– Mamo, mogę iść do legowiska starszyzny? – spytał Ślepowron, ocierając się bokiem o nogę swojej rodzicielki. Ta spojrzała na niego z delikatnym uśmiechem.
– No dobrze, ale nie zamęcz biednych starszych wojowników, dobrze?
– Nie zamierzałem! – obruszył się kociak, na co otrzymał tylko rozbawiony pomruk Kwaśnej Kocanki.
Srebrna szylkretka odprowadziła swojego syna do wyjścia. Oboje wysunęli się na zewnątrz, Ślepowron wzdrygnął się, czując nagły podmuch zimnego powietrza. Kocurek podziękował w myślach za to, że ktoś wymyślił jednak to dłuższe futro i dzięki temu przynajmniej nie zamarzał na kość.
– No chodź, odprowadzę cię – miauknęła karmicielka.
– A nie mogę sam tam iść? Przecież wiem jak trafić – mruknął dymny, wskazując łebkiem w kierunku gęstego krzewu na przeciwległym krańcu obozu.
– Nie, Ślepowronie. Dopóki jesteś w żłobku, nie mogę pozwolić ci biegać po obozie samowolnie – odparła stanowczo Kocanka.
Kociak, rozumiejąc, że nic tutaj nie ugra, westchnął tylko cicho, po czym skinął raz głową. Jego mama machnęła ogonem, po czym wyruszyła do legowiska starszyzny wraz z synem. Szła wolno, dostosowując się tempem do swego dziecka, który dreptał tuż obok jej boku. Po chwili dotarli do wejścia do sypialni zasłużonych wojowników Klanu Wilka. Kwaśna Kocanka liznęła bok Ślepowrona, zachęcając go do wstąpienia do środka. Ona sama obiecała dzisiaj sesję pogaduszek Miodowemu Ulowi, to też nie mogła zostać z synem na historię starszyzny.
Kocurek wsunął się do środka, jego futerko zaplątało się na moment w jedną z gałązek krzewu. Szybko się jednak wyplątał i ruszył dalej.
– Jakiś farfocel nam się tu przypałętał.
Ślepowron zamrugał, próbując zlokalizować właściciela głosu.
– Jesteś synem Kruczego, czyż nie? – Ten sam głos odezwał się ponownie. Tym razem dymny znalazł kota, który do niego mówił. Była to smukła, lecz już nieco wychudzona czarno–biała kocica.
– Tak, jestem Ślepowron. A ty? – spytał, podchodząc bliżej starszej.
– Jaskółcze Ziele – przedstawiła się rozmówczyni. – Czego tu szukasz, młodziaku?
– Przyszedłem posłuchać jakichś waszych historii. Słuchanie tylko o snach mojego brata zaczyna się już robić nieco nudne – odparł, strzepując ogonem.
– Przyszedłeś słuchać historii? A o czym chcesz posłuchać? – Jaskółka mruknęła, w jej głosie było słychać pogodną nutkę rozbawienia.
– Jakąś ciekawą! Mama wspomniała coś przelotnie o jakiejś wielkiej bitwie – miauknął kociak.
Jaskółcze Ziele mruknęła cicho, zamyślając się na moment. Po chwili poklepała łapą miejsce obok siebie, a Ślepowron podszedł i usiadł u boku starszej kotki.
– Wielka bitwa? Kwaśna Kocanka miała zapewne na myśli bitwę z Klanem Klifu. Ja i twoja mama obie brałyśmy w niej udział, ale Kocanka była wtedy jeszcze uczniem – zaczęła kocica. – Było to wiele księżyców temu. Bitwa była ciężka, Klifiacy nie dawali nam chwili wytchnienia, ale my również daliśmy im popalić. Nasi przodkowie patrzyli, jak przelewa się nasza krew, ale dali nam wygrać. Udowodniliśmy im naszą siłę i po trudnej i morderczej walce zyskaliśmy Czarne Gniazda oraz część lasu jako nowe skrawki naszego terytorium.
Ślepowron wziął gwałtowny wdech, historia ta brzmiała przejmująco i wspaniale. Jego zdeformowana łapa drgnęła, następnie wbijając się mocniej w podłoże.
– Wspaniałe! Przodkowie musieli być z was dumni – miauknął, myśląc o tym, jak Mroczna Puszcza musiała się tego dnia radować. – Czy w tej walce zyskałaś te blizny?
– Niestety tak. Szpeci to ciało, ale wygrana jest nasza – odparła spokojnie Jaskółka.
– A ja uważam, że je wzbogaca. Blizny pokazują, że ktoś stoczył walki i je wygrał, przysłużył i jeszcze przysłuży się klanowi – wtrącił.
Jaskółka uniosła brwi w górę, nie oczekując takiej odpowiedzi. Gdy początkowe zaskoczenie minęło, na jej twarzy zawitał uśmieszek.
– Ciekawy z ciebie młodziak, huh? – zaśmiała się, na co Ślepowron tylko wzruszył ramionami z przebiegłym uśmiechem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz