– Na polowaniu? Nieprawda! Nieprawda! Przecież nie pada! Wiem, że nie, no bo bym widział chyba, jakby padało, ale nie pada, więc nie widzę! Więc nie możesz być mokry od tego, nie możesz. To nie ma sensu.
Tupnąłem łapkami o ziemię, by podkreślić wagę moich słów.
Kurka zaśmiał się i położył się na ziemi tuż przed moim czarnym ciałkiem.
– Spokojnie, spokojnie. Chyba nie chcesz obudzić swojego rodzeństwa, hm…?
Oj… Faktycznie. Nie pomyślałem o tym. Nie moja wina, że śpią. I też ich sen jest na tyle twardy, że nie obudziłbym ich, nawet gdybym był jeszcze głośniej. Ale… ale skoro tata tak mówi… Nie chciałem się wykłócać. Teraz co innego zaprzątało moją głowę - zagadka mokrego futra Kurki.
Zaprzeczyłem, patrząc na Kurkę uważnie.
– No dobrze. To słuchaj. Czy wiesz, Gronostaju, co to jest rzeka?
– N-no… – głos lekko mi zadrżał. Zmarszczyłem brwi. – No oczywiście, że wiem. Rzeka to… to taki deszcz, co mu się pomieszało i pada w bok zamiast w dół. Co tam ryby pływają, ale w normalnym deszczu już nie, bo też się im pomieszało – zatoczyłem główką łuk w lewo, a potem w prawo, by ukazać dwojaki pod wieloma względami charakter rzek. – Każdy to wie, więc dlatego ja też to wiem, bo ja też jestem “każdy”.
Tata pokiwał głową, nie zmieniając wyrazu pyska, nieustannie pełnego lekkiego rozbawienia i jakiejś takiej radości, szczęścia… ale ja to nie wiem dlaczego.
– Hm… Można tak powiedzieć, Gronostaju. I ja właśnie w tej rzece polowałem na ryby, o których mówiłeś. Ma to sens?
– Cooo…? Ryby… – wytrzeszczyłem moje ogromne oczka jeszcze szerzej w autentycznej konsternacji.
Cofnąłem głowę ze zdziwienia do tyłu, ale moje krótkie łapki za nią nie nadążyły. Straciłem momentalnie równowagę i wylądowałem na pleckach z tępym bach. Zamarłem w bezruchu, skupiając wzrok na sklepieniu żłobka.
Czułem się zagubiony. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłem? To oczywiste, że tata polował na ryby w rzece. Ale moja główka jest zbyt malutka, by to wszystko pomieścić i dostatecznie szybko łączyć ze sobą nawet bliskie fakty… Mimo tego, z reguły jednak potrafię przezwyciężyć braki w mojej budowie i utrudnienia wynikające z wieku, czemu więc nie teraz? Strasznie mnie to zdenerwowało. Czułem się urażony przez te oślizgłe, szare stwory…
Przeturlałem się na bok i zwinąłem się w kuleczkę ze łzami w oczkach. Pociągnąłem noskiem, wycierając go w futerko moich łapek.
– G-głupie ryby… Głupie! Nie zjem ich… nigdy więcej…
<Kurko??>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz