Żabia Łapa wspięła się w końcu po jakimś czasie. Zadyszana, zmęczona i przemoknięta, ale siedziała na tym drzewie. W końcu. W końcu osiągnęła jakiś sukces w swojej edukacji i wspięła się na to drzewo.
– Dobra. Na dzisiaj koniec. – Lawendowa Rozkosz machnęła na nią łapą. Tak to się zazwyczaj właśnie kończyło. Uczennica mogła już sama zostać na chwilę poza obozem sama po ich treningach. Tego dnia jednak nie miała na to najmniejszej ochoty. Było już zimno, bo pora roku się nieprzyjemnie zmieniła i mokre futro nie było dobrym dodatkiem do takiego chłodu.
– Dobra. Dziękuję za trening. – odparła Żabia Łapa i zeskoczyła z drzewa. Wylądowała na wszystkich łapach, jednak kolanka trochę się pod nią ugięły. Jej mokra sierść jednak trochę ważyła.
Więc z wielką chęcią wróciła do obozu. Tam schować się mogła z dala od chłodu wiatru i wody. Mogła chwilę odpocząć od męczącego ją treningu i zrobić coś przyjemnego. Postanowiła odwiedzić swojego ulubionego malucha. Po mianowaniu na namiestników kociak przykładał się do ich małych sesji treningowych coraz mocniej.
– Cześć. – przywitała się, kiedy tylko weszła do kociarni, a kociak przyszedł do niej sam.
– A dziś Żabia łapo, co robiłaś na treningach? – usiadł sobie i wbił w nią te swoje ciekawskie oczka. Ta uśmiechnęła się szeroko i otrzepała delikatnie. Kociak zmarszczył się na jej reakcję. – Pływałaś?
– Pływamy to my zawsze, żeby wyjść z obozu. Ja dzisiaj wspinałam się na drzewa. Z mokrą sierścią.
– Och… To wydaje się proste… – Nur przekrzywił łepek.
– Jest proste, o ile nie ma się tyle sierści co ja. Jak jest mokra, to waży dużo więcej. – mruknęła Żabka. – Nie jest to proste, ale nie jest to niemożliwe. Tobie pewnie będzie szło lepiej. Jesteś dobrze zbudowany, aczkolwiek pewnie posmakujesz tego, jak ciężka jest długa sierść, która przemokła do pełna! – uczennica uśmiechnęła się do kociaka. – dodatkowo jest strasznie zimno. Nic przyjemnego.
– Czyli dzisiaj nie wyjdziemy?
– Możemy wyjść. Poćwiczyć coś. Jako namiestnik wiele spoczywa na Twoich młodych ramionach co?
– No tak. Jestem teraz namiestnikiem. Muszę znacznie więcej trenować, żeby być doskonałym! – odparł Nur.
– Prawda. Trzcinowy Szmerze? – Żabia Łapa zwróciła się do kocicy. Ta spojrzała na nią z uśmiechem. – Mogę zabrać Nura na chwilę na zewnątrz. Obiecuję, że nas nie umoczę.
– Dobrze. Ale bądźcie ostrożni. – oświadczyła ich mama. Żabka przytaknęła ochoczo i już po chwili oboje byli poza żłobkiem.
– Zaraz będziesz uczniem, co nie? – Żabka zerknęła na Nura, kiedy już doszli do kawałka obozu przeznaczonego głównie dla kociąt i ich wymysłów.
– Tak. – odparł kociak.
– Jak myślisz. Kto będzie cię szkolił? – spojrzała na kociaka. Sama dostała całkiem dobrego mentora, jej siostra to w ogóle, księcia. Nur pewnie zasługiwał na kogoś, kto go zrozumie i dopilnuje, aby oszlifował wszystkie swoje umiejętności.
– Nie wiem. Myślisz, że moja mama mogłaby? Albo Pani Mandarynka?
– To byłby wielki zaszczyt. Chociaż nie wiem, czy chciałbyś, aby Twoja rodzina cię szkoliła.
– Dlaczego niby nie? – Nur spojrzał na nią z zaskoczeniem.
– Bo widzisz. Twoja mama cię kocha, nawet mocno. Pani Mandarynka też, w końcu dała wam specjalne oznaczenia. Jednak kiedy uczy się własną rodzinę, robi się to trochę inaczej. Osoba spoza rodziny przekaże ci inną wiedzę, nie będzie cię traktować jak kociaka, którego zna od zawsze. – Żabka odetchnęła. – Może być różnie. Jak szkoli cię rodzina, to mogą szkolić cię za mocno, za długo, za szybko, bo chcą abyś był, jak najlepszy, ale kończy się tym, że przestajesz kochać, to co robisz. A może być w drugą stronę, że będą cię trenować za słabo, a ty przecież chcesz być najlepszy?
– Tak, chcę! – Nur machnął desperacko ogonem. – Więc mama nie powinna mnie trenować?
– Powinna, nie powinna. Ja jestem tylko uczniem, nie ja to wybieram. Ale jak będzie cię trenować bliska rodzina, to musisz pamiętać o moich słowach, okej? Nie daj się przepracować, bo odpoczynek pozwala ciału na regenerację i zebranie sił do ulepszania siebie. – Żabka powtórzyła słowa, które powiedziała jej kiedyś jej mentorka… tylko trochę inaczej. Prościej, ale Nur był inteligentnym kociakiem. Wiedział, o co chodzi – I nie pozwól, aby ktoś uczył cię za mało. Jesteś zdolnym kociakiem i jak się na ciebie patrzy, to się widzi wielkiego wojownika w przyszłości. Kogoś na kim można będzie polegać. – mruknęła. Nur zamyślił się na chwilę i pokiwał głową. – To co? Teraz polowanie? Obiecałam twojej mamie, że się nie umoczymy, więc nici z pływania.
– No dobra. Polowanie! – Nur podskoczył na równe łapy. Żabka nawet nie zauważyła, kiedy usiadł. Ha!
– Jak już będziesz uczniem i będziesz mógł wychodzić czasem sam, to zabiorę cię w najlepsze miejsce do polowania na karpie. I pokażę Ci najlepsze miejsca na czajenie się na króliki. Czasem można tam nawet zobaczyć sarny.
– Obiecujesz?
– Oczywiście. A teraz pokaż mi, jak się skradasz. Tamten liść to nasza mysz! – pokazała na listek. I tak minęło im jedno z wielu popołudni. Żabia Łapa nie mogła się już doczekać, aż kociak zostanie mianowany i będzie mogła trenować tak naprawdę u jego boku.
<Nur?>
[839 słów]
[wspinaczka na drzewa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz