BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gwiazdnica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gwiazdnica. Pokaż wszystkie posty

04 sierpnia 2023

Od Gwiazdnicy do Szakalej Gwiazdy

*Dwa dni po zgromadzeniu*

Ostatnie zgromadzenie było czymś więcej niż tylko spotkaniem się z innymi kotami. Spotkała się ze swoją ukochaną, z którą spędziła świetny czas i… no właśnie. Zdecydowała się przejść do Klanu Wilka. Miała wątpliwości, czy to była dobra opcja, jednak nie potrzebowali jej w Owocowym Lesie, a w tym właśnie klanie miała szansę zabłysnąć, no i być blisko z Wieczór. Dotychczasowa grupa kotów była taka słaba. Owocowy Las, jeszcze czego. Jedyne co tutaj szanowała to wszechmatkę, rodzinkę i jej przyjaciółki, reszta mogła se iść. Wszystko nagle się zepsuło po dodaniu tych chorych rang, Jeden wielki bezsens!
Szakala Gwiazda poprosiła ją o zjawienie się za dwa dni od zgromadzenia na granicy z klanem wilka niedaleko terenów niczyich. Niby nie powinno to być trudne, jednak trochę się bała. Co jeśli jakiś samotnik ją zje? 
Dzień wcześniej żegnała się ze wszystkimi, żaden jednak nie miał pojęcia, co wyprawiała. Nie zdradziła nikomu planów, jednak po kotach rozeszły się plotki, że chce ze sobą skończyć. Phi! By Gwiazdnica chciała ze sobą skończyć? W życiu.
Plan jej drogi był prosty. Musiała przejść przez konający buk, potem pokierować się poboczem drogi grzmotu aż do drugiego mostka, i tam wejść w las. Miała kupę czasu, więc nie musiała się zbytnio cieszyć. 
Dopiero wschodziło słońce, a miała się tam pojawić o wysokim słońcu. Przed podróżą wciągnęła pulchnego szczurka, więc nie była skażona na głód podczas trasy, i wyruszyła. 
Powoli sunęła po śliskiej powierzchni powalonego drzewa, prowadzącego na drugą stronę terenów owocowego lasu. Ledwo dała radę, trzy razy jej łapy rozjeżdżały się, przy tym prawie zwalając ją do wody. Omijając rozlewisko, skierowała się na śmietnisko, z którego weszła na pobocze drogi grzmotu. Potwory pędziły jak głupie przed siebie, a bolesny pisk opon rozniósł się w uszach liliowej kotki. Stęknęła, ostrożnie idąc przed siebie, uważając, by czasem nie wejść w drogę tym szaleńcom. Kto wie, co by jej zrobiły te stworzenia dwunogów! Powoli wdrapała się na wzniesienie w drodze, niemal przytulając się do barierki, uniemożliwiającej „kąpiel” w wodzie. Za każdym razem, gdy przejeżdżał obok niej potwór, futro stawało jej dęba, jednak odstępy między jednym a drugim były dosyć duże i nierówne. Czasem jechał cały rządek potworów, a później nagle znikały. Wydawało jej się to z jednej strony przerażające, z drugiej dziwne.
 
***

Gwiazdnica sapała ciężko, widząc przed sobą las. Nareszcie! 
Droga była uciążliwa, chociaż nie musiała dłużej iść drogą grzmotu, cały czas bała się, że jakiś potwór z niej wypadnie i ją zaatakuje. Zapach klanu burzy i owocowego lasu unosił się w powietrzu wraz ze smrodem nie do opisania, wiedziała jednak, że był on paskudny, nie do wytrzymania. Przed nią było następne wzgórze drogi potworów, na które szybko wbiegła, tak jak wcześniej trzymając się barierek. Ten był jednak mniejszy niż wcześniejszy mostek, z czego się cieszyła, gdyż schodząc z niego, wbiegła w las, dalej w jakimś stopniu trzymając się drogi, by mieć pojęcie, gdzie się znajdowała. W powietrzu czuła typowy dla lasu, orzeźwiający zapach, mieszający się z… z zapachem wilczaków. Spojrzała w lewo, gdyż stamtąd definitywnie on dochodził. Była tam druga część lasu, którą przedzielała ta sama droga grzmotu. 
Musiała przez nią przebiec. Zawahała się jednak, widząc, jak następne potwory dwunogów przebiegały przez nią. Musiała poczekać na moment, w którym kolejka stworów się skończy i zrobią sobie przerwę. W oddali nadciągała ich masa, która z zawrotną prędkością przejechała niemal przed nosem niebieskookiej, która odskoczyła do tyłu. Wiatr, który te szkodniki ciągnęły za sobą, zawiał w nią, czochrając jej, jeszcze przed chwilą, ułożoną sierść. Prychnęła, nie odciągając wzroku od już powoli kończącego się stada pupili dwunogów. Zaryzykowała, wyciągając przed sobą łapę, widocznie chcąc przejść przez jezdnię. Wskoczyła na nią i zaczęła iść przed siebie w szybkim tempie. Trafiła w idealny moment, gdyż potwory wróciły gdy ona już była po drugiej stronie. Pisnęła zadowolona i zaczęła marsz w stronę klanu wilka. Nie mogła się już doczekać widoku nowego domu, a przede wszystkim swojej kochanej Wieczór. 
Zapach w powietrzu stał się coraz bardziej odczuwalny. Kotka spojrzała w górę. Wysokie słońce. Wojownicy powinni już tu być.
— Halo? Jak coś to tutaj jestem! — poinformowała głuchą ciszę, zaraz słysząc szelest z krzaków, z którego wyszły obce koty. Więc czekali na nią! 
— Za mną. — mruknął jeden dosyć masywny kocur, za którym posłusznie podążyła. Za nią szła reszta, ewidentnie jej pilnując. 
Dotarli do obozu, którym Gwiazdnica od razu się zachwyciła. O matko, jaki on był ładny i duży! Zupełnie inny niż to głupie drzewo w Owocowym Lesie!
— Tam jest legowisko Liderki, czeka na ciebie. — z transu wyrwał ją głos jednego z kotów i tak jak powiedział, tak tam się udała.
Legowisko liderki też było niczego sobie. Dosyć fajne, przytulne. 
— Witaj Szakala Gwiazdo, już jestem. — Przywitała się dosyć poważnie, wręcz niepodobnie do niej, jednak nie chciała wyjść na jakiegoś głupiego odmieńca. Ukłoniła się delikatnie, widocznie wiedząc, że złota gdzieś siedzi w cieniu.

<Szakal?>

Od Gwiazdnicy CD. Daglezjowej Igły

 Gwiazdnica ziewnęła, przeciągając się. O wszechmateczko, tak żałowała, że jej piękny sen się zakończył. W końcu, kto by chciał się budzić z kwiecistego raju przepełnionego motylkami? Nikt! I tutaj nie miała na myśli tego dziwnego kocura z jakimiś problemami. Coś jednak przykuło jej uwagę. Była to jakaś ruda kotka, całkiem ładna, która zaczęła zmierzać w jej stronę. O rajuśku, czyżby nowa osoba?
— Hej, pewnie nie wiesz, kim jestem, ale — przywitała się, podnosząc do góry ogon — niedługo będę jedną z was, mała. Nazywam się Daglezjowa Igła, a ty? — Zaczęła obca, uśmiechając się przyjaźnie do liliowej kotki. Niebieskie oczy Gwiazdnicy delikatnie się rozszerzyły, a owocniaczka odwzajemniła uśmiech. 
— Oh witaj Daglezjowa… Igło! Ja jestem Gwiazdnica! Miło cię poznać! Zostaniemy przyjaciółkami? Chodź, mogę ci pokazać, jak się robi bransoletki z trawy… O! Albo mogę ci pokazać moją i mojej siostry tajną bazę! Chcesz zobaczyć? Chodźmy szybciutko! — Nie czekając dłużej, oddaliła się delikatnie od centrum obozu, wchodząc do wykopanej norki pod krzakiem. Ruda chyba nie do końca nadążając, spojrzała na liliową zdziwiona, idąc za nią do tej wcześniej wspomnianej Tajnej bazy. 
— Nie krępuj się, wchodź! Jest dużo miejsca dla nas Daglezjowa Igło! — Zachęcała grubiutka, zapraszając starszą do siebie. Po chwili Daglezji udało się przecisnąć przez mały otwór, wchodząc do bazy. — Opowiesz mi coś o sobie? Ładnie proszę! Fajnie by było coś posłuchać o tobie! 

<Daglezjo?>

Od Gwiazdnicy CD. Traszki

Widziała, jak Sadzawka oburzona odchodzi w stronę legowisk, posyłając kociakom gniewne spojrzenie przez bark. Gwiazdnica była w niemałym szoku. Jej siostra uratowała jej dupcie. 
Przez chwilę nie odrywała od siostry wzroku, jakby się kurde w niej zakochała, zaraz rzucając się jej na szyję.
— O mamciu Traszko! Jesteś moją bohaterką! — zapiszczała niewyraźnie, chowając nos w futrze siostry, która patrzyła na nią osłupiała. Chyba nie była do końca zadowolona z odwagi swojej siostry, jednak po chwili odwzajemniła uśmiech i uścisk. 
— Musimy to uczcić! Chodź! — Liliowa pognała do obozu, a za nią biegła Traszka, i choć musiały uważać na Sadzawkę grasującą niedaleko by skopać tyłki pociechom Maczek, siostrom udało się podkraść do sterty zwierzyny, skąd wzięły jakąś piszczkę, i razem dzieląc ją między sobą, jadły w ukryciu.
— Wiesz co? Musimy chyba zrobić jakąś tajną bazę. W końcu Sadzawka nam nie odpuści, a musimy gdzieś mieszkać, prawda? — Mruknęła smutno, patrząc na siostrę, która z sekundy na sekundę wydawała się coraz bardziej przerażona. 
— Masz rację! Musimy uciekać! Tylko musimy pożegnać się z mamą i tatą… i zabrać Ślimaka! Chodźmy, szybko! — Czarna point już zebrała się do biegu, jednak liliowa w porę złapała ją za kark, szepcząc cicho.
— Co ty robisz! Przecież jak komuś powiemy, że uciekamy, to mogą powiedzieć Sadzawce! — Pisnęła, puszczając ją. Traszka rozejrzała się, zaraz ponownie kierując wzrok na siostrę. 
— Ale gdzie my uciekniemy?! Przecież nawet nie wiemy, gdzie mamy iść! — Zapłakała, jednak przestała wyć gdy Gwiazdnica uciszająco przyłożyła łapkę do jej pyszczka.
— Słuchaj, uciekniemy na konający buk, tam, gdzie mama nas zabierała. Pamiętasz, jak mówiła, że tam nie wolno iść? Właśnie. Tam po nas nikt nie przyjdzie, bo nikt nie może. Chodź, musimy się pośpieszyć! — Rozkazała grubiutka, zaczynając skradać się do wyjścia z obozu. — Jeśli dotrzemy tam przed świtem, to znajdziemy nasz domek i posadzimy kwiatki, za mną! — Zawołała, wybiegając z obozu i biegnąc zapamiętaną przez siebie trasą do konającego buku. 

<Traszko?>

Od Gwiazdnicy CD. Bławatka

Czarny kocur nie wyglądał na zbyt pewnego, jednak po chwili kiwnął głową, naskakując na mentorkę, a Gwiazdnica dosyć wiarygodnie przewaliła się na ziemię, śmiejąc się cicho. Jak na pierwszy raz szło mu całkiem dobrze, no i chyba znakomicie się bawił starając się „udusić” liliową. Po chwili trochę dziwnej wersji zapasów wstała, otrzepując się ze śniegu. 
— Poszło ci świetnie, choć musisz trochę popracować nad szybkością ruchów, wtedy będziesz mieć przewagę nad swoim przeciwnikiem. — mruknęła, klepiąc delikatnie po głowie kocurka, który na ten gest przybrał minę „Co ty do mnie mówisz kobieto”. 
— Jeszcze nie przerabialiśmy polowania, co nie? Wybacz, rozkojarzona jestem dzisiaj… — Uśmiechnęła się krzywo, rozglądając się, zaraz dodając. — Widzisz tamtą zaspę? Możemy sobie wyobrazić, że to… mysz. Wydaje mi się, że dasz radę ją upolować. Przyjmij pozycję tą do góry dupa. — Poleciła, delikatnie poprawiając aktualną pozycję swojego ucznia. W jego oczach widziała delikatną iskierkę podekscytowania. No, w sunie to się mu nie dziwiła, skoro tylko mu wciskała zasady nic niewarte. 
— Doskonale Bławatku, a teraz powoli zbliż się do prowizorycznej myszki, a później ci powiem, co robić. Tylko postaraj się jej nie spłoszyć! — Być może trochę wymyślała. Bardzo wymyślała. Jednak nie sądziła, by znalazła się tutaj gdzieś normalna zwierzyna. No i miała nadzieję, że Bławatek nie będzie na nią zły za takie głupoty.

<Bławatku?>
[211 słów]

31 lipca 2023

Od Gwiazdnicy CD. Bławatka

Gwiazdnica nie była raczej typem porannego ptaszka, więc to, że obudziła się tak wcześnie, było jakąś specjalną okazją. Takie stwierdzenie było prawdą, gdyż Mrówka wydała na świat malusieńkie dzieciusie. Była tak podekscytowana, że energia z niej wręcz buchała. Co prawda było już po porodzie, no delikatnie się spóźniła, jednak miała dobrą wymówkę. Musiała się jakoś przyszykować, za czym ma na myśli zmotywowanie się do pobudki, przeczołganie się do sterty, by nie iść z pustym żołądkiem do żłobka i przy okazji dać świeżej matce coś do schrupania. Teraz, przed wejściem do kociarni myślała, co by powiedzieć, by nie odwalić żadnej głupoty. 
Wdech, i wydech.
Wparowała energicznie do żłobka, zastając tam uśmiechniętą złotą kotkę i dwie malutkie paróweczki. Liliowa wydała z siebie ciche „Awwww!!!” podchodząc bliżej Mrówki. Położyła przed nią zdobycz, na co złota kiwnęła w podzięce, patrząc na uczennicę z uśmiechem. Do jej ucha dobiegły cieniutkie, niezadowolone piski czarno białego bąbelka. Maluszek otworzył malusieńkie patrzałki, najwyraźniej szukając czegoś. Przez chwilę stała w ciszy, zaraz niepewnie zapytała się matki malucha.
— Mogę go pogłaskać? — Na to pytanie Mrówka wybuchła śmiechem. Gwiazdnica nie do końca rozumiała, czemu kotkę to rozśmieszyło, ale posłała jej uśmiech. Złota po minucie zebrała się na odpowiedź, chociaż towarzyszył jej śmiech.
— Możesz… — odpowiedziała cicho, na co uśmiech point tylko się poszerzył. Liliową łapą delikatnie przejechała po główce dzieciśka. O mamciu był taki uroczy!
— Jak ma na imię? — spytała trochę pewniej, nie odrywając od kocurka wzroku.
— Bławatek. — Uśmiechnęła się Mrówka, również spoglądając na swoje dzieciątko. Wizyta u bobasków trwała dosyć długo. Dowiedziała się, że braciszek Bławatka nazywa się Goździk, a on był równie słodki co Bławatek. Wyszła ze żłobka z uśmiechem, pędząc do Traszki, by opowiedzieć jej wszystko.

***

Została stróżem. Szczerze nie było to takie złe. Nie musiała dużo harować, a jedynie sprzątać u starszych i w kociarni, utrzymywać porządek w obozie. Nie rozumiała, czemu każdy patrzył krzywo, jakby była jakimś odmieńcem. Nic nie rozumiała. Ta cała hierarchia według niej była bezsensu. Po co jakiś głupi podział na role, skoro miało się wojownika, który mógł pełnić kilka ról naraz? Nie było to łatwiejsze?
Jedyny fakt, z którego była szczęśliwa to z tego, że dostała swojego podopiecznego. Miała ucznia! Został nim syn Mrówki i Perkoza, Bławatek. Czarno biały szybko pochłaniał wiedzę i nie musiała powtarzać mu tysiąc razy jednej zasady. To ułatwiało jego szkolenie. Dzisiaj postanowiła trochę mu powciskać o ataku. Miała świadomość, że raczej stróżowi na nic taka umiejętność, jednak musiała zadbać, by młody mógł się obronić, racja?
Wraz z Bławatkiem udała się więc do Owocowego Lasku, gdyż po „lekcji” może mu wcisnąć jeszcze troszkę kitu na temat Wszechmatki.
Gdy dotarli na miejsce, usiadła, dając uczniowi chwilę na oddech. 
— Więc dzisiaj wpadłam na pomysł… — zaczęła, odwracając wzrok. — Nauczę cię co nieco o walce i innych duperelach związanych z polowaniem, gdyż nikt inny tego nie zrobi. — Uśmiechnęła się, na co Bławatek tylko spojrzał na nią zdezorientowany. — Zaczynając od początku, pokażę ci teraz pozycję łowiecką, zobacz. Musisz… em tak dziwnie się rozciągnąć i mocno podnieść dupę do góry, widzisz? — Podczas jej dziwnej przemowy kucnęła w charakterystyczny sposób. Czarno biały podniósł jedną brew. — Teraz twoja kolej Bławatku! — mruknęła do niego z uśmiechem, czekając, aż uczeń powtórzy to, co ona.

<Bławatku? Twoja mentorka ożyła >:)>

[525 słów] 
[Przyznano 21%]

10 kwietnia 2023

Od Gwiazdnicy CD. Mleczyk

 Otworzyła szeroko oczy. Tylko nie to. Bez asekuracji? 
– Jak umrę, to twoja wina! – syknęła, powoli oddalając się we wskazane miejsce. – Jakby to ciebie obchodziło. – dodała pod nosem, kładąc swoje małe uszy. Powoli, starając się nie wywalić, wskoczyła na kłodę i powolutku, kroczek po kroczku, sunęła do przodu. Na listki i patyczki, to było trudniejsze, niż się spodziewała. Wtuliła się w śliski konar, drżąc na widok wody znajdującej się pod nią.
– J-ja też nie umiem pływać…! Proszę, możemy zrobić to kiedy indziej…? – Uśmiechnęła się krzywo, patrząc na mentorkę. Na pysku szylkretowej zawitało niezadowolenie.
– Nie obijaj się, nie mam całego dnia. – Warknęła Mleczyk wygodnie usadawiając się na wilgotnym podłożu. Gwiazdnica fuknęła, podnosząc ciało do góry, i z gracją powoli szła przez upadłe drzewo, raz po raz zatrzymując się, by upewnić się, że nie zleci do wody. O dziwo przeszła i to zadziwiająco szybciej niż się tego spodziewała. Spojrzała na Starszą kotkę po drugiej stronie.
– UDAŁO MI SIĘ! – wrzasnęła wesoło, podskakując przy tym energicznie. Przez chwilę jeszcze mruczała wesoło do siebie, jednak z transu obudził ją głos szylkretowej. 
– No to wracaj, na co czekasz? – zawołała córka Plusk. Gwiazdnica zdziwiona popatrzyła na nią i osłupiała, z wrażenia mrugając kilka razy. W zielonych oczach nie widziała pogardy czy też zirytowania, a zadowolenie. Na pysk liliowej wszedł promienny uśmiech i wróciła do mentorki. 

***

Treningi zdawały jej się szybsze i mniej męczące niż wcześniej. Sylwetka Gwiazdnicy też się zmieniła. Z klopsa wyszedł normalnie potwór. Niedowierzając, przyglądała się sobie w odbiciu, które widziała w pobliskiej kałuży. Prawie palnęła jakimiś słowami typu „Oj Gwiazdnico, jakaś ty śliczna dzisiaj”. Słysząc za sobą kroki, odwróciła się, by ujrzeć Mleczyk. 
– Witaj…? – mruknęła speszona, wpatrując się w zielonooką.

<Mleczyk?>

[przyznano 5%]

27 lutego 2023

Od Gwiazdnicy CD. Mleczyk

 Fuknęła cicho, podnosząc się z ziemi i podążyła za śladami mentorki wymazując z głowy wszystkie miłe słowa którymi opisała kotkę. I jeszcze myślała, że się nabierze na te groźby z lisami czy z wilkami! Naprawdę musiała mieć coś z głową! Już Miodunka byłaby lepszym mentorem! 
— A... a co będziemy niby robić? — Spytała niepewnie dorównując kroku starszej kotce. Niechętnie wpatrywała się w zdenerwowane zielone oczyska. 
— Zwiedzimy granice. — Odparła szylkretka nie zatrzymując się. Gwiazdnica starała się nie zostawać w tyle, jednak zdyszana zatrzymywała się co jakiś odstęp czasu.
— Rusz dupę, nie mamy całego dnia. — syknęła córka Plusk przyglądając się z niechęcią uczennicy. — No chyba że wolisz zostać pokarmem lisów.
Zmarszczyła liliowe brwi charcząc coś pod nosem. Wolała zostać w żłobku. Wraz z Maczek. A tak? Musiała gadać z tym lisim łajnem które tylko potrafiło straszyć. 

***

— Mówię ci Ślimak! To jest jakiś lis w ciele kota! Straszyła mnie lisami! — żaliła się bratu ze smutkiem. — Nienawidzę tej mendy!! 
— Weź, nie może być tak źle. — mruknął zupełnie nieprzejęty jej sytuacją czarny point. 
— Nic nie rozumiesz! Idę pogadać z Traszką, tylko ona mnie rozumie! —
Prychnęła odchodząc od zdziwionego kocura. Ledwo weszła do legowiska uczniów, a przyłapała ją wysoka istota odcinając jej drogę. 
— Idziemy na trening. — warknęła Mleczyk. — Zaraz cię widzę przy Konającym Buku. — I poszła sobie! Tak o! Popatrzyła na nią z wyrzutem i powoli zaczęła czołgać do wskazanego miejsca. Droga była długa i męcząca, tym bardziej, że biegła przez większość drogi. Końcowo dotarła do celu, gdzie ujrzała zniecierpliwioną kotkę. 
— No ile można czekać! Biegać nie umiesz? Jedyne co umiesz to pożerać zwierzynę nieumiejętna wywłoko! — Pełno obraz wydobyło się z pyska mentorki, na tyle obraźliwych, że liliowej zabrakło odwagi by jakoś jej odpowiedzieć. 
— J-ja próbowałam jak najszybciej… P-przepraszam! — pisnęła kuląc się nieco pod wkurwioną kotką. 
— Ta, próbowałaś! Ruszaj swoje tłuste dupsko i przyłóż się do treningów bo skończysz jako lisie łajno!
Uczennica podwinęła ogon lekko cofając się. Chętnie rozszarpałaby tą idiotkę, gdyby tylko umiała to zrobić. 

<Mleczyk?>

[przyznano 5%]

14 grudnia 2022

Od Gwiazdnicy do Mleczyk

*Mianowanie na uczennicę*

– Mamo! Nie teraz! Musimy iść na mianowania! – krzyknęła liliowa, wiercąc się niespokojnie podczas mycia przez Maczek. – Jeszcze nie zdążymy!
Vanka agresywnie próbowała pozbyć się mikro irokeza Gwiazdnicy, jednak wszystkie starania szły na marne.
– Zdążycie zdążycie, ze spokojem – zapewniła niebieska, powoli zaprzestając mycia swoich dzieci. – Gotowe. Lećcie, tata czeka na was na zewnątrz. – Uśmiechnęła się i sama zaczęła zbierać się do wyjścia. Trójka pointów wyleciała przed żłobek, przy czym Gwiazdnica wywaliła się na plecy, nie mogąc się podnieść przez jej masę tłuszczową.
– Znowu! – pisnęła niezadowolona, próbując podnieść swój kuperek z ziemi.
– Wyglądasz jak wiewiórka! – Traszka usiadła przed siostrą, która mozolnie robiła jakieś wywijańce by wstać.
– Nie prawda, przecież wiewiórki mają dłuższe ogony i pewnie potrafią się podnieść z ziemi – mruknął Ślimak wypatrując ojca.
– Pomógłbyś mi, niewdzięczny gadzie! – syknęła Gwiazdnica.
– Ale Ślimaki nie są gadami Gwiazdnico… – Traszka pomogła podnieść się siostrze.
– To czym są?!
– Ślimaki to były chyba ssaki…
Niedługo po tym Żurawinek znalazł się przed kociakami, prowadząc je pod miejsce przemówień. Komar wkrótce się znalazł i przemówił kilka tam swoich słów, jednak Gwiazdnica nic nie słuchała. Jedynie patrzyła jak głupia na każdego z wielkim bananem na pysku.
– Gwiazdnico, podejdź. – Na te słowa podskoczyła i enegricznie podleciała pod miejsce z którego przemawiał lider.
– Gwiazdnico, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Twoim mentorem będzie Mleczyk. Mam nadzieję, że Mleczyk przekaże ci całą swoją wiedzę – rzekł, po czym zwrócił się do mentorki liliowej, która patrzyła niechętnie na swoją uczennicę. – Mleczyk, jesteś gotowa do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałaś od swojego mentora, Świt, doskonałe szkolenie i pokazałaś swoją niezłomność, i spryt. Będziesz mentorem Gwiazdnicy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę. – Widziała w zielonych oczach obrzydzenie, czy coś tego typu. Podreptała do kotki i dotknęła się z nią nosem, jak to wypadało.
– Będę dobra, obiecuję! – Uśmiechnęła się, jednak mentorka nie podzielała jej zdania i odpowiedziała zwykłym „Mhm”.
Trochę czasu później zgromadzenie zakończyło się. Jej rodzeństwo dostało super mentorów, a ona? O wiele LEPSZĄ mentorkę niż pozostali! Podczłapała do niej po zgromadzeniu i błyszczącymi, niebieskimi oczyma wpatrywała się w nią zafascynowana.
– Kiedy pójdziemy na pierwszy trening, Proszę Pani?

<Mentorko moich marzeń?>

[przyznano 5%]

10 grudnia 2022

Od Gwiazdnicy

Siedziała na polanie wtulona w matkę i obserwowała wszystko w około. 
- Mamo, a czy jeśli ja już będę stara, to co się stanie? - Mruknęła zaciekawiona. Widziała jak Maczek kieruje swój wzrok na nią. 
- Wtedy będziesz starsza. Może nawet staniesz się mentorką? A kto wie jeśli nie przywódczynią? Ale zawsze będziesz moją ukochaną córeczką. - Polizała liliową po głowie.
- M-mamo nie teraz! - Przez niezłe gilgotki zaczęła się cicho śmiać. - Ostatnio na zgromadzeniu przekonywałam innych o wierze w wszechmatkę! Miodunka i Nikt już w nią wierzą! Jesteś ze mnie dumna? Jesteś? - popatrzyła na nią swoimi dużymi niebieskimi oczkami. Niebieska pomasowała ją po łebku zadowolona. 
- Wiedziałam że moja cudowna Gwiazdka będzie zdolna, ale że aż tak? - Miauknęła. 
Razem obserwowały powoli zachodzące słońce. Było tak cudownie! 
- Mamo patrz! Mam złote łapy!- Podniosła wcześniej białą łapę i pokazała wojowniczce. - To chyba Wszechmatka! Ona zmienia mi kolor futra! - Uśmiechnęła się. Wszystko to co powiedziała oczywiście nie było prawdą. To słońce pokryło ją swoim blaskiem. Maczek też stała się pięknie złota. 
- GWIAZDNICO!!! - Zza ich pleców, z legowiska uczniów wybiegła Traszka. - CHODŹ SZYBKO, ŚLIMAK NIE CHCE SIĘ OBUDZIĆ! - I znowu zniknęła w legowisku. 
- Przepraszam, zaraz wracam! - Przeprosiła matkę i poleciała za siostrzyczką. Wleciała i zastała śpiącego Ślimaka. 
- Musimy mu pomóc! - Miauknęła. Podeszła do niego i zaczęła go reanimować naciskając na klatkę piersiową. 
- Raz… dwa….trzy… dwadzieścia… osiemdziesiąt… Chyba trzeba użyć sztucznego oddychania! Ja tego nie robię! - Popatrzyła na przerażoną Traszkę. Mrugnęła do niej okiem by udawała przekonaną, i najwidoczniej skumała.
-Ehh… no dobrze…- Powiedziała czarna podchodząc do Śpiącego Ślimaka. - Zrobię to.-
W tym momencie speszony Ślimak się obudził. Podziałało.
- Dobra, dobra, żyję .- Mruknął. - Ale nie róbcie mi sztucznego oddychania!
Traszka podeszła do Gwiazdnicy.
- Udało się. - Liliowa poklepała siostrę po plecach i poszła sobie. Potruchtała do Maczek i znów się do niej przylepiła. Ta owinęła ją ogonem przytulając ją.
- Kocham cię mamo.
- Ja ciebie też…

[przyznano 5%]

08 grudnia 2022

Od Gwiazdnicy CD. Miodunki

Obudziła się dziś o wiele wcześniej, niż zamierzała. Odgłos chrapania Ślimaka okropnie przeszkadzał w regeneracji sił. Wnerwiona wstała i poszła się przejść tam, gdzie nikt jej nie znajdzie i nikt jej nie przeszkodzi. Poleciała do owocowego lasku, tam, gdzie jej matka często wybierała się, by modlić się do Wszechmatki. Było wcześniej, niż się tego spodziewała. Księżyc jeszcze nie uciekł, by ukazać słońce. Była strasznie śpiąca, lecz nic na to nie mogła poradzić.
– Zbesztam Ślimaka później… – prychnęła do siebie, obserwując otoczenie.
– A co tu robisz kochanie…? – Niespodziewanie usłyszała głos, głos swojej matki.
– M-mamo!? –  Pisnęła przerażona. – Co ty tutaj robisz!? Jest noc! Przecież... – Patrzyła się prosto w oczy Maczek, nie odrywając od nich wzroku.
– Zachowywałaś się tak głośno, że chyba w obozie ciebie słyszano Gwiazdko. – Zaśmiała się vanka, podchodząc do swojej córki i siadając obok niej. – Odpowiesz mi, co tu porabiasz? – Polizała liliową po łebku, uśmiechnięta.
– Obudziłam się wcześnie no i… nie mogłam zasnąć, a to wszystko przez Ślimaka! Jakby oduczył się przeszkadzania podczas snu to bym chociaż była wyspana. – Mruknęła niezadowolona. Widziała, jak matka próbuje powstrzymać się od śmiechu, co jeszcze bardziej ją zdenerwowało.
-No dobrze, dobrze… Chodź, wracamy do obozu.- Pomasowała ją ogonem po plecach, wstając i idąc do przodu. Młoda pognała za nią.
– A co ty  tu robisz? – Zaciekawiona podniosła brew, próbując dotrzymać jej kroku.
– Przyszłam sprawdzić, co porabia moja córka tak wcześnie  – odpowiedziała spokojnie.

***              

Wróciła do obozu u boku matki i od razu pobiegła do sterty, by uzupełnić spalone kalorie. Zabrała posiłek wraz ze sobą i usiadła na skraju polanki obozowej.
– Cześć! – Szepnęło jej coś do ucha. Dreszcz przeszedł ją od ogona do uszu. Odwróciła momentalnie łeb, będąc gotową na atak, jednak spotkała tam tylko swoją siostrę.
– Traszka?! Co ty tu robisz? – Oburzona syknęła do czarnej.
– Ślimak mnie obudził! Co robisz? O, jesz?? Mogę kęsa?? – Oczy Traszki powiększyły się, że nie mogła jej nie pozwolić.
– Dobra… masz. – Ponuro podsunęła do niej mysz, a ta zaczęła ją jeść. Pierwszy raz widziała, jak jej siostra żarła z takim apetytem. Wkrótce z myszy nic nie pozostało.
– Dziękuję pa! – Zadowolona Traszka w podskokach poleciała do legowiska uczniów. Gwiazdnica tylko patrzyła się w przestrzeń, analizując to, co się przed chwilą stało.
– Co…? – Mruknęła do siebie. Podniosła dupę i ruszyła po następne żarcie. Wtem zauważyła Miodunkę. Liliowa podreptała do niej z nadzieją dalszego opowiadania jej o Wszechmatce.
– Hej! Bardzo wcześnie wstałaś – miauknęła Miodunka po odłożeniu piszczki pod swoje łapy. – Nie wzeszło nawet jeszcze słońce! Chcesz może razem coś przekąsić? – spytała przyjaźnie.
– Chętnie! -  mruknęła, siadając obok niej. Pod łapy dostała nornicę i zadowolona zaczęła ją konsumować. Nie wybaczy Traszce zżarcia jej myszy! Ale, teraz miała lepsze zajęcie, jedzenie.
– Jak tam ci idzie szkolenie? – Pytanie już jej się zniesmaczyło. Każdy ją o to pytał!
– Dostałam jako mentorkę Mleczyk, jednak na razie nic nie robiłyśmy prócz zwiedzania terytorium. To takie nudne! – Żaliła się. – Czemu nie mogłam dostać lepszej mentorki! Na przykład ciebie! Pewnie byśmy coś robiły, a nie tylko zwiedzały terytoria innych lasów! – Widziała na pysku uśmiech i czekając na odpowiedź, patrzyła się na nią.

<Miodunko?>

[przyznano 5%]

19 listopada 2022

Od Gwiazdnicy CD Lukrecji

- TRASZKO ZOSTAW MNIE! NIE MOGĘ ODDYCHAĆ! - pisnęła będąc przygnieciona przez siostrę do twardego podłoża. 
- P-Przepraszam! Nie chciałam! Oddychaj! - Czarna od razu podniosła się i zaczęła robić reanimację liliowej. Wtem przyszła kolej na sztuczne oddychanie. Traszka już zbliżała swój pysk do pysku siostry i o mało nie zaczęła gdyby nie reakcja grubszej.
- N-nie potrzebuję już pomocy! - Podniosła się i otrzepała. Maczek tylko chichotała z boku patrząc na swoje ukochane dzieci. 
- Pobawmy się w lisy! - Zaproponowała Traszka. - Tylko potrzebujemy jeszcze jednego lisa.
- Tym się ja zajmę! Ty przyszykuj pole bitwy! - Powiedziała Gwiazdnica i wyleciała jak torpeda ze żłobka. Musi znaleźć ojca. Poszukiwania Żurawinka nie powiodły się, jednak znalazła kogoś kto wyglądał na idealnego kandydata! Kremowy arlekin zaczął rozglądać się po obozie szukając kogoś. 
- Cześć - Mruknęła wesolutko w stronę starszego, lecz to niczym gadanie do szyszki czy do śpiącego Ślimaka. 
- Cześć! - Powtórzyła, lecz tym razem bardziej nerwowo. Dopiero teraz kocur zauważył, że to do niego były skierowane te słowa. Popatrzył na nią zielonymi oczyskami, a ona na niego błękitnymi i tak przez chwilę stała.
- Chcesz się z nami pobawić w lisy? Brakuje tylko jednego kota jeszcze! - Ładnie poprosiła robiąc słodkie oczka dla próby przekonania.
- Lisy…? - Spytał kremowy. - Kim ty w ogóle jesteś.
- Ja? Ja jestem Gwiazdnica, albo w skrócie Gwiazda, jestem wybrańczynią wszechmatki i przyszłam się zapytać, czy byś zechciał się ze mną i moją siostrą pobawić się w lisy! - Lekko poirytowana przedstawiła się i pochwaliła się zamiarami wykorzystania jego czasu. Patrzył na nią z wyrzutem, lecz nie miała zamiaru podwinąć ogona i uciec. Nagle usłyszała głos siostrzyczki.
- Gwiazdnico pośpiesz się proszę!
- O to ona, Traszka, więc chodź. - Powiedziała i poszła do żłobka czekając za kocurem.

<Lukrecja?>

15 listopada 2022

Od Gwiazdnicy cd Traszki

 Gwiazdnica uśmiechnęła się zadowolona następnie patrząc co wyprawia jej siostra.. 
— Proszę, pobłogosław mnie! — Traszka pisnęła płaszcząc się pod łapami liliowej. Ta zaśmiała się a następnie wyprostowała.
-Ja, wybrańczyni Wszechmatki- Zaczęła - Błagam ją o pobłogosławienie mojej siostrzyczki, Traszki, nadając jej miano mojej zastępczyni!.- następnie wzięła liścia z ziemi i położyła na jej głowie. -Gotowe!- miauknęła szczęśliwie kątem oka widząc jak ślimak ze zdziwieniem się wszystkiemu przygląda.
-Tak? Dziękuję, dziękuję, dziękuję!- Niebieskie oczy zaczęły strzelać iskierkami na lewo i prawo a następnie uwiesiła się na szyi Gwiazdnicy. Następnie odwróciła się do Ślimaka. -Widzisz? Jestem zastępczynią wybranki wszechmatki! Teraz to musisz uwierzyć!- Podekscytowane próby przekonania brata jednak poszły na nic.
-Lepiej weźmy się za kupkę liści, bo się nie wyrobimy.- Mruknął Ślimak i wziął się do roboty. Racja! Sadzawka zaraz przyjdzie sprawdzać!
-Jednak wolałam dołączyć do Wszechmatki…- Niezadowolona ruszyła swe dupsko z ziemi.
-Ale teraz jesteś i żywa i święta! Powinnaś się cieszyć! - Czarna próbowała przekonać siostrę do dumy lecz i tak to nie zmieniło jej zdania na temat roboty. No i zaczęli, skończyli późno, ale udało się! 
-Udało nam się!- Uradowana Traszka skoczyła na Liliową uradowana ściskając ją tak mocno że aż tlenu jej zabrakło. Racja, przewyższyli stertę Sadzawki o kilka centymetrów, ale dokonali tego! 
-Teraz tylko czekamy aż ta wysadzawkowana kicia tu przyjdzie, pysk jej do ziemi spadnie!- miauknęła szczęśliwa Gwiazdnica, lecz uśmiech jej zszedł widząc niezadowoloną minę siostrzyczki.
-C-czy ty zamierzasz ją skrzywdzić..?- Najwidoczniej Traszka nie zrozumiała.
-Nie! Chodziło mi bardziej o zdziwienie że bardziej wiesz zrobi o tak…- Liliowa położyła pyszczek na ziemi otwierając go przez co wyglądała jakby właśnie latającego różowego dzika zobaczyła wiozącego wszechmatkę.
-Aaa… To dobrze! Niech jej pysk odpadnie!- Zaśmiała się czarna. 

***

-Idzie! Wreszcie Sadzawka idzie!- Gwiazdnica w krzakach śledząc burą idącą w ich stronę 
-Eh… Jednak nie.- Mruknęła zawiedziona widząc jak jednak ktoś ją zagaduje. -Co robimy?- Podeszła do reszty patrząc raz to na Ślimaka, raz to na Traszkę.
-Może ją po prostu zawołamy?- Zasugerował chyba ten najmądrzejszy z całej trójki.
-Nie! Nic nie rozumiesz Ślimaku! Mamy zostać tutaj, trzeba ją jakoś tutaj zaciągnąć…- Posłała zawiedziony wzrok bratu patrząc na siostrę. -Może ty masz pomysł?- 
-Hmm… Może pójdziemy po nią i ją tutaj zaciągniemy?- Zaproponowała czarna.
-Tak! Znakomity pomysł, idziemy!- Miauknęła nagradzając Traszkę ciepłym wzrokiem.
-Powiedziałem to samo!- Oburzony Ślimak poszedł za siostrami na co dostał ciche uciszenie w stylu “Dobra cicho bądź”. Podeszli do Sadzawki. Bura gadała z Borsukiem.
-Skończyliśmy!- wyszła na przód Gwiazdnica. Widziała że jakże miła kotka jaką była bicolorka miała zniesmaczony wyraz pyska. 

<Dawaj Traszka, nakop jej!>

06 listopada 2022

Od Gwiazdnicy CD Traszki

- Jeśli usypiecie mi większą niż zebrana przeze mnie sterta, pozwolę wam pobawić się w mojej. — Zaoferowała starsza, bura kotka, mierząc ostrym wzrokiem trzy małe buły. Ta, jasne! Będzie ich najpierw obrażać, a potem zakładać się o kupę liści. Czy ona chce ich poniżyć, że niby gorsi są? O nie nie kochana!
- Dobra! Zrobimy to! - Miauknęła Gwiazdnica bez zastanowienia. Dopiero po swojej pewnej wypowiedzi przeanalizowała zakłopotany wzrok rodzeństwa.
- To do zobaczenia za niedługo. - Powiedziała Sadzawka i poszła sobie gdzieś.
-  Więc co robimy? - Spytał Ślimak, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z kryzysowej sytuacji.
- Musimy zrobić większą kupkę liści niż ona! Szybko! - Pospieszyła resztę Traszka i cała trójka wzięła się do roboty.
Jeden listek, drugi, trzeci, piąty, dziesiąty, dwudziesty siódmy, trzydziesty drugi i tak dalej i tak dalej. Z czasem kociaki musiały wchodzić jeden na drugiego, by położyć listka idealnie na szczyt ich wieży.
- Ał! Czemu zawsze ja muszę być na dole! - Pisnęła niezadowolona liliowa.
- Następnym razem ja będę, ale nie ruszaj się, bo spadnę! - Odezwała się siostra, próbująca odłożyć liścia na górce.
I tak minęła godzina.
- Ah my nigdy tego nie skończymy! - Lecz jęki Gwiazdy nic nie znaczyły. Cały czas małe kocie łapki uderzały po podłożu, niekiedy wlatując w kałuże. Niestety, dalej stertka młodszych nie była wyższa od Sadzawki i Borsuka. Końcowo Liliowy point padł na ziemię
- Nie mogę już, zmęczyłam się! - pisnęła. - Ciemno mi się przed oczami robi! Umieram! - Dramatycznie jęknęła i przewaliła się na plecy, wystawiając język i udając, że rzekomo ”umiera”.

<Traszko?>