Przypomniałem sobie wszystkie większe i niespowodowane moją niezdarnością nieszczęścia, które przytrafiły mi się w życiu. Opuszczenie przez rodziców, których nigdy nie poznałem. Śmierć Gąski. A Gołąbek do tego jeszcze stracił dwóch mentorów w taki czy inny sposób… Ale wiara we Wszechmatkę to wiara w krąg życia, którego nie kończyła nawet śmierć. Taka myśl mogła dawać nieco ulgi w chwilach żałoby.
No.
Mi nie dała jej ani trochę. Dało mi za to obrywanie drzew z kory aż do absolutnego wyczerpania fizycznego i emocjonalnego. Mam nadzieję, że nigdy już nie będę musiał wrócić do tego epizodu. To nie było miłe.
– Hm. Myślę sobie, że to dobra cecha. Nie tracić wiary w… uh… jedną rzecz przynajmniej. Lub w kogoś. Nawet, tracąc wszystko inne. Co by samemu nie zostać.
– Tak. Masz rację, Borowiku – odparł czarny kocur, wzdychając ciężko. – Brak nadziei i wiary może doprowadzić koty do miejsca, z którego nie ma powrotu. Mogą stać się naprawdę niebezpieczne.
Zamilkłem na chwilę. Usiadłem, prostując się. Uniosłem głowę, patrząc w ziemię.
– Oj… Uh. To brzmi… niedobrze raczej... Bardzo niedobrze – pokręciłem dynamicznie głową na boki. – Ale tu… tu dobrze jest. I wy jesteście tu teraz. Tak. Nie wiem, jak to… powiedzieć, ale… mam nadzieję, że wam nie będzie nigdy tak niedobrze… Nigdy.
Pokiwałem, podkreślając wagę całej wypowiedzi.
Ugh… Co ja gadam w ogóle…?
Troszkę się pogubiłem. Zawsze się gubię, wchodząc w smutne tematy lub próbując kogoś pocieszyć.
Pora na taktyczną zmianę tematu.
– A to wasze… Gwiaździste Plemię to… to są koty z nieba, co z nimi gadacie we śnie, czy co? No i… w sumie czemu jesteście tu, a nie tam, gdzie reszta, co wierzy w koty z nieba? Znaczy… tu też jest ich kilka, chyba, ale… no, więcej jest tam, gdzie wy byliście.
<Śnienie?? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz