BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sowa. Pokaż wszystkie posty

31 grudnia 2024

Od Sowy CD. Mrocznej Wizji

Sowa spojrzał niepewnie na kotkę. Co to wszystko miało znaczyć? Ma przeprowadzić go przez piekło? Tylko dlaczego, akurat piekło. Młody kocurek machnął końcówką ogona, a w jego głowie rodziło się mnóstwo pytań, na które i tak pewnie nie dostanie odpowiedzi.
— Jestem ci wdzięczny Mroczna Wizjo — mruknął z lekkim uśmiechem — Nikt nigdy, jeszcze tak o mnie się nie zatroszczył i tyle od siebie dał. Gwarantuje ci, że będę najlepszym wojownikiem w Klanie Wilka, jakiego kiedykolwiek widziałaś! Będę świecił przykładem i słuchał wszystkich rozkazów. — wypowiedział dumnie, unosząc głowę wysoko. — Obiecuję. — Dodał odważnie. Czuł dziwną relację pomiędzy nimi; jakby przyjaźń, której do końca nie było widać. Znali się krótko, nawet za krótko, a jednak była dla niego jak przyjaciółka, której mógł zaufać i powierzyć coś niezwykłego. Spojrzał na nią po raz kolejny, chcąc wtulić się w czarne futro kotki, jednak powstrzymał się od tego bardzo szybko. 
"Co ona by sobie o nim pomyślała?" Już i tak dzisiaj zrobił zbyt wiele dziwnych rzeczy, których z pewnością nie powinien robić. Mroczna Wizja spojrzała na niego i machnęła ogonem, wbijając, pusty wzrok w kota.
— Dobrze Sowo — mruknęła chłodno. Sowa najwyraźniej przyzwyczaił się do tych reakcji, ponieważ nie powiedział nic, ani nie zareagował na jej dziwne i ciągle oschłe zdania. — A teraz idź coś zjeść — wymruczała, patrząc na niego pustym spojrzeniem.
— Ale ja chce się bawić! Chcę z tobą zostać Mroczna Wizjo, przynajmniej na jeszcze chwilę… Proszę! - rzucił, oburzony decyzją kotki. Musiał znaleźć granicę w zachowaniach, na które przymyka oko, a które są całkowicie niedopuszczalne.

< Mroczna Wizjo? >

30 grudnia 2024

Od Sowy CD. Mrocznej Wizji

Kocurek zatrzymał się lekko zdyszany, dobiegając do Mrocznej Wizji. Chyba właśnie tego potrzebował od tej kotki; mocnych słów, które postawią mały móżdżek Sowy do pionu. Trzepnął ogonem o piach i ze szklistymi oczami wydyszał tak ciężko, jakby był po dwóch biegach na dwadzieścia długości drzew.— Mroczna Wizjo! — wydusił jeszcze raz, nabierając powietrze w płuca. Ogarnął go wzrok czarnej kocicy, która najwyraźniej zastanawiała się, co Sowa mógł od niej jeszcze chcieć. — Jednak zmieniłem zdanie. Przepraszam! Jeszcze nie wiem, czego chcę; za dużo się tu dzieje! — wymruczał pewny siebie. Skierował wzrok na niebo i słońce, które były wprost nad obozem, próbując przebić się przez konary wysokich drzew. Strzepnął uszkiem, patrząc na łapy. Zawahał się przed wypowiedzeniem dalszych słów; raczej nie będzie już odwrotu. Teraz albo nigdy. Nie mogła mu przepaść okazja do zabłyśnięcia i pokazania co, tak naprawdę, jest wart. Był gotów. W najgorszym wypadku umrze, gdzieś z boku, całkiem sam, gnijąc wśród innych odepchniętych. — Pamiętasz, jak składałaś propozycję, wyszkolenia mnie? — wymruczał. Zauważył, jak Mroczna Wizja skupia na nim wzrok, który przeszył całe jego ciało. Końcówka ogona zadrżała lekko, lecz nic poza tym. Wziął powietrze w płuca i kontynuował — Nie miałem kiedy Ci tego powiedzieć, i no wiesz… Rozpatrzyć twojej propozycji. Wydaje mi się, że jestem na to gotów… I jeśli się zgodzisz… Cóż... — Zatrzymał się na chwilę. Jego tempo mówienia było szybkie, ale słowa wyraźne i przemyślane. Nie było momentu zawahania czy zwątpienia. Musiał to zrobić, inaczej już niczego nie będzie mieć z życia, poza bezsensownym użalaniem się nad sobą i służeniem klanu do końca swych nudnych dni. — Chciałbym, abyś była moją mentorką i wyszkoliła mnie na wojownika Klanu Wilka, abyś przekazała mi najważniejsze wartości i pokazała powód, dlaczego warto żyć, Mroczna Wizjo. — Kotka zgromiła go tajemniczym wzrokiem.
— Dobrze Sowo, zgodzę się na twoją propozycję pod warunkiem, że spełnisz jedną moją prośbę — mruknęła chłodno, machając ogonem. Sowa nawet nie wiedział, co powiedzieć. Jak się ma zachować? Kotka przyjęła jego propozycję? 
"Zrobiła to? To był sen? Może dalej jest z matką? Gdzie jest jego rodzeństwo? On tu powinien w ogóle być?!"
Myśli zamgliły mu całkowicie głowę. Wydawało się, jakby krzyczał to wszystko na głos. Tak jednak nie było. Patrzył się pusto na kotkę tak jak ona na niego. Wydawało się, że sama Mroczna Wizja miała na niego dobry wpływ, chociaż rozmawiali ze sobą bardzo krótko. Zabrał powietrze w płuca, przemykając wzrokiem po kotce.
— Jaka to propozycja Mroczna Wizjo? — zapytał. W jego głosie było słychać pewien skryty entuzjazm, który próbował skryć przed wojowniczką. Czy Sowa pod jej wpływem stawał się kimś innym? Bardziej podporządkowanym, przecząc sobie samemu? Czy tak to właśnie powinno wyglądać, a może to ona ma zły wpływ na niego?

<Mroczna Wizjo?>

Od Sowy CD. Mrocznej Wizji

Nabrał powietrza do płuc, idąc z lekko opuszczoną głową w stronę żłobka. Nie rozumiał tej kotki ani trochę, wydawała mu się inna niż wszyscy, których dotąd poznał. Nie żył w klanie jakoś długo, bo zaledwie kilkanaście wschodów słońca, ale czuł od niej coś, czego inne koty nie miały w sobie, a z pewnością wojownicy, tak, jakby nigdy nim nie była. Oczywiście nie wykluczał kotki z bycia wojowniczką, przecież to byłby skandal dla niej, dla klanu i dla samego lidera. Bał się każdej odpowiedzi czarnej kotki, chociaż nie powinien. Nie potrafił wydusić z siebie nic więcej, jak żałosny pisk przeprosin. Wolał jednak tego nie robić. Wiedział, że kotka oceniała solidnie i dokładnie, a rozmowa, którą podsłuchał, zapewniła go w tym jeszcze bardziej.
“Coś mi mówi, że może się nadać. Jest silny. A charakter da się naprawić”
Jak on miał rozumieć te przeklęte słowa? I co to miało znaczyć? Po krótkim rozmyślaniu, było widać nabuzowany pysk Sowy i jego wyraźne zdenerwowanie. Kotka zrobiła coś, co uderzyło kociaka; nie w serce, tylko w umysł. Naprawdę uważała go za głupiego kota, bez krzty myśli oraz własnego charakteru? Być może był kociakiem; nawet młodym, ale jakiś charakter w sobie miał. Poza tym nie mógł sobie pozwolić na to, aby Mroczna Wizja od tak go zmieniła. To jego niezmienna i niezależna od nikogo innego jak od niego samego część. Musiał jej coś powiedzieć, nie mógł pozwalać sobą pomiatać, przynajmniej na razie, gdy jego czyny nie będą nosić za sobą aż tak dużych konsekwencji.
- Słuchaj, Mroczna Wizjo - mruknął, nie do końca pewien swoich działań. - Zastanawiasz się nad moją użytecznością w klanie, a jestem przecież kociakiem… N-naprawdę oczekujesz od takiego malca ogromnego napędu i przykładu do pracy? Potrzebujecie kogoś silnego i użytecznego, ale ja nie potrafię taki być, przynajmniej w tym wieku - wymruczał.
Teraz chyba żałował swoich słów najbardziej na świecie.
- Wiem, że chcesz mocy klanu, a nowy rekrut, który właśnie ci to mówi, tak wyżala się nad swoimi, umiejętnościami - syknął twardo, trzepiąc łbem. Musiał pokazać, że pomimo tego, co mówi, jest twardy i mocny.
Spiął lekko mięśnie, czekając na reakcję Mrocznej Wizji, która chyba była tym zszokowana. Jej wzrok był równie oceniający jak i zawiedziony. Teraz się bał. Co kotka mu odpowie i jak zareaguje? Chyba weźmie go za futro i wywlecze z Klanu Wilka jak najdalej, mówiąc, by więcej się tu nie pokazywał. A może wyda na śmierć? Strzepnął ogonem niepewnie, wpatrując się wprost w czarną kotkę. Jego wzrok był twardy, ale niepewny. Chciał pokazać, że jest wart życia w klanie, a z drugiej strony czuł, jak rozmiękcza się, z każdą kolejną sekundą.

<Mroczna Wizjo?>

07 września 2017

Od Sowy C.D. Lawendowego Płatka

Akcja dzieje się przed zebraniem
Podczas polowania Sowa zapuściła się trochę za bardzo na tereny Klanu Wilka i oto kara! Gdy tylko złapała mysz, jakaś wojowniczka ją zauważyła i przybrała pozycję obronną. Jednooka wypuściła mysz z pyszczka zdziwiona, a następnie pochyliła ze skruszeniem głowę. Każdy członek Klanu Wilka poza tym wronim ścierwem zasługiwał na szacunek. Błękitnooka nieznajoma wydawała się być nieco zdezorientowana.
- Och, witaj! To wielki zaszczyt widzieć moim skromnym okiem wybrankę Wilczej Gwiazdy, kogoś, kto należy do jego klanu. Zapewne mnie nie znasz, jestem Sowie Skrzydło Przecinające Powietrze, ale zwracaj się do mnie po prostu Sowa. A ty, o pani? Jakie nosisz szlachetne miano? - miauknęła samotniczka z szacunkiem.
Zapewne nieznajoma spodziewała się walki, a nie komplementów i tak wyszukanych słów. Minęło kilkadziesiąt uderzeń serca, aż w końcu z jej pyska padła odpowiedź.
- Nazywam się Lawendowy Płatek - zaczęła powoli - jestem medyczką Klanu Wilka. Czy mogę wiedzieć, co robisz na naszych terenach i czemu na nich polujesz?
- Och! - wykrzyknęła Sowa, trącając mysz łapą w stronę Lawendowego Płatka. - Przepraszam. Ja po prostu polowałam dla rodziny i zapuściłam się trochę za daleko. Możesz wciąć tą mysz do jakichś swoich medycznych eksperymentów, a jeśli o to poprosisz, upoluję ci więcej! Bo widzisz, jestem córką Brudnej Łapy, dawnej uczennicy Klanu Wilka, która pochodzi od samego Wilczej Gwiazdy. Nie mam możliwości należenia do grona tych szlachetnych kotów, ponieważ twierdzę, że odkąd moja szyja została skażona obrożą Dwunogów, nie zasługuję by razem z wami żyć. Ale! - tutaj podniosła dramatycznie głos. - Pomagam wam na swój sposób, ale to jest już mój mały sekret.
<Lawi?>

31 sierpnia 2017

Od Sowy

Pożar.
Jak uroczo.
Patrzeć z oddali, z bezpiecznej stodoły wraz z resztą rodziny na płonący las. Niepokoiłam się o Klan Wilka, ale jeśli mam być szczera, to z przyjemnością oglądałabym jak ten zdrajca krwi, Pustułkowy Dziób, pali się żywcem. Utrudnił mi moją ostatnią akcję. Mnie! Swojej własnej rodzinie. Ten głupiec świadomie naraził się na gniew Wilczej Gwiazdy i mój, więc osobiście przysięgłam, że jedyną stratą, jaką otrzyma Klan Wilka z moich łap, będzie śmierć tego tej mysiej strawy. Milcząca Gwiazda źle zrobiła, mianując go swoim zastępcą! Wszystko, co ona osiągnęła, zostanie przez niego zrujnowane. Nie zasługiwał, żeby założyciel Klanu Wilka w ogóle był jego przodkiem!
Już na samą myśl o nim wściekałam się, a to niedobrze, bo przecież złość piękności szkodzi. Machnęłam ogonem z irytacją, po czym zeskoczyłam z dachu stodoły i ruszyłam w stronę moich młodszych córek, które siedziały obok siebie. Poprzedniego dnia zrobiłam im mianowanie, ale ze względu na to, że Szrama nie robił jakichkolwiek postępów ze swoimi uczniami, to obie kotki poszły pod moją opiekę.
Sarenka pierwsza mnie zauważyła. Podniosła głowę i wstała z lekkim trudem. Po ataku tego psychola z Klanu Nocy, zabrałam ją do Dwunożnych, aby trochę zajęli się jej chorą łapą. Chciałam ją odwiedzać, ale jedyne co mogłam robić, to patrzeć przez okno jak coś z nią robią, aż w końcu, pewnego dnia poczynili postępy - Sarenka wstała, a zamiast łapy miała dziwne, drewniane coś. Jeszcze jakiś czas zajęło jej, zanim nauczyła się chodzić z samym kikutkiem ogona i tym... implantem w wersji bieda, ale byłam z niej dumna. Przetrwała tak brutalny i niebezpieczny atak i do tego pomogła zabić swoją siostrę. Wiedziałam, że będzie z niej godna następczyni, na wypadek, gdyby nie udało mi się za życia doprowadzić Klanu Wilka do władzy.
Kiedy podeszłam do kotek, dotknęłam Kropelkę nosem a Sarenkę czule polizałam po pyszczku.
- Wstawajcie, idziemy na polowanie i trening.
<Kropelka, Sarenka?>

24 lipca 2017

Od Sowy C.D. Gradowej Łapy

   Czyli teraz muszą się zawracać, bo ten brzydal zapomniał o liściach jakiegoś chwastu, którego jest od cholery wszędzie?
   Sowa wzięła głęboki oddech, starając się zachować na uśmiech na pysku oraz kontrolę nad emocjami. Nieco poirytowana spojrzała na Gradową Łapę.
   — Może pójdę z tobą. Drogę do domu już znasz, a ja przy okazji wróciłabym do swojego. Oczywiście, jeśli chcesz, mogę tu na ciebie zaczekać albo wrócić z tobą — Sowa modliła się w duchu, żeby kocurek jednak zdecydował się na ponowny powrót w samotności, bowiem gdyby musiała przechodzić tę samą trasę po raz drugi i trzeci, padłaby ze zmęczenia. Już teraz nogi ją bolały od całodziennego poszukiwania wiecznie uciekającej Kwiatu Jaśminu.
   — Myślę, że dam już radę wrócić. Ty odprowadziłaś mnie, więc teraz ja odprowadzę ciebie — miauknął uczeń medyka wesoło.
   Jego nastawienie do świata bardzo dziwiło samotniczkę. Jak można być tak brzydkim, ale tak bardzo miłym dla innych? Chociaż, Sowa była w jej mniemaniu najpiękniejszym bytem, jaki kiedykolwiek istniał, a zdawała sobie sprawę, że w rzeczywistości taka milutka i kochana jak teraz dla Gradowej Łapy nie jest. 
   Szli jeszcze jakiś kawałek, gdy w końcu samotniczka rozpoznała miejsce ich wcześniejszego spotkania.
   — No, to znajdź tego swojego kwiatka, a ja już wracam do domu. Uważaj na siebie, paskudo — mruknęła, liznęła go pokrzepiająco w policzek i rzuciła się biegiem przez trawy w stronę Siedliska Owiec.
<Gradzik?>

23 lipca 2017

Od Sowy C.D. Gradowej Łapy

   Sowa miała tylko jedno życzenie.
   Żeby jej ukochana córeczka przestała cały czas oddalać się od domu.
   Rozwścieczona szukała jej od tak długiego czasu, że przestała nawet liczyć uderzenia serca. Włóczyła się po okolicy w poszukiwaniu Kwiatu Jaśminu od wschodu słońca, z obawą, że spotka kogoś takiego jak ten kocur z Klanu Wilka. Na samo wspomnienie tego oblecha przechodził ją dreszcz, chociaż gdyby na miejscu młodej uczennicy była samotniczka... Dobra, nie.
    Zbliżała się do terenów Klanu Burzy, kiedy poczuła zapach. Zapach zguby i jakiegoś innego kota, waliło od niego płcią męską. Gwiezdni, jeśli ona znowu wplącze się w jakieś kłopoty...
    Sowa po długim przedzieraniu się przez trawę, w końcu znalazła Kwiat Jaśminu, która przyduszała do ziemi... coś. Z tej odległości trudno było twierdzić, czy to aby na pewno kot. Jednakże, zdenerwowana matka wydała z siebie poirytowane syknięcie, podbiegła do dwójki młodych kotów i skoczyła na Jaśminkę, zrzucając ją z kocura.
   — Głupia! — wrzasnęła jednooka. — Masz pszczoły w mózgu? Wracaj natychmiast do domu i więcej się tak nie oddalaj!
   Szara kotka pisnęła przerażona, a następnie wyrwała się matce i pognała w stronę Siedliska Owiec. Samotniczka wpatrywała się w nią, a gdy długowłosa znikła jej z oczu, prychnąwszy zwróciła się w stronę ofiary Jaśminki. Teraz miała pewność, że to był kot, ale nie wyglądał na groźnego. Tylko brzydkiego.
   — Ach, przepraszam za moją córkę. Nie wiem, co w nią wstąpiło, zazwyczaj jest bardzo spokojna — Sowa powęszyła trochę. — Pachniesz Klanem Burzy. Co robisz tak daleko od obozu, biedna, krzywomorda paskudo?

<Elo Grad trochę kiepsko wyszło :/>

12 lipca 2017

Od Sowy CD Kwiatu Jaśminu

   Nie mogła spać w nocy, bo rany po ostatniej walce z zastępcą Klanu Klifu były bardzo dokuczliwe. Upewniwszy więc się, że jej nowe dzieci niczego nie potrzebują, wygrzebała się z ciepłego stogu siana.
   Miała tylko iść się przewietrzyć, zaczerpnąć świeżego powietrza i ochłonąć, lecz kiedy wyszła na zewnątrz, ujrzała w śniegu ślady łap, a po otworzeniu pyska, wyczuła zanikający już zapach Kwiatu Jaśminu. Poirytowana Sowa ruszyła po tropie, myśląc już, jaki to ochrzan da swojej córce.
   Zadowolona zauważyła jednak, że kotka kierowała się w stronę terytorium Klanu Wilka. Może miała zamiar dowiedzieć się więcej na temat tegoż wspaniałego klanu? Co nie zmienia faktu, że wyszła bez wiedzy matki, a przecież nie ma się czego bać! Sowa nie dość, że byłaby zachwycona i dumna z Jaśminki, to jeszcze by ją oprowadziła po terytoriach Wilczej Gwiazdy, bo jakoś je znała.
   Przyśpieszyła jeszcze bardziej, by jak najszybciej dotrzeć o córki i... No właśnie, czemu Sowa nazywa ją córką? Kiedy kotka była jeszcze mała, samotniczka porwała ją z obozu Klanu Burzy, ale mimo, że Kwiat Jaśminu nie była jej córką, to jednooka kochała ją jak własne dziecko. Gdyby coś jej się stało, pewnie udawałaby, że nic się nie stało, lecz w środku przeżywałaby prawdziwą rozpacz.
   Była już na terenach Klanu Wilka, gdy z zaniepokojeniem stwierdziła, że wyczuła zapach nieznajomego kota, prawdopodobnie wojownika. Przecież on mógł nie wiedzieć, że Klan Lisa działa dla jego dobra i mógł zaatakować młodą uczennicę. Przez chwilkę stała w bezruchu, a potem pognała na ratunek dziecku, dopędzana strachem przed tym, co mogłaby zobaczyć na miejscu, a czemu może jeszcze zapobiec.
   Wypadła z krzaków z nastroszoną sierścią, a jej oczom ukazał się wcale nie tak straszny widok - nieznany wojownik leżał obok drzewa, przy jego przednich łapach leżały resztki jakiegoś małego zwierzątka, natomiast przy nim czuwała Kwiat Jaśminu, na szczęście cała i zdrowa.
   — Jaśminko, kochanie, nic ci nie jest? Nie skaleczyłaś się nigdzie? — wyrzuciła z siebie kotka, po czym doskoczyła do długowłosej i objęła ją łapą.
   Kotka zadrżała, lecz jednocześnie wydała się zmieszana uprzejmością matki.
   — Nie, Sowo, wszystko dobrze, jest mi tylko trochę zimno.
   Jednooka marszcząc brwi, spojrzała na tego kocura, oczy miał nieobecne, a wyraz pyska smutny, nie wyglądaj jednak na kogoś pokonanego w bitwie czy obrażonego. Brązowej samotniczce nie uszło uwadze nieokreślone spojrzenie, które rzuciła Kwiat Jaśminu wojownikowi. Zdjęła łapę z zielonookiej uczennicy, a następnie wyjęła pazury. Przejechała ogonem pod brodą kotki, jednocześnie zmuszając ją do uniesienia głowy.
   — Skarbie, czy nikt nic ci nie zrobił? — powtórzyła pytanie stanowczym głosem, wpatrując się twardo w ślepia córki.
   — Nie, mamo... — wyjąkała Kwiat Jaśminu, drżąc jeszcze mocniej.
   — Nie kłam, do jasnej cholery! — krzyknęła jednooka, po czym pacnęła uczennicę w głowę.
   Słysząc podniesiony głos, dotąd leżący nieruchomo kocur uniósł głowę i wbił w dwie kotki spojrzenie zaniepokojonych oczu. Jaśminka natomiast, pociągnąwszy nosem, zaczęła w końcu mówić:
   — J-ja wyszłam ze stodoły na spacer, ja chyba za bardzo się oddaliłam. Nagle, jak tak sobie chodziłam, to on wyszedł zza krzaków. Przedstawił mi się jako Borsuczy Gońca, no to ja powiedziałam, że jestem Kwiat Jaśminu. A potem on podszedł i mnie nagle... n-nagle... — głos kotki zaczął drżeć, na co Sowa potarła nosem jej ucho zachęcająco. Po chwili ciszy Jaśminka kontynuowała opowieść. — On mnie nagle przytulił, a potem spytał, czy ja jestem tu sama...
   Tyle wystarczyło samotniczce. Myślała, że żyjąc ze Szramą pod jednym dachem, poznała już wszelakie rodzaje zboczeń i fetyszy, lecz najwyraźniej się myliła. Polizała Kwiat Jaśminu po czole, a następnie... wściekła rzuciła się na kocura.
   W tej chwili miała gdzieś rany ze zgromadzenia. Ten zwyrodnialec chciał skrzywdzić jej córeczkę! Jej ukochaną Jaśminkę! Z satysfakcją poczuła, że jej pazury wbijają się w skórę wojownika, a on sam napiął mięśnie wręcz momentalnie. Zaczął wić się jak węgorz, a kotka, straciwszy równowagę, spadła z niego, odsłaniając miękki brzuch oraz gardło.
   Chyba ból cielesny wyrwał tego kocura z bólu egzystencjalnego, bo wpatrywał się w oko samotniczki wściekle, strosząc sierść i machając ogonem. Brązowa kotka podniosła się natychmiast i zamachnęła się pazurami na oczy przeciwnika, jednak ten szybko się cofnął.
   — Kochanie, uciekaj stąd — warknęła Sowa do Jaśminki.
   — Nie, mamo, czekaj! Posłuchaj mnie — załkała długowłosa — on nie chciał tego zrobić, naprawdę!
<Jaśminka, Borsuk?>

03 lipca 2017

Od Sowy

W sumie, to się nudziła. Jedyne co robiła przez ostatnie dni, to snuła się z kąta w kąt, spała lub okazjonalnie polowała. Brzuch czasami ją bolał z powodu zbliżającego się porodu. Będzie miała kolejne dzieci... właśnie dzieci! Sowa gwałtownie podniosła się ze stogu siana, na którym wcześniej leżała, po czym zawołała:
- Hej, chodźcie tu, gówniarze!
Trochę minęło, zanim jej potomstwo posłusznie zebrało się pod jej miejscem, ale kiedy w końcu do tego doszło, matka uśmiechnęła się pokrzepiająco i zaczęła mówić:
- Dobra, jesteście już duzi, więc mianuję was dzisiaj na uczniów. Łasiczko - ty jesteś moim ulubionym dzieckiem. Od dzisiaj nazywaj się Ukrywającą Łasicą, a uczyć cię będę ja, bo cię lubię.
Szara kotka podskoczyła z entuzjazmem i spojrzała na rodzeństwo z dumą.
- Jaśminko, ty też jesteś całkiem fajna, umiesz polować i mi tym zaimponowałaś. Zwij się od dnia dzisiejszego Kwiatem Jaśminu, a nauki pobieraj od Trującego Bluszczu.
Długowłosa kotka kiwnęła głową nieśmiało, chyba jednak była nieco szczęśliwa.
- A wy dwoje, Zając i Sreberko. Wy jesteście przeciętni - Sowa zdecydowanie powinna startować w konkursie na najlepszą matkę na świecie. - Zając będzie teraz Biegnącym Zającem, a Sreberko Srebrnym Szlakiem. Niech was męczy ojciec, zasługujecie sobie, nie jesteście tak fajni jak Łasica i Jaśminka.
Tymi słowami zakończyła, a następnie zeskoczyła ze stogu siana szukać Trującej i Szramy, żeby przekazać im tą wiadomość.
<Halo, jakieś dziecko, ew. Szrame?>

25 czerwca 2017

Od Sowy

Niecenzurowane wulgaryzmy, bo czemu nie

Sowa była szczerze wkurwiona na swojego partnera. No bo, zgubił własne dziecko! Już tydzień mijał, odkąd jednooka ostatni raz widziała Kryształkę, a teraz była jeszcze dodatkowo zdenerwowana z powodu ostatnich wydarzeń na terenach Klanu Nocy, bo jakkolwiek Szrama był głupi, to się skapnie, że jednak czarne kocięta za bardzo nie są jego. Zmarszczyła nos, po czym zeskoczyła ze stery siana, na której leżała.
- Widoczku! Widoczku, skarbie, chodź tu na chwilkę - zawołała kociaka, a ten już po chwili pojawił się obok jej łapy. Widząc to, uśmiechnęła się - Kochanie, mamusia zaraz wraca. Czy mógłbyś przypilnować rodzeństwa, żeby nic im się nie stało?
Kocię cofnęło się, a jego źrenice rozszerzyły się.
- O-oczywiście mamo! - miauknął z nutką dumy i podekscytowania w głosie.
Sowa uniosła brwi i liznęła młode po czole.
- Jesteś urodzonym przywódcą mój kochany, jak Wilcza Gwiazda. Wierzę, że kiedyś poprowadzisz Klan Wilka na sam szczyt - wymruczała mu do ucha, a następnie odwróciła się i wyszła ze stodoły. Odkąd jedno z jej kociąt zniknęło, wychodziła przynajmniej dwa razy dziennie, żeby zobaczyć, czy nie ma tutaj jakichś klanowych kotów lub psów. Przeszła do kłusa, rozglądając się uważnie u próbując wywęszyć coś spomiędzy smrodu owiec. Kiedy już myślała, że są bezpieczni, usłyszała trzask. Odwróciła gwałtownie łeb - sprawcą dźwięku był czarno-biały kocurek. Wyglądał na ledwie odstawionego od mleka, jakby został mianowany na ucznia parę dni temu. Kotek najwyraźniej też ją zauważył, bo nastroszył sierść i miauknął:
- Szukam tutaj siostry! Została porwana parę księżyców temu, a patrol mówił, że ktoś ją zaprowadził tutaj.
Sowa rozluźniła się, bo nie czuła nikogo innego poza uczniem. Zamruczała i podeszła do niego, unosząc przyjaźnie ogon.
- Och, kochanie! Właśnie jakiś czas temu pojawiła się u nas w okolicy taka szaro-biała, młoda koteczka, pachniała podobnie jak ty! Mieszka blisko mojego domu, mogę cię do niej zaprowadzić, ale...
- Co ale?! - pisnął kociak, najwyraźniej uwierzył kłamstwom samotniczki.
- Ale ona chyba nie chciałaby wracać... Odkąd zajęli się nią ludzie, wygląda na bardzo szczęśliwą. Ostatnio z nią rozmawiałam, mówiła, że o wiele bardziej woli swój nowy dom, niż życie w lesie... - mruknęła kotka, udając smutek. Podeszła jeszcze kilka kroków do klanowicza, który wyglądał, jakby właśnie oblano go wiadrem zimnej wody.
- T-to niemożliwe! - wrzasnął - Moja siostra nigdy by... ona... - głos kocura załamał się.
Sowa wykorzystała chwilę jego słabości i szybko rzuciła się na niego. Złapała kociaka za kark i rzuciła nim do tyłu. Kot, wciąż załamany kłamstwami pieszczoszki i dodatkowo oszołomiony nagłym atakiem, nawet nie próbował się podnieść. Kotka szybko doskoczywszy do niego przewróciła go na grzbiet. Drapnęła go w policzek i z uśmiechem wyszeptała mu do ucha:
- Jesteś bezużytecznym, pierdolonym śmieciem, kochanie. Nawet, gdybym powiedziała ci prawdę, zdechłbyś zabity przez zwykłe jagnię. To byłoby upokarzające nieprawdaż? Tak samo jak zabicie przez pieszczocha! - zachichotała, kiedy nagle poczuła niewielki ból w okolicach brzucha. Z mindfuckiem na mordzie uświadomiła sobie, że ofiara próbuje ją kopnąć. Prychnęła, rozbawiona i zdenerwowana jednocześnie:
- Jak śmiesz, ty mały kurwiu? - to naprawdę smutne, słyszeć takie słowa tuż przed śmiercią, bo Sowa po chwili wbiła ostre zęby w gardło młodego. Chyba dopiero w tym momencie do ucznia zaczęło docierać, co się dzieje, bo nagle szarpiąc się zaczął wołać o pomoc, jednak było już za późno - po krótkiej chwili wydał z siebie ostatnie tchnienie. Sowa puściła jego gardło wpatrując się w swoje dzieło. Uznała, że to jej nie wystarcza, więc dodatkowo uniosła łapę i z całej siły uderzyła w pysk kocura. Zeszła ze zwłok, złapała za ogon martwego kota i zaczęła ciągnąć. Pora pokazać dzieciom, jak postępować z tymi, którzy sprzeciwiają się Wilczej Gwieździe...

23 czerwca 2017

Od Sowy

Szczerze powiedziawszy, matkowanie było nudne. Praktycznie całymi dniami nie śpisz, bo pilnujesz, czy dzieci się nie biją, czy głodne nie są, czy nie ma w okolicy jakiegoś zagrożenia, albo czy Szrama nie próbuje czegoś odwalać z dziećmi. Umierać nie żyć. W związku z tym, Sowa postanowiła trochę odpocząć. Zostawiła kocięta z Trującym Bluszczem, bo gdyby pozostawiła je ojcu... Zmierzała w kierunku terenów Klanu Nocy, bo kto samotnikowi zabroni? Przechadzała się brzegiem rzeki, zmęczona już nieco. Wyruszyła z samego rana, a teraz słońce zaczynało już zachodzić. Czując nasilający się z każdym krokiem ból w łapach, położyła się nad brzegiem. Zamknęła oczy, rozkoszując się chłodem wody i szumem drzew. Powoli nadchodziła Pora Opadających Liści. Sowa w sumie, lubiła ten czas. Dookoła jest tak pięknie i przyjemnie chłodno. Ale najbardziej podobało jej się to, że wszystko zdycha.
- Hej, ty! - usłyszała warknięcie za sobą.
Odwróciła gwałtownie łeb - to był czarny, żółtooki kocur. Pachniał Klanem Nocy. Kotka widziała mięśnie pod krótkim futrem kota.
- Idź sobie, jesteś na terenach Klanu Nocy! - syknął wojownik i zbliżył się krok.
W sumie, Sowa była zbyt zmęczona na walkę. Mogłaby spróbować czegoś innego.
- Za momencik, kochanie... - wymruczała śpiewnie, po czym przeciągnęła się, starając się unieść tylną część ciała jak najwyżej. Położywszy się na boku, rzuciła kocurowi spojrzenie "hej seksi men" i zaczęła bawić się jakimś kamykiem. Czuła drżenie podłoża, co znaczyło, że kocur się zbliża. Zerknęła na niego - miał napięte mięśnie, aczkolwiek nie wyglądał na kogoś, kto zamierza zaatakować. Pieszczoszka poderwała się i zaczęła ocierać się o czarnego. W momencie, kiedy dotknęła jego ogona, spytała się niewinnie:
- Z obu stron masz taki przyjemny ogonek?
Chwilę zajęło zanim do tego debila z Klanu Nocy dotarł ten podryw. Jednak, kiedy w końcu nadeszła ta legendarna chwila, zapisywana odtąd w kalendarzach i czczona przez wszystkie narody świata, żółtooki wojownik uśmiechnął się i bez jakiejkolwiek zapowiedzi złapał Sowę za kark.
* * * użyj wyobraźni
Była już noc, kotka już dawno wróciła z terytorium Klanu Nocy, teraz wpatrywała się w śliczne nocne niebo, a nocny wiatr bawił się jej ciemnym od mroku nocy futrem. Widziała już swoje obecnie mieszkanie, czyli stodołę na Siedlisku Owiec. Sowa była cholernie zmęczona, głodna i wciąż rozpalona. Prześlizgnęła się pod ogrodzeniem, ominęła stertę owczych odchodów, kiedy nagle zobaczyła kocią sylwetkę.
- Szrama? Szarmuś, niedorozwinięty idioto, skarbie mój, czy to ty? - mruknęła, aczkolwiek na tyle głośno, żeby kot ją usłyszał.
To chyba jednak był partner Sowy, bo samotnik podbiegł do niej i od razu na miejscu dał jej ochrzan:
- Gdzieś ty była cały dzień, do jasnej cholery! Twoje dzieci niemal zabiły Trujący Bluszcz, a ta jedna, co chyba jest ślepa czy ki ch*j, gdzieś zniknęła.
Jednooka zmarszczyła nos.
- To nasze dzieci, jakbyś nie zauważył, a skoro nie umiesz ich przypilnować, to już nie moja wina! Jutro idziesz szukać Kryształki, a jak się będziesz sprzeciwiać, to sama cię wypierniczę ze stodoły - warknęła brązowa kotka, ale po chwili sobie przypomniała, że Gepard był jednak słaby.
Wydała z siebie nieokreślony dźwięk i zaczęła łasić się do swojego partnera. Co z tego, że przed chwilą ledwo się powstrzymywała, żeby nie skoczyć mu do gardła. Szrama był jej zabawką. Miał spełniać jej wymagania, robić co ona chciała. Kukiełka jaką był jednooki nie miała prawa sprzeciwiać się właścicielowi. Sowa była właścicielką Szramy.
<Szrame szrowuj mi tutaj>

11 czerwca 2017

Od Sowy

To było jej pierwsze porwanie - i udało się! Co prawda, ten głupi kocur zranił ją w tylną nogę, ale co tam. Sowa właśnie zamierzała pokazać kociaka dla swojego partnera, żeby nie było zdziwienia, jak rano będzie ogarniał, jakim cudem nie zauważył tego jednego kociaka. Weszła do środka nory i obudziła śpiącego kocura. Chwilę to zajęło, zanim Szrama się rozbudził, ale kiedy już to zrobił, pierwszy zabrał głos:
- Gdzie ty byłaś? Wiesz jak... - przerwał, bo zauważył kocię w pysku Sowy. - Co. To. Jest. Do jasnej cholery?!
Pieszczoszka odłożyła dziecko na ziemię.
- Twój syn. Albo córka. Nie mam pojęcia, jeszcze nie sprawdzałam - uśmiechnęła się kotka do kocura.
- Skąd to masz?
- Z Klanu Burzy.
- Ukradłaś kociaka?
- Tak, a co?
Szary kot westchnął ciężko.
- Nie wystarczy ci pięć dzieci? Musisz jeszcze kraść je z klanów?
Kotka pokazała Szramie język.
- Będę kraść kogo chce i skąd chce i nic ci do tego! A teraz idę przedstawić ją lub go rodzeństwu - syknęła jednooka, podniosła kocię z ziemi i zaczęła je nieść w stronę żłobka, czyli stodoły.
<Deszcz, któreś z gównioczków, Szrama?>

16 maja 2017

Od Sowy CD Szrama

Opowiadanie dzieje się po zgromadzeniu, czyli dużo pominęłam, pozdro.
WULGARYZMY ;w;
- Szraaamuś! Szramuś, kochanie, gdzie jesteś? - krzyknęła Sowa śpiewnie. Brak odpowiedzi. - SZRAMA! Stary, śmierdzący cepie! Gdzie jesteś, do cholery jasnej?!
Brązowa kotka rozglądała się uważnie, ale zauważyła tylko Trujący Bluszcz, która mimo wrzasków pieszczoszki wciąż spała, wygrzewając się w słońcu. Jednooka doskoczyła do burej kotki i pacnęła ją w ucho.
- Bluszczyk, skarbeńku mój, nie widziałaś może tego starego, śmierdzącego szczura, co kazał mi jakiegoś kota śledzić, a jak już wykonałam zadanie, to ucieka z lasu pykać jakieś kotki w mieście do końca miesiąca? - spytała się brązowa, gdy Trująca już się rozbudziła.
Bura samotniczka popatrzyła się na Sowę z miną "O ch*j ci chodzi". Wskazała łapą na coś za pieszczoszką.
- Ostatnio nikogo nie - jak to ujęłaś - pykałem - rozległ się za jednooką znajomy głos. Odwróciła się gwałtownie i ujrzała szarego zabliźnionego kocura.
Samiec uśmiechnął się zdecydowanie jednoznacznie i dodał:
- Chociaż muszę przyznać, że mam ochotę - zarechotał.
Sowa przez chwilę wpatrywała się w kocura.
- A weź, spier*alaj. Dobra, to ten, śledzenie! - zaczęła Sowa, uderzyła Bluszcz ogonem po pysku na znak, żeby sobie poszła. Brązowa usiadła, wypinając pierś i zaczęła. - Kazałeś mi znaleźć jakiegoś jednego kota i go śledzić. Ale ja jestem mądrzejsza od ciebie, Szarmuś i wiesz co? Poszłam na zgromadzenie klanów. I tak - liderka Klanu Wilka jest ciężko chora, bo przez cały czas kaszlała, albo w ogóle już zdechła. Była słaba, nie zasługiwała na rządzenie tak wspaniałym Klanem. Ogólnie, Wilk NATYCHMIAST potrzebuje naszej pomocy! - jęknęła Sowa z rozpaczą. - Ta cała Miodowa, tak gadała o tym, że jest silny! Tak starała się ukryć fakt tego, że się nie nadaje na przywódcę i że przez nią Klan Wilka upadł. Tak bardzo, że aż się zakaszlała w trakcie zgromadzenie, zemdlała i ją musiał medyk ewakuować. I była jakaś drama, bo jakiś gówniarz miał ten sam tok myślenia co ja, więc postanowił się wydrzeć "uhuhuhu, jaka słaba liderka". Więc oczywiście Wilczacy się nieźle zaczęli gotować, Milcząca Sadzawka, taka jedna, podobna do ciebie, to nawet się na niego rzuciła i musieli ich siłą rozdzielać. U Klanu Burzy jest spoko, za wiele to oni nie mówili. Natomiast Klan Nocy i Klifu rzucają się sobie do gardeł, wszystko przez jakiegoś kota, który jak mu się nudzi to hasa po terenach Nocy i zabija losowe koty. Podobno nawet jakąś z Wilka zabił, wyobrażasz to sobie? - fuknęła Sowa.
Szrama słuchał z uwagą. Kiedy Sowa zakończyła kocur spytał się:
- Czy ktoś cię zauważył?
- No, parę kotów... - pokręciła potwierdzająco głową Sowa. - Jakieś dwie z burzy, jedna bardzo miła, a druga mocno nieogarnięta. Potem jeszcze ta Milcząca i gówniara z Klanu Wilka. Z tymi to już cyk pyk dobrze, bo Milczkę trochę znam. Na końcu trochę gorzej, bo na koniec zastępca z Klanu Klifu mnie spostrzegł. Ogarniasz, że nie dość że przedtem się jeszcze spotkaliśmy i było przyjemnie, a tam mimo, że i oczka do niego robiłam i w ogóle, to mi łomot spuścił. I to... - kotka spostrzegła nagle zawiedziony wyraz pyska Szramy.
- Twierdzisz, że zadanie jest dobrze wykonane, mimo, że zauważyło cię pięć kotów? Cię głowa boli? - syknął, po czym odwrócił się i ruszył w stronę swojej nory.
Sowa czuła się, jakby ktoś ją uderzył w pysk z liścia. Nie, jakby ktoś jej przyj*bał z liścia. Nastroszyła sierść i ruszyła za kocurem.
- No ale kurde! Dostarczam ci cholernie ważne informacje, a ty zamiast podziękować to jakieś scenki odwalasz? Życie ryzykowałam, ty niewdzięczny cieciu!
Kocur chodził o wiele szybciej od Sówki, więc on już wchodził do środka swojego legowiska, kiedy ona pokonała dopiero trzy długości jego kroku. Prychnęła i skoczyła, żeby przyśpieszyć. Wślizgnęła się do wejścia do norki, po czym zaczęła jęczeć:
- Szacunku trochę! Ja ci tutaj szpieguję klany, lanie mam za ciebie, znoszę twój zapach, coraz rzadziej się u ludzi głaszczę, a ty mi z czymś takim wyskakujesz! Może kurde byś też coś zrobił poza jedzeniem, spaniem i zabawianiem się z jakimiś syjamkami czy innymi persami! - wyrzuciła z siebie Sowa.
Szrama zaśmiał się.
- Ty mówisz o szacunku, a sama go do mnie nie masz - mruknął, po czym doskoczył do Sowy jednym szybkim ruchem i powalił ją na ziemię. - Nie dość, że zawaliłaś misję, to jeszcze mnie obrażasz! - wyszeptał do ucha kotki z udawaną urazą w głosie. - Jak myślisz, jaka będzie odpowiednia kara?
- Ty chory poj*bie... - wyszeptała jednooka, jednak rozluźniła się i zaczęła mruczeć cicho.
<HEJ SZRAMA XD ( ͡° ͜ʖ ͡°)>

05 maja 2017

Od Sowy CD Zabluszczona Łapa, Szrama

Była dumna z uczennicy, ale również z siebie. Bo w końcu, to ona ją nauczyła!
- No, czyli już umiesz polować! Myślę jednak, że na mnie już pora, a z resztą na ciebie też. Miło mi było cię poznać, Zabluszczona Łapo! - zaśmiała się Sowa, po czym polizała kotkę po czole i podeszła do obroży. Bardzo łatwo wsunęła ją z powrotem na głowę, uśmiechnęła się jeszcze do oddalającej się uczennicy i ruszyła w stronę Siedliska Owiec.
* * *
Od spotkania z Bluszczką minęły dwa tygodnie, jednak Sowa miała teraz głowę zajętą innymi rzeczami. Właśnie rozmawiała z Kukułką, kiedy usłyszała miauczenie swojego nowego przyjaciela, Szramy. Bez ostrzeżenia przerwała rozmowę i wybiegła kocurowi na spotkanie. Wskoczyła na płot i ujrzała zabliźnionego kocura wraz z jakąś cętkowaną samotniczką, która wyglądała na bardzo smutną.
- A druga samotniczka? - spytała się zdziwiona, przekrzywiając łebek.
- Była zbyt słaba - warknął Szrama, siadając - Kiedyś nauczę cię rozpoznawać takie rzeczy.
Kotka zeskoczyła z płotu i wylądowała obok dwójki samotników. Już chciała zacząć rozmowę, kiedy usłyszała wołanie jej siostry. Przewróciła oczami i odpowiedziała:
- Tutaj jestem, Kukułko! Chciałabyś poznać mojego przyjaciela?
- To ten twój zdziczały kuzyn z Klanu Kundla? - koty usłyszały śmiech zza ogrodzenia.
Sowa w jednej chwili zjeżyła się sierść, a źrenice zwężyły się do minimum w jeszcze krótszym czasie.
- Nie, to ktoś inny...! - wydusiła, starając się zachować przyjazny ton głosu.
Po chwili obok kotów znalazła się kolejna kotka. Od razu zatkała nos i zwróciła się do Szramy z odrazą.
- Stary, jedzie od ciebie jak od przepoconej poduszki! Ty też należysz do tego Klanu Kun... - nie zdążyła dokończyć, bo Sowa, czując jak zalewa ją fala wściekłości, uderzyła ją łapą z całej siły, dodatkowo jeszcze wysunęła pazury. Siła ciosu była tak wielka, że Kukułkę odrzuciło do tyłu.
- Zrozum, ty niedouczony śmieciu, że to jest Klan Wilka. Wilki są szlachetnymi zwierzętami, w przeciwieństwie do ciebie - wysyczała wściekła do siostry.
Oczekiwała, że Kukułka zacznie płakać czy coś, ale zraniona kotka tylko zachichotała.
- Maaamo! A Sowa wpadła w złe towarzystwo! - ryknęła.
- Weź się zamknij... - burknęła brązowa kotka, jednak na jej pyszczku pojawił się lekki uśmiech.
<Szrame? NIE ZABIJAJ MI RODZINY D:>


03 maja 2017

Od Sowy CD Szrama

Zdziwiła się lekko pytaniem kocura, po czym zaśmiała się nerwowo.
- Zawsze chciałam należeć do Klanu Wilka. Moja matka jest córką jednych z najwspanialszych wojowników, jednak musiała odejść z klanu z powodu odniesionych ran. Mam jednak wrażenie, że... Ja mam inne pochodzenie, o wiele szlachetniejsze. Bardzo mnie boli, gdy widzę, jak Klan Wilka popadł w ruinę. Chciałabym go podnieść. Czuję, że jego założyciel, Wilcza Gwiazda, powierzył mi to zadanie. Kiedy przypominam sobie opowieści mamy o tym, jaki Klan Wilka był wspaniały... Był bardzo liczny, miał mnóstwo terenów. A potem został zdradzony przez Klan Klifu. Stracił ponad połowę członków... Klifiacy spuścili nam taki łomot, że nie pozbieraliśmy się do dzisiaj... - Sowa nawet nie zdała sobie sprawę, kiedy przeniosła się na "nam" i "my". - Staliśmy się pośmiewiskiem. Gdyby tylko Wilcza Gwiazda nie zmarł tak wcześnie... Gdyby tylko... - z jej oka zaczęły płynąć łzy. - Dalej bylibyśmy potęgą! - warknęła, uwalniając jednocześnie wszystkie emocje, które kłębiły się w jej wnętrzu. Gniew, rozczarowanie, smutek i satysfakcję. Wbiła pazury w ziemię z wściekłością. - Dalej rządzilibyśmy lasem! Och, Gwiezdny Klan zbyt srogo ukarał Klan Wilka, jakiekolwiek były jego grzechy... Zabieranie im Wilczej Gwiazdy... Jasna cholera! - syknęła, cała się strosząc. Trzęsła się z furii, a jednocześnie łzy spływały po całym jej pysku. Jednak szybko żal dał za wygraną i Sowa wylała z siebie tyle wody, jakby w jej środku pękła tama. Przytuliła się do nieco zdezorientowanego kocura, łkając.
- Proszę... Proszę pomóż mi podnieś mój ukochany klan. Klan mojego Wilczej Gwiazdy... - zacisnęła zęby, czując jak zalewa ją kolejna fala agresji - Klan mojego pradziadka...
<Szrama? No i przyjazne pieszczoszki poszły się je... >

Od Sowy CD Zabluszczona Łapa

Sowa uśmiechnęła się delikatnie. Wstała, machnęła zachęcająco ogonem i zaczęła biec wolno, co raczej przypominało skakanie. Chciała znaleźć jakieś odpowiednie miejsce, by nauczyć terminatorkę odpowiednich technik. Po jeszcze kilkunastu skokach zatrzymała się na sporawej łączce. Poczekała, aż uczennica dołączy, po czym zwróciła się do niej:
- A teraz poczekaj chwilę, chcę zdjąć obrożę.
Po chwili Sowa pochyliła się i zaczęła szarpać przednimi łapami rozciągliwy materiał. Jej właściciele nigdy nie zaciskali jej mocno, więc szybko zsunęła z szyi obróżkę. Uśmiechnęła się do uczennicy, dała jej znak, żeby usiadła i zaczęła:
- Możliwe, że już słyszałaś o tej technice, ale wolę ci wszystko od początku do końca powiedzieć. Mysz zdecydowanie szybciej poczuje drżenie ziemi podczas naszego skradania się, jednak królik nas usłyszy. Nie możesz stosować tej samej techniki na wszystko. Do myszy podkradasz się jak najlżej, natomiast do królika jak najciszej. Teraz ja spróbuję się schować, a ty masz do mnie podejść jak do królika. Spokojnie, dasz radę! - miauknęła pieszczoszka zachęcająco i zniknęła w gąszczu wysokiej trawy. Cicho przemykała między źdźbłami, starając się robić jak najmniej hałasu. Kiedy uznała, że jest już odpowiednio daleko, krzyknęła "Ok, już!" i skuliła się. Nasłuchiwała bardzo dokładnie, jednak na razie słyszała tylko ptasi śpiew i brzęczenie owadów. Powęszyła trochę, lecz praktycznie nie było wiatru, więc nie mogła zlokalizować uczennicy węchem. Nagle usłyszała za sobą jakiś szelest. Odwróciła głowę i napięła mięśnie, gotowa do biegu. Wtem spomiędzy traw wyskoczyła szylkretowa kotka i wylądowała na pieszczoszce. Sowa poczuła pazury wbijające się w jej plecy. Pisnęła z bólu i odskoczyła jak oparzona. Zabluszczona Łapa szybko puściła jednooką.
- Och, przepraszam! Chyba za bardzo się wczułam, nie chciałam ciebie zaatakować! - zaczęła się tłumaczyć uczennica.
- Najdroższa, spokojnie, nie gniewam się - mruknęła łagodnie Sowa i liznęła ją po czole. - Dobrze się spisałaś, prawie ciebie nie słyszałam! Widzę, że zrozumiałaś, o co mi chodzi, więc teraz spróbuj złapać mysz, już bez mojej pomocy. Dasz radę, tylko pamiętaj - do myszy lekko, do królika cicho.
- A do ptaka?
Pieszczoszka zastanowiła się przez chwilę.
- Bardzo rzadko poluję na ptaki, ale chyba do nich trzeba podkradać się szybko i cicho, a potem szybko wyskoczyć, żeby w porę go złapać. No, a teraz sio! Masz złapać mysz.
< Bluszcz? >

02 maja 2017

Od Sowy CD Zabluszczona Łapa

Sowa cofnęła nieco uszy. Na ostatnim spotkaniu z Kruczym Wąsem raczej nie poszło źle, więc lepiej żeby nie narobiła sobie złej opinii.
- Ooo, a więc to twój mentor? Wyglądał na bardzo odpowiedzialnego kota. Jak to jest mieć za mentora zastępcę?
- No, czasami nie ma dla mnie czasu, ale chyba go lubię... - kotka nieco się jąkała. Chyba była nieco zdezorientowana.
- Och, kochanie nie musisz się tak denerwować! - zacmokała pieszczoszka, podeszła do młodszej kotki i objęła ją łapą. Liznęła ją uspokajająco po czole i zaczęła - Ja nazywam się Sowa, jestem pieszczochem, jednak moja matka należała kiedyś do Klanu Wilka. Bardzo fascynuję się historią klanów, często chodzę do lasu i umiem polować. To teraz twoja kolej, kochanieńka!
Szylkretowa kotka przez chwilę ugniatała trawę pod sobą, po czym westchnęła i usiadła:
- N-nazywam się Zabluszczona Łapa, należę do Klanu Klifu... Mam dziesięć księżycy i...
- Księżycy? - przerwałam jej - To jakieś osiągnięcia?
- Nie... W księżycach liczy się koci wiek - miauknęła zdziwiona moją niewiedzą Zabluszczona Łapa.
- Ale... to przecież więcej liczenia! Ja po prostu mówię komuś, że mam dwa lata, w ewentualności dwadzieścia cztery miesiące.
<Bluszcz?>

01 maja 2017

Od Sowy CD Kruczy Wąs

Sowa rzuciła się na swoją ofiarę, rozpruła jej brzuch pazurami i zaczęła pochłaniać informacje, a zainteresowanie i satysfakcja spływały po jej pysku i szyi.
Kotka była tak wchłonięta, że minęło parę sekund, zanim dotarło do niej pytanie Kruczego. Wzdrygnęła się i uśmiechnęła nerwowo do zastępcy.
- Tak, to już ostatnie! Co się dzieje podczas zimy? Bo wtedy przecież jest strasznie zimno, zwierzęta zasypiają i trudno znaleźć cokolwiek do jedzenia...
- Czym jest zima? - syknął kocur.
- No przecież to ostatnia pora roku! - zachichotała. - Spada dużo śniegu, dni są bardzo krótkie, zwierzęta zasypiają, ptaki odlatują, liście już spadły z drzew...
- Masz na myśli Porę Nagich Drzew? - spytał kocur, a pod nosem mruknął coś o "cholernych dwunożnych i ich dziwnych nazwach".
- Ch-chyba tak!
- No więc, Pora Nagich Drzew jest bardzo trudnym do przetrwania czasem. Często atakuje zielony lub nawet czarny kaszel, a kocięta, które urodziły się w tym momencie, mają małe szanse na przeżycie. Bywa, że stosunki między klanami są bardzo napięte, bo z powodu małej ilości pożywienia niektórzy wojownicy polują na wrogich terenach! - wręcz warknął Kruczy Wąs. - Łamią kodeks wojownika, a przez takich osobników może nawet wybuchnąć wojna!
- Ale przecież... - Sowa już zaczynać dyskusję, gdy pomyślała trochę dłużej. W jednym klanie może być piętnaście kotów, lecz może polować tylko trójka. Trójka kotów musi w ciągu jednego dnia znaleźć piętnaście, a może i dwadzieścia myszy, nornic, wróbli i jeszcze je upolować, co wcale nie jest takie łatwe. A tu nagle wbija im jakiś kretyn, kradnie z ich ziemi ich ofiarę i zanosi swoim towarzyszom. - Dobra, mniejsza. Powiedz mi jeszcze kodeks wojownika, bo to pewnie coś ważnego i już się zmywam.
- To miało być już ostatnie pytanie...
Doskoczyła do zastępcy z miną naburmuszonego dziecka i miauknęła:
- Powiedz mi kodeks wojownika, albo... - rozejrzała się, po czym podbiegła do najbliższego drzewa i chwyciła leżącą tam szyszkę - alpo szuce f ciepie szyszko! To jeszt szantasz!
Kocur wpatrywał się w pieszczoszkę z zażenowaniem i może też z oburzeniem. Uznała, że tego nie widzi.
- Ha! Widże, że ne chcesz mófić! - krzyknęła pieszczoszka i rzuciła szyszką. Upadła ona u stóp kocura, a on trącił ją łapą.
- A więc to na ciebie nie działa... - mruknęła Sowa mrużąc oczy - No to spoko! Ja już muszę uciekać, skarbeńku, bo pewnie siostra moja się o mnie martwi, ale się nie smuć, puchatku, bo zamierzam tutaj przyjść jutro, o tej samej porze, a ty, skarbie, masz tutaj być! Jutro też dwa pytania ci zadam, a teraz uciekam! - palnęła Sowa, po czym odwróciła się i zaczęła biec w stronę swojego domu. - Uważaj na siebie, kochanie!!! - rzuciła w biegu.
<Krucz, kochanie? :v>

Od Sowy CD Milcząca Sadzawka, Pustułkowy Dziób

Przez chwilę słyszała zza ogrodzenia odgłosy walki z ptakiem, jednak po chwili dwójka wojowników przeskoczyła przez płot. Pustułek trzymał w pysku półżywego koguta, który wciąż próbował się szarpać. Czerwona ciecz spływała z miękkich, białych piór, barwiąc je na swój kolor. W momencie kiedy szary kocur zacisnął nieco szczęki, krew gwałtownie wytrysnęła na trawę, niektóre krople padły nawet na futro Sowy. Zwierzę jęknęło boleśnie i machnęło skrzydłami. Pieszczoszka powinna być obrzydzona tym widokiem. Powinna zasłonić oczy i z płaczem krzyknąć "jasna cholera, zabierz to!". Ale było inaczej. Widok bordowej posoki dawał jej satysfakcję, patrzyła na każdą pojedynczą kropelkę z zainteresowaniem, jak na najwspanialszy obraz. Jednak wojownicy szybko uciekli, a ona zawiedziona spojrzała na poplamioną krwią trawę. Podeszła do pobrudzonej kępki roślin i powąchała ją. Metaliczny zapach wypełnił jej nozdrza, a ona wzdrygnęła się. Co prawda, często polowała, ale zazwyczaj nie zwracała na to uwagi. Szybko zabijała swoje ofiary i zjadała w kliku kęsach. Ale kiedy pierwszy raz zobaczyła wijące się w cierpieniach zwierzę... Była wręcz podniecona. Po części wstydziła się samej siebie. Z drugiej strony, wierzyła w swoje dzikie pochodzenie.
- To pewnie przez moich leśnych przodków... - uśmiechnęła się nerwowo do siebie pieszczoszka.
Spojrzała w kierunku, w którym uciekli wojownicy. Zaśmiała się cicho, gdy przypomniała sobie reakcję Pustułkowego Dziobu na Milczącą. Wierzyła, że to jest jego prawdziwa miłość. Ona zawsze chciała spotkać tego jedynego, jej kocura na białym kucyku. Ale w tej chwili cieszyła się ze szczęścia jej kuzyna. Przeskoczyła przez płot na swoje podwórko i ruszyła w kierunku domu.
<Pustuł, Milcz? Widziałam, że na koniec tamtego opowiadania coś się szykuję, więc tutaj dałam tylko przemyślenia Sowy, moje gruchacze ( ͡° ͜ʖ ͡°)>

30 kwietnia 2017

Od Sowy CD Malinowa Gwiazda

Szczerze powiedziawszy, Sowa bała się Malinowej Gwiazdy. Ale liderka była taka miła!
- S-skoro jesteś liderką, to może wiesz coś na temat dawnych liderów...? - szepnęła najsłodszym głosem jakim potrafiła. - Nie mówię oczywiście o takich bardzo odległych ale przykładowo... Tym, który rządził po Czarnej Gwieździe! - wykrzyknęła.
Malinowa gwiazda zamknęła oczy i westchnęła, marszcząc brwi.
- Po Czarnej Gwieździe liderem Klanu Nocy był Wodna Gwiazda, syn jego i Porannej Rosy. Jego sierść była szara z pręgami jaśniejszymi elementami, a oczy barwy zielonej. Był bardzo dziwny, często zachowywał się tak jakby władał nim kompletnie inny kot, stracił wszystkie dziewięć żyć, gdy spadł do jakiejś dziury i dziewięciokrotnie zdechł z głodu. Był liderem bardzo krótko - mruknęła Malinowa.
- A kto był liderem po nim? - pisnęła Sowa.
Liderka zrobiła minę wyjątkowo niezadowolonego Janusza z zatwardzeniem. Pieszczoszka przestraszyła się, że skończyła się jej już cierpliwość.
- Po Wodnej Gwieździe ja zostałam mianowana na przywódcę - wysyczała głucho Malinowa Gwiazda.
- Uuu, i jak ci idzie?
Dzika kotka spiorunowała pieszczoszkę spojrzeniem.
- Ygh, przepraszam, o pani! Ja nie, ja nie powinnam zadawać tyle pytań! Ja za karę... Zrób ze mną co chcesz, o pani! Nadużyłam twojej cierpliwości i zasłużyłam na naganę. Czekam na twój wyrok! - jęknęła Sowa.
<Maliś?>