— W porządku — skinęła głową. Nie miała powodu, żeby się nie zgodzić. Oba koty darzyła wielkim zaufaniem i cieszyła się z ich szczęścia. Skoro chcieli ślubu, to ślub będą mieć!
***
Ślub
Czuła się bardzo niekomfortowo na świetlikowej wyspie. Przyczyną była obecność zarówno Czyhającej Mureny i Wężynowego Kła, jak i Błękitnej Laguny. Mimo tego starała się przeprowadzić ceremonię normalnie.
— Poproszę wszystkich o zajęcie miejsc. Niechaj ceremonia się zacznie!
Zgromadzeni ucichli. Łabądek zaczęła iść w jej stronę, rozrzucając kolorowe listki po drodze, po czym młoda koteczka usiadła gdzieś z boku. Chwilę później para młoda również do niej podeszła i zajęła swoje miejsce przed ołtarzem.
— Zebraliśmy się tu dzisiaj, żeby uczcić miłość Trzcinowego Szmeru i Żmijowcowej Wici oraz przypieczętować ją oficjalną więzią! — ogłosiła, po czym popatrzyła przez chwilę na oboje państwa młodych, moment później przekierowując wzrok na zgromadzonych. Czuła się teraz bardzo niezręcznie. Już od jakiegoś czasu chciała dodać do formułki zaślubin możliwość sprzeciwu. Głównie dlatego, że żałowała, iż sama nie sprzeciwiła się ślubowi Sterletowej Łuski i Pluskającego Potoku. Może gdyby tak się stało, jej syn i wnuczka nadal by żyli. Westchnęła głęboko.
— Jeśli ktokolwiek chce wyrazić sprzeciw, niech zrobi to teraz.
Złapała pytające spojrzenia byłej uczennicy i jej partnera. Wtedy z tłumu rozległ się głos.
— Trzcinowy Szmerze, ja… Nie mogę na to pozwolić. Wydarłaś ze mnie moje serce, wybierając Żmijowca zamiast mnie. Dzieliłyśmy ze sobą tak wiele chwil, byłam przy tobie, gdy było ci ciężko. Proszę, ja… — Niezapominajkowa Nadzieja urwała. Wszyscy patrzyli na nią teraz. Ze złością, obrzydzeniem, irytacją. Teraz wojowniczka delikatnie skuliła się, widząc reakcje klanowiczów. Przywódczyni popatrzyła na adresatkę tej wypowiedzi. Szylkretka była widocznie wściekła. Srebrna nachyliła się do pary młodej.
— Chcecie ją wyrzucić? — szepnęła. Żmijowcowa Wić odchrząknął i skakał wzrokiem między Trzcinowym Szmerem a liderką.
— Cóż... Jest to skomplikowana sytuacja i może "wyrzucenie" nie byłoby zbyt... taktowne, ale możemy ją... wyprosić? — zaproponował, ale prędko dodał jeszcze, starając się jak najbardziej, aby jego słowa nie brzmiały jak jakiś swoisty atak. — Chociaż myślę, że najlepiej będzie, jeśli to Trzcinowy Szmer zadecyduję, ja nie jestem w żaden sposób związany z Niezapominajkową Nadzieją…
Brązowooka skinęła tylko głową. Księżniczka machnęła ogonem, by przywołać do siebie Błękitną Lagunę. Po kilku szepniętych słowach już patrzyła, jak Niezapominajka zostaje wyprowadzona z wyspy.
***
Następnego dnia poszła do Trzcinowego Szmeru, chcąc sprawdzić, jakie miała samopoczucie. Stanęła w drzwiach żłobka i zajrzała do środka. Pierwsze co zobaczyła to dwójka kociaków, która przed chwilą się kłóciła, a teraz wpatrywała się w nią błyszczącymi oczami. Uśmiechnęła się do nich lekko, po czym zwróciła się do ich matki.
— Trzcinowy Szmerze, mogę cię prosić?
Szylkretka wstała ze swojego posłania i wyszła ze żłobka. Tym razem nie poszły do jej legowiska. Nie miała to być rozmowa formalna.
— Wszystko dobrze? Mam nadzieję, że wczorajszy wieczór udał się pomimo… incydentu…
<Trzcino?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz