Wykrzywił pysk w grymas i obrócił lekko głowę. Nie chciał dać po sobie poznać, że kotki ruszyły jego czułą strunę. A tym bardziej nie chciał dać po sobie poznać, że był ciekaw, co tak właściwie knuły.
– Tak! Idźcie sobie, to moja strona! – krzyknął za nimi, czekając na ich reakcje. Te jednak się nie odezwały, tylko spojrzały na niego i kiwnęły głowami. – Nie potrzeba was tu! – kontynuował. W końcu tupnął gniewnie łapą i pobiegł do swojego brata. – Firmament!
– Tak? – zapytał kocurek, odwracając się w stronę Migotu.
– One ze mną na pewno pogrywają... Traktują mnie jak księcia, ale tak bez słowa poszły na drugi koniec żłobka!
Firmament otworzył nieco szerzej oczy, najpewniej nie dowierzając głupoty brata. Po chwili westchnął cicho i spuścił głowę.
– Może po prostu zaakceptowały twoje zasady? – zasugerował.
– Ale wcześniej ich nie przestrzegały! Coś jest nie tak – uparł się niebieski, znów gniewnie tupiąc łapką.
– Nie wiem, o co mogłoby chodzić – powiedział wprost Firmament i wrócił do swoich zajęć. Migot wydał z siebie niezadowolone prychnięcie i znów odwrócił się w stronę Ćmy i jej siostry. Był ciekaw, co knują. Nie ufał im w pełni, głównie przez zasady ojca o nietrzymaniu z nimi kontaktu, jednak w takiej sytuacji czuł, że może złamać te zasady. Oczywiście w imię lepszego dobra! Jego dobra.
Powoli, ale stanowczym krokiem ruszył w stronę Ćmy i Mysikrólika. Starał się nie pokazać po sobie, że trochę obrzydziło go wejście na ich stronę żłobka. Gdy dotarł na miejsce, stanął przed dwójką kotek i spojrzał na nie, starając się wyglądać na kogoś stanowczego.
– Ze względu na to, że pojawiliście się nagle i w takiej ilości – zaczął. – Ustaliłem podział żłobka. Dla mnie i Firmamentu jest jedna strona, dla was druga. I nie chcę byście przekraczały naszą stronę! Już wystarczy, że się pojawiliście bez naszej zgody – stwierdził Migot i znów tupnął łapą.
<Ćmo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz