BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierzasta Mordka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierzasta Mordka. Pokaż wszystkie posty

06 września 2021

Od Pierzastej Mordki

 Leżała, nie ruszając się. Jedynie oddychała i raz po raz otwierała oczy, by zobaczyć kręcących się niedaleko wojowników.
Dawno nie poszła na polowanie, dawno nie udała się na patrol. Krocząca Gwiazda widziała stan liliowej i wolała nie pozwolić pogrążonej w depresji na osłabianie klanu.
Pierzasta Mordka wcale nie zdziwiłaby się, gdyby trafiła lada księżyc do starszyzny. Nie wykonywała dla Klanu Wilka większości obowiązków. Całe dnie spędzała leżąc na mchu, nie czując nic prócz ogromnej pustki wiszącej na jej sercu. Kotka była nawet gotowa umrzeć. Zobaczyłaby swoją rodzinę.
Iglasty Krzew, troskliwego ojca.
Miedzianą Iskrę, wspaniałą mamę.
Którąś z sióstr, Kaczy Trzepot z większym prawdopodobieństwem, gdyż Fasolowa Łodyga złamała dużo zasad, wymyślonych dla zniewolenia umysłów kotów.
Spotka braci z innych miotów, od innej matki.
Chciała tego, oprócz Kolczastej Skóry nie miała nikogo. Jedyny znajomy za czasów kocięcych, zdawający się zrozumieć postępowanie liliowej.
Szkoda, że nie potrafiła być jak reszta rodziny. Tak zaangażowana, taka aktywna, taka... Inna. Jako Iglasta Mordka byłaby następną liderką, pełną charyzmy. Jako Miedziana Mordka... Pokazałaby klanowi, jak postępować zgodznie ze swoim sercem i wnętrzem. Jako Fasolowa Mordka przyciągałby innych zwykłymi czynami i własnym zdaniem. Jako Kacza Mordka... Zostałaby zapamiętana jako pełna odwagi, nie zawsze rozsądnej.
Pierzasta Mordka, ostatnia żywa córka, częściowo martwa.
Poddała się, przynajmniej tak jej się zdawało.
Zasnęła po raz kolejny, gdy nocne niebo pokazało setki jaśniejących gwiazd.
Czekały ją kolejne doby, pełne bezsensowności i biernych przemyśleń. 

23 lipca 2021

Od Pierzastej Mordki

 Wzięła kilka głębokich wdechów i wydechów, próbując uspokoić oddech po kilku rundkach po okolicy. Biegała, żeby pozbyć się napięcia panującego w ciele. Stresowała się od rana, nie wiedząc czemu. Po prostu to czuła, bez żadnego powodu.
Ile razy nie nabiegała się z Płonącą Waśnią podczas ich wspólnych treningów. Ta mała cholera pozytywie wpływała na kondycję liliowej, pomimo bardzo specyficznego charakteru. 
Dziwne, że po tylu księżycach dopiero dostrzegała plusy działania ekstrawertycznej kotki w swoim życiu.
Dodatkowo zwróciła uwagę odnośnie zainteresowania płcią przeciwną. Wcześniej długo marzyła o pięknym kocurze, gromadce kociąt blisko własnych łap i rodzinie, szczęśliwej rodzinie. Od momentu śmierci Miedzianej Iskry... to marzenie powoli się wypalało, znikało i w oczach córki Iglastego Krzewu traciło sens. Po niezbyt ciekawej historii Fasolowej Łodygi i Huragana jakoś nie zwątpiła we własne miłosne szczęście.
Czy wpadała w depresję? Czy naprawdę staczała się ku dnu?
Musiała iść na patrol, na patrol z kimś obcym, z nieznaną uczennicą. 
Wietrzna Łapa, podopieczna Północnego Mrozu. 
Młodsza czekała na liliową przy wyjściu z obozu.
Niebieskooka przystanęła, analizując w umyśle dzisiejszą pogodę. Powietrze ponownie suche, ziemia wołająca o wodę czy chociaż kropelkę wilgoci, ostre słońce, bez chmur, prawdopodobieństwo deszczu bliskie zera. Lato się rozkręciło pełną gębą.
Podeszła do dymnej szylkretki.
- Dobrze, więc... Dzisiaj pełnimy popołudniowy patrol. Trzymaj się w miarę blisko, nie uciekaj w drugą stronę. Postaraj się zachować grzecznie - powiedziała do Wietrznej Łapy.


<Wietrzna Łapo? Wybacz, że tak krótko>

Od Pierzastej Mordki cd. Jastrzębiego Podmuchu

Jako mała uwielbiała Klan Gwiazdy. Znała go jako dobre koty, sprawiedliwie, łypiące znad gwieździstego nieba na ziemię pełną bólu i problemów. Kocięca ciekawość zachęcała liliową do zadawania masy pytań Miedzianej Iskrze odnośnie przodków. Uwielbiała o nich słuchać, potrafiła nawet w dorosłym życiu odtworzyć opowieści karmicielki odnośnie duchowych towarzyszy każdego z żyjących w klanach kotów.
Potem spotkała się z wątpliwościami Fasolowej Łodygi. Uczennica Potrójnego Kroku zdawała się... nie postrzegać aż tak fanatycznie gwiezdnych jak jej trójłapy towarzysz. Swoimi wypowiedziami na temat podniebnego klanu zasiała ziarno zwątpienia w sercu Pierzastej Mordki.
Ci nieskazitelni i sprawiedliwi byli... fałszywi? Przekłamani? Okrutni? Nieprawdziwi? Każda przesłanka o nich wydawała się nieprawdziwa? Kłamliwa?
Liliowa długo nad tym myślała, nie potrafiąc dojść do jednoznacznych wniosków. Niby przyznawała medyczce rację, bo wyżsi duchowo nie pozwalali zwykłym leczącym na założenie rodziny, ale przywiązanie i pewna dawna, kocięca ciekawość nie pozwalała liliowej podjąć ostatecznego osądu odnośnie zmarłych.
Kolesie Stwórcy zmienili wszystko. Pasmo cierpienia rozwinęło wątpliwości Pierzastej Mordki. Przestała wierzyć w istnienie gwiezdnych kotów. Nie wierzyła w ich litość, cuda, przywiązanie do obecnie żyjących. Wątpiła, lecz jej niewiara nie przyjęła formy nienawiści, jak w przypadku Świtającej Maski. Pamiętała, wiedziała o wewnętrznej niechęci kocura do Klanu Gwiazdy, słyszała, jak raz gadał do siebie.
- Klan Gwiazdy nie zasługuje na tę cała cześć - mówiła nad grobem rodziców, chcąc wyrzucić z siebie wewnętrzną niechęć i zawiść. - Nie istnieją, zesłali nam epidemię. Wcześniej wielokrotnie narazili na cierpienie. Zabrali mi was, was wszystkich - mówiła, myśląc o rodzicach i jednocześnie o utraconym rodzeństwie. - Jeśli Klan Gwiazdy istnieje... 
- Oni istnieją - usłyszała głos, za sobą, w niedalekiej odległości. 
Pierzasta Mordka odwróciła się. Przed nią stała Jastrzębi Podmuch.
- Nie, nie istnieją. Skrzywdzili mnie, skrzywdzili całą moją rodzinę i Klan Wilka - odpowiedziała liliowa oschle. - W jaki sposób udowodnisz ich istnienie, skoro mają gdzieś nasze cierpienia i modły takich fanatyków jak Potrójny Krok?


<Jastrzębi Podmuchu?>

Od Pierzastej Mordki

Siedziała i patrzyła na jedzącego spokojnie posiłek Leszczynową Bryzę.
Nie potrafiła uwierzyć, że posiada jeszcze rodzeństwo.
Po utracie Kaczego Trzepotu i Fasolowej Łodygi czuła się pusta, po odejściu rodziców pustka tylko się pogłębiła.
Może on wie, jak pozbyć się tego smutku? Przecież nagle zniknął, a potem powrócił jakby nigdy nic do Klanu Wilka. Jakoś musiał przeżyć na zewnątrz. Jak? Musiała się dowiedzieć.
Czekała na odpowiedni moment, by podejść do rudzielca i zadać mu pierwsza pytanie, bez zważania na konsekwencje czy reakcję kocura.
Zignorowała powracający ból głowy, wykonując kilka kroków ku bratu. Liliowa sierść poruszała się rytmicznie na ciele kotki.
Spokojne kroczenie przerwała potrzeba fizjologiczna. W tak ważnym dla niej momencie! Przeklnęła cicho pod nosem, biegnąc w krzaczki.
Próba druga, czas... start - pomyślała, idąc po załatwieniu się w kierunku Leszczynowej Bryzy.
Nie zjadła nic dzisiaj, nie miała apetytu. Kwestia jedzenia okazywała się ostatnimi dniami bardzo skomplikowana dla żołądka liliowej. Potrzeba spożycia mięsa wahała się jak nieregularny okres, jednego dnia kotka miała ochotę zjeść cały stos ze zwierzyną, innego nie posiadała w ogóle apetytu, często ledwo co potrafiła przełykać kęsy nawet najbardziej soczystego mięsiwa.
Druga próba skończyła się fiaskiem, Wróblowa Gwiazda poprosił, by poszła na patrol z Lodowatą Łapą. Kompletnie o tym zapomniała.
Odbębniła obowiązek, ciesząc się z możliwości zakosztowania letniego powietrza. Tym razem pora roku wydawała się mało łaskawa dla ziemi. Cała przyroda wołała o wodę, atmosfera zdawała się przesycona masą suchości.
Trzecia próba podejścia do brata skończyła się zwycięstwem. Doszła do niego tuż po powrocie z obchodu terytorium. Odetchnęła z ulgą, stając kilka żabich skoków od rudzielca.
- Jak ty wytrzymałeś wszystkie te cierpienia? Powiedz mi, jak? - zapytała się wprost Leszczynowej Bryzy. On tyle przeżył i żył, ona doświadczyła sporo, a czuła, jak życie pozbawia ją z dnia na dzień nadziei.

<Leszczynowa Bryzo?>

Od Pierzastej Mordki cd. Pokrzywka (Pokrzywowej Skóry)

- Cemu ciocia pachnie koculem? - spytał Pokrzywek od razu, gdy Pierzasta Mordka po raz pierwszy zobaczyła się z tym maluszkiem.
Czarny wdał się wyglądem we własnego ojca, gęsta sierść, półdługa, bystre oczy. Huragan zapewne był dumny z potomka, jak i z Cis.
Zamierzała pokazać się dzieciom Fasolowej Łodygi z jak najlepszej strony, niezależnie od tego, w jaki sposób zareaguje Klan Gwiazdy na złamanie Kodeksu przez siostrę. Stało się, liliowa i tak nie wierzyła w istnienie raju dla idealnych kotów, poddanym manipulacji religijnej.
- Urodziłam się jako kocurek, podobnie jak ty - zaczęła wyjaśnianie Piórko, siadając i starając nadać się głosowi radosny i spokojny ton. - Potem odkryłam, że wcale nie jestem kocurem. Wyglądam jak kotka, wolę spędzać czas z paniami kotkami, lepiej dogaduję się z płcią żeńską niż z męską i... Uwielbiam kwiatki. Ich zapach, wygląd, dodatkowo dotyk płatków na futrze - opowiadała małemu.
- Naplafde? Moge kfiatka? - zapytał się Pokrzywek, machając energicznie ogonem.
- Oczywiście, mały - powiedziała Pierzasta Mordka, wplątując rosnącą niedaleko stokrotkę w sierść srebrnego. - Będziesz teraz pachniał jak taka łączka.
- Dzienkuje balso. I jestes dzisiaj kotkom? - dopytywał kociak.
- W rzeczy samej, jestem - mówiła wojowniczka.
Spędziła z Pokrzywkiem resztę wieczoru, następny również, jeszcze kolejny.... aż do jego mianowania na ucznia wojownika.

teraz

Nie potrafiła wytrzymać tego bólu. Okropnego, duszącego.
Nie dość, że czuła się w okropnej rozsypce, to na dodatek głowę nawiedzał ból, porównywalny do burzy. Chwilę majaczył na horyzoncie głowy, chwilę grzmiał, czyli delikatnie nasilał się, następnie znikał na moment, powracając kilka minut później. 
Raz na dobę ból zdawał się pojawiać nagle, stając się potężny i wwiercający się w duszę. Pragnęła tylko krzyczeć, aby pozbyć się bólu i wyrwać go pazurami z własnego wnętrza.
Migrena, migrena, migrena - stwierdziliby ludzcy lekarze, lecz koty nie znały takiego nazewnictwa.
Cierpienie utrzymywało się już od tygodnia. Pierzasta Mordka doświadczała tego nawet w nocy, podczas cichych, bezsennych godzin, co dodatkowo skracało czas spania. Brała zioła od medyków, lecz zapasy powoli się kończyły i co za tym idzie nie mogła za nic w świecie pozbyć się powodu własnej męki.
- Ciociu, wszystko dobrze? - zapytał się któregoś dnia Pokrzywowa Skóra, siostrzeniec i jeden z nielicznych, z którymi miała jakiekolwiek interakcje rodzinne.
- Cholernie boli mnie głowa... Znasz jakieś sposoby, by się tego pozbyć? Czuję się jak nieumyta od dwunastu księżyców - zapytała się liliowa czarnego. Potrzebowała wsparcia, szybkiego i dokładnego.

<Pokrzywku?>

Od Pierzastej Mordki cd. Płonącej Waśni

 bez time skipu, by chociaż jedno opko nie miało depresyjnego oddźwięku


- PIÓRKO ŚMIERDZIELUUUU! - wydarła się dopiero co mianowana Płonąca Wa... Cholera na cały głos, szukając w tłumie liliowej mentorki, dawnej mentorki.
Pierzasta nie zingorowała wezwania. Stanęła tuż naprzeciwko młodszej od siebie, patrząc jej prosto w oczy. Podniosła delikatnie kącik ust ku górze, najciekawsza część dnia właśnie się zaczynała, darcie mordy z tym małym kmiotem. Niby to podnosiło ciśnienie, jednak przynosiło córce Iglastego Krzewu pewną satysfakcję.
- Coś chciałaś, Płonąca Gówniaro? - zapytała się, przeciągając głoski.
- Masz grubą dupę - odpowiedziała od razu ruda  błyskiem zawiści w pomarańczowych oczach, intensywnych jak ognisko na koloniach.
- Wali ci z japy jak po obsraniu legowiska - kontynuowała serię wyzwisk Pierzasta Mordka.
- Wyglądasz jak gruba jaskółka!
- Masz pysk jak kłoda!
- Wylizanie dodaje ci siwizny i zmarszczek!
- Jesteś sztywna jak Potrójny Krok!
- Masz mózg jak orzeszek!
- Szczekasz dupą!
Pomimo oficjalnego mianowania obie zachowywały się jak zwykle: głośno, narowiście i bez głębszego sensu. Która z nich miała jakiekolwiek korzyści z takich dyskusji? Płonąca Waśń postępowała zgodnie ze swoim charakterem, a Pierzasta Mordka mogła się wyżyć.
- Słuchaj, mam dla nas obu wyzwanie - wtrąciła nagle liliowa, wytrącając młodszą z powiedzenia czegoś w stylu "nie masz dupy" czy coś w tym stylu. - Co powiesz na wyścig, Płonąca Mendo?
- Przegonię cię szybciej, niż ty wyliżesz ogon twojej starej - odpowiedziała Płonąca Waśń, przyjmując wyzwanie.
- Mojej mamy w to nie mieszaj! - warknęła liliowa, machając ogonem ze zniecierpliwieniem. - Biegniemy nad rzekę. Kto ostatni, sprząta mech drugiego... START! - rzuciła od razu liliowa, biegnąc z całych sił. 
- Ty cholero jedna! - skomentowała Płomień, ruszając tuż za starszą.
Biegły przez las, zbliżając się do rzeki. Małe zwierzęta odbiegały ze strachu, słysząc zapierniczające jak bolidy z Formuły 1 kotki. Ptaki rozdziawiały dzioby, dziwiąc się wyścigowi dwóch wrogich członkiń jednego klanu.
Pierzasta Mordka i Płonąca Waśń biegły łeb w łeb, często stosując wobec siebie nieczyste zagrania. Próbowały ścinać zakręty, wepchać siebie w krzaki, napluć nawzajem. Czego one nie nawymyślały....
Dotarły nad brzeg w tym samym momencie. Dyszały, patrząc w wodę i czując narastające pragnienie. Działanie adrenaliny kończyło się, więc zmęczenie, wyczerpanie i nadchodzące zakwasy dawały się we znaki.
- Ty sprzątasz ten cuchnący mech, ja nie zamierzam - rzekła Płonąca Waśń, gdy zdołały odzyskać oddech.
- Chyba śnisz - odpowiedziała szybko Pierzasta Mordka. -  A właśnie... gratulacje z okazji mianowania - dodała, wpychając bez żadnych zawahań własną uczennicę do wody. - Otrzęsiny, moje kochane Płonące Cholerstwo - uśmiechnęła się z drwiną.
Na powierzchni wody pojawiło się kilka bąbelków, pod powierzchnią majaczyły kolory zjawiskowego futra młodszej. Ta wyłoniła się z wody chwilę potem, wykasłując ciecz z pyska.
- Taka krótka kąpiel? Śmierdzisz, umyj się bardziej - rzuciła Pierzasta Mordka, prowokując Płomień.

<Płomień?>

Od Pierzastej Mordki

Po raz pierwszy od kilku dni poczuła znaczny przypływ apetytu. Od momentu niewoli pod jarzmem kilku zbuntowanych Klifiaków nie potrafiła odzyskać dawnego apetytu. Jadła mniej niż powinna, nie głodząc się (zwyczajnie ani nie czuła potrzeby, ani nie widziała sensu w tym wszystkim).
W tamtym dniu sytuacja zmieniła się. Zjadła więcej. Jeden drozd, kawałek innego mięsa, spożyła czyjąś porcję, nie czując przy tym żadnych wyrzutów sumienia. Po prostu instynkt nakazywał liliowej jeść, jeść i jeść bez żadnego wstydu. Musiała się napełnić, wypchać cały stres z siebie za pomocą zmysłu smaku. 
To on przyniósł ulgę kotce, przynajmniej na chwilę, na chwilę odrzucił daleko za horyzont bezsenność, żałobę i nerwy.
- Ej! Zostaw moje mięso! Zostaw! - usłyszała nerwowy głos Świtającej Maski. - Nie jesteś centrum lasu, by wszystko wpieprzać! - Morskooki zanurzył kły w porcji, którą pałaszowała Pierzasta Mordka.
Następne sekundy poświęcili wzajemnemu ciągnięciu mięsa, jakby bawili się, jak małe kociaki. 
Spojrzała prosto w morską toń ślepiów kocura, spotykając w nich tylko nienawiść, pustkę i bezcelowość istnienia. Czyżby on czuł się podobnie, co ona? W końcu też stracił całą rodzinę, nie posiadał partnerki, dzieci, podobnie jak ona.
Czyżby... podlegali wspólnemu przeznaczeniu?
Chwila nieuwagi spowodowała wyszarpnięcie mięsa z pyska Pierzastej Mordki. Kotka upadła na ziemię, czując przypływ starych emocji. Ponownego zmęczenia, żalu, chęci wysmarkania się w miękki mech.
Świtająca Maska spojrzał z wyższością na liliową. Odszedł na bok z wywalczonym kawałkiem, pałaszując go w samotności.
Kotka podniosła się, otrzepując z kurzu. Fuj, znowu wyglądała jak ósme nieszczęście!
Udała się do legowiska i mozolnie wylizała całe swoje ciało z brudu ziemi. Wyglądała lepiej z każdym pociągnięciem języka po jasnym futrze.
Po kąpieli skierowała się do legowiska medyków, tam postanowiła szukać rozwiązania swojego problemu.
Od razu od wejścia zauważyła Deszczyka, młodego rudzielca, którym dosyć często zajmowała się za czasów jego kocięctwa.
- Ważna sprawa, krótki pazur - miauknęła, dysząc. - Potrzebuję ziół na poprawę apetytu. Macie coś na stanie? 


<Deszczowa Chmuro?>

Od Pierzastej Mordki cd. Żabiego Skoku

teraz

Leżała w legowisku po rutynowym patrolu, czując ogromne zmęczenie. Oczy kleiły jej się, pragnęła tylko na kilka uderzeń serca. Przymykała powieki raz po raz, nie potrafiąc odejść w krainę snów przez lśniące słońce i natłok dźwięków z otoczenia. 
Dlaczego nie potrafiła zasnąć tak w nocy? Coś czuła wizytę u medyków w niedalekiej przyszłości.
Udało jej się zamknąć oczy, zasnąć na kwadrans.
Nawet doświadczyła przyjemnego snu, w którym biegała po zielonej łące, pełnej pachnących kwiatów i pylącej trawy. W tle pojawiła się tęcza, chociaż nie wyczuwała zapachu deszczu. Położyła się na grzbiet i wypatrywała kształtów przyrody wśród chmur.
Pełen spokoju sen zakłócił przeciągły gwizd jakiegoś dziwnego ptaka.
- Dajcie. Mi. W. Końcu. Zasnąć - wycedziła przez zęby. Warknęła pod nosem, uderzając ogonem o ziemię i wysuwając pazury. Wyrzeźbiła nimi kilka prostych linii w gruncie.
Miała dość, zwyczajnie dość. Życie kopnęło ją w dupsko, tak mocno, bardzo mocno.
Klanie Gwiazdy, dlaczego nie dajesz spać liliowej? Dlaczego tak się wyżywasz? Dlaczego zesłałeś tyle cierpień na klan?
Wstała, ze świadomością, iż nie zdoła ponownie zasnąć. Wibrysy drgnęły kotce.
Postanowiła udać się do Żabiego Skoku, ta musiała również niemało wycierpieć po utracie Miedzianej Iskry.
Potuptała do legowiska arlekinki. Stanęła, przełykając ślinę. 
Co jeśli wybuchnie z irytacji przy starszej od siebie? Czy Żabka ją w ogóle pamiętała? Czy nie wygoni liliowej przez chęć odpoczynku? W końcu kotka miała swoje księżyce, miała prawo męczyć się szybciej i inaczej postrzegać świat.
- Ciociu? - miauknęła, podchodząc nieco bliżej znajomej kotki. - Wiesz.... jak... no wiesz.... radzisz sobie po Miedzianej Iskrze? Ja.... okropnie. Nie mogę spać. W dzień mam ochotę na takie wspaniałe spanko. Śnię o rodzinie niemal codziennie, szybciej się męczę. Czy to już starość? Jak się zachowuje starszyzna? Nie chcę już teraz rezygnować z polowań i patroli. To daje mi... nadzieję.

<Żabko? wybacz, że tak krótko>

Od Pierzastej Mordki cd. Wróblowego Serca (Wróblowej Gwiazdy)

 time skip, bo trochę czasu minęło, a fabuła lubi lecieć, a nie stać

Kolejny dzień, kolejny taki sam, nudny, monotonny, z czerwonym kaszlem w tle.
Ostatnie doby wydawały jej się takie same. Były jednym ciągiem tych samych oddechów, kroków, krótkich rozmów bez żadnych zobowiązań. Czuła się duchem, wędrującym pomiędzy członkami, zamiast żywym organizmem, częścią Klanu Wilka.
Zdawało się liliowej, że w oddali słyszała wołanie. Narastające głośno Pierzasta Mordka, wykrzykiwane przez kogoś z rodziców. Miedziana Iskra i Iglasty Krzew w postaci cieni z białymi jak śnieg oczami bacznie przyglądali się jedynej żywej potomkini z ich miotu. 
Biegła w ich kierunku, następnie zauważając pełne wyrzutu spojrzenie Kaczego Trzepotu. Zawróciła, podchodząc ostrożnie do Kaczuszki.
Po chwili naskakiwała na nią Fasolowa Łodyga z serdecznym uśmiechem na pyszczku. Atmosfera na chwilę się rozluźniała.
Potem Pierzasta Mordka się budziła, ledwie trzy godziny po zaśnięciu. Śniła, niemalże codziennie o własnej rodzinie. Do wschodu słońca nie potrafiła powrócić do krainy jawy. Leżała, mrugając raz po raz, oddychając automatycznie, z biologicznym przyzwyczajeniem się. 
Bezsenność trwała już długo, sama nie wiedziała, kiedy to się zaczęło. Po utracie Miedzi? Czy może zaczątki tego powoli narastały po śmierci Kaczuszki i Fasolki? A Igła tylko wzbudził całą sumę reakcji psychologicznych u Pierzastej Mordki?
Tak zaczęła się kolejna noc. Nie potrafiła wyleżeć we własnym legowisku. Usiadła przed kącikiem wojowników i obserwowała gwiazdy, starając się nie widzieć w srebrzystym blasku odbicia uśmiechów rodziny.
- Mam was już dość - miauknęła cicho do siebie, bo czuła narastającą chęć rozpłakania się. Nie zamierzała rozklejać się w środku nocy, budząc kogoś z otoczenia.
- Pierzasta Mordko? Coś się stało? - usłyszała głos Wróblowej Gwiazdy, starego znajomego.
Odwróciła głowę w jego kierunku, dostrzegając bure umaszczenie lidera. Ile czasu minęło, odkąd się poznali? Pamiętała, jak silna przyjaźń połączyła jego i Fasolową Łodygę. Kiedyś to wszystko wydawało się prostsze i mniej skomplikowane.
- Sama już nie wiem, to życie ssie - westchnęła ciężko, czując niewielką ulgę. Przelała trochę swoich emocji w ton głosu. - Dlaczego nie śpisz?

<Wurbel?>

Od Pierzastej Mordki cd. Iglastej Gwiazdy (Iglastego Krzewu)

Ciągły niepokój, napięcie ciążące na sercu, niespokojne noce, dni wypełnione pasmem niepowodzeń i ciągłej irytacji przez tę małą cholerę, Płomień. Każda emocja wyostrzała wewnętrzny perfekcjonizm Pierzastej Mordki. Dostrzegała na swym ciele więcej brudu, przypadkowe spojrzenia zdawały się przypominać o biologicznej płci kotki, chcąc, by ta zapomniała o podszeptach psychiki.
W tamtym momencie jedynie krótka rozmowa z ojcem zdołała chociaż na chwilę pozwolić pointce odpocząć, rozluźnić napięte mięśnie i odrzucić hen daleko kłębek nerwowych myśli.
Istniała, kroczyła na tym świecie z jakiegoś powodu.
Jakiego? Nie miała pojęcia.
Wtedy liczył się tylko zapach ojca, zapach Iglastej Gwiazdy, zapach lasu, domu...
...chwilowego bezpieczeństwa i odpoczynku
***
Miała wrażenie, że wysiądzie jej serce, z powodu ogromnego żalu i żałoby. Organ bił w rytm cykających w oddali świerszczy, odbębniających kolejny z setek nocnych koncertów, część ich rutyny, w końcu co innego mają robić paskudne robale? (zabijać b1). 
Legowisko zdawało się pożerać drobne ciało liliowej, coraz bardziej i bardziej z każdą chwilą. W głowie kotłowały się setki wspomnień z nimi.
Z Fasolową Łodygą, kimś w stylu bratniej duszy dla połowy klanu.
Z Kaczym Trzepotem, najbardziej charakterną z rodzeństwa.
Z Miedzianą Iskrą, mamusią, mentorką.
Z Iglastym Krzewem, cierpliwym, rozumnym liderem (pomimo ukończenia rządów).
Każde z nich stało przed niebieskimi oczami Piórka, uśmiechało się, by dodać otuchy, pomrukiwało próbując uspokoić nerwowy i przyspieszający rytm serca.
Uniosła powieki, po raz tysięczny tej nocy. Obróciła się na drugi bok, skupiając się na legowisku, twardszym niż zwykle. Rozejrzała się, nie słysząc nic. Ta cisza nie przynosiła ulgi, wręcz przeciwnie, pogrążała kotkę w coraz głębszej paranoi, smutku, rozgoryczeniu.
Straciła oboje rodziców, swoje dwie siostry, a reszta rodziny? Żyła, nie posiadając z nią bliższych kontaktów.
Pragnęła tylko móc się komuś wygadać, komukolwiek. Wypłakać w futro, zamiast siedzieć skulona w kącie obozu.
Interakcja z kimkolwiek - byleby przetrwać ten trudny czas. 
Odbyła przymusową kwarantannę, gdyż Lodowatka okazała się chora.
Spirala historii nie zamierzała oszczędzić klanu, dopiero co straciła rodziców, a epidemia czerwonego kaszlu przybyła po kolejne dusze.
Przymknęła oczy, chcąc zapomnieć, pozwolić łzom spłynąć w kierunku wysuszonego gruntu.
Szykowała się kolejna bezsenna noc, pogrążona w rozpaczy i rozpamiętywaniu.
To wszystko przez to, iż nie potrafiła zapomnieć o przeszłości.

09 lipca 2021

Od Pierzastej Mordki cd. Miedzianej Iskry

Wczoraj do obozu wdzierały się promienie słońca, budząc każdego z Klanu Wilka delikatnymi muśnięciami. Powietrze przepełniała ulga i napięty oddech nadciągającego czerwonego kaszlu. Ziemia, wilgotna od rosy, wydawała na świat nowe rośliny. Zapach dwóch kotek, matki i córki, partnerki lidera i jej potomkini, zlał się w jedną całość. To wszystko zwiastowało radość, spokój, uniesienie. 
Stara dusza troszczyła się o młodszą, ta młodsza czerpała całymi łapami macierzyńską miłość. Samo imię, Piórko, odzwierciedlało coś, do czego mama przywiązywała uwagę w przeszłości. 
Liliowa była symbolem, jedynym żywym potomkiem Iglastego Krzewu i Miedzianej Iskry. Pragnęła żyć, pragnęła przeżyć.
Marzyła, by ta chwila z ukochaną karmicielką trwała wieczność. Bez krzyków, bez plam krwi na nieskazitelnie jasnej sierści z masą pręg, bez konieczności myślenia o tym, co przyniesie jutro, bez wystających żeber, bez problemów, bez łez, bez bardzo wielu rzeczy, przynoszących brak nadziei.
- Piórko... myślisz, że jestem dobrą matką? - zapytała się Miedziana Iskra.
Młodsza od razu spojrzała prosto w oczy rodzicielki, nadal posiadające błysk dawnej młodości. Miedź naprawdę posiadała niesamowitą urodę, Pierzasta widziała w niej swój wzór. Tak po prostu, bez żadnych dopowiedzeń czy komentarzy. Kochała mamę najbardziej na świecie (obok sióstr i taty). 
- Tak! Nie mogłam wyobrazić sobie lepszej mamusi! - odpowiedziała liliowa żywym tonem. Widząc drgnięcie powieki u Miedzi, uśmiechnęła się serdecznie. - Oj, muszę być mniej wybuchowa. Tego nauczyła mnie Płomień - szybkich reakcji i ekspresji w głosie.
Miedziana Iskra zaśmiała się delikatnie.
- Naprawdę się cieszę, że chociaż ty nam przeżyłaś. Jesteś moim szczęściem - mruknęła starsza, wracając do czyszczenia ucha córce.
Pierzasta Mordka przymknęła oczy, mrucząc cicho.
Trwaj chwilo, trwaj póki możesz.
***
Zza horyzontu wschodził księżyc, do obozu wdarł się nocny chłód. Temperatura spadła, atmosfera stała się pozornie luźniejsza. Ziemia przyjęła w swoje objęcia Miedzianą Iskrę. Zapach partnerki Iglastego Krzewu utrzymywał się jeszcze w pobliżu dawnego legowiska kotki, lecz zanikał z chwili na chwilę. 
Pierzasta Mordka siedziała na legowisku matki, wdychając ostatnie pozostałości tego zapachu, który pamiętała zza czasów dzieciństwa. Beztroskiego okresu, podczas którego poznała po raz pierwszy karmicielkę i smak powietrza w nozdrzach.
Myśli liliowej przepełniała pustka. W głębi umysłu rozbrzmiewało echo słów pociechy od ducha Miedzianej Iskry, stworzonej przez pogrążony w depresji umysł kotki.
Straciła ją, straciła mamę. Już nigdy jej nie zobaczy, nigdy nie usłyszy perlistego śmiechu, nie ujrzy radości w oczach matki. 
Nigdy, nigdy, nigdy - dopowiadała sobie w rytm bijącego słabo serca.
Wiedziała, że ta chwila nadejdzie, lecz nie spodziewała się tak szybkiego zwrotu akcji. Naprawdę. 
Powinna iść nauczać Lodowatą Łapę czy dotrzymywać towarzystwa ojcu, lecz pragnęła zostać sama. Sama z mchem, by zapamiętać na zawsze tę woń, pełną głębi i leśnego odcienia.
Kilka chłodnych łez skapnęło na puste legowisko, pozbawione duszy.
Żegnaj, mamo - pomyślała, patrząc w niebo, chcąc ujrzeć tę jedną gwiazdę, mrugającą ku jedynej żywej córce.
Żywej ciałem, umierającej duchem.

22 stycznia 2021

Od Pierzastej Mordki cd. Miedzianej Iskry

 time skip do teraz

Życie pędziło w swoim tempie. Los pozwolił Klanowi Wilka na całkiem długi okres spokoju i harmonii. Pierzasta Mordka wylizała rany po niewoli j Stwórcy, a sam okres głodu wspominałaś tylko we snach albi cichych rozmowach z Żabim Skokiem. Utrata siostry, Kaczego Trzepotu, również dobiła kotkę, chociaż Kaczuszka była najbardziej rozbrykana z trójki dzieci Miedzianej Iskry i Iglastego Krzewu.
Właśnie, Igła. Tatuś, lider, zrezygnował z pełnionej funkcji i wegetował sobie w legowisko starszyzny. Gdy liliowa chciała odwiedzić rodzica, żeby trochę ponarzekać na swoją cholerną uczennicę, ten spał albo wyglądał na zmęczonego. Kotka po prostu wybierała sobie nieodpowiednie momenty. Nie do końca jej się to podobalo, Iglasty Krzew miał na karu naprawdę sporo księżyców, a lada dzień, miesiąc, a może godzinę Klan Gwiazdy upomni się o jego duszę.
Na szczęście znacznie częściej udawało wojowniczce rozmawiać z mamą, chociaż z jednym z rodziców udawało jej się rozmawiać.
Siedziała blisko Miedzianej Iskry podczas poobiedniego posiłku. Kotki dzieliły między sobą kawałki mięsa tak, aby obie się najadły. Pierzasta Mordka wyrobiła u siebie zwyczaj, aby jeść jak najwolniej, zębami odgryzać po średnim kęsie ze zdobyczy. Tak sobie postanowiła, gdy przyzwyczajała żołądek do regularnych posiłków.
- Jesteś jakaś spięta, kochanie. Coś się stało? - zapytała się Miedziana Iskra, spoglądając na swoją córkę.
Rzeczywiście, pomimo spokoju panującego w sercu liliowej, wojowniczka czuła się... Spięta. Z przyzwyczajenia, że na horyzoncie może pojawić Płonąca Łapa, ta paskudna cholera. Demon jakich mało, najgorsze bydlę z Klanu Wilka.
- Czyżby znowu coś ci nie grało z Płomień? - zapytała się mama, jakby czytała w myślach swojego dziecka.
- Nie grało? Tego nie da się tak nazwać. Ta... Ta skurczybyczka ciągle ze mną pogrywa! Mam jej po prostu dość! - miauczała Pierzasta Mordka, próbując pozbyć się napięcia ze swojego ciała. Miała nadzieję, że takie narzekanie pomoże chociaż odrobinę w rozluźnieniu się. - Ciągle wyzywa twoją starą... To znaczy ciebie! A ja wyzywam jej starą, Wężowy Wrzask. Naprawdę, jej stara grzmoci kamieniem w kamień, sra pod siebie i robi paskudne rzeczy! Mam dość Płonącej Łapy. Jak tylko zostanie wojowniczką, poszukam sobie partnera, zrobię z nim dzieci i poślę je na tę... Cholerę! Przy okazji dostaniesz w prezencie wnuki albo wnuczki. Oby spokojne... Mamo, proszę cię, nie patrz tak na mnie. Co innego mam z nią zrobić? 

<Miedź?>

15 stycznia 2021

Od Pierzastej Mordki cd. Płonącej Łapy

time skip do teraz

Pierzasta Mordka siedziała na swojej uczennicy podczas codziennego treningu. Dzień jao codzień. Liliowa czyściła swoje futro, ciesząc się jego pięknością i wspaniałym ubarwieniem. Uczennica, dzikus jakich mało, wyrywała się i próbowała gryźć mentorkę w jej ciało. 
- Jeśli będziesz się tak zachowywać to trafisz na dożywotnią kwarantannę do medyków - miauczała starsza, raz po raz waląc młodszą od siebie po pysku. Nie wahała się, by użyć pazurów. Na demona można, to nie grzech, tłumaczyła tak sobie córka Iglastego Krzewu. 
- Jesteś słaba! Słaba, ty, ty.... chodząca kupo gnoju! - odwarknęła Płonąca Łapa, natarczywie atakując liliową. 
- Co ty tam pieprzysz, dzieciaku?! - Wystarczyła myśl o Płomień, dźwięk jej głosu, a Piórko od razu dostawała istnej cholery. Podziwiała siebie, że jeszcze nie zaczęła siwieć przez tę chodzącą armatę. Cóż, przynajmniej uczyła się życia i była pewna jednego - nie postara się o gówniaki zbyt szybko. 
- Jesteś słaba, bo zasłaniasz się innymi! Leniwa dupa! - miauknęła Płonąca Łapa. Wbiła pazury w jedną z przednich łap mentorki, a córka dawnego lidera ugryzła uczennicę w ucho. Obie, prawie w tym samym momencie, wydały wspólny jęk. 
- Słaba to za chwilę będzie twoja dupa, jak cię w nia kopnę! - syknęła Pierzasta Mordka.
- Tylko spróbuj, lampucero!
- Wyrzygany kłak!
- Cuchnąca morda!
- Śmierdzisz jak stary cep!
- Tarzasz się w gównie!
- Walisz śledziem!
- Dwunożni się utuczyli!
- Wyglądasz jak nędzna podróba twojej starej!
I tak przez kolejny kwadrans kotki darły się na siebie, a odpoczywający niedaleko klanowicze zasłaniali sobie uszy albo chowali się w legowisku.
- Posłuchaj! - przerwala dyskusję Pierzasta Mordka, mając dość tego małego gnoja. Drgała jej powieka i czuła, że sama najprędzej zesrałaby się na Płonącą Łapę, aby tylko móc zemścić się na niej jak najlepiej. - Długo już trenujesz. Pokaż mi, że potrafisz pływać, a w zamian za to zamiast lać cię po mordzie, to... Pokażę ci kwiatki do wytarzania się, byś przestała tak śmierdzieć jak kociak!

<Płomień?>

04 grudnia 2020

Od Pierzastej Mordki cd. Płonącej Łapy

 Rozmowa z tą małą cholerą coraz bardziej irytowała Pierzastą Mordkę. Starała się uspokoić oddech, żeby nie unieść się gniewem. To nie przystało kotce, nie. Przynajmniej PRAWDZIWEJ przedstawicielce płci pięknej. Płonąca Łapa w żaden sposób nie przypominała dumnej kocicy, przygotowanej biologiczne do wydania na świat kilku futrzastych bąbelków. Uczennica zachowywała się jak zwykły knur. Ciągle ubrudzona, jeszcze ten cięty język i brak poszanowania dla starszych. Hańba. I to coś jest z nią w jakiś sposób spokrewnione.
Huh? Dobrze, że nie jesteś moją matką! Zresztą, jako kocur nie możesz nią być! - miauknęła ostro młodsza. - Jeszcze czego, żeby mnie frajer wychowywał. Stałabym się takim beznadziejnym przykładem wojownika jak ty.
Miarka się przebrała. Powieka liliowej drgnęła, a futro zmierzwił niespokojny wiatr. Co to za diabeł tkwi w tej klanowiczce? Dlaczego Klan Wilka został tak ukarany? 
- Przepraszam bardzo, kim ty jesteś, żeby nazywać mnie frajerem? A tym bardziej kocurem?! - Piórko krzyczała. Starała się drzeć mordę znacznie głośniej i donośniej niż młodsza. Nie myślała o dobrej opinii. W tej chwili wolała skopać tej pokrace kanciastą dupę.
- Oddychasz jak facet! - odburknęła Płonąca Łapa, spluwając na ziemię.
- Twoja stara powinna się za ciebie wstydzić! - miauknęła Pierzasta Mordka, zmieniając tok rozmowy.
- Twoja stara na ciebie sra! - odpowiedziała od razu uczennica.
- Twoja stara nieumyta!
- Twoja stara wyżej sra niż zad ma!
- Twoja stara podbiera medykom kocimiętkę!
- Twoja stara cię bije!
- Twoja stara drze mordę gorzej niż Potrójny Krok!
- Twoja stara wyciera ci łapy z błota!
- Twoja stara śmierdzi odchodami!
- Twoja stara jest gruba jak pieszczoch!
- Twoja stara nie trzyma moczu!
- Twoja stara zgubiła mózg!
- Twoja stara używa cię jako dywanika!
- Twoja stara tarza się w błocie!
- Twoja stara fujara!
- Twoja stara łazi po nocach zamiast spać!
- Twoja stara zacofana!
I tak przez długi okres czasu Pierzasta Mordka i Płonąca Łapa rzucały tekstami godnymi gimnazjalisty, obrażając swoje matki w lepszy bądź gorszy sposób. Obie wydziały się na cały obóz. Wojownicy, uczniowie i siedząca przed legowiskiem starszyzna patrzyły z politowaniem na liliową i dymną. Kocury i kotki zatykały sobie uszy, chcąc odciąć się od głośnych kotek.
Pierzasta Mordka dawno nie czuła się tak dobrze. Nie zachowywała się może dojrzale, ale w końcu mogła chociaż spróbować dokopać uczennicy! Na zgromadzeniu przygwoździła ją do ziemi, a medyk despota podduszał młodą trawą. Im więcej klanowiczów dawało w kość tej małej cholerze, tym szybciej zdołają dotrzeć do jej mózgu (o ile go posiadała) i usunąć to, co czyniło z niej demona.
- Już dość! - przerwała dyskusję o "twojej starej" córka Iglastej Gwiazdy. - Nadal pamiętam o mchu! Albo go wymienisz, albo wylądujesz nosem w łajnie starszyzny - miauknęła stanowczo, patrząc prosto na Płonącą Łapę.

<Płomień?>

25 października 2020

Od Pierzastej Mordki cd. Płonącej Łapy

 Pierzasta Mordka otrzymała pod swoje skrzydła pierwszą uczennicę. Do liliowej cały czas nie mogła dotrzeć ta informacja. W końcu będzie miała co robić w tym klanie prócz ciągłego narzekania na to, co było! Nie zmieni się od razu w boomerkę i nie skończy w starszyźnie, mówiąc o dawnych, "wspaniałych" czasach.
Nie marzyła jakoś wielce o nauczaniu kogoś z nowszego pokolenia Klanu Wilka. Cieszyło ją spokojne życie, z dala od spojrzeń Stwórcy i jego popleczników, głodówek i udawania, że sytuacja się polepszy. Ostatnimi dniami coraz bardziej irytowała ją obecność kotów z Klanu Burzy. Ciągle mówiła o tym Żabiemu Skokowi, bo arlekince również nie przypadł do gustu tak długi pobyt obcych w klanie. Znali coraz więcej ich sekretów i technik walki czy polowania. Jeszcze im odbije i porwą im medyków jako zakładników, chcąc coś wymusić na Iglastej Gwieździe. W końcu jeden z leczących to jego wnuk. 
Skupiła się na swojej nowej podopiecznej. 
Płonąca Łapa, dymna tortie, z naprawdę ładnym umaszczeniem i ciętym językiem oraz ogromnym ego. To zdołała wywnioskować liliowa podczas kilku pierwszych chwil, spędzonych z czarną. Córka Wężowego Wrzasku dowodziła mową ciała o swojej wyższości i wielkiej pewności siebie. Uniesiony ogon, pewne ruchy, figlarny błysk w oczach. Piórko zrozumiała, że będzie czekało na nią naprawdę ciężkie zadanie. Jednak kto nie inny zdoła, prędzej czy później, wyuczyć kotkę, jak nie ona?
- Nie jesteś mi potrzebny. Słabeuszy nie przyjmuję, rozumiesz? Mnie może szkolić tylko silny i odważny wojownik, bo to ZASZCZYT mnie uczyć, czaisz? - powiedziała Płonąca Łapa.
- Na samym początku zacznijmy od jednego prostego faktu - miauknęła Pierzasta Mordka, gdy czarna skończyła poprzednią wypowiedź. - Nie jestem kocurem, tylko kotką.
Uczennica prychnęła śmiechem w odpowiedzi.
- Kto? Że ty? Kocurem? Przecież pachniesz jak facet, masz jaja i masz męski głos. Nie rób ze mnie głupka - odpowiedziała dymna, nie potrafiąc uwierzyć słowom mentorki.
Liliowa wzięła głęboki wdech. Czekała ją kolejna sytuacja z cyklu: "Jestem babą, nie facetem, bo tak zadecydował los".
- Nie. Jestem kotką i koniec. Nie będę ci na nic odpowiadać, gdy będziesz miauczeć do mnie w męskiej formie - rzekła stanowczo Pierzasta Mordka.
- Teraz taka odważny, a pewnie się boisz własnego cienia. - Płonąca Łapa nie wyglądała na zadowoloną.
Pierzasta Mordka postanowiła nie dawać wejść sobie na głowę takiemu małemu wypierdkowi. W końcu była starsza i do tego zaliczała się do licznego potomstwa Iglastej Gwiazdy. Płynęła w niej krew lidera, dlatego coś z tej krwi należało wykrzesać.
Wzięła Płomień za luźną skórę na karku. Czarna nie miała już wagi kociaka, ale wojowniczka zdołała ją unieść. Skierowała swoje kroki w kierunku legowiska uczniów.
- Ej! Puszczaj mnie! Słyszałeś?! Puść! - Młodsza poruszała nogami, próbując kopnąć liliową, a następnie wbijała pazury w ziemię, aby zatrzymać idącą Piórko.
Pointka milczała. Zdołała donieść dzikuskę na miejsce. Puściła czarną przy jednym z mchów.
- Dzisiaj zaczynasz swój trening. Za kilka godzin udasz się na nocne czuwanie. Nim do tego dojdzie, masz za zadanie wymienić mech każdemu z uczniów. Na moich oczach. Nigdzie nie pozwolę ci iść, dopóki nie wypełnisz swojego zadania - miauknęła Pierzasta Mordka, siadając w wejściu. Czekały ją nerwowe i pełne wrzasków kotki godziny.

<Płonąca Łapo?>

04 października 2020

Od Pierzastej Mordki cd. Słonecznego Zmierzchu

Została mianowana, co naprawdę jej się spodobało. Oznaczało to bowiem, że niewola Stwórcy zakończyła się raz a dobre. Była naprawdę bliska mianowaniu, czyniła postępy, lecz atak nieprzyjaciół zmienił tor jej życia. Spędziła czas pod łapą wrogich Klifiaków, Ciężki Krok, kochany mentor, został zabity. Trafiła pod skrzydła Migoczącej Tafli, która nadzorowała ostatni etap szkolenia liliowej.
Odbierała gratulacje od klanu i własnej, licznej rodziny. Ostatni podszedł do niej Słoneczny Zmierzch, z nieśmiałym uśmiechem. Ona sama wyszczerzyła się do niego zupełnie szczerze. Nie spędzali ze sobą zbyt wiele czasu, a zawsze lepszy jest pozytywny kontakt z własną rodziną.
Podziękowała za gratulacje. Zaważyła po kocurze zdystansowane zachowanie. Ogon ciągnący się po ziemi, dystans między ich ciałami, unikanie kontaktu wzrokowego. Współczuła mu. Wyglądał na naprawdę zmartwionego jakąś rzeczą. Gdyby tylko potrafiła wyczytać jego myśli.
- To... To ja już pójdę - miauknął czekoladowy. - Czeka cię ciężka noc...
- Nie, nie, zaczekaj. Możemy porozmawiać. Mam czas. Do wieczora jeszcze daleko. Nawet słońce nie zachodzi - powiedziała liliowa. Musiała w jakiś sposób pokazać czekoladoweku, że się nim interesuje. Kto wie, jak skończy czekoladowy bez dialogu z innymi?
- Chcesz? - zdziwił się. Nieco uniósł ogon. - D-dobrze... Skoro tak...
- Powiedz mi, jak ci idzie trening mojej siostry? Nie daje w kość? - zapytała się, śmiejąc się przy okazji. Znała doskonale charakter Kaczej Łapy. Z trójki ich rodzeństwa pozostawała najbardziej rozbrykana i żywiołową. Potrafiła postawić na swoim i była uparta jak mało kto.
- Ona? Dobrze, uczy się, dajemy radę. Nie wiem, kiedy zostanie mianowana - mówił spokojnym tonem Słoneczny Zmierzch.
- Oby jak najszybciej. Sporo straciłyśmy przez Stwórcę. Tak dobrze nam szło, a tu niewola wszystko zniszczyła... Na szczęście już po - miauknęła radosnym tonem.
- Jutro idziemy razem na patrol wraz z Migoczącą Taflą. Mogłabyś iść z nami... O ile znajdziesz siły po nocnym czuwaniu - zaproponował nieśmiało czekoladowy.
Oczy niebieskiej błysnęły z zadowoleniem. Wspólna chwila z rodzeństwem? Zawsze i wszędzie! Może nawet przed wyjściem z obozu uda jej się odwiedzić Fasolową Krzywicę i zamienić kilka słów?
- Z wielką chęcią pójdę! Znajdę siły na pewno. Dla was obu warto. - Uśmiechnęła się na potwierdzenie swoich słów.
Zauważyła zachodzące słońce, początek czuwania się zbliżał. Musiała już iść, żeby dopełnić swój obowiązek.
- Ruszam na czuwanie. Fajnie się rozmawiało - miauknęła.
- Naprawdę? - zdziwił się Słoneczny Zmierzch.
- Tak, krótko, ale ważne, że mogliśmy w końcu zamienić więcej słów. Jutro mnie obudź, nim ruszycie na patrol - rzuciła na koniec i udała się na nocne czuwanie.

<Słoneczny Zmierzchu?>

Od Pierzastej Mordki cd. Żabiego Skoku

-... Uh, może wybierzemy się na polowanie i po drodze jeszcze obgadamy ten temat? - zapytała się Żabi Skok podczas rozmowy na temat burzaków w ich obozie.
Pierzasta Mordka odetchnęła z ulgą. Uffff, nie tylko ona nie darzyła obcych zbytnią sympatią. W odpowiedzi pokiwała głową i kilka minut później szły we dwie przez terytorium Klanu Wilka.
- Najpierw coś upolujmy, potem porozmawiajmy - zaporponowała liliowa, a arlekinka od razu sie zgodziła na taki plan.
Pierzasta Mordka udała się w swoje ulubione miejsce do polowań. Polana, niedaleko skraju lasu. Zawsze przebywało na niej dużo zwierząt oraz każdy kot mógł się łatwo ukryć wśród leśnej gęstwiny, aby zdobyć smaczny kąsek. Po przybyciu na miejsce kotka od razu rozejrzała się i skryła wśród nieco wyższej trawy. Skrzywiła się lekko, widząc brud na własnej łapie. Skupiła wzrok na otoczeniu, powoli wracała jej mania wyglądu, po niewoli Stwórcy.
Przez moment żadna zwierzyna się nie pojawiła, jednak jakiś ptak uderzył z rozpędu głową w drzewo i spadł na ziemię. Wojowniczka od razu do niego podbiegła i sprawnym ruchem pozbawiła go życia. Mogła wyczekiwać dłużej na zdrowe zwierzę i zabawić się w gonitwę po lesie, lecz w tamtej chwili wolała porozmawiać z Żabim Skokiem. Klan miał dużo zwierzyny na najbliższe tygodnie, więc nie musiała łapać wielu zwierząt.
W końcu kotki usiadły na dużej skale, wygrzewając się w promieniach słońca. Pierzasta Mordka przymrużyła oczy z przyjemności. Czuła ciepło na swokm futrze oraz zwykły spokój.
- Dlaczego chciałaś porozmawiać o kotach z Klanu Burzy? - zapytała się od razu Żabi Skok.
Liliowa spojrzała na arlekinkę.
- Irytuje mnie ich pobyt w naszym klanie. Pomogli, coś tam upolowali, ale grzeją u nas zadki już kolejny księżyc. Nie podoba mi się to. Poznają nas coraz lepiej. W najmniej spodziewnym momencie mogą zaatakować. Nawet, jeśli słyną z pokojowego nastawienia. Nie ufam im - miauczała córka Iglastej Gwiazdy.
- Doskonale cię rozumiem. Już dawno powinni wrócić. Nie rozumiem, dlaczego nadal mogą chodzić pośród nas - odparła arlekinka.
- Gdyby trzymali się samych siebie, jeszcze byłabym w stanie tolerować ich obecność, ale... W jakim celu ich zastępczyni ciągle się czepia mojego taty? Za nic tego nie rozumiem. To jakaś paranoja. - W celu zmniejszenia uczucia irytacji, kotka zaczęła wylizywać dokładnie łapę z brudu. Wzięła kilka głębokich wdechów i wydechów.
Jeszcze chwilę spędziły na narzekaniu na Klan Burzy. Obie myślały w dosyć podobny sposób. Nie chciały towarzystwa obcych w swoim klanie.

po zgromadzeniu

Pierzasta Mordka słyszała pioruny z oddali w noc samego zgromadzenia. Zaszyła się w ciepłym mchu, ponieważ zaczął padać śnieg.
Naprawdę chciała wiedzieć, co działo się na zgromadzeniu. Znane jej osoby poszły, Kolec, Fasola. Rodzice wprawdzie pozostali w obozie, ale zajmowali się sobą i nie byliby zachwyceni niespodziwanymi odwiedzinami córki.
Piórko zdołała wyczyścić futro. Leżała wśród śniegu, raz po raz go z siebie strzepując. Nudziła się, zwyczajnie nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Liczyła gwiazdy, potem barany.
W końcu się doczekała. Klan wracał do domu.
Niedaleko niej położyła się Żabi Skok. Arlekinka wyglądała na nieco zmartwioną. Liliowa od razu przybliżyła się do kotki, przy okazji robiąc dziury w śniegu.
- Wiem, że jest późno, ale co się działo na zgromadzeniu? Słyszałam pioruny, a potem spadło bardzo dużo śniegu.

<Żabko?>

02 października 2020

Od Pierzastej Mordki cd. Kolczastej Skóry

Niewola się skończyła, Pierzasta Łapa stała się Pierzastą Mordką, zakończyła się wielodniowa głodówka. Dni stały się spokojniejsze, zbliżała się kolejna pora roku, każda rzecz zdawała się trwać w zwykłym spokoju.
Niekoniecznie. Liliowa od kilku dni miała bardzo dziwne sny, niemal pokroju koszmaru sennego. Codziennie znajdowała się na skraju lasu, o zachodzie słońca. Wokoło niej panowała cisza, a w powietrzu wisiało napięcie. W tle widziała biegnącego ku niej Kolczastą Skórę, który uśmiechał się na swój charakterystyczny sposób. Chwilę potem pojawiało się okropne zwierzę, raz wilk, raz lis, raz dziwny cień o błyszczących oczach. Rzucało się biegiem na srebrnego kocura i pożerało go. Piórko milczała, bo czyjeś chłodne szpony zaciskały się na jej gardle. Zawsze wybudzała się z szybko bijącym sercem, często niewyspana.
Powracający sen ciągle nawiedzał głowę liliowej, przez co miała zwyczajnie zły humor.
Zachowywała się dosyć dziwnie w towarzystwie Kolczastej Skóry. Ciągle widziała przed oczami jego śmierć we śnie, jednak nie miauczała mu nic na ten temat. Tylko by ją wyśmiał i uznał za wariatkę. Wolała tego uniknąć, skupiając się na powrocie do dawnej formy fizycznej, sprzed niewoli.
Siedziała z Kaczą Łapą i Fasolkową Krzywicą, wygrzewając się w słońcu. Wokolo panowała cisza, czasami przerywana spokojnymi rozmowami klanowiczów. Liliowa miała zamknięte oczy. Po raz pierwszy spędzała z siostrami czas, cieszyła się z tego. Nie wiedziała sama, ile wspólnych chwil będzie im dane przeżyć, patrząc na to, ile działo się w samym Klanie Wilka na przestrzeni ostatnich księżyców. Nie skupiała się na przeszłości, przynajmniej się starała. Niewola odcisnęła swoje piętno.
Po chwili podbiegł do nich Kolczasta Skóra. Tylko nie teraz. Widok srebrnego ponownie rzucił przed niebieskie oczy córki Iglastej Gwiazdy wizję ze snu. Kocur podsunął im pod łapy wiewiórkę, którą sam upolował. Pierzasta Mordka chciała odmówić posiłku, żeby nie nawiązywać interakcji z kompanem, ale i tak rozpoczęła jedzenie. Uwielbiała wiewiórki. Nie potrafiła sobie odmówić skosztowania jednej z nich.
- Smakuje ci, Pierzasta Mordko? - zapytał się Kolczasta Skóra, oblizując swój pysk.
- Tak, upolowałeś dobry kawałek. Dzięki - miauknęła szybko, jedząc wiewiórkę i dzieląc się nią z Kaczuszką i Fasolką. Za chwilę skończy, a potem pójdzie do legowiska zająć się sobą. Ewentualnie podpatrzy, co robią koty z Klanu Burzy. Coraz bardziej irytowała ją obecność obcych u nich w obozie. Rozumiała, obronili jej dom i pomogli przywrócić normalne warunki życia, ale ci grzali zady w lesie zdecydowanie za długo. Tym bardziej, że była z nimi ich zastępczyni i niewidomo, co planowała.
Podniosła się, miauknęła szybko siostrom pożegnanie, bo "sprawy typowe dla kotki" i ruszyła w kierunku legowiska. Drogę zaszedł jej Kolec, co zdecydowanie nie spodobało się Piórku.
- Nie podchodź mi pod nogi! - miauknęła z oburzeniem, sycząc srebrnemu w pysk. Ten w odpowiedzi się zaśmiał.
- Spokojnie, spokojnie. Co ty taka spięta jesteś? - zapytał się Kolczasta Skóra.
- Bo tak - odpowiedziała krótko liliowa, patrząc na możliwą drogę ominięcia kolegi.
- Nie uciekaj mi tu. Dzisiaj jest nasza kolej na polowanie dla klanu. Za moment. Zapomniałaś o tym? - zapytał się ze zdziwieniem.
Na futro matki, zapomniała o tym! Kiedyś prosiła Iglastą Gwiazdę o możliwość pójścia z Kolcem na polowanie, żeby w końcu mogli się zabawić na terytorium klanu. Maraton zabijania zwierząt w ramach konkursu jak i dla potrzeb klanowiczów. Kompletnie wypadło jej z głowy, że ten dzień nadszedł dzisiaj! A ojciec tyle razy o tym mówił...
- Noooo.... Eeee.... No, nireeee - miauczała, starając się nie brzmieć zakłopotana, ale Kolczasta Skóra nie był głupi.
- Dziwnie się ostatnio zachwoujesz. Co się dzieje? - zapytał się srebrny.
- Nic, naprawdę nic. Pewnie... Pewnie źle sypiam. Ruszajmy lepiej na polowanie. Inaczej dostaniemy burę - powiedziała, od razu idąc ku wyjściu z obozu.
Szli we dwójkę w całkowitej ciszy. Ściółka pod ich nogami wydawała ciche dźwięki. Wszędzie leżała masa kolorowych liści.
Liliowa chciała wrócić do klanu. Obawiała się spełnienia snu, nie marzyło jej się mieć Kolca na sumieniu przez taką głupotę.
- To co, robimy tak, jak się umawialiśmy? Kto mniej zabije, ten wymienia mech? - zapytał się srebrny, uśmiechając się łobuzersko. Takiego kocura liliowa lubiła, ale za bardzo myślała o śnie, aby czuć się pewnie.
- Tak - miauknęła stanowczo. Chociaż na chwilę zapanowała nad nerwami.
Udali się na polowanie. Kotka starała się znaleźć jakąkolwiek zwierzynę, jednak przez brak skupienia nawet kulawa mysz umykała jej spod łap. Niezadowolona zmrużyła oczy.
- Nic nie zdobyłaś? To do ciebie niepodobne - zdziwił się kocur, gdy w którymś momencie minął kotkę.
Nie zdążyła odpowiedzieć, bo zauważyła w cieniu kontury drapieżnika. Futro od razu jej się napuszyło. W panice odepchnęła zaczęła się cofać.
- Kolec... Tam stoi lis. Musimy uciekać.... Inaczej zginiesz... - mówiła, starając się nie krzyknąć.

<Kolec?>

20 września 2020

Od Pierzastej Łapy (Pierzastej Mordki) cd. Wróblowego Serca

dosyć dawno temu, wiosna

Pierzasta Łapa obudziła się bardzo późno jak na uczennicę na wojownika. Słońce świeciło intensywnie, a miała dopiero co zaczynać trening. Wybiegła od razu z legowiska, wzięła w pysk pierwszy lepszy, nieco mniejszy niż reszta, kawałek mięsa. Usiadła przy wejściu do codziennego miejsca snu i odpoczynku wojowników, szybko jedząc śniadanie. Oblizała się, mając nadzieję, że nie wygląda na umorusaną jak prosię.
Weszła do legowiska, jednak nigdzie nie zdołała zauważyć Ciężkiego Kroku. Zdziwiła się. Mentor już dawno czekałby, zwarty i gotowy do dalszego działania. Przy okazji udzielałby czegoś w stylu nagany za spóźnienie się. Nigdzie nie zdołała zauważyć mentora.
- Wiesz może, gdzie jest Ciężki Krok? - zapytała się Wężowego Wrzasku, leżącej z boku. Że też nie trafił się nikt lepszy do zadania tego pytania.
- Źle się czuł. Masz dzień do tyłu z treningiem - odpowiedziała kotka.
Pierzasta Łapa wyszła, nie chcąc oddychać tym samym powietrzem, co córka Nagietkowej Pręgi. Westchnęła. Biedny mentor. Siedział u Potrójnego Kroku i Fasolkowej Łapy, zamiast oddać się swojej pasji, nauczaniu. Kocur naprawdę to lubił, chociaż raz na jakiś czas siadał przypadkowo na ogonie liliowej, przez co przez pół dnia słuchał, jak Piórko narzekała na ból końcówki ciała.
Musiała znaleźć sobie inne zajęcie. Tylko jakie? Nie wyjdzie sama poza obóz, gówniakami w żłobku się nie zajmie, od razu pękną jej uszy. W legowisku uczniów siedziałaby sama. Fasolka pewnie pomagała przy leczeniu Ciężkiego, a Kaczuszka odbębniała własny trening ze Słonecznym Zmierzchem. Liliowej została albo rozmowa z Iglastą Gwiazdą lub odszukanie Miedzianej Iskry i pożalenie się na jakieś małe problemy związane z dorastaniem. Jeśli rodzice nie znajdą dla niej czasu, pozostanie jej jedzenie i spanie przez resztę dnia.
W samą porę natknęła się na Wróblowe Serce. Od razu do niego podeszła. Może on poratuje pozostawioną na lodzie kotkę?
- Cześć, Piórko. Co tam porabiasz? - zapytał się bury.
- Jak dobrze, że cię spotkałam - miauknęła liliowa, uśmiechając się na powitanie. W końcu znała kocurka od jakiegoś czasu i uznała go za całkiem dobrego znajomego. Przyjaciółmi nie byli, lecz burasek miał przynajmniej dodatkową osobę do rozmowy. - Stracę dzień treningu, bo Ciężki Krok się źle czuje i siedzi od rana u medyków. Nie mam, co ze sobą zrobić. Nie chcę za żadne kwiaty klanu pić, jeść, spać w kółko - narzekała kotka. Zazwyczaj nie marudziła, ale co miała poradzić, że takie wydarzenie ją zirytowało?
- Możesz wybrać się na polowanie ze mną i Górskim Szczytem. Dodatkowy kot zawsze się przyda. Nie będziesz się dzięki temu nudzić - zaproponował Wróblowe Serce.
Liliowa zaśmiała się radośnie. Jednak Gwiezdni nad nią czuwają! Tak się negatywnie nastawiała, a tu okazja się trafiła na ciekawe spożytkowanie części dnia. Polowanie z dwójką wojowników!
- Idę! - odpowiedziała od razu.
I tak liliowa, srebrny i bury ruszyli na wspólne zdobywanie jedzenia. Piórko nie poszła do Ciężkiego zapytać się o zgodę. Miauknęła przez kark Iglastej Gwieździe, że wychodzi na polowanie z dwoma wojownikami i tyle wystarczyło.
Szli przez las, budzący się do życia. Śnieg zniknął, pojawiało się coraz więcej zwierząt. Zieleń wracała, kwiaty przygotowywały się do ponownego zakwitnięcia. Liliowa nie mogła doczekać się kolejnego zbierania ziół z Fasolkową Łapą. Zerwie najpiękniejsze kwiaty i zaniesie je rodzicom, w ramach takiej małej wdzięczności za powołanie jej do życia.
Trzymała się z dala od Górskiego Szczytu. Srebrny wyglądał na groźnego osobnika, przez co wywoływał we wnętrzu kotki nieufność. Do tego nie pochodził z klanu, więc wolała trzymać go na dystans.
- Dobrze, myślę, że możemy się rozdzielić - zaproponował Wróblowe Serce. - Może... Ja pójdę w lewo, a wy w prawo. Co wy na to?
Że co?! Miała iść z Górskim Szczytem?! Sama z nim? O nie, nie chciała przez połowę wędrówki zastanawiać się, kto pierwszy zginie z pazurów srebrnego: ona czy zwierzyna łowna.
- Mam lepszy pomysł. Może najpierw wy coś upolujecie i powiecie coś o swoich technikach polowania, a ja popatrzę i potem sama złapię jakiegoś ptaka lub gryzonia? - zapytała się Pierzasta Łapa, mając na nadzieję na zgodę z obu stron.

<Wróbelku?>

Od Pierzastej Łapy (Pierzastej Mordki) cd. Kaczej Łapy

przed mianowaniem Piórka na woja

Pierzasta Łapa wybrała się na wspólny trening z Kaczą Łapą. To miała być pierwsza taka okazja, po zakończeniu niewoli. Niebieskooka cieszyła się z tego powodu. Miała szansę na spędzenie większej ilości czasu z drugą i równie kochaną co Fasolkowa Łapa siostrą. Nawet, jeśli czasami nieprzyjemną i wredną.
- Co będziemy robić? - zapytała się Pierzasta Łapa swojej mentorki, gdy dotarły na całkiem ładnie położoną polanę wśród drzew. Liliowa rozejrzała się, dostrzegając naprawdę masę detali związanych z przyrodą. Uśmiechnęła się mimowolnie. Po takim czasie, spędzonym w obrębie obozu, pod łapą Stwórcy, uśmiech wywoływało w niej każde wyjście. Nawet kilkadziesiąt metrów w jedną stronę.
- Walczyć - stwierdziła Migocząca Tafla.
Piórko przez chwilę zatęskniła za Ciężkim Krokiem, dawnym mentorem. Kocur działał znacznie szybciej i bardziej żywiołowo niż obecna kremowa mentora. Każdy trening dokładnie planował przed jego rozpoczęciem. Niestety klifiaki pozbawiły liliową cudownego towarzysza, a niebieskookiej trafiła się humorzasta Migotka.
Kacza Łapa od razu zaczaiła się na swoją siostrę. Wyglądała na gotową i chętną do walki. Pierzasta Łapa przyglądała jej się.
- Wyczyść futro, jesteś kotką nie kocurem, Kaczuszko - miauknęła niebieskooka, lekko się krzywiąc.
- Nie - odpowiedziała szybko Kacza Łapa i zaatakowała siostrę.
Liliowe walczyły ze sobą pod okiem Migoczącej Tafli. Kremowa wydawała się być znudzona tą czynnością, bo raz za razem zamykała oczy ze znudzenia. Tymczasem córki Iglastej Gwiazdy i Miedzianej Iskry poświeciły się bójce. Używały pazurów i technik, których nauczyły się wcześniej. Tarzały się w ziemi, brudząc swoje jasne futra. Piórku się to nie spodobało, niedawno co układała sobie futro, a teraz praca poszła na marne. Porzuciła te myśli po otrzymaniu mocnego ciosu od Kaczej Łapy, uśmiechającej się z zadowoleniem. Morskooka nie zamierzała się cackać i po prostu zależało jej na wybraniu z Pierzastą Łapą.
- Hmm.. Całkiem dobrze wam idzie. Chyba... Mniej machaj ogonem, Piórko. Kaczuszko, nie gryź szyi siostry. Eh... Dobrze, że nie mam dzieci - miauczała raz po raz Migocząca Tafla.
W którymś momencie Piórko przygniotła liliową siostrę swoim ciałem. Dyszała ze zmęczenia, próbując złapać regularny oddech. Wygrała? Tak szybko? Zdziwiła się. Tak chaotyczna walka nie mogła się tak szybko zakończyć.
- Coś... Wygląda na to, że przegrałaś - powiedziała spokojnie niebieskooka, podnosząc kącik ust.
Na chwilę zapadła cisza.
- Nigdy! - Kacza Łapa w dziwny sposób się przeturlała, zmieniając pozycję.
Pierzasta Łapa teraz leżała pod Kaczuszką, a przed chwilą sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Liliowa zdziwiła się. Wystarczyła chwila nieuwagi. Już wiedziała, nad czym skupi się następnym razem.
- Więc... Ja wygrałam! - miauknęła uczennica Słonecznego Zmierzchu zadowolona. - Byłam lepsza!
- Gratulacje! Jestem z ciebie dumna! Fasolka pewnie też by była - powiedziała Piórko. - Zejdź ze mnie. Zaraz mnie uduisisz.

<Kacza Łapo?>