— No to możemy się rozejść, w razie czego spotkamy się przy tym drzewie! — stwierdziła kotka.
— Dobrze — odrzekł Mysi Postrach, zaczynając iść w las. — Cicha Łapo, chodź ze mną.
Cicha Łapa nic nie powiedział, Pszczelego Lilaku to nie zdziwiło. Jej brat już taki był. Kocur po prostu bez słowa zaczął iść.
— Do widzenia, pani mentorko! Do zobaczenia, jak coś złapie! — rzekła Pszczeli Lilak, zwracając się do byłej mentorki żartobliwym tytułem. Mimo tego, co powiedziała, naprawdę wątpiła, że złapie cokolwiek.
Kotka zaczęła już iść, gdy starsza kocica rzekła:
— Wiesz, że możesz mi mówić Przepiórcza Wichura, Pszczeli Lilaku? — rzekła, odchodząc powoli w inną stronę.
— Tak, pani mentorko — rzekła liliowa z uśmiechem, idąc nadal przed siebie. W każdym razie nie zamierzała przestać jej tak nazywać.
Gdy przestała słyszeć chrupot śniegu pod nogami starszej kotki przyspieszyła nieco kroku, szła jednak nadal uważnie. Kotka szybko oddaliła się od miejsca, w którym miała się spotkać z resztą i las był za nią, już po dłuższej chwili. Szybko też minęła sekretny tunel. Jej nos ruszał się delikatnie, gdy wąchała nim zimne powietrze. Gdy ujrzała trochę zaczepionego futra na krzaku, uśmiechnęła się z nadzieją. A gdy w końcu poczuła coś, w okolicy musiał kręcić się zając. Kotka natychmiast ucieszyła się bardzo. Klan Klifu zazwyczaj na nie nie polował, rzadko bywały na terenie, ale chyba powinna sobie z nim poradzić... Prawda? Co prawda miała problem z walką przez swój mały rozmiar, ale polowanie szło jej dobrze. Zaczęła się więc skradać. Miała tylko nadzieje, że zając nie uciekł na teren Klanu Burzy, który był już niedaleko. Szła kolejną dłuższą chwilę. Gdy dotarła tuż pod granice z Klanem Burzy, westchnęła z niezadowoleniem, trop prowadził przez granice. Kotka nie zamierzała tamtędy iść. Zmęczona chodzeniem stała tam patrząc z niezadowoleniem za granice. Nie minęło jednak zbyt wiele czasu, gdy odwróciła się, chcąc już iść. Zatrzymała się jednak gdy usłyszała jakiś dźwięk. Gdy odwróciła swój łeb, w swojej własnej, rudej osobie stał przed nią Kurza Łapa. Znowu? Fakt była nieco ciekawa jego marnej osobistości, a raczej tego, co głupiego jeszcze zrobi (przynajmniej tak sobie wmawiała) jak doszła po ostatnim spotkaniu nawet mimo tego, że srebrzysty kocur wydawał się, tonąc, w morzu głupoty i łatwo się denerwował. Kurza Łapa (kotka dopiero teraz zrealizowała sobie jaki dziwny zbieg okoliczności, że w klanie też miała Kurzą Łapę) stał tam w śniegu jakoś długość mniejszą niż lisi ogon albo chociaż jak się Pszczelemu Lilakowi wydawało, że tak było, bo nigdy nie widziała jeszcze lisa. Jego przystojny pysk miał kamienny wyraz. Kocur zastrzygł wywiniętymi do tyłu uszami. Nie poruszył się ani trochę, nie odrywał też od niej wzroku, jakby badał nowe stworzenie. Trwali w tym bezruchu przez pewną chwilę, w której liliowa zaczynała czuć się nieco niekomfortowo od spojrzenia ciemnoniebieskich ślepi. Trwaliby i tak dłużej, gdyby nie to, że kocur spojrzał na tereny Klanu Klifu.
— Uciekła mi przed chwilą świeża zdobycz na twój teren, Pszczeli Lilaku — zaczął z chłodną kalkulacją. Srebrzysty kocur szybko wrócił bystrymi, granatowymi oczami na kocicę. — Twoja również — mówił ostrożnie, uważnie przyglądając się jej kufie. — Proponuję współpracę. Ja złapię dla ciebie tę zwierzynę, a ty moją. Umowa stoi?
— Ja... — Pszczeli Lilak była zdziwiona. Nie spodziewała się zobaczyć go tak szybko a tym bardziej robić z nim interesy… W każdym razie kotka od ostatniego spotkania uważała go za swego rodzaju nie do końca zdrowego na umyśle idiotę, trochę wątpiła, że mógłby złapać zwierzynę... No cóż, czemu by nie? Wskazał w końcu jej trop i w razie czego miałaby co przynieść na stos! Rzekła więc chłodno: — Zgoda, Kurza Łapo!
Nie czekała na jego reakcje, zakładając, że zrozumiał, kotka szybko odeszła szukając tego, co mu uciekło.
***
Pszczelemu Lilakowi nie udało się złapać, tego, jak się okazało, zająca. Zwierzę było od niej wyraźnie szybsze. Może gdyby nie była taką marną niską mróweczką i jak to mówił Migocząca Łapa, kupą futra może udałoby się jej… Kotka westchnęła głośno na tę myśl. W każdym razie nie zamierzała jednak szukać i łapać rudemu kocurowi czegoś innego. Jedyne co miała przy sobie to tylko nadzieję, że Kurza Łapa wywiąże się z umowy i uda mu się go jakoś oszukać. Minęło już przecież trochę czasu i byłoby głupio zawieść resztę patrolu łowieckiego brakiem zwierzyny. Siedziała w miejscu, czekając na powrót kocura. Usiadła więc na lśniącym śniegu i zaczęła czekać. Kurza Łapa przyszedł szybko, bez większych emocji na pysku usiadł na śniegu i obejrzał się swymi pięknymi kobaltowymi oczami dookoła. Rzekł po chwili:
— Wiedziałem, że nie przyniesiesz. Mimo to zawiodłaś mnie, sojuszniczko — kocur zamrugał, gdy silny podmuch wiatru poderwał jego piękne czerwono srebrne futro do góry. Spojrzał w górę na szaro burzowe chmury i spiął się widocznie, ale kotka nie zwróciła na to większej uwagi. Pszczeli Lilak po prostu ucichła na chwile… Po czym zrealizowała sobie, że Kurza łapa też nie miał zwierzyny! Dziwne, że obojgu z nich się nie udało, no, chyba że to, co mówił, na serio było, prawdą. Pszczeli Lilak, musiała też przyznać przed sobą, że kocur wyglądał dosyć majestatycznie z futrem rozwianym przez wiatr. Po raz kolejny znajdowała się w sytuacji (zupełnie jak przy ich ostatnim spotkaniu), że stwierdziła, że szkoda, że był głupi i z innego klanu... Oczywiście dlatego, że Klanowi Klifu przydałoby się jeszcze więcej młodych kotów! Nawet mało inteligentnych! Westchnęła głośno i powiedziała:
— No to oboje mamy problem Kurza Łapo, ty też mnie zawiodłeś! Gdzie twoja zwierzyna, sojuszniku? — mruknęła, patrząc, prosto w jego kobaltowe oczy, a przynajmniej próbując to robić, gdyż te były wpatrzone wysoko w niebo. Kurza Łapa zmrużył oczy, nie odrywając wzroku od nieba.
— Moja zwierzyna? Leży na mojej stercie zwierzyny. Odkąd przebiegła przez moje terytorium, należała do mojego klanu. Nie muszę się dzielić z poczochranymi, małymi kociakami z Klanu Klifu. Zwłaszcza że ta kocica przede mną nie umie sprostać jednemu zadaniu. Nie jestem tak głupi, jak ty, Pszczeli Lilaku — jego głos był pozbawiony emocji.
— O Klanie Gwiazdy gdzie ja trafiłam... — mruknęła cicho Pszczeli Lilak niezbyt zadowolona, nie wiedziała jak odpowiedzieć. Czuła się dziwnie z wiedzą, że koty z innych klanów mogą uważać ją za poczochrane kocie… Czuła się też głupio, trudno było jej też przyznać przed samą sobą, że kot z innego klanu mimo bycia chamskim ma od czasu do czasu mądrzejsze pomysły w swoim morzu głupoty. Czuła się zażenowana samą sobą... Faktycznie była głupia, że pokazała kotu Klanu Burzy, że jest bezużyteczna... Nie miała ochoty by, reputacja Klanu Klifu została zszargana przez nią, zapytała więc, dodając coś jeszcze, gdyż zaciekawiło ją gapienie się kocura w niebo. — A może jej nie złapałeś, Kurza Łapo, i po prostu się chwalisz? I co tak w niebo się gapisz?
— Błagam Klan Gwiazdy, aby mi pokazał wreszcie Klifiaka z intelektem — wymamrotał kocur na tyle głośno, by Pszczeli Lilak usłyszała.
— A ja błagam Klan Gwiazdy, żeby twoja słodziutka łepetynka zastanowiła się, co mówi — rzekła Pszczeli Lilak, starając się brzmieć jak najbardziej zirytowanie, jak tylko umiała. Chciała pokazać mu, że ją wnerwiał (pomijając to, że była nieco ciekawa jego osobistości).
— Hmpf! — burknął kocurek, najwyraźniej strzelając focha. Uniósł podbródek do góry, jak by chcąc się wywyższyć. Majestatyczny srebrzysto rudy kocur zatrzepotał wachlarzem rzęs, po czym się odsunął. Mimo to nie ruszył w stronę domu. Stał przed nią. Słońce poranne rzeźbiło na nim figlarne ciernie.
— Strzelasz focha? — Pszczeli Lilak, wymusiła u siebie śmiech. To chyba powinno być dla niej śmieszne... Prawda? W końcu kot w takim wieku, który tak się zachowywał… W rzeczywistości, w swoim mózgu jednak czuła zmieszanie. Kocur zachowywał się w jej oczach dziwnie, chamsko... A jednak młoda wojowniczka była dosyć ciekawa, co zrobi następnie. Fakt, możliwe, że już powinna sobie pójść, ale co zaszkodzi zostać chwilkę, aby oglądać tego wadliwego idiotę? Zdążyła też zapomnieć o potencjalnie czekających na nią pobratymcach.
Kurza Łapa nie odezwał się, uważnie się jej przyglądając w ciszy.
— Powiesz coś? — spytała, spoglądając z dala od kocura, było w nim, coś, co sprawiało, że trudno było przypisywać mu inne złe cechy mimo jego zachowania... Głupie, w końcu jest spoza Klanu Klifu, nie ma przecież normalnych kotów poza Klanem Klifu... Prawda?
W każdym razie on dalej nie odpowiadał.
— W takim razie idę sobie! — wysyczała nagle i wstała mimo swej ciekawości.
Kurza Łapa patrzył na nią z kamiennym wyrazem pyszczka, ale nie odezwał się.
— Nie, do widzenia! Lepiej, żebym cię już tu nie zobaczyła — odrzekła Lilak w reakcji na to i zaczęła iść, z jakiegoś powodu dosyć powolnym krokiem
Kocur odprowadzał ją kobaltowym okiem. Kotka czuła się dziwnie z jego wzrokiem na plecach.
— Uhh... O co ci chodzi? — rzekła głośno Pszczeli Lilak.
Cisza…
— Czy ty czegoś nie rozumiesz? — syknęła.
Kurza Łapka głośno przełknął ślinę.
— Zwierzyna jest po mojej stronie granicy. Jeśli przyniesiesz mi zwierzynę, która uciekła w stronę Klanu Klifu, oddam ci tego zająca — miauknął.
— Nie ma mowy! Nikt nie będzie tak zajmował mojego czasu! — odmówiła dumnie kotka, unosząc głowę do góry. Nie ma opcji, żeby tak się nią bawił.
— To sobie idź! — powiedział zirytowany.
— To sobie idę! — rzeka głośno i przyśpieszyła kroku.
— To sobie idź! — powtórzył głośniej, Kurza łapa.
Liliowa nadal czuła jego wzrok na swoich plecach, kotka nic nie odpowiedziała, tylko sobie poszła. Szła dosyć szybko, mając nadzieję, że gdy wróci w ustalone z resztą patrolu miejsce, nikt na nią się nie wnerwi za marnowanie czasu… Ostatnio coś zbyt często zawodziła Przepiórczą Wichurę. W jej głowie odbywała się więc cicha modlitwa przez całą drogę. W razie czego wymyśliła też sobie wymówkę, czemu tak długo jej to zajęło, nie chciała się chwalić zostaniem oszukanym przez kota Klanu Burzy.
<hej, kurza Łapo? Odpisz temu lokalnemu kupsku futra czy innej kelpi(i zrób fikołka/ref)>
autorstwa suzyy_0311 (discord)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz