Po pewnym czasie się wzbiłem i schwytałem stworzenie, po czym je zagryzłem. Wróciłem do mysz i odkopałem je, po czym podniosłem i zacząłem kierować się w stronę obozu. Gdy byłem już w obozie, odłożyłem piszczki po czym przysiadłem w cieniu. Uważnie obserwowałem obóz. Ciekawi mnie to, czy kiedyś dostanę ucznia, czy Milczącą Gwiazda okarze mi litość i przygarnę takiego uczniaka. Wtedy podszedł do mnie Borsuczy Goniec,
- Orli Cieniu, pójdziesz dziś na patrol wieczorny z Popielatym Ogonem i Liliową Łodygą - powiedział,
Kiwnąłem mu głową, po czym Borsuczy Goniec dumnym krokiem pokierował się w stronę Zroszonego Nosa.
***********
Nadszedł już wieczór, podszedłem do matki i Popielatego Ogona. Szedłem prosto za nimi, aż usłyszałem jakiś szelest. Pewnie to jakiś zwierz, ale lepiej to sprawdzić.
- Pójdę w tamtą stronę, nie czekajcie na mnie - miauknąłem i poszedłem tam.
Gdy doszedłem na miejsce, był tam jakiś kot, nie pachniał żadnym klanem,
- Hej! Opuść teren klanu wilka! - syknąłem,
Kot złowieszczo się na mnie spojrzał, po czym na mnie skoczył. Gdy był już blisko mnie zadrapał mnie po twarzy. Gdy zacząłem go gonić, on biegał slalomem po czym skoczył, a ja u tchnąłem w korzeniach drzewa, które były wyciągnięte. Zacząłem się rwać, ale nic z tego, były naprawdę twarde. Po jakimś czasie przestałem. Był już ranek, nie spałem całą noc, mam nadzieje, że ktoś mnie znajdzie.
Ktoś z Klanu Wilka? Oreł jest zmęczony, pomocy
- Orli Cieniu, pójdziesz dziś na patrol wieczorny z Popielatym Ogonem i Liliową Łodygą - powiedział,
Kiwnąłem mu głową, po czym Borsuczy Goniec dumnym krokiem pokierował się w stronę Zroszonego Nosa.
***********
Nadszedł już wieczór, podszedłem do matki i Popielatego Ogona. Szedłem prosto za nimi, aż usłyszałem jakiś szelest. Pewnie to jakiś zwierz, ale lepiej to sprawdzić.
- Pójdę w tamtą stronę, nie czekajcie na mnie - miauknąłem i poszedłem tam.
Gdy doszedłem na miejsce, był tam jakiś kot, nie pachniał żadnym klanem,
- Hej! Opuść teren klanu wilka! - syknąłem,
Kot złowieszczo się na mnie spojrzał, po czym na mnie skoczył. Gdy był już blisko mnie zadrapał mnie po twarzy. Gdy zacząłem go gonić, on biegał slalomem po czym skoczył, a ja u tchnąłem w korzeniach drzewa, które były wyciągnięte. Zacząłem się rwać, ale nic z tego, były naprawdę twarde. Po jakimś czasie przestałem. Był już ranek, nie spałem całą noc, mam nadzieje, że ktoś mnie znajdzie.
Ktoś z Klanu Wilka? Oreł jest zmęczony, pomocy
Od Orlej Łapy (Orlego Cienia) Cd Burzowego Futra
Gdy usłyszałem ciężkie pytanie Burzowego Futra od razu spojrzałem na nią, a następnie przekręciłem głowę na ścianę nory.
- Możesz mi zaufać - powtórzyła powoli
- Jeżeli nie będę mógł zostać już wojownikiem? - powiedziałem pośpiesznie
Kotka przysiadła koło mnie
- Napewno zostaniesz wojownikiem - próbowała mnie pocieszyć
- Ale jeżeli Milcząca Gwiazda nie pozwoli... Ucieknę do dwunożnych, albo będę wlókł się po lasach- powiedziałem
- Nawet o tym nie myśl - powiedziała.
Dzieliliśmy się językami przez chwilę, po czym kotka wyszła po zioła.
**********************************
Właśnie cały klan wilka wracał do obozu, po napadzie przez klan burzy. Szedłem za Różanym Polem i przy okazji pilnowałem jej kociąt. Gdy któreś się oddalało zaganiałem je do matki. Gdy dotarliśmy do obozu... Milcząca Gwiazda wygłaszała przemowę. Medyczka... Nie żyła... Umarła... Akurat teraz. Gdy skończyła, miała też dobre wiadomości, Srebrna Łapa znów został Srebrnym Deszczem. I... Mianowano nas.
**********************************
Po mianowaniu poszedłem do Burzowego Futra,
- I jak sobie radzisz? - spytałem
- N-nie-e wiem - mówiła zapłakan
Podszedłem do niej, usiadłem przy niej i zacząłem mruczeć, aby ją pocieszyć.
- Nie martw się, poradzisz sobie, jesteś bardzo dobrą medyczką - powiedziałem
- N-nie nie je-estem tego t-taka p-pewna - powiedziała smutna i przerażona - b-boję ssię
- Wszystko będzie dobrze - mruczałem
Burzowe Futro? Za długo czekałaś ;-;
- Możesz mi zaufać - powtórzyła powoli
- Jeżeli nie będę mógł zostać już wojownikiem? - powiedziałem pośpiesznie
Kotka przysiadła koło mnie
- Napewno zostaniesz wojownikiem - próbowała mnie pocieszyć
- Ale jeżeli Milcząca Gwiazda nie pozwoli... Ucieknę do dwunożnych, albo będę wlókł się po lasach- powiedziałem
- Nawet o tym nie myśl - powiedziała.
Dzieliliśmy się językami przez chwilę, po czym kotka wyszła po zioła.
**********************************
Właśnie cały klan wilka wracał do obozu, po napadzie przez klan burzy. Szedłem za Różanym Polem i przy okazji pilnowałem jej kociąt. Gdy któreś się oddalało zaganiałem je do matki. Gdy dotarliśmy do obozu... Milcząca Gwiazda wygłaszała przemowę. Medyczka... Nie żyła... Umarła... Akurat teraz. Gdy skończyła, miała też dobre wiadomości, Srebrna Łapa znów został Srebrnym Deszczem. I... Mianowano nas.
**********************************
Po mianowaniu poszedłem do Burzowego Futra,
- I jak sobie radzisz? - spytałem
- N-nie-e wiem - mówiła zapłakan
Podszedłem do niej, usiadłem przy niej i zacząłem mruczeć, aby ją pocieszyć.
- Nie martw się, poradzisz sobie, jesteś bardzo dobrą medyczką - powiedziałem
- N-nie nie je-estem tego t-taka p-pewna - powiedziała smutna i przerażona - b-boję ssię
- Wszystko będzie dobrze - mruczałem
Burzowe Futro? Za długo czekałaś ;-;
05 lutego 2018
Od Orlej Łapy
Szedłem krok w krok z mentorem. Aż nagle niespodziewanie, mentor machnął łapą, z pazurami. Dostałem, moja głowa zwisła, a ja ustawiłem się w pozycji obronnej. Kocur nagle zaczął biec w moją stronę, gdyż ja uniknąłem ciosu, skoczyłem i złapałem mentora za kark. On natomiast zaczął się rwać i po pewnym czasie mnie rzucił. Ustawiłem się w pozycji do ataku i zacząłem biec, drapnąłem kocura po poliku a następnie ugryzłem ogon. Kocur skoczył w moją stronę, a ja łapami wyrzuciłem go. Byłem już naprawdę duży, w każdej chwili mogę zostać wojownikiem. Za sobą usłyszałem kroki, co on tam robił? Tak szybko mnie okrążył?. Szybko odwróciłem się i pobiegłem, a mentor wbił się w ziemię.
Następny raz, mentor zaczął szybko biegać na około mnie. Nie mogłem go szybko ujrzeć, dlatego mocno mnie jechał. Aż w końcu zacząłem zauważać jego ruchy i robić uniki, po czym zaatakowałem i przewróciłem mentora. Przytrzymałem go łapą, a on bezbronnie się wił i próbował uciec. Zdjąłem z niego łapę, po czym on uśmiechnął się,
- Brawo Orla Łapo... - miauknął i dodał - Nie mogę cię już nauczyć niczego więcej
- Czyli że... Zostanę wojownikiem? - spytałem z błyskiem w oczach.
Mentor kiwnął głową na tak.
Z zewnątrz tylko uśmiech pojawił się na moim pyszczku, a w środku wszystko wariowało ze szczęścia. Naprawdę... To już niedługo... Zostanę wojownikiem... Wojownik mówił we mnie "Genialnie" a kociak "SUUUPPPEEEER". Po jakimś czasie upolowaliśmy jakieś piszczki i wróciliśmy do bezpiecznego obozu. Nie mogę się doczekać, kiedy zostanę wojownikiem, to już tak niedługo. Poszedłem do mojego legowiska, aby śnić o najlepszym.
Ktoś?
Następny raz, mentor zaczął szybko biegać na około mnie. Nie mogłem go szybko ujrzeć, dlatego mocno mnie jechał. Aż w końcu zacząłem zauważać jego ruchy i robić uniki, po czym zaatakowałem i przewróciłem mentora. Przytrzymałem go łapą, a on bezbronnie się wił i próbował uciec. Zdjąłem z niego łapę, po czym on uśmiechnął się,
- Brawo Orla Łapo... - miauknął i dodał - Nie mogę cię już nauczyć niczego więcej
- Czyli że... Zostanę wojownikiem? - spytałem z błyskiem w oczach.
Mentor kiwnął głową na tak.
Z zewnątrz tylko uśmiech pojawił się na moim pyszczku, a w środku wszystko wariowało ze szczęścia. Naprawdę... To już niedługo... Zostanę wojownikiem... Wojownik mówił we mnie "Genialnie" a kociak "SUUUPPPEEEER". Po jakimś czasie upolowaliśmy jakieś piszczki i wróciliśmy do bezpiecznego obozu. Nie mogę się doczekać, kiedy zostanę wojownikiem, to już tak niedługo. Poszedłem do mojego legowiska, aby śnić o najlepszym.
Ktoś?
Od Orlej Łapy
Szedłem przez las wraz z moim nowym mentorem - Płonącym Grzbietem. Kocur musi mnie teraz nauczyć co robić w przypadku... Spotkaniu kotów w nie bezpieczeństwie. Kocur zaczął opowiadać...
- Co byś zrobił jakbyś poczuł nie znajomy zapach - spytał
- Poszedł bym w jego stronę, ale ostrożnie aby nie okazało się, że to coś może mi zaszkodzić - odpowiedziałem.
Kot kiwnął głową.
- Zobaczyłeś kota, który udchnął pod korą - miauknął
- Próbuję go wyciągnąć, bardzo szybko, aby się nie udusił - odpowiedziałem ponownie
- Błąd - syknął - Mógłbyś go zabić, w takiej sytuacji spróbuj przesunąć korzeń albo kopać pod kotem,
Kiwnąłem głową,
- Udało ci się go uwolnić, jest przytomny - powiedział
- Każę mu opuścić tereny klanu wilka jeże nie należy do niego - miauknąłem
- Dobrze, a jeżeli jest pół przytomny albo nieprzytomny i należy do klanu wilka? - spytał
- Biorę go na grzbiet i zabieram do medyka - odpowiedziałem
- Tak - Uśmiechnął się.
Po tych pytaniach kocur polecił mi zapolować na zwierzynę. Upolowałem dwie myszy i wiewiórkę. Zaniosłem to na stos ze zwierzyną, po czym wziąłem coś myszo-podobne stworzenie i zaniosłem to starszemu. Kiwnięciem głowy podziękował, po czym ja... Dostojnym krokiem wyszedłem z jego legowiska. Po pewnym czasie, gdy słońce było ku ziemi i już znikało, poszedłem do legowiska uczniów. Leżał tam "załamany" Srebrny Deszcz, a także moje siostry dzielił się językami. Nie mogłem doczekać się kolejnego treningu.
- Siostry? Jak sobie radzicie na treningach? - spytałem
- Dobrze - odpowiedziały w tym samym czasie.
Ktoś?
- Co byś zrobił jakbyś poczuł nie znajomy zapach - spytał
- Poszedł bym w jego stronę, ale ostrożnie aby nie okazało się, że to coś może mi zaszkodzić - odpowiedziałem.
Kot kiwnął głową.
- Zobaczyłeś kota, który udchnął pod korą - miauknął
- Próbuję go wyciągnąć, bardzo szybko, aby się nie udusił - odpowiedziałem ponownie
- Błąd - syknął - Mógłbyś go zabić, w takiej sytuacji spróbuj przesunąć korzeń albo kopać pod kotem,
Kiwnąłem głową,
- Udało ci się go uwolnić, jest przytomny - powiedział
- Każę mu opuścić tereny klanu wilka jeże nie należy do niego - miauknąłem
- Dobrze, a jeżeli jest pół przytomny albo nieprzytomny i należy do klanu wilka? - spytał
- Biorę go na grzbiet i zabieram do medyka - odpowiedziałem
- Tak - Uśmiechnął się.
Po tych pytaniach kocur polecił mi zapolować na zwierzynę. Upolowałem dwie myszy i wiewiórkę. Zaniosłem to na stos ze zwierzyną, po czym wziąłem coś myszo-podobne stworzenie i zaniosłem to starszemu. Kiwnięciem głowy podziękował, po czym ja... Dostojnym krokiem wyszedłem z jego legowiska. Po pewnym czasie, gdy słońce było ku ziemi i już znikało, poszedłem do legowiska uczniów. Leżał tam "załamany" Srebrny Deszcz, a także moje siostry dzielił się językami. Nie mogłem doczekać się kolejnego treningu.
- Siostry? Jak sobie radzicie na treningach? - spytałem
- Dobrze - odpowiedziały w tym samym czasie.
Ktoś?
Od Orlej Łapy
Skoczyłem, po czym w moim pyszczku pojawił się zwierz. Szybko zacisnąłem szczękę po czym zabiłem zwierza. Była to rażąca swoim rudym kolorem wiewiórka. Jej ogon był naprawdę puchaty, zakopałem ją po czym zaczaiłem się na czerwonawą wiewiórkę w kolorze krwi. Biedna piszczała w poszukiwaniu drugiej, w swoich małych łapkach trzymała orzeszka. W moim sercu pojawiła się pustka, a jakby tak zabili moją rodzinę?. Szybko zabiłem wiewiórkę, z myślą, że dojdzie do tej pierwszej, gdzieś wysoko.
"Żegnaj i przepraszam za wszystko" pomyślałem.
Mentor pochwalił mnie łowem, kolejny trening ponownie się zakończył.
Wykopałem pierwszą i zabrałem je do klanu. Mentor już nie mógł uczyć mnie za wiele, to znaczyło tylko jedno... Niedługo zostanę wojownikiem. To świadczyło też o tym, że to może być ostatni lub przed ostatni trening. Ułożyłem się w moim miękkim legowisku, po czym zasnąłem w błyskawicznym tępię, można powiedzieć, że jak błyskawica. Śniła mi się piękna duża plaża, z durzą ilością wody bez końca. Woda powolnie falowała, a płomienne, okrągłe słońce znajdowało się nisko i tworzyło piękne, pomarańczowo-czerwone kolory. Usiadłem na ciepłym piasku wpatrując się w wodę i słońce. Raz w strumieniu zanurzyłem łapę, ujrzałem w nim zielone kamyki. Nad wodą latały mewy, wydając swojej odgłosy. Był to cudny sen, aż nagle za mną pojawiły się siostry. Zrównały ze mną łapy, po czym zacząłem mruczeć. Moje siostry są naprawdę... Niezastąpione, nie chcę, aby coś się im przydarzyło. Jeżeli inne koty sprawdzą je... A niech tylko spadnie z nich włos, odwdzięczę się temu bitwą. Obudziłem się, bardzo szybko pobiegłem do medyka, ponieważ z mojego nosa leciała czerwona krew.
Burzowe Futro?
"Żegnaj i przepraszam za wszystko" pomyślałem.
Mentor pochwalił mnie łowem, kolejny trening ponownie się zakończył.
Wykopałem pierwszą i zabrałem je do klanu. Mentor już nie mógł uczyć mnie za wiele, to znaczyło tylko jedno... Niedługo zostanę wojownikiem. To świadczyło też o tym, że to może być ostatni lub przed ostatni trening. Ułożyłem się w moim miękkim legowisku, po czym zasnąłem w błyskawicznym tępię, można powiedzieć, że jak błyskawica. Śniła mi się piękna duża plaża, z durzą ilością wody bez końca. Woda powolnie falowała, a płomienne, okrągłe słońce znajdowało się nisko i tworzyło piękne, pomarańczowo-czerwone kolory. Usiadłem na ciepłym piasku wpatrując się w wodę i słońce. Raz w strumieniu zanurzyłem łapę, ujrzałem w nim zielone kamyki. Nad wodą latały mewy, wydając swojej odgłosy. Był to cudny sen, aż nagle za mną pojawiły się siostry. Zrównały ze mną łapy, po czym zacząłem mruczeć. Moje siostry są naprawdę... Niezastąpione, nie chcę, aby coś się im przydarzyło. Jeżeli inne koty sprawdzą je... A niech tylko spadnie z nich włos, odwdzięczę się temu bitwą. Obudziłem się, bardzo szybko pobiegłem do medyka, ponieważ z mojego nosa leciała czerwona krew.
Burzowe Futro?
04 lutego 2018
Od Orlej Łapy
Właśnie wyszedłem z legowiska uczniów, byłem już gotowy na poranny trening ze Srebrnym Deszczem, niestety coś złego się stało. Czemu złego? Liderka patrzyła na srebrnego mentora ze złością, kocur był wystraszony, a wszystkie koty patrzyły się na niego. Potruchtałem do siostry
- Co się stało? - szepnąłem
- Milcząca gwiazda zabrała Srebrnemu Deszczu miano wojownika za to co zrobił na zgromadzeniu, od teraz nie jest już twoim mentorem - Odpowiedziała Popielata Łapa,
Patrzyłem na nią taką miną "ŻE CO?" raz na nią zerkałem, a raz na mojego mento... Znaczy już zwyczajnego terminatora.
- A kto jest teraz moim mentorem? - spytałem
- Płonący Grzbiet - odpowiedziała.
Stuknąłem się nosem ze Srebrnym Deszcze... Znaczy Srebrną Łapą rzucając mu współczujące spojrzenie.
Jak to możliwe? Spędziłem z nim dobre kilka księżyców! A teraz tak beztrosko mi go odbierają. I co ja biedny pocznę? Czy mój nowy mentor Płonący Grzbiet okaże się również dobry jak Srebrny Deszcz, czy będzie naprawdę zły, diabelski i okropny?. Nie mogłem zasnąć, wciąż dręczyły mnie pytania "Czemu?", "Po co?" i "Czy nie mogli dać mu drugiej szansy?". Cały świat nagle się odwrócił, nie mogłem zasnąć, w moich oczach błyskał strach. Postanowiłem pójść do legowiska medyków i poprosić o ziarenka maku. W środku zastałem jeszcze nieśpiącą "Burzowe Futro".
- Witaj Burzowe Futro - przywitałem się,
Kotka lekko się zlękła i odwróciła wzrok na mnie,
- O witaj Orzełku - Uśmiechnęła się
- Mógłbym trochę ziarenek maku? - spytałem
- Oczywiście - miauknęła wstając i kierować się do danych ziaren. Kotka chwyciła ich parę i dała mi.
Kiwnąłem głową na "Dziękuję" po czym pokierowałem się do wyjścia. Pożegnałem się po czym wróciłem do legowiska uczniów. Szybko zasnąłem, ale gdy znów się obudziłem, ponownie dopadł mnie strach. Podszedłem do czekającego mentora ze strachem w oczach. Ogonem kazał mi podążyć za nim. Dziś będę uczył się polować, na żywych zwierzętach. Byłem podekscytowany i wystraszony. Gdy ujrzeliśmy mysz, kocur kazał mi patrzeć, w myślach zapisałem jego ruchy, pierwsze moje całe ciało musi znajdować się ku ziemi, następnie powoli skradam się do zdobyczy, gdy będę już bardzo blisko, skacze, łapie i zabijam.
- Pamiętaj, musisz być bardzo cicho - powiedział mentor z zdobyczą, którą położył długość lisa ode mnie.
- Pierwsze zapolujesz na takiej, dopiero później próbujesz zdobyć swoją pierwszą zdobycz - miauknął
Kiwnąłem głową na "Dobrze" po czym powtarzałem ruchy,
- Pierwsze cały swój ciężar znieś do łap - powiedział
Gdy już to zrobiłem, moje ciało znajdowało się ku ziemi, a mój ogon latał jak by miał odczepić się ode mnie i odlecieć.
- Trzymaj ogon nieruchomo - powiedział trochę zezłoszczony.
Mój ogon uspokoił się i tak jakby zamarzł. Powoli zakradłem się do zdobyczy, po czym skoczyłem złapałem i nie zabiłem, bo była już martwa. Kocur spojrzał na mnie z myszą kiwając głową, podszedłem i położyłem ją przed mentorem.
- Trochę za wolno - miauknął podnosząc mysz i ponownie kładąc ją dalej. Tym razem szybko się z nią uwinąłem.
- Teraz już lepiej - uśmiechnął się
- A kiedy będę mógł zapolować na żywą zwierzynę? - spytałem.
Płonący Grzbiecie? Jakież to fascynujące pytanie, heh
- Co się stało? - szepnąłem
- Milcząca gwiazda zabrała Srebrnemu Deszczu miano wojownika za to co zrobił na zgromadzeniu, od teraz nie jest już twoim mentorem - Odpowiedziała Popielata Łapa,
Patrzyłem na nią taką miną "ŻE CO?" raz na nią zerkałem, a raz na mojego mento... Znaczy już zwyczajnego terminatora.
- A kto jest teraz moim mentorem? - spytałem
- Płonący Grzbiet - odpowiedziała.
Stuknąłem się nosem ze Srebrnym Deszcze... Znaczy Srebrną Łapą rzucając mu współczujące spojrzenie.
Jak to możliwe? Spędziłem z nim dobre kilka księżyców! A teraz tak beztrosko mi go odbierają. I co ja biedny pocznę? Czy mój nowy mentor Płonący Grzbiet okaże się również dobry jak Srebrny Deszcz, czy będzie naprawdę zły, diabelski i okropny?. Nie mogłem zasnąć, wciąż dręczyły mnie pytania "Czemu?", "Po co?" i "Czy nie mogli dać mu drugiej szansy?". Cały świat nagle się odwrócił, nie mogłem zasnąć, w moich oczach błyskał strach. Postanowiłem pójść do legowiska medyków i poprosić o ziarenka maku. W środku zastałem jeszcze nieśpiącą "Burzowe Futro".
- Witaj Burzowe Futro - przywitałem się,
Kotka lekko się zlękła i odwróciła wzrok na mnie,
- O witaj Orzełku - Uśmiechnęła się
- Mógłbym trochę ziarenek maku? - spytałem
- Oczywiście - miauknęła wstając i kierować się do danych ziaren. Kotka chwyciła ich parę i dała mi.
Kiwnąłem głową na "Dziękuję" po czym pokierowałem się do wyjścia. Pożegnałem się po czym wróciłem do legowiska uczniów. Szybko zasnąłem, ale gdy znów się obudziłem, ponownie dopadł mnie strach. Podszedłem do czekającego mentora ze strachem w oczach. Ogonem kazał mi podążyć za nim. Dziś będę uczył się polować, na żywych zwierzętach. Byłem podekscytowany i wystraszony. Gdy ujrzeliśmy mysz, kocur kazał mi patrzeć, w myślach zapisałem jego ruchy, pierwsze moje całe ciało musi znajdować się ku ziemi, następnie powoli skradam się do zdobyczy, gdy będę już bardzo blisko, skacze, łapie i zabijam.
- Pamiętaj, musisz być bardzo cicho - powiedział mentor z zdobyczą, którą położył długość lisa ode mnie.
- Pierwsze zapolujesz na takiej, dopiero później próbujesz zdobyć swoją pierwszą zdobycz - miauknął
Kiwnąłem głową na "Dobrze" po czym powtarzałem ruchy,
- Pierwsze cały swój ciężar znieś do łap - powiedział
Gdy już to zrobiłem, moje ciało znajdowało się ku ziemi, a mój ogon latał jak by miał odczepić się ode mnie i odlecieć.
- Trzymaj ogon nieruchomo - powiedział trochę zezłoszczony.
Mój ogon uspokoił się i tak jakby zamarzł. Powoli zakradłem się do zdobyczy, po czym skoczyłem złapałem i nie zabiłem, bo była już martwa. Kocur spojrzał na mnie z myszą kiwając głową, podszedłem i położyłem ją przed mentorem.
- Trochę za wolno - miauknął podnosząc mysz i ponownie kładąc ją dalej. Tym razem szybko się z nią uwinąłem.
- Teraz już lepiej - uśmiechnął się
- A kiedy będę mógł zapolować na żywą zwierzynę? - spytałem.
Płonący Grzbiecie? Jakież to fascynujące pytanie, heh
Od Orlej Łapy C.D Poplamionej Łapy
Wystraszyłem się, jeżeli to mentor Poplamionej Łapy? Będzie trochę żle, jeżeli nas zobaczy. Po chwili naszym oczom ukazał się... Ptak!. Odetchnęliśmy, na szczęście to nie był mentor stojącej koło mnie terminatorki.
- A ty co tu robisz? - spytała
- To samo co ty, poluję - odpowiedziałem i dodałem - Zapolujemy razem?
- Okey - miauknęła po czym wskazałem na mysz. Znajdowała się na terytorium niczyim, więc robiłem to co zawszę, pierwsze masa, później ogon, ciało. Przygotowałem się do skoku, skoczyłem, zwinnie złapałem piszczkę i zabiłem ją.
Gdy podszedłem do kotki, zauważyła... Ptaka, który podobno jest Gilem. Kotka ta bardzo wysoko skaczę, widać, że odziedziczyła to po klanie klifu.
- Bardzo wysoko skaczesz - pochwaliłem
- A ty jesteś bardzo zwinny - uśmiechnęła się.
Wtedy, poczułem obcego mi kota. Z lasu wyszedł lider klanu klifu - Niedźwiedzia Gwiazda.
- Poplamiona Łapo! - krzyknął
- Zobaczymy się tu, za jeden księżyc, dobra? - powiedziałem pośpiesznie
- Dobrze - miauknęła po czym wróciłem na terytorium klanu wilka. Po drodze do obozu złapałem jeszcze mysz i wiewiórkę, po czym wróciłem do mentora. Pochwalił mnie, a ja odłożyłem zdobycze. Nikomu nie mówiłem, że spotkałem się z tą cudowną terminatorką, mogłoby to się bardzo źle skończyć. Położyłem się w legowisku uczniów bardzo wygodnie, po czym zasnąłem. Obudziłem się bardzo wcześnie, zjadłem coś i poszedłem poczekać na mentora. Gdy już przyszedł poszedłem z nim na poranny patrol. Szli z nami także mama i Błotny Pysk. Ciekawe czy za ten jeden księżyc, piękna kotka zjawi się w tutejszym miejscu.
Poplamiona Łapo? c:
- A ty co tu robisz? - spytała
- To samo co ty, poluję - odpowiedziałem i dodałem - Zapolujemy razem?
- Okey - miauknęła po czym wskazałem na mysz. Znajdowała się na terytorium niczyim, więc robiłem to co zawszę, pierwsze masa, później ogon, ciało. Przygotowałem się do skoku, skoczyłem, zwinnie złapałem piszczkę i zabiłem ją.
Gdy podszedłem do kotki, zauważyła... Ptaka, który podobno jest Gilem. Kotka ta bardzo wysoko skaczę, widać, że odziedziczyła to po klanie klifu.
- Bardzo wysoko skaczesz - pochwaliłem
- A ty jesteś bardzo zwinny - uśmiechnęła się.
Wtedy, poczułem obcego mi kota. Z lasu wyszedł lider klanu klifu - Niedźwiedzia Gwiazda.
- Poplamiona Łapo! - krzyknął
- Zobaczymy się tu, za jeden księżyc, dobra? - powiedziałem pośpiesznie
- Dobrze - miauknęła po czym wróciłem na terytorium klanu wilka. Po drodze do obozu złapałem jeszcze mysz i wiewiórkę, po czym wróciłem do mentora. Pochwalił mnie, a ja odłożyłem zdobycze. Nikomu nie mówiłem, że spotkałem się z tą cudowną terminatorką, mogłoby to się bardzo źle skończyć. Położyłem się w legowisku uczniów bardzo wygodnie, po czym zasnąłem. Obudziłem się bardzo wcześnie, zjadłem coś i poszedłem poczekać na mentora. Gdy już przyszedł poszedłem z nim na poranny patrol. Szli z nami także mama i Błotny Pysk. Ciekawe czy za ten jeden księżyc, piękna kotka zjawi się w tutejszym miejscu.
Poplamiona Łapo? c:
03 lutego 2018
Od Orlej Łapy
Obudziłem się, wyspany, w pełni sił. Skoczyłem po jakąś przekąskę, zauważyłem ostatnią jaszczurkę. Postanowiłem dać ją mojej siostrze Popielatej Łapie. Jest to jej najlepszy przysmak. Jaskółczej Łapy już nie było, więc nic dla niej nie wziąłem. Popielata Łapa ucieszyła się na widok jej przysmaku, otarła się o mój bok po czym zabrała się za jedzenie. Natomiast ja wróciłem i wygrzebałem sobie jakąś wiewiórkę. Zjadłem ją na szybko i poszedłem po czekać na mentora. Przyszedł do mnie po pewnym czasie. Dziś sprawdzi jak sobie radzę z walką i obroną, oczywiście robiłem to już, ale ze Srebrnym Deszczem.
Kocur ten także musiał mnie sprawdzić. Kazał mi czekać na jakiejś łące, gdyż on sam zniknął w ciemnym lesie. Po pewnym czasie usłyszałem szelest w krzakach, odwróciłem wzrok na krzaki, gdyż ujrzałem skaczącego w moją stronę mentora. Szybko wstałem i odskoczyłem, gdyż kot zamachnął się a ja schyliłem się unikając po czym skoczyłem na mentora. Przy tym machnąłem łapą, gdyż mentor uniknął tego ciosu,
- Bardzo dobrze - pochwalił i dodał - Jednak Srebrny Deszcz nauczył cię czegoś.
Uśmiechnąłem się po czym potruchtałem za mentorem. Ostatnio w ogóle nie zwracam uwagi na moją sparaliżowaną łapę, jest coraz normalniejsza i łatwiejsza do przyzwyczajenia się. Po pewnym czasie mentor ujrzała przysmak Popielatej Łapy, jaszczurkę.
- Mogę spróbować ją złapać - spytałem po cichu mentora,
Kocur pomyślał po czym kiwnął głową na tak. Całą masę rzuciłem do łap, unieruchomiłem ogon, przyczepiłem się do ziemi i zacząłem się skradać. Po czym skoczyłem. Jaszczurka zaczęła uciekać, ale ja leżący już na ziemi, machnąłem łapą i podrzuciłem jaszczurkę, po czym ją zabiłem. Mentor był trochę dumny, trochę wściekły, dlatego że nie zabiłem jej od razu. Po pewnym czasie zaniosłem ją komu? Oczywiście, że Popielatej Łapie, powiedziałem, że została złapana przeze mnie.
Popielata Łapo??? Na spamie ci jaszczurkami c:
Kocur ten także musiał mnie sprawdzić. Kazał mi czekać na jakiejś łące, gdyż on sam zniknął w ciemnym lesie. Po pewnym czasie usłyszałem szelest w krzakach, odwróciłem wzrok na krzaki, gdyż ujrzałem skaczącego w moją stronę mentora. Szybko wstałem i odskoczyłem, gdyż kot zamachnął się a ja schyliłem się unikając po czym skoczyłem na mentora. Przy tym machnąłem łapą, gdyż mentor uniknął tego ciosu,
- Bardzo dobrze - pochwalił i dodał - Jednak Srebrny Deszcz nauczył cię czegoś.
Uśmiechnąłem się po czym potruchtałem za mentorem. Ostatnio w ogóle nie zwracam uwagi na moją sparaliżowaną łapę, jest coraz normalniejsza i łatwiejsza do przyzwyczajenia się. Po pewnym czasie mentor ujrzała przysmak Popielatej Łapy, jaszczurkę.
- Mogę spróbować ją złapać - spytałem po cichu mentora,
Kocur pomyślał po czym kiwnął głową na tak. Całą masę rzuciłem do łap, unieruchomiłem ogon, przyczepiłem się do ziemi i zacząłem się skradać. Po czym skoczyłem. Jaszczurka zaczęła uciekać, ale ja leżący już na ziemi, machnąłem łapą i podrzuciłem jaszczurkę, po czym ją zabiłem. Mentor był trochę dumny, trochę wściekły, dlatego że nie zabiłem jej od razu. Po pewnym czasie zaniosłem ją komu? Oczywiście, że Popielatej Łapie, powiedziałem, że została złapana przeze mnie.
Popielata Łapo??? Na spamie ci jaszczurkami c:
Od Orlej Łapy Cd Srebrnego Deszczu
*opowiadanie rozgrywa się przed obniżeniem rangi Srebrnego Deszczu*
Ucieszyłem się na myśl, że mogę jeszcze zostać wojownikiem, muszę wziąć się w garść. Spróbowaliśmy jeszcze kilka razy i...
- Niedługo księżyc uniesie się na niebo, wracajmy - miauknął mentor,
Kiwnąłem głową, po czym kocur zaczął iść, a ja odwróciłem głowę i spojrzałem za siebie, po czym potruchtałem do mentora. Gdy pojawiliśmy się już na miejscu, ujrzałem przechodzącą koło nas moją starszą siostrę - Zroszony Nos. Była naprawdę wkurzona na Srebrny Deszcz po ostatnim zdarzeniu, nie mogę się w to wtrącać wiec tylko się szybko pożegnałem i wskoczyłem do legowiska uczniów. Leżała tam już Popiół, ponieważ Jaskółka poszła na nocny patrol. Ułożyłem się koło siostry i wtuliłem w jej futro. Po pewnym czasie czułem że kotka już śpi, tak samo ja już odpływałem. Gdy się obudziłem poszedłem po zdobycze, wziąłem 3 nie takie małe myszy i zaniosłem je do sióstr. Zjedliśmy wspólnie, po czym poszliśmy na trening. Srebrny Deszcz uznał, że spróbuję chodzić po drzewach, ponieważ dwunożni nie umieją na nie wchodzić.
<<Srebrny? c:>>
Ucieszyłem się na myśl, że mogę jeszcze zostać wojownikiem, muszę wziąć się w garść. Spróbowaliśmy jeszcze kilka razy i...
- Niedługo księżyc uniesie się na niebo, wracajmy - miauknął mentor,
Kiwnąłem głową, po czym kocur zaczął iść, a ja odwróciłem głowę i spojrzałem za siebie, po czym potruchtałem do mentora. Gdy pojawiliśmy się już na miejscu, ujrzałem przechodzącą koło nas moją starszą siostrę - Zroszony Nos. Była naprawdę wkurzona na Srebrny Deszcz po ostatnim zdarzeniu, nie mogę się w to wtrącać wiec tylko się szybko pożegnałem i wskoczyłem do legowiska uczniów. Leżała tam już Popiół, ponieważ Jaskółka poszła na nocny patrol. Ułożyłem się koło siostry i wtuliłem w jej futro. Po pewnym czasie czułem że kotka już śpi, tak samo ja już odpływałem. Gdy się obudziłem poszedłem po zdobycze, wziąłem 3 nie takie małe myszy i zaniosłem je do sióstr. Zjedliśmy wspólnie, po czym poszliśmy na trening. Srebrny Deszcz uznał, że spróbuję chodzić po drzewach, ponieważ dwunożni nie umieją na nie wchodzić.
<<Srebrny? c:>>
31 stycznia 2018
Od Orlej Łapy
Wstałem jak zwykle smutny, poszedłem po mysz, zjadłem ją na szybko, aż w końcu, mogłem pójść na trening. Poczekałem na mentora, aż w końcu ten przyszedł i ruchem ogona kazał iść za nim.
- Dziś spróbujesz walki - powiedział,
Od razu uniosłem opuszczoną głowę.
Po pewnym czasie naleźliśmy się na pięknej łące.
Kocur ustawił się przede mną,
- Pierwsze poćwiczymy nad pozycjami - powiedział,
Kiwnąłem głową
- Zacznijmy od pozycji "obronnej" - powiedział po czym ustawił się w daną pozycję, zrobiłem to samo
- Głowa wyżej - miauknął.
Po pewnym czasie pokazał mi pozycję bojową.
- Teraz spróbuj zrobić unik - dał znać,
Ustawiłem się w pozycji obronnej, po czym kot ostrzegł mnie i skoczył, nie zdążyłem zrobić uniku, więc kot złapał mnie w swoje łapy,
- Śmierć - powiedział - nie możesz tak stać i patrzeć się
- A można się przeturlać? - spytałem
- Można, ale tylko w nagłych wypadkach, a jak już to zrobisz szybko wstań - miauknął
Srebrny Deszcz? Wiem, robiłam to na siłę, wybacz
- Dziś spróbujesz walki - powiedział,
Od razu uniosłem opuszczoną głowę.
Po pewnym czasie naleźliśmy się na pięknej łące.
Kocur ustawił się przede mną,
- Pierwsze poćwiczymy nad pozycjami - powiedział,
Kiwnąłem głową
- Zacznijmy od pozycji "obronnej" - powiedział po czym ustawił się w daną pozycję, zrobiłem to samo
- Głowa wyżej - miauknął.
Po pewnym czasie pokazał mi pozycję bojową.
- Teraz spróbuj zrobić unik - dał znać,
Ustawiłem się w pozycji obronnej, po czym kot ostrzegł mnie i skoczył, nie zdążyłem zrobić uniku, więc kot złapał mnie w swoje łapy,
- Śmierć - powiedział - nie możesz tak stać i patrzeć się
- A można się przeturlać? - spytałem
- Można, ale tylko w nagłych wypadkach, a jak już to zrobisz szybko wstań - miauknął
Srebrny Deszcz? Wiem, robiłam to na siłę, wybacz
29 stycznia 2018
Od Orlej Łapy CD Burzowego Futra
Zastanowiłem się chwile, nie wiem, czy mogę zaufać Burzowemu Futru. Po chwili zastanowienia...
- Mam słabe kontakty z siostrami... Nie wiem, czy mnie jeszcze lubią... - powiedziałem.
Kotka zamyśliła się wpatrując w wejście,
- Na pewno cię lubią, dziś chciały cię odwiedzić, ale było za późno - odpowiedziała spoglądając na mnie.
- Naprawdę tak myślisz? - spytałem już nie smutny, ale neutralny,
Kotka kiwnęła głową na tak, wtedy... uśmiechnąłem się, po czym medyczka poradziła mi już iść spać. Mam nadzieje, że niedługo, zacznę ponownie trenować, czas jest bardzo krótki, obawiam się, że nie uda mi się zostać wojownikiem.
Gdy się obudziłem, przyszła do mnie Burzowe Futro
- Witaj Orzełku — powiedziała
- Witaj Burzowe Futro - odpowiedziałem po czym wstałem.
Lekko zadrżałem i spojrzałem na swoją łapę, do końca mojego marnego żywotu będzie sparaliżowana, nie wiem, czy to przetrwam. Burzowe Futro zasmuciła się, tak samo, jak ja.
- Burzowe Futro, kiedy będę mógł znowu trenować? - spytałem siadając.
Kotka zamyśliła się siadając. Gdy otworzyła pyszczek, aby coś powiedzieć, do legowiska medyków weszły moje siostry.
<<Burzowe Futro? Siostry? Przepraszam że nie odpisywałem tak długo>>
- Mam słabe kontakty z siostrami... Nie wiem, czy mnie jeszcze lubią... - powiedziałem.
Kotka zamyśliła się wpatrując w wejście,
- Na pewno cię lubią, dziś chciały cię odwiedzić, ale było za późno - odpowiedziała spoglądając na mnie.
- Naprawdę tak myślisz? - spytałem już nie smutny, ale neutralny,
Kotka kiwnęła głową na tak, wtedy... uśmiechnąłem się, po czym medyczka poradziła mi już iść spać. Mam nadzieje, że niedługo, zacznę ponownie trenować, czas jest bardzo krótki, obawiam się, że nie uda mi się zostać wojownikiem.
Gdy się obudziłem, przyszła do mnie Burzowe Futro
- Witaj Orzełku — powiedziała
- Witaj Burzowe Futro - odpowiedziałem po czym wstałem.
Lekko zadrżałem i spojrzałem na swoją łapę, do końca mojego marnego żywotu będzie sparaliżowana, nie wiem, czy to przetrwam. Burzowe Futro zasmuciła się, tak samo, jak ja.
- Burzowe Futro, kiedy będę mógł znowu trenować? - spytałem siadając.
Kotka zamyśliła się siadając. Gdy otworzyła pyszczek, aby coś powiedzieć, do legowiska medyków weszły moje siostry.
<<Burzowe Futro? Siostry? Przepraszam że nie odpisywałem tak długo>>
25 stycznia 2018
Od Orlej Łapy
Gdy słońce było już ku dole i niebo się ściemniało, spokojnie poszedłem do nory. Jaskółcza Łapa już spała a Popielatej Łapy jeszczę nie było. Wygodnie ułożyłem się na moim legowisku. Po pewnym czasie zacząłem odpływać. Obudziłem się w... jakimś lesie?. Zacząłem biec przed siebię po czym wybiegłem z niego, zacząłem spadać, wszystko otoczył cień. Gdy wszystko się rozjaśniło byłem u medyka, gdy odwróciłem głowę, i spojrzałem spowrotem przed siebie byłem w gnieżdzie dwunogów, gdy jeszcze raz spojrzałem za siebie, był tam dwunóg. Trzymał ostrze i machnął nim, po czym krew się rozprysła. Obudziłem się podskakując z najerzoną sierścią. Uderzyłem o ścianę i stałem się nieprzytomny. Wciąż widziałem ciemność, szedłem przed siebie i po pewnym czasie zobaczyłem światło, szybko biegłem w jego stronę, aż dobiegłem, zatrzymałem się, po czym usłyszałem głosy,
- Wszystko z nim dobrze? - był to głos Popiół
- Oczywiście, chyba o coś uderzył - to była Burzowe Futro.
Po woli otworzyłem oczy, tak samo naprawdę powoli wstałem z łapą na głowię.
Burzowe Futro?
- Wszystko z nim dobrze? - był to głos Popiół
- Oczywiście, chyba o coś uderzył - to była Burzowe Futro.
Po woli otworzyłem oczy, tak samo naprawdę powoli wstałem z łapą na głowię.
Burzowe Futro?
23 stycznia 2018
Od Orlej Łapy
Leżałem w norze, aż siostry zaczęły wychodzić, nie miałem już z tą dwójką bliskich kontaktów. Gdy Popiół potraktowała mnie zimnym spojrzeniem i wyszła, usiadłem opuszczając łepek. Nagle z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Chciałbym się cofnąć w czasie i wszystko naprawić. Po pewnym czasie poszedłem do Burzowego Futra,
- Mogę ci w czymś pomóc Burzowe Futro? - spytałem
- Aktualnie nie wybacz, jak będę potrzebowała pomocy zawołam cię, dobrze? - odpowiedziała.
Kiwnąłem głową na tak i poszedłem do mamy. Przywitałem się i zacząłem z nią rozmawiać.
- Mamo, a o co chodziło Borsuczym Gońcem? - spytałem.
- Zdenerwował się, bo Różane Pole jest w ciąży - odpowiedziała.
- Naprawdę!? Będę musiał zobaczyć jej kociaki! Na pewno będą przesłodkie - miauknąłem.
Po pewnym czasie postanowiłem odnowić więź z siostrami, gdy zauważyłem jak wchodzą do nory, szybko złapałem dwie myszy ze zbiorów i zaniosłem siostrom.
- Proszę - odpowiedziałem dając im myszę.
<Popielata Łapo? Jaskółcza Łapo?>
- Mogę ci w czymś pomóc Burzowe Futro? - spytałem
- Aktualnie nie wybacz, jak będę potrzebowała pomocy zawołam cię, dobrze? - odpowiedziała.
Kiwnąłem głową na tak i poszedłem do mamy. Przywitałem się i zacząłem z nią rozmawiać.
- Mamo, a o co chodziło Borsuczym Gońcem? - spytałem.
- Zdenerwował się, bo Różane Pole jest w ciąży - odpowiedziała.
- Naprawdę!? Będę musiał zobaczyć jej kociaki! Na pewno będą przesłodkie - miauknąłem.
Po pewnym czasie postanowiłem odnowić więź z siostrami, gdy zauważyłem jak wchodzą do nory, szybko złapałem dwie myszy ze zbiorów i zaniosłem siostrom.
- Proszę - odpowiedziałem dając im myszę.
<Popielata Łapo? Jaskółcza Łapo?>
17 stycznia 2018
Od Orlej Łapy
Siedziałem na ziemi i rozmawiałem z siostrami, w końcu koniec tego mrozu i zimna, a i oczywiście śniegu!. Po pewnym czasie podszedł do mnie Srebrny Deszcz, otworzył pyszczek, aby coś powiedzieć,
- Srebrny Deszczu wybierz się wraz z Orlą Łapą na patrol - powiedział Borsuczy Goniec.
Mentor odpowiedział kiwnięciem głowy i później spojrzał na mnie i machnął łapą abym za nim szła. Widziałem jak na nas czeka Błotnisty Pysk, pewnie też idzie na patrol. Szliśmy przez las, nagle zauważyłem czarne futro, po cichu wskazałem to Srebrnemu Deszczu, gdy kocur tam podszedł, za drzewa wyskoczył czarny kot. Spojrzał się na wszystkich, ale dłużej wpatrzył się we mnie, zrobił smutną minę i uciekł.
Kocury za nie mówiły, ja również, wpatrywałem się w miejsce, w którym uciekł. Pachniał jak rodzina. Gdy spojrzałem na wojowników, mieli smutny wyraz twarzy,
- Wy się znacie? - spytałem
Błotnisty Pysk miał zamiar coś powiedzieć ale Srebrny Deszcz mu nie pozwolił, spojrzał na mnie i kiwnął głową na tak. Po patrolu wróciliśmy do obozu, Srebrny Deszcz od razu wbiegł do liderki,
- Mała Łapa??? - krzyknęła mama po czym wyparowała z obozu.
Zacząłem biegnąć w stronę matki, ale złapała mnie Burzowe Futro,
- Co ci się stało? - spytała
Spytałem na nią pytająco, wskazała na łapę, ale tą zdrową, zdziwiłem się, przecież nic nie zrobiłem. Przez całą drogę do obozu czułem szczypanie, to wiele wyjaśnia. Kotka zabrała mnie do legowiska medyków, gdy skończyła, zobaczyłem, że Różane Pole przynosi Borsuczego Gońce, słyszałem przed tem jakiś śmiech... Może coś się z nim stało? Zadławił się powietrzem?.
Gdy wszedłem zobaczyć sytuację, okazało się, że on po prostu zemdlał. Po pewnym czasie, w legowiska medyków wyskoczył Borsuczy Goniec, zaczął biec na Błotnistego Pyska. Zaatakował go, po czym sam upadł. Po paru dniach uspokoił się. Nadal nie wiem, przez co był taki zły na niego.
<ktoś z wilka?>
- Srebrny Deszczu wybierz się wraz z Orlą Łapą na patrol - powiedział Borsuczy Goniec.
Mentor odpowiedział kiwnięciem głowy i później spojrzał na mnie i machnął łapą abym za nim szła. Widziałem jak na nas czeka Błotnisty Pysk, pewnie też idzie na patrol. Szliśmy przez las, nagle zauważyłem czarne futro, po cichu wskazałem to Srebrnemu Deszczu, gdy kocur tam podszedł, za drzewa wyskoczył czarny kot. Spojrzał się na wszystkich, ale dłużej wpatrzył się we mnie, zrobił smutną minę i uciekł.
Kocury za nie mówiły, ja również, wpatrywałem się w miejsce, w którym uciekł. Pachniał jak rodzina. Gdy spojrzałem na wojowników, mieli smutny wyraz twarzy,
- Wy się znacie? - spytałem
Błotnisty Pysk miał zamiar coś powiedzieć ale Srebrny Deszcz mu nie pozwolił, spojrzał na mnie i kiwnął głową na tak. Po patrolu wróciliśmy do obozu, Srebrny Deszcz od razu wbiegł do liderki,
- Mała Łapa??? - krzyknęła mama po czym wyparowała z obozu.
Zacząłem biegnąć w stronę matki, ale złapała mnie Burzowe Futro,
- Co ci się stało? - spytała
Spytałem na nią pytająco, wskazała na łapę, ale tą zdrową, zdziwiłem się, przecież nic nie zrobiłem. Przez całą drogę do obozu czułem szczypanie, to wiele wyjaśnia. Kotka zabrała mnie do legowiska medyków, gdy skończyła, zobaczyłem, że Różane Pole przynosi Borsuczego Gońce, słyszałem przed tem jakiś śmiech... Może coś się z nim stało? Zadławił się powietrzem?.
Gdy wszedłem zobaczyć sytuację, okazało się, że on po prostu zemdlał. Po pewnym czasie, w legowiska medyków wyskoczył Borsuczy Goniec, zaczął biec na Błotnistego Pyska. Zaatakował go, po czym sam upadł. Po paru dniach uspokoił się. Nadal nie wiem, przez co był taki zły na niego.
<ktoś z wilka?>
08 stycznia 2018
Od Orlej Łapy Cd Burzowego Futra
Zamyśliłem się, jeżeli nie wojownik, to pieszczoch, będę musiał odejść z klanu, najwyżej zostanę pieszczochem albo samotnikiem.
*Dzień drugi*
Ostatnio trochę lepiej się czuję, ale nadal nie chciałem nic jeść, po prostu, miałem obrzydzenie do całego jedzenia. Nagle coś się stało i z mojego ciała, krew, zaczęła ponownie wylatywać, medyczki szybko zareagowały i zmieniły opatrunek. Nie mam pojęcia czy uda mi się zostać wojownikiem, czy zostanę po prostu, samotnikiem?.
*Dzień trzeci*
Czułem się trochę lepiej, gdy tylko wyzdrowieje, ucieknę ponownie, tym razem nie będę miał kontaktu z dwunożnymi. Wciąż po lasach chodziły patrole, szukali Szepczącego Wiatru, nikt nie wie, czy ona żyje, gdzie jest, nawet jak nie żyje, szukają jej ciała. Mozę poszła do dwunożnych? Uciekła? ale przecież by nie uciekła... zbyt bardzo jest lojalna dla klanu wilka, aby uciekać.
*Dzień czwarty*
Dziś odwiedziły mnie siostry, przynajmniej na chwilę, gdy Lawendowy Płatek zaczęła kierować się do legowiska, szybko jak wiatr uciekły. Zastanawiam się nadal... czy zostanę wojownikiem... męczy to mnie naprawdę długo, tylko... klan wilka potrzebuję czterech silnych łap, a nie trzech. Jak by to wyglądało? Wojownik z kulawą łapą... śmieszne... .
*Dzień piąty*
Dziś moje rany zarosły się, ale nadal czułem kucię w boku, medyczką powiedziałem, że już wszystko dobrze, aby szybciej uciec, wiem, że już nie dam rady zostać wojownikiem, gdy kotki pozwoliły mi już iść, wyszedłem po czym skierowałem się w stronę legowiska uczniów, Jaskółczej Łapy i Popielatej Łapy nie było, były jak znam życie na treningu, ja natomiast położyłem się i zasnąłem.
- Żyjesz? - usłyszałem głos, gdy zaspany lekko otworzyłem oczy, ujrzałem Jaskółczą Łapę, a zaraz za nią była Popielata Łapa, wtedy wstałem i z ponurą miną wyszedłem z legowiska uczniów. Kierowałem się w stronę wyjścia, gdy koty na straży zatrzymały mnie.
- Nigdzie nie idziesz - powiedział jeden z nich
- A założysz się? - spytałem
kot spojrzał na mnie z dziwną miną
- Patrzcie! - powiedziałem wskazując na przelatujące da chude ptaki,
koty szybko spojrzały się po czym ja spokojnie wyszedłem z obozu i spokojnym i kulawym krokiem szedłem przed siebie,
- Hej! - krzyknęła Jaskółcza Łapa po czym wbiegła przede mnie
ja zmarszczyłem nos
- Nie idź tam znowu - powiedziała stojąca za mną Popielata Łapa
wtedy skręciłem w lewo, po czym przed nos wskoczyła mi z powrotem Jaskółka, natomiast gdy skręciłem w prawo, przed nos wyskoczyła mi Popiół,
Jaskółcza Łapa stała bardzo blisko mojego lewego boku, a Popielata prawego, przez to nie mogłem iść, a gdy kotki zaczynały iść, ciągnęły mnie ze sobą.
Zaprowadziły mnie prosto do legowiska uczniów, teraz wiem, że już nigdy nie ucieknę...
- Po co ty chcesz uciekać? Widziałeś jak skończyło się to ostatnio... - powiedziała Spytała Popielata Łapa.
Położyłem się, bez odpowiedzi siostrze,
- Czemu? Czemu? - powtarzała bez końca Jaskółka
- Bo chcę! Bo mogę! - krzyknąłem i dodałem - W każdej chwili mogę opuścić klan Wilka!.
Jaskółka skuliła uszy i cofnęła się o krok, Popiół także się cofnęła.
Wtedy ujrzałem Zroszony Nos, mamę, a także Milczącą Gwiazdę i jakiegoś kota, którego twarz była niewyraźna.
<Popielata Łapo? Jaskółcza Łapo? Zroszony Nos? Milcząca Gwiazdo? Jakiś kot z klanu wilka? za dużo ludzi?>
*Dzień drugi*
Ostatnio trochę lepiej się czuję, ale nadal nie chciałem nic jeść, po prostu, miałem obrzydzenie do całego jedzenia. Nagle coś się stało i z mojego ciała, krew, zaczęła ponownie wylatywać, medyczki szybko zareagowały i zmieniły opatrunek. Nie mam pojęcia czy uda mi się zostać wojownikiem, czy zostanę po prostu, samotnikiem?.
*Dzień trzeci*
Czułem się trochę lepiej, gdy tylko wyzdrowieje, ucieknę ponownie, tym razem nie będę miał kontaktu z dwunożnymi. Wciąż po lasach chodziły patrole, szukali Szepczącego Wiatru, nikt nie wie, czy ona żyje, gdzie jest, nawet jak nie żyje, szukają jej ciała. Mozę poszła do dwunożnych? Uciekła? ale przecież by nie uciekła... zbyt bardzo jest lojalna dla klanu wilka, aby uciekać.
*Dzień czwarty*
Dziś odwiedziły mnie siostry, przynajmniej na chwilę, gdy Lawendowy Płatek zaczęła kierować się do legowiska, szybko jak wiatr uciekły. Zastanawiam się nadal... czy zostanę wojownikiem... męczy to mnie naprawdę długo, tylko... klan wilka potrzebuję czterech silnych łap, a nie trzech. Jak by to wyglądało? Wojownik z kulawą łapą... śmieszne... .
*Dzień piąty*
Dziś moje rany zarosły się, ale nadal czułem kucię w boku, medyczką powiedziałem, że już wszystko dobrze, aby szybciej uciec, wiem, że już nie dam rady zostać wojownikiem, gdy kotki pozwoliły mi już iść, wyszedłem po czym skierowałem się w stronę legowiska uczniów, Jaskółczej Łapy i Popielatej Łapy nie było, były jak znam życie na treningu, ja natomiast położyłem się i zasnąłem.
- Żyjesz? - usłyszałem głos, gdy zaspany lekko otworzyłem oczy, ujrzałem Jaskółczą Łapę, a zaraz za nią była Popielata Łapa, wtedy wstałem i z ponurą miną wyszedłem z legowiska uczniów. Kierowałem się w stronę wyjścia, gdy koty na straży zatrzymały mnie.
- Nigdzie nie idziesz - powiedział jeden z nich
- A założysz się? - spytałem
kot spojrzał na mnie z dziwną miną
- Patrzcie! - powiedziałem wskazując na przelatujące da chude ptaki,
koty szybko spojrzały się po czym ja spokojnie wyszedłem z obozu i spokojnym i kulawym krokiem szedłem przed siebie,
- Hej! - krzyknęła Jaskółcza Łapa po czym wbiegła przede mnie
ja zmarszczyłem nos
- Nie idź tam znowu - powiedziała stojąca za mną Popielata Łapa
wtedy skręciłem w lewo, po czym przed nos wskoczyła mi z powrotem Jaskółka, natomiast gdy skręciłem w prawo, przed nos wyskoczyła mi Popiół,
Jaskółcza Łapa stała bardzo blisko mojego lewego boku, a Popielata prawego, przez to nie mogłem iść, a gdy kotki zaczynały iść, ciągnęły mnie ze sobą.
Zaprowadziły mnie prosto do legowiska uczniów, teraz wiem, że już nigdy nie ucieknę...
- Po co ty chcesz uciekać? Widziałeś jak skończyło się to ostatnio... - powiedziała Spytała Popielata Łapa.
Położyłem się, bez odpowiedzi siostrze,
- Czemu? Czemu? - powtarzała bez końca Jaskółka
- Bo chcę! Bo mogę! - krzyknąłem i dodałem - W każdej chwili mogę opuścić klan Wilka!.
Jaskółka skuliła uszy i cofnęła się o krok, Popiół także się cofnęła.
Wtedy ujrzałem Zroszony Nos, mamę, a także Milczącą Gwiazdę i jakiegoś kota, którego twarz była niewyraźna.
<Popielata Łapo? Jaskółcza Łapo? Zroszony Nos? Milcząca Gwiazdo? Jakiś kot z klanu wilka? za dużo ludzi?>
Od Orlej Łapy CD Borszuczego Gońca
Z jednej strony ciesze się, że mnie znaleźli, z drugiej jestem zły, bo
nie będę miał okazji, aby znów uciec. Leżałem u medyka, nie mogłem
mówić, dyszałem i nie mogłem się podnieść. Gdy zobaczyłem, że do nory
wchodzi moja rodzina, ledwo podniosłem łapy i zakryłem oczy, nie
chciałem na nich patrzeć po ucieczce, po czułem wtedy dotyk futra,
znieruchomiałem,
- Proszę, możecie na razie wyjść? - spytała Lawendowy Płatek
- Dobrze - odpowiedziała Liliowa Łodyga.
Gdy usłyszałem kroki, z trudem zdjąłem z oczu łapy.
- Co się stało? - spytała Burzowe Futro.
Chciałem powiedzieć, ale z mojego gardła wydobywała się chrypka. A to pech, zostałem uczniem, a już drugi raz jestem u medyka. Byłem ciężko ranny, nie wiedziałem co dalej robić, dlatego, chciałbym zapaść się pod ziemią.
Lawendowy Płatek zaczęła wcierać mi jakieś zioła, naprawdę szczypało, potem chciała usunąć z ciała zaschniętą krew, to bardzo, ale to bardzo bolało, nie zapanowałem nad sobą i z bólu
prawie uderzyłem medyczkę, po czym Burzowe Futro przyniosło mi jakieś gorzkie zioła i włożyła do pyszczka, wtedy zasnąłem. Obudziłem się z rana, próbowałem wstać, ale poczułem okropny bul, ale nie poddawałem się, wtedy Burzowe Futro szybko do mnie podbiegła i położyła.
- Nie wstawaj - syknęła
Zamknąłem oczy,
- Możesz teraz powiedzieć mi jak to było? - spytała zaciekawiona
-D-d-dwu-dwunorzny -mówiłem jąkając,
Z bólu trudno było mi mówić,
wtedy ktoś wszedł do legowiska medyków.
<Ktoś z klanu wilka?>
- Proszę, możecie na razie wyjść? - spytała Lawendowy Płatek
- Dobrze - odpowiedziała Liliowa Łodyga.
Gdy usłyszałem kroki, z trudem zdjąłem z oczu łapy.
- Co się stało? - spytała Burzowe Futro.
Chciałem powiedzieć, ale z mojego gardła wydobywała się chrypka. A to pech, zostałem uczniem, a już drugi raz jestem u medyka. Byłem ciężko ranny, nie wiedziałem co dalej robić, dlatego, chciałbym zapaść się pod ziemią.
Lawendowy Płatek zaczęła wcierać mi jakieś zioła, naprawdę szczypało, potem chciała usunąć z ciała zaschniętą krew, to bardzo, ale to bardzo bolało, nie zapanowałem nad sobą i z bólu
prawie uderzyłem medyczkę, po czym Burzowe Futro przyniosło mi jakieś gorzkie zioła i włożyła do pyszczka, wtedy zasnąłem. Obudziłem się z rana, próbowałem wstać, ale poczułem okropny bul, ale nie poddawałem się, wtedy Burzowe Futro szybko do mnie podbiegła i położyła.
- Nie wstawaj - syknęła
Zamknąłem oczy,
- Możesz teraz powiedzieć mi jak to było? - spytała zaciekawiona
-D-d-dwu-dwunorzny -mówiłem jąkając,
Z bólu trudno było mi mówić,
wtedy ktoś wszedł do legowiska medyków.
<Ktoś z klanu wilka?>
07 stycznia 2018
Od Orlej Łapy Cd Burzowego Futra
Po usłyszeniu tych słów... Załamałem się... Czemu w ogóle spotkałem tego
lisa? Nie potrzebnie podchodziłem do tego krzaka, teraz i na zawsze,
będę miał unieruchomioną łapę.
Dzisiejszy dzień przyniósł mi sam pech, położyłem się na legowisku i zakryłem łapami oczy, jednak życie ucznia, nie jest takie proste.
Obudziłem się bardzo wcześnie, wszyscy spali, więc wyszedłem z nory. Chciałem także opuścić obóz, ale zatrzymała mnie Burzowe Futro,
- Nie powinieneś wychodzić sam - miauknęła podchodząc do mnie
- Wiem... - powiedziałem smutnym głosem.
Po czym unikając Burzowego Futra wybiegłem z obozu.
Słyszałem wtedy jak jeszcze mnie woła, ale szybko ulotniłem się w lesie. Aby nikt mnie nie znalazł, zasypałem się śniegiem i schowałem w krzaku.
Po jakimś czasie usłyszałem kroki
- Orla Łapo!? - Krzyczały koty.
Było mi naprawdę zimno, moje futro już przymarzło. Postanowiłem się wymknąć i iść w stronę granicy lasu, wtedy zobaczyłem potwora, który prawie mnie potrącił, zostałem trochę ogłuszony i nie mogłem wstać, wtedy, podniósł mnie najgorszy potwór z potworów... Dwunożny.
<Burzowe Futro? Ktoś z Klanu Wilka? Tunia?>
Dzisiejszy dzień przyniósł mi sam pech, położyłem się na legowisku i zakryłem łapami oczy, jednak życie ucznia, nie jest takie proste.
Obudziłem się bardzo wcześnie, wszyscy spali, więc wyszedłem z nory. Chciałem także opuścić obóz, ale zatrzymała mnie Burzowe Futro,
- Nie powinieneś wychodzić sam - miauknęła podchodząc do mnie
- Wiem... - powiedziałem smutnym głosem.
Po czym unikając Burzowego Futra wybiegłem z obozu.
Słyszałem wtedy jak jeszcze mnie woła, ale szybko ulotniłem się w lesie. Aby nikt mnie nie znalazł, zasypałem się śniegiem i schowałem w krzaku.
Po jakimś czasie usłyszałem kroki
- Orla Łapo!? - Krzyczały koty.
Było mi naprawdę zimno, moje futro już przymarzło. Postanowiłem się wymknąć i iść w stronę granicy lasu, wtedy zobaczyłem potwora, który prawie mnie potrącił, zostałem trochę ogłuszony i nie mogłem wstać, wtedy, podniósł mnie najgorszy potwór z potworów... Dwunożny.
<Burzowe Futro? Ktoś z Klanu Wilka? Tunia?>
06 stycznia 2018
Od Orlej Łapy
*po pierwszym treningu*
Spałem jak zabity, po czym obudziły mnie siostry- Orzełek, wstawaj! - krzyknęły równo.
Jaskółcza Łapa zaczęła się śmiać, po czym Popielata Łapa pacnęła ją w bok i szybko ustawiły się na baczność.
- Coś się stało? - spytałem, przecierając oczy.
- Uhh... nic - zawahała się jedna z moich sióstr, czyli Popielata Łapa.
- Masz oklapnięte uszy! - zaśmiała się Jaskółcza,
- Co!? - krzyknąłem szybko, stawiając uszy
- Czekaj, pomogę - powiedziała Popielota Łapa.
Szybko udało się je postawić, po tym poszliśmy na trening.
Każdy z nas poszedł w inną stronę.
- Co dziś robimy? - spytałem mentora.
- Dziś będziemy polować - odpowiedział.
Ja natomiast nic nie odpowiedziałem, byłem podekscytowany, to będzie moje pierwsze polowanie.
- Piszczek jest teraz bardzo mało, więc nie wiem czy coś znajdziemy - powiedział.
- Słyszę tu coś - powiedziałem podchodząc do krzaków.
- Orzełek! Nie rób tego! - krzyknął gdy z krzaków wyskoczył lis i z wielką siłą ugryzł mnie w łapę, wtedy Srebrny Deszcz drapnął go w oko, gdyż lis puścił moją łapę. Mentor szybko zabrał mnie na swoim grzbiecie do klanu. Lis był ogłuszony, nie dał rady za nami biec. Kocur szybko wziął mnie do medyka, rana była poważna, krew mocno wylewała się z łapy.
<Srebrny Deszcz? Burzowe Futro? Popielata Łapa?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)