Zrzucony z grzbietu Smoły wylądował na starych, pobrudzonych strzępach przeróżnych materiałów, tuż przed czarnymi łapami złotookiej kocicy.
– Kto to jest?
– Cień czy też Zjawa. Pochodzi z klanów i posiada dwuczłonowe imię. Pracujemy nad jego skróconą wersją. Od dzisiaj będzie z nami mieszkał – zamruczał Pałka. – A to jest Skierka, nasza uzdrowicielka, o której ci wspomniałem – tym razem zwrócił się do Cienistej Zjawy, który, nie kryjąc zdziwienia, wykorzystaniem tak niewielkiej powierzchni rozglądał się po wnętrzu beczki.
– Słucham?! – Kocica się zjeżyła. – Nie ma mowy, klanowy kot nie będzie ze mną żył pod jednym dachem. Tym bardziej nie zamierzam na niego marnować swoich ziół! Wybij sobie to z głowy, Pałko. N-I-E!
– Phi. Jakbym to ja chciał z wami mieszkać – prychnął Cienista Zjawa, podnosząc się do siadu, uważając , aby barkiem niczego nie pozrzucać z półek – Te dwa patałachy naruszyły granicę mego klanu, zranili, lecz zamiast zabić, przyprowdzili mnie tutaj, mówiąc, że zajmie się mną urocza uzdrowicielka. Nie widzę jej… Auć! – Już miał się rozejrzeć dookoła, gdy nagle nie stąd, nie zowąd coś dziabnęło go w końcówkę ogona. Malutka postać przemknęła w cieniu, między stosem patyków, by chwilę później stanąć w miejscu, gdzie padało światło przez otwory w beczce.
"Parszywy szczur..."
Czarno-biała koteczka o złotych oczach spoglądała z nadąsaną miną na pacjenta matki.
– Mama jest najbardziej uroczą uzdrowicielką na całym świecie! A ty masz pchły i śmierdzisz lisią kupą! – Kocię nastroszyło się, wyginając grzbiet w łuk.
– Masz pchły? – spytał Pałka, zerkając na burego kocura, który mordował spojrzeniem całe to towarzystwo, po czym zbliżył się do koteczki. – Wiesz co Sroczko, nie ładnie mówić drugiemu kotu, że ma pchły. Tym bardziej, jeśli ich nie ma. Spójrz. Jego sierść wydaje się być zadbana, a w dodatku pachnie lasem iglastym, a nie lisimi odchodami. Powąchaj.
Kocięca ciekawość wygrała. Córka uzdrowicielki powoli zbliżyła się w kierunku Cienistej Zjawy, poruszając przy tym swym małym noskiem, co wyglądało całkiem zabawnie. Bury kocur, stłumił parsknięcie.
– Nie zbliżaj się do niego! Sroka! – krzyknęła kocica. Kocię posłusznie cofnęło się i potulnie zwiesiło łebek. – Smoła, zabierz ją na zewnątrz i pilnuj jej jak oka w głowie.
Czarnofutry wraz z kocięciem opuścił beczkę. Uzdrowicielka odczekała parę uderzeń serca, po czym zbliżyła się do czekoladowego kocura i uderzyła go w pysk.
"Pięknie. Pozabijajcie się wszyscy nawzajem, a ja zabiorę wasze truchła do Klanu Wilka i ogłoszę, że sam was wszystkich pokonałem. Może dzięki temu zostanę Mistrzem, jak Pomrok i Słota."
Właśnie, Nadciągający Pomrok i Ognista Słota. Cętkowany Tęgosz. I Zalotna Gwiazda. Czy zorientowali się, że zaginąłem, a właściwie zostałem uprowadzony? Zmartwiła ich moja nieobecność? Kocur przeklął pod nosem, że nie będzie miał szansy odwiedzić swoją siostrę w kociarni i ponabijać się z jej kociąt, jeśli któreś z nich okazałoby się być nieco wadliwe, jak Garbata Łapa.
~ ~ ~
Bury kocur prychnął, nie zgadzając się z sugestią kocicy. Amputacja łapy była ostatnią rzeczą, jakiej mógł pragnąć. Nie miał zamiaru zostawać kaleką, chociaż już nią był, jakby nie patrzeć. Jeśli wierzyć słowom tej czarnej szarlatanki, jego tylna łapa była słabsza, w dodatku od urodzenia. A urazy, których doświadczył w ciągu swojego życia, doprowadziły ją do takiego stanu, że aktualnie ledwo była w stanie oprzeć się na niej swój ciężar. Podczas ćwiczeń poza beczką zamiast normalnie się poruszać, powłuczał łapą, tworząc zygzaki na śniegu.
Tylko gdyby to była prawda, Cisowe Tchnienie na pewno by to odkryła, prawda? No tylko jeszcze wcześniej musiałby udać się do niej na wizytę, a nie w pośpiechu poprosić ją lub młodszych medyków, o coś na ból i wierzyć, że "do wesela się zagoi".
– Jesteś głupia. Jednak nie jesteś aż tak głupia, jak sądziłem. Gdzie zdobyłaś tę wiedzę... Przyznaj się, pochodzisz z jakiegoś klanu. Zgadując po barwie twego futra i odległości od moich rodzimych stron... Klan Nocy albo Klan Klifu. – Z zainteresowaniem przyglądał się kocicy, zastanawiając się, czy może nie widział wśród tłumu na zgromadzeniu tych złotawych oczu. Nie, jeśli faktycznie pochodziła z klanu, na pewno by ją zapamiętał. – Słuchaj, wiem, że jesteś w bliskiej relacji z tą dwójką oszołomów i najwidoczniej odpowiada ci życie w tym ustrojstwie... Ale powiedz. Nie chciałabyś czegoś więcej od życia? Oprócz łatania tych samych gęb, a od czasu do czasu przybłęd. Być kimś szanowanym, przysłużyć się większemu celowi. Jeśli nie chciałabyś takiego życia dla siebie, to może chciałbyś dla swojej córki? – Przeniósł spojrzenie na drzemiącą na ścierce koteczkę. Mała zadziora miała predyspozycje do stania się kotem godnym zasilenia szeregi nie tyle co Klanu Wilka, co również Kultu. Podobnie jak jej matka. Mógł poprosić swoje siostry oraz Cisowe Tchnienie, aby zadbały o indoktrynację samotniczek, z którą raczej nie miałyby problemu.
Skierka przeniosła spojrzenie na swoją córkę. Wydawać się mogło, że walczy z myślami i zwleka z odpowiedzią. Czy po rekonwalescencji wilczaka zechce powrócić razem z nim do Klanu Wilka? Tuż po tym, jak Cień odpłaci się pięknym za nadobne Pałce i Smole, pozbywając się tych głupich uśmiechów z ich głupich pysków.
Ciszę przerwał smutny ton jej głosu.
– Klany wystarczająco mi już odebrały.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz