BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bez x Brzoskwinka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bez x Brzoskwinka. Pokaż wszystkie posty

04 stycznia 2022

Od Brzoskwinki Cd Bza

 skip


Jak nazwać ten stan? Kiedy nie możesz spać w obcym miejscu, po głowie szwędają się myśli. I obrazy. Roztrzaskana Niezapominajka. Jej krew. Krew dziecka, któremu nie dawała za dużo uwagi. Co chwilę napadały ją dreszcze. Była taka słaba. Ten widok... Widok bezwładnego ciała, tej młodej medyczki. Kotki, która od dzieciństwa wiedziała co chce. Czego pragnie w tym krótkim życiu… Był zbyt drastyczny, chciała to od siebie odsunąć.
Nie lubiła płakać, ale przez to wydarzenie, musiała uronić łzy. Aż za dużo. Bardzo dużo. Robiła to po kryjomu, bo bała się swojej słabości. Wszystko było jakoś straszne. Ale najbardziej właśnie słabość. Przy liderce musiała być oczywiście silna, nawet jeśli serce jej krwawiło. To tak jakby ci Dwunożni chcieli rozorać także i ją, nawet jeśli jej nie dotknęli. Jej uczucia, które były w ciągłej zmianie. Tak bardzo chciała przeprosić Kolendrę, że była tylko kilka razy odwiedzić ją w żłobku, chciała przeprosić wnuki za nie obserwowanie ich dorastania. Ale najbardziej Bza. Zostawiła go samego. Kiedy pewnie nie rozumiał tego, co się działo wokół. A działo się, działo! Nikt się nie spodziewał takiego nagłego mordu. Tyle ciał, tyle zaginionych. Ich grono szybko się pomniejszyło. Czy Owocowy Las był skazany na straty? Wszystko się psuło. 
Głód przeszkadzał każdemu. Na bagnach nie było tyle jedzenia ile by chcieli. Cała ich sytuacja była, jakby dawała każdemu tylko i wyłącznie kłody pod nogi. Bo jakże miało być inaczej? A co niby złego zrobili? Co złego wyczynili zmarli? Czego złego dokonała Niezapominajka, że tak szybko umarła? Komu niby przeszkadzała, że tak szybko zniknęła. Nawet nie było pogrzebu. 
Nawet nie miała czasu by porządnie jej pożegnać.
A gdyby to się potoczyło…Inaczej? Gdyby los nie zabierał jej Niezapominajki. Niezapominajka, Niezapominajka… Nigdy więcej nie popatrzy się na tego kwiatka. Jeżeli to miałoby jej przypominać o córce… To nigdy w życiu. Szkoda, że nie mogła iść by tak jak wypadało, zakopać ją w grobie. Ostatecznie zakończyć tą niepewność tym krótkim czynem. Zakopaniem tych myśli, zakopaniem momentów. Odetchnąć świeżym, spokojnym powietrzem i jedynie nie zapominać, tylko pamiętać o niej. Nie zamartwiać się.
No cóż, wiedząc, że ciało zjedzą kruki, wrony czy inne ptaszyska, nie czuła się aż tak dobrze.
A Bez? Wyglądał na zdezorientowanego ale raczej nie wiedział do końca co się stało. Dreptał obok niej powoli. Był sobą. No może trochę widocznie zestresowany. Nie miała jak mu wytłumaczyć “Hej, twoja siostra umarła, a druga ma mnie chyba gdzieś”. Tak… Czemu Bez urodził się głuchy? Mogło to trafić jakiegoś innego kota. Który w przyszłości zrobiłby złe czyny, a nie na takiego kochanego malucha. Dla niej zawsze będzie tym małym, nieporadnym kociakiem, któremu chciała pokazać świat, a z drugiej strony nigdy się nie pogodziła jaki jest. Choć był już starszy niż wcześniej, to był prawie taki sam. Minimalnie się zmienił. Prawie nie było widać różnicy. Dalej był kochany i tyle…
Była z niego dumna, okej? Już szczerze nie miała nikogo oprócz niego. Kolendra już jakoś się odwróciła. Teraz miała tylko Bza, jej kochanego synka. Nawet złapał mysz ostatnio. Wczoraj? Tak wczoraj. Chciałaby mu coś powiedzieć. Tylko… Co? 
Dużo wrzasków już było słychać podczas ewakuacji, a tu nagle z powrotem. Jakże przeraźliwe dźwięki, no tak jak przy sytuacji z Dwunożnymi. Przypadek? Co mogło się dziać, jak dopiero co byli zmuszeni uciekać. Jeszcze tutaj się coś stało? Byli daleko od obozu, ale… Nie no, to nie mogła być prawda, żeby coś się działo. Cóż, zostało to, by pobiec do miejsca, skąd pochodził ten dźwięk. Krzyki…
Z tamtej chwili pamiętała jedno. Kolejne ciało bliskiego jej sercu kota, uciekającą sylwetkę kota i tą rudą kitę. Witaj przyjacielu lisie! Kogo jeszcze zabiłeś? Czyżby to nie była Kolendra? Jaki zbieg okoliczności, akurat jakiś czas temu zmarła jej siostra! Siostrzyczki szybko spotkają się w życiu pozagrobowym. Czyli naprawdę został jej tylko Bez. 
Nie poczuła ulgi, gdy to coś sobie uciekło. Nie poczuła ulgi, gdy zdała sobie sprawę, że ona… Po prostu już umarła. Nie czuła nic więcej, niż oszołomienie. Tak. I jedyne co mogła robić, to ryczeć przy skamieniałym ciele, czując zewsząd odór krwi. Nie zareagowała, gdy wróciła Mak, która najwyraźniej wcześniej była świadkiem walki. Pewnie młoda też miała jakąś ranę. Próbowała siebie przekonać, że to wcale nie Bez podszedł do niej. Z całej trójki, tylko ona płakała. No do czasu, bo usłyszała jak córka Kolendry zaczęła pociągać nosem. 
Śmierć była najbardziej rozdzierającym momentem ze wszystkich. Czy potrafiła jeszcze zgromadzić ten ból w sobie, czy już było go za dużo?


<Bez, siostra ci zmarła :(((>


// wole nie wiedzeć jak źle wyszło xd


21 września 2021

Od Bzu CD. Brzoskwinii

Przytulił się do mamy mocno, żeby poczuła jak bardzo ją kocha. Kolejne piórko. Miał już jedno od Krzemienia, jedno od siostry i jeszcze jedno od Iskry. Jeszcze trochę i zdobędzie wystarczająco dużo by zostać ptasim wojownikiem. W poskokach chwycił ptaka i spojrzał na mamę zadowolony. Musieli zanieść zdobycz na stos. Tak jak inne koty w Owocowym Lesie. 

* * *

Nowe liście zawitały na drzewach. Słońce niestety nie. Było zimno. Bez chodził skulony po obozowisku. Mróz mu dokuczał. Chciałby mieć futro jak ten śmieszny czarny kocur. Jemu musiało być cieplutko. Gdyby nie miał takiego strasznego pyska Bez bez zastanowienia wtuliłby się w niego i przeczekał zimne dni. Trójkolorowe futro pojawiło się w zasięgu wzroku młodego wojownika (a dokładnie asystenta wojownika).
Jego ukochana!
Poznał kotkę parę księżyców temu. Komar coś poruszał do niej pyskiem. Była smutna. Ale na widok podsuniętego przez Bza piórka uśmiechnęła się lekko. Wtedy jego serce zabiło szybciej, a kocur zrozumiał, że to z nią chce być jak Księżyc i Poziomka. Może bez wrogości Księżyca. Cały skowronkach chodził po Owocowym Lesie prezentując ukochanej coraz dziwniejsze prezenty, na które bywała nie raz zdezorientowana. Z czasem zaczęła poruszać do niego pyskiem. Bez w skupieniu starał się zrozumieć co ta próbuje mu przekazać, ale z marnym skutkiem. Nie miał bladego pojęcia o czym mówiła, ale wierzył, że połączyła ich wyjątkowa więź!
Szybkim krokiem skierował się w jej stronę. Uszy ukochanej oklapły. Zrobiła krok do tyłu, a Bez przekrzywił łebek nie rozumiejąc co się dzieje. Wpatrywała się w niego uderzenie serca i uciekła. Van od zniknięcia Iskry nie poczuł takiego smutku. Nie rozumiał co się stało. Czemu tak zrobiła. Położył po sobie ogon i skierował się w stronę legowisk wojowników. Stracił ochotę na produktywny dzień. I tak nie miał już posłań do zrobienia. 
Dopiero napotkana przez niego para zielonych ślip sprawiła, że jego ogon uniósł się ciutkę do góry. Mama. Podbiegł do kotki cały zdołowany i przytulił się do wojowniczki. 
Jak miał jej wytłumaczyć swój problem? 


<mamo, mistrzyni związków pomóż dziecku>

10 sierpnia 2021

Od Brzoskwinki Cd Bza

 Spojrzała niepewnie na rysunek na podłożu. Prowizoryczny, jednak było widać treść. Zawahała się lekko. Odrzucić propozycję czy nie? Bez byłby załamany, a ona nie wiedziała, czy da radę. Przełknęła ślinę. Niby to było dość dawno, już było z nią dobrze… Ale musiała chwilę odreagować. Takie miała wrażenie. Może taka przechadzka będzie miała dobry wpływ?
A co jeżeli nie?
Westchnęła cicho, lecz kiwnęła głową, ku radości niebieskiego. Podniosła jedną brew zaciekawiona. Gdyby tak wszystkich zwykłe małe cuda cieszyły. Gdyby potrafili postawić się w miejscu takich niepełnosprawnych, których tak ciekawi świat, bo nigdy go nie poznają dokładnie. Cicha nigdy nie wydobyła z siebie głosu, nie wiedziała jak brzmi. A Bez nigdy nie usłyszy czegokolwiek. Nawet jej. Jego matki.
Szczerze, dziwnie się czuła, bo teraz bardzo mocno do niej trafiło to, jak ważna była w życiu jej dzieci. Gdy Leszczyna umarła, czuła się bardzo skołowana. A gdyby jej się udało? To samo by czuły one. Brak matki był naprawdę straszny. Nie wiedziała do kogo się zwrócić, nie widziała już sensu, bo została tylko z Jabłkiem, jedynym rodzeństwem. Rodzice zrobili kaput. Teraz tylko oni jej zostali. 
Potrafiła się nimi zajmować? Raczej nie.
- Możemy pójść… - mruknęła, choć wiedziała, że Bez tego nie usłyszy. Podreptała powoli do przodu, a jej syn ruszył szybko za nią. Jego mordkę rozświetlało szczęście. Widział, że się zgodziła i już. Szli obok siebie, a mały czasem zmieniał kierunek. Podobała jej się jego pewność siebie. Wiedział czego chce i… 
Przekonał ją oraz rozweselił. Uśmiechała się lekko do niego, musiała czasem przyspieszyć, by dogonić młodego. Był pełen energii. 
Zauważyła jak kocurek zaczął intensywnie wąchać kępkę trawy. Zaciekawiona podeszła do młodego, jednak on poszedł gdzieś dalej, ciągle węsząc. Nagle zatrzymał się niepewnie i przypadł do ziemi. Spojrzała na obiekt przed nim. Zauważył małego ptaka, najpewniej sikorkę, bo nie widziała dokładnie. Sama też przyjęła pozycję łowiecką. Maluch (albo już nie taki maluch, powinna go bardziej doceniać) zaczął się skradać tak, jak widział czasem to u niej. Uczył się pewnie też tego trochę na treningach, ale do końca nie można mu było wytłumaczyć co ma poprawić. I tak była dumna z tego jak się starał poprawnie poruszać. Nagle trzasnęła mała gałązka. Ptak się spłoszył, a Bez zdziwił z jakiego powodu. Nie mógł wiedzieć, że zachowywał się za głośno. Syknęła cicho i skoczyła by złapać stworzenie, które zerwało się do lotu. Zaczepiła łapą o skrzydło, przez co wyrywający się ptak klapsnął na ziemię wraz z nią. Dokończyła dzieła ugryzieniem w kark. 
Zaskoczony uczeń znowu uśmiechnął się szeroko i ruszył w stronę truchła. Brzoskwinka strząsnęła z pyska pióra, które jej się przyczepiły. Mały wpatrywał się zaciekawiony w puchate pierze, aż w końcu chwycił jedną z lotek, które wypadły podczas całej akcji. Wczepił ją w futerko i przytulił się mocno do calico. Spojrzała na niego zdziwiona. 

<Bzie? Masz następne piórko do kolekcji ptasi wojowniku>

01 sierpnia 2021

Od Bzu CD. Brzoskwinki

Bez widząc zbliżający się do niego pomiot piekielny pokręcił łebkiem. Nie rozumiał, czemu i mama chce go otruć. Skulił się pod ostrym spojrzeniem rodzicielki. Straszna myśl przeszła przez główkę Bzu. 
Aż tak nie chciała z nim spędzać czas?
Łzy pojawiły się w zielonych ślipiach. Pokręcił łebkiem, czując jak traci nad tym kontrolę. Mama spojrzała spanikowana na złego pana, który także wyglądał na zmartwionego. Poruszył pyskiem i wyszedł. Mama niepewnie do niego podeszła i przytuliła. Bez już nie rozumiał. Płakał cicho, wtulony w rodzicielkę. 
Drżenie ziemi. Straszny pan powrócił. W pysku trzymał niewielkiego ptaszka i kwiatek. Ładny kwiatek. Bez otarł łezki. Podszedł niepewnie, ale zaciekawiony. Takiego jeszcze nigdy nie widział. Jego płatki wyglądały jak niebo, gdy słońce zachodziło. Każdy innego odcieniu. Bez nie mógł się na nie napatrzeć. Było ich tak dużo. Mama tupnęła. Kocurek spojrzał na nią zdziwiony. Pokazała mu ptaszka, a potem kwiatka. Van położył uszy. Dobrze rozumiał ten przekaz. 

* * *
*przed śmiercią Iskry*

Bez chodził obozowisku, szukając mamy. Ostatnio była dziwna. Odkąd ruda kotka, która czasami odwiedzała ich w żłobku została zakopana w ziemi mama już się nie uśmiechała. Bez nic tego nie rozumiał. Tajemniczy, lecz i mrożący zapach, którym pachniała zakopywana pozostał w pamięci Bzu. Kocurek miał nadzieję, że już nigdy więcej go nie poczuje. 
Widząc trójkolorowe futro, podbiegł do niego. Mama spojrzała na niego i uśmiechnęła się licho. Bez położył uszy. Nienawidził, gdy rodzicielka była smutna. A tak pachniała większość swojego życia. Musiał coś zrobić. Coś, żeby znów uśmiechnęła się szczerze. Podskoczył zadowolony, gdy pewien pomysł wpadł mu do łebka. Spojrzał na kotkę. Mama przyglądała się podejrzliwie. Wysunął pazur i narysował jej najlepszego ptaka jakiego potrafił. Przekaz był prosty chodźmy na polowanie. Bez uśmiechnął się dumnie. Zagwarantuje mamie najlepszy spacer jaki można mieć w Owocowym Lesie. Z kąpielą w ich rzece włącznie. 

<Brzoskwinka?>

17 maja 2021

Od Brzoskwinki Cd Bza

     Uśmiechnęła się lekko do malca. Był taki zagubiony w świecie. Widziała smutny wyraz pyszczka, gdy już miała ruszyć do wyjścia. Postanowiła jeszcze chwilę zostać. Wolała, by został jeszcze jeden dzień w legowisku medyków. Wschód jej obiecał, że zajmie się nim najlepiej jak będzie umiał i o ile działanie tej trucizny nie jest śmiertelne, to powinien mieć Bza na oku. Nie dziwiła się. Widać było, jak jest wciąż osłabiony oraz obolały. Gdy tak ściskała drobnego kocurka, chciała, by ta chwila trwała dłużej. Jednak nie mogła. Śpieszyła się do reszty kociaków. Nie wiedziała co obecnie robią, czy nie stało się nim nic złego. Nigdy nie sądziła, że stanie się tak nadopiekuńcza a pewnych momentach. Niestety kiedy synowi coś się stało, wolała mieć Kolendrę i Niezapominajkę przy sobie. Niebieskiemu jednak bardzo zależało na jej obecności. Próbowała mu to wytłumaczyć, ale mową nic nie zdziała. Wskazała łapą siebie oraz wyjście. Natomiast potem Bza i jego tymczasowe legowisko. Maluch pisnął cichutko, ledwo coś słyszała. Przekaz był jasny. "Zostań". Westchnęła ciężko. Cóż, musiała spędzić z nim trochę czasu. Położyła się na podłożu, przednie łapy wyciągając przed siebie. Chwyciła mały skrawek mchu, uformowała kulkę zdatną do zabawy. Rzuciła ją vanowi, a on złapał ją w malutkie ząbki. Był szczęśliwy. Pewnie tym, że znalazła trochę dla niego czasu. Obiecała sobie ważną rzecz. Spróbuje nawiązać lepszą relację z dziećmi. Okazała się ona ważniejsza, niż się spodziewała. 
- Hej! - usłyszała energiczny głos rudego medyka. Obróciła się szybko. Wracał z ziołami, obok niego dreptała Owieczka. Skinęła im głową. Kocur pochwycił kilka listków i ruszył w ich stronę. Pamiętała, jak niegdyś ona również wyruszała do lasu tylko po jakieś łodyżki, korzenie i tak dalej. Czasem całe szczęście było ciekawiej. Z powodu braku jakiejś danej rośliny, możliwe było zwykłe przekroczenie ogrodzenie. Było to coś takiego niebywałego, niesamowitego. W końcu, nikomu nie można było a ona wraz z dwójką pozostałych, mogła legalnie wyruszyć w nieznane. Teraz mogła jedynie zazdrościć tego niezwykłego przywileju. Zostając wojowniczką, niestety musiała trzymać się granic. Wolałaby je przekroczyć, ale życie rozgrywało się tu i teraz, nie gdzieś, gdzieś, gdzie nie było nikogo. Zadziwiające, jak bezmyślne mogą być koty. Takim przykładem była siostra. Trochę głupia, bo idiotka opuściła bezpieczne strony. Cóż, z taką nogą bądź jej brakiem na pewno sobie poradzi. Oczywiście myślała o tym w sarkaźmie, lecz miała nadzieję, że żyje. Nie chciałaby stracić kolejnego członka rodziny.  
    Bez momentalnie wybałuszył oczy. Podbiegł do matki, otwierając pyszczek w przestrachu. Zdziwiona przekrzywiła mordkę. O co mu chodziło? Nigdy nie widziała u niego podobnego zachowania. Wiele razy zachowywał się dziwnie. Czasem słyszała nawet od reszty jego rodzeństwa, jak podobno próbował naśladować inne koty oraz wydawać dźwięki. Wtedy robiła typowy facepalm, ściągając malucha z powrotem do żłobka, ganiąc za to co robił. Po co? Sądziła, że przestanie się wygłupiać. Musiał zaakceptować to wszystko, choć pewnie sam nawet nie wiedział, że oni słyszeli cokolwiek. Próbowałaby mu to wytłumaczyć. Niestety, to byłoby dziwne zachowanie. Gestykulowanie… Mimika twarzy… On to niby widział, potrafił zrozumieć. Ona za to niezbyt by potrafiła się tym posługiwać tak, by dać jasny przekaz. 
- On się chyba mnie boi- uśmiechnął się smutno jej były mentor, dalej trzymając zioła. Wyciągnął je bliżej młodego, ale tamten tylko bardziej się odsunął, z wyczekiwaniem w oczach. Wydawał się przerażony, lecz… Bać się Wschodu? TEGO kota? Wprost niebywałe.
- Co ty, na pewno nie… No patrz Bez, nic strasznego- podsunęła bliżej roślinki. Wolałaby, żeby dzieciak nauczył się czegoś. Na przykład tego, że ma jeść lekarstwa! Co ona miałaby począć z nim, gdyby nie chciał jeść przydatnych rzeczy? Zachoruje a potem… Nawet nie chciała myśleć co. Zestresowana oraz lekko wkurzona spojrzała na niego ostro, piorunując wzrokiem.

<Bez? >

13 maja 2021

Od Bzu CD. Brzoskiwini

Jego brzuch nadal niezadowolony ostatnim posiłkiem złowrogo burczał. Kocurek nie rozumiał czemu mu to robił. Skulił się bardziej na wielkim legowisku noszącym nieznane mu zapachy. Dziś mijał kolejny wschód słońca odkąd siedział u dziwnego kocura. Nie podobało się to mu. Chciał wrócić do sióstr i mamy. Tak bardzo za nimi tęsknił. Nie rozumiał co się działo. Czemu musiał tu pozostać. Dlaczego po zjedzeniu tamtej roślinki tak źle się czuł. A rudy kocur dawał mu kolejne chwasty. I kolejne. Bez patrzył na nie z przerażeniem. Nie chciał ich jeść. Już wiedział, że roślinek się nie je. Dlaczego więc pachnący nimi kocur tego nie wiedział. Zmarszczył brwi. Głupi dorosły. Już wcześniej odkrył, że większym od niego kotom czasem brakowało piątej klepki, ale rudy wyjątkowo się tu odznaczał. 
Poczuł jak ziemia drga. Skulił się bardziej w obawie, że nie za mądry pan znów wrócił ze swojej wyprawy faszerować go chwastami. Wiatr wpadł do legowiska medyków niosąc za sobą wonie zewnątrz. Uszka malca zastrzygły. 
Mama. 
Szybko wstał i spojrzał na rodzicielkę. Przyszła po niego! Teraz razem wrócą do kociarni i sióstr! Znów będą się beztrosko bawić całe dnie i zasypiać razem. Kotka uśmiechnęła się do niego. Zaczęła ruszać pyskiem po czym podeszła i przytuliła go. Kocurek wtulił się w mamę. Kotka była tak przyjemnie ciepła. Po tych wszystkich męczących przygodach w końcu poczuł się bezpiecznie. Mama na pewno uratuje go z łap tego strasznego kocura! W końcu była nieustraszona! Sama przyszła do rudego i nie było od niej czuć ani ciutki strachu. Prawdziwa wojowniczka. 
Kotka odsunęła się od niego, ale maluch szybko znów wtulił się w mamę. Chciał, żeby ta chwila potrwała jeszcze o parę uderzeń serca więcej. Szylkretka zazwyczaj nie obdarzała go taką czułością. Może doceniła jego waleczność wobec rudego truciciela?
Kotka odsunęła go lekko i zaczęła poruszać pyskiem. Pachniała zmartwieniem. Wątpiła w jego wolę walki? Smutek zaczął przeplatać się z wcześniejszym zapachem. Nie, to było coś innego. Bez spojrzał smutno na mamę. Ale co? Nie miał pojęcia co takiego ją dręczyło. Opuścił uszka zawiedziony. Tak bardzo chciał jej pomóc, ale nie wiedział jak. Dotknął łapy mamy. Była taka duża w porównaniu do jego. Kotka spojrzała na niego, a on na nią. Wskazał łapką na jej smutne ślipia, a potem na siebie.
Musiał wiedzieć czy to on jest powodem smutków mamy.

<Brzoskwinia?>

06 maja 2021

Od Brzoskwinki Cd Bza

 - Czyli on jest głuchy?- zapytała niepewnie medyka. Nastrój w legowisku medyka bardzo się zmienił. Było duszno, ledwo co oddychała. Zżerał ją strach. Nie wierzyła w to wszystko. Jakim cudem jej syn mógł być tak niepełnosprawny? Przeraziło ją to. Zachowywał się dziwnie, naprawdę chyba nie słyszał. Ale i tak. To było straszne. Dlaczego ją to spotkało! Musi się przecież teraz zająć maluchem, który nigdy niczego nie zrozumie. Nigdy nie nawiąże dobrego kontaktu z rówieśnikami. Jak można żyć bez zmysłu słuchu? Nie można usłyszeć czyichś słów, nie można usłyszeć zwierzyny, nie da się usłyszeć śpiewu ptaków. Wszystko przypieczętowane słowami “ nie można usłyszeć” bo taka była prawda. Przecież niemożliwe… 
- Tak, niestety- miauknął smutno Wschód, wpatrując się w swoją dawną uczennicę. Spuściła głowę. Teraz to już nie wiedziała co robić. On… Nigdy nie zostanie wojownikiem, bo niczego nie zrozumie. Nawet medykiem nie będzie mógł być! Co ona z nim pocznie… 
- A dlaczego nie mówi?
- A jak miałby się tego nauczyć?- odparł cicho. Zawiedziona spuściła głowę. Było jej żal malucha. Ona nieraz wściekała się, bo dzieciak nie reagował na jakiekolwiek zawołania. No… To się wyjaśniło. W przygnębiający sposób. Sądziła, że wszystko jest z nim ok. Widziała go jak zwykłego, młodego kociaka. Jednak okazał się inny od wszystkich, tak jak Cicha odstawała od reszty rodzeństwa. Z nią była niestety inna sprawa, po prostu nie mogła mówić, dawali sobie radę z komunikacją. Tutaj była poważniejsza sytuacja. Potrzebowała pomysłu jak przekazywać coś głuchemu. Pomocne było to, że przynajmniej nie był ślepy. Zmysł wzroku mógłby ułatwić znacząco sprawę, ale… Gestykulując, nie da się przekazać wszystkiego. Ba, niczego! Tylko emocje, typu gniew albo smutek. Poruszając łapami, nie pokaże “chodź coś zjedz”, “nie zachowuj się tak!” czy “koniec zabawy”. 
Zza jej głowy usłyszała piski. Momentalnie obróciła się w stronę, skąd dobiegał hałas. Dopiero gdy zobaczyła zwijającego się z bólu Bza, zauważyła, że jakiś czas temu czmychnął z okolic jej łap. Maluch leżał nieprzytomny, obok siebie miał na wpół zjedzoną gałązkę jakiejś rośliny, na której zauważyła drobniutkie, białe kwiatki. Przerażona miauknęła głośno do medyka. On też szybko zauważył sytuację. Nic nie mówił, nie trzeba było a to tylko by przedłużało sprawę.Układanie zdań to niezbyt ciekawe zajęcie. Wolała trzymać przemyślenia w sobie a nie paplać jak najęta. Nie robiła tego nawet teraz, gdy rudy wrócił z krwawnikiem, delikatnie wsunął do pyszczka niebieskiego i próbował przekonać organizm jej dziecka, by zwrócił resztki trucizny. Tak się stało. Kompletnie wyczerpany dzieciak oddychał lekko, ale wciąż widziała jak porusza się jego klatka piersiowa. Odetchnęła z ulgą.
- Będę go musiał trochę tu zatrzymać- odpowiedział niezbyt wyraźnie przez następne zioła w pysku Wschód. Skinęła głową jak w transie. Miała tylko nadzieję, że nic mu nie będzie.

***


Oczywiście wyzdrowiał. Już następnego dnia czuł się lepiej, stanął już na łapkach, lecz medyk wolał nie ryzykować. Najadł się dość dużo tego szaleju. Sama nie pamiętała tej nazwy, przypomniał jej dawny mentor. Teraz wyzywała to zioło, niepewnie krążąc po żłobku, mijając Kolendrę i Niezapominajkę, przerażone tym, co stało się ich bratu. Co chwilę powtarzała jak to się dobrze czuje van, ale one nie wierzyły. Ona sama też, więc postanowiła pójść i się przekonać. Przy wejściu od razu poczuła intensywne zapachy. Przy ścianie, leżał mały kocurek zwinięty w kłębek. Pewnie do tej pory czuł lekki ból brzucha. Podeszła powoli, jednak maluch który pewnie tylko drzemał, szybko podniósł się na łapki. Uśmiechnęła się lekko.
- I po co ci było to jeść? No powiedz mi mały…- mruknęła cicho, wtulając się w drobną sylwetkę syna. 

<Bzie?> 

23 kwietnia 2021

Od Bzu CD. Brzoskwini

Obcy kocur pachnący ziołami spojrzał na niego. Jego ślipia wodziły po jego ciele, zupełnie jakby Bez miał kolorowe futerko. Jego pysk poruszał się, ale van nic z tego nie rozumiał. Para zielonych oczu wbiła się w jego pysk. Bez speszony spojrzał na rodzicielkę. Brzoskwinia westchnęła i podeszła do nich. Także zaczęła ruszać pyskiem. W końcu otworzyła szeroko pysk. Bez niepewnie powtórzył tą czynność. Rudy kocur uśmiechnął się i pokazał, żeby jeszcze szerzej otworzył pyszczek. Medyk zajrzał do środka oglądając uważnie jego buzie. Dotknął nawet pazurem jego języka. Bez szybko ją zamknął, gryząc przy okazji rudego. Nie na to się pisał. Mama zaczęła tupać łapą i złapała go za kark. Zmuszony w końcu puścił łapę medyka. Brzoskwinia odstawiła go na ziemie i zaczęła dynamicznie ruszać pyskiem. Zapach złości unosił się wokół jej. Bez zmarszczył brwi. Nie rozumiał reakcji mamy. Ciekawe jakby ona zareagowała, jakby ktoś nieoczekiwanie włożył jej łapę do pyska. Szylkretka odwróciła się w stronę medyka. Kocur uśmiechnął się do kotki, uspokajając ją. Nerwy jednak nie opuściły mamy. Jej ogon chodził na prawo i lewo, zupełnie jakby kotka miała zaraz odlecieć. Bez przyczaił się na ogon mamy, skoczył i złapał go. Kotka podskoczyła. Zapach gniewu nasilił się. Kociak skulił się, kładąc uszy. Nie musiał patrzeć na mamę, żeby wiedzieć, że ta właśnie zabija go spojrzeniem. Chyba tylko obecność rudego uratowała go przez śmiercią.
Dorośli zajęli się sobą. Ruszali do siebie pyskami, a Bez zwiedzał nowe miejsce. Czuł słaby zapach siostry, przy niektórych liściach. Pewnie tu Niezapominajka wybierała się podczas swoich wycieczek. Tylko po co? Bez nie rozumiał za bardzo dlaczego tu było tyle tak różnie pachnących listków i kwiatków. Co prawda niektóre z nich dosyć ładnie pachniały, ale całość przytłaczała malucha. Może koty przychodziły tu by dobrze pachnieć? Spojrzał na białego pąk kwiatów. Pachniały słodko. Niczym jagódki, które kiedyś znalazł na krzaku. Podszedł bliżej do rośliny zaciekawiony. Skoro małe czarne kulki dało się jeść to może kwiatki też? 
Złapał pyszczkiem jeden z pęków i połknął w całości. Kwiatek już nie smakował tak słodko jak pachniał. Nie minęło parę uderzeń serca, a brzuch zaczął go boleć. Spojrzał na różowy brzuszek zdezorientowany. Czyżby brzuszki nie lubiły kwiatków?
Kolejna fala bólu była silniejsza. Kociak mimowolnie zgiął się w pół. Z każdym uderzeniem serca było coraz gorzej. Jego brzuszek najwidoczniej bardzo nie lubił kwiatków. Spojrzał w stronę rodzicielki spanikowany. Kotka zajęta rozmową nie zauważyła jego błagalnego wzroku. Pisk wydobył się z gardła malca. Mama odwróciła się w jego stronę zaskoczona. W jej ślipiach dojrzał przerażenie. Nim kotka zdążyła do niego dobiec stracił przytomność. 

<mama? najadł się szaleju jak coś>

06 kwietnia 2021

Od Brzoskwinki Cd Bza

 Czasem naprawdę czuła się, jakby mogła powtarzać jedne i te same słowa ciągle. Bez przerwy. A one nigdy nie dotarłyby do jej jedynego syna. Obawiała się coraz bardziej. Co jeżeli było z nim coś nie tak? Może był niemy tak jak Cicha? O tym nawet nie chciała myśleć. Bo w końcu co mogło stać się z jej siostrą? Zniknęła bez śladu. Ale potrafiła tylko westchnąć na tą całą sytuację. Nie mieli ze sobą głębszej relacji, może tamta uciekła z własnych powodów? Pewnie tak. Raczej nie była na tyle głupia by odwalić coś nieprzemyślanego. A cętkowaną zawsze coś nosiło. Poza granice rozsądku. Może Bez był podobny? Jakoś nie słuchał się jej słów, ale… On zachowywał się inaczej. Jakby nie mógł słuchać? Od dawna planowała spytanie się Wschodu, czy wszystko okej z maluchem, lecz przez ciągłe wyprawy Niezapominajki do medyka, jakoś nie chciała jeszcze bardziej zaprzątać mu głowy. Wystarczyło tupnąć nogą, a kociak coraz częściej widział ten znak. Oczywiście nie zawsze, często był odwrócony plecami. Tak jak teraz. Wystarczyło go niby wziąć za futro, jednak zawsze taka ignoracja bardzo ją wkurzała. Zaczynała robić wywód, że powinien przybiegać na zawołanie. Potem mógł robić co chce. Niech korzysta z dzieciństwa.
Widziała jak wraz z Kolendrą zwijają się w kłębek walki, razem turlając się po powierzchni żłobka. Jeżynek i Borówek po drugiej stronie kociarni chyba wzięli z nich przykład. Teraz zamiast przekomarzać się o bliżej jej niewiadomą sprawę, zaczęli udawać pozycje bojowe, pewnie mając plan rozdzielić parę rodzeństwa i zrobić jeszcze większą bitwę. Na skalę większą niż dotychczas. Widziała jak naradzają się, by stanąć naprzeciwko jej bachorów. Ruszali zadkami jak opętani, mając ochotę skoczyć już w tym momencie. Swojego brata zatrzymywał ślepy, mówiąc, że ma wybrać odpowiedni moment. W końcu, gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. Tutaj raczej jest "tam trzeci oraz czwarty korzysta". Te ciche, lecz ciekawe rozmowy kociaków miały małe znaczenie, ale nie mogła niczego innego robić, jak siedzieć w tym miejscu. Dziwiła się, jakim cudem Błysk i Stokrotka cieszą się swoją sytuacją. Opieką nad dziećmi. To w ogóle nie było ciekawe… Nie było dreszczyku emocji, jak na patrolu. Tak mogło się spotkać jakiegoś dzikiego zwierza, który przedarł się przez Ogrodzenie. Teraz siedziała w spokojnym żłobku, wszędzie były inne koty. Chciała czegoś więcej a nie tego czegoś. W takim zamknięciu, z możliwością przejścia się po obozie. Niby mogłaby wziąć dzieci do lasu, ale wolała nie ryzykować. Jej zadaniem była opieka nad nimi. A tymczasem usłyszała obok siebie pisk. Obróciła nerwowo głowę. 
   Kolendra (bo oczywiście to ona zawsze musiała coś sknocić!) wiła się jakby stało się nie wiadomo co, by tylko zwrócić na siebie uwagę innych, nerwowo przykładając łapy do pyszczka. Wiedziała, że przesadzała. W końcu to jej specjalność, nachalne bycie wrzodem na ogonie "by ją zauważyć" no i niestety każdy już wiedział o niej chyba wszystko. A plotkarą była chyba po babce. Obok niej wiecznie cichy Bez. Wpatrywał się w nią tymi swoimi przeszywającymi oczami. Czasem miała ochotę go trzepnąć. Jednak coś ją powstrzymywało. Nawet teraz. Gdy ten najwyraźniej coś zrobił siostrze, pewnie delikatnie ale i tak. 
- Co się stało? - spytała się syna, jakby sądząc, że odpowie. Skądże. Na chwilę otworzył pyszczek, potem zamknął. 
- On mne PODLAPAŁ! - miauknęła tortie, ni stąd ni zowąd. Pokręciła ze złością głową. 
- Tragedia… - mruknęła. 
- Własnie! - przytaknęła energicznie młoda kotka. Jakby nie zrozumiała ironi. No najwyraźniej tak było. 
- Przesadzasz, Bez nie mógłby cię przecież uderzyć, jesteś aż tak głupia by dać się pocharatać?- Borówek wyraził swoje zdanie, mocno akcentując imię kocurka. Do srebrnego dołączył drugi. Pokręcił głową. 
- Nie zmyślaj Kolendra… 
Jak oni w końcu przejrzeli na oczy. Niesamowite. Tym razem mała już dała sobie spokój, lecz po chwili dodała:
- Klew mi leci! 
- Może od razu zawołamy Wschód bo potrzebujesz całodobowego nadzoru przez wzgląd na stan zdrowia? - warknęła. 
- Moze… Musię się dowiedzec co mi jeśt. 
- Dobra - już zrezygnowana pokręciła głową- Przy okazji zapytam się go o Bza…  No i zabiorę Niezapominajkę, niech nie przeszkadza mu tam. 
- W końcu się zajmiesz tym biednym kociakiem!- miauknęła gdzieś z tyłu Błysk. Wyglądała jakby dopiero co wstała. Ziewnęła rozwierając szeroko szczęki, a w tym samym czasie niezbyt pewna o które jej dziecko chodzi kotce, Brzoskwinka podniosła jedną brew, mając ochotę już wyjść.
- Nie rozumiem o co ci chodzi- syknęła.
- Widać, że musisz się nim zająć, coś jest nie tak- wytłumaczyła powoli bura, zgarniając swoje pociechy. W okamgieniu znów położyła się na legowisku. Szylkretka otrząsnęła się z lekkiego zdziwienia i zwerbowała wszystkie bachory.
- Dobra, idziemy złożyć wizytę!- udając jakoś podnieconą, podniosła vana z zakurzonego podłoża. Ruchem ogona kazała Kolendrze dreptać obok niej. Wychyliła się ze żłobka, od razu zanurzając całe łapy w błocie. Westchnęła już całkowicie zrezygnowana. No co jeszcze? A nieszczęścia niestety sypały się jak ten deszcz wczorajszego dnia. Niespodziewanie oraz niepokojąco szybko. Nie dało się zatrzymać tego wszystkiego. Chciałaby mieć już spokój. Słyszała ciche piski Bza, zwisającego wciąż nad powierzchnią, łapki latały mu we wszystkie strony, lecz nie musiał przynajmniej jak siostra brodzić w mule.
Po drugiej stronie obozu pojawiły się jakże znane jej koty. Kremowy wraz z liliowym śmiali się tak głośno, że nawet tu słyszała ich głos. Wolałaby nie. Teraz była rozstrojona do cna. Cała dygotała ze złości. W końcu niecodzienny widok, twój dawny przyjaciel (uważany nawet za partnera!) szedł sobie obok znienawidzonego brata. Cóż za przypadek… Dziwnie… Dziwny. Przecież chyba wszystkie nieszczęścia, które ją spotkały, mogły się skończyć. Oczywiście odpowiedź była prosta. NIE. NIE. Nie. Po prostu zaprzeczenie. Do tego dwa kocury zbliżały się w ich stronę. Jabłko powitał maluchy tym swoim uśmiechem, ją krótkim skinieniem głowy. Trzmiel spojrzał na dzieciaki jak na jakieś nieznane osobniki, trochę zaciekawiony a trochę przestraszony, a do niej lekko wykrzywił pysk, starając się wyglądać na miłego, ale po chwili to niby szczęście, zastąpiła niepewność. Powinna.

- Cześć! To ja wam nie przeszkadzam…- skwitował dziko pręgowany i czmychnął niczym wiewiórka na drzewo. Tylko przez chwilę widziała jego kremowe futro między gałęziami. Znikł tak szybko jak się pojawił. Natomiast drugi został. Wciąż patrząc się w nią. Nie znosiła jego wzroku. Odzwyczaiła się od pogawędek. 

- Hej…- zaczął niepewnie liliowy.

- Hmm?- mruknęła niecierpliwie, po czym zwracając się do kociąt rzekła:- Traficie do legowiska medyka, prawda? No to już, zmykajcie.

- Czy…- odezwał się cicho Trzmiel, obserwując jak Kolendra z Bzem (który dopiero po chwili gapienia się w nią poszedł za tortie) już szli do śmierdzącego ziołami zakątku.

- Powiedz, dlaczego po taaak długim czasie, postanowiłeś ze mną porozmawiać? Nie wiesz co tu się działo?! Jesteś w innym wymiarze?!- wypaliła natychmiastowo.

- Ja po prostu…

- Co ty po prostu? Nie obchodzi cię już chyba NIC! Mamy kocięta, rozumiesz?
- Właśnie wiesz, chciałbym się czegoś spytać. Czy to na pewno NASZE kocięta? 
- A jak myślisz mysi móżdżku? Przez ciebie muszę siedzieć teraz w kociarni niańkując dzieci!
- Ale…
- Żegnam- odparła piorunując go wzrokiem. Krótkim strzepnięciem ogona zakończyła rozmowę i pośpieszyła do dzieci. W tym momencie, zdała sobie sprawę jak rzeczywistość, która kiedyś była dla niej normalna, zmieniła się. Wcześniej gawędziła z przyjacielem.Teraz… Jakby go nie znała. No i co chwilę siedziała w legowisku medyka, do którego wkroczyła powoli, z lekko zauważalnym strachem. Nie potrafiła odpowiedzieć czemu obawiała się spotkania z dawnym mentorem. Obok rudego siedziała już liliowa, pokazując nerwowo swoje zadrapanie. Tamten tylko kręcił głową. Ciekawe, czy to było z rezygnacji czy zaniepokojenia. Raczej tego pierwszego. Bo jak wytłumaczyć małej, wścibskiej istocie niskie zainteresowanie sytuacją. Leczyło się w końcu gorsze przypadki. Do tego widziała, jak młoda osobniczka z irytacją spogląda na rodzeństwu, które po prostu patrzyło na zioła, mając wylane na Kolendrę. Tragedia. O dziwo, spostrzegła nawet Owieczkę gdzieś w cieniu. Nawet się nie witała, asystentka medyka pewnie spała. 

- Dobra, możecie już wracać- po jakimś czasie zaproponowała dzieciakom. Kotki potulnie wysunęły się na światło dzienne, nawet szedł z nimi Bez. Lecz jego zawołała z powrotem. Oczywiście nie wykonał polecenia, więc chwyciła go i położyła obok medyka.

- Możesz mi powiedzieć co z nim jest?- spytała nerwowo. Spojrzała na kocurka, który wbijał w nią swoje ślepia.- A ty tu zostajesz…- rzuciła jeszcze, jakby jej potomek miał jeszcze ochotę wrócenia do żłobka. Zapewne mogło mu się tu nie podobać, zapachy przytłaczały go pewnie ze wszystkich stron, ale dało się wytrzymać. Sprawa była zbyt wysokiej wagi, by mogła dać mu możliwość opuszczenia legowiska medyka. W razie czego stanęła na wejściu, ruszając ogonem we wszystkie strony.


<Bez?>


19 pkt

29 marca 2021

Od Bzu

Promienie słońca wpadły do kociarni, rozświetlając ją na weselsze barwy. Bez z zachwytem przyglądał się temu. Podszedł do nich i dotknął je niepewnie łapką. Ziemia lekko ciepława była taka przyjemna w dotyku. Kocurek uśmiechnął się. Świat był taki niesamowity. Ciekawiło go co jeszcze skrywa skrywa się poza kociarnią. Spokojne pomieszczenie wypełnione zapachem mleka było już dobrze znane vanowi. Kryjąca się za wyjściem ze żłobka kraina ciekawiła go. Łapki go świerzbiły do zwiedzania. Zielone ślipia chłonęły widoki. Świat na zewnątrz był taki inny. Długie brązowe badyle wyrastały z ziemi otaczając całe obozowisko. Ich barwa przypominała mu futerko Błysk. Czy ów badyle były równie miękkie w dotyku jak sierść kotki?
Poczuł lekkie drżenie ziemi. Odwrócił się za siebie. Jego siostra już wstała i szturchała ich mamę. Bez odwrócił się w stronę nieznanego mu świata ponownie. Zaraz wstaną pozostali mieszkańcy kociarni i już nie będzie mógł spokojnie posiedzieć. Choć z drugiej strony nie marudził. Na myśl o zabawie podskoczył wesoło. To był zdecydowanie jego ulubiony czas dnia. Może na równi z odwiedzinami kotów zewnątrz. Temu towarzyszyło tyle emocji i różnych śmiesznych reakcji kotów. Na przykład na widok pewnego kremowego kocura jego mama się śmiesznie jeżyła. Każdy kot wchodzący do żłobka miał inne relacje z jego stałymi mieszkańcami i to fascynowało kocurka. Ciekawiło go kogo jeszcze spotka przez resztę swojego życia. 
Poczuł drżenie. Rodzicielka spoglądała na niego. Jej pysk zdradzał zniecierpliwienie. Kocurek często nie wiedział o co była na niego zła. Wystarczyłoby, że bawił się z kimś, a ta znikąd umiała przyjść pogniewana, posyłając mu nieprzyjemne spojrzenie. Pachniała wtedy złością. Bez bardzo nie lubił tego zapachu. Podbiegł szybko do kotki. Wskoczył na legowisko i ułożył się koło matki. Ta nadal spoglądała na niego, poruszając pyskiem. Kocurek zmrużył ślipia, zastanawiając się czy te dziwne ruchy miały coś znaczyć. Były tak szybkie i różne, że van nie mógł się w tym zorientować. Już wcześniej zauważył, że inne koty często tak się porozumiewają. Liczył, że i on lada dzień zrozumie te zagadkowe gesty i spełni oczekiwania rodzicielki. Przewrócił się na grzbiet, ukazując rodzicielce swój brzuchol i uśmiechnął się do kotki. Odpowiedziało mu zdezorientowanie w jej oczach. 
Nagły ból pojawił się na jego ogonie. Pisnął i zerwał się na łapy. Sprawca tego haniebnego czynu przyglądał się mu i uśmiechał się niewinnie. Kocurek zmarszczył brwi. Kolendra puściła jego ogon i przyjęła pozycję oznaczającą chęć zabawy. Bez wskoczył na siostrę. Złączyli się w biało-niebiesko-liliowy kłębek turlający się wesoło po kociarni. Wesołe piski towarzyszyły tej szalenie krwawej walce. Z tych całych emocji kocurek nieświadomie wyciągnął pazurki. Pacnął siostrę. Zaskoczony zamiast radości poczuł smutek. Kotka złapała się za łebek, a jej ślipia wypełniły łzy. Nieznany dotąd metaliczny zapach wędrował do nosa Bza. Przestraszony odskoczył. Spojrzał z przerażeniem na mamę. Nie wiedział co się dzieje. 

<Mamo? help?>

4 pkt