BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kucyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kucyk. Pokaż wszystkie posty

22 października 2017

Od Kucyka CD Chmurki (Imbiru)

Kucyk spojrzał na tą małą kulkę futra. Pachniała Klanem Burzy i miała najwyżej kilka księżyców, ale co tu robiła? Albo, może raczej robił, gdyż był to kocurek. 
- Skąd żeś się tu wziął? - spytał opryskliwie.
- Ja... ja pobiegłem za swoim tatą, ale wtedy złapał mnie jakiś pta-ak i nie chciał wypuścić... A-ale kiedy już to zrobił stra-aciłem przytomność i... kim ty jesteś?
Burz siedział na ziemi i analizował wszystko co powiedział kociak. Powinien natychmiast odwrócić się i odejść, jednak coś nie dawało mu spokoju. Nie był to żal to tej małej kulki, w żadnym wypadku... Kuc rozważał co innego. Jest już stary i niedługo umrze, nie może tego ukrywać. Ale, kiedy już odejdzie, co po nim zostanie? Właśnie nic. Nie ma potomków, partnerki, czy jakiegokolwiek przyjaciela. Więc skoro ten kociak już tu jest, równie dobrze może mu ich zastąpić.
- Ja jestem twoim ojcem! - powiedział z udawanym zdziwieniem. 
- Nie jesteś moim tatą!
- Coś musiało stać ci się w głowę, że mnie nie pamiętasz!
- Ale mój tata jest w Klanie Burzy!
- Klany, mówiłem, żebyś trzymał się od nich z daleka!
- A moja mama? Moja mama też jest w Klanie!
- Przecież twoja mama umarła przy porodzie! - ciągnął Kuc, a w każde kłamstwo wkładał tyle emocji, na ile było go stać.
- A-ale... ale to nie prawda!...
- Chodź, wracajmy do domu - powiedział, po czym wziął kociaka za kark.
Gdy dotarł pod Gniazdo jego dwunogów zaczął drapać łapą w drzwi. Gdy jeden z nich otworzył, żeby wpuścić go do środka, ten zrobił błagalną minę wskazując na czarnego kocurka, leżącego teraz u jego łap. Bezwłosy wziął go na ręce i, mimo tego, że bardzo się szamotał, zaniósł go do środka. Tam, został umyty i wypielęgnowany, dostając obrożę i nowe imię.
- Teraz już sobie przypominasz, Imbir?
- Ale ja mam na imię Chmurka!...
- Masz bujną wyobraźnię! - roześmiał się Kuc.
~/*\~
Księżyce mijały, a Imbir zapomniał o swoim życiu jako Klanowicz i uważał za oczywistą prawdę, że jest pieszczochem, co trochę denerwowało Kuca, gdyż wolałby, żeby ten był dachowcem, zamiast wyrosnąć na uzależnionego od dwunogów słabeusza. Z tą myślą od dwóch księżyców uczył go walki i technik polowań. Nie było to dużo, ale wiedział, że nie da rady zrobić nic więcej. 
W końcu, w porze nagich drzew nadszedł dzień, który Imbir miał zapamiętać na całe życie. Burz nie chciał tego robić, nawet jeśli próbowałby to zaprzeczyć, związał się z kociakiem. Jednak tego wciąż ciągnęło do lasu i Klanów, a Kuc bał się, że pewnego dnia odnajdzie go któryś z Burzowiczów i zaprowadzi do klanu, a ten przypomni sobie o jego przeszłości. W dodatku, biały kocur doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że długo nie pociągnie, a wolał zginąć w "Bitwie", niż na dywaniku dwunogów. Poprosił swojego "syna", żeby wyszli na dwór, z zamiarem nauki polowania. Ten z podekscytowaniem wybiegł za swoim "ojcem", nie wiedząc co święci się w rzeczywistości.
Gdy byli już na miejscu, Kuc zaczął pośpiesznie rozglądać się za chociażby samotnikiem, który pomógłby wypełnić mu jego plan. Jednak zanim takowego dostrzegł, wyczuł coś, a raczej kogoś lepszego. Nie dostrzegłby go, gdyż jego futro świetnie kamufluje się w śniegu, jednak wszędzie rozpoznałby ten zapach. Przecież to jego stary znajomy, Szkarłatny Wicher! Kocur nie miał nigdy dobrych chęci, jeśli chodzi o białego dachowca, więc teraz mógł mu bardzo pomóc.
- Poczekaj tutaj, spróbuję przegonić tego kota.
- To samotnik?
- Nie, klanowy.
- Więc co tu robi?
- Koty klanowe nie mają szacunku dla innych. Dlatego muszę coś z tym zrobić! - odpowiedział odbiegając.
Kocur schował się w krzakach blisko swojego przyjaciela/wroga, i zawołał cicho, jednak na tyle donośnie, by ten mógł go usłyszeć:
- Szkarłatny Wichrze!
Kocur obejrzał się i widząc dachowca podszedł do krzaku.
- Burzowe Gardło? - szepnął zdezorientowany, lecz po chwili przypomniał sobie z kim miał do czynienia. - Co ty tu wyprawiasz?!
- Też cię kocham. Mam małą prośbę, a jednocześnie ofertę nie do odrzucenia.
- Czemu tak myślisz?
- A więc - zaczął ignorując Szkarłata - jestem już stary, to fakt. Ale za żadne skarby nie umrę jak jakiś pieszczoch na dywaniku dwunożnych. Jeśli mam umrzeć - tu zaczął mówić głośno - to jak wojownik - w bitwie z wrogiem! - i powiedziawszy to rzucił się na młodszego kocura. Walka nie trwała długo - klanowicz szybko zakończył żywot dachowca przejeżdżając pazurem po jego gardle.
Szkarłatny Wicher przez krótką chwilę stał nad jego ciałem, po czym odbiegł w jemu tylko znaną stronę.
Nie mógł jednak wiedzieć, że z daleka, całemu zajściu przyglądał się mały kociak, zwany Imbirem.
<Di end>
Największa porażka bloga umiera, Chmurka zostaje przepisany do pieszczochów.

28 sierpnia 2017

Od Kucyka Do Złotej Melodii

Kucyk szybkim krokiem przemierzał przez las. Od wielu dni nie padało, przez co zwierzyny nie mógł znaleźć nigdzie, nawet w miejscach, gdzie zwykle znajdował wychudzoną mysz. Dlatego też, dzisiaj wybrał się w bardziej ocienione miejsce, mając nadzieje, że tam upał nie doskwiera tak bardzo, a zwierzyna, przynajmniej wychudzona, się znajdzie.
Gdy dotarł na miejsce, wyczuł słaby zapach. Nie była to jednak zwierzyna łowna, lecz kot... a dokładniej kotka. Jednak to nie to, przeszkadzało Kucowi. Było czuć od niej zapachem Klanu Burzy! Co ona tu robiła? Burzowicze o wiele bardziej wolą biegać za żylastymi zającami na ich terenach! W przeciwieństwie do niego, mają dużo terenów, więc wyżywienie jest znacznie łatwiejsze. A on? Kiedy wreszcie znalazł miejsce, gdzie mógł zapolować na przynajmniej wychudzoną zwierzynę, ona przychodzi tu i ją zabiera. prawdopodobnie całą już wypłoszyła! Zaczaił się, by po chwili skoczyć na nią, przewracając ją. Najwyraźniej nie była zbyt doświadczona, gdyż Burzowi udało się ją przytrzymać, a był on kotem chudym i lekkim. 
- Dobrze więc - zaczął chłodnym tonem - skoro masz własne tereny, czemu polujesz tu, złotko? - spytał się, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo określenie którego użył, jest trafne.
<Złota? Obiecałam gniot i napisałam gniot!>

13 sierpnia 2017

Od Kucyka CD Kropelki

Burz oburzył się. Jak ten kociak śmie go obrażać?! Nie sięgał Kucowi nawet do pazurów, nie miał więc prawa nazywać go pieszczochem!
- Słuchaj kociaku - syknął mu do ucha. - Jesteś jeszcze mały więc miałeś prawo się pomylić. Pomylić odnośnie każdego, ale nie mnie! Nie masz pojęcia w jak wielkim jesteś błędzie! Nie jestem pieszczochem, ty niewychowana kupo futra! Poluję na własnym terytorium, chodzę gdzie chce i praktycznie nigdy nie ma mnie w ich gnieździe! Więc, gdybyś miała choć trochę rozumu, w tej twojej małej głowie, nie pomyliłabyś się!- wypluł. Słowa wychodziły bardzo szybko, jedno po drugim, przez co kocur nie miał zbyt wiele czasu na wzięcie oddechu, więc gdy skończył swój przepełniony wściekłością i nienawiścią monolog, zaczął chciwie łapać oddech, dając małej kotce dostatecznie dużo czasu, na odpowiedź, która, jak można się było spodziewać, do tych najmilszych nie należała.
- Ale jednak mieszkasz w ich gnieździe - uśmiechnęła się szyderczo. - Co z tego, że "prawie nigdy cię w nim nie ma"! To cały czas sprawia, że jesteś pieszczoszkiem! Haha! - kotka zaczęła chichotać, doprowadzając Kuca do prawdziwej wściekłości.
Trzepnął kilka razy ogonem, wyszczerzył kły, po czym skoczył w jej stronę, by po chwili przycisnąć ją do ziemi swoją chudą łapą. Kotka cicho pisnęła, co widocznie ucieszyło Kuca.
- Kto teraz jest tym słabym, hm?
<Kropelka?>

08 sierpnia 2017

Od Kucyka CD Szkarłatnego Wichru

OSTRZEŻENIE: GNIOT
Burz ze zmrużonymi oczami spojrzał na Szkarłatnego Wichra. Więc naprawdę nie pamiętał.
- Oczywiście że nie, Mysi Móżdżku. Będziemy polować u mnie - odwrócił się oburzony, nawet nie sprawdzając reakcji młodszego kocura.
Szybko doszli do stodoły. W porze nowych liści jest wypełniona tłustymi myszami więc kocury zaczęły polować. Burz szybko złapał pięć myszy, gdyż były strasznie otyłe i powolne. Zadowolony z siebie zaczął jeść zdobycze. Życie dachowca nie było łatwe. Jego polowania praktycznie zawsze były nieudane, przez co kocur był chudy i słaby.  Wiedział że w obecnym stanie nie pożyje dużo, najwyżej kilka pór roku. Jednak, czy to nie znaczyło, że powinien wykorzystać tego czasu jak najlepiej? Gdy skończył jeść ostatnią piszczkę, oblizując swoje wąsy z resztek myszy, spojrzał na swojego towarzysza. Nie szło mu gorzej niż Kucowi: również zdążył upolować kilka.
- Ciekawe, czy zapytają cię w klanie, gdzie upolowałeś tyle myszy - powiedział zaczepnie.
To jednak przyniosło odwrotny skutek. Szkarłatny Wicher szybko zebrał myszy i wybiegł ze stodoły wołając "żegnaj" na odczepnego. Burz stał tam chwilę, nie wiedząc co zrobić. Jednak po chwili znowu zaczął polować, aby zrobić mały zapas na jutro.
Ilekroć stawał się zbliżyć do Szkarłatnego Wichru, wszystko szło nie po jego myśli. Przecież robił mu przysługę! Powinien chcieć księcia za sprzymierzeńca.
<Sesja zakończona, gdyż wena mi się wypaliła>

29 lipca 2017

Od Kucyka CD Szkarłatnego Wichru

Gniot pisany podczas głupawki, bez sensu i składniej, nieocenzurowane przekleństwa, adminów prosi się o nie edytowanie niczego, gdyż wszystko było zamierzone. Z góry dziękuję. A, i nie zmieniać mi koloru pisma. Limonkowy jest mój i oznacza przypisek "pisarza", w tym wypadku mnie. Do tego jest praktycznie nie widoczny i to jest fajne >:3
Burz przyglądał się Szkarłatnemu Wichrowi. Należał do Klanu Nocy, ale miał to gdzieś. Równie dobrze mógłby należeć do Klanu Burzy, Wilka czy Klifu, lub nawet być samotnikiem. Młodszy kocur wydawał się być zdezorientowany, lub przynajmniej zaskoczony. Kuc widząc to, jedynie się do niego przysunął, cicho mrucząc, jednak, obliźniony kocur szybko przed nim czmychnął.
- Wróć w Porę Nowych Liści! - krzyknął Burz do oddalającego się kocura. - Będzie okazja do złapania tłustych myszy!
Nie obchodziło go, czy będzie chciał z nim polować. Ważne, żeby wrócił.
- ̗̀ /ᐟ\ ̖́-
Burz siedział na powoli porastającej trawą ziemi. Od kilku dni przychodził tu, czekając na białego wojownika Klanu Nocy, mając nadzieję, że kiedyś się zjawi. Nie, żeby w to wierzył, ale życie jest długie i nudne, więc, dlaczego miałby tego nie robić? Nie miał nic lepszego do roboty, a przecież była iskierka nadziei, że kocur zjawi się któregoś dnia...
Więc tak jak już mówiłam, Kuc siedział na glebie która miejscami porastała zielenią, wypatrując swojego (nie)przyjaciela. Trwało to dostatecznie długo, by po pewnym czasie rozmyślił się i wrócił o swoich codziennych zadań . Jak pomyślał tak zrobił. Wziął w pysk mysz, którą upolował dla  kocura i już miał odchodzić, kiedy usłyszał za sobą kroki.
Odwrócił się, widząc Szkarłatnego Wichra, stojącego kilka króliczych skoków od niego, patrzącego się na niego z nieodgadniętym wyrazem pyska.
- Więc jednak przyszedłeś - kocur uśmiechnął się zalotnie.
<Szkarli?>

24 lipca 2017

Od Kucyka CD Milczącej Gwiazdy

Kocur siedział na ziemi ciężko dysząc. Nie był już klanowym kotem, jednak ciągle jakieś spotykał. Najpierw ten niewychowany, obliźniony kocur, który spłoszył mu śniadanie, a teraz ta ona. Oczywiście nie można było zaprzeczyć, że bał się w cholerę. Kotka na pewno była od niego kilkakrotnie silniejsza, więc nie miał jak z nią walczyć, a skoro ucieczka nie wypaliła, mógł jedynie czekać na jej pierwszy ruch, jednak oburzył się, słysząc słowa, wypływające z jej pyszczka.
- Wiesz coś o samotnikach?
Wypowiedziała je przywódczym tonem, nieznoszącym sprzeciwu. Burz wygładził futro na swojej piersi, po czym wypiął się, co jednak nie wyglądało tak, jakby chciał, przez wciąż zaszklone ze strachu oczy.
- C-co cię to obchodzi? Najpierw wchodzisz tu, a potem zaczynasz mnie go--! - nie zdążył zakończyć, gdyż kotka skoczyła na niego, przyszpilając go do ziemi.
- Mów. Co. Wiesz. - powiedziała chłodno.
- Nie ma mowy! - syknął drżącym głosem, przez co na jego pysku pojawiła się już druga rana. Kuc opierał się jeszcze przez chwilę, jednak rany na łapie i brzuchu dawały się we znaki. Przemyślał opcję powiedzenia jej tego co wie, stwierdzając, że nie powinno wyjść mu to na złe. Tak w ogóle, cholerę go obchodzi, co zrobią z tą informacją!
- Kiedy polowałem blisko stodoły - zaczął łamiącym się, jednak pewnym głosem, - czułem zapach kilku kotów. Niewielu, najwyżej czterech dorosłych i trochę więcej bachorów. Proszę, zrób z tą informacją, cokolwiek chcesz.
<Milczka? Nie umiem pisać długo.>

18 lipca 2017

Od Kucyka CD Szkarłatnego Wichru

Dachowiec wydał z siebie gardłowy, pełen złości pomruk. Z którego klanu był ten niewychowany kocur? Rzeczywiście miał na sobie zapach któregoś z nich, jednak Burz zbyt długo przebywał w siedlisku dwunogów, by go rozpoznać. Zmarszczył nos z niezadowoleniem. Jakikolwiek klan to by nie był, na pewno mieszkały w nim same niewychowane koty. 
- Dobrze więc - odpowiedział z nieukrywanym niesmakiem i pogardą. - Więc powinieneś przynajmniej udostępnić tereny swojego klanu.
- O nie, co to, to nie! Nie będziesz nam zwierzyny kradł!
W tym momencie Kuc najchętniej rzuciłby się mu do gardła, jednak zdążył się przekonać, że kocur jest od niego silniejszy. Dodatkowo był bardzo głodny i czuł, że zwariuje, jeśli za chwilę nie zje chociaż najmniejszej piszczki.
- Więc będziemy polować na terenach niczyich - praktycznie warknął. 
Dwa kocury ruszyły przed siebie, w napiętej atmosferze. Burz spoglądał na "towarzysza" spode łba. Dobrze, że dwunożni zabrali go z lasu. Nawet nie zdawał sobie sprawy, z jakimi snobami mieszkał! Nie lubił pieszczochów, jednak one przynajmniej były wychowane. Nie wchodziły mu w drogę i ustępowały; wiedziały gdzie ich miejsce. Prychnął niezadowolony. Nie wierzył, że chciał wrócić do lasu, do tych narcyzów, którzy myślą, że wszystko im wolno.
Strzepną ogonem, gdyż poczuł zapach zwierzyny. Ślina naciekła mu do pyszczka, jednak opanował się i opadł do pozycji tropiącej. Zdecydowanie mysz. Prawdopodobnie wychudła, ale to zawsze jedzenie. Lekko szedł po zimnej ziemi, starając się nie spłoszyć zwierzyny. Skoczył na nią, jednak ta zauważyła obecność kocura zbyt późno i po kilku uderzeniach serca spoczywała nieżywa w jego pyszczku. Wygłodniały, zjadł ją bardzo szybko, zostawiając same kości. Ah, jak tęsknił za porą nowych liści! Wtedy w stodole można było spotkać wolne utuczone myszy, które były łatwą zwierzyną. Co prawda tęsknił za smakiem zajęcy, jednak przyzwyczaił się już do jedzenia gryzoni wystarczająco, by się nimi zadowolić. Odwrócił głowę spoglądając na Szkarłatnego Wichra, zakopującego jakiegoś małego ptaka. Hah, kolejna rzecz, która zawadzi w klanach. Upolowałeś dużą zwierzynę i jesteś głodny? Ch*j, i tak musisz skończyć polowanie, wrócić do obozu, i wybrać sobie jakiegoś wychudzonego ptaka, którego upolował inny.
- Na pewno nie chcesz tego zjeść? - powiedział zachęcająco, ale równocześnie chamsko, zauważając jakim wzrokiem patrzy na piszczkę.
- Oczywiście, że nie - oburzył się wojownik. - Najpierw klan, potem twoje potrzeby.
- No daleej, wiem, że jesteś głodny - powiedział z uśmiechem, chociaż i tak wiedział, że nic z tego nie wyjdzie. Nawet nie wiedział po co, oraz co w niego wstąpiło. Jednak było coś takiego w tym kocurze... Uh, tylko te blizny, wyglądał z nimi paskudnie. Kot który tak zniszczył jego wygląd naprawdę musi być niewychowany. Chociaż zadrapania nie są genetyczne, więc...  Zaraz, co?! Przed chwilą chciał wydrapać temu kocurowi oczy, a teraz myślał o rzeczach i tak niemożliwych, z powodów oczywistych. W dodatku jego serce należało już do innej! Przysiągł sobie o niej nie zapominać, mimo tego, że była klanowiczem, a on dachowcem. Ale... przecież był księciem, mógł sobie na to pozwolić...
Podszedł bliżej niego, mrucząc cicho, co zdziwiło kocura. Burz otarł się o niego, kładąc pysk na jego grzbiecie.
Zdenerwowany Szkarłatny Wicher rzucił się na niego, zadrapując mu pysk. Cholera. Teraz będzie wyglądał jak klanowicz po bitwie. Jednak wiedział, że nie zrzuci z siebie kocura, więc jedynie leżał na zimnej ziemi, uśmiechając się zalotnie.
Doprawdy, nie wiedział, co mu odbiło.
<Szkarłat?>

13 lipca 2017

Od Kucyka CD Szkarłatnego Wichru

- Nazywam się Burzowe Gardło, a ty wszedłeś na mój teren - odpowiedział dumnie.
- Twój teren? - kocur wydawał się zdziwiony. - To tereny niczyje!
- Ah tak? Wybacz proszę, ale wziąłem część tej ziemi dla siebie, aby móc polować. Nie nachodzę terenu żadnego klanu, więc nikt nie powinien też nachodzić mojego terytorium.
- Terytorium? - Szkarłatny Wicher pociągnął nosem. - Ale jesteś pieszczochem...
W tym momencie Burz nie wytrzymał; ten kot nie ma prawa bezcześcić jego imienia! Rzucił się na niego z chęcią narobienia mu kolejnych blizn, jednak jako iż jest księciem, zmusił się jedynie do grzecznego wytłumaczenia temu niedouczonemu kocurowi, jak sprawy wyglądają w rzeczywistości:
- Słuchaj mnie ty mysi móżdżku, poluję dla siebie, nie ma mnie w ich gnieździe tak długo, jak tylko to możliwe; praktycznie mam ich gdzieś!
Zeskoczył z trzęsącego się kocura i zmierzył go chłodnym spojrzeniem. 
- Skoro spłoszyłeś moje śniadanie, powinieneś teraz coś mi upolować - rzekł chłodno i zarazem dumnie.
<Szkarłat?>

Od Kucyka Do Milczącej Gwiazdy

Na dworze było zimno, jak zwykle w porze Nagich Drzew. Kuc leżał w tym momencie na kolanach kociaka dwunożnych, którego jako jedynego darzył jakimś uczuciem. Pozwalała wchodzić mu, gdzie mu się chciała, nie wyganiała z gniazda, nie zmuszała go do powrotu, nie kazała jeść tych króliczych bobków, którymi dwunogi cały czas próbowali go karmić. Zaczęło go głaskać, a on, zadowolony zamruczał cicho. Nie wiedząc kiedy zasnął.
-/-
Obudził się na podłodze, zawołany przez dwunożnych na śniadanie. No nie. Czy oni w końcu się nie nauczą, że nie będzie tego jadł? Oburzony wybiegł z gniazda na kolejne polowanie. Pobiegł przez zaśnieżone siedlisko, niedługo potem docierając do Drogi Grzmotu. Biały kocur szybko przez nią przebiegł, po czym udał się w okolice siedliska owiec. Od jakiegoś czasu ze stodoły czuł zapachy grupy innych kotów, więc wolał się tam nie zbliżać, do czasu, aż nie wejdą na kawałek siedliska, które obrał na obszar do polowań. Otworzył pyszczek i pociągnął nosem w zamiarze wyczucia zwierzyny, jednak zamiast tego, poczuł coś innego. Zauważając, że źródło zapachu się zbliża, schował się za krzakiem, starając się, aby go nie znaleziono.
<Milczka? Tak to jest, jak starasz się coś napisać, nie mając weny>

Od Kucyka

- Kucyk, wracaj! - zawołał dwunożny, wychodząc ze swojego gniazda.
- Zamknij się - syknął Burz sam do siebie.
Jak zwykle bezwłosi próbowali nakarmić go tymi króliczymi bobkami, które tuczą inne pieszczochy. Zawsze o tej porze uciekał z ich gniazda na polowanie, włóczył się, po czym wracał o wschodzie księżyca, a dziś nie było inaczej.
Pognał na swoich długich łapach wzdłuż ogrodzenia biegnącego przez całe siedlisko dwunogów, mijając drzewa, kwiaty i drzewa. Czasami siedział na nim jakiś kot, czasami mały ptak, ale żadna porządniejsza zwierzyna, którą dorosły kocur byłby w stanie się pożywić dorosły kot. Powoli ścieżka zaczęła się zwężać, aż w końcu Burz szedł po zasypanej śniegiem trawie, mocząc swoje łapy. No cóż, coś za coś. Mógł albo iść tędy, albo jeść te królicze bobki, czego za nic w świecie by nie zrobił. 
W tym momencie zatrzymał się, czując znajomy zapach. Rozejrzał się, a po chwili zobaczył znajomy, czarny ogon.
- Cześć, Kuc - odezwał się Vitae. Był to czarny kocur z białym podbrzuszem i żółtymi oczami. Był to najlepszy i jednocześnie jedyny prawdziwy przyjaciel Kucyka.
- Ile razy mówiłem ci, żebyś mnie tak nie nazywał - powiedział mrużąc oczy. - Jako, iż jesteś moim przyjacielem możesz mówić na mnie "Burz", ale nie pozwolę nazywać mnie tym haniebnym imieniem, nawet przez ciebie!
- Hehe, wyluzuj - dachowiec podszedł bliżej. - Wiem, że to lubisz.
Biały kocur położył pyszczek na głowie Vitae'a. Mimo, że go wkurzał, nawet książęta potrzebują przyjaciół, a czarny dachowiec był chyba jedynym kotem mogącym z nim wytrzymać, znając jego prawdziwą naturę.
- Muszę iść - odezwał się po chwili Burz. - jest już późno, a ja wciąż nie zjadłem śniadania.
Vitae zamruczał cicho, po czym czmychnął gdzieś, zostawiając Kuca samego. Kocur znów ruszył truchtem przez śnieg, po chwili docierając do Drogi Grzmotu. Przekroczył ją w biegu, szybko zostawiając za sobą cuchnące potwory. Zauważył kilka małych ptaków najwyraźniej szukających pożywienia, na zamarzniętej ziemi. Opadł do pozycji tropiącej, zakołysał tyłem, już miał skoczyć, kiedy zobaczył, że jakaś jasna plama rozprasza całą zdobycz, która szybko wzniosła się w powietrze i odleciała. Do nozdrzy Kuca dotarł ostry zapach, który prawie od razu rozpoznał - kot klanowy! Znajdowali się na terenach niczyich, powinien polować na swoim terytorium, zamiast płoszyć mu śniadanie! Rozwścieczony rzucił się na zdziwionego kocura, przygwożdżając go do ziemi.
- Masz ładne blizny - warknął.
<Szkarłat?>

30 grudnia 2016

Od Kucyka do Rozmytego Pyłu

Burzowe Gardło szedł. Bardzo powoli i ociężale, jednak szedł. Był już całkiem niedaleko Klanów, a przynajmniej tak myślał. Zewsząd unosił się nieznośny smród wydobywający się z potworów dwunogów. Drażnił delikatny nos dzikusa tak samo, jak kolec róży wbija się w opuszki palców bezwłosych, gdy ich nie zauważą. Wtedy tak śmiesznie piszczą i natychmiast puszczają kwiat. Zabawne.
Kocur nie tylko miał podrażniony nos, który wyglądał jak zakatarzony (choć nie był). Podrażnione były także poduszki łap, które za kilka kroków pewnie będą krwawiły, oraz jego uszy, które niemal przestały już odbierać jakiekolwiek dźwięki dookoła. Przeklęty huk po pewnym czasie zaczął przelewać się przez jego głowę, jak uspokajająca muzyka, chociaż oczywiście nią nie był.
Szedł już wystarczająco długo. Gdzieś tutaj MUSI być przynajmniej jeden kot. Nie oczekiwał już nawet na Klanowiczy. Samotnik, chociażby! KTOKOLWIEK.
Kucyk zboczył nieco ze ścieżki obok Drogi Grzmotu i schował się za pobliskim krzakiem. Chociaż troszkę snu... Nagle do jego nosa dotarł nowy, nieco znajomy zapach. Szerzej otworzył oczy i powłóczając łapami szedł do źródła zapachu. Czy to... kot?
Kucyk mocniej wciągnął powietrze. Przyśpieszył do biegu, a później do szaleńczego galopu. Po kilku krokach wywrócił się i wylądował pyskiem przy łapach jakiegoś wojownika.
<Rozmyty Pyle?>

11 grudnia 2016

Od Burzowego Gardła CD Bladego Świtu

Burzyk skrzywił się, a następnie uśmiechnął się. Zwykle uśmiechy, które posyłał innym Burzowe Gardło wyglądały jakby ktoś podawał mu stopniowo zwiększaną dawkę czystego soku z cytryny. Nie był to przyjazny uśmiech, chociaż kocur bardzo się starał. Starał się zawsze, mniej, czy bardziej, co za różnica! Liczy się GEST!
 - Nie, nic się nie stało - mruknął cicho. Usiadł zgrabnie przed kotką i oblizał pyszczek. - Nazywam się Burzowe Gardło. - Spróbował zagaić. Kto wie, może ta kotka zostanie jego najbliższą przyjaciółką? - Szukasz zwierzyny? Jeśli tak, to możemy się wybrać na wspólne polowanie. Znam doskonałe miejsca łowieckie! - krzyknął życzliwie, po czym wstał i machnięciem ogona zachęcił kotkę do pójścia za nim. - Pewnie cię to zdziwi, ale najlepszym miejscem do łowów jest małe wrzosowisko niedaleko drogi. Z nieznanego mi powodu króliki postanowiły się tam masowo osiedlić. - Dodał uśmiechając się. Tym razem mu się to udało. Do soku z cytryny została dodana szczypta cukru.
Blady Świt? Sorry za długość .-.

04 grudnia 2016

Od Burzowego Gardła do Liliowej Łapy

Zaraz po ceremonii nadania mu ucznia podszedł do swojej nowej terminatorki i dotknął lekko jej grzbietu ogonem, chcąc uprzedzić ją przed następującą wymianą zdań. Prawdopodobnie Burzowe Gardło odejdzie jeszcze zanim młoda kotka zdąży coś powiedzieć, jednak zawsze pozostaje jakaś nadzieja, że coś go zatrzyma.
 - Twoim pierwszym terminatorskim zadaniem będzie odnalezienie pewnego wzgórza. Jedyną podpowiedzią dla ciebie będzie to, że znajduje się ona na wschód na naszych terenach. - Oblizał leniwie pyszczek i oddalił się kilka kroków nie czekając na odpowiedź. - Jutro przed wschodem słońca będę tam na ciebie czekać, oczekuję punktualności. Spokojnej nocy! - dodał wpełzając w norę wojowników.
Miał jednak całkowitą pewność, że to nie będzie spokojna noc ani dla niego, ani dla Liliowej Łapy. Kotka wydawała się zbyt podekscytowana całą tą sprawą, skakała dookoła niczym Tygrysek ze Stumilowego Lasu, który nawciągał się tego, czego nie powinien wciągać. Burzyk jednak nie mógł wiedzieć, czy takie porównanie jest trafne, ponieważ a) nie wiedział kim jest Tygrysek ze Stumilowego Lasu, b) nie wiedział, że jest coś do wciągania, tak więc spokojnie mógł myśleć, że jego nowa "przyjaciółka" jest po prostu nadpobudliwa.
On sam nie usnąłby z powodu niezwykle męczących i niemiłych odwiedzin jego ojca, który stwierdził, że jako jego jedyne dziecko musi je kochać i niemalże dosłownie męczyć tymi wszystkimi pytaniami, którymi zwykle męczą ojcowie synów.
Cicho położył się na swoim legowisku i ułożył w myślach plan treningu.

Do świtu zostało jeszcze całkiem dużo czasu, lecz Burz postanowił go nie marnować. Już od całych pięciu uderzeń serca czekał na wzgórzu na swoją terminatorkę, która chyba nie miała zamiaru stawiać się przed nim w najbliższym czasie. Pozostaje czekać.
Liliowa Łapo?

27 sierpnia 2016

Od Burzowego Gardła CD Popielatego Futra

Burzowe Gardło rzucił się na czarnego wojownika. Był nieco zdezorientowany tą podłą podmianą. Przecież zamiast tego... kogoś, powinna pojawić się tu Sowie Skrzydło. Zrzucony książę przeturlał się kilka długości lisiego ogona i energicznie wstał.
 - Gdzie jest Sowie Skrzydło?! - warknął piskliwym głosem. - Hm?! Nie ciebie się tu spodziewałem! A może to pan jest moją ciotką, bądź też wujem, a tamta kocica była podstawiona?! Co?!
W kocurze zagotowało się na myśl, jak wielką nieprawidłowość napotkał. Gwiezdny Klanie, za co! Przecież zdenerwowany Burzyk, to panikujący Burzyk!
 - Spokojnie... Zapomniałem o tym, czemu się gorączkujesz? - wymamrotał wojownik.
 - CZEMU SIĘ GORĄCZKUJĘ?! Może i Klan Burzy ma mało kotów, ale nie mogę OD TAK OPUSZCZAĆ SWOICH OBOWIĄZKÓW! Byłem samotnikiem i mam pewne przyzwyczajenia z tym związane, ale i tak wiem, że moja nieobecność jest wysoce niepożądana! A co jeśli właśnie jest tam pies i potrzebują kotów do pomocy? Co? No tak, ale ja tylko głupio i bezsensu się gorączkuję! - odpowiedział jeszcze wyższym głosem.
Pio?

24 sierpnia 2016

Od Burzowego Gardła CD Popielatego Futra

Burzyk oblizał się i chwycił mysz i patyczki z pajęczynami w zęby. Musi jakoś skontaktować się z Sowim Skrzydłem, obiecała tu przyjść... Ale on sam nie czuł się tu jakoś specjalnie dobrze. Tu, czyli na dość rozległej polanie przy Czterech Drzewach. Śmierdziało tu jakąś dziwną grupą kotów. Czyżby nowy Klan...? Niedobrze. Mniej pożywienia, więcej gęb do wykarmienia. Ale to nic. Burzowe Gardło z chęcią ubije z nimi interes dotyczący jego przechadzek. A teraz, ku temu kocurowi!
 - Nie, nie, proszę pana. W panu przyciągający to może być zapach psa, a nie sam pan. Czy istnieje możliwość zawiadomienia waszej medyczki, Sowie Skrzydło, że mam pilną potrzebę się z nią spotkać jutro, w okolicach wschodu słońca, przy najbardziej wysuniętych granicach... Poręby? Tak to się nazywa? - miauknął szybko odkładając mysz i patyczki. - I tylko jej. Mogę na pana liczyć? Tak? Tak. Świetnie. Wasza Gwiazda też może wepchnąć tam mordę, to sprawa rodzinna.
"Zero dyskrecji, Burzyku! Zero!" - pomyślał.
Nie czekając na odpowiedź chwycił zwierzynę i odbiegł w stronę obozu Klanu Burzy. Pewnie ten cały czarnych i tak zawiadomi pół klanu, po czym sam pójdzie tam zamiast medyczki. To drugie Burzowe Gardło by przeżył, ale to pierwsze... Brr! Gwiezdny Klanie, broń!
Popiołku?

23 sierpnia 2016

Od Burzowego Gardła CD Popielatego Futra

Burzyk stanął niedaleko granicy Czterech Drzew z Klanem Wilka. Czekał na Sowie Skrzydło, która, stosunkowo niedawno, kazała mu tu na siebie czekać. Tym razem jednak, jak na rasowego gentlemana przystało, postanowił przynieść drobny podarek, upominek, a mianowicie: tłustą mysz, oraz kilka patyczków z owiniętych grubi warstewkami pajęczych sieci. Dziś wypadało pokazać się z lepszej strony.
Położył prezenciki obok siebie i ze spokojem czekał. Pierwszą, drugą, trzydziestą minutę. W końcu, czując, że zaczynają mu drętwieć nogi, wstał i przeciągnął się ziewając. To z pewnością będzie długie czuwanie. Zwłaszcza, że medyczka Wilka i on niezbyt się polubili przy pierwszym spotkaniu, a przynajmniej poczuli do siebie niechęć.
Z zadumy wyrwał go odgłos głośnego uderzania łap o ziemię. Syknął cicho i wciągnął głębiej powietrze. Czuł zapach Klanu Wilka, jednak dość słaby, przyćmiony przez woń samotnika. Czyli musiał to być kot, którego niedawno przyjęli. Nagle odgłos przycichł, zastąpiony przez ciężkie dyszenie. Burzowe Gardło podszedł bezszelestnie do źródła niedyskretnego dźwięku i miauknął oziębłym tonem:
- Co pan tu robi? - Z pewnością byłby milszy, gdyby nie to, że Sowie Skrzydło mogła go już przeciągnął na swoją stronę. Medycy zawsze byli dziwni.
Obcy kocur zjeżył się i przestraszony wymamrotał przez zaciśnięte zęby przeprosiny.
- Nie, nie. Nie musi pan odchodzić. W końcu to tereny pańskiego klanu, czyż nie? - miauknął nieco uprzejmiej. - Hmmm...?
Popielate Futro?

22 sierpnia 2016

Od Burzowego Gardła CD Sowiego Skrzydła

 - Hohohoho! Siostrzyczko! Przecież już nie jeden raz łamałaś kodeks medyka, czyż nie? - miauknął Borsuczy Pazur ustami Burzyka. - Przecież nasz przybrany braciszek i nie tylko on z pewnością ci w tym pomogli, hm? - parsknął wesoło, na co kotka się zjeżyła ze strachem. - Medyczka chyba powinna widzieć swojego brata, co?
Ciało Burzowego Gardła zrobiło kilka wesołych kroków do przodu.
 - Spokojnie, jeśli przyjdzie pora, to wstawię się za tobą u Gwiezdnych. Moi siostrzeńcy i siostrzenice z pewnością są teraz w dobrym stanie. Martwi mnie tylko jeden z nich... Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd jest wyjątkowo aktywne, w stosunku do niego. No. A teraz proszę cię o przysługę: niech mój niewychowany, ale elegancki syn zostanie przez ciebie ułaskawiony. Z pewnością czuje się oszukany, co do Klanu Burzy. Wiesz, matka go okłamała. - Miauknął Borsuczy Pazur i odszedł.
 - Co... Co się stało? - wybełkotał Burzyk chwiejąc się. - Czy... Czy coś się zepsuło...?
Sowo?

Od Burzowego Gardła CD Sowiego Skrzydła

Burzyk spojrzał na kotkę i poczuł, jak przechodzi przez niego nagły wstrząs. Jakby poraził go jeden z tych dziwnych pasów dwunogów, którymi otaczają pastwiska koni. Momentalnie przeleciały mu przed oczyma jakieś wspomnienie, które w rzeczywistości nie były jego.
 "Skurwysyn..." miauknął w jego głowie urażony głos. "Żeby tak własna, faworyzowana siostra tak o mnie mówiła... Burzowe Gardło, mój niewychowany synu, pozwól mi przejąć na chwilę stery" rozkazał głos i biedny Burzyk został zepchnięty w najdalsze odmęty swojej świadomości. Nie dość, że nie miał teraz władzy nad ciałem, to jakiś gałgan, który mówi do niego "synu" zaczyna mu mówić o jego rodzinie. Phi!
Jego ciało wstało i zawadiackim ruchem podeszło do medyczki i zaczęło coś do niej mówić, na co ona, wielce zdziwiona, odpowiadała zszokowanym tonem.
 "Miło zstępuje się w ciała moich dzieci. Wiesz, Burzyku?" miauknął kocur, wyłaniając się z cienia i podchodząc do niebieskookiego. " Twoja matka nagadała ci jakichś bzdur o Klanie Burzy, prawda? Nie martw się, zrobię co się da w tym temacie." Borsuczy Pazur podszedł do syna i polizał go po głowie. "Zachowuj się lepiej w stosunku do obcych, dobrze?"
Sowo?

14 sierpnia 2016

Od Burzowego Gardła CD Sowiego Skrzydła



Burzyk poczuł, jak czara złości przelewa się w nim z każdą chwilą. Niemalże słyszał miarowe "kap, kap, kap", które wydawały krople nieopanowania spadające na gładką powierzchnię jego uczuć. Wstrętne uczucia! GRRRH!
 - Właśnie! Kim jestem?! Przyszedłem tu dowiedzieć się kim jestem! Podobno synem Borsuczego Pazura, ale sam już nie wiem! Miał być z Klanu Burzy, ale nagle okazuje się, że nieee! Wielka pani matka mnie okłamała! I wiesz, co się okazało?! Że jednak nie! Miała tu na mnie czekać jedna z jego niby-sióstr, ale przyszłaś TY! I zrobiłaś mi awanturę o ptaka, który nadleciał od strony Czterech Drzew, które są terenem niczyim! Wiesz ile ryzykowałem wymykając się z mojego bezczynnego klanu?! Nawet porządnej walki nie mogę stoczyć, bo przyjaźń to spartaczona magia! - splunął i na zmianę chował i wyjmował pazury.
Kotka spojrzała na niego sceptycznie. 
 - No?! Co?! Głód wiedzy nie może już zaatakować biednego Burzowego Gardła, który wychowywał się bez ojca i zbabiał?! 
Sowo

Od Burzowego Gardła CD. Wieczornego Blasku

Burzowe Gardło z wdzięcznością kiwnął łebkiem i posiedział po swojej stronie rzeki jeszcze chwilę. Musi przynieść jakąś zdobycz, żeby mieć wymówkę, ot co! Nie przyjdzie do Czwartej Dywizji Miedzyklanowego Oddziału Anty-Wojskowego imienia Srebrnej Gwiazdy bez posiłku! Zadowolony z powodu lekkiego mordobicia z Wieczornym Blaskiem złowił w miarę dużą rybę, która tylko to uczucie podwoiła, po czym podreptał ze zdobyczą w zębach do obozu, gdzie czekała na niego srebrzystoszara kotka. Zmrużyła swoje intensywnie niebieskie ślepia na widok młodego generała i trzepnęła gniewnie ogonem.
 - Gdzie byłeś? – zapytała groźnym tonem. Kocur wyminął ją i odłożył rybę na stos pożywienia, po czym podszedł do stanowiska obok Dowódczyni.
 - Nad rzeką… - miauknął tonem, który sugerował, że to oczywiste.
 - I…? - Kotka trzepnęła ogonem po raz drugi.
 - Zacieśniałem więzy Klanu Burzy i Klanu Nocy…
 - Taaak? I nie szukałeś nawet odrobiny rozrywki jak walka z takim kotem?  - Kocur potrząsnął głową - Nawet odrobinę? – Burz powtórzył czynność. – Nawet tyci, tyci? Odrobinę?
 - Nie – miauknął spokojnym tonem.
 - Świetnie! – odpowiedziała rozpromieniona Srebrna Gwiazda. – Idealnie!
Gdy kotka odeszła Burzowe Gardło popatrzył na miejsce, gdzie przed chwilą siedziała. Udało się! Ale… Coś mu nie pasowało. Skąd mogła mieć wątpliwości co do niego? Trzeba uważać. Drzewa mają uszy.

Wieczorny Blasku?