BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chłodny Omen x Źródlany Dzwonek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chłodny Omen x Źródlany Dzwonek. Pokaż wszystkie posty

28 czerwca 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Źródlanego Dzwonka

 *dawno temu*

Nocniaki dostały to czego chciały. Odbiły swoją zgubę, sprzedając tym sposobem im Klan Burzy. W zasadzie to cieszył się z takiego obrotu spraw. Nie przepadał za Psią Pokorą. Była... dziwna. Dała jednak wilczakom potomstwo, czyli spełniła swoją powinność i już nie była im potrzebna. Na dodatek nie rozumiał po kiego licha ojciec mianował ją na kultystkę Mrocznej Puszczy. Nie nadawała się do tego, a teraz była z powrotem w Klanie Nocy i nie wiadomo czy nie zdradziła ich sekretu. To naprawdę było nieodpowiedzialne. A mówił to on! Ten, który podobno miał to wypisane we krwi! 
Z tego też powodu podwoił swoje wysiłki i starał się bardziej na treningach z wojownikami. Jeżeli Klan Nocy ich zaatakuje z winy Psiej Pokory, to musieli być gotowi na to, aby nie doszło do ich upadku. Wtedy burzaki łatwo oswobodziliby się od ich wpływu, a musiał przyznać, że pilnowanie królikojadów nie było takie proste. Było ich dużo, każdy potrzebował jedzenia, a z zaufaniem u obu grup było ciężko. Nie wiedział jak Mroczna Gwiazda chciał z nich zrobić wilczaków. To... było niemożliwe. 
Z racji tego, że tereny tych króliczych bobków należały teraz do Klanu Wilka, patrole się rozszerzyły aż pod granicę z Klanem Nocy. Pierwszy raz był w tym miejscu, nigdy nie czuł zapachu nocniaka tak blisko swoich terenów. Dziwne i niepojęte. I wtedy... ujrzał ją. 
Psia Pokora... Siedziała sobie i wlepiała spojrzenie w ziemię. Jego sierść uniosła się na grzbiecie, a wzrok prześledził otoczenie. Była sama. Mógł ją porwać. Tylko... czy tego chciał? Już i tak była zbędnym balastem. Na dodatek wciąż wyglądała żałośnie, tak jak zwykle. 
— No i tak wygląda ta twoja wierność — zaszydził, nie przekraczając granicy.
Kotka uniosła na niego spojrzenie, gdy usłyszała jego głos, ale wciąż nie ruszyła się ani o krok. 
— Zadowolona? Jesteś w Klanie Nocy. Marzyłaś o tym prawda? Od początku. Chociaż dziwne, że nie zabrali wraz z tobą twojego syna. Wyrodna z ciebie matka widzę — syknął w jej stronę dość mało przyjaźnie. 
Co niecoś wiedział o takich osobniczkach, które porzucały dzieci w innych klanach. Nic więc dziwnego, że Psiej Pokorze czy jak się teraz zwała, dostawało się rykoszetem, kiedy myślał o własnej matce. O tak... Kotka teraz tak bardzo mu ją przypominała... Miał nadzieję, że i Pajęcza Łapa w przyszłości zechcę się zemścić na rodzicielce za to co mu uczyniła. 

<Kminek?>

07 czerwca 2023

Od Psiej Pokory (Źródlanego Dzwonka) CD. Chłodnego Omenu

 — Gdzie Kiełż? Co z nim zrobiliście?
— Nie przeżył. Zbieraj się. Od dziś będziesz mieszkać w żłobku.
Ostrożnie wstała, obserwując jego łapy kątem oka, gdy brała w zęby Pajączka, by przenieść go bliżej Moczarki. Nie zamierzała zostawiać ich osobno, bo nie ufała, co mogą zrobić pozostawionemu maluchowi pod jej nieobecność. Jednocześnie, jeśli mieli coś zrobić, nie była w stanie ich powstrzymać, jak z Kiełżem. Udało jej się chwycić oba kocięta za skórę na karku, ale już czuła, że zbyt długo ich nie utrzyma i że już wylatują jej powoli z pyska. Ale stała i czekała, aż kocur ruszy się pierwszy.
Tam może będą mieli trochę spokoju. Kojarzyła, że mieszkała tam jeszcze Bielicze Pióro, ale niedługo powinna zostać tam sama. Z pewnością tylko jedna kotka i dwójka kociąt będą lepsze od trzech starszych, w tym dwóch kultystek.
***
Spędzała godziny na siedzeniu na granicy Klanu Burzy, najbliższej łączności do Klanu Wilka, ignorując sycząca na nią patrole. Nie mogła jednak zmusić się do przekroczenia linii zapachowej. Fizycznie nie mogła się do tego zmusić. Momentami wstawała, unosiła łapę nad nią i zastygała, jakby niewidzialny mur roślinności ją zatrzymywał. Po takich próbach opadała bez sił na tyłek wciąż na swojej stronie.
Podejrzewała, że w klanie krzywo na nią przez to patrzą. Ale nie mogła wybaczyć sobie, że Pajączek tam został. Pajęcza Łapa. Teraz byłby już chyba uczniem, choć mogła się mylić; jej postrzeganie czasu wciąż było… ciekawe.
Tym razem nie siedziała tak blisko granicy, ale wciąż czuła ją wyraźnie. Co jakiś czas unosiła łapę, by ją zaraz z rezygnacją opuścić. 
W swoim zamyśleniu ledwo zarejestrowała obecność samotnej biało-rudej plamy na granicy jej wizji, nie reagując jednak na nią bezpośrednio. Tylko bardziej uniosła jej się sierść na karku.
<Chłód?>

02 kwietnia 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Psiej Pokory

 Siedział i czekał przed legowiskiem starszych, aż Gęsi Wrzask ogarnie poród Psiej Pokory. Mógł odejść, położyć się spać, ale czekał na partnera. Nie chciał zostawiać go samego z tym problemem. Już i tak sporo robił dla ich klanu. Wrzaski, syknięcia i dłużące się uderzenia serca później, w końcu zwróciły mu ukochanego, który niósł coś w pysku. Spojrzał na niego pytająco, ale ten machnął mu uchem, wskazując na legowisko lidera. Ah... Wspaniale. Czyli były jakieś problemy. 
Wkroczyli do jamy Mrocznej Gwiazdy, który wypoczywał na swoim posłaniu. Pewnie nie spodziewał się gości, co widać było po jego niezadowolonym pysku. Widząc jednak, że w przejściu nie stał tylko on, a jego ulubiony zięć, jego wyraz uległ zmianie. 
— Co cię do mnie sprowadza, Gęsi Wrzasku? — zwrócił się do medyka, ignorując obecność swojego syna. 
Przysiadł obok pointa, nie dając się złapać na sztuczkę ojca. Wiedział, że znów próbował go wytrącić z równowagi. Istniał jednak pewien, mały problem... Ich relacja była tak toksyczna, że postanowił już nie zawracać sobie nim głowy. Wolał żyć po swojemu, a lidera widywać gdzieś w oddali jako takie... zwykłe tło na horyzoncie. 
Wojownik położył u łap to co trzymał w pysku, a ich wzrok spoczął na młodym kocięciu, które wyglądało na martwe. 
— To młode Psiej Pokory. Jest... Słabotliwe. Nie wykarmi go, a przyniesie naszemu klanowi tylko problemy. Chciałem jednak zapytać cię o zdanie co z nim zrobić — wyjaśnił medyk, skłaniając głowę. 
Ugh... Jaki lizus. Że też kiedyś był do niego podobny. 
Mroczna Gwiazda podszedł, sprawdzając młode. Oboje czekali na jego decyzję w tej sprawię. 
Lider obejrzał dokładnie malucha, taksując wzrokiem każdy skrawek jego ciała. Był mniejszy i ważył zdecydowanie mniej od innych kociąt - wyglądał, jakby urodził się przedwcześnie, a ruch zawiniątka był tak znikomy, że wyglądało wręcz na martwe.
— Nie wygląda mi na zdrowe. Nie będę ryzykować, że klan poniesie straty. Nie potrzeba nam drugich słabych podmiotów, które nie nadają się do bycia ani wojownikiem, ani tym bardziej medykiem. Upolujmy dwie myszy za jednym zamachem; nakarmimy nim Puszka. Przynajmniej przyniesie jakiekolwiek korzyści.
Mieli rzucić dzieciaka Puszkowi? Szczerze się tego nie spodziewał. Gęsi Wrzask skinął łbem, po czym chwycił kociaka w pysk. Udał się za partnerem, który po drodze zawołał jeszcze Sosnową Igłę. Kocica nie wyglądała na zadowoloną, lecz gdy jej wszystko wyjaśnili, jej sadystyczny uśmiech, pojawił się na jej pysku.

***

Wkroczył do legowiska starszych, gdzie wraz z młodymi przebywała Psia Pokora. Trzeba będzie ją przenieść do żłobka. Jego wzrok spoczął na dwóch innych kulkach, które od razu zostały przez kocicę osłonięte ogonem. 
— Gdzie Kiełż? Co z nim zrobiliście? — zapytała dość nerwowo. 
— Nie przeżył. Zbieraj się. Od dziś będziesz mieszkać w żłobku — przekazał kotce, czekając aż ta wstanie i się ruszy z miejsca. 

<Psia Pokoro?>

27 marca 2023

Od Psiej Pokory CD. Chłodnego Omenu

 Wcale nie chciała, by teraz to się zaczęło. W jej planach działo się to w nocy. Gdy wszyscy spali, nikt nic nie słyszał i nie widział. 
Wydawało jej się, że Wiśniowy Świt wiedziała, co będzie się niedługo działo. Od momentu, kiedy wczoraj odrzuciła ten nędzny posiłek, który jej przynieśli, zdawała się zerkać w jej stronę częściej niż zwykle. Nawet przyniosła jej mech nasączony wodą, co bardzo ją zaskoczyło. Nie mówiła nic o tym, jak jej pysk był suchy. Nie połączyła jednak tego z… tym. Myślała, że to przez te upały. Tak samo, jak budziła się z drzemek i nie wiedziała, gdzie jest. I jak nie wiedziała co zrobić z czymkolwiek. Mózg jej się po prostu gotował w tych temperaturach. Wiedziała tylko, że coś ją stresowało. Coś, ten klan. Nie mogła pozbyć się bachorów i będą musiały tutaj żyć. Nie ochroni ich przed nimi, nie ma jak. Nie miała gdzie ich schować, gdzie będą bezpieczne, bo nawet nie mogła stąd wyjść. 
  Ale byłoby zbyt pięknie, gdyby nie miała świadków, przed którymi by się wstydziła; miejsca szczególnie nie mogła znaleźć sobie od rana, a potem kręciła się z bólu. Ciężko jej się oddychało i wraz z zębami zaciskała powieki, a w którymś momencie, gdy je uchyliła, obok widziała niebieską plamę, która coś do niej mówiła. Po chwili mrużenia oczu i skupiania się bardziej niż powinna, rozpoznała Pokrzywową Skórę. Potem zniknął, a na jego miejscu pojawił się on, medyk, który ją bardziej stresował, niż pomagał. Wolałaby tamtą medyczkę… 
Wszystko było mgliste, gdy próbowała sobie przypomnieć, co działo się minutę temu i nie poprawiało się, gdy masowała językiem kolejne kociaki, zajmując się tym, by nie skupiać się na bólu. Ale skończyło się przy trzecim. Wciąż rozrywało jej wnętrzności, ale przynajmniej nic się w niej nie ruszało.
Więc czemu nad nią wisieli. Defensywnie skuliła się wokół dzieci, blokując im do nich dostęp, na tyle ile mogła, dodatkowo strosząc sierść i sycząc, gdy byli zbyt blisko dla jej komfortu. Z niepokojem chowała pod łapą kocię, które wydawało jej się apatyczne i które 
Na chwilę miała spokój. Chciała już iść spać, była zmęczona. Ledwo trzymała głowę w powietrzu.
Aż czyjaś morda nie zbliżyła się do tego czekoladowego malucha, którego tak zawzięcie chowała. Kłapnęła na nią zębami, wyrywając trochę futra.
— Zostaw! — krzyknęła, gdy czyjąś łapą na szyi została zmuszona do leżenia na ziemi. Machała na niego łapami, zaciekle wyjąc i próbując go dorwać. — Nie ruszaj go! Zostaw! Nie zabierajcie!
Ale liliowy kocur już wychodził z czekoladowym maluchem w pysku, nawet nie ruszając w jej stronę uchem.

<Chłód?>

Od Chłodnego Omenu CD. Psiej Pokory

 Skrzywił się, bo nie wiedział po co miał dać tej wroniej strawie pokarm. Ojciec cieszył się o dziwo z tego, że ta być może przyniesie im nowych kultystów, ale jak dla niego przesadzał. Sam niezbyt przepadał za dziećmi. Swoje miał, ale ta rola dalej była dla niego zbyt trudna, by mógł czuć się w niej komfortowo. 
Rzucił jej pod łapy mysz, mierząc ją chłodnym spojrzeniem. 
— Jedzenie — rzucił do kocicy, obserwując jak ta kuli się tylko bardziej na jego widok. 
Ugh... Nie miał pojęcia po co ją tu trzymali. Teraz Klan Nocy rościł sobie do niej prawa, Bylica nie została pokonana i tak naprawdę... Kminek czy jak teraz tam się zwała, zawiodła. 
Łapą kopnął mysz, która podleciała aż pod jej pysk, po czym odwrócił się i po prostu wyszedł. 

***

No i stało się. Okazało się, że dawna nocniaczka była w ciąży. Dowiedział się tego od swojego ukochanego, który był na ten temat bardzo rozmowny. Wciąż widział ten paskudny uśmiech Mrocznej Gwiazdy, gdy tylko ta wieść została przekazana do jego uszu. Nie rozumiał, dlaczego tak cieszył się z każdego bachora. Pojmował idee wzmocnienia klanu, ale... Ale Klan Wilka robił się coraz ciaśniejszy. Te koty co ostatnio przyjmował, to był nie dość, że problem, bo musieli wykarmić całe ich stado, to i bezużyteczność. Mało co potrafili. Piszczki znikały w zastraszającym tempie, a obóz zdawał się ciaśniejszy niż kilkadziesiąt księżyców temu. Tak kończyła się ta ojcowska zachęta do prokreacji. Szczerze to miał cichą nadzieję, że trochę tych idiotów ubędzie na wojnie i nareszcie odetchnie pełną piersią. 
Słysząc dziwny odgłos dobiegający z legowiska starszych, skierował tam kroki. Zajrzał do środka, natrafiając na spanikowany wzrok Pokrzywowej Skóry, który szeptał coś od Psiej Pokory. Kocica zdawała się przeżywać jakiś niewyobrażalny ból... Och... Zrozumiał. 
— Gęsi! — wydarł się na cały obóz, by wykurzyć partnera z jamy. — Chodź tu! Ona rodzi! 
Point słysząc te słowa, wziął się do roboty, zgarniając jakieś zioła i pędząc w kierunku ciężarnej. Wspaniale... Kolejne nic nie warte glizdy przyjdą na ten świat. Po kimś takim jak Psia Pokora nic użytecznego nie wyjdzie. 

<Psia Pokoro?>

18 marca 2023

Od Psiej Pokory CD. Chłodnego Omenu

 — Nie chciałam uciec — załkała kolejny raz, jąkając się, potykając o słowa tak, że były ledwo zrozumiałe
— Nie? To co to było? — zmierzył ją chłodnym wzrokiem. — Co się takiego stało, że Szczurzy Cień oskarża cię o zdradę?
Skurczyła się jeszcze bardziej, jak najbardziej odsuwając tył od niego, bez dotykania nim ziemi. Jeszcze nie próbował jej dobić. Na szczęście Sosnowa Igła nie poszła za nimi; miała z nią kilka spotkań i wcale jej się nie podobały.
 Wzrokiem jeździła po całym legowisku, nie mogąc skupić się na jednym miejscu.
Jakby znała jego logikę, jakby potrafiła rozszyfrować, co to było, tym bardziej, gdy ledwo mogła skupić się na otaczającej ją rzeczywistości. Wstyd powstrzymywał ją przed zdradzeniem, co się tam stało i nie mogła znaleźć wersji, która by wytłumaczyła, bez pogrążenia jej. Całe księżyce treningów a dobijają ją najpierw on ze swoim kochasiem, teraz jakiś samotnik. Jak wcześniej miała nadzieję… teraz wierzyła, że tu zginie.
Zasyczał na nią groźnie, podchodząc i dając jej łapą po pysku.
— No mów! Nie kłam, bo inaczej źle się to dla ciebie skończy.
Zaskomlała, odsuwając się głębiej, w tył i ku ziemi, praktycznie się na niej kładąc
— No? Będziesz wreszcie gadać? — Nadepnął jej na łapę, na co zastygła 
— Nie uciekałam nie uciekałam nie uciekałam — powtórzyła przez łzy, ze spojrzeniem utkwionym w jego kończynę, w myślach błagając, by puścił. Być może mogła kilka próśb wypowiedzieć głośno.
— Nie? To co zrobiłaś? No? Mów! — zawarczał, naciskając bardziej na jej łapę.
Wydała z siebie coś, co ciężko było nazwać słowem przez wszystkie inne skomlenia i szlochania, przeszkadzające w formowaniu logicznych rzeczy. Spróbowała jeszcze raz, z marnym skutkiem. Wstyd i wyrzuty sumienia dławiły ją. Czuła, że cokolwiek powie, nie będzie miało znaczenia, bo i tak jej nie uwierzą, uwierzą mu, który ją w to wkopał, ograniczył szanse, gdy mogła wygrać
 Złapał jej łapę i boleśnie wykręcił, słysząc trzask pękającej kości. 
— A może teraz jesteś chętniejsza na zwierzenia? Hm? Mów! — wydał rozkaz.
Zawyła przez zaciśnięte zęby, ciężko oddychając. Nie mógł połamać jej pozostałych łap. Byłaby bezużyteczna, zabiliby ją, każdy by zabił królika, gdyby ten spadł do dołu i nie mógł uciekać. Jak nie z litości to dla satysfakcji rozlania krwi.
— Samotnik! — wydusiła z siebie w końcu słowo, które chciała wcześniej, prawie dostając odruchu wymiotnego, gdy wymusiła je przez gulę w gardle, dławiąc się na łzach — Szczur mu pomógł!
Nawet miała dowód, bo była pewna, że wciąż nimi cuchnie. Czuła na języku i w nosie łaskotanie jego zapachu. Ale oni nie zauważyli i nie wiedziała, czy chciała, by wiedzieli. Dla bezpieczeństwa znowu poprawiła tylną część ciała, chcąc ją najchętniej schować pod jakimś mchem, odciąć, wyrwać sierść, cokolwiek, byle ślady jej porażki zniknęły.
Nie podobało jej się, że się gapił. Ale puścił. Ból wciąż był, ale nie nadchodził kolejny, gdy go wyczekiwała. Może chciał ją zaskoczyć. Bardziej przestraszyć.
— A więc to tak… — krzywił się, słyszała w jego tonie.
Automatycznie chciała się od niego oddalić, gdy tylko siła trzymająca ją się cofnęła, ale powoli zaczynała wyczuwać wokół siebie ścianę i jej organizm pozostał zastygnięty, między dwoma pułapkami. Piekły ją policzki i oczy, a przednia łapa ciągnęła, smętnie leżąc i przypominając o braku możliwości bezbolesnego ruchu. Chciała ją zgarnąć jak najbliżej siebie, bo z nią była oczywistą zwierzyną łowną. Spuściła oczy, wbijając je w końcu w jeden punkt na ziemi przed sobą i czekając, co teraz się stanie, nie wierząc, że zaufał jej słowom. Zamilkła, niepytana na razie o nic, poza pojedynczymi skomleniami wyrywającymi się z jej gardła. 
— Mroczna Gwiazda zadecyduje co z tobą zrobić — powiedział, stojąc jeszcze chwilę nad nią, gapiąc się. Nie zarejestrowała jego wyjścia, ale zamieniła go Stokrotkowa Polana. 
Potem przyszedł Gęsi Wrzask. Oboje byli niechętni względem siebie, ale nie zamierzała protestować, gdy opatrywał jej złamaną łapę. Wpatrywała się w niewidzialny punkt, nie patrząc na niego, ale innymi zmysłami pilnując czy aby na pewno robi to, co powinien. 
***
Poprawiła głowę leżącą na zdrowej łapie, wpatrując się w najbliższą powierzchnię, nerwowo drgając ogonem. Ostatnio, gdy nie mogła nic robić, po prostu spała. Ale złamana łapa jej przeszkadzała. Nie mogła przybrać wygodnej pozycji, schować pyska w futrze, by nikt jej nie widział. Czasami udawało jej się oprzeć czoło o chłodny liść na ziemi albo jakiś kamień. Dawało jej to chwilę ulgi, nim nie ogrzały się lub nie zaczęły boleć ją kości.  
Ale teraz nie udawało jej się spać i zaczynała zbyt intensywnie myśleć, o tym, jak kończy się jej nędzny żywot.
Nawet nie mogła w spokoju popłakać, bo światło słoneczne wciąż wlatywało do legowiska, podkreślając latające w powietrzu pyłki. Było tak cholernie gorąco… 
Może wybuchnie pożar i spali się cały ich obóz z nią w środku. Prawie uśmiechnęła się do siebie sarkastycznie, ale nie rozbawiło ją to aż do tego stopnia.
A białe futro zbliżającego się Chłodnego Omenu sprawiało, że tylko bardziej bolał ją łeb — przez sekundę rozważała wręcz wydrapanie sobie oczu.


< Chłód?>

11 marca 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Psiej Pokory

 Przyglądał się zlęknionej kotce, która zdawała się nie wiedzieć co się dzieję. Jego pysk wykrzywił się ze zdegustowania. Ojciec popełnił błąd pozwalając, aby ta miernota dołączyła do kultu. Widać było, że nie chciała brać w tym udziału. Że zdradziłaby ich przy pierwszej lepszej okazji. Teraz mieli na to dowód. Chciała zbiec najpewniej do Klanu Nocy i powiedzieć im, że ich klan wyznawał wiarę w Mroczną Puszcze. Na jego miejscu, zabiłby ją póki ta jeszcze była w ich łapach. Nie podobało mu się to, że Mroczna Gwiazda tak ją ulgowo traktował. Akurat nawet jeśli gardził Szczurzym Cieniem, to wierzył w to, że kocur nie dopuściłby do tego, aby zezłościć lidera jakimiś czczymi plotkami. 
Nie miał pojęcia co zdecyduje jego ojciec, ale klan szeptał. Dalej nie za bardzo rozumieli kim była i czemu do nich dołączyła skoro teraz dowiedzieli się, że pragnęła stąd jak najszybciej czmychnąć. 
Podszedł do zirytowanego vana, który ciskał piorunami w liliową, jakby już wymyślając w głowie co jej zrobi za tą próbę zdrady. 
— Ojcze ja się nią zajmę. Przesłucham i dowiem się wszystkiego — zaproponował mu, chcąc jakoś odciążyć go od tego obowiązku. 
Widział jak się starzał, a sytuacja z Bylicą jak i ataki samotników na ich patrole, a także widomo przyszłej wojny powodowały, że lider nie mógł zaznać chociaż odrobiny spokoju. Musiała dojść zdrada jednego z jego piesków. 
— Zabierz ją do starszyzny — rzucił rozkaz, po czym odszedł do Irgowego Nektaru, by zasięgnąć najpewniej rady. 
Podszedł do Psiej Pokory, a widząc jak ta kuli się i odsuwa, złapał ją za kark, zaciągając do legowiska. Wrzucił ją tam, popychając dość brutalnie, po czym kazał wynosić się Pokrzywowej Skórze. Poczekał aż ten ruszy swój opasły tyłek, po czym został sam na sam z liliową, która kuliła się w rogu. 
— Mów. Dokąd chciałaś uciec? Nie podoba ci się u nas? Tak dziękujesz Mrocznej Gwieździe za okazanie ci litości? Mógł cię zawsze zabić, ale dał szansę, a ty odwdzięczasz się... Właśnie tak — zasyczał na nią wrogo, siadając tak, by ta nie miała szans się przemknąć w stronę wyjścia. 
Zresztą i tak by jej to się nie udało, ponieważ poza legowiskiem czekało na nią cała armia wilczaków. 

<Psia Pokoro?>

10 marca 2023

Od Dzwonka (Psiej Pokory) CD. Chłodnego Omenu

Uniosła wyżej brodę, samymi oczami obserwując wchodzącego brzydala. Nie zamierzała odpowiadać, ograniczając się do komentowania w myślach. Udało jej się to stosować do ostatniego stwierdzenia, przy którym zmarszczyła nos, niemal prychając.
— To nie jest moja matka. — burknęła z niesmakiem, poprawiając łapy wyciągnięte przed siebie. Średnio wierzyła w ich zapewnienia o tymczasowości jej pobytu; miała zbyt dobry punkt obserwacyjny, by tak było. Podejrzewała, że mieli coś na celu we względnie dobrym traktowaniu jej; właściwie została zapewniona, że sam zakończony biznes z Bylicą jej nie uwolni.
— Nie? Ona twierdzi co innego. Już od wielu księżyców cię szuka i nie daje nam z tym spokoju — prychnął pod nosem. Wzruszyła na to ramionami. Starucha się uruchomiła po trzydziestu księżycach.
***
Skończyły jej się ukryte ziarna maku z dalekiej wizyty u jej… podopiecznego. Sama nie wiedziała, jak dawno ona się odbyła, bo czas śmiesznie mijał i rzeczy nie tak dawne, wydawały się bardzo odległe. 
Ziewnęła, odwracając głowę od towarzyszącego jej — jak zwykle, gdy szła do rudego prymitywa — Szczurzego Cienia. Nawzajem unikali patrzenia na siebie, ale otwarcie pyska w jego stronę dawało jej wrażenie, że zaraz albo odgryzie jej język, albo wrzuci kawał kociego mięsa, albo jakiś organ. Pilnowanie go kątem oka i tak nie miało sensu.
Bez ziaren znów nie mogła spać i organizm dawał o tym znać, bo znowu zaczęła kichać, nie wspominając o łupaniu w głowie. Musiała też wyleczyć się z innych problemów i w duchu dziękowała sobie samej za nauczenie się ziół; definitywnie nie chciała iść do tego ich… medyka. Jeszcze by wcisnął jej coś na pogorszenie. 
Na szczęście po drodze znalazła też czerwony kwiat i korzystając z ignorancji burego kocura, zerwała go. Była zbyt zmęczona, by obchodził ją sposób, w jaki będzie go niosła, więc dyndał jej bezwiednie z pyska i liczyła na szczęście.
Nie odeszła z nim nawet od jego korzeni. Uniosła spojrzenie przed siebie i zastygła w bezruchu, czując, jak po grzbiecie zaczynają przechodzić drgawki. Spomiędzy liści patrzyły na nią oczy. Żółte, słabo odznaczające się wśród zieleni rośliny. Dostrzegła, jakby w zwolnionym tempie, jak rozszerzyły się ich źrenice i w odpowiedzi ruszyła się ni to by uciec w tył, ni to by skulić się ku ziemi. W odruchu samoobrony, gdy się zderzyli, złapała zębami rudą sierść i szarpnęła, wyrywając ją. Szarpali się chwilę, aż nie pojawił się drugi napastnik. Nie wyczuła jego przybycia wcześniej i gwałtownie wykręciła się, by zaatakować posiadacza zębów wbitych w jej łapę. Straciła równowagę, ale rozpoznała bure futro, o którym zapomniała. Słyszała po szmerze trawy, jak się cofał, choć nie zniknął ciężar z jej pleców. Głośno zaskomlała, gdy w jej kark wbiły się obce kły, a rude kończyny ograniczyły możliwości ucieczki. Nim cokolwiek zrobił, rzuciła na Szczura błagalne spojrzenie. Ale oddalał się, jakby nic nie widział.
***
Nie chciała być dotykaną, a tym bardziej być trzymaną, przez kocura, ale nie miała wiele do gadania, gdy ten częściowo ciągnął ją po ziemi, częściowo pchał do przodu. Tylnymi łapami wciąż próbowała odruchowo odpychać się ziemi, chociaż zdarte pazury bolały ją niemiłosiernie przy każdym ruchu. Czuła, że do zakrwawionych poduszek przykleja się brud, uwierał ją, jakby bez tego nie czuła się, jakby jeździła otwartą kością po ziemi. Przednie nie były w dużo lepszym stanie, choć im pomagał fakt oddalenia od szczególnie pokiereszowanego dołu. 
Zaskomlała głośniej na mocniejsze szarpnięcie, zaraz jednak gasząc się do przepełnionych bólem popiskiwań, zmniejszających się w częstości wraz z nasileniem się smrodu obozu. Kot puścił ją w jego środku, przekierowując jej uwagę na próbę wstania, a następnie utrzymania równowagi, w czasie patrzenia gdzieś na bok, by nie spotkać czyjegoś spojrzenia i kulenia ogona pod brzuch. Nie zwróciła uwagi, że Szczurzy Cień coś mówił i na pojawienie się innych kotów. Przez mgłę przedarł się dopiero głos, którego nie mogła przeoczyć, gdy czuła, że skierowany jest do niej.
— To prawda, co on mówi? — syknął ich przywódca, kładąc po sobie uszy i rzucając na nią natarczywe spojrzenie. Miała wrażenie, że wszystkie jej funkcje życiowe ustały, a czas znowu spowolnił, wiążąc ją w pętli strachu, z której nie mogła uciec. 
Co mówi? - poruszyła lekko uchem, próbując dowiedzieć się, co się dzieje, jaką wersję wydarzeń przedstawił bury. Ale nie mogła nic zrozumieć ze szmeru kotów na uboczu. Cokolwiek twierdził, miało duże szanse być kłamstwem; pokręciła więc niepewnie głową. 
W szmerze usłyszała coś o próbie ucieczki. Gwałtownie rozszerzyły jej się źrenice i niepewne zaprzeczenie głową stało się litanią zapłakanych, urywanych zapewnień, że wcale tak nie było, nie próbowała wymknąć się w czasie przepustki. W desperacji odważyła się nawet rozejrzeć zrozpaczonym spojrzeniem wokół, szukając jakiejkolwiek pomocy, czując, że jeśli jej nie znajdzie, będzie tylko gorzej.


<Chłód? Gniot ale siły nie mam fjdhjffj>

Wyleczeni: Psia Pokora

13 lutego 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Dzwonka

 Dorwał ją. Przypadkiem, ale dorwał. Mroczna Puszcza musiała być po jego stronie. Dobrze, że wybrał się z Gęsim Wrzaskiem na ten spacer. Mieli w planach co innego, ale skoro zwierzyna sama im wpadła w paszcze, to szkoda byłoby jej nie wykorzystać. Nie interesowało go zbytnio jak nocniaczka znalazła się na ich granicy. Możliwe, że przemyślała sprawę i zechciała się spotkać z ich liderem. Jej słowa jednak temu przeczyły. A szkoda. 
Walka z kocicą była szybka. W końcu ich była dwójka, a ona jedna. Zaciągnęli ją sprawnie pod oblicze Mrocznej Gwiazdy, który zadecydował co z nią zrobić. Kotka skończyła w legowisku starszych, aż jego ojciec nie wymyśli co dalej. Miał nadzieję, że nie odda jej Bylicy. Starucha ostatnim razem z nich zakpiła. Im się jednak udało spełnić jej życzenie, lecz obawiał się, że srebrna samotniczka nie miała pod łapą jego matki, którą wymieniłaby na swoją córkę. 
Po porannych ćwiczeniach z wojownikami skierował kroki ku więźniarce, którą pilnowały dwa koty. Tym razem padło na Sosnową Igłę i Trójoką Wronę. Bura prychnęła coś pod nosem, ale zignorował to, wolno wkraczając do miejsca, w którym leżała Dzwonek. Pokrzywowej Skóry nie dojrzał. Możliwe, że poszedł polować, bo w końcu starsi dbali o siebie, gdy odchodzili na emeryturę. Według niego ta decyzja była głupia. Nie widział Mrocznej Gwiazdy ze stoma księżycami na karku, który ledwo powłóczę nogami i poluje, bo nikt nie zamierzał dopuścić go do stosu ze zwierzyną. Pewnie ta zasada zostanie w końcu nagięta. Wiśniowy Świt zbliżała się w końcu dość szybko do sędziwego wieku, o Irdze nie wspominając. Ojciec na pewno nie kazałby im pracować na swoje utrzymanie, gdy tak wiele już dla niego zrobiły. Ale dość tych zbędnych myśli. Jego wzrok napotkał lilową, która skupiła na nim spojrzenie. 
— Witaj w naszych skromnych progach — Uśmiechnął się pod nosem. — Na wstępie powiem, że jakikolwiek atak będzie skutkował przykrymi konsekwencjami — upomniał ją, gdyby postanowiła się zemścić na nim za to, że ją pojmał. — Jesteś tutaj tylko tymczasowo. Twoja matka chcę się z tobą widzieć.

<Dzwonek?>

16 grudnia 2022

Od Źródlanego Dzwonka CD. Słodkiego Kwiatuszka(Chłodnego Omenu)

— Sądziłem, że ktoś mógł ci go odgryźć. 
— Skąd takie podejrzenia? 
Chwilę rozmawiała z kocurem, próbując go delikatnie spławić, i ruszyła dalej.
***
Została na zgromadzeniu sama; Kurka gdzieś przepadł, a Agrest musiał wrócić do liderów. Dlatego też chodziła wokół sama, aż nie wpadła na kocura spotkanego w trakcie przeprowadzki, gdy krążyła, patrząc w odbicie w wodzie.
— O witaj... Spotkanie po księżycach. Jak tam polowanie na demona?
Co za szybkość w nawiązaniu rozmowy. Cofnęła się, niechętna takiemu krótkiemu dystansowi między nimi po tylu kontaktach z kotami w ciągu krótkiego czasu
— Bry. Kryzys kocięcy zażegnany? — mruknęła, ignorując pytanie o ich poprzednie spotkanie i wyciągając aktualne zdarzenie z uczennicą klanu wilka, w którym brała udział.
- Tak. Zażegnany. Dziękuję, że przyprowadziłaś ją do mnie. Dostała już nauczkę. Pewnie już nie zostanie wybrana na zgromadzenie.
Kiwnęła głową, że przyjęła to do wiadomości, spojrzenie kierując znowu w wodę. 
 — Nie ma sprawy.
- Udałabyś się ze mną do lidera? Chciał ci podziękować osobiście. Rzadko się zdarza, by ktoś przyniósł rozrabiającego smarkacza. Zwykle wszyscy to ignorują
— Nie sądzę, by było to potrzebne. — machnęła łapą lekceważąco. Dziwne pytanie.
- Dlaczego? Liderowi się nie odmawia. Nalegam, byś z nim porozmawiała. Nie bój się. To dość miły kot. Taki pocieszny staruszek
— Nie jest moim liderem i nie mam obowiązku spełniać jego życzeń. — zmrużyła oczy, prostując się. Naprawdę nie miała ochoty…
— Czemu jesteś taka nieufna? To tylko propozycja. Na skale liderów jest także twój lider, nie ma czego się bać 
— Podziękowania zostały przekazane od ciebie i przyjęte z radością. Jeśli wam zależy, mogą być przekazane także przez was do mojego lidera, z pewnością to doceni, ale bez mojej obecności.
Nie lubiła, jak chwalili ją obcy i to jeszcze bez powodu. Nie chciała stać zażenowana przed liderem obcego klanu.
— Dobrze... Skoro tak. A jak tam u ciebie? Co słychać?
— Uchhh... Nic? — wzruszyła ramionami, przekrzywiając głowę — A co...u ciebie?
— Jak to nic? - zdziwił się. — Każdy coś przeżywa w życiu. Jakieś miłości, radości czy smutki. Odpowiem ci, co u mnie, gdy dostane to również od ciebie. Tak wygląda rozmowa.
Skrzywiła się, wzdychając głęboko 
— Hm. Patrząc w tył, zapewniam, że dni są dość rutynowe, szczególnie na chorobowym.
- Byłaś chora? Nie wyglądasz na taką. Najwidoczniej już wyzdrowiałaś. U mnie... na szczęście ze zdrowiem w porządku
Zaśmiała się bez humoru, nie wyjaśniając, że to ciągłe wzdychanie to zmęczenie, które wciąż się jej trzymało, bo po co iść do medyka. I naprawdę musiała powstrzymywać się od ziewania i ułożenia się do snu gdziekolwiek stała o którejkolwiek porze dnia. 
— To dobrze. Zdrowie najważniejsze.
- Wydajesz się zmęczona. Nie spałaś dobrze w nocy? - dopytywał po przyjacielsku. Poczuła się odrobinę źle; może kocur był samotny i szukał towarzystwa, a ona zachowywała się wobec niego niemiło. Tak jakby nie rozumiała, jak to jest. 
— Hm. Żeby to była tylko noc.— mruknęła, machając lekceważąco ogonem.
— Nie chcesz może się zdrzemnąć? - zasugerował. Gdzieś z tyłu głowy mogła przemknąć jej myśl, że to dziwne pytanie, ale była zbyt zmęczona, jej myśli zbyt powolne, by zapaliła jej się czerwona lampka.
— Nie, niespecjalnie. — Jest zgromadzenie. Pełno tu kotów.- dopowiedziała w myślach, patrząc gdzieś na bok, nerwowo stukając ogonem o ziemię.
— Może chcesz wcześniej wyjść ze zgromadzenia? Wyglądasz mi na taką, jakby zaraz miała tu usnąć na stojąco — zażartował przyjaźnie
— Ugh, naprawdę? — przetarła pysk łapą; wydawało jej się, że lepiej to maskuje — Nie powiem, że mnie to nie kusiło i o tym nie myślałam, ale nie chcę zostawiać tu mojego ucznia.
— Na pewno sobie poradzi. Nie jest dzieckiem. Pewnie siedzi ze znajomymi. Czasem warto pomyśleć tylko o sobie
— Hah. Wolałabym jednak ni-— zaczęła, gdy czarny kocur pojawił się znikąd i przywarł do jej boku.
— To ten twój uczeń?
— Mhm. — odmruknęła, słysząc pytanie jednym uchem i natychmiast wyrzucając je z umysłu, skupiając się tylko na młodszym — Coś się stało? — spojrzeniem szukała ran. Ten złapał się za klatkę piersiową i pisnął cicho, trzepiąc uchem.
— Boli? — upewniła się, znając odpowiedź — jak długo? Kiedy oddychasz? Musimy pójść do Muchomorzego Jadu po zgromadzeniu. Wytrzymasz tyle?
Tupnął łapą dwa razy i wskazał na niebo. Kiwnął łbem, łapiąc ciężko oddech, jeszcze bardziej opierając na niej ciało.
— Co mu jest?
Źródlany Dzwonek
— No z tym to już dramatyzujesz — uśmiechnęła się lekko do ucznia, który dawał znać, że niby umiera, mimo to pilnując czuciem jego oddechu, zwracając się zaraz do rudego — Boli go, więc chyba będziemy iść.
— Tak... To do zobaczenia
— Cześć, miło się gadało! — delikatnie wskazała Kurce, żeby szli, mierząc go raz po raz zmartwionym spojrzeniem. Po przejściu pewnego dystansu zagadnęła znowu — Dasz radę iść do Muchomorzego Jadu? Czy mam sama coś znaleźć? — zapytała, w myślach szukając odpowiednich ziół i czy ma jakieś w swojej kryjówce.

<Chłód?>

19 października 2022

Od Słodkiego Kwiatuszka cd Źródlanego Dzwonka

Kotka jakoś nie była chętna na pogaduszki. Ten jej pomruk na to wskazywał. Nadal nie odpowiedziała jednak na jego pytanie. Czemu szukała demonów? Raczej... Raczej przypuszczał po jej słowach, że nie chodziło jej o dosłownie mroczne duchy. Zachowywała się inaczej od Szczurzego Cienia, który inaczej na to wszystko patrzył. Nie była wystraszona, zaniepokojona, a raczej... Spokojna. Być może również znudzona? 
Przekrzywił łeb. Zainteresowała go. Wątpił, że od tak powie jej wszystko co chciał wiedzieć. Pamiętał słowa ojca odnośnie manipulacji. Trzeba było wybrać odpowiedni sposób, wybadać grunt, nim cokolwiek uda mu się w tej kwestii zrobić. Uznał ją więc za idealny materiał do poćwiczenia swoich zdolności. 
— To ja będę już szła — miauknęła, chcąc się wycofać. 
— Na pewno nie potrzebujesz pomocy w szukaniu tych demonów? — zasugerował. 
Źródlany Dzwonek pokręciła łbem twierdząc, że sobie poradzi. Miała już odejść, gdy coś ciekawego rzuciło mu się w oczy. 
— Co się stało z twoim ogonem? — nie potrafił ukryć zdziwienia w swoim głosie. 
Była na wojnie? A może taka się urodziła? Pamiętał, że Cętkowana Gwiazda taki miała. Nigdy nie zainteresował się tym jakoś dogłębnie, ale teraz... 
— Odpadł.
Jak to odpadł? Zdziwienie wymalowało się na jego pysku. Ogony same z siebie nie usychały, by zrobić coś tak niedorzecznego i nierealnego. Zgrywała się? A może mówiła prawdę? Może to była jakaś choroba? Nie słyszał jednak o takiej, ale też nie był medykiem. 
— No cóż... Bardzo mi przykro — miauknął tylko, zastanawiając się czy kotka nie mówiła tak zwięźle, by go szybko spławić. — Sądziłem, że ktoś mógł ci go odgryźć. — podzielił się z nią swoimi przypuszczeniami, chcąc nieco podrążyć temat nim zniknie gdzieś w lesie. 

<Źródlany Dzwonku?>

08 października 2022

Od Źródlanego Dzwonka CD. Słodkiego Kwiatuszka

 Przemykała między drzewami, obserwując cienie pod nimi, w poszukiwaniu czarnej kępy futra. Zniknął gdzieś w okolicy, gdy mieli postój. Pewnie wkręcał ją i obszedł kilka drzew, robiąc szerokie koło i wrócił. Ale Krucza Gwiazda znowu by krzywo na nią patrzyła, więc wołała wyjść i udawać, że coś robi. Wtedy usłyszała ruch. Kroki były głośne, zbyt głośne na dzieciaka. Obcy; nie krył się, byłby wtedy cicho, a to oznaczało, że prawdopodobnie nie miał złych zamiarów. Spłoszył jednak cokolwiek było w tych krzakach.
Spotkali się zbyt blisko jak dla jej komfortu, więc cofnęła się na bezpieczną odległość, dającą jej szansę na odparcie ewentualnego ataku. Jeszcze zadawał pytania; przynajmniej był względnie miły, nie zapomniał o braku terenów.
— Jak ci na imię? Ja jestem Chłodny Omen. 
Zastrzygła uszami, szukając innymi zmysłami wrogów, Smarka lub zwierzyny, obserwując go.
Jej odpowiedź była odruchowa; szuka gówniaka tyle razy dziennie, że wysuwa jej się to stwierdzenie na przód, nawet gdy akurat tego nie robi. A teraz się wkopała, chociaż kocur wydawał się zinterpretować to pod tamtą masową halucynację w czasie zgromadzenia; w końcu nie był zaznajomiony z tym, jak nazywa ucznia. 
— Źródlany Dzwonek. 
— Jakich demonów szukasz?
Oczywiście, że nie powie mu prawdy; mógłby znaleźć Smarka przed nią i zrobić mu krzywdę.
— Uch… takiego jednego z ciemnym odcieniem. 
— Nie widziałem tu żadnego takiego demona. Jesteś pewna, że to był duch?
No oczywiście, że nie skoro go nie ma.
— Nie wiem, kierował się w twoją stronę. — machnęła lekko głową w odpowiednim kierunku.
— Nikogo nie widziałem — powiedział. — A co od niego chciałaś?
Nawet jakby był, jakby chciał widzieć ducha? Te klanowe koty i ich dziwne zwyczaje…
— Nie twoja sprawa.
— Wiesz... Nie każdy ściga demony. Może lepiej daj sobie z tym spokój? Jeszcze skończysz gdzieś martwa i twój klan zacznie się o ciebie martwić.
Zastanawiała się, czy powinna się obruszyć na sugestię, że klan zacznie się dopiero wtedy o nią martwić. Nie, nie powinna brać tego do siebie, bo nie miał pewnie tego na myśli. 
— Nie każdy? Mówisz, że jest takich więcej? 
— Znam jednego wariata, który mówił, że duchy go śledzą.
Prychnęła, rozbawiona.
— Pewnie narzeka też na zerową prywatność? 
— Coś w tym stylu. Że niby go obserwują i ryczy po kątach. Ale to były jakieś zwidy. Duchy raczej nie objawiają się żywym.
Mrugnęła, ignorując potencjalną sugestię.
— Czy wiara w Klan Gwiazdy jednak tego nie zakłada?
— Nie spotkałem naocznie klanu gwiazdy. Raz przemówili przez lidera i tyle. Wcześniej jakoś się nie objawiali. 
Wydała z siebie jakiś dźwięk, który miał być czymś w rodzaju zgody.

<Kwiatuszku?>

26 września 2022

Od Słodkiego Kwiatuszka do Źródlanego Dzwonka

Miał dość tej kary. Była okropna. Wystarczyło, że wyściubił nos i wychodził do klanowiczów, ich wzrok od razu na nim się zatrzymywał. Widział te ich głupie uśmieszki i słyszał szepty. Może już wariował, ale każdy dzień był dla niego istną torturą. Nie lubił być w centrum zainteresowania całego klanu! Wstyd za każdym razem palił mu uszy, gdy ktoś się do niego zwracał tym upokarzającym imieniem. Jego obowiązki też były śmieszne i uwłaczające. To coś powinno zostać w kręgach Spasionej Świni i Bezzębnego Robala. One bardziej zasłużyły na miano klanowych błaznów. Nie potrafił tego znieść. Emocje wręcz chciały wydostać się z jego piersi. Pragnął nawrzeszczeć, rozorać im pyski i posłuchać jak krzyczą w agonii. Był o włos od pęknięcia. Dlatego też, gdy nadszedł upragniony postój, zmył się szybko, by w spokoju zapolować. Nie powinni mieć do niego pretensji. Każdy potrzebował jedzenia, a skoro dobrze mu to szło, to czemu miałby kisić się z tymi mysimi móżdżkami, opiekując się kociętami? 
Stawiał długie kroki, oddalając się coraz bardziej od ich tymczasowego obozowiska. Kipiało w nim od złości, smutku, wstydu, kończąc na uczuciu zemsty. Hamował się i tak podczas rozmów z kotami, ale nie działało to na niego dobrze. To wszystko zaczęło się w nim nawarstwiać. Nie wiedział kiedy pęknie. I najważniejsze... Co się wtedy stanie. Znów wpadnie w amok i zacznie siać chaos? Dawno to mu się nie zdarzyło, lecz pamiętał jeszcze moment, gdy zaatakował w gniewie swojego brata. 
Wziął głęboki oddech przystając. Rozejrzał się po terenie, aż do jego uszu nie dotarł odgłos kroków. Zamarł, wolno kierując w tamtą stronę spojrzenie. Mógłby przysiąc, że był obserwowany. To wróg? A może zwierzyna? Zrobił krok w kierunku, gdzie dźwięk się urwał. Stawiał łapy cicho, skradając się wolno do krzewu. 
— A ty co tu robisz? — zwrócił się do kotki, która również czujnie, starała się wybadać sprawę. 
Najwidoczniej oboje natknęli się na siebie podczas polowania. Chociaż on bardziej szedł niczym tabun kotów, niż ktoś komu zależało na dyskrecji. 
Słysząc jego głos, cofnęła się ostrożnie, wpatrując się w niego z uwagą. 
— Poluję — miauknęła fakt oczywisty. — I szukam demona. 
No tak. Zapomniał, że teraz terytoria nie istniały, przez co każdy mógł ich nachodzić, kradnąc zwierzynę. Kotka pachniała mu rybojadami, więc pochodziła z Klanu Nocy. W zasadzie nic nie stało na przeszkodzie, by co nieco ją wypytać, zwłaszcza że ostatnie jej zdanie bardzo go zaintrygowało. 
— Demona? Od zgromadzenia żadnego nie widziałem. — powiedział, nie mając pojęcia czy kotka żartowała, czy naprawdę szukała duchów z Mrocznej Puszczy. W zasadzie... Brzmiało to dziwnie. — Jak ci na imię? Ja jestem, Chłodny Omen — przedstawił się swoim starym imieniem. Nie zamierzał zostać wyśmiany przez nocniaka, gdyby dowiedziała się, jak na niego teraz wołają. 

<Źródlany Dzwonku?>