BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wróblowa Gwiazda x Leszczynowa Bryza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wróblowa Gwiazda x Leszczynowa Bryza. Pokaż wszystkie posty

10 sierpnia 2021

Od Wróblowej Gwiazdy cd. Leszczynowej Bryzy

 Chciało mu się pić, ale nie miał siły gdziekolwiek iść. Chciał spać. Nie pamiętał, kiedy ostatnio się wyspał. Miał wrażenie, że gdy tylko przymykał powieki, robiło się jasno. I że coś setki razy zrywało go w nocy z posłania, nawet jeśli rano tego nie pamiętał.
Ostatnim wysiłkiem woli wyszedł z legowiska. Do wody i z powrotem. A później sen.
- Wróblowa Gwiazdo, możemy pomówić?
Bury powoli uniósł łeb, żeby spojrzeć w oczy Leszczynka. Kochał go, z całego serca, ale rozmowa była ostatnim, na co miał ochotę. Jednak widząc pogodny wyraz jego pyszczka, lider nie miał serca go odprawić z niczym. Skinął głową i wskazał dawnemu mentorowi swoje legowisko, zapraszając do środka.
- Chodzi o Mleczową Łapę, jest gotowy do zostania wojownikiem. Niczego więcej go nie nauczę, przekazałem mu też całą swoją wiedzę medyczną i… 
Leszczynowa Bryza urwał, zanosząc się kaszlem.
Wróblowa Gwiazda patrzył. Na niego. Na plamę z krwi, która powoli wsiąkała w mech jego legowiska.
Nie.
Niemożliwe.
Uniósł łeb i ich spojrzenia się spotkały. W niebieskich ślepiach odbijała się panika.
- Chodźmy - miauknął, niemal spokojnie. Nie miał siły na rozpacz. Nie miał siły na nic. - To nie może być nic groźnego. Potrójny Krok na pewno cię wyleczy.
Gadał bez sensu, prowadząc przerażonego kocura do medyka.
- Będzie dobrze, wujku - miauknął, starając się uśmiechnąć. - Zobaczysz.
Kto będzie następny? On?
Wróblowa Gwiazda nie miałby nic przeciwko, jeśli dzięki temu miałby w końcu móc się wyspać.


<Leszczynku? ;-;>

15 maja 2021

Od Wróblowej Gwiazdy cd. Leszczynowej Bryzy

Leszczynek. Za każdym razem, gdy rozmawiali, miał wrażenie, że wojna domowa i atak Stwórcy nigdy nie miały miejsca. Znów był uczniem i wracali razem z udanego treningu, śmiejąc się i rozmawiając. W progu obozu czekał na nich tata przytulający się do mamy, gawędzący razem z Iglastą Gwiazdą.
Uśmiechnął się do swoich wspomnień. Wiele by dał, żeby wrócić do tamtych czasów. I w pewnym sensie było mu to dane. Spojrzał na swojego mentora, uśmiechając się lekko. Sprawiał wrażenie nieobecnego.
Natrafili na gnijącą wiewiórkę.
- Wszystko dobrze?
- Tak, jest dobrze - głos Leszczynka był spokojny, ale bury miał wrażenie, że nie był z nim do końca szczery. Spuścił łeb. Czas. Postawił między nimi barierę. Cienką, ale dostrzegalną.
Sam przecież też miał swoje tajemnice.
- Dużo mnie ominęło, prawda?
Skinął głową, wskakując za kocurem na pień zwalonego drzewa. Wojownik trafił w sedno.
- Właściwie to... chciałem zapytać jak ci się z Modrzewiem układa, wygląda na szczęśliwego. Tata mówił, że już dawno nie widział na jego mordce takiego uśmiechu od śmierci Sarenki i Słonecznego Zmierzchu. 
Rudy zeskoczył na ziemię. Wróblowa Gwiazda poszedł w jego ślady.
Coś ukłuło go w sercu.
- Miło mi to słyszeć - miauknął, uśmiechając się trochę zbyt szeroko. - Układa nam się bardzo dobrze. Modrzewik naprawdę się stara. Czasami to aż zawstydzające, jak bardzo o mnie dba - zażartował. - Lepszego partnera nie mógłbym sobie wymarzyć.
Nie kłamał, prawda?


<Leszczynku? Co ty na to? :P>

12 marca 2021

Od Wróblowej Gwiazdy cd. Leszcza (Leszczynowej Bryzy)

 Serce trzepotało mu w piersi jak spłoszony ptak. I czuł się jak ptak - jakby miał skrzydła.
- Chodź wujku, pora wrócić do domu. - Jego ślepia lśniły, gdy uśmiechał się szeroko do rudego kocura. Nie potrafił oderwać od niego wzroku, jakby bał się, że wtedy znów zniknie, że to tylko piękny sen. Ale Leszczynek nie znikał, a wręcz przeciwnie.
- Dom… - wyszeptał ze łzami w oczach starszy. - Jestem w domu…

To było tak niespodziewane… Jego wujek, jego mentor i przyjaciel, który zniknął w najtrudniejszym dla Klanu czasie, żył. I wrócił. Szedł obok niego do obozu, szeleszcząc łapami po leśnej ściółce. Wróbelek krótko wytłumaczył Górskiemu Szczytowi kim był rudzielec i przez resztę drogi srebrny przepraszał Leszczynka za swój atak. 
Bury wciąż nie potrafił uwierzyć, że ma obok siebie swojego wujka. Całego i żywego.
Może jeszcze nie wszystko było stracone?
Nadzieja nieśmiało kiełkowała w jego sercu, po raz pierwszy od długiego czasu. Odetchnął głęboko, z uśmiechem wpatrując się w kocurka. Nie potrafił oderwać od niego wzroku, upewniając się, że jest, że to dokładnie ten sam wujek Leszczynek. Szukał w nim tego, co tak doskonale znał, ale i zmian. Nowych blizn. Bał się. Rudy stał się dla niego bezpiecznym wspomnieniem dzieciństwa, które mógł przywołać zawsze, kiedy było mu ciężko. Jak ojciec. Doskonałą figurą, ideałem do którego mógł dążyć. A teraz?
Co jeśli już nie będzie jak dawniej?
Odwrócił wzrok. 
- W-wszystko w porządku?
W niebieskich oczach lśniły iskierki radości. Mimowolnie się uśmiechnął.
Nie miało znaczenia ile nowych blizn obaj mieli. Byli jak rodzina.
- Dobrze, że jesteś - miauknął po prostu. - Trochę cię ominęło. Pomyślałbyś, że Borsuk mogłaby mieć dzieci? 
Zaśmiał się, widząc wielkie oczy kocura.
- Tak, dwójkę! Są okropni - miauknął tonem pełnym żałości. - No a ja… Zostałem liderem.
Tak, zdecydowanie mieli sobie wiele do opowiedzenia.


<Leszczynku? :3 Przepraszam, że tyle to trwało xd>

07 września 2020

Od Wróblowego Serca cd. Leszczynowej Bryzy

Gdy wujek Leszczynek potakująco skinął głową, burasek momentalnie do niego przywarł i mrucząc, otarł się o jego futro.
-Dziękuję, wujku! Pierwsze polowanie jako wojownik i to u boku mojego mentora! - Emocjonował się, a jego ogon aż drgał z ekscytacji. - Podczas czuwania tak sobie pomyślałem, że może być fajnie i nie mogłem się doczekać, aż ci o tym powiem.
Wróbelek ruszył tyłem do wejścia z obozu, wciąż uśmiechając się do rudego. Ten, chcąc nie chcąc, zmuszony był ruszyć za nim. Przeciągnął się jeszcze, zanim na dobre opuścił legowisko. Musiał przyspieszyć kroku, bo bury ani myślał na niego czekać.
-W ogóle, wiesz jak ciężko wytrzymać całą noc bez mówienia? - pożalił się były uczeń. - Znaczy, na pewno wiesz, bo sam to robiłeś, no ale… - dodał z uśmiechem. - A jeszcze jak obok siedzi Modrzewik… Parę razy już prawie się odezwałem! Ale tylko prawie - usprawiedliwił się szybko, jakby obawiając się nagany ze strony mentora. - Powstrzymałem się w porę.
Dotarli do skraju polany. Wróbelek wciąż nadawał jak najęty, ale Leszczynowa Bryza mu nie przeszkadzał. Cieszył się szczęściem swojego ucznia, zresztą doskonale pamiętał czasy, gdy sam kończył trening. Słuchając rewelacji burego, zabrał się za wypatrywanie zwierzyny. Na darmo.
- ...ciągle tylko leżeli koło siebie. Chyba w ogóle to zasnęła… - Radość wyparowała z głosu burego, zastąpiona czymś na kształt smutku, zawodu albo… zazdrości? Szybko jednak jego pyszczek znów się rozpromienił, a kocurek podjął opowieść.
- W-Wróbelku? - miauknął w końcu rudy. - N-naprawdę ciekawie opowiadasz, ale… ch-chyba musimy być ciszej, jeśli chcemy coś z-złapać.
Kocurek momentalnie zamilkł.
- Masz rację, wujku. Już milczę jak kamień! - miauknął, zasłaniając łapą pyszczek.
Minęło paręnaście uderzeń serca, podczas których obaj zajęli się tropieniem. Leszczynek chyba nawet trafił na ślad myszy, kiedy nagle…
- Wujkuuu? A co to za roślina? Bo trochę podobna do wrzosu. Tata mówił, że…
Rudy uśmiechnął się pod nosem.


Wróblowe Serce westchnął i ciaśniej zwinął się w kłębek. Pamiętał ten dzień, jakby minęło zaledwie kilka wschodów słońca… Miał nadzieję, że Leszczynowej Bryzie nic nie było.
Co noc wpatrywał się w niebo mając nadzieję, że nie zobaczy na nim żadnej nowej Gwiazdy.


<Leszczynku? Dzieci Ci płaczą ;)>

19 sierpnia 2020

Od Wróblowej Łapy (Wróblowego Serca) cd. Leszczynowej Bryzy

*wiosna, ceremonia mianowania na wojownika*

Podejrzewał, że coś się święci, ba, nawet był prawie pewien co! Ostatnio na ich treningach z wujkiem Leszczynkiem udało mu się zrobić wszystko, o co rudy go poprosił, a gdy po wschodzie słońca był gotowy na kolejne szkolenie, kocurek powiedział mu, że dzisiaj ma wolne. Modrzewik tego dnia też został w legowisku, co jeszcze mocniej upewniło go, że się nie mylił. Słońce leniwie wędrowało po niebie, a oba burasy siedziały jak na szpilkach, nie mogąc się doczekać pory jego szczytowania, szukając kolejnych argumentów za i przeciw swojej teorii.
I w końcu. Gdy po obozie rozniósł się głos lidera, momentalnie pojawili się pod miejscem klanowych zebrań. Szybko dołączyła do nich reszta rodzeństwa oraz Wiśnia, którego jednak Wróbelek postanowił nie zauważyć, żeby nie psuć sobie humoru.
- Wróblowa Łapo - Wujek Igła spojrzał na niego i uśmiechnął się lekko. - Modrzewiowa Łapo, Skowronkowa Łapo. Wiśniowa Łapo - dodał, wzbudzając u Wróbelka niemałe zaskoczenie. Kątem oka zauważył trudny do rozszyfrowania uśmiech na pyszczku Borsuk. Ale nie to się teraz liczyło. Czuł, że jego serce przyspiesza z ekscytacji. Czyli jednak!
Wymienił spojrzenia z najlepszym przyjacielem, uśmiechającym się szeroko i poszukał wzrokiem siostrzyczki, niepewnie chowającej się za Wiśnią. W czwórkę podeszli bliżej lidera, czekając na jego dalsze słowa. Wróbelek czuł, jak jego łapy drżą przy każdym kroku.
- Ja, Iglasta Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam walecznych przodków, żeby spojrzeli na tych uczniów. Trenowali pilnie, poznając zasady naszego kodeksu i polecam ich jako nowych wojowników.
Niebieskie ślepia lidera spoczęły na Wróbelku. Kocurek był pewien, że to, co w nich lśniło, gdy kocur na niego patrzyły to była duma. I radość.
- Wróblowa Łapo. - Serce kocurka przyspieszyło jeszcze bardziej. - Czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Uśmiechał się, patrząc w oczy lidera, w których zdawały się lśnić wszystkie Gwiazdy. Uśmiechał się czując, że to jedna z tych chwil, które będzie pamiętał do końca życia. Uśmiechał się wiedząc, że ma obok siebie wszystkich, których kocha. Odetchnął głęboko.
- Tak - miauknął, a jego niski głos zabrzmiał pewnie jak nigdy. - Przysięgam.
W ślepiach pointa błysnęło jakieś uczucie, którego nie potrafił rozpoznać. Nieświadomie poruszył końcem ogona, w ciszy, która zapadła, czekając na dalsze słowa lidera.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Wróblowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako... - Iglasta Gwiazda na moment przymknął oczy. - Wróblowe Serce. Klan Gwiazdy ceni twoją energię i pogodę i wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka.
Wróblowe Serce. Nowe imię zajęło jego myśli, gdy dotykał barku wujka Igły. Uśmiechał się szeroko, wypowiadając je w myślach, gdy lider jego wzrok skrzyżował się ze spojrzeniem Modrzewiowej Kory, cenionego za spokój i pracowitość. Powtarzał je, gdy wrażliwa i dobra Skowronkowy Trzepot stała się wojowniczką, kiedy Wiśnia został zaradnym i energicznym Wiśniową Pestką. Gdy wojownicy wykrzyknęli jego nowe imię, poczuł, jakby między nimi stał jego tata.
Czuł, jakby miały zaraz wyrosnąć mu skrzydła, a on sam wznieść się wysoko ponad las, lekki jak piórko. Gdy głosy przycichły, momentalnie podbiegła do nich mama, a później Borsuk i rodzeństwo Modrzewika, i jego rodzice. Przytulanie, gratulacje. Wróbelek chyba nigdy w życiu nie doświadczył ich aż tylu. Gdy mama w końcu go puściła, liżąc po głowie po raz kolejny, coś przyszło mu do głowy. Uśmiechnął się do niej, skinął głową przyjacielowi i odszedł na chwilę, szukając wzrokiem rudego futra. Znalazł kocurka bez problemu.
- Wujku Leszczynku? - miauknął i nie czekając na odpowiedź, przytulił się do mentora. - Dziękuję.


<Leszczynku? :3>

Od Wróblowej Łapy (Wróblowego Serca) cd. Leszczynowej Bryzy

*zima, na początku treningów Wróbelka*

Jego wąsiki co chwilę drgały z ekscytacji, a łapy same niosły, gdy razem z wujkiem Leszczynkiem szli wzdłuż granicy. Nigdy wcześniej nie był poza obozem, a nawet jeśli, to nie dalej niż sięgał cień okalających polanę drzew. No i zawsze towarzyszył mu tata i przynajmniej jedna z sióstr. Odruchowo spojrzał w niebo, jakby spodziewając się zobaczyć na nim uśmiechniętego Wilcze Serce. Odwzajemnił ten nieistniejący gest i wrócił na ziemię, przynajmniej na chwilę.
Pewnie przez ten entuzjazm zadowolił się niemrawym “t-tak, t-tak”, które jego wujek i mentor wydał z siebie na jego pytanie, czy wszystko w porządku. Gdyby tylko choć odrobinę bardziej się skupił, dostrzegłby głęboko skrywany w niebieskich ślepiach smutek i nieudolną zmianę tematu.
- C-co czujesz? - miauknął rudy wojownik, wpatrując się gdzieś w dal.
Burasek uniósł łebek, przymknął ślepia i wziął głęboki wdech. Powietrze tu pachniało inaczej niż w obozie, ale nie potrafił powiedzieć dlaczego, tak samo jak nie potrafił nazwać tego, co czuł. Wciągnął powietrze znowu, goniąc niewielkie nutki zapachów, splatających się w swojski, a równocześnie obcy aromat. Chłód połaskotał jego nozdrza, wytrącając go z zamyślenia i zmuszając do potarcia nosa. Niespodziewanie otworzył ślepia, przyłapując mentora na tym, że się mu przyglądał. Uśmiechnął się szeroko.
- To coś znajomego, jak bieganie po lesie, ale nie to, jest bardziej… przestronne?
Wujek Leszczynek wydał z siebie nieokreślone miauknięcie, zbity z tropu jego słowami.
- K-Klan Burzy m-mieszka w miejscu, w którym n-nie m-ma tylu drzew c-co u n-nas - wyjąkał, próbując jakoś wybrnąć. - P-ponoć s-stojąc przy j-jednej ich granicy, m-można zobaczyć d-drugą.
Oczy Wróbelka zrobiły się okrągłe ze zdziwienia. Kocurek nie wyobrażał sobie, jak to możliwe. On zawsze mógł znaleźć jakieś drzewo, kiedy tylko potrzebował się schronić. Z drugiej strony… był ciekawy, jak biega się na otwartej przestrzeni, gdy wiatr bez przeszkód mógł rozwiewać futro.
- J-jeśli dobrze się p-przyjrzysz,  z-zobaczysz ich obóz, t-tam. - Wskazał kierunek końcem ogona. Bury wytężył wzrok i faktycznie, dostrzegł jakieś kształty, przypominające ułożone na polanie kamienie.
- Łał, widzę! To te głazy? - Jego ślepia lśniły z ekscytacji.
Rudy skinął głową, potwierdzając.
Nagle gdzieś obok nich rozległ się szelest. Oba kocury momentalnie zastygły. Po chwili, z trawy niedaleko granicy wyłoniła się para długich, burych uszu. Wróbelek wpatrywał się w nie jak urzeczony, nieświadomie machając końcem ogona. Gdy stworzenie podeszło trochę bliżej granicy, zauważył też parę czarnych, czujnych oczu na trochę wydłużonym pyszczku, zakończonym ciągle ruszającym się noskiem, ułów na czterech długich łapach i mały zabawny ogonek.
- Co to jest? - szepnął. W tym momencie stworzenie stanęło na tylnych łapach i po uderzeniu serca, czmychnęło w trawę.
- Z-zając - miauknął po chwili wahania mentor. - K-Klan Burzy n-na nie p-poluje, d-dlatego są t-tacy szybcy.
- Łał! Naprawdę potrafią je łapać? Zniknął… w uderzenie serca! Nawet mniej! - entuzjazmował się bury. Odpowiedział mu niepewny uśmiech wujka Leszczynka.
- T-tak. C-co powiesz n-na to, ż-żeby iść d-dalej? N-niedaleko jest d-drewniana gawra, a p-potem g-granica z m-miejscem zgromadzeń.
Kocurek energicznie pokiwał głową, uśmiechając się szeroko.
- Jasne!


<Leszczynku? Chcesz, to możesz odpisać i zakończyć trening, nie to kończymy już teraz :’)>

20 lipca 2020

Od Wróblowej Łapy

*mianowanie na ucznia*

- Borsucza Łapa! Wróblowa Łapa! Skowronkowa Łapa! - rozlegało się dookoła. Jego serce trzepotało w piersi jak spłoszony ptak, ale nie czuł strachu. Raczej… dumę. I ekscytację. Spojrzał na siostry, wyczuwając od nich mieszaninę podobnych emocji. W ślepiach Borsuk płonął ledwo dostrzegalny płomień, Skowronek uśmiechała się nieśmiało.
- W-Wróblowa Łapo? - To wujek Leszczynek. Jego mentor.
Jego. Mentor. Uśmiechnął się szeroko.
- Wujku? - Jego oczy zalśniły radością.
- M-miło mieć cię z-za ucznia. - Rudy uśmiechnął się ciepło.
Kocurek uniósł wysoko ogon i wyprostował się.
- Cała przyjemność po mojej stronie - miauknął, po czym otarł się o futro swojego mentora. - Zobaczysz wujku, że będziesz ze mnie dumny!
Był naprawdę szczęśliwy. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu.
- N-na pewno. - W niebieskich ślepiach błyszczało coś na kształt wzruszenia.
- To co, kiedy zaczynamy? Będziemy chodzić na patrole? A nauczysz mnie polować? I walczyć! M-myślę, że to mi się przyda - kocurek zamilkł na chwilę, zamyślił się.
- P-przyjdę po ciebie j-jutro. A teraz m-myślę, że p-powinieneś iść do sióstr. I m-mamy - Cętkowany Liść ciągle leżała w kociarni, pocieszana przez Miedzianą Iskrę.
Kocurek skinął głową i otarł się na pożegnanie o wujka. Moment później szedł już z siostrami w stronę żłobka.

Tak jak obiecał, wujek Leszczynek przyszedł po niego do legowiska uczniów. Nie spał zbyt długo, nadrabiali z Modrzewikiem stracony podczas wojny czas, ale nie czuł się zmęczony, a wręcz przeciwnie. Tylko czekał, aż wujek pojawi się w wejściu legowiska.


<Leszczynku? Chyba najwyższa pora zacząć treningi :’)>