*akcja ma miejsce lekko w przeszłości, początek pory nowych liści*
Wraz z nastaniem Pory Nowych Liści Fląderce zaczęła doskwierać bezsenność. Mimo obietnicy złożonej księciu pełniącemu stanowisko asystenta medyka, kotka zbagatelizowała początkowe objawy choroby, które na przełomie księżyców miały kolejno rozwinąć się w halucynacje, a następnie w problemy psychiczne. W końcu już nie raz miała problem z zaśnięciem, w szczególności odkąd zamieszkała na wyspie oddalonej od obozu. "To przejściowe". Tak sobie powtarzała, ilekroć oglądała gwieździste niebo nim udało jej się zasnąć ze zmęczenia.
Razem z Komarzą Łapą skoro świt zawitała do obozu. Mimo, że co jakiś czas stawiała w nim swoje łapy, czuła się bardziej wyobcowana niż do tej pory. A dodatkowo doskwierało jej zmęczenie. Po raz kolejny się nie wyspała, co dało się zauważyć na pierwszy rzut oka. Jednak nie mogła odmówić, tym bardziej, że została wezwana na wyspę przez Błękitną Lagunę. Zastępca nakazał Fląderce przeprowadzić ogromne porządki w sercu obozu. Miała pozbyć się zbutwiałych liści, które porą nagich drzew zakrył biały puch czy wyłowić z "oczka" śmieci, które się w nim znalazły. Oprócz tego miała wyczyścić ścieżkę, na której zaległy gałęzie pobliskiego drzewa. Nie mogła się lenić, musiała działać.
Pożegnała się z synem, który najprawdopodobniej jako ostatni ze swojego rodzeństwa udał się w teren wraz se swoim mentorem. Brązowe ślipka spoczęły na legowisko uczniów, w którym mieszkali Centuriowa Łapa, Wełniankowa Łapa oraz Umykająca Łapa. Może oni też udali się w teren? Było to bardzo możliwe, bo w zasięgu spojrzenia przez większość czasu podczas wykonywania zleconych prac nie miała okazji ich zauważyć. W końcu pod wieczór kątem oka dostrzegła znajomą postać o rdzawo-białej barwie, która stała do niej tyłem. Nie widzieć czemu Fląderka z góry założyła, że ma do czynienia ze swoją córeczką, Wełniankową Łapą. Nawet jeśli jej budowa ciała, jak i wielkość różniły się od tego co udało jej się zapamiętać na temat swojej córki. Kiedy ostatni raz miała okazję z nią porozmawiać, jak i podejść i móc jej się przyjrzeć? Zobaczyć, jak bardzo się zmieniła, odkąd była małym kociakiem, który wtulał się w jej brązowe futerko, którym większość społeczności Nocniaków pogardzała. Minęło tyle księżyców, że to było oczywiste, że jej mała córeczka nie była już małą córeczką. Zmieniła się, dorosła. Lada moment mogła zostać wojowniczką, podobnie jak pozostałe dzieci Fląderki.
– Dobry wieczór, Wełnianko... Wełniankowa Łapo – miauknęła zbliżając się do kota. – Moja córeczko... jak ty wyrosłaś... – Pociągnęła nosem, starając się nie rozkleić. Ile by dała, aby móc ponownie wziąć w objęcia w tym samym momencie wszystkie swoje dzieci. Aby nie widzieć tej zrozumiałej pogardy w spojrzeniach części z nich przez pokrewieństwo z odrzutkiem. – Jak przebiegają twoje treningi pod okiem Niedźwiedziówkowego Pyłu? Dogadujecie się? – Fląderka była pełna obaw, odkąd tylko bura kocica zawitała w szeregi Klanu Nocy. Co jeśli kazała jej chorowitej córeczce trenować, aż nie padnie ze zmęczenia? – Jak z twoim zdrowiem... czy nadal doświadczasz tych napadów?
Zielone oczy przepełnione pogardą wpatrywały się w Fląderkę. Chwila... Wełnianka przecież nie miała zielonych oczu. Ani rudej plamy na pyszczku. Jednak rdzawe uszy zakończone pędzlami oraz ogon... Ach, jak mogła pomylić swoją córeczkę z synem Trzcinowego Szmeru.
– Nurowa Gracjo! J-ja przepraszam... omyłkowo wzięłam cię za moją córeczkę, Wełniankową Łapę. – Pochyliła głowę. – O-oboje macie rudy ogon i uszy, w dodatku zakończone pędzelkami... Od tyłu jesteście niemalże nie do rozróżnienia. C-czy zdarzyło się to już wcześniej, aby jakiś wojownik was pomylił?
Razem z Komarzą Łapą skoro świt zawitała do obozu. Mimo, że co jakiś czas stawiała w nim swoje łapy, czuła się bardziej wyobcowana niż do tej pory. A dodatkowo doskwierało jej zmęczenie. Po raz kolejny się nie wyspała, co dało się zauważyć na pierwszy rzut oka. Jednak nie mogła odmówić, tym bardziej, że została wezwana na wyspę przez Błękitną Lagunę. Zastępca nakazał Fląderce przeprowadzić ogromne porządki w sercu obozu. Miała pozbyć się zbutwiałych liści, które porą nagich drzew zakrył biały puch czy wyłowić z "oczka" śmieci, które się w nim znalazły. Oprócz tego miała wyczyścić ścieżkę, na której zaległy gałęzie pobliskiego drzewa. Nie mogła się lenić, musiała działać.
Pożegnała się z synem, który najprawdopodobniej jako ostatni ze swojego rodzeństwa udał się w teren wraz se swoim mentorem. Brązowe ślipka spoczęły na legowisko uczniów, w którym mieszkali Centuriowa Łapa, Wełniankowa Łapa oraz Umykająca Łapa. Może oni też udali się w teren? Było to bardzo możliwe, bo w zasięgu spojrzenia przez większość czasu podczas wykonywania zleconych prac nie miała okazji ich zauważyć. W końcu pod wieczór kątem oka dostrzegła znajomą postać o rdzawo-białej barwie, która stała do niej tyłem. Nie widzieć czemu Fląderka z góry założyła, że ma do czynienia ze swoją córeczką, Wełniankową Łapą. Nawet jeśli jej budowa ciała, jak i wielkość różniły się od tego co udało jej się zapamiętać na temat swojej córki. Kiedy ostatni raz miała okazję z nią porozmawiać, jak i podejść i móc jej się przyjrzeć? Zobaczyć, jak bardzo się zmieniła, odkąd była małym kociakiem, który wtulał się w jej brązowe futerko, którym większość społeczności Nocniaków pogardzała. Minęło tyle księżyców, że to było oczywiste, że jej mała córeczka nie była już małą córeczką. Zmieniła się, dorosła. Lada moment mogła zostać wojowniczką, podobnie jak pozostałe dzieci Fląderki.
– Dobry wieczór, Wełnianko... Wełniankowa Łapo – miauknęła zbliżając się do kota. – Moja córeczko... jak ty wyrosłaś... – Pociągnęła nosem, starając się nie rozkleić. Ile by dała, aby móc ponownie wziąć w objęcia w tym samym momencie wszystkie swoje dzieci. Aby nie widzieć tej zrozumiałej pogardy w spojrzeniach części z nich przez pokrewieństwo z odrzutkiem. – Jak przebiegają twoje treningi pod okiem Niedźwiedziówkowego Pyłu? Dogadujecie się? – Fląderka była pełna obaw, odkąd tylko bura kocica zawitała w szeregi Klanu Nocy. Co jeśli kazała jej chorowitej córeczce trenować, aż nie padnie ze zmęczenia? – Jak z twoim zdrowiem... czy nadal doświadczasz tych napadów?
Zielone oczy przepełnione pogardą wpatrywały się w Fląderkę. Chwila... Wełnianka przecież nie miała zielonych oczu. Ani rudej plamy na pyszczku. Jednak rdzawe uszy zakończone pędzlami oraz ogon... Ach, jak mogła pomylić swoją córeczkę z synem Trzcinowego Szmeru.
– Nurowa Gracjo! J-ja przepraszam... omyłkowo wzięłam cię za moją córeczkę, Wełniankową Łapę. – Pochyliła głowę. – O-oboje macie rudy ogon i uszy, w dodatku zakończone pędzelkami... Od tyłu jesteście niemalże nie do rozróżnienia. C-czy zdarzyło się to już wcześniej, aby jakiś wojownik was pomylił?
<Nurze?>
p.s. stadia choroby Fląderki mają postępować, proszę aby nikt jej nie leczył 🤗
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz