Wstał rano, decydując się na wyjście na zewnątrz. Było zimno, to fakt, ale lubił oglądać obóz pokryty śniegiem, choć o wiele lepiej wspominał liście, które nie tak dawno tak przyjemnie chrupały mu pod łapami. Gdy wyszedł ze żłobka zauważył, że Noc siedzi już na kamieniu, który odkryła ze śniegu. Podszedł do niej, a ona że usłyszała go o wiele wcześniej odwróciła głowę w jego stronę.
— Och, witaj Agreście. Widzę, że nie tylko ja wstaję tak wcześnie. — odezwała się do niego srebrna.
— Tak, najwidoczniej. Lubię patrzeć na śnieg z rana, słońce tak pięknie na niego świeci… Choć jeszcze lepiej wygląda pod światłem księżyca w nocy.
— Ja o wiele bardziej lubię go w słońcu. — Wzruszyła ramionami, spoglądając chwilę na kocura. Ten odwrócił łeb w drugą stronę.
— Nie dziwię się. Słońce tak pięknie czasami wpada do obozu spomiędzy liści… — Nagle poczuł, jak coś uderza w jego głowę. Było to coś zimnego, przez co syknął, a jego futro stanęło dęba. Rozejrzał się, próbując ustalić, skąd śnieg mógł na niego spaść. Gdy zwrócił jednak wzrok na kotkę, zobaczył jak ta podśmiechuje się pod nosem, z ubrudzoną śniegiem łapą. Agrest oburzył się delikatnie.
— Hej, za co to było? — Wstał z miejsca.
— A musiało być za coś? Muszę przyznać, że śmiesznie wyglądałeś rozglądając się za źródłem ataku. Musisz nad tym popracować, bo słaby z ciebie będzie wojownik. — Wystawiła mu język, na co ten napuszył się.
— Też mi coś! — odburknął. Po chwili jednak zauważył, że kotka nie zwracała na niego chwilę większej uwagi, nadal śmiejąc się, więc wyskoczył na nią, przez co wylądowali w śniegu, Ta od razu syknęła, otrzepując się. Kocur zaśmiał się, jednak po chwili zauważył, że nie jest jej do śmiechu. Trzęsła się z zimna, a Agrest w tym momencie uświadomił sobie, jak krótkie jest jej futro. Od razu zszedł z niej, a ta otrzepała się, co niewiele pomogło.
— Pogięło cię? — zapytała go zdenerwowana.
— Przecież cię nie utopiłem w tym śniegu! — Próbował się obronić, jednak ta spojrzała na niego gniewnie, po czym wymierzyła mu cios łapą w pysk. Może i nie użyła pazurów, jednak syknął z bólu, patrząc na nią zdziwiony. Przez chwilę patrzyła na niego, a on nie potrafił odczytać jej wyrazu pyska, po czym odeszła do żłobka. Kocur usiadł, masując się po piekącym miejscu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz