Jeżowa Ścieżka obserwował zbierający się do wyjścia patrol. Ośle Ucho machnął mu ogonem na pożegnanie, zanim wraz ze Storczykową Łodygą i Śpiewającym Wiesiołkiem, opuścili obóz, udając się wgłąb terenów Klanu Burzy. Jeżowa Ścieżka mógł tylko liczyć, że nie spotkają po drodze żadnego zagrożenia, ani nie przyniosą ze sobą zatrucia. Asystent medyka westchnął, zanim wrócił do środka, chwytając mech nasączony wodą. Położył go ostrożnie na łbie Hiacyntowej Cętki. Kocur leżał zwinięty w kłębek, walcząc z gorączką. Jeżowa Ścieżka miał obowiązek i chciał mu pomóc. Znalazł w swych zapasach ziół wrotycz, który podał kotu do przeżucia. Powinien zmniejszyć gorączkę.
- Chcesz jeść?
Czekoladowy kocur uniósł pośpiesznie głowę znad ziół, które segregował. Odwrócił się w stronę swojej siostry, która spoglądała na niego ze znużeniem. Zerknął na pacjenta. Wyglądało na to, że pomału jest lepiej. Muszą go obserwować. Westchnął z ulgą. Z chorobami było tak, że najlepiej pozbyć się ich jak najszybciej, zanim staną się dokuczliwe albo skończą się śmiercią.
- Lis oderwał ci język? - fuknęła Psiankowa Szyja, zniecierpliwiona czekaniem na odpowiedz.
- Tak.. znaczy nie! znaczy chętnie z tobą zjem, akurat mogę się wyrwać na chwilę. - miauknął pośpiesznie syn Kucykowego Ogona. Zerknął tylko dla upewnienie na dwie towarzyszki medycznego żywota, zanim ruszył za liliową kotką, pewnie podążającą w stronę sterty ze zwierzyną.
Podała mu królika, którego mieli zjeść razem. Jeżowa Ścieżka niepewnie odgryzł jeden kawałek. W końcu musieli teraz bardzo, a wręcz szczególnie, uważać na zapasy zwierzyny. Nie chciał kolejnych ofiar zatrucia. Wojowniczka przełknęła pierwszy kęs pożywienia. Mięso było świeże i smaczne.
- Złapałam go dzisiaj. Na granicy. - mruknęła kotka, biorąc kolejny kęs. - Jakbym miała cię otruć, zrobiłabym to inaczej, bracie.
- Ta, nie znając odpowiednich ziół. - zaśmiał się rozbawiony czekoladowy, posyłając swojej najmłodszej siostrze szczery uśmiech. Psiankowa Szyja wywróciła oczami, rzucając krótkie "to mnie naucz mądralo", zanim oboje zajęli się jedzeniem.
Kocur czuł, jak z każdym kolejnym gryzem, jego brzuch się napełnia, stając się ciężkim. Ze złapanej zwierzyny niewiele zostało, jedynie kosteczki. Czekoladowy otoczył ogon wokół łap. Oboje z siostrą siedzieli w cieniu. Mogli przyglądać się jak obóz tętni życiem. Piski kociąt dało się usłyszeć ze żłobka, natomiast uczniowie urządzili sobie zapasy przed legowiskiem. To przypomniało pewne ważne pytanie, które zamierzał od razu zadać siostrze. Zwrócił więc pyszczek w stronę liliowej.
- Jak idzie trening Koziej Łapy?
Jego siostra wreszcie dostała pierwszego ucznia, a właściwie uczennicę. Był z niej bardzo dumny i nie wątpił, że świetnie ją wyszkoli.
- Dobrze. Wkrótce stanie się najlepszą wojowniczką w lesie. - mruknęła Psiankowa Szyja, z psotnym uśmiechem na pysku. Wzrok kotki tęsknie był skierowany na Lamparci Skok, gdy wypowiadała te słowa. Wojownik właśnie rozmawiał z wspomnianą koteczką. Pewnie pytał o trening. - Źle wybrał.
Kocur prędko spojrzał na liliową. Psianka nie spuszczała wzroku z dawnego mentora. No tak, kiedyś wspominała, że poczuła do niego coś więcej. Musiała strasznie cierpieć, gdy wybrał inną. Westchnął. Otarł się bokiem o siostrę. Psiankowa Szyja nie chciała jednak, by się o nią martwił, bo od razu zmieniła temat.
- Może zaniesiemy coś Piaskowej Ścieżce?
- Chcesz zobaczyć Jeżynkę, Dreszcza i Wiewióra? - miauknął z nadzieją w głosie czekoladowy. Dawno nie widział się z bratankami, po uszy zajęty swoimi obowiązkami medyka.
Psianka pewnie skinęła głową, ruszając od razu w stronę wejścia do kociarni. Jeżowa Ścieżka ruszył za nią spokojnym krokiem. Zdecydowanie uwielbiał spędzać czas z najbliższymi.
***
Jeżyk najszybciej jak umiał wyciągnął odłamek szkła z poduszki łapy kocura. Ośle Ucho syknął pod nosem. Musiało go to boleć, ale gdyby uważał na patrolu i nie wszedł w tworzywo Dwunożnych, nie musiałby spędzać czasu w legowisku medyków. Jeżowa Ścieżka przeżuł szczaw na papkę, którą rozmasował na łapie kocura. Powinno się zagoić.
- Dzięki, Jeżyku. - brat posłał mu uśmiech.
Odpowiedział tym samym.
- Uważaj na siebie. - miauknął czekoladowy, gdy wojownik ruszył ku wyjściu, pewnie chcąc odwiedzić swoich potomków i partnerkę, przebywających w żłobku. Jeżyk już dzisiaj u nich był, więc na razie musiał się tym zadowolić.
Zerknął na Hiacyntową Cętkę, dalej odpoczywającego po kolejnej dawce ziół przeciwbólowych i mających obniżyć gorączkę. Czekoladowy miał zamiar udać się już na spoczynek, bo co innego robić, gdy prawie księżyc na niebie świeci, gdy usłyszał kroki przy wyjściu. Odwrócił pysk akurat w momencie, gdy Krowia Łata weszła do środka.
- Burzowy Mróz potrzebuje pomocy.
- Znowu boli go bark? - Zajęcza Stopa wynurzyła się ze składzika z ziołami, by zerknąć na wojowniczkę oraz swojego dawnego ucznia. - Już dawno powinien do nas przyjść, jeszcze mu się pogorszy!
Medyczka chwyciła potrzebne medykamenty, po czym wraz ze swoimi asystentami, ruszyli do legowiska wojowników, by zająć się synem Czaplego Potoku, mającego nie tyle wybicie barku, co zwyrodnienie. Musieli mu pomóc, zanim będzie za późno.
jakie masowe leczenie
OdpowiedzUsuńjest szybki w swoim fachu
Usuń