Było tyle różnych przynależności, iż po skończeniu wymieniania nazw grup i nieznanego pojęcia “samotników”, musiał spytać: “Czy to już wszystko?”. W jego głowie brzmiało szczere zaaferowanie, gdyż zaczynał czuć zawroty głowy od natłoku faktów. Na cały wodospad! Jak on odnajdzie się w tym, kiedy będzie starszy i zmuszony edukować innych w roli Pszczelego Lilaku, a nie zwykłego słuchającego? Czy taka umiejętność przychodziła wraz z dorastaniem?
Stwierdzenie o jego pochodzeniu pozostawiło go w jeszcze większym zakłopotaniu. Zatrzymał się z głową zwieszoną w przechyleniu. Reszta świata ucichła, nawet cisnące się na język pytania dotyczące podziału zgromadzeń. Co oznaczało “pochodzić z zewnątrz”? On nie czuł się “z zewnątrz”. W sumie nie rozumiał już tylu rzeczy, aż nie zdziwił się za mocno kolejnym pojęciem, którego nie mógł pojąć. No, ale miał jakieś złe przeczucie co do tego stwierdzenia. Dotyczyło go, a nie ogółu… cóż to za śmieszna rzecz, tak się wahać. Naraz też uwłaczająca. Nie odważył się zapytać, więc pozostał z pytaniem lśniącym w oczach oraz kolejnym, uprzejmym gestem zgody nieadekwatnym do poziomu zrozumienia. Chyba nie dosłyszał czegoś, co powiedziała wojowniczka i zbyt usilnie wpatrywał się w przestrzeń, gdyż ogon znalazł się mysi wąs od jego mordki.
— Haloo? Słyszysz mnie jeszcze, Kaczorku? Wciąż tu jestem — zwracała się do niego kotka równocześnie z machnięciem ogona przed nim. Kocurek drgnął w miejscu, starając się zebrać myśli chodzące mu po głowie i wrócić do rzeczywistości. Ponieważ okazało się to trudnym zadaniem, zanim udało mu się to zrobić, postanowił coś z siebie wykrztusić.
— Oj… przepraszam bardzo. Czy możesz powtórzyć? — wypowiedziawszy się, złapał kontakt wzrokowy z liliową. Starał się w ten sposób okazać swój szacunek, co tamta chyba zaaprobowała, bodajże z pogodnym wyrazem pyska, poczęła powtarzanie. Kociak jeszcze był myślami kawałek dalej, niemniej postarał się skupić mocniej.
— Mówiłam, że nie wydaje mi się, aby Lśniąca Gwiazda był materiałem na ojca — padło gładko. Szczerze mówiąc, rudawy, chociaż usłyszał tym razem zdanie, nie zrozumiał go równie bardzo co za pierwszym razem! Ich przywódca będący rodzicem? Chyba czegoś nie łapał. A raczej na pewno coś umknęło jego uwadze…
Maluch nie pokazał na pyszczku braku zrozumienia, jednak prawdopodobnie został wyczuty przez rozmówczynię. — No wiesz… plotki są różne… on jako ojciec… Truskawkowe Pole jako matka… — wyraźnie starała się zbadać grunt, po którym stąpała. Reakcja pręgusa była wyjątkowo skąpa; nie otrzymała żadnych wiadomości, które otrzymać chciała. To skłoniło ją do paplaniny. W końcu młodszy i tak nie miał zamiaru stawiać własnych opinii, dlaczego też nie pokazać mu swojej? — Rozniosły się słuchy, dokładnie to Agatówkowy Cień coś tam zaczął, a wyszło, jak wyszło! Teraz każdy twierdzi co innego. Wiesz, to nasz przywódca zadomowił was tutaj i oddał pod opiekę Morświnowej Płetwy. Ona nie chodziła ciężarna!
Od tych wszystkich imion można było dostać zawrotów głowy. Kaczorek zobaczył świat wirujący w niewyraźnych plamach kolorów. Nie słyszał niczego podobnego! Zawsze sądził, że to karmicielka była jego prawdziwą mamą, pomimo braku bliskości teoretycznego ojca, jakim był Drzemiące Słońce - partnera zajmującego się nimi. Teraz jego świat wywrócił się do góry łapami! Taki kot jako jego tata… mamą nieznana mu jeszcze członkini klanu… Morświnowa Płetwa, którą darzył ogromnym uczuciem, zupełnie obca… ależ się porobiło. Mrugał wtórnie, gdy to do niego docierało. Zanim potrafił się powstrzymać, wymsknęło mu się spomiędzy zębów: — Zostałem po prostu przyniesiony z niewiadomych ziemi i nikt nie wie, kto naprawdę jest moim rodzicem?
W Pszczeli Lilak uderzyło coś na rodzaj zmartwienia. Pojmowała już, że wyśpiewała dużo. Może trochę za dużo dla dobra Kaczorka. A teraz nie mogła się już wycofać. — Sam wiesz najlepiej, jaką wspaniałą opiekunką jest Morświnowa Płetwa! Kocha was, nie ma innej opcji. Koty od zawsze lubią gadać. Wszystko najlepiej wie sam kocur oraz możliwa oblubienica razem z synami — za późno zrozumiała, że znów paplała o nieco zbyt dużym obrazku względem wymagań sytuacji. Po tym to już bez dwóch zdań kociak nie odpuści całej opowieści. Nie dość, iż był ciekawy, to dotykała go ogromna potrzeba zrozumienia tego możliwego, zagmatwanego przez słowa pobratymców, połączenia między jego małą rodziną a wysoko postawionym.
<Rozwiniesz to, Pszczeli Lilaku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz