Przed śmiercią Przepiórczej Wichury
— Jajeczna Skorupo, czy chcesz się podzielić językami? — zapytała, a jej boki zafalowały delikatnie.
Wojowniczka spojrzała na nią ze zdziwieniem, jakby wyrwana z rozmyślania o czymś. Pokiwała głową.
— W porządku. Czy coś się stało, że mnie o to pytasz? — Uniosła jedną brew do góry, wyglądała na skrępowaną obecnością koteczki. Mysikrólik pokręciła głową.
— Chyba mogę cię prosić o spędzenie ze mną czasu, prawda? Należymy do tego samego klanu — miauknęła, nie tłumacząc wiele. W rzeczywistości wojowniczka była najbliżej i to głównie dlatego ją zaczepiła, ale przecież jej tego nie mogła powiedzieć!
— W porządku. Czy coś się stało, że mnie o to pytasz? — Uniosła jedną brew do góry, wyglądała na skrępowaną obecnością koteczki. Mysikrólik pokręciła głową.
— Chyba mogę cię prosić o spędzenie ze mną czasu, prawda? Należymy do tego samego klanu — miauknęła, nie tłumacząc wiele. W rzeczywistości wojowniczka była najbliżej i to głównie dlatego ją zaczepiła, ale przecież jej tego nie mogła powiedzieć!
Bursztynooka westchnęła, poruszając wąsami.
— Dobrze… masz rację, możesz. Chodźmy do reszty. — Ruchem ogona zachęciła ją do tego, żeby przysiadły nieopodal Tygrysiego Języka, Agatówkowego Cienia i paru innych wojowników, na których szylkretka nie zwróciła większej uwagi. Wreszcie, gdy przysiadła i pozwoliła cętkowanej zacząć pielęgnacje jej futra, uśmiechnęła się chytrze. Dzisiaj znowu wytarzała się w pyle i akurat nie chciało jej się iść specjalnie do wody tylko po to, żeby się obmyć. Dlatego, równie dobrze, mogła w ten sposób wykorzystać fakt, iż ktoś miał dobre serce. Jajeczna Skorupa nie skomentowała tego, a Mysikrólik bardzo to bawiło. Parsknęła śmiechem, zakrywając pyszczek, gdy Klifiaczka ciągnęła ją za kłosy językiem.
— Jajeczna Skorupo, ostatnio powiedziałaś, że mi do twarzy w pyle. Jeśli chcesz, zabiorę cię za niedługo w miejsce, w którym się tarzam. Ty też będziesz mogła mieć takie futerko, jeśli tylko zechcesz — miauknęła, odwracając się do koleżanki i poklepała ją po barkach pocieszająco. Klifiaczka już miała coś odpowiedzieć, nawet otworzyła pysk, jednak liliowa znowu jej przerwała. — Dobrze, że nie wytarzałaś się w błocie. Nie chciałabym być wtedy w twojej skórze. Błoto jest ohydne. — Wystawiła język, a na jej mimice zakwitło obrzydzenie.
— Dobrze… masz rację, możesz. Chodźmy do reszty. — Ruchem ogona zachęciła ją do tego, żeby przysiadły nieopodal Tygrysiego Języka, Agatówkowego Cienia i paru innych wojowników, na których szylkretka nie zwróciła większej uwagi. Wreszcie, gdy przysiadła i pozwoliła cętkowanej zacząć pielęgnacje jej futra, uśmiechnęła się chytrze. Dzisiaj znowu wytarzała się w pyle i akurat nie chciało jej się iść specjalnie do wody tylko po to, żeby się obmyć. Dlatego, równie dobrze, mogła w ten sposób wykorzystać fakt, iż ktoś miał dobre serce. Jajeczna Skorupa nie skomentowała tego, a Mysikrólik bardzo to bawiło. Parsknęła śmiechem, zakrywając pyszczek, gdy Klifiaczka ciągnęła ją za kłosy językiem.
— Jajeczna Skorupo, ostatnio powiedziałaś, że mi do twarzy w pyle. Jeśli chcesz, zabiorę cię za niedługo w miejsce, w którym się tarzam. Ty też będziesz mogła mieć takie futerko, jeśli tylko zechcesz — miauknęła, odwracając się do koleżanki i poklepała ją po barkach pocieszająco. Klifiaczka już miała coś odpowiedzieć, nawet otworzyła pysk, jednak liliowa znowu jej przerwała. — Dobrze, że nie wytarzałaś się w błocie. Nie chciałabym być wtedy w twojej skórze. Błoto jest ohydne. — Wystawiła język, a na jej mimice zakwitło obrzydzenie.
Jajeczna Skorupa widocznie się zakłopotała, nie komentując słów koleżanki.
— Brykający Mysikróliku, a jak ma się twoja łapa? Słyszałam, że ją sobie zraniłaś jakiś czas temu. Czy nadal cię boli? Bo masz ją uniesioną — podjęła, sadowiąc się wygodniej. — Myślałam, że naskoczył na ciebie borsuk. Tak głośno wtedy krzyknęłaś.
Koteczka poruszyła nieznacznie kikutem ogona, czując zimną posadzkę pod poduszeczkami.
— Coraz lepiej. Już mnie praktycznie w ogóle nie boli. Chyba z przyzwyczajenia tak ją trzymam... — powiedziała, spoglądając na wspomnianą kończynę. Zdążyła już o tym zapomnieć... niedobrze, że ktokolwiek oprócz niej i Księżycowej Aldrowandy o tym pamiętał. Całe szczęście jednak, że ruda nie należała do kotów roznoszących plotki po wszystkich pobratymcach. Może nie widziała zderzenia ze ścianą i nie znała powodu zranienia.
— Całe szczęście... a jak to się w ogóle stało, że sobie ją zraniłaś?
W żółtych oczach Mysikrólika pojawiła się podstępna iskierka. Uśmiechnęła się, a potem przybrała śmiertelnie poważny wyraz pyska.
— Walczyłam z samotnikiem, którego przegoniłam z naszych terenów! Ugryzł mnie w łapę, a ja uczepiłam się jego brzucha i mu powyrywałam kępki futra, przeganiając go stąd. — Dumnie wypięła pierś, uśmiechając się do koleżanki. Jajeczna Skorupa popatrzyła na nią ze zdziwieniem, nie dodając od siebie już nic więcej. — W końcu zostałam mianowana wojowniczką jako pierwsza z całego mojego rodzeństwa. Lśniąca Gwiazda musiał za coś mnie uznać, a za co innego, jak nie za szlachetny czyn na rzecz klanu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz