*zima, na początku treningów Wróbelka*
Jego wąsiki co chwilę drgały z ekscytacji, a łapy same niosły, gdy razem z wujkiem Leszczynkiem szli wzdłuż granicy. Nigdy wcześniej nie był poza obozem, a nawet jeśli, to nie dalej niż sięgał cień okalających polanę drzew. No i zawsze towarzyszył mu tata i przynajmniej jedna z sióstr. Odruchowo spojrzał w niebo, jakby spodziewając się zobaczyć na nim uśmiechniętego Wilcze Serce. Odwzajemnił ten nieistniejący gest i wrócił na ziemię, przynajmniej na chwilę.
Pewnie przez ten entuzjazm zadowolił się niemrawym “t-tak, t-tak”, które jego wujek i mentor wydał z siebie na jego pytanie, czy wszystko w porządku. Gdyby tylko choć odrobinę bardziej się skupił, dostrzegłby głęboko skrywany w niebieskich ślepiach smutek i nieudolną zmianę tematu.
- C-co czujesz? - miauknął rudy wojownik, wpatrując się gdzieś w dal.
Burasek uniósł łebek, przymknął ślepia i wziął głęboki wdech. Powietrze tu pachniało inaczej niż w obozie, ale nie potrafił powiedzieć dlaczego, tak samo jak nie potrafił nazwać tego, co czuł. Wciągnął powietrze znowu, goniąc niewielkie nutki zapachów, splatających się w swojski, a równocześnie obcy aromat. Chłód połaskotał jego nozdrza, wytrącając go z zamyślenia i zmuszając do potarcia nosa. Niespodziewanie otworzył ślepia, przyłapując mentora na tym, że się mu przyglądał. Uśmiechnął się szeroko.
- To coś znajomego, jak bieganie po lesie, ale nie to, jest bardziej… przestronne?
Wujek Leszczynek wydał z siebie nieokreślone miauknięcie, zbity z tropu jego słowami.
- K-Klan Burzy m-mieszka w miejscu, w którym n-nie m-ma tylu drzew c-co u n-nas - wyjąkał, próbując jakoś wybrnąć. - P-ponoć s-stojąc przy j-jednej ich granicy, m-można zobaczyć d-drugą.
Oczy Wróbelka zrobiły się okrągłe ze zdziwienia. Kocurek nie wyobrażał sobie, jak to możliwe. On zawsze mógł znaleźć jakieś drzewo, kiedy tylko potrzebował się schronić. Z drugiej strony… był ciekawy, jak biega się na otwartej przestrzeni, gdy wiatr bez przeszkód mógł rozwiewać futro.
- J-jeśli dobrze się p-przyjrzysz, z-zobaczysz ich obóz, t-tam. - Wskazał kierunek końcem ogona. Bury wytężył wzrok i faktycznie, dostrzegł jakieś kształty, przypominające ułożone na polanie kamienie.
- Łał, widzę! To te głazy? - Jego ślepia lśniły z ekscytacji.
Rudy skinął głową, potwierdzając.
Nagle gdzieś obok nich rozległ się szelest. Oba kocury momentalnie zastygły. Po chwili, z trawy niedaleko granicy wyłoniła się para długich, burych uszu. Wróbelek wpatrywał się w nie jak urzeczony, nieświadomie machając końcem ogona. Gdy stworzenie podeszło trochę bliżej granicy, zauważył też parę czarnych, czujnych oczu na trochę wydłużonym pyszczku, zakończonym ciągle ruszającym się noskiem, ułów na czterech długich łapach i mały zabawny ogonek.
- Co to jest? - szepnął. W tym momencie stworzenie stanęło na tylnych łapach i po uderzeniu serca, czmychnęło w trawę.
- Z-zając - miauknął po chwili wahania mentor. - K-Klan Burzy n-na nie p-poluje, d-dlatego są t-tacy szybcy.
- Łał! Naprawdę potrafią je łapać? Zniknął… w uderzenie serca! Nawet mniej! - entuzjazmował się bury. Odpowiedział mu niepewny uśmiech wujka Leszczynka.
- T-tak. C-co powiesz n-na to, ż-żeby iść d-dalej? N-niedaleko jest d-drewniana gawra, a p-potem g-granica z m-miejscem zgromadzeń.
Kocurek energicznie pokiwał głową, uśmiechając się szeroko.
- Jasne!
<Leszczynku? Chcesz, to możesz odpisać i zakończyć trening, nie to kończymy już teraz :’)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz