Kotka poruszyła wąsami. Połowa księżyca lśniła na niebie. To jej pierwszy raz! Lekko szturchnęła mentorkę, która zasnęła.
– Jagnięcy Ukłonie, już czas!
Mentorka spała zwinięta w kłębek. Była jakoś tego dnia wyjątkowo nie w formie, widziała to. Jednak, gdy została szturchnięta, uchyliła powieki.
– Już? Ach tak, tak... – miauknęła w odpowiedzi, podnosząc się na łapy.
– Ruszamy... – mruknęła cicho i ruszyła nieco sztywno.
Kremowa pomogła mentorce wstać, aby mogła na spokojnie rozprostować nogi. Obejrzała się na Firletkę, śpiącego w najlepsze i wyszli z legowiska. Na nich czekał już Firmamentowa Łapa, który wziął ją z drugiej strony. Popatrzyła się przyjaźnie na Firmamenta, nie dając po sobie poznać, że żywiła do niego nieuzasadnioną urazę, związaną z Migotem, tym egocentrycznym chwaście... Ech, musi przestać o nim myśleć. Ciekawe, jak zareagował na to, że jego brat szkoli się na medyka skoro, tak bardzo ich nie lubi…
"Ćmia Łapo, to niedorzeczne! To, że ma brata głupka, nie oznacza, że on taki jest! Byłabyś hipokrytką!" – pomyślała, a następnie ruszyli. Chyba po prostu...nie chciała, by ktoś zajął jej miejsce u boku Jagnięcego Ukłonu, u medyczek…
Po długiej przeprawie w końcu dotarli do tunelu. Niebieska szylkretka westchnęła, a Jagnięcy Ukłon wysunęła się nieco naprzód.
– Teraz trzymajcie się blisko mnie i zapamiętajcie drogę, bo nie wiadomo kiedy przyjdziecie tu już beze mnie – miauknęła łagodnie, choć po jej oczach było widać, że myśli o śmierci ją nawiedzały.
Żółtooka chciała ją rozweselić.
– Nawet tak nie mów, Jagnięcy Ukłonie! – zamruczała, a następnie pochyliła się do Księżycowej Aldrowandy.
– Aldrowando, może ja z Firmamentem weźmiemy brzegi a ty przód? Boje się, że może być za stromo dla Jagnięcego Ukłonu, co myślisz?
– Dobry pomysł, Ćmia Łapo. – mruknęła szylkretka.
– Ćmia Łapo, nic nie poradzę, że jestem coraz starsza – mruknęła starsza medyczka, a gdy decyzja o asekuracji padła bez jej zgody pokręciła łbem.
– Spokojnie, nic mi nie będzie – mruknęła, ale towarzyszące jej koty się przegrupowały. Nie czekając na ich protesty, wysunęła się i ruszyła pierwsza, a Niebieska szylkretka widząc to, poszła na tyły grupy.
– Zapamiętajcie wszystkie skręty – poinstruowała ich, a następnie poprowadziła ich w głąb tunelu.
– Może jesteś już coraz starsza, ale kipisz energią kociaka! – zaśmiała się Ćma, przy okazji patrząc na drogę: prawo, lewo, prosto, lewo, lewo…
Starsza kocica uśmiechnęła się rozbawiona.
– Tak twierdzisz? O widzę światełko w tunelu – miauknęła.
–To światełko sadzawki! Musisz jeszcze trochę poczekać! – Ćma się zaśmiała.
Gdy dotarli, Ćmia Łapa oniemiała.
Popatrzyła się na piękną, Księżycową Sadzawkę, która mieniła się jak wszystkie gwiazdy na niebie. Tak, to było jej powołanie, a przynajmniej tak czuła. Machnęła główką w stronę Gąbczastej Perły oraz Wdzięcznej Firletki na przywitanie i siadła przy wodzie.
Chciała z kimś porozmawiać, lecz nie wiedziała z kim. Zastanawiała się, dlaczego nie było Łzawej Łapy, tej czarno białej kotki. Hm, może była chora? Jeśli tak, życzyła jej zdrowia.
Po chwili młodsza kotka podeszła do Ćmiej Łapy i spojrzała na jej mordkę. – Cześć, jestem Bryzowa Łapa. Fajne masz pióra w futrze – miauknęła, również wpatrując się w migoczące obiekty, jakby chcąc w ten sposób dowiedzieć się, na co patrzyła kremowa. – A jak ty się nazywasz? Dużo macie ziół na terenach? Czy wszystko przykrył śnieg? Dużo chorych mieliście tym razem? Nam się udało sprawnie ich wyleczyć, chociaż magazynek został lekko szarpnięty przez to... – zrobiła chwilę przerwy. – Ale nazbieramy więcej niebawem, jak tylko się ociepli! – uśmiechnęła się do pręguski.
Kremowa uśmiechnęła się do Bryzowej Łapy, ale za nim odpowiedziała, zaczęła się przysłuchiwać rozmowie Jagnięcego Ukłonu z Wdzięczną Firletką. Nie musiała natężać słuchu, gdyż była zaraz obok nich.
– W pewnym sensie – odparła szylkretka, przenosząc wzrok na medyczkę Klanu Klifu. – Nie pamiętam spotkania, na które nie przyszłam bez towarzystwa mojego mentora, asystenta czy chociażby ucznia.
Zamilkła na moment, jakby coś jej utkwiło w gardle.
– Parę księżyców temu przyjęłam na uczennicę kotkę z mojego klanu – miauknęła w końcu – jednak… straciła ona moje zaufanie. Złamała kodeks medyka, wiedząc, że postępuje źle i nie byłam w stanie oddać jej w przyszłości obowiązku opieki nad klanem, wiedząc, czego się dopuściła.
Szylkretka westchnęła cicho.
– Liczę na to, że Klanowi Burzy niedługo urodzi się kot godny tej roli – dodała. – Chciałabym przekazać swoją wiedzę następnemu pokoleniu, zanim Klan Gwiazdy zabierze mnie do siebie.
Ćmiej Łapie było żal Burzaczki. Biedna Wdzięczna Firletka... Nigdy by sobie czegoś takiego nie wyobrażała. Westchnęła w myślach i popatrzyła na uczennicę, najprawdopodobniej pochodzącej z Klanu Wilka.
– Witaj, jestem Ćmia Łapa. Na szczęście, u nas też raczej wszyscy zdrowi. – miauknęła – te pióra są od zniczka, mojego ptasiego patrona – zamruczała.
Kotka poruszyła ogonem z zaciekawieniem.
– Ptasi patron? Czym jest Ptasi patron? – To wiara w Klanie Klifu? Wierzycie w ptaki?
Ćmia Łapa zachichotała.
– Nie, wierzymy w Klan Gwiazdy, to taka tradycja rodzinna, otrzymujesz swojego ptasiego patrona, który ma cechy, do których chcesz się upodobnić i cię strzegą. To dla nas taki duchowy przewodnik.
Rozmowę przerwał głos Jagnięcego Ukłonu.
– Witam was wszystkich w tę piękną, chociaż mroźną noc – zaczęła, omiatając wszystkich kobaltowym spojrzeniem.
– Jak pewnie wiecie Ćmi Księżyc odeszła. Niemniej chciałam i tak oddać jej hołd, bo dzięki niej mogłam nauczyć kolejne pokolenie medyków – miauknęła, a następnie na chwilę umilkła, zamykając oczy. Kiedy je otworzyła, przeniosła wzrok wpierw na Księżycową Aldrowandę.
– Wystąp – miauknęła łagodnie. Kiedy kotka wykonała polecenie, Jagienka kontynuowała.
– Ja, Jagnięcy Ukłon, medyczka Klanu Klifu wzywam moich wspaniałych Przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała wytrwale, aby poznać drogę medyka i pod waszym okiem nieśc pomoc kotom w Klanie Klifu. Aldrowandowa Łapo, czy przysięgasz wiernie podążać ścieżką kodeksu medyka, trzymać się z daleka od rozlewu krwi i nieść pomoc wraz z ukojeniem, nawet za cenę swojego życia?
Słysząc swoje stare imię, lekko się uśmiechnęła.
– Przysięgam na życie moje, moich pobratymców i Gwiezdnych – odparła Aldrowanda.
Kocica spoglądała na córkę z dumą w kobaltowych oczach. Słysząc jej odpowiedź, skinęła łebkiem.
– Zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię medyka. Aldrowandowa Łapo, od dzisiaj będziesz zwana Księżycową Aldrowandą. Wielcy Przodkowie doceniają twoją dobroć i chęć niesienia pomocy oraz witają cię jako pełnoprawnego medyka Klanu Klifu. Noś imię z dumą i radością. Bądź kojącą bryzą dla rannych i chorych – miauknęła. Odczekała moment, by imię rozbrzmiało, a następnie przeniosła wzrok na Ćmę.
– Ćmia Łapo, wystąp – kontynuowała spokojnie.
Była zdziwiona nagłym wystąpieniem, co prawda Jagnięcy Ukłon robiła jej test, ale nie myślała, że to ostateczny. Już nie będzie uczennicą.
Kiedy młodsza wykonała polecenie, rudzinka kontynuowała.
– Ja, Jagnięcy Ukłon, medyczka Klanu Klifu wzywam moich wspaniałych Przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała wytrwale, aby poznać drogę medyka i pod waszym okiem nieść pomoc kotom w Klanie Klifu. Ćmia Łapo, czy przysięgasz wiernie podążać ścieżką kodeksu medyka, trzymać się z daleka od rozlewu krwi i nieść pomoc wraz z ukojeniem, nawet za cenę swojego życia?
Ćma popatrzyła w niebieskie oczy Jagnięcego Ukłonu, później na sadzawkę, a następnie odparła:
– Przyrzekam na Klan Gwiazdy, że będę godną uzdrowicielką i łącznikiem przodków.
Starsza kotka uśmiechnęła się i również spojrzała z dumą w oczach na uczennicę. Skinęła łebkiem na jej słowa.
– Zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię medyka. Ćmia Łapo, od dzisiaj będziesz zwana Ćmim Lotem. Wielcy Przodkowie doceniają twoją troskę i czyste serce oraz witają cię jako pełnoprawnego medyka Klanu Klifu. Noś imię z dumą i radością. Bądź dla cierpiących niczym chłodna woda w gorące dni – miauknęła.
Skłoniła łebek. Ćmi Lot... Piękne imię musi się tylko jeszcze przyzwyczaić, że od dzisiaj jest pełnoprawną medyczką. Tak bardzo była wdzięczna już teraz swej dawnej mentorce za jej nauki…
Kremowa mówiła dalej.
– Chciałam również ogłosić, że Klan Klifu ma kolejnego ucznia medyka, Firmamentowa Łapo, witamy w gronie medyków i powodzenia na ścieżce szkolenia – po tych słowach wycofała się i usiadła.
– Aha… – miauknęła Bryzowa Łapa i odeszła w tłum, czekając na jakieś spektakularne wydarzenia.
Ćmi Lot popatrzyła na wszystkich dookoła, a jej wzrok zatrzymał się na Księżycowej Aldrowandzie.
Duma szylkretowej medyczki nie umiała znaleźć ukrycia w jej wnętrzu, promieniowała więc ona jasno jak blask słońca. Najwyraźniej była dumna z siebie, z Ćmiego Lotu i swego ucznia. Swoim ogonem musnęła delikatnie bok Firmamentowej Łapy, Ćmie rzuciła ciepłe spojrzenie.
Kremowa to odwzajemniła.
Nastał ten wielki czas poznania, co Klan Gwiazdy chciał im przekazać. Patrzyła na Jagnięcy Ukłon, by zrobić to samo. Kotka o kobaltowych oczach wypiła trochę wody i ułożyła się do snu.
Ćmi Lot zrobiła to samo. Woda z sadzawki smakowała gwiazdami, była chłodna i orzeźwiająca. Następnie się położyła, dotykając nosem zimnej tafli wody.
Przed oczami uczennicy rozciągał się widok na wysoki, stromy klif. Szara, zimna skała prześwitywała przez cienką warstwę gleby. W tych warunkach przeżyć mogły jedynie najlepiej przystosowane rośliny. Ciemne iglaste krzewy rosnące niemal przy ziemi były nieustannie szargane silnym wiatrem. Nie ustępowały jednak. Ich chęć przetrwania utrzymywała je przy życiu, zmuszała do ciągłego rozrastania się, ciągłej walki.
Ku szczytowi klifu pięła się wąska, lecz widoczna ścieżka, wyraźnie wydeptana przez kota, który mimo najlepszych chęci nie potrafił ukryć swojego tropu. W powietrzu unosił się silny, lecz znajomy zapach; ulotna natura snu uniemożliwiała jednak dopasowanie go do jednej, konkretnej osoby. Ścieżka bliskiego Klifiakom, lecz jednocześnie tak dalekiego kota musiała być niegdyś miejscem, gdzie pięły się iglaste krzewy – na ziemi wciąż leżały ich połamane, martwe gałązki. Ten afront wydawał się wzbudzić złość w porastającej klif naturze, która pozwoliła roślinom na wyciągnięcie swych łapczywych pędów ku wydeptanej ziemi, wciąż pamiętającej obecność intruza. Śledziły go, polowały na niego, by zemścić się za odebranie tego, co należało do nich.
Sympatia kazała ratować kota, ostrzec go przed zbliżającym się niebezpieczeństwem, jednak... Czy na nie zasłużył? Czy to nie była sprawiedliwość?
Klifiacy nie mieli czasu na rozwiązanie. Ich myśli zostały zagłuszone przez głośny huk. Czy to klif walił się, łamiąc splecione ze sobą gałęzie krzewów i zgniatając ich liście, czy to znajomy kot runął do ciemnej otchłani, tracąc podłoże, niegdyś utrzymywane przez korzenie – nie mogła wiedzieć, to okaże się dopiero w przyszłości. Wszystko zamieniło się w czerń, a zebrane koty obudziły się w miejscu spotkania.
Ćmi Lot obudziła się z walącym sercem, przypominając sobie sen, który myślami ciągle do niej wracał. Nadal nie dawał jej spokoju fakt, że bliski członek jej rodziny był przestępcą i że Migot może ma rację, ale babka nie żyła i cierpi w Mrocznej Puszczy, więc o kim mowa? Jej podświadomość podsuwała jej Lśniącą Gwiazdę, ale może to był efekt tłumionej obsesji. Na pewno chodziło o kota, który okrył hańbą tereny Klanu Klifu. No cóż, to była jej pierwsza zagadka i będzie próbować ją rozwiązać.
***
Następny dzień
Kotka myślała o śnie, nie dając się poddać obsesji. Poświęciła swoje kamyki do planowania na rzecz interpretacji snu i przypomniał jej się jeden, być może ważny szczegół: iglaki pomściły swoich pobratymców, gdyż ten kot wytorował sobie ścieżkę z trupów drzewek. To nie było jednorazowe morderstwo czy jeden incydent, to była ścieżka do celu po trupach. Szykowało się zdemaskowanie winowajcy, lecz co jeśli nie zareagują w porę? Co, jeśli się pomyli? Co, jeśli klan będzie w niebezpieczeństwie i pobratymcy przegrają?
“Klanie Gwiazdy, jeśli mnie słyszysz, daj mi jeszcze jeden znak, błagam cię. Czy myśli podskórnie chcą mnie wprowadzić w kozi róg? Błagam was o przodkowie, skińcie głową lub zaprzeczcie!”
Z jej myśli wyrwały ją odgłosy łap wchodzących do legowiska.
– Witaj Ćmi Locie jak po spotkaniu?
– Witaj, Księżycowa Aldrowando. Nadal nie mogę uwierzyć, że jestem już medyczką! Już przeniosłam swoje rzeczy, będą w małej wnęce w legowisku. A co u ciebie?
<Aldrowando?>
[1834 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz